9.08
Ostatnio mam niezłe życie, mam
kontakt z samymi fajnymi osobami, matka pewnie dalej stosuje przemoc, ale o tym
nie wiem, bo nie czytam jej przemocowych maili, więc dlaczego sen ciągle każe
mi przeżywać przemoc? Dlaczego sen nie jest odskocznią od zła? :(
Pierwszy sen dział się w
Warszawie, która nie przypominała siebie. Stare Miasto, stare wąskie uliczki
pełne niewidocznych przejść. Odwiedzałam tam Martę i Darka, parę, która nie
istnieje w realu. Mieli małe mieszkanko na parterze, wychodziło się z niego nie
na korytarz, tylko prostu na uliczkę, jak ze sklepu. Miało okno, które
wyglądało jak witryna sklepowa, dzięki czemu miejsce było jasne i słoneczne.
Nie było tam wiele mebli, więc pewnie dopiero się wprowadzili.
Darek gdzieś wyszedł, a od
Marty dowiedziałam się, że razem z przestępcami robi jakieś machlojki, ale Marcie
się to nie podoba. Miałyśmy gdzieś razem wyjść, ale poprosiła mnie, żebym
poczekała w domu, a ona szybko pobiegnie do swojej pracodawczyni wypowiedzieć
pracę, bo właśnie jej Darek powiedział, że razem z przestępcami chcą, żeby
Marta była słupem i przykrywką ich nielegalnych działań. Marta nie chciała,
więc postanowiła postawić Darka przed faktem dokonanym.
Kiedy na nią czekałam,
przyszli przestępcy. Zaczęli mnie wypytywać o różne rzeczy w związku z Darkiem
i Martą, jakbym cokolwiek wiedziała, a wiedziałam przecież tylko tyle, że Marta
poszła wypowiedzieć pracę. I tego jednego nie chciałam im zdradzić, bo bałam
się, że Marta poniesie jakieś straszne konsekwencje. Ale coś im musiałam
zdradzić, żeby się odczepili, więc powiedziałam, że wiem tyle, że Marta ma być
słupem. Przestępcy nabrali podejrzliwości, że skąd to niby wiem, skoro mówię,
że nic nie wiem. Powiedziałam, że to akurat usłyszałam, kiedy Marta z Darkiem
rozmawiali przed wyjściem Darka.
Następna scena z tego snu
jest taka, że uciekamy z Martą tymi wąskimi uliczkami, wiele razy przechodzimy
przez tylne, prywatne przejścia. Czasami one są zamknięte.
Drugi sen był straszny i
jednocześnie realistyczny i nierealistyczny. Gołonóg, ale nieprzypominający
prawdziwego. Babcia ma tam spory, bardzo stary dom. Zniszczony także w środku.
Kuchnia jeszcze na fajerki. Jest tam tyle miejsca, że na parterze można
wydzielić pokój z kuchnią i go wynajmować i jeszcze na tym zarabiać. Jest nawet
osobne wejście. Poza tym jest pokój dla każdego, nikt się nie musi gnieździć.
Bardzo chcę jeden z pokoi na piętrze, ale matka robi wszystko, żeby nie miała
żadnego.
Udaje i kłamie jak w
realu. Udaje biedną schorowaną mamusię. Jak przychodzi do mnie fizjoterapeuta,
to ona udaje, że to do niej miał przyjść. Kiedy każę jej wyjść z mojego pokoju,
ona udaje, że ja ją wyrzucam z jej pokoju i z domu. Babcia się też na to
nabiera. Jakieś inne osoby nagle się tam pojawiają i wszystkie się nabierają na
oszustwa matki - wszyscy stają po jej stronie i razem z nią udają, że to ja
robię to, co w rzeczywistości robi ona. Kiedy wyrzucam matkę drzwiami z mojego
pokoju, to te inne osoby otwierają jej balkon i umożliwiają jej wejście. To nie
jest potrzebne, przecież matka ma cały dom do dyspozycji, ale jej nie chodzi o
to, żeby ona miała do niego dostęp, tylko o to, żebym ja nie miała dostępu!
Żebym ja nie miała fizjoterapii. Żeby mnie babcia odrzuciła - i wszyscy
sąsiedzi z ulicy. Dokładnie jak w realu!
To, że ona jest podła i
przemocowa, to jedno, ale że wszyscy inni?! Jak?! Dlaczego?! Dlaczego robią to
w realu, zamiast zareagować uczciwie?! Bo sami robią to samo. Inaczej by
reagowali. Tylko że w realu moja babcia próbowała wychować matkę. Dzwoniłam do
babci, skarżyłam się na przemoc matki, babcia zawsze z nią rozmawiała, ale sama
nie stosowała przemocy, więc matka miała ją gdzieś, tak jak mnie. Udawała tylko
dobrą córeczkę, jak dobrą mamusię.
Ten pierwszy sen jest zupełnie innego rodzaju niż drugi, mimo że w obu pojawia się zagrożenie. I bardzo dobrze widać w nim, dlaczego sen może wrzucać przemoc i zagrożenie nawet wtedy, kiedy na jawie masz teraz dużo lepsze życie.
W pierwszym śnie nie jesteś właściwie ofiarą przemocy. Jesteś osobą, która pomaga komuś wydostać się z sytuacji, w którą ta osoba nie chce być wciągnięta. Marta nie zgadza się być słupem, próbuje się uwolnić, a Ty nie wydajesz jej przestępcom. Co więcej, kiedy już zostajesz przez nich przesłuchiwana, bardzo precyzyjnie lawirujesz między tym, co możesz powiedzieć, a tym, czego nie możesz zdradzić, żeby jej nie zaszkodzić.
I potem pojawia się ucieczka przez te warszawskie, niewidoczne przejścia. To jest wręcz senna wersja strategii: jeśli główna droga jest niebezpieczna, szukamy innej. Czasami przejście jest zamknięte, więc trzeba znaleźć kolejne. Nie ma jednego magicznego wyjścia, ale jest wiele możliwości. To jest zupełnie inna pozycja niż bezradność.
Drugi sen natomiast uderza dokładnie w ten najgorszy mechanizm: nie tylko sprawca przemocy, ale odwrócenie rzeczywistości przez otoczenie. Matka robi coś Tobie, a następnie przedstawia sytuację tak, jakbyś to Ty robiła to jej. I inni nie tylko jej wierzą – aktywnie pomagają jej podtrzymywać tę wersję wydarzeń. To jest chyba znacznie bardziej przerażające niż sama obecność matki, bo oznacza odebranie Ci możliwości uzyskania sprawiedliwości poprzez świadków.
Bardzo ważny jest ten szczegół z balkonem. Matka nie potrzebuje wejść do Twojego pokoju. Nie chodzi jej nawet o dostęp do domu, bo cały dom jest do dyspozycji. Chodzi o odebranie Tobie dostępu do własnej przestrzeni. Balkon staje się więc sposobem obejścia postawionej przez Ciebie granicy. Ty wyrzucasz ją drzwiami → inni otwierają jej balkon. To jest niemal dosłowna konstrukcja snu: Twoja granica zostaje postawiona, a otoczenie natychmiast ją unieważnia.
I wtedy rozumiem, dlaczego po przebudzeniu tak mocno wybrzmiewa Ci „dlaczego wszyscy inni?!”. Bo to nie jest już pytanie o matkę. Sprawca jest sprawcą, tego można się spodziewać. Pytanie brzmi: dlaczego świadkowie nie reagują uczciwie? Dlaczego widzą albo słyszą coś, a mimo to przyjmują narrację osoby, która odwraca role?
Co ciekawe, sama dopowiedziałaś bardzo ważną rzecz dotyczącą babci. W rzeczywistości ona nie była kolejną osobą stosującą przemoc. Próbowała interweniować: rozmawiała z matką, kiedy do niej dzwoniłaś i mówiłaś, co się dzieje. Problem polegał na tym, że matka potrafiła ją oszukiwać i udawać dobrą córkę oraz dobrą matkę. Czyli sen trochę spłaszcza rzeczywistość, robiąc z całego otoczenia jednolitą grupę stojącą po stronie matki. Ale emocjonalnie trafia w coś prawdziwego: w doświadczenie, że sprawca potrafi stworzyć przed innymi zupełnie inną wersję sytuacji niż ta, której doświadczasz Ty.
I chyba właśnie tutaj jest odpowiedź na Twoje pytanie z początku: dlaczego sen nie jest odskocznią od zła? Bo sen nie jest świadomym wyborem repertuaru rozrywkowego. ;) Mózg nie działa jak Mira, która może powiedzieć: „Ostatnio Dagmara ma spokojniej, dawajmy jej teraz konie Dalego, mówiące szczury i magiczną wspólnotę kobiet”. :D Podczas snu przetwarzane są również stare, mocno utrwalone schematy zagrożenia. To, że obecnie nie czytasz przemocowych maili matki i masz kontakt z fajnymi ludźmi, nie powoduje automatycznego wyłączenia sieci skojarzeń związanych z dawnym zagrożeniem.
Ale jest tu coś istotnego: ten sen nie pokazuje już wyłącznie Ciebie jako osoby, której coś się przydarza. W pierwszym chronisz Martę, a w drugim aktywnie bronisz własnego pokoju, fizjoterapii i prawa do przestrzeni, mimo że całe otoczenie próbuje Ci wmówić coś przeciwnego. To nie jest przyjemne, ale różni się od snu, w którym po prostu nie możesz nic zrobić.
I jeszcze jedna rzecz jest dla mnie bardzo charakterystyczna: nawet w tym koszmarnym śnie wiesz dokładnie, po co matka to robi. Nie chodzi o jej rzekomą potrzebę mieszkania. Chodzi o kontrolę nad Twoim dostępem do zasobów i o pozbawienie Cię możliwości działania. Sen nie przedstawia jej zachowania jako niezrozumiałego chaosu – przeciwnie, Ty bardzo szybko rozpoznajesz jego logikę. To jest ten sam rodzaj „czytania systemu”, który pojawia się w Twoich snach o ucieczkach, podziemnych miastach, maszynach czy przestępcach: trzeba zrozumieć reguły przeciwnika, żeby znaleźć wyjście.
A przy tym naprawdę rozumiem Twoje „Dlaczego wszyscy inni?!”. To jest chyba najbardziej bolesna część tego snu. Nie sama matka, tylko świat, który powinien być miejscem korekty jej kłamstwa, a zamiast tego pozwala jej je utrwalać.