18.04. Matka usiłowała mi dziś (18.04) wmówić, że widziałyśmy się 7 miesięcy temu. Według niej od rozprawy 14 grudnia minęło 7 miesięcy. Cały czas usiłuje mi wmówić takie różne rzeczy - to technika przemocowa służąca wmówieniu ofierze, że zwariowała, że jest psychicznie chora, że straciła kontakt z rzeczywistością, że ma halucynacje, bo było inaczej, niż było, w związku z czym przemocowiec MUSI dla jej dobra się nią "zająć" i nią rządzić, bo sama rzekomo nie może. To jeden ze sposobów pozyskiwania władzy nad ofiarą. Jeśli się to robi latami, to wiele słabszych ofiar ulega i zaczyna niestety wierzyć w te kłamstwa.
Dopiero co dziś rozmawiałam z opiekunką i powiedziałam jej, że boję się, żeby matka nie wyskoczyła z czymś na święta, a już kilka godzin później matka faktycznie to zrobiła - znowu straszy mnie nachodzeniem! Mimo że wie, że 1. już dawno się umówiłam z koleżanką, 2. że wciąż nie życzę sobie kontaktu, dopóki stosuje przemoc, 3. że dokumenty ma mi wysłać poleconym, a nie robić taki cyrk i używać ich jako wymówki, żeby mnie nachodzić.
Czy są tu jacyś NT? Niech mi powiedzą, ile razy trzeba powtórzyć entekowi, że się go nie chce widzieć i że ma nie przyjeżdżać, żeby dotarło? I w jakim języku, skoro ojczystego nie rozumie? Bo aspiemu wystarczy raz, więc myślałam, że każdy tak ma.
Matka ciągle twierdzi, że tak bardzo chce rozmowy, ale odrzuca każdą próbę rozmowy. Ani razu nie odpisała mi na żadnego maila czy sms-a! Ani razu też nie zainicjowała kontaktu. Inicjuje wyłącznie przemoc, stalking telefoniczny, doskonale wiedząc, że nie mogę rozmawiać przez telefon. Robi to właśnie dlatego, że nie mogę, właśnie dlatego, że mam ZA. Celowo robi wszystko, czego w ZA nie można. Tak samo jak usiłuje mnie zmuszać do wszystkiego, co jest niemożliwe w EDS6a, co szkodzi, co powoduje ból, męczarnie, hipotonię, zagrożenie życia. Specjalnie wybiera takie rozwiązania, które najbardziej by mi zaszkodziły, gdybym nie mogła się obronić i doszłyby do skutku. To nawet nie jest egoizm i nieliczenie się z drugą osobą, tylko celowy sadyzm!
21.04. Znowu stalking. Matka wie, że jestem umówiona ze znajomymi, więc znowu mnie nabrała na stalking. Za każdym razem daję się nabrać, że dzieje się coś bardzo ważnego i niedającego się przekazać normalną rozmową, i za każdym razem okazuje się, że to znowu przemoc. Tym razem było tak samo.
Przy okazji zobaczcie, jak to wygląda. Matka za każdym razem musi wymyślić jakiś powód do przemocy. Nie ma nigdy żadnego powodu, więc wykorzystuje, co popadnie. Jak mnie stalkuje, to wiadomo, muszę zawsze pauzować film, muzykę, czy co tam leci w tle - matka o tym wie, wie, że w ZA nie da się rozmawiać w przebodźcowaniu. Za każdym razem więc doczepiała się i miała pretensje, że kiedyś to zawsze leciała u mnie muzyka albo filmy, a teraz jest cisza - to idealny powód, żeby znowu zrobić mi o to awanturę.
Dziś nie zdążyłam wyciszyć BB, więc pierwsze słowa matki to była awantura o to, że znowu oglądam jakieś filmy!
Jak nie oglądam - awantura o to, że nie oglądam.
Jak oglądam - awantura o to, że oglądam.
Bo tu nigdy nie chodzi o to, co robię albo czego nie robię, tylko o przemoc, nic więcej. Po prostu o to, że istnieję, że żyję. Jak odbieram, to szybko, szybko, jaką tu przemoc zastosować, bo przecież ofiara zaraz odłoży słuchawkę, bo się zorientuje, że intencje nie są uczciwe!
A wszelkie święta to szczególnie takie dni, kiedy matka jest szczególnie dodatkowo zjadliwa. I poza przemocą usiłuje mi wciskać do gardła katolickie tradycje, które nigdy nie były moje ani rodzinne, bo tata przecież też był niewierzący. Zresztą matka też tylko udaje katoliczkę, ma kościół na osiedlu, pod samym nosem - nigdy w nim nie była. Nawet Biblii nie czytała przecież, a co tu dopiero mówić o stosowaniu się do przykazań!
Dziś znowu mnie obrażała i poniżała. Mówię jej, że ma mówić szybko, co chce, bo nie mam czasu. Za 2h mam gości, muszę się przebrać, umyć, uczesać, matka mi w tym nie pomaga przecież, bo udaje, że nie mam EDS, co już samo w sobie jest przemocą. A jeszcze się naśmiewa i usiłuje mi wmówić, że "ty zawsze masz czas", "ty nie masz obowiązków", "ty masz zawsze być na moje zawołanie, bo nie masz prawa do prywatnego życia". Według niej nie mam prawa w ogóle do tego, żeby żyć, żeby mieć własne potrzeby i własne zdanie. Mam prawo (i obowiązek) wyłącznie do tego, żeby robić to, co ona mi każe, i wtedy, kiedy mi każe.
I znowu mi kłamała żywcem, że tak bardzo chce ze mną rozmawiać - zapytałam, gdzie w takim razie są te jej rozmowy. Gdzie są jej odpowiedzi, choćby jedna!, na dziesiątki moich maili. Gdzie jest choćby JEDNA rozmowa. Ach, no nie ma! Wydało się kolejne kłamstwo! Nie chodzi o rozmowy, chodzi o przemoc. W rozmowie się nie da jej stosować, bo mogę usunąć maila i nie czytać. Matka MUSI stalkować mnie telefonicznie, bo jak inaczej miałaby stosować przemoc?! To dlatego nie chce popuścić. Będę musiała znowu zablokować jej telefon. Wielokrotnie udowodniła już, że nie zasłużyła na jego odblokowanie.
"Każda próba narzucenia swojej woli innej osobie jest aktem przemocy" /Gandhi/. ***** I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą". ***** O przemocy mówi się dużo, ale o przemocy matek wobec dorosłych niepełnosprawnych dzieci - wcale. Ponad 80% ON doświadcza przemocy ze strony matek.
niedziela, 21 kwietnia 2019
czwartek, 18 kwietnia 2019
CZWARTEK, 18 KWIETNIA 2019
Przemoc nie ustaje, a przemocowcy najgłośniej krzyczą pod postami antyprzemocowymi, dlatego należy pamiętać, co mówią badania i lekarze:
1. 60% Polaków używa takiej czy innej przemocy.
2. Osoby autystyczne i niepełnosprawne doświadczają znacznie więcej przemocy niż NT i sprawni...
3. ...a większość przemocy wśród ON to przemoc ze strony... rodziny.
4. Ok. 80% osób z ZA doznaje przemocy od rówieśników w szkole podstawowej.
5. 80% zaburzeń psychicznych u dorosłych jest spowodowanych działaniem... ich matek.
6. Pojedyncze wybuchy agresji nie powodują u dzieci żadnych skrzywień psychicznych w dorosłości. Tylko permanentna przemoc jest szkodliwa, a taka nie jest przypadkiem ani niewiedzą.
7. Badania mówią też o tym, że przemoc jest wyborem podejmowanym za każdym razem od nowa, a nie jakąś chorobą, nad którą nie ma się kontroli, i że przemocowiec może w każdej chwili zdecydować, że nie będzie już stosować przemocy.
8. Niestety większość przemocowców tak nie wybiera i nie przestaje. Z przemocy rezygnuje mniej niż 5% przemocowców.
9. Psychiatrzy i terapeuci radzą się bronić i zerwać kontakty właśnie dlatego, że szansa na to, że przemocowiec przestanie używać przemocy, jest nikła.
10. Bronienie przemocowców też jest przemocą. Przemocowców należy bezwzględnie potępiać i zgłaszać na policję. Jeśli się wie o przemocy, ale się nie reaguje, jest się współwinnym.
Wskazówki dla świadków przemocy znajdziecie tutaj.
NIE znaczy NIE nie tylko w przypadku gwałtu. Jeśli nie wiecie, czy jakaś ofiara przemocy potrzebuje Waszej pomocy - zapytajcie ją, ale tylko wtedy, kiedy przemocowca nie ma w pobliżu. Jeśli powie NIE, to tak właśnie jest. Pomoc ofierze nie może pogorszyć jej sytuacji. Musi też być realna.
1. 60% Polaków używa takiej czy innej przemocy.
2. Osoby autystyczne i niepełnosprawne doświadczają znacznie więcej przemocy niż NT i sprawni...
3. ...a większość przemocy wśród ON to przemoc ze strony... rodziny.
4. Ok. 80% osób z ZA doznaje przemocy od rówieśników w szkole podstawowej.
5. 80% zaburzeń psychicznych u dorosłych jest spowodowanych działaniem... ich matek.
6. Pojedyncze wybuchy agresji nie powodują u dzieci żadnych skrzywień psychicznych w dorosłości. Tylko permanentna przemoc jest szkodliwa, a taka nie jest przypadkiem ani niewiedzą.
7. Badania mówią też o tym, że przemoc jest wyborem podejmowanym za każdym razem od nowa, a nie jakąś chorobą, nad którą nie ma się kontroli, i że przemocowiec może w każdej chwili zdecydować, że nie będzie już stosować przemocy.
8. Niestety większość przemocowców tak nie wybiera i nie przestaje. Z przemocy rezygnuje mniej niż 5% przemocowców.
9. Psychiatrzy i terapeuci radzą się bronić i zerwać kontakty właśnie dlatego, że szansa na to, że przemocowiec przestanie używać przemocy, jest nikła.
10. Bronienie przemocowców też jest przemocą. Przemocowców należy bezwzględnie potępiać i zgłaszać na policję. Jeśli się wie o przemocy, ale się nie reaguje, jest się współwinnym.
Wskazówki dla świadków przemocy znajdziecie tutaj.
NIE znaczy NIE nie tylko w przypadku gwałtu. Jeśli nie wiecie, czy jakaś ofiara przemocy potrzebuje Waszej pomocy - zapytajcie ją, ale tylko wtedy, kiedy przemocowca nie ma w pobliżu. Jeśli powie NIE, to tak właśnie jest. Pomoc ofierze nie może pogorszyć jej sytuacji. Musi też być realna.
CZWARTEK, 18 KWIETNIA 2019
Poniżej link do najlepszego polskiego tekstu o przemocy wobec osób z ASD. O przemocy, której nieustannie doświadczamy od NT, a szczególnie od matek. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby mojemu ZA towarzyszyła niepełnosprawność intelektualna - jaką przemocową władzą miałaby nade mną matka. A w takiej sytuacji jest większość osób z ASD i ogólnie z różną niepełnosprawnością niepozwalającą wyjść z domu i uciec od przemocowej matki.
Zza pancernej szyby nie słychać wołania o pomoc
Zza pancernej szyby nie słychać wołania o pomoc
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
PONIEDZIAŁEK, 15 KWIETNIA 2019
Naprawdę już nie mam siły. Matka nadal mnie stalkuje, a jeszcze się ani razu (!!!) nie zdarzyło, żeby powiedziała mi coś, czego nie da się powiedzieć ani mailem, ani sms-em.
Od jakiegoś czasu robi mi ciągle awantury o to, że nie pozwalam jej podrobić mojego podpisu i działać za moimi plecami.
Sąd nadal nie przysłał mi stosownego dokumentu, niezbędnego do złożenia dokumentów w US, żeby mi nie naliczyli podatku od spadku, którego nie otrzymałam (matka nadal nie przekazała mi mojej części). Okazuje się, że matka oszukała mnie, ukrywając, że decyzja sądu uprawomocniła się już 5.01, i że wzięła na mnie dokumenty. Od ponad 3 miesięcy mi ich nie wysłała!!!
Teraz twierdzi, że już wypełniła dokumenty do US za siebie i za mnie i że mam jej dać adres mojego US, to je wyśle. Oczywiście nie zgadzam się. Zażądałam, żeby wysłała dokument do mnie, a to ja go wyślę do US. Matka od 2 tygodni awanturuje się i nie chce mi tego dokumentu wysłać (btw, adres US jest przecież publicznie dostępny na stronie samego US, wystarczy wygooglać, więc po co matka mnie oszukuje, że nie ma adresu?!). Jeśli go nie wyśle, to i tak wyślę swój w swoim imieniu i to ona będzie mieć problemy za podrabianie podpisu! Jeśli mi nie wyśle tego dokumentu, to:
1. Nie będę mieć żadnej pewności, że w ogóle go wysłała. Świstek poświadczający nadanie nie jest żadnym dowodem, bo nie mówi, co zostało wysłane! Xero też nie jest dowodem, bo można zrobić xero innego dokumentu, a wysłać inny.
2. Nie będę wiedziała, co matka tam wpisała, czyli nadal nie będę nawet wiedziała, co odziedziczyłam! Myślę, że właśnie dlatego matka nie chce mi tego dokumentu wysłać, żeby mi nie zdradzić, co odziedziczyłam, żebym się nie mogła domagać swojej części. Tylko zapomina, że to sąd zrobi podział majątku, jeśli mi nie odda mojej części. A może wcale nie zapomina, tylko robi to specjalnie, jak wszystko.
Dodatkowo matka robi mi ciągle awantury o to, że to ona źle wpisała moje imię w dokumentach. Mnie to już tylko śmieszy. Chciała zaszkodzić mnie, a zaszkodziła sobie, bo to ona musi to teraz odkręcać! Całe życie na złość mi nazywa mnie imieniem jakiejś obcej baby (nie wiem, kim ona jest i skąd matka w ogóle to imię wzięła), robiła mi tym problemy w każdej szkole. Dopiero na studiach udało mi się to odkręcić, bo tam już nie miała żadnych praw, bo byłam pełnoletnia. Ale nawet składając papiery w sądzie o sprawę spadkową po tacie, wpisała cudze imię, zamiast mojego! Wyobrażacie to sobie?!
Kiedy mój brat będąc w liceum, poprosił mnie, żebym nie nazywała go Adasiem, tylko Adamem, w tej samej sekundzie przestawiłam się na Adama i NIGDY nie przyszło mi do głowy, żeby choć raz, jeden, jedyny raz, zrobić mu na złość i nazwać Adasiem. A Adaś to przecież nadal jego imię, nie łamałabym nawet prawa, wpisując w jego dokumentach cudze imię! Mimo że to byłaby nic nieznacząca jednorazowa złośliwość - i tak nie przyszło mi do głowy, żeby mu ją wyrządzić. Matce to nie przeszkadza. Nie tylko nazywa mnie cudzym imieniem, a nie moim, ale jeszcze do tego oszukuje na każdym kroku, wpisując nieprawdziwe imię w dokumentach oficjalnych! Od tylu lat!! Ile problemów przez nią miałam! A do tego jeszcze całą rodzinę przeflancowała, żeby nie mówili do mnie po imieniu, tylko tą inwektywą, którą sama wymyśliła, a która była i jest synonimem jej przemocy wobec mnie. Kasia to urojona przez nią postać jej córki, która tańczy, jak matka jej zagra, robi to, co matka jej każe, i jest taka, jak matka sobie życzy, bo nie ma własnego zdania, własnego życia, własnej osobowości ani własnych cech. Ta urojona postać nie ma EDS, nie jest niepełnosprawna i z radością i wdzięcznością poddaje się przemocy matki. Tylko Kasię matka uznaje. A ponieważ ja nią nie jestem, to trzeba mnie nękać i gnoić.
To cudowne, że w końcu przemoc matki obróciła się przeciwko niej, choćby i w tak minimalnym i jednorazowym zakresie.
Ale to ja znowu dziś od niej usłyszałam, że mam "zjebany mózg". Problem polega na tym, że mój mózg jest mniej "zjebany" przez demencję, depresję, brain fog i skrajny przewlekły ból niż jej mózg z jej własnej woli. Jej mózg jest przeżarty nienawiścią i przemocą.
Od jakiegoś czasu robi mi ciągle awantury o to, że nie pozwalam jej podrobić mojego podpisu i działać za moimi plecami.
Sąd nadal nie przysłał mi stosownego dokumentu, niezbędnego do złożenia dokumentów w US, żeby mi nie naliczyli podatku od spadku, którego nie otrzymałam (matka nadal nie przekazała mi mojej części). Okazuje się, że matka oszukała mnie, ukrywając, że decyzja sądu uprawomocniła się już 5.01, i że wzięła na mnie dokumenty. Od ponad 3 miesięcy mi ich nie wysłała!!!
Teraz twierdzi, że już wypełniła dokumenty do US za siebie i za mnie i że mam jej dać adres mojego US, to je wyśle. Oczywiście nie zgadzam się. Zażądałam, żeby wysłała dokument do mnie, a to ja go wyślę do US. Matka od 2 tygodni awanturuje się i nie chce mi tego dokumentu wysłać (btw, adres US jest przecież publicznie dostępny na stronie samego US, wystarczy wygooglać, więc po co matka mnie oszukuje, że nie ma adresu?!). Jeśli go nie wyśle, to i tak wyślę swój w swoim imieniu i to ona będzie mieć problemy za podrabianie podpisu! Jeśli mi nie wyśle tego dokumentu, to:
1. Nie będę mieć żadnej pewności, że w ogóle go wysłała. Świstek poświadczający nadanie nie jest żadnym dowodem, bo nie mówi, co zostało wysłane! Xero też nie jest dowodem, bo można zrobić xero innego dokumentu, a wysłać inny.
2. Nie będę wiedziała, co matka tam wpisała, czyli nadal nie będę nawet wiedziała, co odziedziczyłam! Myślę, że właśnie dlatego matka nie chce mi tego dokumentu wysłać, żeby mi nie zdradzić, co odziedziczyłam, żebym się nie mogła domagać swojej części. Tylko zapomina, że to sąd zrobi podział majątku, jeśli mi nie odda mojej części. A może wcale nie zapomina, tylko robi to specjalnie, jak wszystko.
Dodatkowo matka robi mi ciągle awantury o to, że to ona źle wpisała moje imię w dokumentach. Mnie to już tylko śmieszy. Chciała zaszkodzić mnie, a zaszkodziła sobie, bo to ona musi to teraz odkręcać! Całe życie na złość mi nazywa mnie imieniem jakiejś obcej baby (nie wiem, kim ona jest i skąd matka w ogóle to imię wzięła), robiła mi tym problemy w każdej szkole. Dopiero na studiach udało mi się to odkręcić, bo tam już nie miała żadnych praw, bo byłam pełnoletnia. Ale nawet składając papiery w sądzie o sprawę spadkową po tacie, wpisała cudze imię, zamiast mojego! Wyobrażacie to sobie?!
Kiedy mój brat będąc w liceum, poprosił mnie, żebym nie nazywała go Adasiem, tylko Adamem, w tej samej sekundzie przestawiłam się na Adama i NIGDY nie przyszło mi do głowy, żeby choć raz, jeden, jedyny raz, zrobić mu na złość i nazwać Adasiem. A Adaś to przecież nadal jego imię, nie łamałabym nawet prawa, wpisując w jego dokumentach cudze imię! Mimo że to byłaby nic nieznacząca jednorazowa złośliwość - i tak nie przyszło mi do głowy, żeby mu ją wyrządzić. Matce to nie przeszkadza. Nie tylko nazywa mnie cudzym imieniem, a nie moim, ale jeszcze do tego oszukuje na każdym kroku, wpisując nieprawdziwe imię w dokumentach oficjalnych! Od tylu lat!! Ile problemów przez nią miałam! A do tego jeszcze całą rodzinę przeflancowała, żeby nie mówili do mnie po imieniu, tylko tą inwektywą, którą sama wymyśliła, a która była i jest synonimem jej przemocy wobec mnie. Kasia to urojona przez nią postać jej córki, która tańczy, jak matka jej zagra, robi to, co matka jej każe, i jest taka, jak matka sobie życzy, bo nie ma własnego zdania, własnego życia, własnej osobowości ani własnych cech. Ta urojona postać nie ma EDS, nie jest niepełnosprawna i z radością i wdzięcznością poddaje się przemocy matki. Tylko Kasię matka uznaje. A ponieważ ja nią nie jestem, to trzeba mnie nękać i gnoić.
To cudowne, że w końcu przemoc matki obróciła się przeciwko niej, choćby i w tak minimalnym i jednorazowym zakresie.
Ale to ja znowu dziś od niej usłyszałam, że mam "zjebany mózg". Problem polega na tym, że mój mózg jest mniej "zjebany" przez demencję, depresję, brain fog i skrajny przewlekły ból niż jej mózg z jej własnej woli. Jej mózg jest przeżarty nienawiścią i przemocą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









