Znowu mnie naszła bez ostrzeżenia i wbrew mojej woli! I jak zawsze bez powodu, nie mając mi do przekazania niczego, czego nie da się przekazać mailem, wyłącznie w celu zastosowania przemocy:
- wmawiania mi, że nie mam EDS,
- straszenia mnie sądem, tym, że zmusi mnie sądownie do leczenia altmedem (sic!), bo rzeczywiste leczenie jej się nie podoba,
- wmawiania mi, że jestem chora psychicznie, skoro nie zgadzam się na jej przemoc,
- wciskania mi jakichś jej brzydkich ubrań i toreb, totalnie nie w moim stylu ani kolorze, dla starych bab (bo uważa, że mam się ubierać "jak stara baba" i wyglądać źle, bo przecież jestem już "stara" - to jej słowa, żeby nie było, że to ja coś narzucam jakimkolwiek paniom w związku z ich wiekiem),
- wymuszania na mnie , żebym robiła to, co ona mi każe,
- straszenia mnie, że najdzie mnie z policją i policja mnie "wyprowadzi",
- stawiania oporu, kiedy wielokrotnie każę jej wyjść.
Nie ma mowy, żebym jej następnym razem otworzyła.
Dobrze, że zdążyłam chociaż pozamykać drzwi do pokojów. Ale łapała za klamkę, więc wiedziałam, że to ona albo złodzieje, którzy od kilku miesięcy właśnie tak robią (łapią za klamkę, wchodzą i okradają).
Oczywiście ZNOWU nie oddała mi haftu, teczki i komputera. I raczej nie odda, bo używa ich jako fikcyjnej wymówki, żeby mnie znowu najść.
Znowu też jej powiedziałam, że ma mi NIC nie kupować. Skoro nie ma do mnie szacunku i ma gdzieś, jakie ubrania noszę, jakich produktów używam w domu, co jem, to ma nie kupować niczego, bo mój dom to nie skład niepotrzebnych rzeczy. Spytała, czego w takim razie potrzebuję. O lekach i leczeniu nawet nie wspominałam, bo wiadomo, że zaraz zacznie się awanturować i wmawiać mi, że nie mam EDS, za to mam urojone nieistniejące choroby, które ona wymyśliła. Więc palnęłam, że potrzebuję półproduktów do biżuterii, którą robię. Gdyby coś takiego powiedziała mi osoba, której chcę szczerze pomóc, zapytałabym, JAKICH półproduktów dokładnie potrzebuje i gdzie je tanio kupić. A ponadto chciałabym natychmiast zobaczyć jej najnowsze wytwory i usłyszeć, co jej sprawia szczególną trudność i czy mogę jakoś jej pomóc.
Moja matka nie, to jej nie obchodzi, bo ona nie ma zamiaru mi pomóc. Jej pytanie brzmiało: "Sprzedajesz to?" Bo jeśli nie, to natychmiast usiłowałaby mnie zmusić, żebym przestała to robić! Tak samo było ze scrapbookingiem. Jej nie interesują moje prace, jej nie interesuje, jak się to robi, co to dla mnie znaczy, jak sobie radzę, co mi to w życiu daje. Ją interesuje tylko, czy na tym zarabiam. Jak nie, to mam przestać to robić. Mam być durnym pustym łbem tak jak ona, nic nie robić, nic nie umieć, nie mieć zainteresowań, pasji, nie zajmować czymś dnia, nie mieć życia, tylko leżeć i gapić się 24/7 w pudło. Pisałam już o tym kiedyś i to się nie zmienia. Moja matka nadal nie ma żadnego życia, jej egzystencja jest nic niewartą wegetacją. Nawet osoby z locked in syndrome, które naprawdę nie mogą nic robić, mają bogatsze życie od niej, bo mają super ciekawe życie wewnętrzne (niektóre samodzielnie, za pomocą mrugania powiekami, piszą książki i realizują filmy!). Ona nie ma. Mając zdrowe ciało, zdrowe ręce, zdrowy mózg, zdolność do pracy, ona nie robi nic, ma tylko nienawiść i przemoc. Tylko to ma do zaoferowania.
Po raz kolejny zapytała mnie, co ma robić. Po raz kolejny powiedziałam to co zawsze - że ma przestać stosować przemoc i mnie nachodzić. A ona po raz kolejny będzie to miała gdzieś. Od razu usłyszałam w odpowiedzi, że to nie przemoc, tylko jestem chora psychicznie, więc ona nie ma co przestawać.
Doprowadziła mnie znowu do ataku zespołu lękowego, PTSD, strachu, podniesienia pulsu, problemów z oddychaniem, a w konsekwencji zagrożenia życia. I znowu ujdzie jej to płazem!
"Każda próba narzucenia swojej woli innej osobie jest aktem przemocy" /Gandhi/. ***** I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą". ***** O przemocy mówi się dużo, ale o przemocy matek wobec dorosłych niepełnosprawnych dzieci - wcale. Ponad 80% ON doświadcza przemocy ze strony matek.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stres. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stres. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 maja 2019
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
PONIEDZIAŁEK, 15 KWIETNIA 2019
Naprawdę już nie mam siły. Matka nadal mnie stalkuje, a jeszcze się ani razu (!!!) nie zdarzyło, żeby powiedziała mi coś, czego nie da się powiedzieć ani mailem, ani sms-em.
Od jakiegoś czasu robi mi ciągle awantury o to, że nie pozwalam jej podrobić mojego podpisu i działać za moimi plecami.
Sąd nadal nie przysłał mi stosownego dokumentu, niezbędnego do złożenia dokumentów w US, żeby mi nie naliczyli podatku od spadku, którego nie otrzymałam (matka nadal nie przekazała mi mojej części). Okazuje się, że matka oszukała mnie, ukrywając, że decyzja sądu uprawomocniła się już 5.01, i że wzięła na mnie dokumenty. Od ponad 3 miesięcy mi ich nie wysłała!!!
Teraz twierdzi, że już wypełniła dokumenty do US za siebie i za mnie i że mam jej dać adres mojego US, to je wyśle. Oczywiście nie zgadzam się. Zażądałam, żeby wysłała dokument do mnie, a to ja go wyślę do US. Matka od 2 tygodni awanturuje się i nie chce mi tego dokumentu wysłać (btw, adres US jest przecież publicznie dostępny na stronie samego US, wystarczy wygooglać, więc po co matka mnie oszukuje, że nie ma adresu?!). Jeśli go nie wyśle, to i tak wyślę swój w swoim imieniu i to ona będzie mieć problemy za podrabianie podpisu! Jeśli mi nie wyśle tego dokumentu, to:
1. Nie będę mieć żadnej pewności, że w ogóle go wysłała. Świstek poświadczający nadanie nie jest żadnym dowodem, bo nie mówi, co zostało wysłane! Xero też nie jest dowodem, bo można zrobić xero innego dokumentu, a wysłać inny.
2. Nie będę wiedziała, co matka tam wpisała, czyli nadal nie będę nawet wiedziała, co odziedziczyłam! Myślę, że właśnie dlatego matka nie chce mi tego dokumentu wysłać, żeby mi nie zdradzić, co odziedziczyłam, żebym się nie mogła domagać swojej części. Tylko zapomina, że to sąd zrobi podział majątku, jeśli mi nie odda mojej części. A może wcale nie zapomina, tylko robi to specjalnie, jak wszystko.
Dodatkowo matka robi mi ciągle awantury o to, że to ona źle wpisała moje imię w dokumentach. Mnie to już tylko śmieszy. Chciała zaszkodzić mnie, a zaszkodziła sobie, bo to ona musi to teraz odkręcać! Całe życie na złość mi nazywa mnie imieniem jakiejś obcej baby (nie wiem, kim ona jest i skąd matka w ogóle to imię wzięła), robiła mi tym problemy w każdej szkole. Dopiero na studiach udało mi się to odkręcić, bo tam już nie miała żadnych praw, bo byłam pełnoletnia. Ale nawet składając papiery w sądzie o sprawę spadkową po tacie, wpisała cudze imię, zamiast mojego! Wyobrażacie to sobie?!
Kiedy mój brat będąc w liceum, poprosił mnie, żebym nie nazywała go Adasiem, tylko Adamem, w tej samej sekundzie przestawiłam się na Adama i NIGDY nie przyszło mi do głowy, żeby choć raz, jeden, jedyny raz, zrobić mu na złość i nazwać Adasiem. A Adaś to przecież nadal jego imię, nie łamałabym nawet prawa, wpisując w jego dokumentach cudze imię! Mimo że to byłaby nic nieznacząca jednorazowa złośliwość - i tak nie przyszło mi do głowy, żeby mu ją wyrządzić. Matce to nie przeszkadza. Nie tylko nazywa mnie cudzym imieniem, a nie moim, ale jeszcze do tego oszukuje na każdym kroku, wpisując nieprawdziwe imię w dokumentach oficjalnych! Od tylu lat!! Ile problemów przez nią miałam! A do tego jeszcze całą rodzinę przeflancowała, żeby nie mówili do mnie po imieniu, tylko tą inwektywą, którą sama wymyśliła, a która była i jest synonimem jej przemocy wobec mnie. Kasia to urojona przez nią postać jej córki, która tańczy, jak matka jej zagra, robi to, co matka jej każe, i jest taka, jak matka sobie życzy, bo nie ma własnego zdania, własnego życia, własnej osobowości ani własnych cech. Ta urojona postać nie ma EDS, nie jest niepełnosprawna i z radością i wdzięcznością poddaje się przemocy matki. Tylko Kasię matka uznaje. A ponieważ ja nią nie jestem, to trzeba mnie nękać i gnoić.
To cudowne, że w końcu przemoc matki obróciła się przeciwko niej, choćby i w tak minimalnym i jednorazowym zakresie.
Ale to ja znowu dziś od niej usłyszałam, że mam "zjebany mózg". Problem polega na tym, że mój mózg jest mniej "zjebany" przez demencję, depresję, brain fog i skrajny przewlekły ból niż jej mózg z jej własnej woli. Jej mózg jest przeżarty nienawiścią i przemocą.
Od jakiegoś czasu robi mi ciągle awantury o to, że nie pozwalam jej podrobić mojego podpisu i działać za moimi plecami.
Sąd nadal nie przysłał mi stosownego dokumentu, niezbędnego do złożenia dokumentów w US, żeby mi nie naliczyli podatku od spadku, którego nie otrzymałam (matka nadal nie przekazała mi mojej części). Okazuje się, że matka oszukała mnie, ukrywając, że decyzja sądu uprawomocniła się już 5.01, i że wzięła na mnie dokumenty. Od ponad 3 miesięcy mi ich nie wysłała!!!
Teraz twierdzi, że już wypełniła dokumenty do US za siebie i za mnie i że mam jej dać adres mojego US, to je wyśle. Oczywiście nie zgadzam się. Zażądałam, żeby wysłała dokument do mnie, a to ja go wyślę do US. Matka od 2 tygodni awanturuje się i nie chce mi tego dokumentu wysłać (btw, adres US jest przecież publicznie dostępny na stronie samego US, wystarczy wygooglać, więc po co matka mnie oszukuje, że nie ma adresu?!). Jeśli go nie wyśle, to i tak wyślę swój w swoim imieniu i to ona będzie mieć problemy za podrabianie podpisu! Jeśli mi nie wyśle tego dokumentu, to:
1. Nie będę mieć żadnej pewności, że w ogóle go wysłała. Świstek poświadczający nadanie nie jest żadnym dowodem, bo nie mówi, co zostało wysłane! Xero też nie jest dowodem, bo można zrobić xero innego dokumentu, a wysłać inny.
2. Nie będę wiedziała, co matka tam wpisała, czyli nadal nie będę nawet wiedziała, co odziedziczyłam! Myślę, że właśnie dlatego matka nie chce mi tego dokumentu wysłać, żeby mi nie zdradzić, co odziedziczyłam, żebym się nie mogła domagać swojej części. Tylko zapomina, że to sąd zrobi podział majątku, jeśli mi nie odda mojej części. A może wcale nie zapomina, tylko robi to specjalnie, jak wszystko.
Dodatkowo matka robi mi ciągle awantury o to, że to ona źle wpisała moje imię w dokumentach. Mnie to już tylko śmieszy. Chciała zaszkodzić mnie, a zaszkodziła sobie, bo to ona musi to teraz odkręcać! Całe życie na złość mi nazywa mnie imieniem jakiejś obcej baby (nie wiem, kim ona jest i skąd matka w ogóle to imię wzięła), robiła mi tym problemy w każdej szkole. Dopiero na studiach udało mi się to odkręcić, bo tam już nie miała żadnych praw, bo byłam pełnoletnia. Ale nawet składając papiery w sądzie o sprawę spadkową po tacie, wpisała cudze imię, zamiast mojego! Wyobrażacie to sobie?!
Kiedy mój brat będąc w liceum, poprosił mnie, żebym nie nazywała go Adasiem, tylko Adamem, w tej samej sekundzie przestawiłam się na Adama i NIGDY nie przyszło mi do głowy, żeby choć raz, jeden, jedyny raz, zrobić mu na złość i nazwać Adasiem. A Adaś to przecież nadal jego imię, nie łamałabym nawet prawa, wpisując w jego dokumentach cudze imię! Mimo że to byłaby nic nieznacząca jednorazowa złośliwość - i tak nie przyszło mi do głowy, żeby mu ją wyrządzić. Matce to nie przeszkadza. Nie tylko nazywa mnie cudzym imieniem, a nie moim, ale jeszcze do tego oszukuje na każdym kroku, wpisując nieprawdziwe imię w dokumentach oficjalnych! Od tylu lat!! Ile problemów przez nią miałam! A do tego jeszcze całą rodzinę przeflancowała, żeby nie mówili do mnie po imieniu, tylko tą inwektywą, którą sama wymyśliła, a która była i jest synonimem jej przemocy wobec mnie. Kasia to urojona przez nią postać jej córki, która tańczy, jak matka jej zagra, robi to, co matka jej każe, i jest taka, jak matka sobie życzy, bo nie ma własnego zdania, własnego życia, własnej osobowości ani własnych cech. Ta urojona postać nie ma EDS, nie jest niepełnosprawna i z radością i wdzięcznością poddaje się przemocy matki. Tylko Kasię matka uznaje. A ponieważ ja nią nie jestem, to trzeba mnie nękać i gnoić.
To cudowne, że w końcu przemoc matki obróciła się przeciwko niej, choćby i w tak minimalnym i jednorazowym zakresie.
Ale to ja znowu dziś od niej usłyszałam, że mam "zjebany mózg". Problem polega na tym, że mój mózg jest mniej "zjebany" przez demencję, depresję, brain fog i skrajny przewlekły ból niż jej mózg z jej własnej woli. Jej mózg jest przeżarty nienawiścią i przemocą.
poniedziałek, 24 grudnia 2018
PONIEDZIAŁEK, 24 GRUDNIA 2018
Wczoraj mój stan się gwałtownie pogorszył. Powtórka z rozrywki. Znowu to samo, co spowodowało ostre zagrożenie życia ostatnio. Dziś do tego doszło zapalenie gardła - od potu, mokrej pościeli i bielizny. Teraz zamiast 2 antybiotyków (jelita i nerki) będę brać 3. Czyli nici z knajpy, z ogrodu świateł i sylwestra ze znajomymi. Na te 2 ostatnie zdążyłam już sobie narobić nadziei. Do tego wymioty nasilone przez skurcze strachu, że matka to wykorzysta i będzie mnie nachodzić, jak ostatnim razem. Dziś na szczęście się przeziębiła. Wykluczone, żebym dała się jeszcze czymś zarazić!
Nie wiem, kiedy znowu będę w stanie wstawać z łóżka i co będzie dalej...
niedziela, 7 października 2018
NIEDZIELA, 7 PAŹDZIERNIKA 2018
Za każdym razem mówię matce, żeby tu nie przyjeżdżała. A ona za każdym razem usiłuje się tu wcisnąć. Ciągle mnie straszy tym, że tu przyjedzie. Notorycznie takie szantaże mi serwuje, ze strachu wstrzymuję oddech za każdym razem, jak słyszę kroki na korytarzu. Przez to cały czas jestem w stanie, który się nazywa "uciekaj albo walcz".
"Stres – już samo słowo działa na wiele osób elektryzująco. Kojarzy się z napięciem, przeciążeniem psychicznym, nerwowością, wybuchami furii. Stres uważany jest za jedną z przyczyn zawałów, wylewów, choroby wrzodowej, bezsenności, depresji, zaburzeń lękowych, nowotworów i wielu innych dolegliwości z uzależnieniem od alkoholu włącznie określanych mianem chorób cywilizacyjnych. Wszystko to prawda: stres wynikający z przeciążenia jest niebezpieczny dla zdrowia szczególnie wtedy gdy jest długotrwały.
Walcz lub uciekaj
Na skutek zadziałania bodźca – stresora, w układzie nerwowym dochodzi do szeregu reakcji biochemicznych skutkujących wydzieleniem silnie pobudzających hormonów m.in. adrenaliny i kortyzolu. Dzięki nim organizm jest gotowy do zwiększonego wysiłku, przygotowany na wypadek sytuacji zmuszającej do walki bądź ucieczki – serce bije szybciej, wzrasta ciśnienie krwi, tętno i oddech przyśpiesza, zwiększa się poziom glukozy we krwi– wszystko po to aby zwiększyć dotlenienie i wydolność organizmu. Inne funkcje życiowe tj. trawienie czy mechanizmy odpowiedzialne za odporność schodzą na plan dalszy. Człowiek jest gotowy do walki o przetrwanie bądź serwowania się ucieczką".
"Stres – już samo słowo działa na wiele osób elektryzująco. Kojarzy się z napięciem, przeciążeniem psychicznym, nerwowością, wybuchami furii. Stres uważany jest za jedną z przyczyn zawałów, wylewów, choroby wrzodowej, bezsenności, depresji, zaburzeń lękowych, nowotworów i wielu innych dolegliwości z uzależnieniem od alkoholu włącznie określanych mianem chorób cywilizacyjnych. Wszystko to prawda: stres wynikający z przeciążenia jest niebezpieczny dla zdrowia szczególnie wtedy gdy jest długotrwały.
Walcz lub uciekaj
Na skutek zadziałania bodźca – stresora, w układzie nerwowym dochodzi do szeregu reakcji biochemicznych skutkujących wydzieleniem silnie pobudzających hormonów m.in. adrenaliny i kortyzolu. Dzięki nim organizm jest gotowy do zwiększonego wysiłku, przygotowany na wypadek sytuacji zmuszającej do walki bądź ucieczki – serce bije szybciej, wzrasta ciśnienie krwi, tętno i oddech przyśpiesza, zwiększa się poziom glukozy we krwi– wszystko po to aby zwiększyć dotlenienie i wydolność organizmu. Inne funkcje życiowe tj. trawienie czy mechanizmy odpowiedzialne za odporność schodzą na plan dalszy. Człowiek jest gotowy do walki o przetrwanie bądź serwowania się ucieczką".
"Gdy ilość i ciężar zadań przewyższa zasoby organizmu pomagające w radzeniu sobie z nimi mamy do czynienia ze stresem negatywnym, wynikającym z przeciążenia tzw. dystresem. Jeżeli sytuacja przeciążenia zdarza się od czasu do czasu organizm jest w stanie poradzić sobie z jego negatywnymi skutkami, gdy trwa to miesiącami bądź nawet latami konsekwencje mogą być tragiczne. Gdy proces ten jest rozciągnięty w czasie wygląda to tak, jakby ktoś ciągle był w gotowości bojowej, tak jak żołnierz w okopie czekający na rozkaz ruszenia do ataku: w ciągłym napięciu, lęku, niepewności. Już nie tylko kardiolodzy ratujący życie 40-letnim przeciążonym stresem zawałowcom ale i psychoonkolodzy biją na alarm. Badania pokazują ogromny wpływ przewlekłego stresu na zachorowalność na choroby nowotworowe".
Tak, właśnie to mi serwuje matka od 42 lat.
Tak, właśnie to mi serwuje matka od 42 lat.
Dziś mi wmawiała, że mogę zrobić prawo jazdy, chociaż wie, że nie mogę! I wmawiała mi to kłamstwo kilkakrotnie, mimo że jej mówiłam, że ma przestać. Okazało się też, że przypisała sobie wszystkie zasługi ojca! Uważa, że to ona mi pomagała, a nie ojciec! No to już jest skandaliczne, brak mi słów, nawet nie wiem, co mam powiedzieć. Jak można w ogóle wymyślić coś takiego, A CO DOPIERO POWIEDZIEĆ NA GŁOS?!
Każdą pomoc, jakiej potrzebowałam, dostawałam zawsze tylko od ojca. Brakuje mi go nie tylko dlatego, że był moim ojcem, że go kochałam, brakuje mi czasu spędzanego razem, naszych rozmów, wypadów do knajp, na grzyby do lasu itd. Ale też brak jego pomocy jest teraz dla mnie mocno odczuwalny na każdym kroku. Braku "pomocy" matki nie odczuwam w ogóle, bo przecież nic się nie zmieniło w tej kwestii, kompletnie nic! Nie zastępuje ojca, nie przejęła jego pomocy, nie robi niczego, co on robił dla mnie. I nie piszę tego dlatego, że tego oczekuję, tylko po to, żeby pokazać, jak absurdalne jest to, co mówi matka - że ona mi rzekomo pomagała.
To on mi pomagał finansowo. To on mnie woził wszędzie, gdzie potrzebowałam. To on ze mną odrabiał lekcje, jak byłam w szkole. To on zawsze mi coś przybił w mieszkaniu, wywiercił dziurę itd. To on mi udostępniał swój komputer, kiedy nie miałam jeszcze własnego, i to z jego skrzynki mailowej wysyłałam maile, jak nie miałam jeszcze swojej. I ona śmie teraz mówić, że to wszystko to ona?! Nigdy nie kiwnęła palcem. Nawet jak ją prosiłam o pomoc, to jej nie otrzymywałam, wyśmiewała mnie tylko. Jak ją spytałam, w czym mi rzekomo pomagała, to miała tylko jedno do powiedzenia: "Przecież ojciec ci woził wałówki!" No właśnie. Znowu ojciec. Ojciec woził, nie ona! W dodatku to nie było jedzenie dla mnie, tylko dla niej, nie prosiłam o nie, bo ja takich rzeczy nie jem (a jak prosiłam o coś konkretnego, to oczywiście tego nie kupowała), wręcz za każdym razem mówiłam, że tego nie chcę i że ma przestać wysługiwać się ojcem, żeby mi się narzucać z tym, czego nie chcę! A ona jeszcze za to oczekuje wdzięczności! A skoro nie jestem jej wdzięczna za przemoc, narzucanie się, nachodzenie mnie - to to jest "rażąca niewdzięczność"! Wyobrażacie sobie?!
To nawet nie wszystko. Matka całe życie żyła z pomocy ojca i po jego śmierci korzysta z jego pomocy nadal. Wszystko, absolutnie wszystko, co ma, zawdzięcza ojcu. Mieszka w mieszkaniu, które on lata temu dostał jako służbowe. I żyje z jego emerytury! Bo przecież sama nie przepracowała ani dnia i nie zarobiła ani złotówki. Matka w jeszcze większym stopniu niż ja zawdzięcza wszystko ojcu. Bo ja i pracowałam ponad siły, i mam różne osiągnięcia w różnych dziedzinach, a matka ma tylko to, co dostała od ojca. I wyskakuje z tekstem, że to ona pomagała?! Dobrze, że nie mówiła takich rzeczy przy ojcu...
Nie wiem, do czego ona się jeszcze posunie, ale wiem, że dla niej nie ma żadnej granicy przemocy czy kłamania, udawania. Jest zdolna do wszystkiego.
Jeśli matka zdecyduje, że będzie mi nadal przelewać alimenty, które przelewał mi ojciec, TO BĘDĘ JEJ WDZIĘCZNA TAK SAMO, JAK BYŁAM WDZIĘCZNA OJCU. Ale nie zeszmacę się dla żadnych pieniędzy. Nie dam się tak traktować dla żadnych pieniędzy. Jeśli matka uważa, że pieniądze sprawiają, że wolno jej używać przemocy wobec mnie, to się myli. Wolę, żeby nie przelewała mi nic, żeby mnie nawet wydziedziczyła, ale dała mi spokój.
Jeśli matka zdecyduje, że będzie mi nadal przelewać alimenty, które przelewał mi ojciec, TO BĘDĘ JEJ WDZIĘCZNA TAK SAMO, JAK BYŁAM WDZIĘCZNA OJCU. Ale nie zeszmacę się dla żadnych pieniędzy. Nie dam się tak traktować dla żadnych pieniędzy. Jeśli matka uważa, że pieniądze sprawiają, że wolno jej używać przemocy wobec mnie, to się myli. Wolę, żeby nie przelewała mi nic, żeby mnie nawet wydziedziczyła, ale dała mi spokój.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


