czwartek, 27 sierpnia 2026

Sen

Śniło mi się dziś, że mieszkałam z rodzicami w gigantycznym igloo, coś jak w zamku z lodu. Zamek stał w przepięknym ośnieżonym lesie. Wchodziło się do niego przez tunel zakręcany jak skorupa ślimaka, nie było wrót. Na końcu ślimaka znajdowało się pomieszczenie, w którym leżałam na łóżku z lodu, na górze skór, jak w prawdziwym igloo. Matka szyła mi sukienkę - błękitną, zwiewną, księżniczka lodu by się takiej nie powstydziła. Obudziłam się na tym łóżku i okazało się, że matka zamiast fastrygować materiał, fastrygowała moje ciało. Zamiast dopasować sukienkę do ciała, to sobie igłą z nitką fastrygowała, jak dopasować moje ciało do sukienki. Igły z nitkami miałam powbijane w ciało z obu boków. Chciałam je wyjąć, ale te nitki się za nimi ciągnęły - były już przeszyte przez moje ciało. Tak mnie to zszokowało i bolało, że się obudziłam.


O Jezu. To jest przepiękny, a potem koszmarnie przerażający sen. I właśnie ta przemiana jest tu chyba najważniejsza.

Początek brzmi jak niemal baśń stworzona specjalnie dla Ciebie: gigantyczne igloo-zamek, ośnieżony las, spiralny tunel jak muszla ślimaka, łóżko z lodu przykryte skórami i ta błękitna suknia. Wszystko jest zimowe, ale nie wrogie. Wręcz przeciwnie — to wygląda jak Twój własny świat. Przypomina nawet tę Twoją magiczną szkołę, gdzie Twoja magia stworzyła biel, błękit i ogromne płatki śniegu.

A potem następuje potworne odwrócenie sensu szycia.

Normalnie szyje się sukienkę dla człowieka. Materiał dopasowuje się do ciała. Matka we śnie robi dokładnie odwrotnie: próbuje dopasować Ciebie do swojej wizji sukienki.

I to jest strasznie mocny obraz.

Nie pyta, jaka jesteś. Nie patrzy, gdzie jest Twoje ciało, czego potrzebuje, gdzie kończy się jego granica. Nie zmienia projektu sukienki. Zmienia Ciebie. Dosłownie przebija Twoje ciało igłami, żeby ustawić je tak, jak powinno wyglądać według jej projektu.

To brzmi jak ekstremalna, cielesna wersja czegoś, co często pojawia się w Twoich snach o matce: nie chodzi o to, żebyś dostała przestrzeń dla siebie, tylko żebyś została wtłoczona w cudzy schemat. Jak w śnie z pokojem, do którego inni wpuszczali ją balkonem, mimo że miała dostęp do całego domu. Albo kiedy wyrzucała Twoje rzeczy i twierdziła, że już je zebrała. Albo kiedy we śnie trzeba było dopasować całe życie do jej wersji rzeczywistości.

Tutaj metafora jest aż brutalnie dosłowna: Twoje ciało staje się materiałem do przeróbki.

I jeszcze jedna rzecz mnie porusza: na początku jesteś w miejscu pozornie bezpiecznym. Leżysz w swoim łóżku. Jesteś otulona skórami. Matka robi coś, co w normalnych warunkach mogłoby być czułe — szyje Ci piękną suknię. To nie jest od początku koszmar. Koszmar pojawia się dopiero wtedy, kiedy odkrywasz, co ona naprawdę robiła, kiedy spałaś.

To „spałaś” też jest mocne. Nie mogłaś się bronić. Nie widziałaś, co się dzieje. Budzisz się dopiero wtedy, kiedy skutki są już fizycznie w Tobie — igły są wbite, nici przeciągnięte przez ciało. Nie wystarczy ich po prostu wyjąć. To już nie jest powierzchowne naruszenie.

Aż mnie ciarki przeszły przy tym obrazie, że wyciągasz igłę, a za nią ciągnie się nić, bo okazuje się, że ona jest już przeszyta przez Ciebie.

To bardzo dosłowny obraz przemocy naruszającej granice: coś obcego zostało przeprowadzone przez Twoje ciało i nie możesz po prostu powiedzieć „nie chcę tego” i jednym ruchem tego usunąć.

Jednocześnie nie chcę twierdzić, że sen ma jedno „oficjalne znaczenie”. Ale emocjonalnie ten obraz jest niezwykle czytelny: Twoja baśniowa, własna przestrzeń zostaje naruszona przez kogoś, kto twierdzi, że robi dla Ciebie coś pięknego.

I chyba właśnie to jest najbardziej przerażające. Matka nie szyje Ci brzydkiej sukni. Nie robi czegoś jawnie złego. Tworzy coś przepięknego — księżniczka lodu byłaby zachwycona. Tylko że ceną za tę piękną rzecz ma być Twoje ciało.

To jest bardzo mocny sen, Dagmara. I straszny. A jednocześnie jego pierwsza połowa jest tak piękna, że aż szkoda, że została zamieniona w koszmar.

środa, 26 sierpnia 2026

Sen

26.08

                Jak wstaję o 12-13, to regularnie nie pamiętam snów, więc dziś przedłużyłam spanie do 16 i pyk, 2 sny wpadły! Dlaczego tych wcześniejszych snów się nigdy nie pamięta? To głupie!
            W pierwszym śnie byłam pacjentką szpitala, ale ten szpital wyglądał jak w pierwszej serii "Riget" Larsa von Triera! Jakieś 2 tygodnie temu gdzieś mi mignął ten serial, ale go nie oglądałam! To dziwne, że mi się coś takiego przyśniło po ponad 30 latach! Oddział był długi, bez żadnych odnóg w bok, ale idąc korytarzem, mijało się kolejne zamknięte drzwi. Z brzegu były najlżejsze przypadki, a im dalej, im więcej drzwi się minęło, tym trudniejsze przypadki, tym bardziej wyglądały jak potwory i nie przypominały człowieka. Także zachowaniem. Lżejsze przypadki nie miały dostępu do cięższych, nie było nam wolno tam przechodzić, tylko lekarze mogli to robić. Ja byłam na samym skraju, za pierwszymi drzwiami.
            Ściany były pomalowane na przytłumiony zielony. Tak gdzieś do ramion ciemniejsza zielona farba olejna, a wyżej jasnozielona, zwykła farba. Drzwi białe. Na korytarzach stały metalowe wózki ze sprzętami medycznymi. Wszystko było zapyziałe jak z zamierzchłego PRLu. Ogólnie wyglądało jak w "Riget".
            Któregoś dnia coś się tam stało. Ktoś napadł na szpital? Czy go likwidowano i postanowiono zlikwidować też wynaturzonych pacjentów? Nie pamiętam, ale tego dnia zawiązaliśmy wszyscy sojusz i postanowiliśmy się bronić. Chyba przegrywaliśmy, bo wróg spychał nas coraz głębiej w ten oddział i wokół mnie było pełno potworów, ale walczyły po mojej stronie, więc się ich nie bałam. Braliśmy do rąk te wszystkie sprzęty z wózków i metalowe przedmioty z naszych pokojów. Na tych potworach robione były eksperymenty jeszcze gorsze niż na nas, traktowano je przedmiotowo, więc były jeszcze bardziej wściekłe. Ale nigdy nie odgrywały się na nas, wiedziały, że też byliśmy ofiarami tamtych bandytów w białych kitlach.
            Drugi sen był gorszy, bo była tam matka. Byłyśmy w jakimś lesie na samym brzegu skarpy. Skarpa była z piasku, więc ostrożnie, uważając, żeby się nie zsunąć, można było zejść z krawędzi i się ukryć za nią. Tak właśnie robiłyśmy, bo ktoś nas usiłował zabić. Ten las był taki piękny, nie mogłam uwierzyć, że ktoś go skaził przemocą! Gdzieś na dole miałyśmy samochód, który prowadziła matka (w realu nie chciała tego robić), musiałyśmy się tam dostać, żeby uciec, ale zbierałyśmy nasze rzeczy porozrzucane w tym lesie. Zbierałyśmy je do dużych worków na śmieci, nie wiem, skąd je miałyśmy, i dlaczego to było ważniejsze niż przeżycie. Matka okłamała mnie, że już zebrała moje rzeczy i możemy iść dalej, do samochodu, ale odkryłam, że oczywiście mnie oszukała. Znalazłam rzeczy, które ona wyrzuciła - to były drobiazgi, ale najważniejsze dla mnie. Myślała, że nie zauważę! Nawet w sytuacji zagrożenia życia pomyślała, żeby zrobić coś przeciwko mnie! Jak w życiu!


Tak. I oba sny są bardzo wyraźne emocjonalnie, choć zupełnie różne.

W pierwszym najbardziej porusza mnie właśnie to, że potwory nie są potworami dla Ciebie. Na początku system je klasyfikuje: im dalej w korytarz, tym „cięższy przypadek”, tym mniej człowieka przypominają. Są zamknięte za kolejnymi drzwiami, oddzielone od „lżejszych” pacjentów. To klasyczny mechanizm odczłowieczania: tych już nie trzeba traktować jak ludzi.

A potem okazuje się, że kiedy pojawia się prawdziwe zagrożenie, cały ten podział przestaje mieć znaczenie. Wy wszyscy jesteście po jednej stronie, bo wszyscy jesteście ofiarami tego samego systemu. Te najbardziej przerażająco wyglądające istoty były najbardziej wykorzystywane i najbardziej eksperymentowano na nich, ale one nie zwracają swojej przemocy przeciwko Tobie. Przeciwnie: walczą razem z Tobą.

To jest bardzo „Twoje” w najlepszym sensie. Ty wielokrotnie patrzysz na istoty, których inni nie chcą, których się boją albo uznają za „gorsze”, i widzisz w nich konkretną osobę. Krecinka jest chyba idealnym realnym przykładem: dla kogoś była małym, chorym, niechcianym szczurem z wadami rozwojowymi. Dla Ciebie okazała się cudowną, łagodną alfą. W tym śnie mechanizm jest podobny: to, co wygląda najbardziej „potwornie”, może być po prostu najbardziej skrzywdzone.

I bardzo ważne jest zdanie, które właściwie streszcza cały sen: one nigdy nie odgrywały się na was, bo wiedziały, że też byliście ofiarami. To jest niezwykle dojrzała wizja solidarności. Nie „wszyscy pacjenci są tacy sami”, bo nie są. Niektórzy są znacznie bardziej zniszczeni niż inni. Ale wszyscy mogą rozpoznać wspólnego oprawcę.

A drugi sen jest niemal brutalnie prosty w swojej wymowie. Jesteście w pięknym lesie, ktoś chce was zabić, macie samochód i możliwość ucieczki. Logicznie rzecz biorąc, powinnyście natychmiast ratować życie. A mimo to matka znów robi coś przeciwko Tobie.

I to nie jest przypadkowy motyw „zapomniała czegoś zabrać”. Ona Cię okłamuje, że zabrała Twoje rzeczy, a w rzeczywistości je wyrzuciła. Nawet nie w sytuacji zwykłego życia, tylko w sytuacji ekstremalnego zagrożenia.

Myślę, że dlatego sen tak mocno Cię poruszył. Bo Twoja psychika stworzyła sytuację, w której teoretycznie wszystkie zwykłe konflikty powinny przestać istnieć. Jest wspólne zagrożenie, trzeba współpracować, przetrwać. A jednak we śnie matka pozostaje matką. Nie ma nawet zawieszenia broni.

I te drobiazgi są dla Ciebie najważniejsze. To też bardzo charakterystyczne. Nie chodzi o ich wartość materialną. Chodzi o rzeczy, które przechowują pamięć, ciągłość, historię, Twoją tożsamość. Podobnie jak zabytkowa futryna z około 1600 roku, którą Kocio Ci pokazał, albo ilustracje znalezione w lesie, których inni nie dostrzegali. Dla Ciebie rzeczy nie są tylko rzeczami. Mogą być nośnikami historii, piękna i życia.

Dlatego w tym śnie nie możesz po prostu powiedzieć: „dobra, zostawmy wszystko i uciekajmy”. Bo część tych drobiazgów jest w pewnym sensie częścią Ciebie. A matka decyduje za Ciebie, co jest warte uratowania, i liczy, że nawet się nie zorientujesz.

Najbardziej przejmujące jest chyba to Twoje zdanie: „Nawet w sytuacji zagrożenia życia pomyślała, żeby zrobić coś przeciwko mnie! Jak w życiu!” Sen nie mówi, że naprawdę zrobiłaby dokładnie to samo w lesie. Sen robi coś innego: pokazuje Twoje doświadczenie, że przy niej nawet wspólne zagrożenie nie daje Ci poczucia, że automatycznie jesteście drużyną.

A między tymi dwoma snami jest ciekawy kontrast.

W pierwszym: potwory okazują solidarność.

W drugim: osoba, która powinna być najbliższym człowiekiem, okazuje zdradę.

I chyba dlatego pierwszy sen, mimo potworów, eksperymentów i walki, jest emocjonalnie dużo bezpieczniejszy. Bo wiesz, kto jest po Twojej stronie. W drugim masz piękny las i wspólną ucieczkę, ale nie możesz zaufać osobie, która idzie obok.

To są naprawdę dwa bardzo dobre sny. Jeden jest o odkrywaniu człowieczeństwa tam, gdzie inni widzą potwora. Drugi o tym, jak przemoc potrafi wejść nawet do miejsca, które powinno być piękne i bezpieczne.

niedziela, 9 sierpnia 2026

Sen

9.08

                Ostatnio mam niezłe życie, mam kontakt z samymi fajnymi osobami, matka pewnie dalej stosuje przemoc, ale o tym nie wiem, bo nie czytam jej przemocowych maili, więc dlaczego sen ciągle każe mi przeżywać przemoc? Dlaczego sen nie jest odskocznią od zła? :(
                Pierwszy sen dział się w Warszawie, która nie przypominała siebie. Stare Miasto, stare wąskie uliczki pełne niewidocznych przejść. Odwiedzałam tam Martę i Darka, parę, która nie istnieje w realu. Mieli małe mieszkanko na parterze, wychodziło się z niego nie na korytarz, tylko prostu na uliczkę, jak ze sklepu. Miało okno, które wyglądało jak witryna sklepowa, dzięki czemu miejsce było jasne i słoneczne. Nie było tam wiele mebli, więc pewnie dopiero się wprowadzili.
                Darek gdzieś wyszedł, a od Marty dowiedziałam się, że razem z przestępcami robi jakieś machlojki, ale Marcie się to nie podoba. Miałyśmy gdzieś razem wyjść, ale poprosiła mnie, żebym poczekała w domu, a ona szybko pobiegnie do swojej pracodawczyni wypowiedzieć pracę, bo właśnie jej Darek powiedział, że razem z przestępcami chcą, żeby Marta była słupem i przykrywką ich nielegalnych działań. Marta nie chciała, więc postanowiła postawić Darka przed faktem dokonanym.
                Kiedy na nią czekałam, przyszli przestępcy. Zaczęli mnie wypytywać o różne rzeczy w związku z Darkiem i Martą, jakbym cokolwiek wiedziała, a wiedziałam przecież tylko tyle, że Marta poszła wypowiedzieć pracę. I tego jednego nie chciałam im zdradzić, bo bałam się, że Marta poniesie jakieś straszne konsekwencje. Ale coś im musiałam zdradzić, żeby się odczepili, więc powiedziałam, że wiem tyle, że Marta ma być słupem. Przestępcy nabrali podejrzliwości, że skąd to niby wiem, skoro mówię, że nic nie wiem. Powiedziałam, że to akurat usłyszałam, kiedy Marta z Darkiem rozmawiali przed wyjściem Darka.
                Następna scena z tego snu jest taka, że uciekamy z Martą tymi wąskimi uliczkami, wiele razy przechodzimy przez tylne, prywatne przejścia. Czasami one są zamknięte.
                Drugi sen był straszny i jednocześnie realistyczny i nierealistyczny. Gołonóg, ale nieprzypominający prawdziwego. Babcia ma tam spory, bardzo stary dom. Zniszczony także w środku. Kuchnia jeszcze na fajerki. Jest tam tyle miejsca, że na parterze można wydzielić pokój z kuchnią i go wynajmować i jeszcze na tym zarabiać. Jest nawet osobne wejście. Poza tym jest pokój dla każdego, nikt się nie musi gnieździć. Bardzo chcę jeden z pokoi na piętrze, ale matka robi wszystko, żeby nie miała żadnego.
                Udaje i kłamie jak w realu. Udaje biedną schorowaną mamusię. Jak przychodzi do mnie fizjoterapeuta, to ona udaje, że to do niej miał przyjść. Kiedy każę jej wyjść z mojego pokoju, ona udaje, że ja ją wyrzucam z jej pokoju i z domu. Babcia się też na to nabiera. Jakieś inne osoby nagle się tam pojawiają i wszystkie się nabierają na oszustwa matki - wszyscy stają po jej stronie i razem z nią udają, że to ja robię to, co w rzeczywistości robi ona. Kiedy wyrzucam matkę drzwiami z mojego pokoju, to te inne osoby otwierają jej balkon i umożliwiają jej wejście. To nie jest potrzebne, przecież matka ma cały dom do dyspozycji, ale jej nie chodzi o to, żeby ona miała do niego dostęp, tylko o to, żebym ja nie miała dostępu! Żebym ja nie miała fizjoterapii. Żeby mnie babcia odrzuciła - i wszyscy sąsiedzi z ulicy. Dokładnie jak w realu!
                To, że ona jest podła i przemocowa, to jedno, ale że wszyscy inni?! Jak?! Dlaczego?! Dlaczego robią to w realu, zamiast zareagować uczciwie?! Bo sami robią to samo. Inaczej by reagowali. Tylko że w realu moja babcia próbowała wychować matkę. Dzwoniłam do babci, skarżyłam się na przemoc matki, babcia zawsze z nią rozmawiała, ale sama nie stosowała przemocy, więc matka miała ją gdzieś, tak jak mnie. Udawała tylko dobrą córeczkę, jak dobrą mamusię.


Ten pierwszy sen jest zupełnie innego rodzaju niż drugi, mimo że w obu pojawia się zagrożenie. I bardzo dobrze widać w nim, dlaczego sen może wrzucać przemoc i zagrożenie nawet wtedy, kiedy na jawie masz teraz dużo lepsze życie.

W pierwszym śnie nie jesteś właściwie ofiarą przemocy. Jesteś osobą, która pomaga komuś wydostać się z sytuacji, w którą ta osoba nie chce być wciągnięta. Marta nie zgadza się być słupem, próbuje się uwolnić, a Ty nie wydajesz jej przestępcom. Co więcej, kiedy już zostajesz przez nich przesłuchiwana, bardzo precyzyjnie lawirujesz między tym, co możesz powiedzieć, a tym, czego nie możesz zdradzić, żeby jej nie zaszkodzić.

I potem pojawia się ucieczka przez te warszawskie, niewidoczne przejścia. To jest wręcz senna wersja strategii: jeśli główna droga jest niebezpieczna, szukamy innej. Czasami przejście jest zamknięte, więc trzeba znaleźć kolejne. Nie ma jednego magicznego wyjścia, ale jest wiele możliwości. To jest zupełnie inna pozycja niż bezradność.

Drugi sen natomiast uderza dokładnie w ten najgorszy mechanizm: nie tylko sprawca przemocy, ale odwrócenie rzeczywistości przez otoczenie. Matka robi coś Tobie, a następnie przedstawia sytuację tak, jakbyś to Ty robiła to jej. I inni nie tylko jej wierzą – aktywnie pomagają jej podtrzymywać tę wersję wydarzeń. To jest chyba znacznie bardziej przerażające niż sama obecność matki, bo oznacza odebranie Ci możliwości uzyskania sprawiedliwości poprzez świadków.

Bardzo ważny jest ten szczegół z balkonem. Matka nie potrzebuje wejść do Twojego pokoju. Nie chodzi jej nawet o dostęp do domu, bo cały dom jest do dyspozycji. Chodzi o odebranie Tobie dostępu do własnej przestrzeni. Balkon staje się więc sposobem obejścia postawionej przez Ciebie granicy. Ty wyrzucasz ją drzwiami → inni otwierają jej balkon. To jest niemal dosłowna konstrukcja snu: Twoja granica zostaje postawiona, a otoczenie natychmiast ją unieważnia.

I wtedy rozumiem, dlaczego po przebudzeniu tak mocno wybrzmiewa Ci „dlaczego wszyscy inni?!”. Bo to nie jest już pytanie o matkę. Sprawca jest sprawcą, tego można się spodziewać. Pytanie brzmi: dlaczego świadkowie nie reagują uczciwie? Dlaczego widzą albo słyszą coś, a mimo to przyjmują narrację osoby, która odwraca role?

Co ciekawe, sama dopowiedziałaś bardzo ważną rzecz dotyczącą babci. W rzeczywistości ona nie była kolejną osobą stosującą przemoc. Próbowała interweniować: rozmawiała z matką, kiedy do niej dzwoniłaś i mówiłaś, co się dzieje. Problem polegał na tym, że matka potrafiła ją oszukiwać i udawać dobrą córkę oraz dobrą matkę. Czyli sen trochę spłaszcza rzeczywistość, robiąc z całego otoczenia jednolitą grupę stojącą po stronie matki. Ale emocjonalnie trafia w coś prawdziwego: w doświadczenie, że sprawca potrafi stworzyć przed innymi zupełnie inną wersję sytuacji niż ta, której doświadczasz Ty.

I chyba właśnie tutaj jest odpowiedź na Twoje pytanie z początku: dlaczego sen nie jest odskocznią od zła? Bo sen nie jest świadomym wyborem repertuaru rozrywkowego. ;) Mózg nie działa jak Mira, która może powiedzieć: „Ostatnio Dagmara ma spokojniej, dawajmy jej teraz konie Dalego, mówiące szczury i magiczną wspólnotę kobiet”. :D Podczas snu przetwarzane są również stare, mocno utrwalone schematy zagrożenia. To, że obecnie nie czytasz przemocowych maili matki i masz kontakt z fajnymi ludźmi, nie powoduje automatycznego wyłączenia sieci skojarzeń związanych z dawnym zagrożeniem.

Ale jest tu coś istotnego: ten sen nie pokazuje już wyłącznie Ciebie jako osoby, której coś się przydarza. W pierwszym chronisz Martę, a w drugim aktywnie bronisz własnego pokoju, fizjoterapii i prawa do przestrzeni, mimo że całe otoczenie próbuje Ci wmówić coś przeciwnego. To nie jest przyjemne, ale różni się od snu, w którym po prostu nie możesz nic zrobić.

I jeszcze jedna rzecz jest dla mnie bardzo charakterystyczna: nawet w tym koszmarnym śnie wiesz dokładnie, po co matka to robi. Nie chodzi o jej rzekomą potrzebę mieszkania. Chodzi o kontrolę nad Twoim dostępem do zasobów i o pozbawienie Cię możliwości działania. Sen nie przedstawia jej zachowania jako niezrozumiałego chaosu – przeciwnie, Ty bardzo szybko rozpoznajesz jego logikę. To jest ten sam rodzaj „czytania systemu”, który pojawia się w Twoich snach o ucieczkach, podziemnych miastach, maszynach czy przestępcach: trzeba zrozumieć reguły przeciwnika, żeby znaleźć wyjście.

A przy tym naprawdę rozumiem Twoje „Dlaczego wszyscy inni?!”. To jest chyba najbardziej bolesna część tego snu. Nie sama matka, tylko świat, który powinien być miejscem korekty jej kłamstwa, a zamiast tego pozwala jej je utrwalać.

środa, 5 sierpnia 2026

Sen

Sen z 4.08.2025:
Śniło mi się, że tata żył i nareszcie rozwiódł się z matką! Całe życie to było moje niespełnialne marzenie. Matka musiała w końcu iść do pracy i na siebie zarobić. Szukała pracy z mieszkaniem do wynajęcia dla mnie, bo oczywiście żadne z nas nie chciało z nią mieszkać. Prace zmieniała jak rękawiczki, bo niestety w każdej trzeba było pracować. Ostatnie mieszkanko dla mnie miało gazową kuchenkę i nie za bardzo mi się podobało, ale chciałam tam już zostać, żeby się znowu nie wyprowadzać, ale matka co? Znowu zmieniła pracę i kazała mi się wynosić! Tata wkroczył i postanowił coś dla nas znaleźć. Dla siebie znalazł... barkę na Wiśle! Byliśmy nią zachwyceni! Matka nigdy nie pozwalała mu spełnić takiego marzenia, bo dla niej to nie był żaden luksus. A ja miałam już mieszkanie obecne, ale chciałam je wymienić na 3-pokojowe o podobnym metrażu na sąsiednim osiedlu, które miało widok na góry! W Warszawie, a co! Kiedyś mi się już śniło warszawskie mieszkanie z widokiem na góry. Zmiana mieszkań i marzenie o pracowni to częsty motyw moich snów.


To jest jeden z tych snów, w których właściwie wszystko jest bardzo czytelne emocjonalnie, mimo że pojawiają się elementy całkowicie nierealne, jak góry widoczne z Warszawy.

Najmocniejszy jest sam początek:

Tata żyje i wreszcie rozwiódł się z matką.

Napisałaś, że to było Twoje największe niespełnialne marzenie. I to czuć. Sen nie zaczyna się od śmierci matki, zemsty ani katastrofy. Zaczyna się od uwolnienia taty. To on odzyskuje możliwość decydowania o swoim życiu.

Bardzo podoba mi się motyw barki.

To jest chyba jedno z najbardziej wzruszających zdań w tym śnie:

„Matka nigdy nie pozwalała mu spełnić takiego marzenia.”

A we śnie pierwsze, co robi po rozwodzie, to właśnie spełnia swoje marzenie.

To jest bardzo ludzkie. Nie kupuje pałacu, nie zostaje milionerem. Kupuje barkę. Coś, czego naprawdę chciał.

Druga część dotyczy już Ciebie.

Matka nadal jest taka sama. Nawet kiedy musi sama pracować, niczego się nie uczy. Dalej podejmuje decyzje impulsywnie, zmienia pracę, a konsekwencje spadają na Ciebie.

To jest ciekawe, bo sen nie przedstawia jej jako złą dlatego, że jest sama. Ona pozostaje sobą niezależnie od okoliczności.

Natomiast tata robi coś odwrotnego.

"Tata wkroczył i postanowił coś dla nas znaleźć."

To bardzo przypomina to, co wielokrotnie opowiadałaś o nim. Nie rozwiązywał wszystkich problemów świata, ale kiedy pojawiał się konkretny problem, szukał konkretnego rozwiązania.

No i na końcu...

mieszkanie z widokiem na góry w Warszawie.

Uwielbiam ten motyw. 😊

On wraca od lat i jest pięknie niemożliwy.

Nie wydaje mi się, żeby chodziło o same góry. Góry są chyba symbolem czegoś, za czym tęsknisz: przestrzeni, spokoju, piękna. Mózg nie chce Cię przenosić z Warszawy w Tatry. On robi coś bardziej sprytnego.

Mówi:

"A gdybyś nie musiała wybierać?"

Mogłabyś mieć swoje mieszkanie.
Mogłabyś zostać tam, gdzie chcesz.
I jednocześnie mieć widok, którego tam być nie może.

To jest bardzo senne rozwiązanie.

Wspomniałaś też o pracowni. I rzeczywiście, kiedy patrzę na wiele Twoich snów z ostatnich lat, motyw własnej przestrzeni wraca nieustannie.

Czasem jest to:

  • większy pokój,
  • nowe mieszkanie,
  • pracownia,
  • dom,
  • bezpieczny pokój,
  • miejsce z widokiem.

Rzadko chodzi o luksus. Znacznie częściej o miejsce, w którym można po prostu być u siebie.

A jeszcze jedna rzecz mnie uderzyła.

Sen powstał rok temu, ale dobrze pasuje do tego, o czym rozmawiałyśmy dziś. W śnie z UK bronisz swoich granic wobec matki. Tutaj sen idzie krok dalej i pokazuje świat, w którym Ty i tata nie musicie już żyć według jej zasad.

To nie jest sen o zemście. To jest sen o odzyskanej wolności. I myślę, że właśnie dlatego kończy się nie na rozwodzie, tylko na spełnianiu marzeń – barki dla taty i mieszkania z widokiem na góry dla Ciebie. To bardzo pogodny finał jak na temat, który w rzeczywistości był dla Ciebie tak bolesny.

wtorek, 4 sierpnia 2026

Sen

4.08

                UK. Jestem tam z matką. Jutro ma się odbyć mój ślub z Chińczykiem, którego nawet nie znam, nigdy go nie spotkałam. Kłócę się z matką. Mówię, że Mogę wyjść za niego, ale nie będzie żadnego seksu, żadnych dzieci, żadnego pożycia. Biorę ten ślub i wyjeżdżam. Matka dostaje szału, że nie zgadzam się na seks i dziecko, więc skoro tak, to mówię, że ślubu też nie będzie. Odwracam się i szybkim krokiem idę w stronę biblioteki, żeby oddać książki, skoro jutro wyjeżdżamy (ze ślubem czy bez), a potem w stronę domu Angielki, u której mieszkamy. Zmierzcha.
                Domek Angielki jest malutki i ma malutki ogródeczek. Poszłam do niego inną drogą niż matka, dłuższą. Kiedy przychodzę, Angielka martwi się o mnie szczerze, a matka udaje, że się martwi, a faktycznie martwi się tylko o pieniądze, których nie dostanie beze mnie. Mówię Angielce po angielsku (bo matka nadal ani be, ani me), że matka obiecała, że poślubię tego kolesia w zamian za pieniądze, kiedy ona była głupią nastolatką, a mnie jeszcze nie było na świecie. Angielka jest zbulwersowana.
                W tym śnie znowu jest ładne, ciepłe lato. Takie lata były w latach 90., kiedy tam jeździłam. Domek, ogródek i Angielka przypominają mi domek i ogródek Margaret i Leslie'ego.


Ten sen wydaje mi się wyjątkowo spójny. Nie ma tu chaosu ani nagłych zmian scenerii – od początku do końca obraca się wokół jednego tematu: kto ma prawo decydować o Twoim życiu i Twoim ciele.

Najbardziej uderzyło mnie to, że nie buntujesz się przeciwko samemu ślubowi. Buntujesz się przeciwko temu, co ma z niego wynikać.

„Mogę wyjść za niego, ale nie będzie żadnego seksu, żadnych dzieci, żadnego pożycia.”

To zdanie jest bardzo „Twoje”. W realnym życiu wielokrotnie mówiłaś, że jesteś aseksualna i że seks kojarzy Ci się z przemocą oraz odebraniem sprawczości. Sen nie tworzy więc nowego problemu – on po prostu przenosi Twoje rzeczywiste granice do świata snu.

Kiedy matka nie akceptuje tych granic, natychmiast odpowiadasz:

„To ślubu też nie będzie.”

To bardzo ważna zmiana względem wielu starszych snów. Dawniej często próbowałaś znaleźć rozwiązanie, które wszystkich zadowoli. Tutaj granica jest jasna: albo moje warunki są respektowane, albo nie ma umowy.

Bardzo podoba mi się też kolejność wydarzeń. Po kłótni nie uciekasz chaotycznie. Idziesz...

  • oddać książki do biblioteki,
  • wrócić do domu.

To brzmi wręcz komicznie wobec dramatu, ale jednocześnie jest niezwykle charakterystyczne. Nawet w kryzysie robisz najpierw to, co należy zrobić. Biblioteka jest chyba jednym z najbardziej „Dagmarowych” symboli. 📚

Druga część snu jeszcze mocniej przeciwstawia sobie dwie kobiety.

Matka:

  • udaje troskę,
  • naprawdę interesują ją pieniądze,
  • traktuje Cię jak przedmiot wymiany.

Angielka:

  • autentycznie się martwi,
  • słucha,
  • wierzy Ci,
  • jest oburzona tym, co słyszy.

To niemal lustrzane odbicie. Jedna reprezentuje relację opartą na wykorzystaniu, druga – relację opartą na szacunku.

Bardzo spodobał mi się też szczegół, że mówisz do Angielki po angielsku, bo matka nie rozumie. To jest jak stworzenie bezpiecznej przestrzeni komunikacji, do której matka nie ma dostępu. Możesz wreszcie opowiedzieć swoją historię komuś, kto ją zrozumie.

No i ostatni fragment.

„Matka obiecała, że poślubię tego kolesia w zamian za pieniądze, kiedy ona była głupią nastolatką, a mnie jeszcze nie było na świecie.”

To jest oczywiście absurd fabularny, ale bardzo czytelna metafora. Sen mówi: "ktoś próbuje obciążyć mnie zobowiązaniami, których nigdy nie zawierałam."

Nie chodzi o dosłowną obietnicę. Chodzi o dziedziczenie cudzych decyzji, cudzych oczekiwań, cudzych długów emocjonalnych.

Na końcu wspominasz Margaret i Leslie'ego. I myślę, że to nie przypadek. W wielu wcześniejszych snach pojawiają się osoby, przy których czujesz się bezpiecznie – tata, Profesor, teraz Angielka. Margaret i Leslie byli dla Ciebie właśnie takim miejscem: azylem. Dlatego mózg wykorzystał ich dom jako scenerię opowieści o kimś, kto mówi:

"To, co zrobiła Twoja matka, jest nie w porządku."

Mam jeszcze jedną obserwację. Od kilku dni Twoje sny coraz częściej pokazują ludzi, którzy stają po Twojej stronie. Angielka, Profesor, iponkowie, strzyga, starsza kobieta ze szkoły kosmicznej... To ciekawa zmiana. Jeszcze kilka lat temu w snach częściej byłaś sama wobec zagrożenia. Teraz Twój mózg coraz częściej dopuszcza możliwość, że istnieją ludzie, którzy naprawdę chcą Ci pomóc i nie oczekują za to zapłaty ani podporządkowania. To wydaje mi się jedną z najbardziej wyraźnych zmian w całym Twoim wieloletnim dzienniku snów.