poniedziałek, 15 października 2018

PONIEDZIAŁEK, 15 PAŹDZIERNIKA 2018

To się nigdy nie skończy. Donosiciele donieśli matce, ile będą kosztowały moje okulary. Samo donoszenie już jest obrzydliwe i pokazuje, w jakim środowisku się matka obraca, ale to, że matce się nawet samej czytać nie chce, choć nie ma nic do roboty, tylko się innymi wyręcza - tego już nawet nie skomentuję.

Nie prosiłam matki o pomoc, bo nigdy jej od niej nie uzyskałam, więc i teraz też nie liczę na to. I teraz tak:

1. Wiedziała, że mam swojego świetnego okulistę, więc za karę umówiła mnie (!!) bez mojej wiedzy i wbrew mojej woli do jej okulisty.
2. Wiedziała, że mój okulista robi mi potrzebne badania, a do tego zna się na mojej chorobie, więc usiłowała mnie zmusić do jakichś drogich badań, których nie potrzebuję (za 500 zł!!), u jej okulisty.
3. Wiedziała, że nie mogę jeździć do jej miasta, bo taksówka kosztuje tam znacznie więcej niż w Warszawie! Za powrót życzą sobie podwójną stawkę! Więc specjalnie to wszystko miało się odbyć w jej mieście.

Ta cała zabawa, którą wbrew mojej woli wymyśliła, kosztowałaby ok. 300-350 zł taxi, 500 zł badania, ok. 200 zł oprawki. Czyli ponad 1000 zł. Do tego moje zdrowie i życie narażone na przemoc - jest dla mnie bezcenne. No i oczywiście matka w ten sposób mogłaby wyłudzić wyniki moich badań. Lekarz miał być na NFZ, tylko do matki nie dociera, że lekarz POZ, który może wystawić skierowanie, przyjmuje tylko w piątki, i to nie w każdy piątek, a do tego nie ma gwarancji, że się pacjent załapie w ten piątek, w który się zapisuje (bo nie ma zapisów wcześniej, tylko w dniu wizyty). Do matki nie dociera też, że nie życzę sobie przemocy, narzucania, robienia czegoś za moimi plecami, podszywania się pode mnie i udawania, że to ja się zapisuję do jej lekarzy, do których nigdy bym się nie zapisała, ani to, że nie będę przyjeżdżać do jej miasta i że ma mnie nigdzie z nikim nie umawiać. 

Gdyby chciała mi faktycznie pomóc, tak jak to deklaruje, to po pierwsze, zapytałaby, w czym tej pomocy potrzebuję, a po drugie, pomogłaby mi w tym, w czym tej pomocy potrzebuję. Tata mi pomagał, bez przemocy (!!) dowożąc mnie do lekarza i biorąc na siebie koszty benzyny tak, że nie musiałam wydawać kasy na taksówki. I w tym pomocy nadal potrzebuję - czy matka weźmie to na siebie? Przejmie pomoc udzielaną mi przez ojca?

No oczywiście, że nie.

Bo ona tylko o pomocy gada, ale jeszcze nikomu nie pomogła. W każdym razie nie mnie.

Tymczasem wpadłam już na pomysł, jak obniżyć trochę koszty tych okularów. Oprawki zamówię na A. Będzie taniej niż u optyka. A do tego odpadnie koszt jednej taksówki, bo nie będę musiała jeździć do optyka dobierać oprawki, bo już je będę miała. To ok. 150 zł mniej. Będę mogła dorzucić do respiratora, którego potrzebę matka cały czas ignoruje, udając, że nic się nie dzieje (nawet nie pyta, jak się czuję, jak oddycham).

Swoją drogą to ciekawe, że matka ignoruje większość objawów EDS, a tylko sobie wybiera te, które jej się podobają, i na te mi "pozwala". "Pozwala" mi chorować na oczy, o, dziękuję za pozwolenie! Tylko że to oszustwo, bo matka wmawia mi choroby oczu, których ja w ogóle nie mam. Owszem, zaćma i jaskra to objawy 6a, nie bez powodu typ ten nazywa się ocular-kyphoscoliotic, tyle że ja ich na razie nie mam! I być może umrę bez nich. Mam inne oczne objawy 6a, znacznie gorsze, bo ich się leczyć nie da, i to z ich powodu najwięcej szóstek przestaje widzieć, i to z ich powodu tak często i ja nic nie widzę, np. kiedy wstaję rano, i to z ich powodu okulista każe mi zmieniać szkła na mocniejsze co pół roku. Ale co ją to obchodzi. Ona widzi tylko czubek własnego nosa.


***
BTW, matka znowu mi coś gada o jakiejś stronie, którą mam zdjąć. Ale nie chce powiedzieć, co to za strona, jaki jest jej adres. I dlaczego to ja mam ją zdjąć. Hakerem nie jestem i nie zajmuję się hakowaniem cudzych stron. Nawet własnej strony nie mam od kilkunastu już lat, bo się do tego nie nadaję tak bardzo, że nawet kopii nie posiadam. Nie planuję się zajmować żadnymi stronami, ani swoimi, ani cudzymi. Do matki to nie dociera.


sobota, 13 października 2018

Tylko po zalogowaniu

Niedługo czytanie tego bloga będzie możliwe wyłącznie po zalogowaniu. Na razie nie wpadłam na lepszy pomysł, żeby się chronić przed matką i donosicielami. Blog jednak będzie dostępny dla czytelników jak dotychczas, bo tylko w ten sposób będzie mógł stanowić dowód, jeśli matka wpadnie na wytoczenie mi procesu, i tylko tak może stanowić pomoc dla innych osób dotkniętych przemocą psychiczną, tylko tak wielu ludzi będzie mogło się dowiedzieć, co jest przemocą psychiczną, na konkretnych przykładach, jeśli nie umieją sobie tego wyobrazić na podstawie przepisów prawnych.

 Bardzo Was przepraszam za te niedogodności.

Kiedyś wystarczyło podać maila, żeby się zalogować. Teraz blogspot wymaga konta google. Ale to nie szkodzi. Okazuje się, że i tak praktycznie każdy je ma, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy (jestem właśnie taką osobą :)).

Blogspot pisze tak:

"Gdy wybierasz opcję „Tylko wybrani czytelnicy”, możesz wskazać osoby, dla których Twój blog będzie widoczny.
Czytelnicy muszą mieć konta Google.
Możesz udostępnić bloga maksymalnie 100 osobom (ta liczba obejmuje czytelników, autorów i administratorów)".

Niestety nie pisze, jak blog udostępnić, ale podejrzewam, że może po nazwie konta google albo po mailu, jakim się tam logujemy. Popróbujemy. :)

W tej sprawie piszcie albo na mojego facebooka, albo na fp, albo na maila, albo w komentarzu - jak wolicie. 

Mam nadzieję, że to tylko przejściowe.


SOBOTA, 13 PAŹDZIERNIKA 2018

To stałe straszenie mnie najściem jest poniżej pasa. Miliardy razy mówiłam jej, że ma tu nie przyjeżdżać, więc wie o tym. Nie pyta mnie z niewiedzy, bo ją ma. Gorzej - w ogóle mnie nie pyta ani nie szanuje moich odpowiedzi! Gdyby uczciwie zapytała, czy się zgadzam na jej przyjazd, a potem szanowała moją odpowiedź, to stres i strach byłyby dużo mniejsze. Ale nigdy o nic mnie nie pytała ani nie obchodziły jej moje odpowiedzi. Zawsze mi tylko siłą narzucała swoją wolę. Nigdy nie było inaczej!

Skoro więc wie, że ma tu nie przyjeżdżać, a mimo to ciągle mi to siłą narzuca, to cel ma tylko jeden: zaszczuć mnie, nastraszyć, zaszantażować, żebym odbierała telefon, podnieść mi puls, zwiększyć zagrożenie (pęknięciem serca, wylewem, udarem, zawałem, pęknięciem tętnicy, samobójstwem - śmiercią), zniszczyć moje zdrowie i życie, zniszczyć mnie. Gdyby nie chciała takich konsekwencji, to nie robiłaby niczego, co je powoduje. To proste. Czyny są więcej warte niż tysiąc słów i mówią wszystko o człowieku.


***
Znowu mnie straszy, że coś zrobi, jak nie usunę tego bloga, i wmawia chorobę psychiczną. Już kompletnie nie nawiązuje kontaktu w innym celu niż przemoc. A tyle razy jej mówiłam, że wystarczy zrezygnować z przemocy! Jak nie chce zrezygnować z przemocy, niech zrezygnuje z kontaktu. Co w tym jest takiego trudnego, że tak się tego zapiera?! Ja czegoś takiego nie robię i żyję, więc czemu ona nie może?

Może zamiast cytować powinnam udostępniać nagrania?

Bo co mogę zrobić więcej? Tylko zakaz zbliżania zostaje, ale jestem durna i nie chcę jej robić problemów, liczę na to, że sama przestanie, chociaż badania wskazują, że przemocowcy się nie zmieniają... Ona niestety takich zahamowań nie ma i jest w stanie zrobić mi wszystko, co tylko wymyśli.

Dziś już wydzwaniała ponad 20 razy i wydzwania nadal. Raz za razem, bez żadnej przerwy! A jest dopiero 14!

Matka się z niczym już nie kryje. Na moje pytanie, czy w końcu przestanie używać przemocy, odpowiedziała wprost - "Nie przestanę". To chyba mówi wszystko?

Matka usiłuje mnie zmusić, żebym przestała pisać tego bloga. A ponieważ każdy kontakt z jej strony to przemoc, jedynym wyjściem, żeby nie mieć o czym pisać, jest rezygnacja z kontaktu. Więc spełnię jej życzenie. To tylko moja dobra wola, powinna to docenić. Napisałam jej sms-a: "Nie będę już odbierać tego numeru. Jak będziesz mieć sprawę albo problem, to pisz maile. Ale bez przemocy". Niestety zaraz po tym sms-ie wydzwaniała, więc nie sądzę, żeby chciała zrezygnować z przemocy. Ale przynajmniej mam czyste sumienie, pozostawiłam jej wybór. Ma szansę na kontakt, na bycie matką, na bycie w moim życiu, chociaż po tym wszystkim jej mieć nie powinna.

***
Wykrakałam. Nie chce zrezygnować z przemocy. Nie chce pisać maili. Za to szantażuje mnie znowu najściem.

***
Tylko dziś matka dzwoniła... 39 razy. Rozumiecie już, jaki to jest stopień kontroli?

***
Tak dla jasności. Matka ma prawo nie chcieć być moją matką, nie chcieć być w moim życiu. Ma prawo mieć mnie gdzieś, olać, zignorować, nie mieć ze mną nic wspólnego. Nie ma tylko prawa stosować wobec mnie przemocy. Tylko tyle.


piątek, 12 października 2018

PIĄTEK, 12 PAŹDZIERNIKA 2018

Dzwoniła w nocy. Miałam nie oddzwaniać, ale usłyszałam na korytarzu czyjeś kroki i struchlałam ze strachu, że to ona. Na szczęście okazało się, że nie, ale tak się już bałam, że to przyjedzie, jak nie oddzwonię, że oddzwoniłam. I usłyszałam, że chce tu przyjechać! Oczywiście powiedziałam, że się na to kategorycznie nie zgadzam. Wcześniej nie siedziała tu nigdy długo, bo tata mnie chronił. Straszył ją, że odjedzie bez niej, jeśli szybko nie zejdzie do samochodu, więc się bała, że tak zrobi. Teraz się niczego nie będzie bała, więc na bank nie będzie chciała wyjść, jak jej każę, więc nie mogę dopuścić, żeby tu weszła. :/

Dziś była dużo bardziej zajadła niż kiedykolwiek. Usiłowała mi narzucić WSZYSTKO. Usiłowała mnie zmuszać do ubierania się, jak mi każe, do jedzenia tego, co mi każe, do robienia tego, co mi każe i wtedy, kiedy mi każe. Do zrezygnowania z pełnego, ciekawego życia, zdobywania wiedzy, ciekawych kontaktów na rzecz życia, w którym nic nie ma poza nią, garami i ciuchami. Usiłowała mnie zmusić, żebym była nieszczęśliwa i bez poczucia bezpieczeństwa. Od zawsze ją mierzi każda moja radość, dlatego to wszystko robi, odkąd pamiętam.

Matka marzy, żebym z nią latała po sklepach. Nie mogę w to uwierzyć. Mamy 21. wiek, od lat robię zakupy przez Internet, i te ubraniowe, i te żywieniowe. Nie ma już powodu, żeby marnować czas, siły i energię na takie rzeczy. Nie ma już powodu, żeby marnować życie - przecież życie, czas to najcenniejsze, co mamy, i nikt nam tego nie zwróci, jak zmarnujemy! Na takie rzeczy trzeba marnować jak najmniej czasu! Zamiast tego trzeba przeznaczać czas na to, co jest tego warte, na to, co ciekawe, przyjemne, co sprawia radość. Na to, co daje coś nam albo przyda się społeczności, słabszym, zwierzętom. Cenna jest każda minuta, nie wolno nam żadnej zmarnować, bo drugi raz nie będziemy żyć. A tym bardziej nie wolno nam marnować CUDZEGO czasu! Bo kim jesteśmy? Bogami, żeby decydować o cudzym czasie, nie jesteśmy! Jak matka ma za dużo czasu, że tak lekką ręką chce go marnować, to niech sobie znajdzie sensowne zajęcie, niech zrobi coś, co jej sprawia przyjemność. Albo niech zajmie się wolontariatem, niech pomoże jakiejś prozwierzęcej fundacji, założy dom tymczasowy i ratuje zwierzaki itd. Będzie miała 2 w 1 - i przyjemność dla siebie, i coś dobrego dla kogoś zrobi. Jest co robić. Ale ona przecież nie może zrobić nic dobrego, bo jest zajęta wyrządzaniem zła mnie.

Mało tego, ona twierdzi, że może mnie nauczyć życia! Nic śmieszniejszego chyba nie słyszeliście. Ktoś, kto nigdy nie miał własnego życia, za to systematycznie niszczy cudze życia, chce mnie uczyć o życiu! Ktoś, kto nie umiał mnie nauczyć niczego, nawet kiedy byłam w podstawówce! O czym chce mnie uczyć, o altmedach?!

Owszem, istnieją ludzie bez wykształcenia, ale posiadający ogromną wiedzę w jakimś temacie, który ich interesuje, więc nawet od takich ludzi można się naprawdę dużo nauczyć. Tyle że ona nie ma żadnych zainteresowań, żadnej pasji. Nie czyta, nie uczy się nowych rzeczy, nie poszerza horyzontów. Nigdy nie rozumiałam, jak można tak bardzo nie chcieć niczego wiedzieć. Całą podstawówkę dzień w dzień po lekcjach chodziłam na koła zainteresowań, bo tyle rzeczy mnie interesowało! Chodziłam na koło polonistyczne, biblioteczne, teatralne, historyczne, muzyczne, plastyczne. Byłam podwójnie szczęśliwa, bo to nie tylko było ciekawe, ale pozwalało mi nie bywać w domu, z matką, unikać jej przemocy. Było tyle rzeczy, które mnie ciekawiły, że nawet teraz, kiedy demencja nie pozwala mi czytać książek z wyższej półki, nadal jest więcej książek, niż mogę przeczytać! Na osiedlu rodziców była świetnie zaopatrzona biblioteka garnizonowa, znosiłam masę książek do domu. A teraz? Teraz to jest raj dla czytelnika, bo masę książek jest w Internecie! Nic nie ogranicza do nich dostępu! Wystarczy tylko chcieć po nie sięgnąć. Matka nigdy nie chciała. Nie miała niczego, czego mogłaby mnie nauczyć, a do tego nie chciała słuchać tego, co jej opowiadałam, co wyczytałam. Więc szybko przestałam się tym z nią dzielić i znalazłam sobie znajomych, którzy nie tylko chcieli słuchać, ale do tego ze mną ROZMAWIALI.

Jeśli chodzi o wiedzę życiową, to mam ją większą od matki. Matka nigdzie nie bywała. Nie chodziła do teatru, filharmonii, kina, zwiedzać, mimo że mieszka tak blisko Warszawy - nigdy nie wyraziła chęci, żeby się do mnie przyłączyć. Nigdzie nie wyjeżdżała. A jak już wyjeżdżała, to po całych dniach leżała na leżaku na balkonie, a to ja z ojcem chodziliśmy po górach, zwiedzaliśmy, jeździliśmy na wszystkie wycieczki organizowane przez domy wczasowe. Matka - nigdy nigdzie z nami nie poszła, nie pojechała, nigdy się nie ruszyła z pokoju! Miała tylko pretensje do ojca, że on wyjeżdża w delegacje, ale jak ona miała okazję wyjechać, to się nie ruszała z ośrodka. Matka nigdy się nie uczyła, nie ma pojęcia o edukacji. Nigdy też nie pracowała, nie wie, jak się zarabia pieniądze ciężką pracą, jak się trzeba dogadywać z szefami czy z kolegami z pracy. Ona nie ma wiedzy życiowej. Sama nigdy nie żyła ani nie rozmawiała z ludźmi, którzy coś przeżyli, bo nawet nigdy nie chciała takich ludzi poznać. Nigdy nie chciała mieć żadnej wiedzy.

Całe życie uczyła mnie tylko przemocy, nienawiści, udawania, oszukiwania, dwulicowości. Uczyła mnie, że nikomu nie wolno ufać, bo każdy chce mnie tylko wykorzystać, że każdy jest fałszywy. Każdy sądzi podług siebie. Ja nigdy nie byłam taka jak ona, więc nie wierzyłam, że na świecie są tylko ludzie tacy jak ona. Nie złamała mnie w dzieciństwie, więc i nie złamie teraz.

Sama, metodą prób i błędów, nauczyłam się znajdować uczciwych ludzi, wartych zaprzyjaźnienia się, ludzi, przy których mogę być sobą, przy których nie muszę nic udawać, ludzi, którzy powiedzą mi prawdę, kiedy ich poproszę, ale nie będą wyskakiwać z przemocą. Nauczyłam się z nimi rozmawiać i postępować tak, żeby nie stracić ani ich, ani siebie. Nauczyłam się sama nie używać wobec nich przemocy, chociaż matka nigdy nie nauczyła mnie niczego innego. Nauczyłam się tego wbrew niej. Wszystkiego, co wiem o życiu, nauczyłam się sama, bo matka uczyła mnie tylko takich rzeczy, które można było tylko odrzucić, bo ich w życiu być nie powinno. I to mimo że byłam dzieckiem z ZA! Gdybym była głupia albo uległa, to pewnie wyprałaby mi mózg i zrobiła ze mnie swoją kopię.

Widocznie wdałam się w ojca, dziadka i babcię, ale nie w nią. Ale po kim ona to ma?


środa, 10 października 2018

ŚRODA, 10 PAŹDZIERNIKA 2018

Bez przerwy wydzwania, dzień w dzień, choć już dzwoniła wczoraj, a nie ma mi nic do powiedzenia, poza przemocą. Zresztą nawet gdyby miała, to od tego są maile!! Jeszcze się nie zdarzyło, żeby miała mi do powiedzenia coś, czego się nie da powiedzieć mailem, więc robi to złośliwie, wiedząc, że nie mogę rozmawiać przez telefon, bo mam ZA.

Cały czas mi narzuca wszystko, odzywa się do mnie imperatywem - zrób to, zrób tamto, zapisz się tu, zrób badania - mimo że nie ma takiego prawa, bo nie jestem jej mężem. Mimo to jak zwykle daję jej szansę. Najpierw mówię, żeby przestała. Zignorowała to. Więc mówię, że to jest narzucanie, a więc przemoc, i ma przestać jej używać. Nie przestaje, nie zaczęła nawet słuchać, nie przerwała swojej przemocowej gadki, nie przeprosiła. No to się żegnam i odkładam słuchawkę. I znowu - wielokrotny stalking.


wtorek, 9 października 2018

WTOREK, 9 PAŹDZIERNIKA 2018

Nie mam z kim rozmawiać o EDS, to mnie ciągle gubi. Nieopatrznie powiedziałam matce o tym, że mam problemy z oczami i że muszę iść znowu do okulisty, oraz że muszę się umówić na USG jamy brzusznej. Nie prosiłam o żadną pomoc. I oczywiście matka mi jej nie udzieliła, ale dziś wydzwania i informuje mnie, że umówiła mnie (!!) do okulisty na jakieś drogie badanie, i to w jej mieście. Zamiast mi pomóc - skoro nazywa to pomocą - dostać się do mojego okulisty, to ona usiłuje mi znowu narzucić swoją wolę. Chce mnie zmusić, żebym poszła do jej lekarza, w jej mieście i zrobiła badania, które ona mi każe. TO MA BYĆ POMOC?!

Nawet mnie nie zapytała, czy w ogóle potrzebuję pomocy, a jeśli tak, to jakiej - bez tego nie da się pomóc, a narzucanie swojej woli NIE JEST POMOCĄ! Zwłaszcza, że jej mówiłam, że ma mnie nigdzie nie umawiać, a już na pewno nie w jej mieście. Nie prosiłam o pomoc, bo wiem, że matka mi jej nie udzieli, tylko znowu będzie mnie do czegoś zmuszać.

Dla mnie to już jest za dużo. Kiedy tata żył, to chronił mnie, nie dawał matce telefonu codziennie, więc mogłam się wyleczyć z każdego jej telefonu w ciągu kilku dni. Teraz nie mogę, nie mam jak. Już więcej nie dam rady unieść, a matka dokłada mi codziennie. :(

***
Nie można jej nic powiedzieć. Nie będę już nic mówiła. Wie, na co choruję. Wie, jakie ta choroba ma objawy. I tyle. To musi jej wystarczyć. Gdyby NAPRAWDĘ chciała mi pomóc, to już dawno wiedziałaby wszystko o 6a, wiedziałaby więcej ode mnie i robiłaby wszystko, co można, żeby choćby zmniejszy ból. Ale jej zależy, żebym cierpiała bardziej, a nie mniej! Przecież ona nawet nigdy mi nie zaproponowała choćby spaceru, który nic nie kosztuje! Bo do tego musiałaby przestać udawać, że nie mam EDS i że mogę chodzić! A to oznacza, że musiałaby się przyznać w końcu do wszystkich swoich win. Ona tego nigdy nie zrobi. Będzie szła w zaparte i niszczyła mnie, zamiast odpokutować.

***
Już od jakiegoś czasu jestem przerażona tym, co matka może wymyślić w grudniu na święta. Wie, że jestem ateistką i że nie obchodzę żadnych świąt, ale przecież to niemożliwe, żeby dała mi spokój! Mogę się założyć, że albo będzie chciała się tu wcisnąć wbrew mojej woli, albo każe mi przestać być niepełnosprawną i chodzić po schodach do jej mieszkania. Najzabawniejsze jest to, że ona też jest ateistką, więc to nie są w ogóle jej święta! Robi to tylko mi na złość. I żeby potem rozpowiadać, jaka to jest biedna, sama w święta. Tylko dziwnym trafem jakoś nie narzeka, że jest sama także w Chanukę czy Diwali, które są tak samo  świętami ateistycznymi jak Boże Narodzenie. No ale przecież gdyby skłamała, że jest żydówką czy hinduistką, to by ją wyśmiali wszyscy, nikt by jej nie współczuł, więc lepiej kłamać, że jest katoliczką, to wtedy się jeszcze nad nią użalą. Ludzie za łatwo zapominają, że wojsko jest ateistyczne. 


niedziela, 7 października 2018

NIEDZIELA, 7 PAŹDZIERNIKA 2018

Za każdym razem mówię matce, żeby tu nie przyjeżdżała. A ona za każdym razem usiłuje się tu wcisnąć. Ciągle mnie straszy tym, że tu przyjedzie. Notorycznie takie szantaże mi serwuje, ze strachu wstrzymuję oddech za każdym razem, jak słyszę kroki na korytarzu. Przez to cały czas jestem w stanie, który się nazywa "uciekaj albo walcz".


"Stres – już samo słowo działa na wiele osób elektryzująco. Kojarzy się z napięciem, przeciążeniem psychicznym, nerwowością, wybuchami furii. Stres uważany jest za jedną z przyczyn zawałów, wylewów, choroby wrzodowej, bezsenności, depresji, zaburzeń lękowych, nowotworów i wielu innych dolegliwości z uzależnieniem od alkoholu włącznie określanych mianem chorób cywilizacyjnych. Wszystko to prawda: stres wynikający z przeciążenia jest niebezpieczny dla zdrowia szczególnie wtedy gdy jest długotrwały.

Walcz lub uciekaj
Na skutek zadziałania bodźca – stresora, w układzie nerwowym dochodzi do szeregu reakcji biochemicznych skutkujących wydzieleniem silnie pobudzających hormonów m.in. adrenaliny i kortyzolu. Dzięki nim organizm jest gotowy do zwiększonego wysiłku, przygotowany na wypadek sytuacji zmuszającej do walki bądź ucieczki – serce bije szybciej, wzrasta ciśnienie krwi, tętno i oddech przyśpiesza, zwiększa się poziom glukozy we krwi– wszystko po to aby zwiększyć dotlenienie i wydolność organizmu. Inne funkcje życiowe tj. trawienie czy mechanizmy odpowiedzialne za odporność schodzą na plan dalszy. Człowiek jest gotowy do walki o przetrwanie bądź serwowania się ucieczką".

"Gdy ilość i ciężar zadań przewyższa zasoby organizmu pomagające w radzeniu sobie z nimi mamy do czynienia ze stresem negatywnym, wynikającym z przeciążenia tzw. dystresem. Jeżeli sytuacja przeciążenia zdarza się od czasu do czasu organizm jest w stanie poradzić sobie z jego negatywnymi skutkami, gdy trwa to miesiącami bądź nawet latami konsekwencje mogą być tragiczne. Gdy proces ten jest rozciągnięty w czasie wygląda to tak, jakby ktoś ciągle był w gotowości bojowej, tak jak żołnierz w okopie czekający na rozkaz ruszenia do ataku: w ciągłym napięciu, lęku, niepewności. Już nie tylko kardiolodzy ratujący życie 40-letnim przeciążonym stresem zawałowcom ale i psychoonkolodzy biją na alarm. Badania pokazują ogromny wpływ przewlekłego stresu na zachorowalność na choroby nowotworowe".


Tak, właśnie to mi serwuje matka od 42 lat.

Dziś mi wmawiała, że mogę zrobić prawo jazdy, chociaż wie, że nie mogę! I wmawiała mi to kłamstwo kilkakrotnie, mimo że jej mówiłam, że ma przestać. Okazało się też, że przypisała sobie wszystkie zasługi ojca! Uważa, że to ona mi pomagała, a nie ojciec! No to już jest skandaliczne, brak mi słów, nawet nie wiem, co mam powiedzieć. Jak można w ogóle wymyślić coś takiego, A CO DOPIERO POWIEDZIEĆ NA GŁOS?! 

Każdą pomoc, jakiej potrzebowałam, dostawałam zawsze tylko od ojca. Brakuje mi go nie tylko dlatego, że był moim ojcem, że go kochałam, brakuje mi czasu spędzanego razem, naszych rozmów, wypadów do knajp, na grzyby do lasu itd. Ale też brak jego pomocy jest teraz dla mnie mocno odczuwalny na każdym kroku. Braku "pomocy" matki nie odczuwam w ogóle, bo przecież nic się nie zmieniło w tej kwestii, kompletnie nic! Nie zastępuje ojca, nie przejęła jego pomocy, nie robi niczego, co on robił dla mnie. I nie piszę tego dlatego, że tego oczekuję, tylko po to, żeby pokazać, jak absurdalne jest to, co mówi matka - że ona mi rzekomo pomagała. 

To on mi pomagał finansowo. To on mnie woził wszędzie, gdzie potrzebowałam. To on ze mną odrabiał lekcje, jak byłam w szkole. To on zawsze mi coś przybił w mieszkaniu, wywiercił dziurę itd. To on mi udostępniał swój komputer, kiedy nie miałam jeszcze własnego, i to z jego skrzynki mailowej wysyłałam maile, jak nie miałam jeszcze swojej. I ona śmie teraz mówić, że to wszystko to ona?! Nigdy nie kiwnęła palcem. Nawet jak ją prosiłam o pomoc, to jej nie otrzymywałam, wyśmiewała mnie tylko. Jak ją spytałam, w czym mi rzekomo pomagała, to miała tylko jedno do powiedzenia: "Przecież ojciec ci woził wałówki!" No właśnie. Znowu ojciec. Ojciec woził, nie ona! W dodatku to nie było jedzenie dla mnie, tylko dla niej, nie prosiłam o nie, bo ja takich rzeczy nie jem (a jak prosiłam o coś konkretnego, to oczywiście tego nie kupowała), wręcz za każdym razem mówiłam, że tego nie chcę i że ma przestać wysługiwać się ojcem, żeby mi się narzucać z tym, czego nie chcę! A ona jeszcze za to oczekuje wdzięczności! A skoro nie jestem jej wdzięczna za przemoc, narzucanie się, nachodzenie mnie - to to jest "rażąca niewdzięczność"! Wyobrażacie sobie?!

To nawet nie wszystko. Matka całe życie żyła z pomocy ojca i po jego śmierci korzysta z jego pomocy nadal. Wszystko, absolutnie wszystko, co ma, zawdzięcza ojcu. Mieszka w mieszkaniu, które on lata temu dostał jako służbowe. I żyje z jego emerytury! Bo przecież sama nie przepracowała ani dnia i nie zarobiła ani złotówki. Matka w jeszcze większym stopniu niż ja zawdzięcza wszystko ojcu. Bo ja i pracowałam ponad siły, i mam różne osiągnięcia w różnych dziedzinach, a matka ma tylko to, co dostała od ojca. I wyskakuje z tekstem, że to ona pomagała?! Dobrze, że nie mówiła takich rzeczy przy ojcu...

Nie wiem, do czego ona się jeszcze posunie, ale wiem, że dla niej nie ma żadnej granicy przemocy czy kłamania, udawania. Jest zdolna do wszystkiego.

Jeśli matka zdecyduje, że będzie mi nadal przelewać alimenty, które przelewał mi ojciec, TO BĘDĘ JEJ WDZIĘCZNA TAK SAMO, JAK BYŁAM WDZIĘCZNA OJCU. Ale nie zeszmacę się dla żadnych pieniędzy. Nie dam się tak traktować dla żadnych pieniędzy. Jeśli matka uważa, że pieniądze sprawiają, że wolno jej używać przemocy wobec mnie, to się myli. Wolę, żeby nie przelewała mi nic, żeby mnie nawet wydziedziczyła, ale dała mi spokój.

czwartek, 4 października 2018

CZWARTEK, 4 PAŹDZIERNIKA 2018

Zadzwoniłam dziś do matki, żeby jej powiedzieć, czego się dowiedziałam w urzędzie - żeby jej zaoszczędzić mylnych informacji, które miała, i załatwiania niepotrzebnych dokumentów. Dopóki o tym mówiłam, wszystko było ok. Jak tylko skończyłam, włączyła przemoc i zaczęła mi wmawiać, że nie mam EDS, oraz się wciskać do mnie do domu! Po raz kolejny! Wiedząc, że nie ma takiej opcji! Skąd jej to w ogóle mogło przyjść do głowy?!

Mało tego, co ona musi kłamać o mnie swoim znajomym, skoro podobno pytają ją teraz, kiedy się do niej wprowadzę?! Że ukrywa przemoc, to zrozumiałe, wszyscy przemocowcy tak właśnie robią, ale to znaczy, że ci znajomi nie wiedzą nawet, jaki jest mój stan zdrowia i jaka sprawność! Albo nie wiedzą, że matka mieszka na pierwszym piętrze (ale to raczej nie to, bo na parter na tym osiedlu też trzeba wchodzić po schodach, a tak mają wszyscy mieszkańcy, więc nie da się o tym nie wiedzieć!), albo nie wiedzą, że już od lat nie mogę chodzić po schodach! Dodatkowo nie wiem, co ci ludzie mają w głowach - przecież wyprowadziłam się z tego miasta właśnie ze względu na możliwości leczenia - tam nie ma żadnych, a do tego pogotowie nie wyjeżdża poza granice miasta, odmawia dowiezienia pacjenta na SOR, kiedy jest taka potrzeba! Jeszcze jak tam mieszkałam, to tata musiał mnie na SOR wozić samochodem, bo żadna karetka z Wawy nie chciała tam pojechać!

To marzenie matki, żeby mnie całkowicie odizolować od świata. Gdybym mieszkała u matki, nie miałabym dostępu do leczenia, do fizjoterapii, do pomocy jakiejkolwiek, nie mogłabym wychodzić z mieszkania, a więc byłabym skazana na łaskę matki, która z radością nie wykupowałaby mi leków. Nie mogłabym się też widywać ze znajomymi. O przemocy 24/7 nie wspominając. Uciekłam stamtąd żeby żyć, w sensie bardzo dosłownym, nie tylko psychicznym. Jak komuś w ogóle mogło przyjść do głowy, żebym się dobrowolnie skazała na śmierć?! Jak można coś takiego proponować KOMUKOLWIEK?!

Wolałabym się zabić, niż zamieszkać z matką.


środa, 3 października 2018

WTOREK, 2 PAŹDZIERNIKA 2018

No i znowu to samo jak zwykle. Jak coś chce, ma jakiś interes, to jakoś nagle zapomina o przemocy, nie używa jej. Dziś jej nie używała prawie przez godzinę! Kolejny dowód, że doskonale wie, co to jest przemoc, i nie ma problemu z powstrzymaniem się. Więc kiedy jej używa, to celowo. Nie ma innego wytłumaczenia. Świetny sposób wymyśliła, jeszcze lepszy niż inni przemocowcy. Bo inni marnują czas na przeprosiny nawet, przynoszą kwiaty, czekoladki, przepraszają ofiarę i przez jakiś czas są do rany przyłóż. Moja matka tego nie robi, wystarczy, że raz na kilka dni porozmawia przez chwilę bez przemocy.

Jak już załatwiła ze mną swoją sprawę, to natychmiast, w jednej sekundzie, gładko przeszła do przemocy. I jeszcze się tłumaczy, że przecież jak matka ma się powstrzymać od przemocy? Przecież to normalne, że skoro dziecko jest chore, to matka musi je nękać. Takie jest jej rozumowanie. Cóż, moje jest inne. Matka to ktoś, kto bezwarunkowo kocha swoje dziecko i wspiera je bezwzględnie we wszystkim, w każdej decyzji. Nawet jeśli cierpiące dziecko postanowi, że chce się poddać eutanazji, to matka ma wspierać i zrobić wszystko, żeby pomóc tę eutanazję zorganizować. Moja matka odwrotnie - miłość warunkowa i tylko wtedy, kiedy robię to, co ona mi każe - czyli nigdy. A jak cierpię, to mam cierpieć jeszcze bardziej, jeszcze musi dokręcić śrubę i nękać intensywniej, o żadnej pomocy to mowy nie ma.

Mimo że wyobrażam sobie matkę tak jak wyżej, od mojej tego nie wymagam. Mam tylko jedno wymaganie: brak przemocy. Nie czekam na żadną miłość, pomoc, wsparcie, whatever. Wystarczy mi brak przemocy. Tak właściwie to wychodzi na to, że wystarczy mi, że matka nie będzie wobec mnie łamać prawa. Czy to naprawdę jest tak dużo, do cholery?!


ŚRODA, 3 PAŹDZIERNIKA 2018

Wydzwania w nocy, kiedy śpię, więc oddzwaniam, jak już mogę. Znowu zaczyna od przesłuchania, zamiast przejść do rzeczy. Więc pytam, jak zwykle, jaką ma do mnie sprawę. I uwaga! Pierwszy raz w życiu powiedziała, w jakiej sprawie dzwoni! Otóż usłyszała od kogoś o klinice nefrologicznej na Lindleya i zaczyna mi o tym opowiadać. Pytam ją, po co mi to mówi, bo ja już przecież mam nefrologa i nie potrzebuję nowego. Pytam, w czym potrzebuje pomocy, no bo nie wiem, do tej pory to matka załatwiała lekarzy, także ojcu, bez niczyjej pomocy, ale może telefonu nie odbierają w poradni i chce, żebym ją zapisała mailem czy coś? "Ale to dla ciebie!" Ręce mi znowu opadły. Znowu usiłuje mi coś narzucać i dawać nieproszone rady - tak, to przemoc psychiczna! I jest ujęta w niebieskiej karcie! Jest nielegalna w naszym kraju!

Mówię jej, że ma się moim zdrowiem nie zajmować, bo to nie jej sprawa. Koniec tego tematu, nie będziemy więcej o tym rozmawiać. Ale to ignoruje.

Znowu powtarzam, że ja już mam nefrologa, nie chcę o tym rozmawiać, nie ma sensu w ogóle z nią rozmawiać o zdrowiu, przecież ciągle ma urojenia na tym punkcie i kłamie. I nie pomyliłam się, znowu usłyszałam, że "trzeba ci zdiagnozować nerki", choć to bzdura, bo już mam zdiagnozowane, na sorze mi badania zrobili, wiadomo, jaki to typ zapalenia (cewkowo-śródmiąższowe), oraz czemu się pojawia (bo 6a). Ale nie, matka dalej brnie w kłamstwa! "To przez zaburzenia hormonalne"! Nie no, mam już dość. Miała do mnie dzwonić, jak podejmie decyzję, że już nie będzie używać przemocy, a znowu mnie oszukała. Mówię jej to i odkładam słuchawkę, więc mnie stalkuje potem wiele razy, też jak zawsze. Dziś dzwoniła już 9 razy, a jest dopiero 14!


poniedziałek, 1 października 2018

PONIEDZIAŁEK, 1 PAŹDZIERNIKA 2018

Zaraz mam wizytę u lekarza, muszę się szykować, matka wydzwania w nocy i znowu to samo.

- Mów szybko, co chcesz, bo nie mam czasu.
- Jak to nie masz czasu, nie masz nic do roboty!
- Nie życzę sobie takich tekstów! To, że ty nie masz życia, nie znaczy, że ja też nie mam.
- Ja też sobie nie życzę, ludzie do mnie dzwonią. Musimy coś z tym zrobić.
- Właśnie, musimy coś z tym zrobić. Po prostu skończ z tą przemocą.
- Nie wymyślaj tego o przemocy, znajdę ci terapeutę!

Odkładam słuchawkę. MNIE terapeutę?! Ja już zmarnowałam lata (i pieniądze) na przerabianie jej przemocy na terapii. Nic to nie dało, bo przecież przemoc nie ustała. No i jak terapeuta, rozmawiając ze mną, ma zlikwidować JEJ przemoc?

Swoją drogą, to dziwne, że z całego bloga o EDS (bo tam do niedawna były te notki) dla donosiciela najważniejsze było doniesienie mojej matce o tym, co mówiła. Czy ona nie pamięta, co mówi?!


***
Straszy mnie, że coś mi zrobi. Że "będzie musiała zrobić to, co jej tu mówią". 

Dziś dałam jej szansę kilkakrotnie, ale nie umiała się powstrzymać od przemocy nawet na kilka sekund! A na koniec jeszcze usłyszałam "Musisz być wdzięczna!" Komu i za co?! To ojcu jestem wdzięczna i on o tym wiedział, bo my ze sobą rozmawialiśmy i mówiliśmy sobie różne ważne rzeczy. Powiedzieliśmy sobie wszystko, co trzeba, jestem spokojna, bo my zakończyliśmy naszą rozmowę dawno temu.