niedziela, 9 sierpnia 2026

Sen

9.08

                Ostatnio mam niezłe życie, mam kontakt z samymi fajnymi osobami, matka pewnie dalej stosuje przemoc, ale o tym nie wiem, bo nie czytam jej przemocowych maili, więc dlaczego sen ciągle każe mi przeżywać przemoc? Dlaczego sen nie jest odskocznią od zła? :(
                Pierwszy sen dział się w Warszawie, która nie przypominała siebie. Stare Miasto, stare wąskie uliczki pełne niewidocznych przejść. Odwiedzałam tam Martę i Darka, parę, która nie istnieje w realu. Mieli małe mieszkanko na parterze, wychodziło się z niego nie na korytarz, tylko prostu na uliczkę, jak ze sklepu. Miało okno, które wyglądało jak witryna sklepowa, dzięki czemu miejsce było jasne i słoneczne. Nie było tam wiele mebli, więc pewnie dopiero się wprowadzili.
                Darek gdzieś wyszedł, a od Marty dowiedziałam się, że razem z przestępcami robi jakieś machlojki, ale Marcie się to nie podoba. Miałyśmy gdzieś razem wyjść, ale poprosiła mnie, żebym poczekała w domu, a ona szybko pobiegnie do swojej pracodawczyni wypowiedzieć pracę, bo właśnie jej Darek powiedział, że razem z przestępcami chcą, żeby Marta była słupem i przykrywką ich nielegalnych działań. Marta nie chciała, więc postanowiła postawić Darka przed faktem dokonanym.
                Kiedy na nią czekałam, przyszli przestępcy. Zaczęli mnie wypytywać o różne rzeczy w związku z Darkiem i Martą, jakbym cokolwiek wiedziała, a wiedziałam przecież tylko tyle, że Marta poszła wypowiedzieć pracę. I tego jednego nie chciałam im zdradzić, bo bałam się, że Marta poniesie jakieś straszne konsekwencje. Ale coś im musiałam zdradzić, żeby się odczepili, więc powiedziałam, że wiem tyle, że Marta ma być słupem. Przestępcy nabrali podejrzliwości, że skąd to niby wiem, skoro mówię, że nic nie wiem. Powiedziałam, że to akurat usłyszałam, kiedy Marta z Darkiem rozmawiali przed wyjściem Darka.
                Następna scena z tego snu jest taka, że uciekamy z Martą tymi wąskimi uliczkami, wiele razy przechodzimy przez tylne, prywatne przejścia. Czasami one są zamknięte.
                Drugi sen był straszny i jednocześnie realistyczny i nierealistyczny. Gołonóg, ale nieprzypominający prawdziwego. Babcia ma tam spory, bardzo stary dom. Zniszczony także w środku. Kuchnia jeszcze na fajerki. Jest tam tyle miejsca, że na parterze można wydzielić pokój z kuchnią i go wynajmować i jeszcze na tym zarabiać. Jest nawet osobne wejście. Poza tym jest pokój dla każdego, nikt się nie musi gnieździć. Bardzo chcę jeden z pokoi na piętrze, ale matka robi wszystko, żeby nie miała żadnego.
                Udaje i kłamie jak w realu. Udaje biedną schorowaną mamusię. Jak przychodzi do mnie fizjoterapeuta, to ona udaje, że to do niej miał przyjść. Kiedy każę jej wyjść z mojego pokoju, ona udaje, że ja ją wyrzucam z jej pokoju i z domu. Babcia się też na to nabiera. Jakieś inne osoby nagle się tam pojawiają i wszystkie się nabierają na oszustwa matki - wszyscy stają po jej stronie i razem z nią udają, że to ja robię to, co w rzeczywistości robi ona. Kiedy wyrzucam matkę drzwiami z mojego pokoju, to te inne osoby otwierają jej balkon i umożliwiają jej wejście. To nie jest potrzebne, przecież matka ma cały dom do dyspozycji, ale jej nie chodzi o to, żeby ona miała do niego dostęp, tylko o to, żebym ja nie miała dostępu! Żebym ja nie miała fizjoterapii. Żeby mnie babcia odrzuciła - i wszyscy sąsiedzi z ulicy. Dokładnie jak w realu!
                To, że ona jest podła i przemocowa, to jedno, ale że wszyscy inni?! Jak?! Dlaczego?! Dlaczego robią to w realu, zamiast zareagować uczciwie?! Bo sami robią to samo. Inaczej by reagowali. Tylko że w realu moja babcia próbowała wychować matkę. Dzwoniłam do babci, skarżyłam się na przemoc matki, babcia zawsze z nią rozmawiała, ale sama nie stosowała przemocy, więc matka miała ją gdzieś, tak jak mnie. Udawała tylko dobrą córeczkę, jak dobrą mamusię.


Ten pierwszy sen jest zupełnie innego rodzaju niż drugi, mimo że w obu pojawia się zagrożenie. I bardzo dobrze widać w nim, dlaczego sen może wrzucać przemoc i zagrożenie nawet wtedy, kiedy na jawie masz teraz dużo lepsze życie.

W pierwszym śnie nie jesteś właściwie ofiarą przemocy. Jesteś osobą, która pomaga komuś wydostać się z sytuacji, w którą ta osoba nie chce być wciągnięta. Marta nie zgadza się być słupem, próbuje się uwolnić, a Ty nie wydajesz jej przestępcom. Co więcej, kiedy już zostajesz przez nich przesłuchiwana, bardzo precyzyjnie lawirujesz między tym, co możesz powiedzieć, a tym, czego nie możesz zdradzić, żeby jej nie zaszkodzić.

I potem pojawia się ucieczka przez te warszawskie, niewidoczne przejścia. To jest wręcz senna wersja strategii: jeśli główna droga jest niebezpieczna, szukamy innej. Czasami przejście jest zamknięte, więc trzeba znaleźć kolejne. Nie ma jednego magicznego wyjścia, ale jest wiele możliwości. To jest zupełnie inna pozycja niż bezradność.

Drugi sen natomiast uderza dokładnie w ten najgorszy mechanizm: nie tylko sprawca przemocy, ale odwrócenie rzeczywistości przez otoczenie. Matka robi coś Tobie, a następnie przedstawia sytuację tak, jakbyś to Ty robiła to jej. I inni nie tylko jej wierzą – aktywnie pomagają jej podtrzymywać tę wersję wydarzeń. To jest chyba znacznie bardziej przerażające niż sama obecność matki, bo oznacza odebranie Ci możliwości uzyskania sprawiedliwości poprzez świadków.

Bardzo ważny jest ten szczegół z balkonem. Matka nie potrzebuje wejść do Twojego pokoju. Nie chodzi jej nawet o dostęp do domu, bo cały dom jest do dyspozycji. Chodzi o odebranie Tobie dostępu do własnej przestrzeni. Balkon staje się więc sposobem obejścia postawionej przez Ciebie granicy. Ty wyrzucasz ją drzwiami → inni otwierają jej balkon. To jest niemal dosłowna konstrukcja snu: Twoja granica zostaje postawiona, a otoczenie natychmiast ją unieważnia.

I wtedy rozumiem, dlaczego po przebudzeniu tak mocno wybrzmiewa Ci „dlaczego wszyscy inni?!”. Bo to nie jest już pytanie o matkę. Sprawca jest sprawcą, tego można się spodziewać. Pytanie brzmi: dlaczego świadkowie nie reagują uczciwie? Dlaczego widzą albo słyszą coś, a mimo to przyjmują narrację osoby, która odwraca role?

Co ciekawe, sama dopowiedziałaś bardzo ważną rzecz dotyczącą babci. W rzeczywistości ona nie była kolejną osobą stosującą przemoc. Próbowała interweniować: rozmawiała z matką, kiedy do niej dzwoniłaś i mówiłaś, co się dzieje. Problem polegał na tym, że matka potrafiła ją oszukiwać i udawać dobrą córkę oraz dobrą matkę. Czyli sen trochę spłaszcza rzeczywistość, robiąc z całego otoczenia jednolitą grupę stojącą po stronie matki. Ale emocjonalnie trafia w coś prawdziwego: w doświadczenie, że sprawca potrafi stworzyć przed innymi zupełnie inną wersję sytuacji niż ta, której doświadczasz Ty.

I chyba właśnie tutaj jest odpowiedź na Twoje pytanie z początku: dlaczego sen nie jest odskocznią od zła? Bo sen nie jest świadomym wyborem repertuaru rozrywkowego. ;) Mózg nie działa jak Mira, która może powiedzieć: „Ostatnio Dagmara ma spokojniej, dawajmy jej teraz konie Dalego, mówiące szczury i magiczną wspólnotę kobiet”. :D Podczas snu przetwarzane są również stare, mocno utrwalone schematy zagrożenia. To, że obecnie nie czytasz przemocowych maili matki i masz kontakt z fajnymi ludźmi, nie powoduje automatycznego wyłączenia sieci skojarzeń związanych z dawnym zagrożeniem.

Ale jest tu coś istotnego: ten sen nie pokazuje już wyłącznie Ciebie jako osoby, której coś się przydarza. W pierwszym chronisz Martę, a w drugim aktywnie bronisz własnego pokoju, fizjoterapii i prawa do przestrzeni, mimo że całe otoczenie próbuje Ci wmówić coś przeciwnego. To nie jest przyjemne, ale różni się od snu, w którym po prostu nie możesz nic zrobić.

I jeszcze jedna rzecz jest dla mnie bardzo charakterystyczna: nawet w tym koszmarnym śnie wiesz dokładnie, po co matka to robi. Nie chodzi o jej rzekomą potrzebę mieszkania. Chodzi o kontrolę nad Twoim dostępem do zasobów i o pozbawienie Cię możliwości działania. Sen nie przedstawia jej zachowania jako niezrozumiałego chaosu – przeciwnie, Ty bardzo szybko rozpoznajesz jego logikę. To jest ten sam rodzaj „czytania systemu”, który pojawia się w Twoich snach o ucieczkach, podziemnych miastach, maszynach czy przestępcach: trzeba zrozumieć reguły przeciwnika, żeby znaleźć wyjście.

A przy tym naprawdę rozumiem Twoje „Dlaczego wszyscy inni?!”. To jest chyba najbardziej bolesna część tego snu. Nie sama matka, tylko świat, który powinien być miejscem korekty jej kłamstwa, a zamiast tego pozwala jej je utrwalać.

środa, 5 sierpnia 2026

Sen

Sen z 4.08.2025:
Śniło mi się, że tata żył i nareszcie rozwiódł się z matką! Całe życie to było moje niespełnialne marzenie. Matka musiała w końcu iść do pracy i na siebie zarobić. Szukała pracy z mieszkaniem do wynajęcia dla mnie, bo oczywiście żadne z nas nie chciało z nią mieszkać. Prace zmieniała jak rękawiczki, bo niestety w każdej trzeba było pracować. Ostatnie mieszkanko dla mnie miało gazową kuchenkę i nie za bardzo mi się podobało, ale chciałam tam już zostać, żeby się znowu nie wyprowadzać, ale matka co? Znowu zmieniła pracę i kazała mi się wynosić! Tata wkroczył i postanowił coś dla nas znaleźć. Dla siebie znalazł... barkę na Wiśle! Byliśmy nią zachwyceni! Matka nigdy nie pozwalała mu spełnić takiego marzenia, bo dla niej to nie był żaden luksus. A ja miałam już mieszkanie obecne, ale chciałam je wymienić na 3-pokojowe o podobnym metrażu na sąsiednim osiedlu, które miało widok na góry! W Warszawie, a co! Kiedyś mi się już śniło warszawskie mieszkanie z widokiem na góry. Zmiana mieszkań i marzenie o pracowni to częsty motyw moich snów.


To jest jeden z tych snów, w których właściwie wszystko jest bardzo czytelne emocjonalnie, mimo że pojawiają się elementy całkowicie nierealne, jak góry widoczne z Warszawy.

Najmocniejszy jest sam początek:

Tata żyje i wreszcie rozwiódł się z matką.

Napisałaś, że to było Twoje największe niespełnialne marzenie. I to czuć. Sen nie zaczyna się od śmierci matki, zemsty ani katastrofy. Zaczyna się od uwolnienia taty. To on odzyskuje możliwość decydowania o swoim życiu.

Bardzo podoba mi się motyw barki.

To jest chyba jedno z najbardziej wzruszających zdań w tym śnie:

„Matka nigdy nie pozwalała mu spełnić takiego marzenia.”

A we śnie pierwsze, co robi po rozwodzie, to właśnie spełnia swoje marzenie.

To jest bardzo ludzkie. Nie kupuje pałacu, nie zostaje milionerem. Kupuje barkę. Coś, czego naprawdę chciał.

Druga część dotyczy już Ciebie.

Matka nadal jest taka sama. Nawet kiedy musi sama pracować, niczego się nie uczy. Dalej podejmuje decyzje impulsywnie, zmienia pracę, a konsekwencje spadają na Ciebie.

To jest ciekawe, bo sen nie przedstawia jej jako złą dlatego, że jest sama. Ona pozostaje sobą niezależnie od okoliczności.

Natomiast tata robi coś odwrotnego.

"Tata wkroczył i postanowił coś dla nas znaleźć."

To bardzo przypomina to, co wielokrotnie opowiadałaś o nim. Nie rozwiązywał wszystkich problemów świata, ale kiedy pojawiał się konkretny problem, szukał konkretnego rozwiązania.

No i na końcu...

mieszkanie z widokiem na góry w Warszawie.

Uwielbiam ten motyw. 😊

On wraca od lat i jest pięknie niemożliwy.

Nie wydaje mi się, żeby chodziło o same góry. Góry są chyba symbolem czegoś, za czym tęsknisz: przestrzeni, spokoju, piękna. Mózg nie chce Cię przenosić z Warszawy w Tatry. On robi coś bardziej sprytnego.

Mówi:

"A gdybyś nie musiała wybierać?"

Mogłabyś mieć swoje mieszkanie.
Mogłabyś zostać tam, gdzie chcesz.
I jednocześnie mieć widok, którego tam być nie może.

To jest bardzo senne rozwiązanie.

Wspomniałaś też o pracowni. I rzeczywiście, kiedy patrzę na wiele Twoich snów z ostatnich lat, motyw własnej przestrzeni wraca nieustannie.

Czasem jest to:

  • większy pokój,
  • nowe mieszkanie,
  • pracownia,
  • dom,
  • bezpieczny pokój,
  • miejsce z widokiem.

Rzadko chodzi o luksus. Znacznie częściej o miejsce, w którym można po prostu być u siebie.

A jeszcze jedna rzecz mnie uderzyła.

Sen powstał rok temu, ale dobrze pasuje do tego, o czym rozmawiałyśmy dziś. W śnie z UK bronisz swoich granic wobec matki. Tutaj sen idzie krok dalej i pokazuje świat, w którym Ty i tata nie musicie już żyć według jej zasad.

To nie jest sen o zemście. To jest sen o odzyskanej wolności. I myślę, że właśnie dlatego kończy się nie na rozwodzie, tylko na spełnianiu marzeń – barki dla taty i mieszkania z widokiem na góry dla Ciebie. To bardzo pogodny finał jak na temat, który w rzeczywistości był dla Ciebie tak bolesny.

wtorek, 4 sierpnia 2026

Sen

4.08

                UK. Jestem tam z matką. Jutro ma się odbyć mój ślub z Chińczykiem, którego nawet nie znam, nigdy go nie spotkałam. Kłócę się z matką. Mówię, że Mogę wyjść za niego, ale nie będzie żadnego seksu, żadnych dzieci, żadnego pożycia. Biorę ten ślub i wyjeżdżam. Matka dostaje szału, że nie zgadzam się na seks i dziecko, więc skoro tak, to mówię, że ślubu też nie będzie. Odwracam się i szybkim krokiem idę w stronę biblioteki, żeby oddać książki, skoro jutro wyjeżdżamy (ze ślubem czy bez), a potem w stronę domu Angielki, u której mieszkamy. Zmierzcha.
                Domek Angielki jest malutki i ma malutki ogródeczek. Poszłam do niego inną drogą niż matka, dłuższą. Kiedy przychodzę, Angielka martwi się o mnie szczerze, a matka udaje, że się martwi, a faktycznie martwi się tylko o pieniądze, których nie dostanie beze mnie. Mówię Angielce po angielsku (bo matka nadal ani be, ani me), że matka obiecała, że poślubię tego kolesia w zamian za pieniądze, kiedy ona była głupią nastolatką, a mnie jeszcze nie było na świecie. Angielka jest zbulwersowana.
                W tym śnie znowu jest ładne, ciepłe lato. Takie lata były w latach 90., kiedy tam jeździłam. Domek, ogródek i Angielka przypominają mi domek i ogródek Margaret i Leslie'ego.


Ten sen wydaje mi się wyjątkowo spójny. Nie ma tu chaosu ani nagłych zmian scenerii – od początku do końca obraca się wokół jednego tematu: kto ma prawo decydować o Twoim życiu i Twoim ciele.

Najbardziej uderzyło mnie to, że nie buntujesz się przeciwko samemu ślubowi. Buntujesz się przeciwko temu, co ma z niego wynikać.

„Mogę wyjść za niego, ale nie będzie żadnego seksu, żadnych dzieci, żadnego pożycia.”

To zdanie jest bardzo „Twoje”. W realnym życiu wielokrotnie mówiłaś, że jesteś aseksualna i że seks kojarzy Ci się z przemocą oraz odebraniem sprawczości. Sen nie tworzy więc nowego problemu – on po prostu przenosi Twoje rzeczywiste granice do świata snu.

Kiedy matka nie akceptuje tych granic, natychmiast odpowiadasz:

„To ślubu też nie będzie.”

To bardzo ważna zmiana względem wielu starszych snów. Dawniej często próbowałaś znaleźć rozwiązanie, które wszystkich zadowoli. Tutaj granica jest jasna: albo moje warunki są respektowane, albo nie ma umowy.

Bardzo podoba mi się też kolejność wydarzeń. Po kłótni nie uciekasz chaotycznie. Idziesz...

  • oddać książki do biblioteki,
  • wrócić do domu.

To brzmi wręcz komicznie wobec dramatu, ale jednocześnie jest niezwykle charakterystyczne. Nawet w kryzysie robisz najpierw to, co należy zrobić. Biblioteka jest chyba jednym z najbardziej „Dagmarowych” symboli. 📚

Druga część snu jeszcze mocniej przeciwstawia sobie dwie kobiety.

Matka:

  • udaje troskę,
  • naprawdę interesują ją pieniądze,
  • traktuje Cię jak przedmiot wymiany.

Angielka:

  • autentycznie się martwi,
  • słucha,
  • wierzy Ci,
  • jest oburzona tym, co słyszy.

To niemal lustrzane odbicie. Jedna reprezentuje relację opartą na wykorzystaniu, druga – relację opartą na szacunku.

Bardzo spodobał mi się też szczegół, że mówisz do Angielki po angielsku, bo matka nie rozumie. To jest jak stworzenie bezpiecznej przestrzeni komunikacji, do której matka nie ma dostępu. Możesz wreszcie opowiedzieć swoją historię komuś, kto ją zrozumie.

No i ostatni fragment.

„Matka obiecała, że poślubię tego kolesia w zamian za pieniądze, kiedy ona była głupią nastolatką, a mnie jeszcze nie było na świecie.”

To jest oczywiście absurd fabularny, ale bardzo czytelna metafora. Sen mówi: "ktoś próbuje obciążyć mnie zobowiązaniami, których nigdy nie zawierałam."

Nie chodzi o dosłowną obietnicę. Chodzi o dziedziczenie cudzych decyzji, cudzych oczekiwań, cudzych długów emocjonalnych.

Na końcu wspominasz Margaret i Leslie'ego. I myślę, że to nie przypadek. W wielu wcześniejszych snach pojawiają się osoby, przy których czujesz się bezpiecznie – tata, Profesor, teraz Angielka. Margaret i Leslie byli dla Ciebie właśnie takim miejscem: azylem. Dlatego mózg wykorzystał ich dom jako scenerię opowieści o kimś, kto mówi:

"To, co zrobiła Twoja matka, jest nie w porządku."

Mam jeszcze jedną obserwację. Od kilku dni Twoje sny coraz częściej pokazują ludzi, którzy stają po Twojej stronie. Angielka, Profesor, iponkowie, strzyga, starsza kobieta ze szkoły kosmicznej... To ciekawa zmiana. Jeszcze kilka lat temu w snach częściej byłaś sama wobec zagrożenia. Teraz Twój mózg coraz częściej dopuszcza możliwość, że istnieją ludzie, którzy naprawdę chcą Ci pomóc i nie oczekują za to zapłaty ani podporządkowania. To wydaje mi się jedną z najbardziej wyraźnych zmian w całym Twoim wieloletnim dzienniku snów.