Bardzo poważnie biorę pod rozwagę udostępnianie rozmów z matką, a nie tylko ich cytowanie, bo wygaduje takie rzeczy, że włosy dęba stają. Podobno ludzie do niej dzwonią z pytaniami, co ja wypisuję. To jak z filmem "Kler". Niektórzy się oburzają, że jak można było nakręcić film o przekrętach, pijaństwie i pedofilii księży, ale jakoś nie oburzali się dotąd i nie oburzają nadal, jak można uskuteczniać przekręty, pijaństwo i pedofilię. Tu tak samo. Rzekomo niektórzy się oburzają, co ja piszę o przemocy matki, ale jakimś cudem nie oburza ich sama ta przemoc. Ania ma rację, to hipokryzja. "Problemem nie jest brud, tylko brud na widoku - wystarczy go zamieść pod dywan i zawiesić święty obrazek, by wszystko było cacy".
Tylko że ja tę przemoc zamiatałam pod dywan całymi latami. Tak jak latami ci oburzeni jakoś na nią nie reagowali! Ten, kto widzi, a nie pomaga ofierze, jest tak samo winny przemocy jak sprawca.
Matka dziś znowu wmawiała mi chorobę psychiczną. Konsekwentnie usiłuje robić ze mnie wariatkę tylko dlatego, że nie odpuszczam i piszę o jej przemocy. Jeśli to dla niej taki problem, to dlaczego po prostu nie przestanie jej uprawiać?! Przecież najprościej jest po prostu nie dawać mi pożywki do pisania. Jak nie będzie przemocy, to nie będę miała o czym pisać. To naprawdę takie proste!
Za taką przemoc, jaką ona uprawia, grozi nawet 10 lat więzienia.
I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą".
§ 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 1a. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą nieporadną ze względu na jej wiek, stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 lub 1a połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1–2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
Pisałam już o tym, ale napiszę raz jeszcze. Mimo depresji, ja chcę żyć. Każdego dnia siłą woli powstrzymuję się przed samobójstwem, mimo że wizje samobójcze nie mijają! Jeśli kiedykolwiek dojdzie do samobójstwa, to zrobię wszystko, żeby zostawić list z wyjaśnieniem, ale gdybym nie była w stanie go napisać albo gdyby wpadł w ręce matki, to muszę to napisać tutaj: tylko matka jest w stanie doprowadzić mnie do tak złego stanu psychicznego jak po każdym kontakcie z nią. Tylko ona jest w stanie doprowadzić mnie do samobójstwa. Jeśli tak się kiedyś stanie, to tylko z jej winy. To nie może ujść jej płazem, tak jak uchodzi płazem bandytom doprowadzającym do śmierci nastolatków w szkołach, np. Dominika. Oni to robią tylko przez okres szkoły. Matka robi to już od 42 lat!
Jeszcze raz podkreślę: nie planuję tego robić. Nie chcę tego robić. Zrobię wszystko, co mogę, żeby żyć. Ale nie wiem, jak długo będę w stanie wytrzymywać tę przemoc.
Matka w rozmowie dziś znowu pytała, jak mi pomóc. Jak zawsze - tylko pytała, bo to tylko jej puste słowa, a nie prawdziwa chęć. Bo przecież wie jak, mówiłam jej wielokrotnie, wprost, nie aluzjami, których trzeba by się domyślać. Wystarczy zaniechać przemocy. Tyle.
"Każda próba narzucenia swojej woli innej osobie jest aktem przemocy" /Gandhi/. ***** I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą". ***** O przemocy mówi się dużo, ale o przemocy matek wobec dorosłych niepełnosprawnych dzieci - wcale. Ponad 80% ON doświadcza przemocy ze strony matek.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 września 2018
poniedziałek, 17 września 2018
WTOREK, 18 WRZEŚNIA 2018
4.09
Stalking telefoniczny, podszywanie się pod ojca.
I znowu ta sama śpiewka: "Martwię się", "Jak ci pomóc?" Dziś wyjaśnię Wam, co te słowa znaczą w ustach przemocowca, bo nie to, co znaczą słowa, których używa.
Martwię się = chcę wzbudzić twoje poczucie winy
Jak ci pomóc? = jak zrobić, żebyś robiła to, co ci każę?
Pozwól sobie pomóc = masz robić to, co ci każę
Nigdy, NIGDY nie dajcie się na to nabrać, proszę! Nie uzyskacie pomocy od przemocowca. Jeśli uczciwie mu powiecie, w czym potrzebujecie pomocy, to Was wyśmieje i wykorzysta tę wiedzę przeciwko Wam, a o rzeczywistej pomocy możecie sobie pomarzyć. Moja matka nie miała i nie ma zamiaru w niczym mi pomóc. Wie doskonale, w czym potrzebuję pomocy, wyśmiewa to za każdym razem, przy każdym kontakcie, a pomocy oczywiście nie udziela. Za każdym razem, choć wie, że na mnie to nie działa, usiłuje mi wmówić poczucie winy, że to ja jestem taka zła, bo nie chcę przyjąć jej "pomocy", a to przecież ona nie chce mi jej nigdy udzielić. Przerzucanie winy na ofiarę to typowe zachowanie oprawcy.
"Pozwól sobie pomóc" w przypadku mojej matki znaczy "masz iść do altmedowców, których ci naraję, bo już ich przekabaciłam na swoją stronę i zrobią i powiedzą to, co im każę". Nie wolno nigdy korzystać z konowałów narajonych przez przemocowca ani zdradzać przemocowcowi, do jakich lekarzy się chodzi. Wykorzysta to przeciwko Wam. Albo ich przekabaci na swoją stronę wbrew prawu (bo nie mają przecież upoważnienia, żeby rozmawiać o Was z kimkolwiek), albo ich zastraszy, żeby zmienili diagnozę. Chodzi o to, żeby zniszczyć Wam szansę leczenia - niestety nie każdy lekarz opiera się przemocowcom, wielu będzie nielegalnie rozmawiało o Was z przemocowcem - tak, żebyście byli zmuszeni przyjść do przemocowca i jego konowałów i altmedowców. Ale nie wolno tego robić nawet w ostateczności. Oni Wam tylko zaszkodzą, skoro dali się nabrać oprawcy, to tak jak on będą Wam wmawiać, że nie macie choroby, na którą chorujecie, tylko inną, której nie macie, np. chorobę psychiczną, najlepiej schizofrenię z urojeniami, żeby można Was było ubezwłasnowolnić. Ważne jest też, żebyście cierpieli i umierali w cierpieniu, więc oprawca będzie od Was żądał, żebyście przestali brać leki, najlepiej p-depresyjne i p-bólowe, bo to właśnie brak tych leków najbardziej Wam zagraża i powoduje największy ból.
W tym roku matka zapomniała o moich urodzinach, co paradoksalnie mnie uszczęśliwiło, bo mnie nie naszła! Zadzwoniła 3 dni później i zamiast złożyć mi życzenia, zaczęła nawijać o tym, czego ona SOBIE życzy, np. życzy sobie, żebym miała męża. To też technika przemocowców: opowiadają Wam, czego sobie życzą, zamiast złożyć Wam życzenia tego, czego WY pragniecie.
8.09
Matka znowu mnie szantażuje, że mnie najdzie. I robi to specjalnie, wszystko robi, żeby mnie najść, nie robi tego dlatego, że się "martwi", bo gdyby tak było, toby nie przyjeżdżała, skoro oddzwoniłam. A oddzwoniłam, chociaż celowo nie dała mi szansy.
Matka skalkuluje mnie zawsze w nocy. Wczoraj stalkowała mnie w nocy 7 razy, dziś 4 razy, oczywiście w nocy śpię, więc nie odebrałam, ona o tym wie i takie było założenie jej szantażu - jak nie odbierzesz, to przyjadę. Do tego, żeby udawać, że robi to, o co prosiłam, napisała maila - też w nocy! Żebym nie miała szansy go odebrać. Jeszcze go nawet nie widziałam, bo dopiero wstałam i zdążyłam tylko oddzwonić, szybko, szybko, żeby tylko tu nagle nie wpadła!
Gdyby jej faktycznie na mnie zależało, kontaktowałaby się wtedy, kiedy mogę. Przedwczoraj w nocy nie spałam całą noc - czemu wtedy nie dzwoniła, skoro wydzwania po nocy? Miałam telefon ze sobą w łóżku. Potem odsypiałam noc, ale później siedziałam przy kompie od obudzenia aż do momentu, kiedy się położyłam - czemu wtedy nie zadzwoniła ani nie napisała maila? Właśnie dlatego, że wtedy mogłabym odebrać i nie miałaby wymówki, żeby mnie nachodzić. Dziś zresztą powtórzyłam jej to jakieś 10 razy. Ojciec stwierdził, że skoro nie chcę żadnego jedzenia, to nie mają po co przyjeżdżać, ale przecież to bzdura, wystarczy że matka każe mu jechać i on ją tu po prostu przywiezie, wbrew mnie.
Poza tym teraz nie ma już wymówki, że jak mi się coś stanie, to ona mi pomoże. Nie pomoże. Od dawna już nie dzwonię wtedy do niej, tylko na pogotowie. Więc cokolwiek by się ze mną działo, matka nie ma powodu mnie nachodzić, nie ma też powodu do mnie dzwonić.
11.09
Moja matka uparcie twierdzi, że miałam dobre dzieciństwo i byłam szczęśliwa, bo przecież "uśmiechałam się na zdjęciach". Cóż, oni się uśmiechali jeszcze bardziej, a mimo to chwilę potem usiłowali się zabić i większości się to udało. Tacy byli "szczęśliwi". W żadnym z moich najlepszych wspomnień z dzieciństwa nie ma matki. Ona występuje tylko w tych najgorszych.
12.09
Matka przeszła samą siebie. Zamiast mnie wspierać i pomoc mi teraz, kiedy tej pomocy potrzebuję, to wymyśliła, że... mam skoliozę od bunondolu!
Wieczorem zadzwoniła znowu. I od razu mnie przesłuchuje.
- Czemu jesteś ciągle taka senna??
- Bo nie biorę vigilu. [nie biorę większości leków, odkąd wymiotuję!]
- Jesteś uzależniona od leków! [tak, kurna, i dlatego ich nie biorę, nieprawdaż]
15.09
Tata zmarł. Matka specjalnie organizuje pogrzeb w DG, żebym nie mogła na nim być, bo wie, że nie jestem w stanie jechać tak daleko, ani na miejscu nie ma zapewnionego noclegu na parterze albo z windą, nie wspominając już o wózku, bo przecież nie przejdę tego kawału od kaplicy do grobu.
Błagałam ją, pierwszy raz w życiu kogoś błagałam, żeby zorganizowała pogrzeb tutaj, a urnę co najwyżej przewiozła i tam włożyła do grobu - tak mówił tata, jak ze mną rozmawiał. W dodatku tata jest ateistą, nie wchodził nawet do kościoła, jak były jakieś uroczystości rodzinne, a matka organizuje mu pogrzeb... kościelny. Tata chciał wojskowy pogrzeb mieć, o takim marzył, nie o kościelnym.
I co jeszcze słyszę? Matka tylko czekała na tę śmierć. Za życia ojca jeszcze się powstrzymywała z przemocą. Teraz usłyszałam, że jestem narkomanką i że jak pójdę na odwyk, to będę zdrowa (gdybym ją obchodziła, to odróżniałaby uzależnienie od zależności, ale ona nawet bloga nie czyta, choć zna adres). I że "nie chcesz, to nie chodzisz". I że mam zaburzenia hormonalne, których nie mam. Że jakiś profesor w szpitalu stwierdził, że mam ciężkie zaburzenia hormonalne - uwaga! stwierdził to po moim... wyglądzie! Bo badań hormonalnych mi nie robił. I że chorobę genetyczną ma się od urodzenia, a ja rzekomo nie mam. Usiłowała mi znowu wmówić chorobę Cushinga, którą sobie uroiła lata temu, za co ją prof. z Bielan wyśmiał (dokładnie tak było, wyśmiał ją). Teraz twierdzi, że minęło ileś lat i teraz na pewno mam tę chorobę, a ona jest taka wspaniała, że ją 10 lat wcześniej w kosmosie wyczytała, tylko jej lekarz nie uwierzył, bo zrobił badania. Nie wiem, czemu ona się tak uczepiła tych hormonów akurat. Wymyśla takie bzdury, zamiast się przyznać, do wszystkiego, co mi zrobiła. Po steku kłamstw stwierdziła, że jestem - sic! - agresywna i chora psychicznie (czyli znowu typowa technika przemocowców - już wiadomo, po co tak kłamała: tylko żeby mnie wyprowadzić z równowagi i móc stwierdzić rzekomą chorobę psychiczną). I do tego straszenie, że matka się teraz mną "zajmie". A jak ją zapytałam, czemuż to się mną nie zajmowała wcześniej, kiedy potrzebowałam jej pomocy, to zaczęła kłamać, że nie miała siły, bo "zajmowała się" [wykańczaniem] ojca, jakby moje objawy pojawiły się 10 lat temu. Czyli dokładnie tak, jak przewidywałam - że dopiero teraz zrobi coś spektakularnego, bo ojciec już jej nie ogranicza.
***
Ojciec chorował od 10 lat. Mnie też zdiagnozowano kilka lat temu. Oboje mieliśmy tego świadomość, więc wykorzystywaliśmy ten czas. Jak się spotykaliśmy bez matki, to rozmawialiśmy i o jego chorobie, i o mojej. Byliśmy przygotowani na to, że możemy w każdej chwili umrzeć, nie traciliśmy czasu na udawanie, że nie, na udawanie, że nie mamy choroby, którą mamy. Ojciec wiedział, że w obecności matki nie możemy rozmawiać. Dla mnie więc ani moja śmierć, ani ojca nie jest zaskoczeniem, mieliśmy lata, żeby się do tej myśli przyzwyczaić, żeby się pożegnać, żeby sobie powiedzieć różne rzeczy. A matka teraz udaje zrozpaczoną wdowę, która nie brała pod uwagę śmierci ojca! Tak samo udaje, że ja nie jestem chora. Mogę się założyć, że jeśli umrę przed nią, to będzie udawać zrozpaczoną matkę. Ojcu też za życia robiła piekło w domu, choć nie tak jak mnie, bo na taką przemoc to ojciec by jej nie pozwolił. Ale wystarczyło, żeby uciekł do pracy bardzo szybko po odejściu na emeryturę, żeby tylko nie bywać w domu! A nawet jak był w domu, to zamykał się przed nią w pokoju i tłumaczył. Był wtedy maszynką do pieniędzy, więc w miarę się powstrzymywała, żeby mu nie przeszkadzać. Jak akurat nie tłumaczył, to takich oporów nie miała. Zawsze narzekała, że ojciec za mało zarabia. I owszem, w domu się nie przelewało, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby matka poszła do pracy i zarobiła więcej, była zdrowa i sprawna, nic jej nie powstrzymywało. Ale uczyć się nie chciało, nie miała żadnej wiedzy do pracy umysłowej, więc musiałaby podjąć pracę fizyczną, a to byłoby dla niej "poniżające", nie "zniżyłaby się" do takiego poziomu, tak jak nie "zniży się" do używania transportu miejskiego, mimo że nadal jest sprawna i może.
Zapisuję wszystko, dopóki pamiętam. Matka co prawda udaje, że nie mam demencji, ale jak mnie zaciągnie do sądu, to nie będzie miała skrupułów, żeby tę "nieistniejącą" demencję wykorzystać dla swoich celów, przeciwko mnie.
***
Matka udawała znowu milutką i słodziutką, żeby mnie nabrać, żebym jej pomogła. I pomogłam jej znaleźć restaurację na stypę w DG, wiedząc, że mnie tam nie będzie z winy matki. Po czym jak już mnie wykorzystała, to znowu usłyszałam, że nie mam diagnozy, nie mam EDS i tak dalej w ten deseń stek kłamstw. Jeszcze się wydało, że matka jest przeziębiona i miała nadzieję mnie zarazić w drodze do DG. Wykończyła ojca, teraz będzie wykańczać mnie. :/ Kombinuje, jak mnie zmusić, do mieszkania z nią, wtedy mogłaby pobierać zasiłek dla opiekuna! Bo taki mamy chory system, że wspiera oprawców, zamiast osoby niepełnosprawne.
16.09
Matka mnie straszy! Każe mi "zdjąć tę stronę", "jak chcesz mnie oczerniać, to pisz sobie odręcznie, a nie na forum publicznym", "chcesz ze mną walczyć?" "Bunandol - sic! - to morfina!" "Masz mózg zlasowany!" Ja cały czas powtarzam, że nie życzę sobie więcej kłamstw ani mówienia o altmedach, powtarzam to 50 razy, ona nawet nie da mi dokończyć, ma mnie gdzieś, zasuwa z tym altmedem bez oddechu w ogóle, bez przerwy, ignorując to, co mówię po 100 razy! Od 3 dni jej to powtarzam, a ona w dalszym ciągu ma mnie totalnie gdzieś. Tylko przemoc się liczy, szybko, szybko, zdążyć z przemocą, jak największą ilością przemocy, zanim się rozłączę!
Znowu się sprawdza przewidywany scenariusz. Tata jej pilnował i ją stopował, teraz matka może robić, co chce - i będzie to robić. Każdy telefon to straszenie, że ona się teraz mną "zajmie", że mi "pomoże" (umrzeć), że mnie będzie "leczyć" (altmedem). Nie da mi spokoju, przecież całe życie o tym marzyła, żeby mieć nade mną całkowitą władzę, żebym robiła, co mi każe. Nigdy dotąd nie było to tak skrajnie mocne jak teraz. Usiłuje mnie zmusić, żebym przestała się leczyć, żebym przeszła na altmed, żebym chodziła do przekupionych przez nią lekarzy, którzy za kasę ją poprą. Jak się bronię, to mnie szantażuje i straszy! Ona jest zdolna do wszystkiego. Jest gotowa zapłacić każdemu, kto zechce kłamać za pieniądze przeciwko mnie. I ma świetne warunki do tego, bo nasze średniowieczne społeczeństwo nadal uważa, że o przemocy nie wolno mówić, że powinno się ją ukrywać, "nie kalać własnego gniazda" itp. Ofiary notorycznie uważane są za winne. Kompletnie tego nie rozumiem. Skoro mnie tak nienawidzi, to dlaczego mnie stalkuje notorycznie (teraz już leci po bandzie, wczoraj to było 18 razy, dziś już 11, a jest dopiero rano, edit: wieczorem było już 23)? Czemu mnie nie zostawi w spokoju po prostu? Jak się kogoś nie lubi, to się przecież unika kontaktu, a nie doprowadza do niego za wszelką cenę. Co jest nie tak z ludźmi, którzy niszczą swoje ofiary bez powodu? Ta nienawiść i przemoc wobec mnie jakoś matce nie przeszkadza korzystać z mojej pomocy, chociaż to ona powinna pomóc mnie. Nie żebym tego oczekiwała (bo oczekuję już tylko braku kontaktu, zwłaszcza za to, co zrobiła z pogrzebem ojca, wbrew jego woli, wbrew temu, co mi mówił, wbrew temu, jak miało być), ale mnie jakoś nigdy takie rzeczy do głowy nie przyszły i nie przychodzą - dlatego nie umiem jej odpowiedzieć pięknym za nadobne i niszczyć jej w ten sam sposób. Nawet w moich wyobrażeniach o pokucie matki (musiałaby przeżyć dokładnie to samo, co mi robi, i tak samo długo) to nie ja tę pokutę wymierzam, tylko ktoś inny. Ja nie umiałam nawet mieszkać z psem, który wymagał ode mnie przemocy, nie byłam w stanie jej wymierzać - matka była i u matki w końcu na całe lata wylądował.
Gdybym miała córkę, nigdy bym czegoś takiego nie umiała zrobić. Stawałabym na głowie, żeby jej pomóc w każdy możliwy sposób, tak jak staję na głowie, żeby np. leczyć moje zwierzaki. A gdybym jej jakimś cudem nienawidziła, to po prostu ucięłabym kontakty. Nie wyobrażam sobie systematycznego, wyrachowanego niszczenia jej jako osoby i jej życia, tak jak to robi matka ze mną od 42 lat. Jest to dla mnie niewyobrażalne. Nie umiem tego zrobić nawet komuś takiemu jak matka, która zasługuje na to, co robi innym.
Nigdy też jej nie oczerniałam, choć i na to zasługuje, bo o mnie rozpowiada kłamliwe plotki, więc i o niej ktoś powinien. I nie wiem, co ma do tego mój blog, bo na nim tylko cytuję matkę i opisuję, co mi robi. Gdyby nie chciała, żeby opisywać jej przemoc, to wystarczyłoby - to takie proste!! - przestać tę przemoc uprawiać. Notki przemocowe umarłyby wtedy śmiercią naturalną, bo nie byłoby O CZYM pisać. Marzę o tym. Ale matka nigdy nie pozwoli mi na spełnienie tego marzenia.
Ciągnie mnie w dół też to, że nie rozumiem, czemu to ja muszę wiecznie to wszystko zapisywać, udowadniać przemoc, rejestrować rozmowy. Przecież to nie ja jestem sprawcą. Nie dość, że doświadczam przemocy nieustannie, to jeszcze nie mogę się uspokoić, tylko muszę to od razu zapisywać, żeby był dowód. To sprawca powinien udowodnić, że nagrania są fałszywe, że nie uprawiał przemocy, nie krzywdził ofiary. To winny powinien mieć to na swojej głowie, i mam tu na myśli każdą sprawę sądową, a nie tylko swoją sytuację. Nie powinno się tym obarczać ofiary! Ale sprawcy zawsze mieli lepiej. Ich twarz się zasłania, twarz ofiary się pokazuje. W dodatku sprawcy mają tak krótkie wyroki, że ich ofiary nadal żyją, kiedy ci wychodzą z więzienia. Albo w ogóle dostają wyroki w zawieszeniu. Nie dostają też z automatu zakazu zbliżania się.
17.09
Zastanawiam się, czy notek przemocowych nie przenieść na oddzielnego bloga. Przemocy matki jest tak dużo, że spod tych notek nie widać notek właściwych, tych najważniejszych. Nie mogę przestać pisać o przemocy. To było zalecenie policji i muszę je utrzymać. Ale byłoby dobrze, gdyby chociaż na piśmie przemoc nie demontowała mi życia, skoro i tak to już robi w realu. Na oddzielnym blogu mogłabym notki pisać na bieżąco, a nie zbierać materiał przez 2 miesiące, żeby notek było mniej.
18.09
Matka dostaje szału, teraz już niestety przemoc bez ograniczeń.
Wielokrotnie powtórzyłam, że jeśli chce mieć kontakt ze mną, to są 3 warunki:
1. Koniec z przemocą,
2. Koniec z altmedem,
3. Koniec z udawaniem, że nie mam EDS.
I co? W pierwszym zdaniu po tym matka używa przemocy, a konkretnie usiłuje wzbudzić poczucie winy. Nie udaje się, więc zaczyna mi wmawiać, że "sfiksowałam". A potem leci tekst, że "żałuje, że mnie na psychologię wysłała". Jakby to ona miała coś wspólnego z moim wyborem studiów albo z płaceniem za nie. Jak jej nie wstyd?!
Ile razy powiedziałam "przestań" w tej rozmowie, nawet nie pamiętam. Dokładnie jej też wskazywałam, co jest przemocą. Udaje biedną, nieświadomą przemocy. I autentycznie, jak kościół, udaje uciśnioną z tego powodu, że nie pozwalam jej się nękać. Pyta mnie, jak można to zrobić matce? No jak córka śmie bronić się przed przemocą? Nie do pomyślenia, prawda?
Cały czas nadal udaje, że jej moi lekarze coś o mnie powiedzieli, i że to było po jej myśli. To kłamstwo. Nie jest upoważniona do pobierania opinii moich lekarzy w kwestii mojego zdrowia. Po prostu wszystko zmyśla, jak jej pasuje do teorii. I dalej idzie w zaparte i udaje, że nie mam diagnozy, a to podstawa do tego, żeby lecieć dalej z resztą kłamstw i wmawiać mi rzeczy urojone.
Od wczoraj usiłuje mnie zmusić do zlikwidowania strony, ale nie chce powiedzieć jakiej strony. Ja żadnej nie mam, odkąd z Internetu wiele lat temu znikła moja strona z recenzjami, nie zakładałam już nowej, bo przecież nowe recenzje nie powstają. Czyli znowu coś sobie uroiła.
***
Matka od tygodnia dopiero załatwia sprawy (pogrzebowe, papierkowe), do tego ma pomoc, ktoś ją wozi, załatwia za nią, a matka już mi jęczy, że nie ma siłuy, że ma dość. Ja od lat jestem zmuszona sama wszystko załatwiać, a nie jestem zdrowa i sprawna jak ona, to co mam powiedzieć? Przecież nawet z maszyną do oddychania zostałam sama, i to będąc w tak złym stanie!
Matka rzuciła mi tekstem "jesteś słaba, bo nie jesz mięsa". To już nawet śmieszne nie jest. Wydało się, że udaje. Bo ona akurat obżera się mięsem bez opamiętania, czyli według jej wywodu - ma siłę. To czemu kłamie?
I jeszcze tekst "Na wszystko masz odpowiedź". No mam, bo interesuję się nauką. Nie trzeba być lekarzem, żeby: 1. czytać badania naukowe i pogłębiać swoją wiedzę, 2. rozmawiać z kompetentnymi lekarzami, a nie altmedowcami, 3. rozumieć, co do mnie mówią, i wypełniać ich zalecenia. No tak, ale matka ma gdzieś zalecenia lekarzy, bo ona wie lepiej. A jak rzeczywistość nie pasuje do jej wymysłów, to tym gorzej dla rzeczywistości.
Stalking telefoniczny, podszywanie się pod ojca.
I znowu ta sama śpiewka: "Martwię się", "Jak ci pomóc?" Dziś wyjaśnię Wam, co te słowa znaczą w ustach przemocowca, bo nie to, co znaczą słowa, których używa.
Martwię się = chcę wzbudzić twoje poczucie winy
Jak ci pomóc? = jak zrobić, żebyś robiła to, co ci każę?
Pozwól sobie pomóc = masz robić to, co ci każę
Nigdy, NIGDY nie dajcie się na to nabrać, proszę! Nie uzyskacie pomocy od przemocowca. Jeśli uczciwie mu powiecie, w czym potrzebujecie pomocy, to Was wyśmieje i wykorzysta tę wiedzę przeciwko Wam, a o rzeczywistej pomocy możecie sobie pomarzyć. Moja matka nie miała i nie ma zamiaru w niczym mi pomóc. Wie doskonale, w czym potrzebuję pomocy, wyśmiewa to za każdym razem, przy każdym kontakcie, a pomocy oczywiście nie udziela. Za każdym razem, choć wie, że na mnie to nie działa, usiłuje mi wmówić poczucie winy, że to ja jestem taka zła, bo nie chcę przyjąć jej "pomocy", a to przecież ona nie chce mi jej nigdy udzielić. Przerzucanie winy na ofiarę to typowe zachowanie oprawcy.
"Pozwól sobie pomóc" w przypadku mojej matki znaczy "masz iść do altmedowców, których ci naraję, bo już ich przekabaciłam na swoją stronę i zrobią i powiedzą to, co im każę". Nie wolno nigdy korzystać z konowałów narajonych przez przemocowca ani zdradzać przemocowcowi, do jakich lekarzy się chodzi. Wykorzysta to przeciwko Wam. Albo ich przekabaci na swoją stronę wbrew prawu (bo nie mają przecież upoważnienia, żeby rozmawiać o Was z kimkolwiek), albo ich zastraszy, żeby zmienili diagnozę. Chodzi o to, żeby zniszczyć Wam szansę leczenia - niestety nie każdy lekarz opiera się przemocowcom, wielu będzie nielegalnie rozmawiało o Was z przemocowcem - tak, żebyście byli zmuszeni przyjść do przemocowca i jego konowałów i altmedowców. Ale nie wolno tego robić nawet w ostateczności. Oni Wam tylko zaszkodzą, skoro dali się nabrać oprawcy, to tak jak on będą Wam wmawiać, że nie macie choroby, na którą chorujecie, tylko inną, której nie macie, np. chorobę psychiczną, najlepiej schizofrenię z urojeniami, żeby można Was było ubezwłasnowolnić. Ważne jest też, żebyście cierpieli i umierali w cierpieniu, więc oprawca będzie od Was żądał, żebyście przestali brać leki, najlepiej p-depresyjne i p-bólowe, bo to właśnie brak tych leków najbardziej Wam zagraża i powoduje największy ból.
W tym roku matka zapomniała o moich urodzinach, co paradoksalnie mnie uszczęśliwiło, bo mnie nie naszła! Zadzwoniła 3 dni później i zamiast złożyć mi życzenia, zaczęła nawijać o tym, czego ona SOBIE życzy, np. życzy sobie, żebym miała męża. To też technika przemocowców: opowiadają Wam, czego sobie życzą, zamiast złożyć Wam życzenia tego, czego WY pragniecie.
8.09
Matka znowu mnie szantażuje, że mnie najdzie. I robi to specjalnie, wszystko robi, żeby mnie najść, nie robi tego dlatego, że się "martwi", bo gdyby tak było, toby nie przyjeżdżała, skoro oddzwoniłam. A oddzwoniłam, chociaż celowo nie dała mi szansy.
Matka skalkuluje mnie zawsze w nocy. Wczoraj stalkowała mnie w nocy 7 razy, dziś 4 razy, oczywiście w nocy śpię, więc nie odebrałam, ona o tym wie i takie było założenie jej szantażu - jak nie odbierzesz, to przyjadę. Do tego, żeby udawać, że robi to, o co prosiłam, napisała maila - też w nocy! Żebym nie miała szansy go odebrać. Jeszcze go nawet nie widziałam, bo dopiero wstałam i zdążyłam tylko oddzwonić, szybko, szybko, żeby tylko tu nagle nie wpadła!
Gdyby jej faktycznie na mnie zależało, kontaktowałaby się wtedy, kiedy mogę. Przedwczoraj w nocy nie spałam całą noc - czemu wtedy nie dzwoniła, skoro wydzwania po nocy? Miałam telefon ze sobą w łóżku. Potem odsypiałam noc, ale później siedziałam przy kompie od obudzenia aż do momentu, kiedy się położyłam - czemu wtedy nie zadzwoniła ani nie napisała maila? Właśnie dlatego, że wtedy mogłabym odebrać i nie miałaby wymówki, żeby mnie nachodzić. Dziś zresztą powtórzyłam jej to jakieś 10 razy. Ojciec stwierdził, że skoro nie chcę żadnego jedzenia, to nie mają po co przyjeżdżać, ale przecież to bzdura, wystarczy że matka każe mu jechać i on ją tu po prostu przywiezie, wbrew mnie.
Poza tym teraz nie ma już wymówki, że jak mi się coś stanie, to ona mi pomoże. Nie pomoże. Od dawna już nie dzwonię wtedy do niej, tylko na pogotowie. Więc cokolwiek by się ze mną działo, matka nie ma powodu mnie nachodzić, nie ma też powodu do mnie dzwonić.
11.09
Moja matka uparcie twierdzi, że miałam dobre dzieciństwo i byłam szczęśliwa, bo przecież "uśmiechałam się na zdjęciach". Cóż, oni się uśmiechali jeszcze bardziej, a mimo to chwilę potem usiłowali się zabić i większości się to udało. Tacy byli "szczęśliwi". W żadnym z moich najlepszych wspomnień z dzieciństwa nie ma matki. Ona występuje tylko w tych najgorszych.
12.09
Matka przeszła samą siebie. Zamiast mnie wspierać i pomoc mi teraz, kiedy tej pomocy potrzebuję, to wymyśliła, że... mam skoliozę od bunondolu!
Wieczorem zadzwoniła znowu. I od razu mnie przesłuchuje.
- Czemu jesteś ciągle taka senna??
- Bo nie biorę vigilu. [nie biorę większości leków, odkąd wymiotuję!]
- Jesteś uzależniona od leków! [tak, kurna, i dlatego ich nie biorę, nieprawdaż]
15.09
Tata zmarł. Matka specjalnie organizuje pogrzeb w DG, żebym nie mogła na nim być, bo wie, że nie jestem w stanie jechać tak daleko, ani na miejscu nie ma zapewnionego noclegu na parterze albo z windą, nie wspominając już o wózku, bo przecież nie przejdę tego kawału od kaplicy do grobu.
Błagałam ją, pierwszy raz w życiu kogoś błagałam, żeby zorganizowała pogrzeb tutaj, a urnę co najwyżej przewiozła i tam włożyła do grobu - tak mówił tata, jak ze mną rozmawiał. W dodatku tata jest ateistą, nie wchodził nawet do kościoła, jak były jakieś uroczystości rodzinne, a matka organizuje mu pogrzeb... kościelny. Tata chciał wojskowy pogrzeb mieć, o takim marzył, nie o kościelnym.
I co jeszcze słyszę? Matka tylko czekała na tę śmierć. Za życia ojca jeszcze się powstrzymywała z przemocą. Teraz usłyszałam, że jestem narkomanką i że jak pójdę na odwyk, to będę zdrowa (gdybym ją obchodziła, to odróżniałaby uzależnienie od zależności, ale ona nawet bloga nie czyta, choć zna adres). I że "nie chcesz, to nie chodzisz". I że mam zaburzenia hormonalne, których nie mam. Że jakiś profesor w szpitalu stwierdził, że mam ciężkie zaburzenia hormonalne - uwaga! stwierdził to po moim... wyglądzie! Bo badań hormonalnych mi nie robił. I że chorobę genetyczną ma się od urodzenia, a ja rzekomo nie mam. Usiłowała mi znowu wmówić chorobę Cushinga, którą sobie uroiła lata temu, za co ją prof. z Bielan wyśmiał (dokładnie tak było, wyśmiał ją). Teraz twierdzi, że minęło ileś lat i teraz na pewno mam tę chorobę, a ona jest taka wspaniała, że ją 10 lat wcześniej w kosmosie wyczytała, tylko jej lekarz nie uwierzył, bo zrobił badania. Nie wiem, czemu ona się tak uczepiła tych hormonów akurat. Wymyśla takie bzdury, zamiast się przyznać, do wszystkiego, co mi zrobiła. Po steku kłamstw stwierdziła, że jestem - sic! - agresywna i chora psychicznie (czyli znowu typowa technika przemocowców - już wiadomo, po co tak kłamała: tylko żeby mnie wyprowadzić z równowagi i móc stwierdzić rzekomą chorobę psychiczną). I do tego straszenie, że matka się teraz mną "zajmie". A jak ją zapytałam, czemuż to się mną nie zajmowała wcześniej, kiedy potrzebowałam jej pomocy, to zaczęła kłamać, że nie miała siły, bo "zajmowała się" [wykańczaniem] ojca, jakby moje objawy pojawiły się 10 lat temu. Czyli dokładnie tak, jak przewidywałam - że dopiero teraz zrobi coś spektakularnego, bo ojciec już jej nie ogranicza.
***
Ojciec chorował od 10 lat. Mnie też zdiagnozowano kilka lat temu. Oboje mieliśmy tego świadomość, więc wykorzystywaliśmy ten czas. Jak się spotykaliśmy bez matki, to rozmawialiśmy i o jego chorobie, i o mojej. Byliśmy przygotowani na to, że możemy w każdej chwili umrzeć, nie traciliśmy czasu na udawanie, że nie, na udawanie, że nie mamy choroby, którą mamy. Ojciec wiedział, że w obecności matki nie możemy rozmawiać. Dla mnie więc ani moja śmierć, ani ojca nie jest zaskoczeniem, mieliśmy lata, żeby się do tej myśli przyzwyczaić, żeby się pożegnać, żeby sobie powiedzieć różne rzeczy. A matka teraz udaje zrozpaczoną wdowę, która nie brała pod uwagę śmierci ojca! Tak samo udaje, że ja nie jestem chora. Mogę się założyć, że jeśli umrę przed nią, to będzie udawać zrozpaczoną matkę. Ojcu też za życia robiła piekło w domu, choć nie tak jak mnie, bo na taką przemoc to ojciec by jej nie pozwolił. Ale wystarczyło, żeby uciekł do pracy bardzo szybko po odejściu na emeryturę, żeby tylko nie bywać w domu! A nawet jak był w domu, to zamykał się przed nią w pokoju i tłumaczył. Był wtedy maszynką do pieniędzy, więc w miarę się powstrzymywała, żeby mu nie przeszkadzać. Jak akurat nie tłumaczył, to takich oporów nie miała. Zawsze narzekała, że ojciec za mało zarabia. I owszem, w domu się nie przelewało, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby matka poszła do pracy i zarobiła więcej, była zdrowa i sprawna, nic jej nie powstrzymywało. Ale uczyć się nie chciało, nie miała żadnej wiedzy do pracy umysłowej, więc musiałaby podjąć pracę fizyczną, a to byłoby dla niej "poniżające", nie "zniżyłaby się" do takiego poziomu, tak jak nie "zniży się" do używania transportu miejskiego, mimo że nadal jest sprawna i może.
Zapisuję wszystko, dopóki pamiętam. Matka co prawda udaje, że nie mam demencji, ale jak mnie zaciągnie do sądu, to nie będzie miała skrupułów, żeby tę "nieistniejącą" demencję wykorzystać dla swoich celów, przeciwko mnie.
***
Matka udawała znowu milutką i słodziutką, żeby mnie nabrać, żebym jej pomogła. I pomogłam jej znaleźć restaurację na stypę w DG, wiedząc, że mnie tam nie będzie z winy matki. Po czym jak już mnie wykorzystała, to znowu usłyszałam, że nie mam diagnozy, nie mam EDS i tak dalej w ten deseń stek kłamstw. Jeszcze się wydało, że matka jest przeziębiona i miała nadzieję mnie zarazić w drodze do DG. Wykończyła ojca, teraz będzie wykańczać mnie. :/ Kombinuje, jak mnie zmusić, do mieszkania z nią, wtedy mogłaby pobierać zasiłek dla opiekuna! Bo taki mamy chory system, że wspiera oprawców, zamiast osoby niepełnosprawne.
16.09
Matka mnie straszy! Każe mi "zdjąć tę stronę", "jak chcesz mnie oczerniać, to pisz sobie odręcznie, a nie na forum publicznym", "chcesz ze mną walczyć?" "Bunandol - sic! - to morfina!" "Masz mózg zlasowany!" Ja cały czas powtarzam, że nie życzę sobie więcej kłamstw ani mówienia o altmedach, powtarzam to 50 razy, ona nawet nie da mi dokończyć, ma mnie gdzieś, zasuwa z tym altmedem bez oddechu w ogóle, bez przerwy, ignorując to, co mówię po 100 razy! Od 3 dni jej to powtarzam, a ona w dalszym ciągu ma mnie totalnie gdzieś. Tylko przemoc się liczy, szybko, szybko, zdążyć z przemocą, jak największą ilością przemocy, zanim się rozłączę!
Znowu się sprawdza przewidywany scenariusz. Tata jej pilnował i ją stopował, teraz matka może robić, co chce - i będzie to robić. Każdy telefon to straszenie, że ona się teraz mną "zajmie", że mi "pomoże" (umrzeć), że mnie będzie "leczyć" (altmedem). Nie da mi spokoju, przecież całe życie o tym marzyła, żeby mieć nade mną całkowitą władzę, żebym robiła, co mi każe. Nigdy dotąd nie było to tak skrajnie mocne jak teraz. Usiłuje mnie zmusić, żebym przestała się leczyć, żebym przeszła na altmed, żebym chodziła do przekupionych przez nią lekarzy, którzy za kasę ją poprą. Jak się bronię, to mnie szantażuje i straszy! Ona jest zdolna do wszystkiego. Jest gotowa zapłacić każdemu, kto zechce kłamać za pieniądze przeciwko mnie. I ma świetne warunki do tego, bo nasze średniowieczne społeczeństwo nadal uważa, że o przemocy nie wolno mówić, że powinno się ją ukrywać, "nie kalać własnego gniazda" itp. Ofiary notorycznie uważane są za winne. Kompletnie tego nie rozumiem. Skoro mnie tak nienawidzi, to dlaczego mnie stalkuje notorycznie (teraz już leci po bandzie, wczoraj to było 18 razy, dziś już 11, a jest dopiero rano, edit: wieczorem było już 23)? Czemu mnie nie zostawi w spokoju po prostu? Jak się kogoś nie lubi, to się przecież unika kontaktu, a nie doprowadza do niego za wszelką cenę. Co jest nie tak z ludźmi, którzy niszczą swoje ofiary bez powodu? Ta nienawiść i przemoc wobec mnie jakoś matce nie przeszkadza korzystać z mojej pomocy, chociaż to ona powinna pomóc mnie. Nie żebym tego oczekiwała (bo oczekuję już tylko braku kontaktu, zwłaszcza za to, co zrobiła z pogrzebem ojca, wbrew jego woli, wbrew temu, co mi mówił, wbrew temu, jak miało być), ale mnie jakoś nigdy takie rzeczy do głowy nie przyszły i nie przychodzą - dlatego nie umiem jej odpowiedzieć pięknym za nadobne i niszczyć jej w ten sam sposób. Nawet w moich wyobrażeniach o pokucie matki (musiałaby przeżyć dokładnie to samo, co mi robi, i tak samo długo) to nie ja tę pokutę wymierzam, tylko ktoś inny. Ja nie umiałam nawet mieszkać z psem, który wymagał ode mnie przemocy, nie byłam w stanie jej wymierzać - matka była i u matki w końcu na całe lata wylądował.
Gdybym miała córkę, nigdy bym czegoś takiego nie umiała zrobić. Stawałabym na głowie, żeby jej pomóc w każdy możliwy sposób, tak jak staję na głowie, żeby np. leczyć moje zwierzaki. A gdybym jej jakimś cudem nienawidziła, to po prostu ucięłabym kontakty. Nie wyobrażam sobie systematycznego, wyrachowanego niszczenia jej jako osoby i jej życia, tak jak to robi matka ze mną od 42 lat. Jest to dla mnie niewyobrażalne. Nie umiem tego zrobić nawet komuś takiemu jak matka, która zasługuje na to, co robi innym.
Nigdy też jej nie oczerniałam, choć i na to zasługuje, bo o mnie rozpowiada kłamliwe plotki, więc i o niej ktoś powinien. I nie wiem, co ma do tego mój blog, bo na nim tylko cytuję matkę i opisuję, co mi robi. Gdyby nie chciała, żeby opisywać jej przemoc, to wystarczyłoby - to takie proste!! - przestać tę przemoc uprawiać. Notki przemocowe umarłyby wtedy śmiercią naturalną, bo nie byłoby O CZYM pisać. Marzę o tym. Ale matka nigdy nie pozwoli mi na spełnienie tego marzenia.
Ciągnie mnie w dół też to, że nie rozumiem, czemu to ja muszę wiecznie to wszystko zapisywać, udowadniać przemoc, rejestrować rozmowy. Przecież to nie ja jestem sprawcą. Nie dość, że doświadczam przemocy nieustannie, to jeszcze nie mogę się uspokoić, tylko muszę to od razu zapisywać, żeby był dowód. To sprawca powinien udowodnić, że nagrania są fałszywe, że nie uprawiał przemocy, nie krzywdził ofiary. To winny powinien mieć to na swojej głowie, i mam tu na myśli każdą sprawę sądową, a nie tylko swoją sytuację. Nie powinno się tym obarczać ofiary! Ale sprawcy zawsze mieli lepiej. Ich twarz się zasłania, twarz ofiary się pokazuje. W dodatku sprawcy mają tak krótkie wyroki, że ich ofiary nadal żyją, kiedy ci wychodzą z więzienia. Albo w ogóle dostają wyroki w zawieszeniu. Nie dostają też z automatu zakazu zbliżania się.
17.09
Zastanawiam się, czy notek przemocowych nie przenieść na oddzielnego bloga. Przemocy matki jest tak dużo, że spod tych notek nie widać notek właściwych, tych najważniejszych. Nie mogę przestać pisać o przemocy. To było zalecenie policji i muszę je utrzymać. Ale byłoby dobrze, gdyby chociaż na piśmie przemoc nie demontowała mi życia, skoro i tak to już robi w realu. Na oddzielnym blogu mogłabym notki pisać na bieżąco, a nie zbierać materiał przez 2 miesiące, żeby notek było mniej.
18.09
Matka dostaje szału, teraz już niestety przemoc bez ograniczeń.
Wielokrotnie powtórzyłam, że jeśli chce mieć kontakt ze mną, to są 3 warunki:
1. Koniec z przemocą,
2. Koniec z altmedem,
3. Koniec z udawaniem, że nie mam EDS.
I co? W pierwszym zdaniu po tym matka używa przemocy, a konkretnie usiłuje wzbudzić poczucie winy. Nie udaje się, więc zaczyna mi wmawiać, że "sfiksowałam". A potem leci tekst, że "żałuje, że mnie na psychologię wysłała". Jakby to ona miała coś wspólnego z moim wyborem studiów albo z płaceniem za nie. Jak jej nie wstyd?!
Ile razy powiedziałam "przestań" w tej rozmowie, nawet nie pamiętam. Dokładnie jej też wskazywałam, co jest przemocą. Udaje biedną, nieświadomą przemocy. I autentycznie, jak kościół, udaje uciśnioną z tego powodu, że nie pozwalam jej się nękać. Pyta mnie, jak można to zrobić matce? No jak córka śmie bronić się przed przemocą? Nie do pomyślenia, prawda?
Cały czas nadal udaje, że jej moi lekarze coś o mnie powiedzieli, i że to było po jej myśli. To kłamstwo. Nie jest upoważniona do pobierania opinii moich lekarzy w kwestii mojego zdrowia. Po prostu wszystko zmyśla, jak jej pasuje do teorii. I dalej idzie w zaparte i udaje, że nie mam diagnozy, a to podstawa do tego, żeby lecieć dalej z resztą kłamstw i wmawiać mi rzeczy urojone.
Od wczoraj usiłuje mnie zmusić do zlikwidowania strony, ale nie chce powiedzieć jakiej strony. Ja żadnej nie mam, odkąd z Internetu wiele lat temu znikła moja strona z recenzjami, nie zakładałam już nowej, bo przecież nowe recenzje nie powstają. Czyli znowu coś sobie uroiła.
***
Matka od tygodnia dopiero załatwia sprawy (pogrzebowe, papierkowe), do tego ma pomoc, ktoś ją wozi, załatwia za nią, a matka już mi jęczy, że nie ma siłuy, że ma dość. Ja od lat jestem zmuszona sama wszystko załatwiać, a nie jestem zdrowa i sprawna jak ona, to co mam powiedzieć? Przecież nawet z maszyną do oddychania zostałam sama, i to będąc w tak złym stanie!
Matka rzuciła mi tekstem "jesteś słaba, bo nie jesz mięsa". To już nawet śmieszne nie jest. Wydało się, że udaje. Bo ona akurat obżera się mięsem bez opamiętania, czyli według jej wywodu - ma siłę. To czemu kłamie?
I jeszcze tekst "Na wszystko masz odpowiedź". No mam, bo interesuję się nauką. Nie trzeba być lekarzem, żeby: 1. czytać badania naukowe i pogłębiać swoją wiedzę, 2. rozmawiać z kompetentnymi lekarzami, a nie altmedowcami, 3. rozumieć, co do mnie mówią, i wypełniać ich zalecenia. No tak, ale matka ma gdzieś zalecenia lekarzy, bo ona wie lepiej. A jak rzeczywistość nie pasuje do jej wymysłów, to tym gorzej dla rzeczywistości.
SOBOTA, 30 CZERWCA 2018
3.06
Wydzwania - znowu się podszywając pod ojca. Tylko po to, żeby mnie obrażać i wmawiać mi, że jestem chora psychicznie. Bo jak zwykle żadnej sprawy do mnie nie ma. Najpierw mi wmawiała, że oglądałam telewizję. Że te przepisy, które kiedyś drukowałam z Internetu, tak naprawdę miałam z tv. Nie udało jej się wmówić mi nieprawdy, to wymyśliła drugie kłamstwo: że nie pracowałam! Mimo że pracowałam jako tłumacz wiele lat, traciłam zdrowie, wstając po nocy, dojeżdżając i chodząc po schodach, przez co musiałam z tego zrezygnować i pracować w domu przez kolejnych kilka lat. Mam rentę - wypracowaną ciężką pracą, a nie pasożytnictwem, w przeciwieństwie do matki, która pracą nie skalała się nigdy! A kiedy jej to uświadamiam, to się wykręca tekstem "Ale ja mam męża!" Od kiedy posiadanie męża to praca? Trzecie kłamstwo, jakie usiłowała mi wmówić - że kiedyś słuchałam muzyki, a teraz mam w domu cicho jak w grobie. I to usiłuje mi wmówić w momencie, kiedy w tle leci właśnie głośno film, który oglądam w trakcie czytania książki! U mnie w domu nie ma ciszy nigdy. Pierwsza rzecz, kiedy wstaję, to zapuszczenie albo filmu, albo Ivony. Filmy lecą cały dzień i przy nich zasypiam. Film się kończy, kiedy ja już śpię, i komp wyłącza się automatycznie! A ta mi będzie kłamać, że mam cicho! Taki jest jej plan - żeby mi wmówić, że porzuciłam wszystkie zainteresowania, że kiedyś byłam szczęśliwa - oczywiście u niej i dzięki niej (sic!), "co widać na zdjęciach, bo się uśmiecham".
To kolejna z manipulacji psychopatycznych - wmawiać ofierze, że jest chora psychicznie, że nie pamięta, że kłamie. Tylko matce się to nie udaje.
***
Matka podszyła się znowu pod ojca, tym razem mailem. Odzywa się do mnie jak do jakiejś obcej osoby ("Kasiula"?! kto to jest?!). Chciałam wkleić tu maila i w nawiasach kwadratowych demaskować jej kolejne kłamstwa i niewiedzę, ale jestem tak wytrącona z równowagi, że nie mam siły. Znowu zmuszanie do samobójstwa i cierpienia (namawianie, żebym nie brała leków ratujących życie i p-bólowych), obwinianie moich przyjaciół i lekarzy (akurat takich, którzy nie zawinili, a pomijanie winnych), stawianie za przykład altmedowców i ich diagnoz (sprawdźcie sobie, polecam, np. biorezonans, Gabinet Medycyny Holistycznej). A już kłamstwo o Sarze jest szczególnie wymierzone, żeby zabolało - moi przyjaciele i czytelnicy bloga wiedzą, że adoptowałam dorosłego już labka, nie szczeniaka.
To wszystko w dodatku napisane po polskawemu i w jednym bloku tekstu, co - jak wiadomo - jest nieczytelne. To też celowa złośliwość. Matka czyta blog i wie, jakie mam trudności z czytaniem błędów.
Nie mam siły. Chciałabym, żebyście wiedzieli, że staram się pozostać przy życiu i żyć, na ile mogę. Jest jeszcze tyle książek do przeczytania, że nie chcę umierać, a to czytanie - zaraz po zmniejszeniu bólu - daje najwięcej szczęścia. Nie chcę się zabijać i nie planuję tego. Jeśli podejmę decyzję o samobójstwie, to zaprogramuję fb tak, żeby opublikował post na ten temat już po fakcie. Jeśli takiego posta nie będzie, a ja jednak popełnię samobójstwo bez żadnej informacji zwrotnej, to chciałabym, żebyście wszyscy wiedzieli, że to będzie wyłącznie wina matki i jej przemocy. Jestem w stanie wiele znieść, ale tej przemocy już więcej nie i nie wiem, jak długo jeszcze wytrwam. Jeśli umrę przed matką, to całe moje życie okaże się zmarnowane i bezsensowne, bo nie doświadczę nawet jednego dnia bez przemocy i bez strachu przed nią.
4.06
Była dziś u mnie pani M. z OPSu. Postanowiłam zweryfikować to, co mi nagadała matka o tej rozmowie. Okazuje się, że kłamała. Że OPS musiał wysłuchać matki, bo taka jest procedura, ale pani M. bywa u mnie i sama widzi, że słowa matki są bez pokrycia, i że ofiara nie ma możliwości zamknięcia NK ani OPS nie zamierza tego robić. Ach, i taki szczegół, to nie OPS dzwonił do matki, tylko ona do nich!
5.06
Dzwonił tata, więc oddzwoniłam rano po przebudzeniu. Rozmawialiśmy chwilę, tata zaprosił mnie do Le Cedre w piątek. Mam nadzieję, że matka się nie wtryni na siłę, ale jak ją znam, to nie dopuści do tego, żebyśmy się sami spotkali i mogli porozmawiać. Zrobi wszystko, żeby to popsuć, żeby nie dopuścić do radości i spokoju. Narzuci się ze swoją przemocą.
Niestety ojciec oddał słuchawkę jej. Znowu wymyśla powody przyjechania tutaj. Mimo że cały czas jej powtarzam, że ma mi nic nie kupować i nic nie przywozić, poza moimi obrazami, których nie chce mi oddać, to wiecznie coś kupuje - specjalnie, żeby mieć pretekst, chociaż wie przecież, że to bzdura, bo sam ojciec mógłby to przywieźć, ona do niczego potrzebna nie jest, ale tworzy takie wymówki, już teraz buduje sobie zeznania do sądu, żebym nie mogła powiedzieć, że to nie jest prawda, kiedy mnie zapytają, czy matka o mnie myślała i czy coś dla mnie kupowała. I tu widać, jakie to wyrachowane: ani razu nie kupiła mi tego, czego potrzebuję. Ani razu nie zapytała nawet, czego potrzebuję. Kupiła to, co chciała dla siebie, żebym robiła i nawet wyglądała tak, jak ona chce. Nic więcej.
Oczywiście nie pohamowała się i dziś. Wiele razy powtarzałam jej w rozmowie "Przestań" - nie przestała. Z 10 razy jej powtarzałam "Nie pouczaj mnie" - nie przestała. Na tekście "Masz jeść mięso i jajka" odłożyłam słuchawkę, bo wiadomo, że to jej stare śpiewki i kłamstwa przemocowe, że żadnej rozmowy jak zwykle nie będzie.
Matka co jakiś czas stwierdza, że musi ze mną porozmawiać, ale przez 42 lata jeszcze nigdy do tej rozmowy nie doszło, chociaż okazję ma praktycznie codziennie, za każdym razem, kiedy podszywa się pod ojca i odbiorę telefon - ma szansę. Nigdy nie ma rozmowy, zawsze jest tylko przemoc.
6.06
Przez całą noc nie spałam. Autentycznie. Jest dopiero 10, środek nocy, jeszcze nie zdążyłam nawet zasnąć! Słaniam się na nogach w sensie dosłownym. I co? Matka znowu dobija mi się do drzwi! Dopiero co mnie nachodziła i robi to znowu! Mało tego, wczoraj mnie stalkowała telefonicznie i kilkakrotnie jej powtórzyłam to, co zawsze - że ma mi nic nie kupować i nie przyjeżdżać! Jak zawsze miała to totalnie gdzieś. Samo nachodzenie i stalkowanie już pokazuje, jaki jest rozmiar tej przemocy!
Przemoc już od drzwi:
- Otwórz okno!
- Jesteś gruba!
- Musisz schudnąć!
- Mam dla ciebie ciuchy jak dla wieloryba! [przy czym nawet to jest celowe - kupuje mi ciuchy, których nie noszę, nie są dla mnie, tylko dla niej, na jej ciążowy brzuch, specjalnie albo za małe, albo za duże, żeby mogła mnie wyzywać i obrażać]
- Zobacz, co się z Tobą stało!
- Zaraz jadę do OPSu do psycholożki i z nią tu przyjadę! [to jej nowoczesna forma straszenia mnie, kiedyś mnie straszyła, że mnie odda do domu dziecka, a teraz tym, że mnie będzie nachodzić, najlepiej z kimś - z psycholożką, z psychiatrą, z policją]
- Przyjadę z prof. Święcickim! [Wow! A to nowość! Dotąd kłamała, że jest bardzo złym lekarzem, bo ją zdiagnozował w 2 minuty! Bardzo bym chciała, żeby z nim przyjechała naprawdę]
- Przyjadę z policją i wezmą Cię w kaftan!
- Czytałaś maila?! [pewnie chodzi o ten stek kłamstw z poprzedniej notki - tak, zachowałam go jako dowód w sądzie. Bo jestem pewna na 100%, że sąd mnie nie ominie. Matka jak hiena czeka na śmierć mojego ojca, wykańcza go, żeby już nikt jej nie stał na drodze, żeby wykończyć mnie]
- Co mam zrobić, żeby ci pomóc? [nie dajcie się nabrać. Ona wie, co ma zrobić. Ma albo przestać używać przemocy, albo przestać się ze mną kontaktować - i to jej znowu powtórzyłam, ale to pytanie to kłamstwo, jej nigdy nie obchodziła i nie obchodzi pomoc i nigdy mi nie pomoże. Jestem na 100% pewna, że za chwilę nastąpi kolejna przemoc - właśnie tak jej "pomoc" wygląda]
- Masz iść do dietetyka! Ja ci załatwię! I schudnąć!
8.06
Matka znowu podszywa się pod ojca i tylko dlatego odebrałam. Jak zwykle ani be, ani me, tylko przemoc. Chyba z 10 razy powtórzyłam "Mów, co chcesz, bo ja nie mam czasu", ale nie udało mi się od niej uzyskać informacji, po co dzwoni.
- Mów, co chcesz, bo ja nie mam czasu!
- Jak to nie masz! Ty zawsze masz czas! [znowu kłamie, bo znowu mi przeszkadza!]
- Mów, co chcesz!
- Słyszałam, że długo spałaś. [aha, czyli z całej informacji udzielonej ojcu matka wydłubała tylko to, żeby się znowu awanturować, ale jakoś zapomniała, że mnie naszła wczoraj w nocy!]
- Mów, co chcesz! [naprawdę już tracę cierpliwość, a matka nadal nie mówi, o co chodzi, tylko mnie nęka]
- Chcę porozmawiać.
- No to mów wreszcie, co chcesz!
- Martwię się!
- Mów, co chcesz!
- Martwię się!
- Aha, czyli nic nie chcesz, jak zwykle.
Odkładam słuchawkę. Matka zawsze okłamuje mnie, że chce porozmawiać, ale jeszcze nigdy ze mną nie porozmawiała. Temat rozmowy jest taką straszną tajemnicą, że od 40 lat nie chce mi go wyjawić. Tym razem zepsuła mi wizytę przyjaciółki. Zniszczyła całą radość. Zniszczyła mnie, bo teraz już nie będę w stanie normalnie rozmawiać z Olą, skoro cała jestem roztrzęsiona. :/
Niestety okazuje się, że ojcu też już nie mogę nic mówić - wszystko jej wypaplał bez pytania mnie o zgodę. :/
9.06
Znowu się podszywa. I znowu nie chce rozmawiać, tylko od razu, od pierwszego zdania, przemoc:
- Co dziś gotujesz?
Gdyby mogła, toby mi do odbytu zajrzała, żeby się dowiedzieć, co wczoraj jadłam. :/
Znowu kłamie, że chce rozmawiać. Wmawia mi, że to ja nie chcę z nią rozmawiać, ale sami wiecie, jaka jest prawda: przecież odbieram telefon, więc matka za każdym razem, kiedy to robię, ma szansę przeprosić i porozmawiać, ale nigdy dotąd tego nie zrobiła. Dziś znowu usiłowała mi wcisnąć jedzenie - a co mnie obchodzi, co ona je? Po co mi to wciska w ogóle? Dlaczego nie rozmawia, skoro chciała? Wymyśliła, że na koncert Chopinowski do Łazienek ją ojciec zawiezie. Doskonale wie, że tam nie ma gdzie zaparkować, więc bez wózka nie miałabym jak się w ogóle na taki koncert dostać, a prędzej by się zastrzeliła, niż wzięła mnie razem z wózkiem. To znowu fałszywa troska, kłamstwo, że chce coś dla mnie zrobić. To tak, jakbym osobie bez nóg i protez zaproponowała wypad na bieganie, albo osobie niewidomej - wypad do fotoplastikonu. No taka myśląca i zatroskana jestem! Gdybym bez okularów nic nie widziała, to matka kazałaby mi je zdejmować i oglądać tv. Tak samo jak każe mi zdejmować ortezy, a jednocześnie wychodzić z domu albo odstawić leki, ale jednocześnie się leczyć. Dziś też usłyszałam "musisz wychodzić z domu!" Znacie kogoś tak podłego? Bo ja nikogo. Tak podła jest tylko ona.
Gdyby wiedziała, gdzie trzymam wózek, to na 100% by się włamała i go ukradła. Tak jak się włamała do mieszkania i ukradła leki. Ktoś, kto kradnie choremu leki ratujące życie, jest zdolny do wszystkiego. Tacy mordercy nie mają zahamowań.
Oczywiście, jak tylko odłożę słuchawkę, to matka mnie stalkuje. Operator powinien mieć to wszystko w logach.
10.06
Znowu się podszywa. Zadzwoniła, żeby mi powiedzieć, że wcale nie była w OPSie, tylko że babka stamtąd do niej dzwoniła. Oczywiście nakłamała jej. Straszy mnie, że tu przyjedzie jutro i będzie czekać na babkę z OPSu! Straszy mnie, że się "martwi", co oznacza jeszcze więcej przemocy! Chce mi tu przyjechać "sprzątać" i firanki wieszać, a w rzeczywistości chce to zrobić tylko dlatego, żeby to zobaczyła babka z OPSu, żeby się wykazać, jaką jest "cudowną mamusią", bo przecież wie, że ma tu nie przyjeżdżać, powtórzyłam jej to jakieś 7 razy w tej rozmowie!
A potem jak zwykle:
- Jak ci pomóc?
- Przestać uprawiać przemoc albo przestać się kontaktować!
- Sama zobacz, co się z tobą stało!
Jak zawsze celem telefonu była przemoc. Bo przecież stalkowała mnie już wczoraj, a dziś żadnej sprawy nie miała. Nigdy nie ma żadnej sprawy, bo ja mam sprawy tylko z ojcem, z nią żadnych. Gdybym miała, tobym się z nią kontaktowała.
12.06
Naszła mnie. Znowu celowała specjalnie w taką godzinę, żebym jak najbardziej cierpiała, ale się przeliczyła. Ktoś mnie godzinę wcześniej obudził domofonem, więc co prawda leków jeszcze nie wzięłam, ale już chodziłam i zdążyłam się wypróżnić, więc nie mogła grać boleściami jelit! Przyjechała, żeby czekać na psychologa z OPSu, ale na szczęście zdążyłam ją szybko wyprosić. Ale zdążyła nagadać głupot i przemocy.
- Otwórz okno!
- Nie! Od otwierania okna już mam zapalenie nerek od lipca [co jest prawdą]
- Nieeeee! To od chodzenia boso!
Wczoraj mnie stalkowała. Specjalnie jej mówiłam, że 1. ma tu nie przyjeżdżać, 2. ma mi nie przywozić jedzenia! A zwłaszcza pierogów, bo już je mam. I co? Zrobiła jedno i drugie! Czyli nic się nie zmienia, jest jak zawsze, ona się liczy wyłącznie z sobą samą.
Usiłowała użyć przeciwko mnie nawet cen na bazarku! Ale już wiedziałam, do czego to prowadzi: skoro u mnie jest drożej, to ona ma powód, żeby tu przyjeżdżać, będzie mi przywozić jedzenie z jej bazarku! Na szczęście udało mi się ją wyrzucić, zanim to powiedziała. Jej jazgot doprowadza mnie do meltdownu. Nie jestem już w stanie tego wytrzymywać. :(
19.06
- Masz jeść ryby i mięso.
- Nie jem takich rzeczy.
- Jakiegoś kotleta!
- Przestań!
- Jutro ojciec jedzie, to może by ci coś przywiózł. Na co masz ochotę?
- Na lazanię warzywną.
- Nie, lazanii nie zrobię. Może pierogi.
- Nie chcę, pierogów mam potąd.
- No to gołąbki. Z mięsem.
- Powiedziałam ci już, na co mam ochotę.
- Nie, lazanii nie zrobię.
O, właśnie tak interesuje moją matkę, czego potrzebuję. Właśnie tak wygląda jej dobra wola. A rozpowiada wszędzie, że wszystko gotuje "pode mnie", chociaż nie zrobiła tego jeszcze ani raz w życiu. Jak zwykle nie dowiedziałam się też, o co jej chodzi i jaką ma sprawę. Tylko się ze mną wykłócała, na co mam mieś ochotę, i usiłowała mi wcisnąć jej upodobania.
A dzień stalkingu wcale nie jest bez znaczenia. W ostatni wtorek mnie naszła, dziś wydzwania, bo i w tamten, i w ten wtorek miała przyjść psycholog. Ale nikt nie przyszedł. Tydzień temu obudzono mnie (ale po godzinie nikt nie przyszedł), marnując mi cały dzień, i dziś tak samo - ale ani wtedy, ani dziś nikt nie przyszedł! W obu przypadkach bez uprzedzenia mnie, że tak się stanie! Ja już nie mam na to siły. Nie będę więcej marnować zdrowia i cennego czasu, wstając w nocy na marne, bo ktoś sobie szafuje moim zdrowiem. Wystarczy, że robi to matka!
23.06
Znowu mnie nachodzi i znowu przed lekami, przed wypróżnieniem. Już nie mam siły tego opisywać. Matka nie chciała wyjść bardzo długo. Wciskała mi jedzenie nie dla mnie, ubrania nie dla mnie. M. in. przyniosła sukienkę na pogrzeb ojca. Tego ojca, który żyje! I który ją tu przywiózł! Pisałam wcześniej, że matka tylko czeka na jego śmierć - no to teraz to już nie jest tylko moje odczucie, a fakt. Jak można w ogóle pomyśleć o czymś takim, kiedy ktoś jeszcze żyje?! Nawet z praktycznego punktu widzenia - przecież na pogrzebie ubranie jest najmniej ważne, do cholery!
Usłyszałam, że jestem gruba, bo mam cukrzycę (tak właśnie robi matka: wymyśla sobie bzdurę, a potem wciska ją mnie, a innych okłamuje). Zmuszała mnie znowu do rzeczy, które mi szkodzą, nieodwracalnie nasilają ból i pogarszają stan. Zmuszała mnie, żebym poszła do jej hochsztaplerów! Kłamała mi w oczy, że jak ktoś jest chory, to nie będzie się leczył i starał się wykorzystać życie, na ile może, tylko będzie jeszcze bardziej niszczył zdrowie, łażąc po altmedach. Jej zdaniem w tej chwili powinnam przestać żyć, przestać się czymkolwiek interesować, spotykać z przyjaciółmi, wyszarpywać chorobie życia, zrezygnować z siebie!, i resztę życia zmarnować na altmed. A skoro nie chcę dobrowolnie zrezygnować z życia, to ona mnie zmusi siłą, ubezwłasnowolnieniem i przemocą. Bo nie może tak być, żebym ja jeszcze w życiu znajdowała odrobinę przyjemności. Mam być rzeczą, którą ona sobie urabia, jak jej się podoba, która nie prawa pisnąć, że jej się coś nie podoba.
Wmawiała mi, że zaczęłam się bronić przed przemocą, odkąd zaczęłam brać psychotropy, jakby wcześniej przemocy nie było, tylko mi nagle odbiło. Wybielała siebie, udawała niewinną. Udowodniłam jej, co mi robiła od dzieciństwa, przytoczyłam, jak mnie np. straszyła oddaniem do domu dziecka, a ona na to, że to przecież nie przemoc, że przecież każdy takie rzeczy słyszał, więc to ją usprawiedliwia! Według niej to, że sąsiad nęka żonę, usprawiedliwia jej przemoc wobec mnie. Czyli jak ją zastrzelę z kałacha, to będę niewinna, bo inni przecież też do siebie strzelają, tak?
Jak jej przytoczyłam ten artykuł*, to mnie wyśmiała! Ona dobrze wie, że to zabijanie w białych rękawiczkach, że za wykończenie ojca nikt jej nie wsadzi. I tak samo w białych rękawiczkach wykańcza mnie. Doskonale wie, że jak mi podniesie puls i umrę, to nikt jej za to nie wsadzi, więc to wykorzystuje.
-------------------
*Cytuję tutaj, bo jeśli artykuł zniknie z sieci, to nie będzie wiadomo, co w nim było.
"Naukowcy odkryli, że przewlekły stres może przyspieszać rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych po organizmie, powodując tym samym ekspansję choroby".
"Pracownikom Monash University przy pomocy laboratoryjnych myszy udało się udowodnić, że przewlekły stres powoduje szereg zmian fizjologicznych. Te zmiany powodują, że komórki rakowe szybciej i łatwiej rozprzestrzeniają się do innych części ciała.
W całym tym procesie kluczową rolę odgrywa adrenalina. Związek ten zwiększa rozmiary i ilość naczyń limfatycznych wewnątrz i wokół nowotworu. Jednocześnie rośnie prędkość przepływu wewnątrz tych naczyń. Tak oto naczynia limfatyczne stają się dystrybutorem komórek nowotworowych na całe ciało. Wpływ na układ limfatyczny następuje za pośrednictwem aktywacji współczulnego układu nerwowego, twierdzą eksperci".
-----------------
Jak zwykle spytała, jak mi pomóc. Jak zwykle powiedziałam to samo (nie stosować przemocy, nie nachodzić mnie). Jak zwykle matka to olała.
Ale najdziwniejsze było to, co mówiła o psycholog z OPSu. Podobno psycholog do niej dzwoniła i mówiła, że to ja jej nie wpuściłam! Czytaliście moją notkę o tym, jak wygląda moja poranna rutyna. OPS też o niej wie, bo ich uprzedziłam i to dla nich specjalnie ją napisałam, bo miałam dość traktowania mnie, jakbym mogła decydować o godzinie, kiedy mój organizm będzie już w stanie funkcjonować. MIMO TO psycholog nie przyszła tamtego dnia. Ktoś mnie tylko obudził w nocy, ale jak już doszłam do siebie i byłam w stanie otworzyć drzwi, to za nimi stała jedynie moja matka, bez psycholog i psychiatry, które miały przyjść! Tydzień później również zerwały mnie w nocy, a BEZ UPRZEDZENIA nie przyszły. Na kolejny wtorek zaprosiłam je więc już po 13. Dodam, że ani psycholog, ani psychiatra nie kontaktowały się ze mną nigdy, choć znają mojego maila. Nigdy się ze mną nie umawiały. Nigdy nie dały znać, że znowu nie przyjdą. A OPS nie daje rady tego robić na czas, bo to chyba jednak nie jest jego rola, tylko tego, kto się chce umówić.
Podobno matka powiedziała, że może trzeba było dłużej poczekać, aż otworzę. Jeśli faktycznie tak powiedziała, to w tym akurat miała rację. Trzeba było poczekać. Jeśli się nie chce czekać (co też rozumiem), to trzeba się umawiać na funkcjonalne godziny. Uprzedzałam o tym wielokrotnie, bo to nie pierwszy raz. Nie bez powodu opiekunka przychodzi najwcześniej od 13. Przecież w ogóle jestem pod opieką różnych instytucji z powodu konkretnego schorzenia, od tego trzeba zacząć. Więc wiadomo powszechnie, jak wygląda moje życie i jak funkcjonuje organizm w tej chorobie. Ja mogę o tym nie pamiętać, bo mam demencję, ale dlaczego pracownicy OPS o tym nie pamiętają?
Psycholog ponoć wypytywała moją matkę, która - przypominam! - od wielu lat ze mną nie mieszka, skąd mam pieniądze na książki. Rozmawiałyśmy w kuchni. Jedyne książki, jakie mogła widzieć w kuchni, to książki z biblioteki, bo opiekunka przynosi mi je 2 razy w tygodniu. Jeśli nie umie ich odróżnić od własnych, to znaczy, że nie była nigdy w bibliotece, skoro nie wie, że biblioteczne są obłożone. Dlaczego psycholog nie zapytała o to mnie, tylko wypytuje moją matkę, która nie ma bladego pojęcia o moim życiu, za to wiadomo, że niewiedzę zastępuje konfabulacjami?! Matka powiedziała, że ojciec mi daje pieniądze na książki. Owszem, ojciec mi pomaga finansowo, ale od kilku lat, odkąd nie pracuję, prawie w ogóle NIE KUPUJĘ książek! I nie tylko dlatego, że mnie nie stać na książki. Przede wszystkim dlatego, że nie ma już na rynku tylu książek, które chciałabym mieć na własność. Zdarza mi się czasami coś kupić, na ogół dlatego, że nie ma tych książek w bibliotece, ale nie zatrzymuję ich dla siebie, tylko po przeczytaniu sprzedaję na allegro charytatywnie, a pieniądze wpływają na moje subkonto, z którego kupuję leki. Dodatkowo czasami też książki dostaję od przyjaciółki, która mnie pyta wprost, jakie chcę książki z nieprzeczytane, bo właśnie coś zamawia. Matka nie ma o tym pojęcia, a psycholog ma to w nosie, w ogóle nie chce tego wiedzieć, jak widać.
Jeśli jednak chodzi jej o moją biblioteczkę, to przecież dlaczego mnie nie zapytała o nią? Jestem człowiekiem, żyję, to jak mogłabym nie mieć książek w domu?! Ona sama ich nie ma? Przecież przez całe życie pracowałam, i to od 19. roku życia, nie od 25. jak większość ludzi! A książki zbieram od dziecka, jak każdy. W dodatku byłam redaktorem i recenzentem! Psycholog musi czytać książki, więc musiała widzieć moje nazwisko w stopkach!
Mimo ciężkiej choroby i niepełnosprawności - żeby móc pracować, nie miałam orzeczenia, co się teraz na mnie mści. Nie prosiłam o pomoc ani ZUSu, ani OPSu, bo radziłam sobie jakoś, mimo że ludzie dużo sprawniejsi ode mnie korzystali z wszelkiej pomocy. Ja nie chciałam pasożytować. I myślałam, że będę sobie tak dawać radę do końca życia. Tak się nie stało. TERAZ tej pomocy potrzebuję, a ktoś mnie rozlicza z przeszłości, jakbym była jakimś oszustem, i to jeszcze za moimi plecami, bez mojego upoważnienia. Tak robi instytucja, która ma pomagać? :(
Gdyby psycholog naprawdę chciała wiedzieć, skąd mam książki, to informuję, że tu są spisane książki, które czytam, a przy każdej z nich jest oznaczenie, skąd dana książka pochodziła. Bardzo proszę sobie policzyć, ile z nich jest oznaczonych "własna półka", bo tylko te książki są moje. Własnych książek w tym roku przeczytałam... 9. 9 na 180. W dodatku nie wszystkie były nowe, niektóre wyciągam z biblioteczki. I to biorąc pod uwagę, że od wielu lat biorę udział w bnetkowej akcji Czytamy własne książki, więc staram się czytać jak najwięcej swoich. Głównie zaległych, takich, które kupiłam, kiedy pracowałam i czytałam książki z wyższej półki. I mimo to w ciągu pół roku wychodzi ich tylko 9. I chyba żadna z tych 9 w domu nie została, wszystkie sprzedałam.
Może jednak bardziej warto podpytać nieuczciwych podopiecznych, którzy kupują alkohol i papierosy, skąd na to mają? Bo w moim domu się nieuczciwości nie znajdzie. Chyba że się ją przyniesie ze sobą.
Usłyszałam też, że psycholog powiedziała matce, że opiekunki kablują, co podopieczne jedzą. Trudno mi w to uwierzyć. Moja opiekunka to uczciwa dziewczyna. ALE ona też przynosi mi przesyłki z poczty i asystuje przy ich otwieraniu - czy psycholog nie jest ciekawa, co i gdzie zamawiam? Chętnie opowiem.
Jeśli faktycznie psycholog jednak przyjdzie we wtorek, będzie mieć okazję, żeby zapytać o wszystko mnie, a nie obcych ludzi niemieszkających ze mną i niemających pojęcia, jak żyję.
24.06
To nie koniec. Pisałam kiedyś, że matka mnie szantażuje, że jak nie będę odbierać telefonu, to tu przyjedzie. I cały czas tak robi! Wbrew mojej woli!
Wczoraj wyrwała mnie z normalnego rytmu. Nie pozwoliła mi normalnie wstać, zrobić wszystkiego w normalnej kolejności, nie dała mi wziąć leków, wypróżnić się i... przełożyć telefonu z łóżka na biurko. Telefon został pod poduszką w łóżku. Mógł się przez to rozładować! Całe szczęście, że tak się nie stało, bo sprawdzając godzinę, zobaczyłam, że matka mnie stalkowała... 14 razy!!! Kto normalny robi coś takiego?! Normalnie najpierw bym wstała i przynajmniej wzięła leki, a dopiero potem oddzwoniła - oczywiście do ojca, nie do matki. Tym razem coś mnie tknęło i oddzwoniłam od razu. Odebrała matka, na telefonie ojca! I oznajmiła mi, że właśnie są w drodze do mnie!
Oczywiście z 10 razy jej powtórzyłam, że ona ma tu nie przyjeżdżać. Że ojciec jest mile widziany, ale ona nie. Że jego chcę widzieć, ale jej nie.
- Przecież wiesz, że ojciec nie wejdzie!
- Nie wejdzie, bo ty tu jesteś!
I to prawda. Ojciec zawsze wchodzi do mnie, kiedy przyjeżdża sam. Nie wchodzi tylko wtedy, kiedy przywozi matkę, bo nie chce widzieć jej awantur. Więc to oczywiste: matka ogranicza mi kontakt z ojcem.
Jakiś czas temu umówiłam się z ojcem do knajpy, ale to wtedy nie wyszło. Nadal jednak chcemy iść do knajpy. We dwoje. Powiedziałam to matce przez telefon - że ma się nie wtryniać, że chcę się widywać z ojcem, ale ona mi nie pozwala itd. Nie dotarło do niej. Mam się widywać z nią, nie z ojcem. Tylko po co miałabym się widywać z przemocowcem?!
Na szczęście ojciec mnie dziś uchronił przed matką, powiedział, że zawraca, a ja poczułam niesamowitą ulgę i wdzięczność. Ale co by było, gdyby telefon się rozładował?! Albo gdybym postanowiła najpierw wziąć leki, tak jak zawsze, jak normalnie?! Znowu by mnie naszła, dzień po dniu! Inna sprawa, że gdyby telefon się rozładował, a ja akurat potrzebowałabym pomocy, to przecież mogłabym tu umrzeć, bo nie miałabym jak zadzwonić na pogotowie. I to tylko dlatego, że matka miała taki kaprys, żeby mnie najść! Zresztą nachodzić można w różnych godzinach. Ona zawsze wybiera taki czas, który najbardziej mi zaszkodzi, który najbardziej mi zagraża. ZAWSZE. Nigdy inaczej.
Do przerwanego rytuału nie da się już wrócić. I to jest szalenie niebezpieczne! Przerwanie rytuału, jakiekolwiek zaburzenie go, często skutkuje też tym, że nie pamiętam, czy wzięłam leki, czy nie. I niewzięcie leków, i wzięcie podwójnych dawek jest niebezpieczne i może się skończyć śmiercią. Szczególnie Bibloc jest w tej kwestii niebezpieczny. W dodatku mój dziadek zmarł na zapaść od zbyt dużej dawki leku obniżającego ciśnienie. Babcia zaś zmarła od zbyt wysokiego ciśnienia spowodowanego stresem. Rodzice matki. Ona o tym doskonale wie, wie, że i jedno, i drugie jest dla mnie śmiertelnie niebezpieczne, nie bez powodu notorycznie stwarza sytuacje, żebym skończyła tak samo.
Powiedziałam matce, jaki to stres, kiedy dzwoni ojciec, odbieram, a to ona. Albo ja dzwonię do ojca, a tu znowu odbiera ona. Powiedziałam, że się boję odbierać telefon, bo to znowu może przecież być ona i najczęściej tak właśnie jest. Nie powinnam tego robić, bo teraz na 100% zwiększy wysiłki i jeszcze bardziej będzie mnie zastraszać. Tłumaczyła się, że przecież ojciec prowadzi, to nie mógł odebrać. Śmieszne. I co z tego, że nie mógł? No to by nie odebrał i co by się stało? Ludzie nie są niewolnikami telefonu! Oddzwoniłby po powrocie i tyle. Poza tym nie chodzi przecież o to konkretne odebranie w tym momencie. Matka robi to notorycznie od lat! Odkąd zablokowałam jej telefon, podszywa się pod ojca, zamiast przestać wydzwaniać! Przecież po to blokuje się czyjś numer, żeby nie odbierać jego telefonów i z nim nie rozmawiać, to tak trudno zrozumieć?!
25.06
Jestem w szoku. Tydzień temu, po tym, jak po raz drugi psycholog i psychiatra nie przyszły bez ostrzeżenia, napisałam w mailu do OPSu, że nie jestem w stanie dłużej tego ciągnąć. Te zabawy w budzenie w nocy i nieprzychodzenie całkowicie zniszczyły mój ciężko stale wypracowywany rytm dobowy. Były nieprzespane noce i halucynacje, więc napisałam, że nadal mimo wszystko panie zapraszam, ale po 13. Codziennie, kiedy zechcą, ale po 13. Do dziś nie dostałam odpowiedzi, więc założyłam, że wizyty nie będzie. Dziś dostałam maila - znowu z OPSu, a nie od zainteresowanych pań - że jutro przyjdą. O 11:30.
O godzinie, o której nie będę w stanie nawet wstać z łóżka! Przecież 2 lata temu musiałam zmienić nawet psychiatrę, bo nie byłam w stanie dojeżdżać do niego na 10 na oddział. Czy od pacjentów leżących panie też wymagają, żeby doznali cudu, wstali i im otworzyli? Więc dlaczego ode mnie wymagają nagłego ozdrowienia, wiedząc, w jakiej jestem sytuacji? Przecież wiedzą, na co choruję, i że mieszkam sama, więc od kogo oczekują otwierania drzwi, od szczurów?
Byłam w takim szoku, że panie upierają się przy przemocowym sposobie działania mojej matki, że mimo że nie nawiązuję z nią kontaktu od lat, zadzwoniłam do niej zapytać, czy to nie ona je do tego namówiła, bo nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś sam z siebie mógłby osobie ciężko chorej robić coś takiego, i to tak uparcie, z pełną premedytacją! Matka zaprzeczyła. Nie wiem, komu wierzyć, ale skoro psycholog w sytuacji przemocy jest w stanie zarzucić ofierze konflikt, to dlaczego miałaby nie zachować się i w ten sposób? Nie wiem. Nie wiem, co mam myśleć. Napisałam oczywiście, że zapraszam po 13, po raz już czwarty. Odpowiedzi nie dostałam, więc rozumiem, że spotkania nie ma. Jestem już tak zestresowana, że nie wiem, czy dziś zasnę, a przecież nie biorę leków na sen w czerwcu, więc jest o wiele trudniej. Nie wiem, czy to głuchy telefon przez OPS sprawia, że moje maile nie są przekazywane, czy są przekazywane, ale psycholog i psychiatra je ignorują.
Chciałabym bardzo, żeby obie panie starały się dla swoich pacjentów choć w 1/4 tak, jak ja od lat staram się, żeby ułatwić im życie, kosztem mojego zdrowia i życia, żeby zaproponować im spotkanie w środku nocy o 13, o godzinie totalnie nienaturalnej. Bardziej już się nie da. Więcej zdrowotnej przemocy wobec mojego ciała już nie zniosę. Wszystkim, którzy tego nie rozumieją, życzę, żeby ich spotkało to samo.
26.06
Noc nieprzespana. Ze stresu, że mnie znowu obudzą. Ok. 6 rano nagle puls spadł mi poniżej 60 i nie mogłam oddychać*. Jak nie robiłam sama świadomie wdechów, to oddychanie zanikało całkiem i wybudzał mnie bezdech. Nie wiedziałam i nadal nie wiem, co mam robić. Nie mam w domu leków na taką okazję, bo wcześniej się to nie zdarzało (tzn. bezdechy owszem, ale pojedynczo, a nie cały czas, a tak niski puls wcale). Teraz powinnam z kolei spać, ale nie mogę, bo znowu nagle dostałam boleści jelit. Dostałam ich za wcześnie, nie mogłam wstać, więc się wydłużyły i nasiliły. Kiedy wreszcie dotarłam do łazienki, ktoś zaczął pukać do drzwi. Ja siedzę na sedesie cała mokra z bólu, stająca na rzęsach, żeby nie zemdleć, trzymająca się kurczowo pralki i umywalki, bo jeśli zemdleję, to już nie będę w stanie wstać z podłogi. Krzyczę do ludzi za drzwiami, że nie teraz, że za godzinę! (za godzinę akurat byłaby 13, czyli godzina, na którą się umawiałam) Ale o 13 znowu nikt nie przyszedł. Gdybym jednak zemdlała, to na żadną pomoc nie mogłabym liczyć, bo psycholog i psychiatra znowu nie przyszły...
We wcześniejszym mailu, poza notką o rutynie porannej, napisałam wprost, że jak znowu to zrobią, to mogą mnie np. zastać mdlejącą w ubikacji. I - o ironio! - właśnie tak się dziś stało! Czy to dla nich jakaś satysfakcja? Nie rozumiem intencji NT.
A co będzie, kiedy za jakiś czas - bo on pewnie nadejdzie, skoro mi się regularnie pogarsza - nie będę już w ogóle w stanie podtrzymywać tego nienaturalnego odwróconego rytmu i mój organizm całkowicie wróci do swojego rytmu? A co będzie, jeśli trafią na osobę chorą na XP (skórę pergaminową)? Będą ją odwiedzać o zmroku czy też zmuszać do ryzykowania życia jak mnie?
*Tętno 50-60 lub mniej to bradykardia. Jest jeszcze bardziej niebezpieczna niż wysokie ciśnienie. Na bradykardię umierają nawet zdrowi ludzie w dobrej kondycji fizycznej. Po prostu dostają zapaści i umierają tak jak mój dziadek. Z zawału najczęściej się wychodzi, z zapaści nie. Zapaść nie czeka na przyjazd pogotowia. Nie lekceważcie nigdy niskiego tętna, zwłaszcza jeśli macie przy nim różne objawy, słabość, zawroty głowy, duszności, bo to znaczy, że mózg jest niedotleniony.
BTW, zapytałam opiekunkę, czy faktycznie donoszą, co podopieczni jedzą. Powiedziała, że nigdy dotąd nikt jej nawet nie zapytał o to. Jeśli o mnie chodzi, to na blogu jest rozpisana moja dieta bardzo dokładnie, w tabelce. Gdyby psycholog mnie o to zapytała, to dostałaby link. Nie rozumiem tej praktyki z podchodami i wypytywaniem za plecami, zamiast prawdy, zamiast zapytania jedynej osoby, która wie o tym wszystko. Zresztą nawet bez pytania można znaleźć informacje na blogu, jeśli nie chce się kontaktu. Czemu to ma służyć?
27.06
Matka znowu mnie nachodzi bez ostrzeżenia! Wydzwania w nocy. Wstaję rano po nieprzespanej nocy, a tu 8 połączeń. Oddzwaniam, a tu się okazuje, że to nie tylko ona stalkowała, a nie ojciec, ale jeszcze ona odebrała! Cudzy telefon! Osacza mnie z każdej strony. :/ W dodatku wydało się, że ją ojciec do mnie wiezie. Mówiłam, że jej tu nie chcę, ale i tak mnie naszła. Mieli tylko odebrać telewizor, którego ja nie chcę, a zamiast tego matka znowu od progu wyskoczyła z przemocą, jak zawsze (nb. od 14 lat prosiłam, żeby go zabrali, bo ja go nie chcę i nie używam, w końcu sama musiałam zawołać machera, który go zdejmie).
Dziś miałam znowu nieprzespaną noc. Jak ktoś mi zaburzy rytm dobowy, to potem tydzień muszę się bujać z bólem, halucynacjami, hipotonią i wszystkim innym! Wczoraj mi to zrobiły psychiatra i psycholog, dziś kontynuuje matka! Od 9 rano wiadomo, że będę miała atak snu, to matka się tu wpycha. I jeszcze mi bezczelnie wciska endokrynologa! Cały czas udaje, że to nie są objawy EDS, tylko endokrynologiczne. Problem polega na tym, że nie mam już od dawna objawów endokrynologicznych, bo wreszcie pierwszy raz w życiu wyniki endokrynologiczne mam w normie! Odkąd biorę depo. Żałuję, że żaden ginekolog, do których chodziłam wcześniej, nie chciał zrobić nic, żeby mi pomóc! Ale wcześniej właśnie słuchałam matki i chodziłam do jej konowałów. A teraz ona się dziwi, że już nie chcę.
Dodam jeszcze logikę matki. Za każdym razem, jak wchodzi do mojego mieszkania, to aż mnie cofa od jej smrodu. Tak śmierdzi matka i jej ubrania. Jej szaf z ciuchami nie da się otworzyć, smród niesamowity. Chodzi w tym smrodzie. To taki paskudny smród. Nie jakiś normalny ludzki zapach potu czy coś, ale mdły i wymiotny chemiczny smród. Coś jakby wymieszane wszystkie perfumy - nie da się wyróżnić żadnego pojedynczego zapachu, a wszystkie razem tworzą mdły wymiotny smród, który wionie za matką i zostaje mi potem w mieszkaniu, nawet jak ona wyjdzie! To samo na korytarzu i w windzie. Za każdym razem odrzuca mnie od drzwi i jej mówię, że jak tu przyjeżdża, to bez tego smrodu. A ona to ignoruje, za to leci do okna, otwiera je wbrew mojej woli i kłamie, że to "szczury śmierdzą"!! Jak można coś takiego wymyślić?! Nawet stara śmierdząca ściółka z kupami, niewymieniana od miesięcy, nie wionie tym cuchem, jaki wnosi tu matka i jaki roztacza po mieszkaniu, korytarzu i w windzie.
Matka przyjeżdża do osoby ciężko chorej, palcem nie kiwnie, żeby pomóc, tylko się dopieprza, że umierająca osoba nie wygląda kwitnąco! Albo że nie zrobiła tego czy tamtego. Żeby to chociaż była prawda! Nieee, matce prawda przez zęby nie przejdzie, to zawsze musi być przemoc i kłamstwa. Udaje, że nie widzi, że mimo tak ciężkiego stanu zawsze mam w domu idealny porządek. Nawet w trakcie układania i segregowania przyborów do scrapa, co robię od miesięcy, nie mam burdelu. Wszystko jest idealnie poukładane, posegregowane, poodkładane tam, gdzie ma być i gdzie łatwo można to znaleźć, zanim trafi na miejsce docelowe. Nie tak jak u niej, że wszystko rozpirzone, porozrzucane po kątach, gdzie popadnie, że nic się nie da znaleźć. Ja tak nie miałam nigdy, ZA mi na to nie pozwala. A matka ma wszędzie poupychaną makulaturę! Nie książki - makulaturę! Taką, jaką się w paczkach wywozi do skupu. Ma ją wszędzie. Wala się po całym mieszkaniu. Ma ją pod szafkami, a nawet wewnątrz łóżek! Przez tyle lat nie dała jej nigdy ojcu wynieść na śmietnik! Syllogomanię się leczy!
28.06
Ostatnie dni zlały mi się i prawie wcale nic z nich nie pamiętam. :/ Jestem nieprzytomna przez to, że psycholog i psychiatra z OPSu uparcie od 3 tygodni niweczą mój z trudem wypracowany rytm dobowy. Wczoraj to się skończyło nieprzespaną nocą, halucynacjami, atakiem snu w dzień i hipotermią, a w nocy - znowu nagłymi problemami z duszeniem się. 2 razy brakowało naprawdę niewiele do wezwania pogotowia. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa, i jak się z tego wygrzebać, kiedy ktoś uparcie nie pozwala. :( To jest znamienne. Osoby sprawne w Polsce tak traktują osoby ciężko chore. Nie wszystkie oczywiście, ale jest ich zbyt dużo.
30.06
Znowu mnie stalkuje telefonicznie. Tym razem ma nowy pomysł - usiłuje mnie zmusić, żebym zrezygnowała z OPSu. Zapytałam, czy w takim razie zapewni mi taką pomoc, jaką mam z OPSu (miałam oczywiście na myśli przede wszystkim opiekunkę). Usłyszałam, że nie potrzebuję pomocy, że mam nie robić z siebie ofiary i że mózg mi się zlasował od leków. W rzeczywistości nigdy nie zatrudniłaby dla mnie opiekunki. W niczym by mi nigdy nie pomogła, tak jak nie pomagała mi do tej pory. Chodzi tylko o to, żebym była jeszcze bardziej zamknięta w domu, bez pomocy, bez możliwości, bez życia, zależna od niej i jej przemocy. Jej zawsze chodzi tylko o władzę.
Odłożyłam słuchawkę, ale dalej mnie stalkowała 6 razy.
Wydzwania - znowu się podszywając pod ojca. Tylko po to, żeby mnie obrażać i wmawiać mi, że jestem chora psychicznie. Bo jak zwykle żadnej sprawy do mnie nie ma. Najpierw mi wmawiała, że oglądałam telewizję. Że te przepisy, które kiedyś drukowałam z Internetu, tak naprawdę miałam z tv. Nie udało jej się wmówić mi nieprawdy, to wymyśliła drugie kłamstwo: że nie pracowałam! Mimo że pracowałam jako tłumacz wiele lat, traciłam zdrowie, wstając po nocy, dojeżdżając i chodząc po schodach, przez co musiałam z tego zrezygnować i pracować w domu przez kolejnych kilka lat. Mam rentę - wypracowaną ciężką pracą, a nie pasożytnictwem, w przeciwieństwie do matki, która pracą nie skalała się nigdy! A kiedy jej to uświadamiam, to się wykręca tekstem "Ale ja mam męża!" Od kiedy posiadanie męża to praca? Trzecie kłamstwo, jakie usiłowała mi wmówić - że kiedyś słuchałam muzyki, a teraz mam w domu cicho jak w grobie. I to usiłuje mi wmówić w momencie, kiedy w tle leci właśnie głośno film, który oglądam w trakcie czytania książki! U mnie w domu nie ma ciszy nigdy. Pierwsza rzecz, kiedy wstaję, to zapuszczenie albo filmu, albo Ivony. Filmy lecą cały dzień i przy nich zasypiam. Film się kończy, kiedy ja już śpię, i komp wyłącza się automatycznie! A ta mi będzie kłamać, że mam cicho! Taki jest jej plan - żeby mi wmówić, że porzuciłam wszystkie zainteresowania, że kiedyś byłam szczęśliwa - oczywiście u niej i dzięki niej (sic!), "co widać na zdjęciach, bo się uśmiecham".
To kolejna z manipulacji psychopatycznych - wmawiać ofierze, że jest chora psychicznie, że nie pamięta, że kłamie. Tylko matce się to nie udaje.
***
Matka podszyła się znowu pod ojca, tym razem mailem. Odzywa się do mnie jak do jakiejś obcej osoby ("Kasiula"?! kto to jest?!). Chciałam wkleić tu maila i w nawiasach kwadratowych demaskować jej kolejne kłamstwa i niewiedzę, ale jestem tak wytrącona z równowagi, że nie mam siły. Znowu zmuszanie do samobójstwa i cierpienia (namawianie, żebym nie brała leków ratujących życie i p-bólowych), obwinianie moich przyjaciół i lekarzy (akurat takich, którzy nie zawinili, a pomijanie winnych), stawianie za przykład altmedowców i ich diagnoz (sprawdźcie sobie, polecam, np. biorezonans, Gabinet Medycyny Holistycznej). A już kłamstwo o Sarze jest szczególnie wymierzone, żeby zabolało - moi przyjaciele i czytelnicy bloga wiedzą, że adoptowałam dorosłego już labka, nie szczeniaka.
To wszystko w dodatku napisane po polskawemu i w jednym bloku tekstu, co - jak wiadomo - jest nieczytelne. To też celowa złośliwość. Matka czyta blog i wie, jakie mam trudności z czytaniem błędów.
Nie mam siły. Chciałabym, żebyście wiedzieli, że staram się pozostać przy życiu i żyć, na ile mogę. Jest jeszcze tyle książek do przeczytania, że nie chcę umierać, a to czytanie - zaraz po zmniejszeniu bólu - daje najwięcej szczęścia. Nie chcę się zabijać i nie planuję tego. Jeśli podejmę decyzję o samobójstwie, to zaprogramuję fb tak, żeby opublikował post na ten temat już po fakcie. Jeśli takiego posta nie będzie, a ja jednak popełnię samobójstwo bez żadnej informacji zwrotnej, to chciałabym, żebyście wszyscy wiedzieli, że to będzie wyłącznie wina matki i jej przemocy. Jestem w stanie wiele znieść, ale tej przemocy już więcej nie i nie wiem, jak długo jeszcze wytrwam. Jeśli umrę przed matką, to całe moje życie okaże się zmarnowane i bezsensowne, bo nie doświadczę nawet jednego dnia bez przemocy i bez strachu przed nią.
4.06
Była dziś u mnie pani M. z OPSu. Postanowiłam zweryfikować to, co mi nagadała matka o tej rozmowie. Okazuje się, że kłamała. Że OPS musiał wysłuchać matki, bo taka jest procedura, ale pani M. bywa u mnie i sama widzi, że słowa matki są bez pokrycia, i że ofiara nie ma możliwości zamknięcia NK ani OPS nie zamierza tego robić. Ach, i taki szczegół, to nie OPS dzwonił do matki, tylko ona do nich!
5.06
Dzwonił tata, więc oddzwoniłam rano po przebudzeniu. Rozmawialiśmy chwilę, tata zaprosił mnie do Le Cedre w piątek. Mam nadzieję, że matka się nie wtryni na siłę, ale jak ją znam, to nie dopuści do tego, żebyśmy się sami spotkali i mogli porozmawiać. Zrobi wszystko, żeby to popsuć, żeby nie dopuścić do radości i spokoju. Narzuci się ze swoją przemocą.
Niestety ojciec oddał słuchawkę jej. Znowu wymyśla powody przyjechania tutaj. Mimo że cały czas jej powtarzam, że ma mi nic nie kupować i nic nie przywozić, poza moimi obrazami, których nie chce mi oddać, to wiecznie coś kupuje - specjalnie, żeby mieć pretekst, chociaż wie przecież, że to bzdura, bo sam ojciec mógłby to przywieźć, ona do niczego potrzebna nie jest, ale tworzy takie wymówki, już teraz buduje sobie zeznania do sądu, żebym nie mogła powiedzieć, że to nie jest prawda, kiedy mnie zapytają, czy matka o mnie myślała i czy coś dla mnie kupowała. I tu widać, jakie to wyrachowane: ani razu nie kupiła mi tego, czego potrzebuję. Ani razu nie zapytała nawet, czego potrzebuję. Kupiła to, co chciała dla siebie, żebym robiła i nawet wyglądała tak, jak ona chce. Nic więcej.
Oczywiście nie pohamowała się i dziś. Wiele razy powtarzałam jej w rozmowie "Przestań" - nie przestała. Z 10 razy jej powtarzałam "Nie pouczaj mnie" - nie przestała. Na tekście "Masz jeść mięso i jajka" odłożyłam słuchawkę, bo wiadomo, że to jej stare śpiewki i kłamstwa przemocowe, że żadnej rozmowy jak zwykle nie będzie.
Matka co jakiś czas stwierdza, że musi ze mną porozmawiać, ale przez 42 lata jeszcze nigdy do tej rozmowy nie doszło, chociaż okazję ma praktycznie codziennie, za każdym razem, kiedy podszywa się pod ojca i odbiorę telefon - ma szansę. Nigdy nie ma rozmowy, zawsze jest tylko przemoc.
6.06
Przez całą noc nie spałam. Autentycznie. Jest dopiero 10, środek nocy, jeszcze nie zdążyłam nawet zasnąć! Słaniam się na nogach w sensie dosłownym. I co? Matka znowu dobija mi się do drzwi! Dopiero co mnie nachodziła i robi to znowu! Mało tego, wczoraj mnie stalkowała telefonicznie i kilkakrotnie jej powtórzyłam to, co zawsze - że ma mi nic nie kupować i nie przyjeżdżać! Jak zawsze miała to totalnie gdzieś. Samo nachodzenie i stalkowanie już pokazuje, jaki jest rozmiar tej przemocy!
Przemoc już od drzwi:
- Otwórz okno!
- Jesteś gruba!
- Musisz schudnąć!
- Mam dla ciebie ciuchy jak dla wieloryba! [przy czym nawet to jest celowe - kupuje mi ciuchy, których nie noszę, nie są dla mnie, tylko dla niej, na jej ciążowy brzuch, specjalnie albo za małe, albo za duże, żeby mogła mnie wyzywać i obrażać]
- Zobacz, co się z Tobą stało!
- Zaraz jadę do OPSu do psycholożki i z nią tu przyjadę! [to jej nowoczesna forma straszenia mnie, kiedyś mnie straszyła, że mnie odda do domu dziecka, a teraz tym, że mnie będzie nachodzić, najlepiej z kimś - z psycholożką, z psychiatrą, z policją]
- Przyjadę z prof. Święcickim! [Wow! A to nowość! Dotąd kłamała, że jest bardzo złym lekarzem, bo ją zdiagnozował w 2 minuty! Bardzo bym chciała, żeby z nim przyjechała naprawdę]
- Przyjadę z policją i wezmą Cię w kaftan!
- Czytałaś maila?! [pewnie chodzi o ten stek kłamstw z poprzedniej notki - tak, zachowałam go jako dowód w sądzie. Bo jestem pewna na 100%, że sąd mnie nie ominie. Matka jak hiena czeka na śmierć mojego ojca, wykańcza go, żeby już nikt jej nie stał na drodze, żeby wykończyć mnie]
- Co mam zrobić, żeby ci pomóc? [nie dajcie się nabrać. Ona wie, co ma zrobić. Ma albo przestać używać przemocy, albo przestać się ze mną kontaktować - i to jej znowu powtórzyłam, ale to pytanie to kłamstwo, jej nigdy nie obchodziła i nie obchodzi pomoc i nigdy mi nie pomoże. Jestem na 100% pewna, że za chwilę nastąpi kolejna przemoc - właśnie tak jej "pomoc" wygląda]
- Masz iść do dietetyka! Ja ci załatwię! I schudnąć!
8.06
Matka znowu podszywa się pod ojca i tylko dlatego odebrałam. Jak zwykle ani be, ani me, tylko przemoc. Chyba z 10 razy powtórzyłam "Mów, co chcesz, bo ja nie mam czasu", ale nie udało mi się od niej uzyskać informacji, po co dzwoni.
- Mów, co chcesz, bo ja nie mam czasu!
- Jak to nie masz! Ty zawsze masz czas! [znowu kłamie, bo znowu mi przeszkadza!]
- Mów, co chcesz!
- Słyszałam, że długo spałaś. [aha, czyli z całej informacji udzielonej ojcu matka wydłubała tylko to, żeby się znowu awanturować, ale jakoś zapomniała, że mnie naszła wczoraj w nocy!]
- Mów, co chcesz! [naprawdę już tracę cierpliwość, a matka nadal nie mówi, o co chodzi, tylko mnie nęka]
- Chcę porozmawiać.
- No to mów wreszcie, co chcesz!
- Martwię się!
- Mów, co chcesz!
- Martwię się!
- Aha, czyli nic nie chcesz, jak zwykle.
Odkładam słuchawkę. Matka zawsze okłamuje mnie, że chce porozmawiać, ale jeszcze nigdy ze mną nie porozmawiała. Temat rozmowy jest taką straszną tajemnicą, że od 40 lat nie chce mi go wyjawić. Tym razem zepsuła mi wizytę przyjaciółki. Zniszczyła całą radość. Zniszczyła mnie, bo teraz już nie będę w stanie normalnie rozmawiać z Olą, skoro cała jestem roztrzęsiona. :/
Niestety okazuje się, że ojcu też już nie mogę nic mówić - wszystko jej wypaplał bez pytania mnie o zgodę. :/
9.06
Znowu się podszywa. I znowu nie chce rozmawiać, tylko od razu, od pierwszego zdania, przemoc:
- Co dziś gotujesz?
Gdyby mogła, toby mi do odbytu zajrzała, żeby się dowiedzieć, co wczoraj jadłam. :/
Znowu kłamie, że chce rozmawiać. Wmawia mi, że to ja nie chcę z nią rozmawiać, ale sami wiecie, jaka jest prawda: przecież odbieram telefon, więc matka za każdym razem, kiedy to robię, ma szansę przeprosić i porozmawiać, ale nigdy dotąd tego nie zrobiła. Dziś znowu usiłowała mi wcisnąć jedzenie - a co mnie obchodzi, co ona je? Po co mi to wciska w ogóle? Dlaczego nie rozmawia, skoro chciała? Wymyśliła, że na koncert Chopinowski do Łazienek ją ojciec zawiezie. Doskonale wie, że tam nie ma gdzie zaparkować, więc bez wózka nie miałabym jak się w ogóle na taki koncert dostać, a prędzej by się zastrzeliła, niż wzięła mnie razem z wózkiem. To znowu fałszywa troska, kłamstwo, że chce coś dla mnie zrobić. To tak, jakbym osobie bez nóg i protez zaproponowała wypad na bieganie, albo osobie niewidomej - wypad do fotoplastikonu. No taka myśląca i zatroskana jestem! Gdybym bez okularów nic nie widziała, to matka kazałaby mi je zdejmować i oglądać tv. Tak samo jak każe mi zdejmować ortezy, a jednocześnie wychodzić z domu albo odstawić leki, ale jednocześnie się leczyć. Dziś też usłyszałam "musisz wychodzić z domu!" Znacie kogoś tak podłego? Bo ja nikogo. Tak podła jest tylko ona.
Gdyby wiedziała, gdzie trzymam wózek, to na 100% by się włamała i go ukradła. Tak jak się włamała do mieszkania i ukradła leki. Ktoś, kto kradnie choremu leki ratujące życie, jest zdolny do wszystkiego. Tacy mordercy nie mają zahamowań.
Oczywiście, jak tylko odłożę słuchawkę, to matka mnie stalkuje. Operator powinien mieć to wszystko w logach.
10.06
Znowu się podszywa. Zadzwoniła, żeby mi powiedzieć, że wcale nie była w OPSie, tylko że babka stamtąd do niej dzwoniła. Oczywiście nakłamała jej. Straszy mnie, że tu przyjedzie jutro i będzie czekać na babkę z OPSu! Straszy mnie, że się "martwi", co oznacza jeszcze więcej przemocy! Chce mi tu przyjechać "sprzątać" i firanki wieszać, a w rzeczywistości chce to zrobić tylko dlatego, żeby to zobaczyła babka z OPSu, żeby się wykazać, jaką jest "cudowną mamusią", bo przecież wie, że ma tu nie przyjeżdżać, powtórzyłam jej to jakieś 7 razy w tej rozmowie!
A potem jak zwykle:
- Jak ci pomóc?
- Przestać uprawiać przemoc albo przestać się kontaktować!
- Sama zobacz, co się z tobą stało!
Jak zawsze celem telefonu była przemoc. Bo przecież stalkowała mnie już wczoraj, a dziś żadnej sprawy nie miała. Nigdy nie ma żadnej sprawy, bo ja mam sprawy tylko z ojcem, z nią żadnych. Gdybym miała, tobym się z nią kontaktowała.
12.06
Naszła mnie. Znowu celowała specjalnie w taką godzinę, żebym jak najbardziej cierpiała, ale się przeliczyła. Ktoś mnie godzinę wcześniej obudził domofonem, więc co prawda leków jeszcze nie wzięłam, ale już chodziłam i zdążyłam się wypróżnić, więc nie mogła grać boleściami jelit! Przyjechała, żeby czekać na psychologa z OPSu, ale na szczęście zdążyłam ją szybko wyprosić. Ale zdążyła nagadać głupot i przemocy.
- Otwórz okno!
- Nie! Od otwierania okna już mam zapalenie nerek od lipca [co jest prawdą]
- Nieeeee! To od chodzenia boso!
Wczoraj mnie stalkowała. Specjalnie jej mówiłam, że 1. ma tu nie przyjeżdżać, 2. ma mi nie przywozić jedzenia! A zwłaszcza pierogów, bo już je mam. I co? Zrobiła jedno i drugie! Czyli nic się nie zmienia, jest jak zawsze, ona się liczy wyłącznie z sobą samą.
Usiłowała użyć przeciwko mnie nawet cen na bazarku! Ale już wiedziałam, do czego to prowadzi: skoro u mnie jest drożej, to ona ma powód, żeby tu przyjeżdżać, będzie mi przywozić jedzenie z jej bazarku! Na szczęście udało mi się ją wyrzucić, zanim to powiedziała. Jej jazgot doprowadza mnie do meltdownu. Nie jestem już w stanie tego wytrzymywać. :(
19.06
- Masz jeść ryby i mięso.
- Nie jem takich rzeczy.
- Jakiegoś kotleta!
- Przestań!
- Jutro ojciec jedzie, to może by ci coś przywiózł. Na co masz ochotę?
- Na lazanię warzywną.
- Nie, lazanii nie zrobię. Może pierogi.
- Nie chcę, pierogów mam potąd.
- No to gołąbki. Z mięsem.
- Powiedziałam ci już, na co mam ochotę.
- Nie, lazanii nie zrobię.
O, właśnie tak interesuje moją matkę, czego potrzebuję. Właśnie tak wygląda jej dobra wola. A rozpowiada wszędzie, że wszystko gotuje "pode mnie", chociaż nie zrobiła tego jeszcze ani raz w życiu. Jak zwykle nie dowiedziałam się też, o co jej chodzi i jaką ma sprawę. Tylko się ze mną wykłócała, na co mam mieś ochotę, i usiłowała mi wcisnąć jej upodobania.
A dzień stalkingu wcale nie jest bez znaczenia. W ostatni wtorek mnie naszła, dziś wydzwania, bo i w tamten, i w ten wtorek miała przyjść psycholog. Ale nikt nie przyszedł. Tydzień temu obudzono mnie (ale po godzinie nikt nie przyszedł), marnując mi cały dzień, i dziś tak samo - ale ani wtedy, ani dziś nikt nie przyszedł! W obu przypadkach bez uprzedzenia mnie, że tak się stanie! Ja już nie mam na to siły. Nie będę więcej marnować zdrowia i cennego czasu, wstając w nocy na marne, bo ktoś sobie szafuje moim zdrowiem. Wystarczy, że robi to matka!
23.06
Znowu mnie nachodzi i znowu przed lekami, przed wypróżnieniem. Już nie mam siły tego opisywać. Matka nie chciała wyjść bardzo długo. Wciskała mi jedzenie nie dla mnie, ubrania nie dla mnie. M. in. przyniosła sukienkę na pogrzeb ojca. Tego ojca, który żyje! I który ją tu przywiózł! Pisałam wcześniej, że matka tylko czeka na jego śmierć - no to teraz to już nie jest tylko moje odczucie, a fakt. Jak można w ogóle pomyśleć o czymś takim, kiedy ktoś jeszcze żyje?! Nawet z praktycznego punktu widzenia - przecież na pogrzebie ubranie jest najmniej ważne, do cholery!
Usłyszałam, że jestem gruba, bo mam cukrzycę (tak właśnie robi matka: wymyśla sobie bzdurę, a potem wciska ją mnie, a innych okłamuje). Zmuszała mnie znowu do rzeczy, które mi szkodzą, nieodwracalnie nasilają ból i pogarszają stan. Zmuszała mnie, żebym poszła do jej hochsztaplerów! Kłamała mi w oczy, że jak ktoś jest chory, to nie będzie się leczył i starał się wykorzystać życie, na ile może, tylko będzie jeszcze bardziej niszczył zdrowie, łażąc po altmedach. Jej zdaniem w tej chwili powinnam przestać żyć, przestać się czymkolwiek interesować, spotykać z przyjaciółmi, wyszarpywać chorobie życia, zrezygnować z siebie!, i resztę życia zmarnować na altmed. A skoro nie chcę dobrowolnie zrezygnować z życia, to ona mnie zmusi siłą, ubezwłasnowolnieniem i przemocą. Bo nie może tak być, żebym ja jeszcze w życiu znajdowała odrobinę przyjemności. Mam być rzeczą, którą ona sobie urabia, jak jej się podoba, która nie prawa pisnąć, że jej się coś nie podoba.
Wmawiała mi, że zaczęłam się bronić przed przemocą, odkąd zaczęłam brać psychotropy, jakby wcześniej przemocy nie było, tylko mi nagle odbiło. Wybielała siebie, udawała niewinną. Udowodniłam jej, co mi robiła od dzieciństwa, przytoczyłam, jak mnie np. straszyła oddaniem do domu dziecka, a ona na to, że to przecież nie przemoc, że przecież każdy takie rzeczy słyszał, więc to ją usprawiedliwia! Według niej to, że sąsiad nęka żonę, usprawiedliwia jej przemoc wobec mnie. Czyli jak ją zastrzelę z kałacha, to będę niewinna, bo inni przecież też do siebie strzelają, tak?
Jak jej przytoczyłam ten artykuł*, to mnie wyśmiała! Ona dobrze wie, że to zabijanie w białych rękawiczkach, że za wykończenie ojca nikt jej nie wsadzi. I tak samo w białych rękawiczkach wykańcza mnie. Doskonale wie, że jak mi podniesie puls i umrę, to nikt jej za to nie wsadzi, więc to wykorzystuje.
-------------------
*Cytuję tutaj, bo jeśli artykuł zniknie z sieci, to nie będzie wiadomo, co w nim było.
"Naukowcy odkryli, że przewlekły stres może przyspieszać rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych po organizmie, powodując tym samym ekspansję choroby".
"Pracownikom Monash University przy pomocy laboratoryjnych myszy udało się udowodnić, że przewlekły stres powoduje szereg zmian fizjologicznych. Te zmiany powodują, że komórki rakowe szybciej i łatwiej rozprzestrzeniają się do innych części ciała.
W całym tym procesie kluczową rolę odgrywa adrenalina. Związek ten zwiększa rozmiary i ilość naczyń limfatycznych wewnątrz i wokół nowotworu. Jednocześnie rośnie prędkość przepływu wewnątrz tych naczyń. Tak oto naczynia limfatyczne stają się dystrybutorem komórek nowotworowych na całe ciało. Wpływ na układ limfatyczny następuje za pośrednictwem aktywacji współczulnego układu nerwowego, twierdzą eksperci".
-----------------
Jak zwykle spytała, jak mi pomóc. Jak zwykle powiedziałam to samo (nie stosować przemocy, nie nachodzić mnie). Jak zwykle matka to olała.
Ale najdziwniejsze było to, co mówiła o psycholog z OPSu. Podobno psycholog do niej dzwoniła i mówiła, że to ja jej nie wpuściłam! Czytaliście moją notkę o tym, jak wygląda moja poranna rutyna. OPS też o niej wie, bo ich uprzedziłam i to dla nich specjalnie ją napisałam, bo miałam dość traktowania mnie, jakbym mogła decydować o godzinie, kiedy mój organizm będzie już w stanie funkcjonować. MIMO TO psycholog nie przyszła tamtego dnia. Ktoś mnie tylko obudził w nocy, ale jak już doszłam do siebie i byłam w stanie otworzyć drzwi, to za nimi stała jedynie moja matka, bez psycholog i psychiatry, które miały przyjść! Tydzień później również zerwały mnie w nocy, a BEZ UPRZEDZENIA nie przyszły. Na kolejny wtorek zaprosiłam je więc już po 13. Dodam, że ani psycholog, ani psychiatra nie kontaktowały się ze mną nigdy, choć znają mojego maila. Nigdy się ze mną nie umawiały. Nigdy nie dały znać, że znowu nie przyjdą. A OPS nie daje rady tego robić na czas, bo to chyba jednak nie jest jego rola, tylko tego, kto się chce umówić.
Podobno matka powiedziała, że może trzeba było dłużej poczekać, aż otworzę. Jeśli faktycznie tak powiedziała, to w tym akurat miała rację. Trzeba było poczekać. Jeśli się nie chce czekać (co też rozumiem), to trzeba się umawiać na funkcjonalne godziny. Uprzedzałam o tym wielokrotnie, bo to nie pierwszy raz. Nie bez powodu opiekunka przychodzi najwcześniej od 13. Przecież w ogóle jestem pod opieką różnych instytucji z powodu konkretnego schorzenia, od tego trzeba zacząć. Więc wiadomo powszechnie, jak wygląda moje życie i jak funkcjonuje organizm w tej chorobie. Ja mogę o tym nie pamiętać, bo mam demencję, ale dlaczego pracownicy OPS o tym nie pamiętają?
Psycholog ponoć wypytywała moją matkę, która - przypominam! - od wielu lat ze mną nie mieszka, skąd mam pieniądze na książki. Rozmawiałyśmy w kuchni. Jedyne książki, jakie mogła widzieć w kuchni, to książki z biblioteki, bo opiekunka przynosi mi je 2 razy w tygodniu. Jeśli nie umie ich odróżnić od własnych, to znaczy, że nie była nigdy w bibliotece, skoro nie wie, że biblioteczne są obłożone. Dlaczego psycholog nie zapytała o to mnie, tylko wypytuje moją matkę, która nie ma bladego pojęcia o moim życiu, za to wiadomo, że niewiedzę zastępuje konfabulacjami?! Matka powiedziała, że ojciec mi daje pieniądze na książki. Owszem, ojciec mi pomaga finansowo, ale od kilku lat, odkąd nie pracuję, prawie w ogóle NIE KUPUJĘ książek! I nie tylko dlatego, że mnie nie stać na książki. Przede wszystkim dlatego, że nie ma już na rynku tylu książek, które chciałabym mieć na własność. Zdarza mi się czasami coś kupić, na ogół dlatego, że nie ma tych książek w bibliotece, ale nie zatrzymuję ich dla siebie, tylko po przeczytaniu sprzedaję na allegro charytatywnie, a pieniądze wpływają na moje subkonto, z którego kupuję leki. Dodatkowo czasami też książki dostaję od przyjaciółki, która mnie pyta wprost, jakie chcę książki z nieprzeczytane, bo właśnie coś zamawia. Matka nie ma o tym pojęcia, a psycholog ma to w nosie, w ogóle nie chce tego wiedzieć, jak widać.
Jeśli jednak chodzi jej o moją biblioteczkę, to przecież dlaczego mnie nie zapytała o nią? Jestem człowiekiem, żyję, to jak mogłabym nie mieć książek w domu?! Ona sama ich nie ma? Przecież przez całe życie pracowałam, i to od 19. roku życia, nie od 25. jak większość ludzi! A książki zbieram od dziecka, jak każdy. W dodatku byłam redaktorem i recenzentem! Psycholog musi czytać książki, więc musiała widzieć moje nazwisko w stopkach!
Mimo ciężkiej choroby i niepełnosprawności - żeby móc pracować, nie miałam orzeczenia, co się teraz na mnie mści. Nie prosiłam o pomoc ani ZUSu, ani OPSu, bo radziłam sobie jakoś, mimo że ludzie dużo sprawniejsi ode mnie korzystali z wszelkiej pomocy. Ja nie chciałam pasożytować. I myślałam, że będę sobie tak dawać radę do końca życia. Tak się nie stało. TERAZ tej pomocy potrzebuję, a ktoś mnie rozlicza z przeszłości, jakbym była jakimś oszustem, i to jeszcze za moimi plecami, bez mojego upoważnienia. Tak robi instytucja, która ma pomagać? :(
Gdyby psycholog naprawdę chciała wiedzieć, skąd mam książki, to informuję, że tu są spisane książki, które czytam, a przy każdej z nich jest oznaczenie, skąd dana książka pochodziła. Bardzo proszę sobie policzyć, ile z nich jest oznaczonych "własna półka", bo tylko te książki są moje. Własnych książek w tym roku przeczytałam... 9. 9 na 180. W dodatku nie wszystkie były nowe, niektóre wyciągam z biblioteczki. I to biorąc pod uwagę, że od wielu lat biorę udział w bnetkowej akcji Czytamy własne książki, więc staram się czytać jak najwięcej swoich. Głównie zaległych, takich, które kupiłam, kiedy pracowałam i czytałam książki z wyższej półki. I mimo to w ciągu pół roku wychodzi ich tylko 9. I chyba żadna z tych 9 w domu nie została, wszystkie sprzedałam.
Może jednak bardziej warto podpytać nieuczciwych podopiecznych, którzy kupują alkohol i papierosy, skąd na to mają? Bo w moim domu się nieuczciwości nie znajdzie. Chyba że się ją przyniesie ze sobą.
Usłyszałam też, że psycholog powiedziała matce, że opiekunki kablują, co podopieczne jedzą. Trudno mi w to uwierzyć. Moja opiekunka to uczciwa dziewczyna. ALE ona też przynosi mi przesyłki z poczty i asystuje przy ich otwieraniu - czy psycholog nie jest ciekawa, co i gdzie zamawiam? Chętnie opowiem.
Jeśli faktycznie psycholog jednak przyjdzie we wtorek, będzie mieć okazję, żeby zapytać o wszystko mnie, a nie obcych ludzi niemieszkających ze mną i niemających pojęcia, jak żyję.
24.06
To nie koniec. Pisałam kiedyś, że matka mnie szantażuje, że jak nie będę odbierać telefonu, to tu przyjedzie. I cały czas tak robi! Wbrew mojej woli!
Wczoraj wyrwała mnie z normalnego rytmu. Nie pozwoliła mi normalnie wstać, zrobić wszystkiego w normalnej kolejności, nie dała mi wziąć leków, wypróżnić się i... przełożyć telefonu z łóżka na biurko. Telefon został pod poduszką w łóżku. Mógł się przez to rozładować! Całe szczęście, że tak się nie stało, bo sprawdzając godzinę, zobaczyłam, że matka mnie stalkowała... 14 razy!!! Kto normalny robi coś takiego?! Normalnie najpierw bym wstała i przynajmniej wzięła leki, a dopiero potem oddzwoniła - oczywiście do ojca, nie do matki. Tym razem coś mnie tknęło i oddzwoniłam od razu. Odebrała matka, na telefonie ojca! I oznajmiła mi, że właśnie są w drodze do mnie!
Oczywiście z 10 razy jej powtórzyłam, że ona ma tu nie przyjeżdżać. Że ojciec jest mile widziany, ale ona nie. Że jego chcę widzieć, ale jej nie.
- Przecież wiesz, że ojciec nie wejdzie!
- Nie wejdzie, bo ty tu jesteś!
I to prawda. Ojciec zawsze wchodzi do mnie, kiedy przyjeżdża sam. Nie wchodzi tylko wtedy, kiedy przywozi matkę, bo nie chce widzieć jej awantur. Więc to oczywiste: matka ogranicza mi kontakt z ojcem.
Jakiś czas temu umówiłam się z ojcem do knajpy, ale to wtedy nie wyszło. Nadal jednak chcemy iść do knajpy. We dwoje. Powiedziałam to matce przez telefon - że ma się nie wtryniać, że chcę się widywać z ojcem, ale ona mi nie pozwala itd. Nie dotarło do niej. Mam się widywać z nią, nie z ojcem. Tylko po co miałabym się widywać z przemocowcem?!
Na szczęście ojciec mnie dziś uchronił przed matką, powiedział, że zawraca, a ja poczułam niesamowitą ulgę i wdzięczność. Ale co by było, gdyby telefon się rozładował?! Albo gdybym postanowiła najpierw wziąć leki, tak jak zawsze, jak normalnie?! Znowu by mnie naszła, dzień po dniu! Inna sprawa, że gdyby telefon się rozładował, a ja akurat potrzebowałabym pomocy, to przecież mogłabym tu umrzeć, bo nie miałabym jak zadzwonić na pogotowie. I to tylko dlatego, że matka miała taki kaprys, żeby mnie najść! Zresztą nachodzić można w różnych godzinach. Ona zawsze wybiera taki czas, który najbardziej mi zaszkodzi, który najbardziej mi zagraża. ZAWSZE. Nigdy inaczej.
Do przerwanego rytuału nie da się już wrócić. I to jest szalenie niebezpieczne! Przerwanie rytuału, jakiekolwiek zaburzenie go, często skutkuje też tym, że nie pamiętam, czy wzięłam leki, czy nie. I niewzięcie leków, i wzięcie podwójnych dawek jest niebezpieczne i może się skończyć śmiercią. Szczególnie Bibloc jest w tej kwestii niebezpieczny. W dodatku mój dziadek zmarł na zapaść od zbyt dużej dawki leku obniżającego ciśnienie. Babcia zaś zmarła od zbyt wysokiego ciśnienia spowodowanego stresem. Rodzice matki. Ona o tym doskonale wie, wie, że i jedno, i drugie jest dla mnie śmiertelnie niebezpieczne, nie bez powodu notorycznie stwarza sytuacje, żebym skończyła tak samo.
Powiedziałam matce, jaki to stres, kiedy dzwoni ojciec, odbieram, a to ona. Albo ja dzwonię do ojca, a tu znowu odbiera ona. Powiedziałam, że się boję odbierać telefon, bo to znowu może przecież być ona i najczęściej tak właśnie jest. Nie powinnam tego robić, bo teraz na 100% zwiększy wysiłki i jeszcze bardziej będzie mnie zastraszać. Tłumaczyła się, że przecież ojciec prowadzi, to nie mógł odebrać. Śmieszne. I co z tego, że nie mógł? No to by nie odebrał i co by się stało? Ludzie nie są niewolnikami telefonu! Oddzwoniłby po powrocie i tyle. Poza tym nie chodzi przecież o to konkretne odebranie w tym momencie. Matka robi to notorycznie od lat! Odkąd zablokowałam jej telefon, podszywa się pod ojca, zamiast przestać wydzwaniać! Przecież po to blokuje się czyjś numer, żeby nie odbierać jego telefonów i z nim nie rozmawiać, to tak trudno zrozumieć?!
25.06
Jestem w szoku. Tydzień temu, po tym, jak po raz drugi psycholog i psychiatra nie przyszły bez ostrzeżenia, napisałam w mailu do OPSu, że nie jestem w stanie dłużej tego ciągnąć. Te zabawy w budzenie w nocy i nieprzychodzenie całkowicie zniszczyły mój ciężko stale wypracowywany rytm dobowy. Były nieprzespane noce i halucynacje, więc napisałam, że nadal mimo wszystko panie zapraszam, ale po 13. Codziennie, kiedy zechcą, ale po 13. Do dziś nie dostałam odpowiedzi, więc założyłam, że wizyty nie będzie. Dziś dostałam maila - znowu z OPSu, a nie od zainteresowanych pań - że jutro przyjdą. O 11:30.
O godzinie, o której nie będę w stanie nawet wstać z łóżka! Przecież 2 lata temu musiałam zmienić nawet psychiatrę, bo nie byłam w stanie dojeżdżać do niego na 10 na oddział. Czy od pacjentów leżących panie też wymagają, żeby doznali cudu, wstali i im otworzyli? Więc dlaczego ode mnie wymagają nagłego ozdrowienia, wiedząc, w jakiej jestem sytuacji? Przecież wiedzą, na co choruję, i że mieszkam sama, więc od kogo oczekują otwierania drzwi, od szczurów?
Byłam w takim szoku, że panie upierają się przy przemocowym sposobie działania mojej matki, że mimo że nie nawiązuję z nią kontaktu od lat, zadzwoniłam do niej zapytać, czy to nie ona je do tego namówiła, bo nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś sam z siebie mógłby osobie ciężko chorej robić coś takiego, i to tak uparcie, z pełną premedytacją! Matka zaprzeczyła. Nie wiem, komu wierzyć, ale skoro psycholog w sytuacji przemocy jest w stanie zarzucić ofierze konflikt, to dlaczego miałaby nie zachować się i w ten sposób? Nie wiem. Nie wiem, co mam myśleć. Napisałam oczywiście, że zapraszam po 13, po raz już czwarty. Odpowiedzi nie dostałam, więc rozumiem, że spotkania nie ma. Jestem już tak zestresowana, że nie wiem, czy dziś zasnę, a przecież nie biorę leków na sen w czerwcu, więc jest o wiele trudniej. Nie wiem, czy to głuchy telefon przez OPS sprawia, że moje maile nie są przekazywane, czy są przekazywane, ale psycholog i psychiatra je ignorują.
Chciałabym bardzo, żeby obie panie starały się dla swoich pacjentów choć w 1/4 tak, jak ja od lat staram się, żeby ułatwić im życie, kosztem mojego zdrowia i życia, żeby zaproponować im spotkanie w środku nocy o 13, o godzinie totalnie nienaturalnej. Bardziej już się nie da. Więcej zdrowotnej przemocy wobec mojego ciała już nie zniosę. Wszystkim, którzy tego nie rozumieją, życzę, żeby ich spotkało to samo.
26.06
Noc nieprzespana. Ze stresu, że mnie znowu obudzą. Ok. 6 rano nagle puls spadł mi poniżej 60 i nie mogłam oddychać*. Jak nie robiłam sama świadomie wdechów, to oddychanie zanikało całkiem i wybudzał mnie bezdech. Nie wiedziałam i nadal nie wiem, co mam robić. Nie mam w domu leków na taką okazję, bo wcześniej się to nie zdarzało (tzn. bezdechy owszem, ale pojedynczo, a nie cały czas, a tak niski puls wcale). Teraz powinnam z kolei spać, ale nie mogę, bo znowu nagle dostałam boleści jelit. Dostałam ich za wcześnie, nie mogłam wstać, więc się wydłużyły i nasiliły. Kiedy wreszcie dotarłam do łazienki, ktoś zaczął pukać do drzwi. Ja siedzę na sedesie cała mokra z bólu, stająca na rzęsach, żeby nie zemdleć, trzymająca się kurczowo pralki i umywalki, bo jeśli zemdleję, to już nie będę w stanie wstać z podłogi. Krzyczę do ludzi za drzwiami, że nie teraz, że za godzinę! (za godzinę akurat byłaby 13, czyli godzina, na którą się umawiałam) Ale o 13 znowu nikt nie przyszedł. Gdybym jednak zemdlała, to na żadną pomoc nie mogłabym liczyć, bo psycholog i psychiatra znowu nie przyszły...
We wcześniejszym mailu, poza notką o rutynie porannej, napisałam wprost, że jak znowu to zrobią, to mogą mnie np. zastać mdlejącą w ubikacji. I - o ironio! - właśnie tak się dziś stało! Czy to dla nich jakaś satysfakcja? Nie rozumiem intencji NT.
A co będzie, kiedy za jakiś czas - bo on pewnie nadejdzie, skoro mi się regularnie pogarsza - nie będę już w ogóle w stanie podtrzymywać tego nienaturalnego odwróconego rytmu i mój organizm całkowicie wróci do swojego rytmu? A co będzie, jeśli trafią na osobę chorą na XP (skórę pergaminową)? Będą ją odwiedzać o zmroku czy też zmuszać do ryzykowania życia jak mnie?
*Tętno 50-60 lub mniej to bradykardia. Jest jeszcze bardziej niebezpieczna niż wysokie ciśnienie. Na bradykardię umierają nawet zdrowi ludzie w dobrej kondycji fizycznej. Po prostu dostają zapaści i umierają tak jak mój dziadek. Z zawału najczęściej się wychodzi, z zapaści nie. Zapaść nie czeka na przyjazd pogotowia. Nie lekceważcie nigdy niskiego tętna, zwłaszcza jeśli macie przy nim różne objawy, słabość, zawroty głowy, duszności, bo to znaczy, że mózg jest niedotleniony.
BTW, zapytałam opiekunkę, czy faktycznie donoszą, co podopieczni jedzą. Powiedziała, że nigdy dotąd nikt jej nawet nie zapytał o to. Jeśli o mnie chodzi, to na blogu jest rozpisana moja dieta bardzo dokładnie, w tabelce. Gdyby psycholog mnie o to zapytała, to dostałaby link. Nie rozumiem tej praktyki z podchodami i wypytywaniem za plecami, zamiast prawdy, zamiast zapytania jedynej osoby, która wie o tym wszystko. Zresztą nawet bez pytania można znaleźć informacje na blogu, jeśli nie chce się kontaktu. Czemu to ma służyć?
27.06
Matka znowu mnie nachodzi bez ostrzeżenia! Wydzwania w nocy. Wstaję rano po nieprzespanej nocy, a tu 8 połączeń. Oddzwaniam, a tu się okazuje, że to nie tylko ona stalkowała, a nie ojciec, ale jeszcze ona odebrała! Cudzy telefon! Osacza mnie z każdej strony. :/ W dodatku wydało się, że ją ojciec do mnie wiezie. Mówiłam, że jej tu nie chcę, ale i tak mnie naszła. Mieli tylko odebrać telewizor, którego ja nie chcę, a zamiast tego matka znowu od progu wyskoczyła z przemocą, jak zawsze (nb. od 14 lat prosiłam, żeby go zabrali, bo ja go nie chcę i nie używam, w końcu sama musiałam zawołać machera, który go zdejmie).
Dziś miałam znowu nieprzespaną noc. Jak ktoś mi zaburzy rytm dobowy, to potem tydzień muszę się bujać z bólem, halucynacjami, hipotonią i wszystkim innym! Wczoraj mi to zrobiły psychiatra i psycholog, dziś kontynuuje matka! Od 9 rano wiadomo, że będę miała atak snu, to matka się tu wpycha. I jeszcze mi bezczelnie wciska endokrynologa! Cały czas udaje, że to nie są objawy EDS, tylko endokrynologiczne. Problem polega na tym, że nie mam już od dawna objawów endokrynologicznych, bo wreszcie pierwszy raz w życiu wyniki endokrynologiczne mam w normie! Odkąd biorę depo. Żałuję, że żaden ginekolog, do których chodziłam wcześniej, nie chciał zrobić nic, żeby mi pomóc! Ale wcześniej właśnie słuchałam matki i chodziłam do jej konowałów. A teraz ona się dziwi, że już nie chcę.
Dodam jeszcze logikę matki. Za każdym razem, jak wchodzi do mojego mieszkania, to aż mnie cofa od jej smrodu. Tak śmierdzi matka i jej ubrania. Jej szaf z ciuchami nie da się otworzyć, smród niesamowity. Chodzi w tym smrodzie. To taki paskudny smród. Nie jakiś normalny ludzki zapach potu czy coś, ale mdły i wymiotny chemiczny smród. Coś jakby wymieszane wszystkie perfumy - nie da się wyróżnić żadnego pojedynczego zapachu, a wszystkie razem tworzą mdły wymiotny smród, który wionie za matką i zostaje mi potem w mieszkaniu, nawet jak ona wyjdzie! To samo na korytarzu i w windzie. Za każdym razem odrzuca mnie od drzwi i jej mówię, że jak tu przyjeżdża, to bez tego smrodu. A ona to ignoruje, za to leci do okna, otwiera je wbrew mojej woli i kłamie, że to "szczury śmierdzą"!! Jak można coś takiego wymyślić?! Nawet stara śmierdząca ściółka z kupami, niewymieniana od miesięcy, nie wionie tym cuchem, jaki wnosi tu matka i jaki roztacza po mieszkaniu, korytarzu i w windzie.
Matka przyjeżdża do osoby ciężko chorej, palcem nie kiwnie, żeby pomóc, tylko się dopieprza, że umierająca osoba nie wygląda kwitnąco! Albo że nie zrobiła tego czy tamtego. Żeby to chociaż była prawda! Nieee, matce prawda przez zęby nie przejdzie, to zawsze musi być przemoc i kłamstwa. Udaje, że nie widzi, że mimo tak ciężkiego stanu zawsze mam w domu idealny porządek. Nawet w trakcie układania i segregowania przyborów do scrapa, co robię od miesięcy, nie mam burdelu. Wszystko jest idealnie poukładane, posegregowane, poodkładane tam, gdzie ma być i gdzie łatwo można to znaleźć, zanim trafi na miejsce docelowe. Nie tak jak u niej, że wszystko rozpirzone, porozrzucane po kątach, gdzie popadnie, że nic się nie da znaleźć. Ja tak nie miałam nigdy, ZA mi na to nie pozwala. A matka ma wszędzie poupychaną makulaturę! Nie książki - makulaturę! Taką, jaką się w paczkach wywozi do skupu. Ma ją wszędzie. Wala się po całym mieszkaniu. Ma ją pod szafkami, a nawet wewnątrz łóżek! Przez tyle lat nie dała jej nigdy ojcu wynieść na śmietnik! Syllogomanię się leczy!
28.06
Ostatnie dni zlały mi się i prawie wcale nic z nich nie pamiętam. :/ Jestem nieprzytomna przez to, że psycholog i psychiatra z OPSu uparcie od 3 tygodni niweczą mój z trudem wypracowany rytm dobowy. Wczoraj to się skończyło nieprzespaną nocą, halucynacjami, atakiem snu w dzień i hipotermią, a w nocy - znowu nagłymi problemami z duszeniem się. 2 razy brakowało naprawdę niewiele do wezwania pogotowia. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa, i jak się z tego wygrzebać, kiedy ktoś uparcie nie pozwala. :( To jest znamienne. Osoby sprawne w Polsce tak traktują osoby ciężko chore. Nie wszystkie oczywiście, ale jest ich zbyt dużo.
30.06
Znowu mnie stalkuje telefonicznie. Tym razem ma nowy pomysł - usiłuje mnie zmusić, żebym zrezygnowała z OPSu. Zapytałam, czy w takim razie zapewni mi taką pomoc, jaką mam z OPSu (miałam oczywiście na myśli przede wszystkim opiekunkę). Usłyszałam, że nie potrzebuję pomocy, że mam nie robić z siebie ofiary i że mózg mi się zlasował od leków. W rzeczywistości nigdy nie zatrudniłaby dla mnie opiekunki. W niczym by mi nigdy nie pomogła, tak jak nie pomagała mi do tej pory. Chodzi tylko o to, żebym była jeszcze bardziej zamknięta w domu, bez pomocy, bez możliwości, bez życia, zależna od niej i jej przemocy. Jej zawsze chodzi tylko o władzę.
Odłożyłam słuchawkę, ale dalej mnie stalkowała 6 razy.
CZWARTEK, 31 MAJA 2018
1.04
Podszywa się. Wymyśliła po raz kolejny tę samą bzdurę: "Weź taryfę i przyjedź do nas, masz się dobrze odżywiać, będziemy razem gotować". Jak zwykle ani słowa o zaprzestaniu przemocy, ani słowa o zrobieniu windy. Pytam, czy skończyła już z przemocą (to pytanie retoryczne, bo sam ten telefon świadczy o tym, że nie) i czy zrobiła windę. "Ale ty masz chodzić po schodach!" Czyli w dalszym ciągu mnie nęka za to, że jestem niepełnosprawna, i usiłuje mnie zmusić nie tylko do rzeczy niemożliwej, ale i do narażania swojego zdrowia i życia. Tu znowu pytanie: skoro ma pod ręką jedną ofiarę - ojca - to po co jej druga? Dlaczego nie nęka ojca w ten sposób? On może chodzić po schodach, jest całkowicie sprawny, więc czemu jemu matka nie każe tego robić? Odkładam słuchawkę, a matka mnie stalkuje.
Jestem załamana, bo od wielu tygodni telefon nie chce mi nagrywać rozmów. Pokazuje mi okienko, w którym muszę wybrać, czy chcę, żeby zapisał rozmowę, czy nie, ale ono znika po sekundzie, zanim cokolwiek wybiorę, i nic się nie zachowuje. Przejrzałam ustawienia ACR. Okazuje się, że po 7 dniach kasował wszystkie nagrania, które miał! Przez to, że MPE nie daje mi ich ściągnąć na komp, tracę je bezpowrotnie! Tyle dowodów przemocy poszło w kosmos. ;( Aż mi się słabo zrobiło... Zdecydowałam się wykupić licencję, bo bez niej opcje ACR są niedostępne. Nie da się np. ustawić, żeby nagrywał i zapisywał automatycznie i tylko rozmowy z wybranych numerów. Kosztowała 7 zł i mam nadzieję, że to opłata jednorazowa, a nie comiesięczna. Ustawiłam wysyłanie nagrań na gmail (niestety nie dało się na inne konto), więc jeśli to zadziała, to już mi nigdy żadne nagranie nie powinno zginąć.
5.04
Przypomnę fragment bardzo ważnego wpisu o przemocy wobec osoby w depresji.
TRZEBA UNIKAĆ:
Udawania, że się rozumie.
Podsuwania nieproszonych rad i wskazówek. [to jest przemoc, jeden z punktów w Niebieskiej Karcie; rady tak, ale tylko wtedy, kiedy jest się o nie proszonym]
Powtarzania: „Nie jest tak źle” lub: „Mogłoby być gorzej”. [w przypadku osoby z 6a jest to szczególnie podłe, bo akurat już nie może być gorzej. Gorzej może mieć jedynie osoba z 6a, która zmarła - ale jej już wszystko jedno, a sama śmierć nie jest najgorszym skutkiem 6a. Wszystkie inne osoby na świecie mają lepiej niż osoba z 6a]
Opowiadania bez przerwy o sobie (nawet o swojej depresji). [samo opowiadanie to jeszcze ujdzie, ale jojczenie, jak to się ma źle - jest już podłe, jeśli się tak mówi do osoby, która marzy o tym, żeby mieć tak "źle"]
Oceniania zachowań, wyglądu, stanu psychicznego.
Niecierpliwości, irytacji, złości.
Wprawiania w zakłopotanie lub zawstydzania.
Żałowania, ośmieszania, ironizowania. [albo twierdzenie, że to inspirujące]
CO NAJBARDZIEJ PRZESZKADZA:
Gdy ktoś mówi: „Weź się w garść!”
Gdy depresję uważa się za lenistwo.
Gdy ktoś traktuje osobę w depresji jak uparte dziecko.
Gdy otoczenie wstydzi się osoby w depresji, która podejmuje leczenie.
Gdy nie respektuje się potrzeby prywatności i dyskrecji.
Gdy ludzie odwracają się i zapominają.
Gdy ludzie mówią o czyjejś depresji jak o fanaberii lub słabości. [albo gdy osobie w prawdziwej depresji opowiadają, jak łatwo dostać rentę na depresję udawaną; najgorzej gdy sugerują, że tak właśnie jest w naszym przypadku]
Gdy ludzie ustawicznie mówią o czyjejś depresji i nie zmieniają tematu na prośbę tej osoby".
Dodam jeszcze coś o kontakcie. Matka rozpowiada kłamstwa, że to niby ja nie chcę kontaktu z nią. W rzeczywistości to ona nie odpowiada na moje maile (ja na maile ojca odpisuję zawsze, a matka nie napisała do mnie nigdy). Nie nawiązuje w ogóle żadnego kontaktu ani na kontakt nie odpowiada, jedynie stalkuje mnie telefonicznie i wyłącznie używa przemocy. Nie ma kontaktu, jest przemoc każdego rodzaju.
2.05
Matka oczywiście popiera protestujących oprawców i jest za tym, żeby to oprawcy dostawali zasiłek na opiekę, a nie ON. Udaje też nadal, że nie mam EDS, bo skoro je mam, to oznacza, że to ona zawaliła. Gdyby zadbała o moje zdrowie, kiedy byłam dzieckiem, gdyby od razu wyrobiła mi orzeczenie, to miałabym teraz 2 razy wyższą rentę. Robiła wszystko, żeby mnie od siebie uzależnić, a mimo to ja się nie dałam. Oczywiście popiera też nieróbstwo, bo sama całe życie nie skalała się pracą, więc uważa, że to nierobom należą się pieniądze, a nie ludziom, którzy stracili zdrowie, pracując. Nadawałaby się na pracownika ZUSu do uzdrawiania ludzi na papierze.
11.05
Nachodzi mnie. To cd. szantażu, że jak nie będę odbierać telefonu, to będzie mnie nachodzić - i tak robi. Specjalnie wydzwania w nocy albo kiedy jest opiekunka, albo kiedy jestem zajęta - mimo że cały czas jej mówię, że ma nie wydzwaniać wcale. Wczoraj to ona mi nie odpisała na maila, ale to mnie za to ukarała dzisiejszym najściem.
Zerwała mnie z sedesu. To też jest wyrachowane. Ona wie, że zaraz po przebudzeniu muszę iść do toalety, inaczej zemdleję od boleści jelit. Mam tak od 15. roku życia. Kiedy byłam dzieckiem, wmawiała mi, że to nerwica szkolna, zamiast mnie diagnozować, a teraz po prostu wykorzystuje to przeciwko mnie jako torturę. Do tego wlazła w buciorach na świeżo umytą podłogę. To też typowe - najpierw wnosi syf, a potem robi mi (sic!) awanturę, że jest brudno.
Teksty rzucała te same co zawsze. I jak ostatnio zapierała się w drzwiach, żebym nie mogła jej wypchnąć. Bo jak zawsze chodziło o przemoc, a nie o to, że się "martwi", a już na pewno nie o pomoc.
21.05
Wczoraj mnie straszyła, że przyjedzie jeszcze tego samego dnia. Powiedziałam, że dziś się widzę z tatą i że matka do tego potrzebna nie jest. Dziś rano jechaliśmy do psychiatry. Rano zawsze jest duży problem. Po samym ubraniu się, włożeniu ortez i butów ledwie dyszę. Dosłownie dyszę jak pies z otwartymi ustami, bo mi tak brakuje powietrza! W takim stanie nie jestem już nawet w stanie dojść do bramy i proszę ojca, żeby wjechał do piwnicy. Czynności poranne ułożone mam na styk, bo nie ma czasu, a nie mogę wstać jeszcze wcześniej, bo to za wcześnie! Dziś i tak wstałam o 5h za wcześnie.
I co? Matka mnie naszła! W momencie, kiedy jestem na granicy zemdlenia z bólu i hipotonii, kiedy mnie brakuje powietrza, kiedy muszę jeszcze iść do toalety, bo mam boleści jak co rano - matka mnie nachodzi robić mi awanturę! Skorzystała z tego, że ojciec do mnie jechał - 2 pieczenie przy jednym ogniu: i awantura, i dowiedzenie się, gdzie chodzę do psychiatry. To były jej cele. Od progu mi kopa! Żadnego dzień dobry nawet.
- Dlaczego się nie uczesałaś?! [kłamie, jak zawsze, bo miałam zrobionego kucyka]
- Zdejmij te ortezy! [powtarzała to kilka razy - ktoś może rozumie cel tego tekstu?]
- Ale utyłaś! Jesteś gruba!
- Masz jeść mięso i jajka!
- Masz się leczyć albo u psychiatry, albo u neurologa!
- Pozwę szpital, który cię doprowadził do takiego stanu!
- Kto cię nastawia przeciwko mnie?!
- Zobacz, jaka jesteś agresywna! Musisz iść się leczyć!
- Przestań brać leki psychotropowe! [no to mam się leczyć czy nie?!]
- Idź do dentysty! [a od ilu lat ją proszę, żeby znalazła takiego, który zechce mnie leczyć?]
Nawiozła jakichś altmedowych preparatów, z których nie wzięłam żadnego, bo ja takich nie biorę. I wyjmuje, pojedynczo. Ja zaraz zemdleję, i od hipotonii, i od bólu, i od wstrzymywania stolca, więc mówię jej to i proszę, żeby to robiła szybciej. Więc zaczyna to robić... jeszcze wolniej, żebym jeszcze bardziej cierpiała! Wiadomo, że gdybym poszła do toalety, to zaraz by mi rewizję robiła i kradła leki. Tych ukradzionych 2 lata temu nadal mi nie oddała przecież. Dziś już usiłowała zobaczyć, jakie leki są w koszu na stole w kuchni. I przez ramię usiłowała mi zaglądać do sypialni, żeby znowu wymierzyć jakiegoś kopa.
Nie pozwoliła mi iść do toalety. Do lekarza pojechałam ze stolcem w majtkach i dopiero tam w toalecie się umyłam. Matka naigrawała się oczywiście z nietrzymania moczu i kału. Ale to jej śmierdziało z ust tak, że nie wystarczyła klimatyzacja i ciężko było wytrzymać, a nie z moich majtek.
Jak wsiadłam do samochodu, to cała się trzęsłam. W samochodzie awanturowała się dalej, mimo że ani ja, ani ojciec się do niej nie odzywaliśmy, żeby jej nie prowokować. Ojcu zaczęły się trząść ręce i o mało nie spowodował wypadku przez nią. Zresztą przyznał mi się, że to nie pierwszy raz! Jak wracaliśmy już bez niej, to powiedział, że myślał, że matka się ze mną pogodzi, ale widzi, że ona na to nigdy nie pozwoli, że nie ma szans, że mam sobie żyć tak, jak chcę, i nie oglądać się na nią. Cieszę się, że wreszcie to zrozumiał.
Psychiatra stanęła po mojej stronie. Powiedziała, że jeśli matka mnie pozwie, to wystawi mi zaświadczenie, bo przecież nie mam psychozy, nigdy nie miałam braku kontaktu z rzeczywistością i nie ma żadnych wskazań do ubezwłasnowolnienia. Czyli mam już ze sobą psychiatrę, prof. z F7 i terapeutkę - wszyscy troje kompetentni i uczciwi. Matka ma po swojej stronie psycholożki z OPSu, które widziały mnie może ze 2 razy w życiu, w dodatku skoro dały się nabrać matce, to nie świadczy to dobrze o ich kompetencji.
26.05
Naszła mnie znowu bez ostrzeżenia. Usłyszałam to samo znęcanie co zawsze (przykłady są wyżej), a poza tym też:
- Jesteś monstrum!
- Masz przejść na dietę!
- Szczury śmierdzą! [co jest kłamstwem - każdy, kto miał szczury, wie, że to bardzo czyste zwierzaki i pachną prześlicznie; w przeciwieństwie do psa matki, który rzeczywiście śmierdział, bo był samcem]
- Przyjdę tu z psychiatrą!
- Dlaczego nie masz na sobie tej bluzki w prążki, którą ci kupiłam?!
- Dlaczego ciągle chodzisz w tych szarych koszulkach?! Wyrzuć je! [matka nie tylko chce mi zaglądać do garów i lodówki, ale jeszcze do szafy, i narzucać mi, co mam nosić! Dziś się wydało, że bez pozwolenia wyrzuciła moje najlepsze spodnie dresowe, a okłamała mnie, że je zszyje w kroku i mi odda]
Matka usiłowała znowu wykorzystać chwilę mojej rozmowy z ojcem, poleciała biegiem do dużego pokoju, żeby mi na złość otworzyć balkon (w maju dopiero co skończyłam brać antybiotyki na zapalenie nerek właśnie z powodu otwartego balkonu!!!). Potem, jak już wychodziła, nagle odskoczyła w bok, żeby szybko otworzyć drzwi do sypialni i zobaczyć, co w niej jest - to jak zawsze w celu rzucania przemocowych tekstów. Próbowała już wcześniej, ale przymknęłam drzwi. Nie mogła mi przecież tego darować, rewizja musi być!
Nadal nie oddała mi obrazów! Nachodzi mnie 3. raz, odkąd zażądałam ich zwrotu, miała więc 3 okazje, żeby je oddać, i nie zrobiła tego!
***
Poniżej świetny film o tym, jak tacy ludzie jak moja matka używają przemocy. Polecam obejrzeć całość, bo ja wypiszę tylko te techniki, których używa moja matka. Polecam szczególnie tym osobom, które nabierają się na czar psychopatów. Manipulacja jest formą przemocy! Osoby przemocowe są puste jak wydmuszka, tam w środku nic nie ma. Wszystko, co robią, służy zachowaniu władzy nad ofiarą, bo ta władza jest im potrzebna do zachowania ich nadmuchanego ego. Te osoby "zrobią wszystko, żeby ich maska nie opadła publicznie".
1. Matka nie bierze odpowiedzialności za to, jak się zachowuje i co mówi. Odwraca kota ogonem.
2. Czuję się zmęczona i wyprana z nadziei po kontakcie z matką.
3. Odczuwam lęk przed gniewem oprawcy, właściwie to lęk przed kolejną awanturą, przed kolejnym kontaktem.
4. Matka raz jest słodziutka i milutka (zwłaszcza w obecności obcych), a raz zimna i podła. Tyle że ja się nie daję nabierać i ani mi w głowie "przywracać ją do dobrego humoru".
5. Jeśli się zwierzysz oprawcy z jakiegoś swojego kompleksu, to szybko to wykorzysta przeciwko tobie. Jeśli np. powiesz, że masz kompleks zbyt dużej wagi, to usłyszysz od oprawcy, że jesteś monstrum - czyli dokładnie tak jak to robi moja matka, z tym że ona robi to w ciemno, bo ja się z nią nie dzielę swoimi słabościami, bo wiem, że to wykorzysta przeciwko mnie.
6. Matka nie okazuje, bo nie ma, żadnej empatii. Już od dawna widzę, że matka nic nie czuje - chyba nawet o tym już pisałam kiedyś.
7. Całe życie czułam się samotna, matka nigdy nie stworzyła żadnej więzi. W dzieciństwie jeszcze brakowało mi matki, bo jej nigdy nie miałam, ale już w podstawówce zaczęłam zazdrościć innym dzieciom, że nie mają matek albo chociaż że wracają ze szkoły do pustego domu.
8. Doskonale pamiętam różne wspomnienia, z dzieciństwa czy świeże, a matka usiłuje mi wmówić, że one wyglądały inaczej. Usiłuje ze mnie robić wariatkę! Np. notorycznie usiłuje mi wmawiać, że w dzieciństwie byłam szczęśliwa, bo "uśmiecham się na zdjęciach"!
9. Matka traktuje moje rzeczy, jakby były jej. Panoszy się w moim mieszkaniu, jakby było jej.
10. Matka wiedzie pasożytniczy tryb życia. Uwiesiła się na ojcu, przez całe życie palcem nie kiwnęła, nie skalała się pracą.
11. Mimo że matka niby jest dorosła, trzeba jej tłumaczyć podstawowe zachowania dorosłej osoby, bo nie dociera do niej, że dorośli mają własne życie i nie wieszają się na kimś innym. Że moje życie, to moje życie, a nie jej. Że nie ma prawa do przemocy wobec innego dorosłego. Itd. To powinno być dla niej oczywiste! A jednak udaje, że nie wie, o co mi chodzi.
12. Matka, mimo że jest dorosła i powinna mieć swoje życie, wpycha się na siłę do mojego, gdzie dla niej nie ma miejsca, i okrada mnie z chwil spędzonych bez niej.
13. Matka od wczesnego dzieciństwa niszczy moją samoocenę. Dobrze, że mam ZA i umiem spojrzeć na siebie obiektywnie, to jej się to całkowicie nigdy nie uda. Zwróćcie uwagę, że już tylko to jedno jest tak szkodliwe, że trzeba się odciąć od oprawcy!
14. Matka faktycznie używa ludzi wokół siebie. Nie ma znajomych i przyjaciół, bo nikt nie chce jej bliżej znać, ale wszystkich wokół używa do robienia tego, co ona chce.
15. Jeżeli słowa nie pokrywają się z czynami - a w przypadku matki tak jest - wierz czynom. Matka wiecznie powtarza, że chce mi pomóc, ale jakoś nigdy dotąd nie zrobiła absolutnie nic, żeby mi pomóc. Nie można się dać omamić tanim gadaniem. Trzeba patrzeć, co ktoś robi.
16. Matka wyolbrzymia swoje osiągnięcia. A że żadnych nie ma, to udaje, że dom jest jej największym osiągnięciem i że bez niej by go nie było. Tylko że go nie ma i nigdy nie było, bo dom to nie mury, tylko atmosfera.
17. Matka nigdy nie jest zadowolona z tego, co robię. I nigdy nie będzie.
18. Hoovering. Matka to robi cały czas. Bo przecież ja już od lat się z nią nie kontaktuję i niczego od niej nie chcę, to ona praktykuje stalking, wydzwania, nachodzi mnie i na siłę wciąga w relację, w której nie jestem i nie chcę być. Matka zrobi wszystko, żeby odnowić kontakt. Nigdy nie pozwoli na zerwanie go.
19. Matka kłamie na każdym kroku. Jej całe życie to kłamstwa. Potrafi zmyślać lekarzom na mój temat. I to tak, że nawet psycholożki z OPSu się na to jej kłamstwa nabierają.
20. Matka jest uzależniona od telefonu. Potrafi wydzwaniać nawet w środku nocy - bez powodu.
21. Matka bardzo lubi podle prowokować mnie takimi komentarzami, o których wie, że są dla mnie bolesne albo zmyślone. I rzekomo to ja wtedy jestem agresywna i niezrównoważona, a ona wcale.
22. Kiedy matka nie może wpływać na mnie, bo ja się już nie daję nabrać, to będzie nabierać osoby z mojego otoczenia. Oczernia mnie np. do psycholożek z OPSu, a one się nabierają. Co ciekawe, moi przyjaciele, choć nie są psychologami, jakoś jej się nabierać nie dają. Matka wmawia innym, że to ja manipuluję i że to ja robię jej to, co ona robi mnie. I psycholożki z OPSu w to wierzą!
23. Matka nie ma przyjaciół. Jak tylko się ktoś pojawi, to szybko znika, bo większość ludzi szybko się orientuje, że to psychopatka.
24. Matka nigdy nie przeprasza.
25. Podwójne standardy. Matka może robić wszystko, ale ja mam robić tylko to, co ona mi każe.
26. Po zranieniu mnie oczekuje, że 5s później wszystko już będzie w porządku. Ona nawet mnie nie przeprasza! Udaje, że nic się nie stało, i ode mnie wymaga tego samego.
27. Potrafi się awanturować o byle co. Jak nie ma powodu, to go wymyśli. Bo np. talerz leży na blacie W MOIM MIESZKANIU, a ona ma życzenie, żeby leżał gdzie indziej, jakby to było jej mieszkanie i jakby jej życzenie miało znaczenie. Tu chodzi o to, żeby mnie zastraszyć, żebym bała się najmniejszej rzeczy, żeby to ona miała nade mną kontrolę.
Z 30 technik przemocy moja matka używa 27. Tych 3 nie może użyć tylko dlatego, że jest moją matką, a nie żoną.
Moim marzeniem jest, żeby matka wymieniła mnie na lepszy model, ale ona nie chce tego zrobić. Nikogo innego nie nienawidzi tak jak mnie.
Mój największy strach to nie jest strach przed śmiercią. To strach, że umrę przed matką - bo to będzie znaczyło, że nie przeżyłam ANI JEDNEGO DNIA wolnego od przemocy, ani jednego dnia bezpiecznego, bez strachu, że te kroki na korytarzu to znowu matka. Nie chcę umierać bez doświadczenia tego, jak to jest bez strachu. Jak to jest odetchnąć głęboko i mieć świadomość, że dziś oprawca się na pewno nie skontaktuje! Że dziś jestem już bezpieczna.
31.05
Znowu mnie nachodzi. Pod pretekstem, że kupiła mi ubrania, ale wiadomo, że to wymyślony pretekst, bo nie wzięłam żadnego - żadne nie były w moim stylu, tylko w jej, stąd wiadomo, że nie kupiła ich dla mnie, tylko dla siebie, a tylko użyła ich, żeby tu wejść, żeby mieć pretekst do przyjazdu.
Przyjechała po to, żeby mnie straszyć, że umówi mi wizytę do endokrynologa, a jak nie pójdę, to przyjedzie tu z lekarzami i policją. Straszy mnie też, że chce zaskarżyć szpital, tylko nie wiem, za co dokładnie i co mnie to obchodzi. Najprawdopodobniej za to, że lekarze nie robili tego, co ona sobie życzyła. Oczywiście znowu te same gadki - że jestem gruba (ale przywiozła mi żarcie!), chociaż to ona ma ciążowy bebzol od obżarstwa (ja nigdy nie miałam nadwagi od obżarstwa, chociaż matka robiła wszystko, żeby tak było, karmiąc mnie przez sen jak kaczkę i wmuszając jedzenie siłą do 13. roku życia). Że muszę iść do dentysty (ale żadnego mi nie chce znaleźć - najwyraźniej specjalnie po to, żeby się nade mną znęcać, bo gdyby znalazła i by mi wyleczyli zęby, miałaby o jedną obelgę mniej do użycia). I jeszcze pretensje od progu, że się nie cieszę z jej najścia! Do tego za każdym razem leci do mnie z łapami! Nie dociera do niej, kiedy mówię, że ma mnie nie dotykać.
Ostatnio matka nasiliła znacznie zastraszanie mnie. Nachodzi mnie bez przerwy. Częściej niż wcześniej. I straszy mnie, że nadal będzie to robić. Jest już ciepło. Jest taka pogoda, że mogłabym już wychodzić z domu, ale przez nią nie mogę. Powinnam przyprowadzić wózek do domu, napompować koła, przygotować go do sezonu, ale nie mogę, bo w każdej chwili może mnie znowu najść matka.
W maju minęły 2 lata od kradzieży leków, a matka nadal mi ich nie oddała. Co zamierza z nimi robić? Ona takich nie bierze, nie ma EDS. Ale jest lekomanką, odkąd pamiętam, pewnie się rzuci zwłaszcza na Bunondol, dlatego mi nie chce oddać. Bo sprzedaż leków jest przecież nielegalna, a poza tym za dużo na nich nie zarobi.
***
Artykuł o takich jak moja matka. Poniżej cytaty.
"Typ osobowości znany jako narcyz sprawia, że osoba staje się surowa, szorstka i nie przedstawia wewnętrznej wartości. Co gorsza, takie egocentryczne osoby wierzą, że ich chłód i tak wielka odmienność od otoczenia powinny stanowić wzór dla innych.
Są tak zapatrzone w siebie, że na skutek przemożnego egoizmu nie sposób podjąć z nimi tematu. To sprawia, że osoby te stają się z czasem wyobcowane i nie mogą korzystać z tego, co ich otoczenie ma im do zaoferowania. Za każdym razem więc stają się coraz bardziej puste i nieczułe".
Narcyz – osiem braków i przyczyn wewnętrznej pustki
1. Brak empatii
Stale wypowiadane „ja, mnie, moje, ze mną” sprawiają, że narcyz nie potrafi postawić się w cudzym położeniu i okazywać empatii.
2. Niskie poczucie własnej wartości
3. Brak lojalności i uczciwości
4. Brak miłości
Dlatego ktoś, kto kocha wyłącznie siebie, nie może zaznać również tego, co daje prawdziwa miłość.
5. Brak pokory i tolerancji dla innych
Narcyz nie znajduje miejsca na tolerancję i akceptację cudzych opinii, uczuć, innego sposobu myślenia. Ten czynnik sprawia, że jest skazany na samotność. Nie może budować wartościowych relacji z takim nastawieniem. Ponownie więc skupia się raczej na tym, czym jest sam dla siebie.
6. Brak odpowiedzialności
7. Pustka w życiu i brak wolności
8. Brak własnej tożsamości
Tak więc narcyz nie może się rozwijać, ponieważ pozbawia się interakcji z otaczającym go otoczeniem. Słucha wyłącznie swojej mądrości i nie przyjmuje udzielanych mu rad. To z kolei pogłębia go w odosobnieniu i pustce, zarówno mentalnej, jak i emocjonalnej.
***
A tu jeszcze jeden artykuł o zbrodni przemocy psychicznej. I niżej cytaty.
"Sprawcy przemocy emocjonalnej posługują się kamuflażem i często naruszając prawo moralne, nie naruszają prawa karnego. Swoich zachowań i przekonań nie ujawniają przed osobami, od których zależy ich funkcjonowanie".
"Trudności diagnostyczne nasila fakt, że tzw. wywiadu obiektywnego o pacjentce udziela sam sprawca".
"Od tego momentu nawet ofiara przemocy pytana przez sprawcę, kto w ich związku leczy się psychiatrycznie (czytaj jest zaburzony), potwierdzi, że ona. To stereotypowe przekonanie, stawiające znak równości między leczeniem psychiatrycznym a chorobą psychiczną, jest bardzo powszechne. Od momentu stygmatyzacji ofiary przemocy emocjonalnej jej wiarygodność maleje, a to zmniejsza szanse uzyskania realnej pomocy.
Następny krok to używanie przez sprawcę argumentu o ubezwłasnowolnieniu i pozbawieniu praw rodzicielskich".
"Kim jest sprawca
w ujęciu koncepcji poznawczej i jakie ma przekonania? Jego kluczowym przekonaniem jest: "Mam prawo do wszystkiego", "Cel uświęca środki", "Moje potrzeby są najważniejsze", "Miłość nie istnieje", "Świat to miejsce dla najsilniejszych", "Żona i dzieci to w sumie obcy ludzie", "Nikt nie ma prawa mnie kontrolować", "Jestem najlepszy", "Bliscy są po to, żeby zaspokajać moje potrzeby", "Ja sam ustalam reguły w moim życiu".
Przekonania pośredniczące to najczęściej: "Jeżeli ja nie wykorzystam kogoś, to ten ktoś wykorzysta mnie", "Jeżeli ktoś nie robi tego, czego chcę, zasługuje na karę", "Jeżeli ktoś się daje wykorzystywać, to jego wina", "Jeżeli ktoś mówi, że cierpi, to znaczy, że jest słaby", "Jeżeli ktoś chce być ze mną blisko, to znaczy, że chce mnie kontrolować". Przekonania te powodują dobór strategii behawioralnych. Są wśród nich rozbudowany system kontroli bliskich (z wykorzystaniem sfery seksualnej), wypowiedzi krytykujące i deprecjonujące, z wulgarnymi włącznie, zastraszanie, całkowity brak przyjmowania argumentów drugiej strony, egoizm w zaspokajaniu swoich potrzeb (z nieliczeniem się z ograniczeniami finansowymi), brak przyjmowania jakiejkolwiek odpowiedzialności, obarczanie innych winą za swoje życie, przekraczanie norm społecznych oraz naruszanie praw innych, w tym najbliższych.
Najczęstsze emocje to złość, gniew, irytacja, szczególnie w sytuacjach niemożności natychmiastowego zaspokojenia swoich potrzeb".
"Potrafią dokonać społecznej mimikry swoich przekonań, prezentując się w oczach innych jako układni, niezależni, a swoje kontrowersyjne poglądy uzasadniają chęcią podtrzymania dyskusji; są czarujący, dowcipni. To powoduje, że przemoc emocjonalna odbywa się w czterech ścianach, bez świadków".
Podszywa się. Wymyśliła po raz kolejny tę samą bzdurę: "Weź taryfę i przyjedź do nas, masz się dobrze odżywiać, będziemy razem gotować". Jak zwykle ani słowa o zaprzestaniu przemocy, ani słowa o zrobieniu windy. Pytam, czy skończyła już z przemocą (to pytanie retoryczne, bo sam ten telefon świadczy o tym, że nie) i czy zrobiła windę. "Ale ty masz chodzić po schodach!" Czyli w dalszym ciągu mnie nęka za to, że jestem niepełnosprawna, i usiłuje mnie zmusić nie tylko do rzeczy niemożliwej, ale i do narażania swojego zdrowia i życia. Tu znowu pytanie: skoro ma pod ręką jedną ofiarę - ojca - to po co jej druga? Dlaczego nie nęka ojca w ten sposób? On może chodzić po schodach, jest całkowicie sprawny, więc czemu jemu matka nie każe tego robić? Odkładam słuchawkę, a matka mnie stalkuje.
Jestem załamana, bo od wielu tygodni telefon nie chce mi nagrywać rozmów. Pokazuje mi okienko, w którym muszę wybrać, czy chcę, żeby zapisał rozmowę, czy nie, ale ono znika po sekundzie, zanim cokolwiek wybiorę, i nic się nie zachowuje. Przejrzałam ustawienia ACR. Okazuje się, że po 7 dniach kasował wszystkie nagrania, które miał! Przez to, że MPE nie daje mi ich ściągnąć na komp, tracę je bezpowrotnie! Tyle dowodów przemocy poszło w kosmos. ;( Aż mi się słabo zrobiło... Zdecydowałam się wykupić licencję, bo bez niej opcje ACR są niedostępne. Nie da się np. ustawić, żeby nagrywał i zapisywał automatycznie i tylko rozmowy z wybranych numerów. Kosztowała 7 zł i mam nadzieję, że to opłata jednorazowa, a nie comiesięczna. Ustawiłam wysyłanie nagrań na gmail (niestety nie dało się na inne konto), więc jeśli to zadziała, to już mi nigdy żadne nagranie nie powinno zginąć.
5.04
Przypomnę fragment bardzo ważnego wpisu o przemocy wobec osoby w depresji.
TRZEBA UNIKAĆ:
Udawania, że się rozumie.
Podsuwania nieproszonych rad i wskazówek. [to jest przemoc, jeden z punktów w Niebieskiej Karcie; rady tak, ale tylko wtedy, kiedy jest się o nie proszonym]
Powtarzania: „Nie jest tak źle” lub: „Mogłoby być gorzej”. [w przypadku osoby z 6a jest to szczególnie podłe, bo akurat już nie może być gorzej. Gorzej może mieć jedynie osoba z 6a, która zmarła - ale jej już wszystko jedno, a sama śmierć nie jest najgorszym skutkiem 6a. Wszystkie inne osoby na świecie mają lepiej niż osoba z 6a]
Opowiadania bez przerwy o sobie (nawet o swojej depresji). [samo opowiadanie to jeszcze ujdzie, ale jojczenie, jak to się ma źle - jest już podłe, jeśli się tak mówi do osoby, która marzy o tym, żeby mieć tak "źle"]
Oceniania zachowań, wyglądu, stanu psychicznego.
Niecierpliwości, irytacji, złości.
Wprawiania w zakłopotanie lub zawstydzania.
Żałowania, ośmieszania, ironizowania. [albo twierdzenie, że to inspirujące]
CO NAJBARDZIEJ PRZESZKADZA:
Gdy ktoś mówi: „Weź się w garść!”
Gdy depresję uważa się za lenistwo.
Gdy ktoś traktuje osobę w depresji jak uparte dziecko.
Gdy otoczenie wstydzi się osoby w depresji, która podejmuje leczenie.
Gdy nie respektuje się potrzeby prywatności i dyskrecji.
Gdy ludzie odwracają się i zapominają.
Gdy ludzie mówią o czyjejś depresji jak o fanaberii lub słabości. [albo gdy osobie w prawdziwej depresji opowiadają, jak łatwo dostać rentę na depresję udawaną; najgorzej gdy sugerują, że tak właśnie jest w naszym przypadku]
Gdy ludzie ustawicznie mówią o czyjejś depresji i nie zmieniają tematu na prośbę tej osoby".
Dodam jeszcze coś o kontakcie. Matka rozpowiada kłamstwa, że to niby ja nie chcę kontaktu z nią. W rzeczywistości to ona nie odpowiada na moje maile (ja na maile ojca odpisuję zawsze, a matka nie napisała do mnie nigdy). Nie nawiązuje w ogóle żadnego kontaktu ani na kontakt nie odpowiada, jedynie stalkuje mnie telefonicznie i wyłącznie używa przemocy. Nie ma kontaktu, jest przemoc każdego rodzaju.
2.05
Matka oczywiście popiera protestujących oprawców i jest za tym, żeby to oprawcy dostawali zasiłek na opiekę, a nie ON. Udaje też nadal, że nie mam EDS, bo skoro je mam, to oznacza, że to ona zawaliła. Gdyby zadbała o moje zdrowie, kiedy byłam dzieckiem, gdyby od razu wyrobiła mi orzeczenie, to miałabym teraz 2 razy wyższą rentę. Robiła wszystko, żeby mnie od siebie uzależnić, a mimo to ja się nie dałam. Oczywiście popiera też nieróbstwo, bo sama całe życie nie skalała się pracą, więc uważa, że to nierobom należą się pieniądze, a nie ludziom, którzy stracili zdrowie, pracując. Nadawałaby się na pracownika ZUSu do uzdrawiania ludzi na papierze.
11.05
Nachodzi mnie. To cd. szantażu, że jak nie będę odbierać telefonu, to będzie mnie nachodzić - i tak robi. Specjalnie wydzwania w nocy albo kiedy jest opiekunka, albo kiedy jestem zajęta - mimo że cały czas jej mówię, że ma nie wydzwaniać wcale. Wczoraj to ona mi nie odpisała na maila, ale to mnie za to ukarała dzisiejszym najściem.
Zerwała mnie z sedesu. To też jest wyrachowane. Ona wie, że zaraz po przebudzeniu muszę iść do toalety, inaczej zemdleję od boleści jelit. Mam tak od 15. roku życia. Kiedy byłam dzieckiem, wmawiała mi, że to nerwica szkolna, zamiast mnie diagnozować, a teraz po prostu wykorzystuje to przeciwko mnie jako torturę. Do tego wlazła w buciorach na świeżo umytą podłogę. To też typowe - najpierw wnosi syf, a potem robi mi (sic!) awanturę, że jest brudno.
Teksty rzucała te same co zawsze. I jak ostatnio zapierała się w drzwiach, żebym nie mogła jej wypchnąć. Bo jak zawsze chodziło o przemoc, a nie o to, że się "martwi", a już na pewno nie o pomoc.
21.05
Wczoraj mnie straszyła, że przyjedzie jeszcze tego samego dnia. Powiedziałam, że dziś się widzę z tatą i że matka do tego potrzebna nie jest. Dziś rano jechaliśmy do psychiatry. Rano zawsze jest duży problem. Po samym ubraniu się, włożeniu ortez i butów ledwie dyszę. Dosłownie dyszę jak pies z otwartymi ustami, bo mi tak brakuje powietrza! W takim stanie nie jestem już nawet w stanie dojść do bramy i proszę ojca, żeby wjechał do piwnicy. Czynności poranne ułożone mam na styk, bo nie ma czasu, a nie mogę wstać jeszcze wcześniej, bo to za wcześnie! Dziś i tak wstałam o 5h za wcześnie.
I co? Matka mnie naszła! W momencie, kiedy jestem na granicy zemdlenia z bólu i hipotonii, kiedy mnie brakuje powietrza, kiedy muszę jeszcze iść do toalety, bo mam boleści jak co rano - matka mnie nachodzi robić mi awanturę! Skorzystała z tego, że ojciec do mnie jechał - 2 pieczenie przy jednym ogniu: i awantura, i dowiedzenie się, gdzie chodzę do psychiatry. To były jej cele. Od progu mi kopa! Żadnego dzień dobry nawet.
- Dlaczego się nie uczesałaś?! [kłamie, jak zawsze, bo miałam zrobionego kucyka]
- Zdejmij te ortezy! [powtarzała to kilka razy - ktoś może rozumie cel tego tekstu?]
- Ale utyłaś! Jesteś gruba!
- Masz jeść mięso i jajka!
- Masz się leczyć albo u psychiatry, albo u neurologa!
- Pozwę szpital, który cię doprowadził do takiego stanu!
- Kto cię nastawia przeciwko mnie?!
- Zobacz, jaka jesteś agresywna! Musisz iść się leczyć!
- Przestań brać leki psychotropowe! [no to mam się leczyć czy nie?!]
- Idź do dentysty! [a od ilu lat ją proszę, żeby znalazła takiego, który zechce mnie leczyć?]
Nawiozła jakichś altmedowych preparatów, z których nie wzięłam żadnego, bo ja takich nie biorę. I wyjmuje, pojedynczo. Ja zaraz zemdleję, i od hipotonii, i od bólu, i od wstrzymywania stolca, więc mówię jej to i proszę, żeby to robiła szybciej. Więc zaczyna to robić... jeszcze wolniej, żebym jeszcze bardziej cierpiała! Wiadomo, że gdybym poszła do toalety, to zaraz by mi rewizję robiła i kradła leki. Tych ukradzionych 2 lata temu nadal mi nie oddała przecież. Dziś już usiłowała zobaczyć, jakie leki są w koszu na stole w kuchni. I przez ramię usiłowała mi zaglądać do sypialni, żeby znowu wymierzyć jakiegoś kopa.
Nie pozwoliła mi iść do toalety. Do lekarza pojechałam ze stolcem w majtkach i dopiero tam w toalecie się umyłam. Matka naigrawała się oczywiście z nietrzymania moczu i kału. Ale to jej śmierdziało z ust tak, że nie wystarczyła klimatyzacja i ciężko było wytrzymać, a nie z moich majtek.
Jak wsiadłam do samochodu, to cała się trzęsłam. W samochodzie awanturowała się dalej, mimo że ani ja, ani ojciec się do niej nie odzywaliśmy, żeby jej nie prowokować. Ojcu zaczęły się trząść ręce i o mało nie spowodował wypadku przez nią. Zresztą przyznał mi się, że to nie pierwszy raz! Jak wracaliśmy już bez niej, to powiedział, że myślał, że matka się ze mną pogodzi, ale widzi, że ona na to nigdy nie pozwoli, że nie ma szans, że mam sobie żyć tak, jak chcę, i nie oglądać się na nią. Cieszę się, że wreszcie to zrozumiał.
Psychiatra stanęła po mojej stronie. Powiedziała, że jeśli matka mnie pozwie, to wystawi mi zaświadczenie, bo przecież nie mam psychozy, nigdy nie miałam braku kontaktu z rzeczywistością i nie ma żadnych wskazań do ubezwłasnowolnienia. Czyli mam już ze sobą psychiatrę, prof. z F7 i terapeutkę - wszyscy troje kompetentni i uczciwi. Matka ma po swojej stronie psycholożki z OPSu, które widziały mnie może ze 2 razy w życiu, w dodatku skoro dały się nabrać matce, to nie świadczy to dobrze o ich kompetencji.
26.05
Naszła mnie znowu bez ostrzeżenia. Usłyszałam to samo znęcanie co zawsze (przykłady są wyżej), a poza tym też:
- Jesteś monstrum!
- Masz przejść na dietę!
- Szczury śmierdzą! [co jest kłamstwem - każdy, kto miał szczury, wie, że to bardzo czyste zwierzaki i pachną prześlicznie; w przeciwieństwie do psa matki, który rzeczywiście śmierdział, bo był samcem]
- Przyjdę tu z psychiatrą!
- Dlaczego nie masz na sobie tej bluzki w prążki, którą ci kupiłam?!
- Dlaczego ciągle chodzisz w tych szarych koszulkach?! Wyrzuć je! [matka nie tylko chce mi zaglądać do garów i lodówki, ale jeszcze do szafy, i narzucać mi, co mam nosić! Dziś się wydało, że bez pozwolenia wyrzuciła moje najlepsze spodnie dresowe, a okłamała mnie, że je zszyje w kroku i mi odda]
Matka usiłowała znowu wykorzystać chwilę mojej rozmowy z ojcem, poleciała biegiem do dużego pokoju, żeby mi na złość otworzyć balkon (w maju dopiero co skończyłam brać antybiotyki na zapalenie nerek właśnie z powodu otwartego balkonu!!!). Potem, jak już wychodziła, nagle odskoczyła w bok, żeby szybko otworzyć drzwi do sypialni i zobaczyć, co w niej jest - to jak zawsze w celu rzucania przemocowych tekstów. Próbowała już wcześniej, ale przymknęłam drzwi. Nie mogła mi przecież tego darować, rewizja musi być!
Nadal nie oddała mi obrazów! Nachodzi mnie 3. raz, odkąd zażądałam ich zwrotu, miała więc 3 okazje, żeby je oddać, i nie zrobiła tego!
***
Poniżej świetny film o tym, jak tacy ludzie jak moja matka używają przemocy. Polecam obejrzeć całość, bo ja wypiszę tylko te techniki, których używa moja matka. Polecam szczególnie tym osobom, które nabierają się na czar psychopatów. Manipulacja jest formą przemocy! Osoby przemocowe są puste jak wydmuszka, tam w środku nic nie ma. Wszystko, co robią, służy zachowaniu władzy nad ofiarą, bo ta władza jest im potrzebna do zachowania ich nadmuchanego ego. Te osoby "zrobią wszystko, żeby ich maska nie opadła publicznie".
1. Matka nie bierze odpowiedzialności za to, jak się zachowuje i co mówi. Odwraca kota ogonem.
2. Czuję się zmęczona i wyprana z nadziei po kontakcie z matką.
3. Odczuwam lęk przed gniewem oprawcy, właściwie to lęk przed kolejną awanturą, przed kolejnym kontaktem.
4. Matka raz jest słodziutka i milutka (zwłaszcza w obecności obcych), a raz zimna i podła. Tyle że ja się nie daję nabierać i ani mi w głowie "przywracać ją do dobrego humoru".
5. Jeśli się zwierzysz oprawcy z jakiegoś swojego kompleksu, to szybko to wykorzysta przeciwko tobie. Jeśli np. powiesz, że masz kompleks zbyt dużej wagi, to usłyszysz od oprawcy, że jesteś monstrum - czyli dokładnie tak jak to robi moja matka, z tym że ona robi to w ciemno, bo ja się z nią nie dzielę swoimi słabościami, bo wiem, że to wykorzysta przeciwko mnie.
6. Matka nie okazuje, bo nie ma, żadnej empatii. Już od dawna widzę, że matka nic nie czuje - chyba nawet o tym już pisałam kiedyś.
7. Całe życie czułam się samotna, matka nigdy nie stworzyła żadnej więzi. W dzieciństwie jeszcze brakowało mi matki, bo jej nigdy nie miałam, ale już w podstawówce zaczęłam zazdrościć innym dzieciom, że nie mają matek albo chociaż że wracają ze szkoły do pustego domu.
8. Doskonale pamiętam różne wspomnienia, z dzieciństwa czy świeże, a matka usiłuje mi wmówić, że one wyglądały inaczej. Usiłuje ze mnie robić wariatkę! Np. notorycznie usiłuje mi wmawiać, że w dzieciństwie byłam szczęśliwa, bo "uśmiecham się na zdjęciach"!
9. Matka traktuje moje rzeczy, jakby były jej. Panoszy się w moim mieszkaniu, jakby było jej.
10. Matka wiedzie pasożytniczy tryb życia. Uwiesiła się na ojcu, przez całe życie palcem nie kiwnęła, nie skalała się pracą.
11. Mimo że matka niby jest dorosła, trzeba jej tłumaczyć podstawowe zachowania dorosłej osoby, bo nie dociera do niej, że dorośli mają własne życie i nie wieszają się na kimś innym. Że moje życie, to moje życie, a nie jej. Że nie ma prawa do przemocy wobec innego dorosłego. Itd. To powinno być dla niej oczywiste! A jednak udaje, że nie wie, o co mi chodzi.
12. Matka, mimo że jest dorosła i powinna mieć swoje życie, wpycha się na siłę do mojego, gdzie dla niej nie ma miejsca, i okrada mnie z chwil spędzonych bez niej.
13. Matka od wczesnego dzieciństwa niszczy moją samoocenę. Dobrze, że mam ZA i umiem spojrzeć na siebie obiektywnie, to jej się to całkowicie nigdy nie uda. Zwróćcie uwagę, że już tylko to jedno jest tak szkodliwe, że trzeba się odciąć od oprawcy!
14. Matka faktycznie używa ludzi wokół siebie. Nie ma znajomych i przyjaciół, bo nikt nie chce jej bliżej znać, ale wszystkich wokół używa do robienia tego, co ona chce.
15. Jeżeli słowa nie pokrywają się z czynami - a w przypadku matki tak jest - wierz czynom. Matka wiecznie powtarza, że chce mi pomóc, ale jakoś nigdy dotąd nie zrobiła absolutnie nic, żeby mi pomóc. Nie można się dać omamić tanim gadaniem. Trzeba patrzeć, co ktoś robi.
16. Matka wyolbrzymia swoje osiągnięcia. A że żadnych nie ma, to udaje, że dom jest jej największym osiągnięciem i że bez niej by go nie było. Tylko że go nie ma i nigdy nie było, bo dom to nie mury, tylko atmosfera.
17. Matka nigdy nie jest zadowolona z tego, co robię. I nigdy nie będzie.
18. Hoovering. Matka to robi cały czas. Bo przecież ja już od lat się z nią nie kontaktuję i niczego od niej nie chcę, to ona praktykuje stalking, wydzwania, nachodzi mnie i na siłę wciąga w relację, w której nie jestem i nie chcę być. Matka zrobi wszystko, żeby odnowić kontakt. Nigdy nie pozwoli na zerwanie go.
19. Matka kłamie na każdym kroku. Jej całe życie to kłamstwa. Potrafi zmyślać lekarzom na mój temat. I to tak, że nawet psycholożki z OPSu się na to jej kłamstwa nabierają.
20. Matka jest uzależniona od telefonu. Potrafi wydzwaniać nawet w środku nocy - bez powodu.
21. Matka bardzo lubi podle prowokować mnie takimi komentarzami, o których wie, że są dla mnie bolesne albo zmyślone. I rzekomo to ja wtedy jestem agresywna i niezrównoważona, a ona wcale.
22. Kiedy matka nie może wpływać na mnie, bo ja się już nie daję nabrać, to będzie nabierać osoby z mojego otoczenia. Oczernia mnie np. do psycholożek z OPSu, a one się nabierają. Co ciekawe, moi przyjaciele, choć nie są psychologami, jakoś jej się nabierać nie dają. Matka wmawia innym, że to ja manipuluję i że to ja robię jej to, co ona robi mnie. I psycholożki z OPSu w to wierzą!
23. Matka nie ma przyjaciół. Jak tylko się ktoś pojawi, to szybko znika, bo większość ludzi szybko się orientuje, że to psychopatka.
24. Matka nigdy nie przeprasza.
25. Podwójne standardy. Matka może robić wszystko, ale ja mam robić tylko to, co ona mi każe.
26. Po zranieniu mnie oczekuje, że 5s później wszystko już będzie w porządku. Ona nawet mnie nie przeprasza! Udaje, że nic się nie stało, i ode mnie wymaga tego samego.
27. Potrafi się awanturować o byle co. Jak nie ma powodu, to go wymyśli. Bo np. talerz leży na blacie W MOIM MIESZKANIU, a ona ma życzenie, żeby leżał gdzie indziej, jakby to było jej mieszkanie i jakby jej życzenie miało znaczenie. Tu chodzi o to, żeby mnie zastraszyć, żebym bała się najmniejszej rzeczy, żeby to ona miała nade mną kontrolę.
Z 30 technik przemocy moja matka używa 27. Tych 3 nie może użyć tylko dlatego, że jest moją matką, a nie żoną.
Moim marzeniem jest, żeby matka wymieniła mnie na lepszy model, ale ona nie chce tego zrobić. Nikogo innego nie nienawidzi tak jak mnie.
Mój największy strach to nie jest strach przed śmiercią. To strach, że umrę przed matką - bo to będzie znaczyło, że nie przeżyłam ANI JEDNEGO DNIA wolnego od przemocy, ani jednego dnia bezpiecznego, bez strachu, że te kroki na korytarzu to znowu matka. Nie chcę umierać bez doświadczenia tego, jak to jest bez strachu. Jak to jest odetchnąć głęboko i mieć świadomość, że dziś oprawca się na pewno nie skontaktuje! Że dziś jestem już bezpieczna.
31.05
Znowu mnie nachodzi. Pod pretekstem, że kupiła mi ubrania, ale wiadomo, że to wymyślony pretekst, bo nie wzięłam żadnego - żadne nie były w moim stylu, tylko w jej, stąd wiadomo, że nie kupiła ich dla mnie, tylko dla siebie, a tylko użyła ich, żeby tu wejść, żeby mieć pretekst do przyjazdu.
Przyjechała po to, żeby mnie straszyć, że umówi mi wizytę do endokrynologa, a jak nie pójdę, to przyjedzie tu z lekarzami i policją. Straszy mnie też, że chce zaskarżyć szpital, tylko nie wiem, za co dokładnie i co mnie to obchodzi. Najprawdopodobniej za to, że lekarze nie robili tego, co ona sobie życzyła. Oczywiście znowu te same gadki - że jestem gruba (ale przywiozła mi żarcie!), chociaż to ona ma ciążowy bebzol od obżarstwa (ja nigdy nie miałam nadwagi od obżarstwa, chociaż matka robiła wszystko, żeby tak było, karmiąc mnie przez sen jak kaczkę i wmuszając jedzenie siłą do 13. roku życia). Że muszę iść do dentysty (ale żadnego mi nie chce znaleźć - najwyraźniej specjalnie po to, żeby się nade mną znęcać, bo gdyby znalazła i by mi wyleczyli zęby, miałaby o jedną obelgę mniej do użycia). I jeszcze pretensje od progu, że się nie cieszę z jej najścia! Do tego za każdym razem leci do mnie z łapami! Nie dociera do niej, kiedy mówię, że ma mnie nie dotykać.
Ostatnio matka nasiliła znacznie zastraszanie mnie. Nachodzi mnie bez przerwy. Częściej niż wcześniej. I straszy mnie, że nadal będzie to robić. Jest już ciepło. Jest taka pogoda, że mogłabym już wychodzić z domu, ale przez nią nie mogę. Powinnam przyprowadzić wózek do domu, napompować koła, przygotować go do sezonu, ale nie mogę, bo w każdej chwili może mnie znowu najść matka.
W maju minęły 2 lata od kradzieży leków, a matka nadal mi ich nie oddała. Co zamierza z nimi robić? Ona takich nie bierze, nie ma EDS. Ale jest lekomanką, odkąd pamiętam, pewnie się rzuci zwłaszcza na Bunondol, dlatego mi nie chce oddać. Bo sprzedaż leków jest przecież nielegalna, a poza tym za dużo na nich nie zarobi.
***
Artykuł o takich jak moja matka. Poniżej cytaty.
"Typ osobowości znany jako narcyz sprawia, że osoba staje się surowa, szorstka i nie przedstawia wewnętrznej wartości. Co gorsza, takie egocentryczne osoby wierzą, że ich chłód i tak wielka odmienność od otoczenia powinny stanowić wzór dla innych.
Są tak zapatrzone w siebie, że na skutek przemożnego egoizmu nie sposób podjąć z nimi tematu. To sprawia, że osoby te stają się z czasem wyobcowane i nie mogą korzystać z tego, co ich otoczenie ma im do zaoferowania. Za każdym razem więc stają się coraz bardziej puste i nieczułe".
Narcyz – osiem braków i przyczyn wewnętrznej pustki
1. Brak empatii
Stale wypowiadane „ja, mnie, moje, ze mną” sprawiają, że narcyz nie potrafi postawić się w cudzym położeniu i okazywać empatii.
2. Niskie poczucie własnej wartości
3. Brak lojalności i uczciwości
4. Brak miłości
Dlatego ktoś, kto kocha wyłącznie siebie, nie może zaznać również tego, co daje prawdziwa miłość.
5. Brak pokory i tolerancji dla innych
Narcyz nie znajduje miejsca na tolerancję i akceptację cudzych opinii, uczuć, innego sposobu myślenia. Ten czynnik sprawia, że jest skazany na samotność. Nie może budować wartościowych relacji z takim nastawieniem. Ponownie więc skupia się raczej na tym, czym jest sam dla siebie.
6. Brak odpowiedzialności
7. Pustka w życiu i brak wolności
8. Brak własnej tożsamości
Tak więc narcyz nie może się rozwijać, ponieważ pozbawia się interakcji z otaczającym go otoczeniem. Słucha wyłącznie swojej mądrości i nie przyjmuje udzielanych mu rad. To z kolei pogłębia go w odosobnieniu i pustce, zarówno mentalnej, jak i emocjonalnej.
***
A tu jeszcze jeden artykuł o zbrodni przemocy psychicznej. I niżej cytaty.
"Sprawcy przemocy emocjonalnej posługują się kamuflażem i często naruszając prawo moralne, nie naruszają prawa karnego. Swoich zachowań i przekonań nie ujawniają przed osobami, od których zależy ich funkcjonowanie".
"Trudności diagnostyczne nasila fakt, że tzw. wywiadu obiektywnego o pacjentce udziela sam sprawca".
"Od tego momentu nawet ofiara przemocy pytana przez sprawcę, kto w ich związku leczy się psychiatrycznie (czytaj jest zaburzony), potwierdzi, że ona. To stereotypowe przekonanie, stawiające znak równości między leczeniem psychiatrycznym a chorobą psychiczną, jest bardzo powszechne. Od momentu stygmatyzacji ofiary przemocy emocjonalnej jej wiarygodność maleje, a to zmniejsza szanse uzyskania realnej pomocy.
Następny krok to używanie przez sprawcę argumentu o ubezwłasnowolnieniu i pozbawieniu praw rodzicielskich".
"Kim jest sprawca
w ujęciu koncepcji poznawczej i jakie ma przekonania? Jego kluczowym przekonaniem jest: "Mam prawo do wszystkiego", "Cel uświęca środki", "Moje potrzeby są najważniejsze", "Miłość nie istnieje", "Świat to miejsce dla najsilniejszych", "Żona i dzieci to w sumie obcy ludzie", "Nikt nie ma prawa mnie kontrolować", "Jestem najlepszy", "Bliscy są po to, żeby zaspokajać moje potrzeby", "Ja sam ustalam reguły w moim życiu".
Przekonania pośredniczące to najczęściej: "Jeżeli ja nie wykorzystam kogoś, to ten ktoś wykorzysta mnie", "Jeżeli ktoś nie robi tego, czego chcę, zasługuje na karę", "Jeżeli ktoś się daje wykorzystywać, to jego wina", "Jeżeli ktoś mówi, że cierpi, to znaczy, że jest słaby", "Jeżeli ktoś chce być ze mną blisko, to znaczy, że chce mnie kontrolować". Przekonania te powodują dobór strategii behawioralnych. Są wśród nich rozbudowany system kontroli bliskich (z wykorzystaniem sfery seksualnej), wypowiedzi krytykujące i deprecjonujące, z wulgarnymi włącznie, zastraszanie, całkowity brak przyjmowania argumentów drugiej strony, egoizm w zaspokajaniu swoich potrzeb (z nieliczeniem się z ograniczeniami finansowymi), brak przyjmowania jakiejkolwiek odpowiedzialności, obarczanie innych winą za swoje życie, przekraczanie norm społecznych oraz naruszanie praw innych, w tym najbliższych.
Najczęstsze emocje to złość, gniew, irytacja, szczególnie w sytuacjach niemożności natychmiastowego zaspokojenia swoich potrzeb".
"Potrafią dokonać społecznej mimikry swoich przekonań, prezentując się w oczach innych jako układni, niezależni, a swoje kontrowersyjne poglądy uzasadniają chęcią podtrzymania dyskusji; są czarujący, dowcipni. To powoduje, że przemoc emocjonalna odbywa się w czterech ścianach, bez świadków".
PIĄTEK, 30 MARCA 2018
5.03
Matka znowu wydzwania. Jadę jutro do neurolog, matka usiłowała się wtrynić i - nie wiadomo po co! - jechać ze mną! To już naprawdę jest jakaś jej choroba psychiczna. :/ Po raz milionowy usiłowała mnie zmusić do fryzjera (mimo że nie ma powodu) i do kosmetyczki (mimo że wie, że ja nie robię takich rzeczy, bo ZA). Bo przecież muszę zrobić hennę (bo ona mi każe), bo "ciemne brwi są niemodne". Co trzeba mieć w mózgu, jakie siano, żeby pitolić takie rzeczy?! I kogo obchodzi, co jest modne i co ludzie pomyślą?! Jak ona w ogóle śmie udzielać mi takich pseudorad nieproszona?! Oczywiście usiłowała mi znowu wcisnąć jedzenie, mimo że dosłownie godzinę wcześniej napisałam jej w mailu, że nie chcę żadnego jedzenia.
7.03
Matka usiłuje mi teraz wmówić, że rzekomo "nie można łączyć leczenia neurologicznego z psychiatrycznym". Napisała mi epistołę, jakie to mam problemy hormonalne, których nie mam, opierając się na badaniach i leczeniu sprzed 15 lat (sic!), bo do aktualnych nie ma od dawna dostępu, a starych mi nigdy nie oddała (bo nie chce). Udaje, że wie lepiej od lekarza. Nie oddała mi mnóstwa badań z wczesnego okresu, przez co mam problemy z orzeczeniem, bo mi wpisują, że nie da się ustalić, kiedy powstała niepełnosprawność. Ojciec się dziś skarżył, że matka wyrzuca masę pieniędzy z jego emerytury na hochsztaplerskie "leki" od różnych bioenergoterapeutów, naturopatów i innych uzdrowicieli przez pępek, i że nie chce przestać, chociaż on jej zabrania.
11.03
Matka stalkuje mnie telefonicznie. Całe szczęście, że nadal nie mam dźwięku. Jak sprawdziłam telefon, to było ileś nieodebranych połączeń i sms, żebym oddzwoniła. Pomyślałam, że coś się stało. Oddzwaniam i co? Po pierwsze odebrała matka, mimo że dzwoniłam do ojca. Czyli podszywa się pod niego i dzwoniąc do mnie, i odbierając telefon nie do siebie. Po drugie nic się nie stało, matka tylko po raz kolejny chciała mi nakłamać, że "nie jestem zdiagnozowana". Odłożyłam słuchawkę. Ona nadal mnie stalkowała. Ona mi truje, że jak się coś stanie, a ja nie odbiorę, to nie będę wiedziała. Ona! Mnie! Przecież to ona mnie prześladuje telefonicznie i to przez nią muszę się chronić, nie odbierając telefonu! Nie byłoby tak, gdyby nie używała przemocy, bo wtedy po prostu oddałabym telefon do serwisu, żeby mi naprawili dźwięk. Poza tym gdyby nie była przemocowa, mogłabym odbierać telefon.
15.03
Jak w ogóle można twierdzić, że się kogoś kocha czy że się robi coś dla jego dobra, skoro już na dzień dobry się go przezywa cudzym imieniem?! Już na samym początku pokazuje się, gdzie się ma tę osobę!
"Kasia,
Odbierz telefon, bo mama chce Cię umówić do lekarzy i na badanie moczu".
Takiego maila dostałam. Już samo wydzwanianie jest chore. Matka nadal uprawia stalking i nadal się podszywa. Nadal też na złość mnie wydzwania wtedy, kiedy jest opiekunka (mówiłam jej, że ma wtedy nie wydzwaniać i nie przyjeżdżać, więc dokładnie to robi). Telefon odłożyłam z tego powodu co zwykle - matka znowu była przemocowa. A zanim odłożyłam słuchawkę, powiedziałam jej, że na razie ma mnie nigdzie nie umawiać, a poza tym na pewno nie będę teraz robić badań moczu. Skąd jej takie coś w ogóle do głowy przyszło? Matka, jak zwykle, usiłuje mnie zmusić, żebym je zrobiła w L-wie, gdzie nielegalnie może uzyskać wyniki wbrew mojej woli i bez upoważnienia. Olała totalnie, co mówię. Stalkingowała mnie po tym, jak zakończyłam rozmowę. A potem mi wysłała obraźliwego maila zaadresowanego do jakiejś "Kasi". Jak nie z jednej strony go (telefon), to z drugiej (mail)! Byle dokopać!
Matka mnie osacza z każdej strony, a ojciec nie tylko na to pozwala, ale jeszcze w tym uczestniczy. Kiedyś mu ufałam. Kiedyś można było na nim polegać. A potem mnie sprzedał, tylko dlatego, żeby mieć święty spokój od awantur matki, a dokładniej - żebym to ja je miała zamiast niego. :/ Miał szansę, wiele szans, żeby stanąć po mojej stronie i mnie chronić. Nie zrobił tego. Mógł też pozostać neutralny - nie stawać po niczyjej ze stron i w tym nie uczestniczyć (cóż, to wymagałoby niepozwalania na to, żeby matka się pod niego podszywała, niedawania jej telefonu, niepisania maili w jej imieniu, niewysyłania ich z jego skrzynki mailowej, nieprzywożenia jej do mnie). To byłoby najprostsze, skoro rzekomo nie chce wybierać: pozostać neutralnym i nie uczestniczyć w szopce matki. Ale nie. Ojciec nie pozostał bezstronny. Wybrał przemoc tak jak matka. A współuczestniczenie oznacza współwinę.
Kiedyś, kiedy byłam małą dziewczynką, kiedy miałam dosłownie kilka lat, przy jakiejś kłótni rodzice kazali mi wybierać, kogo wolę: ojca czy matkę. Psychologowie twierdzą, że takiego pytania nie wolno zadawać dziecku, że to trauma, że to straszne itd. To bzdura. Bez wahania powiedziałam, że chcę być z ojcem, nie była to żadna trauma, żaden szok, żaden trudny wybór, to bujdy. Dziecko, nad którym znęca się oprawca, nie doświadcza syndromu Sztokholmskiego! Nie zaczyna lubić oprawcy. Boi się go coraz bardziej i marzy o tym, żeby zniknął. To oczywiste, że wybrałabym ojca!
Trauma była wtedy inna i nigdy tak naprawdę sobie z nią nie poradziłam. Bo wtedy okazało się, że gdyby wreszcie doszło do rozwodu, to ojciec by mnie nie wziął. Zostawiłby mnie na pastwę przemocy matki. Wbrew temu, co powtarza do dziś, że zawsze chciał mieć córkę - on mnie nie chciał. Nie wziąłby mnie wtedy i szukałby miliona wymówek, żeby pomniejszyć (nie zmniejszyć!) przemoc matki w moich oczach, żeby tylko mnie nie wziąć.
Czyli ojciec mnie nie chciał, a matka "chciała" mnie tylko do tego, żeby mnie używać do przemocy. Wyobrażacie sobie TĘ TRAUMĘ?!
19.03
Jak zwykle pomyślałam, że może jednak coś się dzieje i oddzwoniłam. Odebrał ojciec, chwilę porozmawialiśmy i to jest plus. Dowiedziałam się, co u niego. Potem oddał słuchawkę matce. Odnośnie do pomocy z jej strony, to zawsze właśnie wygląda tak: chciałam ją poprosić, żeby umówiła mnie do okulisty. Nie zrobiła tego. Mimo że jest uzależniona od rozmawiania przez telefon i mimo że wciąż deklaruje chęć pomocy mi, a nawet twierdzi, że "pomoże mi na siłę, wbrew mnie" - jak zwykle mi nie pomogła. I ok, ja nie mam wymagań, niczego od niej nie wymagam, ale mam już dość jej hipokryzji. Za to usłyszałam znowu, że "niedożywienie ma się tylko od niejedzenia mięsa" i że "wszyscy wegetarianie mają niedobory i biorą zastrzyki z B12"! Jak można takie kłamstwa rozpowiadać?! Przecież ja nawet wegetarianką nie jestem, a poza tym wegetarianie mają różne diety, różnie się odżywiają, więc jakaś część pewnie też ma niedobory, ale przecież nie wszyscy! Dokładnie jak w przypadku wszystkożerców jak moja matka - sama podważyła swoją teorię, bo ona obżera się czerwonym mięsem, a mimo to wydało się, że ma niedobór B12. Wow! I co teraz? Otóż matka w ogóle nie dostrzega dziur w swojej teorii! Tak więc niedobory i niedożywienie można mieć wyłącznie z powodu niejedzenia czerwonego mięsa. Ale ona jest wyjątkiem i ma niedobory z czego innego, bo tak i już.
Potem się zaczęła śpiewka o hochsztaplerach-altmedowcach: o, to właśnie jest jej pomoc, kolejny przykład! Leczenie przez pępek pewnie by ją uszczęśliwiło. Przerażające jest to, że ona spędza godziny, całe dnie, na wyszukiwaniu hochsztaplerów altmedowców, zamiast pomóc ojcu (albo mnie, skoro to ciągle deklaruje), po czym uważa, że już nam pomogła. I nie tylko pomogła, ale w ogóle cały dzień spędziła, pomagając nam! Cały tydzień składa się z dni pomagania nam. Ona nam pomaga całe życie, codziennie, bez przerwy, tak się poświęca, nic innego nie robi! I ma przy tym czyste sumienie, narzeka też na naszą niewdzięczność i wmawia nam, że nie chcemy wyzdrowieć, skoro odmawiamy wizyt u oszustów.
W rzeczywistości nigdy w życiu nie zapytała ani mnie, ani ojca, jak nam pomóc. W czym tej pomocy potrzebujemy. Wciska nam do gardła przemoc, a potem oczekuje wdzięczności. Mało tego, wokół rozpowiada, jaka to ona biedna! Chory mąż, chora córka ("hora curka"), a ona cały dzień haruje! Szkoda, że nikt nie widzi, jak to wygląda naprawdę, bo by się może dowiedział, że matka całe dnie interesuje się wyłącznie sobą.
Albo inny przykład. Już kilka lat temu dietetyczka z powodu niedożywienia zaleciła mi specjalne odżywki na niedożywienie właśnie. Oczywiście powiedziałam matce, co to za odżywki, bo może przydałyby się kiedyś ojcu. A teraz matka chodzi i rozpowiada, jaka to ona jest wspaniała, że wyszukała w Internecie odżywki dla męża i córki! No taka wspaniała jest! Widzicie chyba, że jej siedzenie godzinami w Internecie to nie zabawa, tylko ona wyszukuje leki dla nas, nie?
20.03
Matka nadal mnie nachodzi. W ostatnich miesiącach znacząco zwiększyła częstotliwość. Realizuje swój szantaż, że jak nie odbiorę telefonu, to mnie najdzie. Jak zawsze celowo naszła mnie w nocy - chodzi jej o to, żebym była dopiero co obudzona, jeszcze przed lekami, czyli osłabiona (nie mogę stać, więc mdleję), z niewyobrażalnym bólem (no bo przed wzięciem leków). Wtrynia się wbrew mojej woli, bo ja wolę przecież rozmawiać przez drzwi. I zaczyna się. Przyjechała, jak się okazuje, na rewizję, ale tym razem mnie. Poprosiłam ją o umówienie mnie do okulisty - nie umówiła mnie, ale przyjechała, żeby się gapić na moje chore oczy. Kilkadziesiąt razy mówię jej, żeby przestała (gapić się), ale nie przestaje, skutkuje tylko zatykanie jej oczu, ale muszę to robić cały czas, bo ona tylko szuka chwili, żeby znowu się gapić na moje oczy! I oczywiście nawija swoją śpiewkę. Jedyne, co ja mówię, to powtarzam jak mantrę "Przestań, idź już!", ale ona mnie nie słucha, tylko nawija przemocowe gadki typu "Źle wyglądasz! Jesteś gruba! Czemu nie sprzątasz! Musisz iść do endokrynologa! Masz Hashimoto! Widać po oczach! Musisz zrobić badania! Ojciec cię zabierze do L-wa na badania! Co Ty ze sobą robisz! Lekarze cię wykończyli! Ty umierasz! Nie jesz fasolki!" W rzeczywistości dialog wygląda tak:
- Źle wyglądasz!
- Przestań, idź już!
- Jesteś gruba!
- Przestań, idź już!
- Czemu nie sprzątasz!
- Przestań, idź już!
- Musisz iść do endokrynologa!
- Przestań, idź już!
- Masz Hashimoto! Widać po oczach!
- Przestań, idź już!
- Musisz zrobić badania! Ojciec cię zabierze na badania do L-wa!
- Przestań, idź już!
- Co ty ze sobą robisz!
- Przestań, idź już!
- Lekarze cię wykończyli!
- Przestań, idź już!
- Ty umierasz!
W rzeczywistości owszem, źle wyglądam, bo mi się właśnie znacznie pogorszyło. Tak to już jest w EDS. Mam zapalenie oka, a nie żaden wytrzeszcz. Ona ten wytrzeszcz usiłuje mi wmówić, odkąd byłam nastolatką! I zawlokła mnie nawet do prof. Zgliczyńskiego, który od razu stwierdził, że nie mam żadnego wytrzeszczu. To był jeden z najlepszych pobytów w szpitalu, bo po badaniach w ogóle się okazało, że nie mam nawet otyłości, tylko nadwagę, a do tego nie grożą mi choroby serca i krążenia z powodu nadwagi, bo nie mam otyłości brzusznej, mam wąską talię! Bo moja nadwaga po prostu wynika z EDS6a, a nie z obżarstwa, jak u matki. To zdziwiło nawet samych lekarzy, ale dostałam to wtedy na piśmie! Miłe, że w ogóle wreszcie zauważyła, że umieram, ale ona mi jeszcze pomoże szybciej umrzeć, przecież nie przestanie się nade mną znęcać. A tekst o fasolce wynika z tego, że przejrzała, co leży na blacie, a tam była np. puszka fasolki.
Grzebała mi też na stole. W ramach czynienia życia chociaż minimalnie milszym, raz w miesiącu zamawiam pizzę i 2 razy McChickena czy Whoppera. Nie zawsze się udaje, nie zawsze starcza mi kasy, ale naprawdę chociaż 3 razy w miesiącu chcę zjeść coś naprawdę smacznego. Dziś na stole stała torebka z Whopperem Juniorem (bo akurat jest na nie promocja). Matka zaczęła otwierać torebkę, żeby zobaczyć, co jest w środku. Czy Wy tak robicie? Czy grzebiecie jakiejś obcej osobie w jej jedzeniu? A matka grzebie, i to swojej córce! Nawet obcemu bym czegoś takiego nie zrobiła, nie wspominając o tym, że nie odezwałabym się tak, a matka to non stop robi mnie!
Kiedy byłam bardzo mała, nie miałam jeszcze roku, nie mówiłam nawet, to i tak nie grzebałam matce w szafach. Matka nigdy nie montowała ani żadnych ograniczników na rantach szafek, ani specjalnych zamknięć, żebym nie grzebała w szafkach, ani nie chowała przede mną żadnych przedmiotów z regału. Nie zdejmowała obrusu. Nie musiała. Dziecko już rodzi się ze świadomością, że cudzych rzeczy się nie rusza, tak jak ssaki wiedzą, gdzie kończy się ich terytorium, a gdzie zaczyna cudze, i nie robią przebieżki po cudzych legowiskach, żeby tam robić rewizję! Ja też tak nie robiłam. Mam nawet nagrane na magnetofon szpulowy, jak wskazuję tylko palcem na figurki, które rodzice zbierali. One stały na regale w zasięgu moich rąk - i nie sięgnęłam, nie dotykałam ich nigdy, chyba że ojciec dał mi je do ręki. No to skąd u matki takie zachowania?! Żadne z nas jej tego nie nauczyło ani nie dało przyzwolenia, a mimo to ona uważa, że jej wolno. Mimo że WIE, że nie, bo przecież jej to mówiłam wiele razy. Przemoc po prostu nie jest kwestią niewiedzy, tylko nienawiści. Narcyz nienawidzi każdego. Jak nie ma powodu, to go wymyśli. Matka próbowała nawet grzebać w rzeczach mojej przyjaciółki.
Ojciec zawsze musiał wychodzić i mówić jej, że odjedzie i na nią nie zaczeka - bo mówienie, że już ma wyjść, nigdy nie skutkowało. Mówił, że to jego stary partyzancki sposób, żeby matka wreszcie wyszła. Na ogół ode mnie, bo jak się tu pojawia, to się przysysa do mnie jak pijawka i nie chce się odczepić. Teraz w ogóle nie wszedł, od jakiegoś czasu tylko mi ją podrzuca jak zgniłe jajo i nie chce oglądać, co spowodował. Moim sposobem jest wystawianie jej torby na korytarz. Nie kwapi się niestety, ale jednak w końcu po nią wychodzi, a wtedy ja mogę za nią zamknąć drzwi. Niestety od niedawna po wyjściu natychmiast zaczyna się stalking, tak jak z telefonem: wali mi w drzwi!
Nigdy nie otwieram, ale dziś uległam i uchyliłam drzwi bez wpuszczania jej. Ona mi wtedy mówi, że musi mi coś powiedzieć. Mówię, żeby mi powiedziała przez próg. Ale nie, jej chodziło tylko o to, żeby znowu wejść! Ja się na to nie dam już nabrać. Mówię jej, że skoro nie chce powiedzieć, to niech napisze maila. Poza tym dopiero co wczoraj rozmawiała ze mną przez telefon i nic mi nie powiedziała, tylko przemocowe gadki. Miała tyle szans, jeśli naprawdę chciała mi coś powiedzieć. Ona nie będzie pisać maili, bo przecież nawet jak mi napisze przemocowy tekst, to nie będzie widziała, jaki efekt na mnie wywarł. Nie będzie nawet wiedziała, czy w ogóle go przeczytałam. Jej zależy nie tylko na samej przemocy, ale też na obserwowaniu jej efektów. Wszystko, co robi, jest temu podporządkowane. Wszystko jest pod jakimś warunkiem. Nic nigdy nie jest bezinteresownie. W dzieciństwie też nigdy nie spełniałam warunków jej miłości, więc mnie nie kochała. Najważniejsze na świecie były zawsze tylko gary i sprzątanie. Przegrywałam nieustannie z żarciem i odkurzaczem. Wyobrażacie sobie, że odkurzacz jest dla Was ważniejszy niż dziecko? U mnie do tej pory ważniejsze są nawet szczury i ich dobre samopoczucie.
28.03
OSIĄGNIĘCIA
„Namalowałam obrazek – zielone niebo – i pokazałam go mojej matce.
Powiedziała: chyba ładne.
Więc namalowałam jeszcze jeden, z pędzlem w zębach.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się malarstwem, którym jednak ja się nie interesuję.
Zagrałam solo na klarnecie z koncertu na klarnet Gounoda
razem z filharmonikami z Buffalo. Matka przyszła posłuchać i powiedziała: chyba ładne.
Więc zagrałam z orkiestrą z Bostonu
leżąc na plecach, palcami od nóg.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się muzyką, którą jednak ja się nie interesuję.
Upiekłam suflet z migdałami i podałam matce,
powiedziała: chyba dobre.
Więc zrobiłam jeszcze jeden, ubiłam oddechem,
poddałam łokciami.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się jedzeniem, którym jednak ja się nie interesuję.
Więc wysterylizowałam nadgarstki, dokonałam amputacji i wyrzuciłam
moje ręce i poszłam do matki, ale zanim zdążyłam powiedzieć,
zobacz mamo, zupełnie bez rąk, ona na to:
mam prezent dla ciebie, i uparła się, bym przemierzyła.
Niebieskie rękawiczki, by upewnić się, czy są mi w sam raz”.
(...)
„Osiągnięcia” - Cynthia Macdonald
To o mojej matce.
30.03
Przez 6 dni nie miałam kompa, a właśnie z tego powodu doświadczałam też przemocy ze strony matki. Zapisywałam, ile mogłam. Postaram się to teraz przepisać i uzupełnić, ale nie wiem, ile czasu mi to zajmie. No i niestety nie będzie chronologicznie. ;)
25.03
Zepsuł mi się komp i nie mogę pożyczyć laptopa od taty, choć się zgodził, bo matka tego lapka gdzieś ukryła i nie chce powiedzieć gdzie. To jest duży laptop, nie taka miniaturka do noszenia w plecaku. W dodatku jest świeżo po naprawie klawiatury. Zastanawiałam się, czy napisać, jakie znaczenie ma dla osoby z EDS6a dostęp do kompa z Internetem, więc dla osób, które po lekturze bloga jeszcze się nie domyśliły, bez kompa:
- rzepy na ortezach porwały mi legginsy, więc gdybym musiała wyjść, choćby na SOR, to nie miałabym w czym
- następnego dnia po kompie zepsuła mi się ładowarka do telefonu, a telefon rozładowuje się już po 2h użytkowania
- nie mogę podliczyć wniosku do fundacji o zwrot za leki, więc nie mam kasy na leki w kolejnym miesiącu
- nie mam dostępu do biblioteki, nie wiem, czy czeka jakaś książka do odbioru, więc opiekunka musi tracić czas, żeby na wszelki wypadek tam pójść i sprawdzić
- nie mam dostępu do ebooków, mam problem z czytaniem (książki z biblioteki nie wystarczają)
- nie mam dostępu do ali i to nie jest zabawne, bo np. nie mogę zamówić opaski na oczy do używania nad ranem, kiedy nie mogę zasnąć (kiedy robi się widno, to zasnąć jest dużo trudniej); dodatkowo specjalnie czekałam na 3-dniową promocję, z której nie mogłam skorzystać bez kompa (a nie stać mnie na kupienie tego samego w Polsce po polskich cenach)
- neurolog od snu poleciła mi mieć stały rytuał przed snem, pomaga to zasnąć. Rytuał obejmuje nie tylko leki nasenne, ale też zasypianie przy filmie. Same leki nie działają, nie działa też sam film, tak więc w dni bez kompa nie byłam w stanie zasnąć. Zasypiałam ok. 7 rano, więc kiedy nachodziła mnie matka, to byłam w dużo gorszym stanie niż normalnie
- nie mogę zrobić zakupów żywieniowych (Frisco jest tańsze niż Tesco czy PiP, w którym może mi zrobić zakupy opiekunka, a do tego jest w nim większy wybór)
- nie mam dostępu do kalendarza, więc nie wiem, kiedy mam jakieś wizyty lekarskie
- bez kalendarza nie mogę się też na żadne wizyty umówić, tym bardziej że bez kompa nie mam dostępu do żadnych danych gabinetów lekarskich
- nie wiem, czy moje aukcje na Allegro się już skończyły, czy ktoś zapłacił, nie mam adresów, nie mogę wysłać zakupionych przedmiotów
- nie mam dostępu do wiedzy medycznej
- nie mam dostępu do pieniędzy - bo nie mam dostępu do banku
- nie mogę w ogóle kupić prawie niczego, co akurat mogłoby być potrzebne
- brak dostępu do kontaktu z przyjaciółmi i bliskimi
- brak dostępu do pozwalających funkcjonować w ZA i depresji filmów i muzyki w tle
- nasilona depresja
- meltdown
- shutdown
- zespół lękowy
Matka uważa, że skoro ona jest chorobliwie uzależniona od kompa, to inni też. Ona może te wszystkie wymienione rzeczy zrobić, w ogóle nie korzystając z kompa, bo może sobie wyjść z domu, kiedy jej się żywnie podoba. Jest uzależniona od przesiadywania przed monitorem i czytania stron brukowców i hochsztaplerów, co jest marnowaniem czasu i do niczego nie prowadzi, więc uważa, że ja robię tak samo (sic! dla mnie to obraźliwe! ale mimo to ja jej tych bzdur nie wypominam).
Kiedy jej mówię otwarcie prawdę, że nie mogę już dłużej być bez kompa, to mi kłamie w żywe oczy, że mogę, że teraz mam żyć bez kompa i wychodzić z domu (sic!). To jest podłość. To jest dokładnie to samo co zabranie tetraplegikowi wózka i stwierdzenie, że teraz ma się obywać bez wózka i wychodzić z domu, bo uzależnienie od wózka jest chorobą. Nie ma w tym nic poza podłością! A tortury są ponoć nielegalne w 21. wieku. Nie wspomnę o tym, że zabranianie kontaktu z przyjaciółmi czy uniemożliwianie leczenia jest przestępstwem ujętym w NK.
Kiedy słyszę takie przemocowe teksty, to zawsze mówię matce, żeby przestała. I ona zawsze to ignoruje. Zaczyna mnie dodatkowo szantażować emocjonalnie, że nie śpi po nocach, bo się "martwi". Ponownie mówię jej, że ma przestać mnie szantażować, a ona ponownie mnie ignoruje i dalej leci z przemocową gadką.
Jak rozmawiałam przez telefon z ojcem, to nie dość, że podsłuchiwała, ale tak mu dogadywała, że nie dało się rozmawiać i musiał na nią krzyknąć, żeby ją uciszyć. Co to w ogóle jest za zachowanie?! Jeśli u mnie w domu ktoś rozmawia przez telefon, to staram się dyskretnie wyjść, żeby mu nie przeszkadzać, a jak nie mogę, to zachowuję ciszę! A nie drę się do słuchawki nieproszona!
Niestety ojciec coraz bardziej przyłącza się do matki i aktywnie zaczyna uczestniczyć w przemocy. Wiedząc, że mam EDS6a, puszcza mi tekst, "że mi się nie che sprzątać", czyli to samo, co było w dzieciństwie: dopieprza mi za coś, czego nie zrobiłam, tylko dlatego, że matka mu tak każe.
26.03
Ojciec coraz częściej mnie okłamuje i nasyła matkę. Wygląda to tak, że umawia się ze mną - on sam i tylko sam - po czym zamiast niego puka do moich drzwi matka. Tak bez ostrzeżenia.
Nie jest to kwestia tego, że się źle czuje czy coś. Od lat mamy umowę, że oboje możemy się wzajemnie prosić o pomoc, a to drugie może odmówić bez tłumaczenia i się nie obrażamy. To chyba jest właśnie normalność, dorosłość i dojrzałość, prawda? Każdy ma swoje życie i jeśli ma akurat ochotę na piwo z kolegą, to ma prawo odmówić zmiany planów, jakakolwiek byłaby zresztą przyczyna. Ojciec czasami odmawia, a czasami nie, jak każdy, i ma do tego prawo. Ale jeśli się na coś umawia, to mam prawo oczekiwać, że dotrzyma słowa! Nie może mnie przecież oszukiwać i wtryniać mi tu matki, wiedząc, jak ona się nade mną znęca, i że ja sobie tego nie życzę! Jeśli tak robi, to nie mogę go już prosić o pomoc, bo nie wiadomo, kiedy mi tu naśle matkę. Przy czym to nie jest tak, że on nie jedzie, że przyjeżdża tylko matka, nie. On ją tu przywozi! To nie jest sytuacja, kiedy on się źle czuje i nie może pojechać, a w zamian przyjeżdża matka, autobusem. To on ją tu przywozi, więc wymówką nie jest złe samopoczucie, które przecież bym zrozumiała! Zrozumiałabym też, gdyby mi powiedział wprost, że on już nie może czy po prostu nie chce mi pomagać w ogóle. OK! Po prostu szukałabym innego sposobu. To byłoby uczciwe postawienie sprawy, uczciwe potraktowanie mnie, które bym doceniła. Ale oszukiwanie jest dla mnie nieakceptowalne i złe.
W dodatku matka przekazała mi rewelacje. Nie wiem, czy mówiła prawdę, czy sobie to wymyśliła, ale podobno dzwoniły do niej psycholożki z OPSu. Podobno nakłamały matce, że moje mieszkanie jest zaniedbane, i że ja jestem niedotleniona. Sprawa wygląda tak, że nie były u mnie od pół roku albo i dłużej. A kiedy były, to nie widziały mieszkania, do sypialni np. ich nie wpuściłam w ogóle, bo to moje prywatne miejsce. Nie były też u mnie w styczniu, kiedy to OPS odebrał mi godziny i opiekunka od ponad miesiąca nie mogła sprzątać. A nawet wtedy miałam w domu porządek, ja nie generuję bałaganu. Jedyne, co mogłyby zobaczyć, gdyby wtedy przyszły, to nieumyta i nieodkurzona podłoga. Gdzie one niby widziały jakieś zaniedbania?! Wspomniałam o sypialni, której nie widziały, bo akurat tam na podłodze leżą przydasie scrapowe, dla których nie mam żadnej szafki, więc nie mam gdzie ich "odłożyć na miejsce" i "posprzątać". Musiałabym je wyrzucić, żeby znikły i nie kłuły w oczy pań psycholożek, tyle że nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z pasji, nawet na ich życzenie! No i one tych przydasi nie widziały (teraz mogłyby je zobaczyć np. w kuchni, bo mimo że od prawie 2 miesięcy prawie nic nie zamawiam z ali, to i tak przychodzą zaległe przesyłki).
To o niedotlenieniu to nawet nie wiem, skąd wyciągnęły! Nie rozmawiały przecież z żadnym moim lekarzem, a mnie nie pytały o objawy. Nie wyczytały takiej bzdury także na moim blogu. W ogóle wygląda, jakby go nie czytały wcale. Bardzo to "kompetentne".
To oczywiście zakładając, że matka nie kłamie. Podobno też nasłały matkę na mnie. Kazały jej tu przyjechać i mi posprzątać (tylko co matka miałaby sprzątać niby?). Jeśli to prawda, to jest to przemoc ze strony psycholożek. Albo są niekompetentne i nie rozpoznały przemocowej psychopatki (mój psychiatra rozpoznał ją po 2 minutach rozmowy z nią!), albo rozpoznały, ale same są przemocowe, więc stają po jej stronie! Nie wiem, co jest gorsze!
W psychologii, która jest przecież nauką, wiadomo od dawna, że czegokolwiek nie zrobiłaby ofiara, winny przemocy jest oprawca! Tylko on za tę przemoc odpowiada i ma bezwzględnie respektować słowo "nie". Wyobrażacie sobie, żeby do zgwałconej dziewczyny psycholog powiedział, że to nie przemoc, że to ona ma konflikt z gwałcicielem, że powinni go wspólnie rozwiązać, i że ofiara ma wycofać NK? A JA TO OD PSYCHOLOŻEK USŁYSZAŁAM! A wyobrażacie sobie, że psycholog dzwoni do gwałciciela i mówi mu, że ofiara po tym gwałcie zapuściła mieszkanie i że powinien ją odwiedzić i jej pomóc sprzątać? Cóż, wg mojej matki psycholożki właśnie tak zrobiły.
I nawet jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę tak zrobiły, bo wcześniej rzeczywiście stanęły po stronie oprawcy i chciały, żebym "rozwiązała konflikt z matką" i wycofała NK. Najwyraźniej wtedy byłam za mało tym zbulwersowana, skoro ich przemoc tak eskalowała. Zastanawiam się, czy inne ofiary przemocy traktują tak samo. I czym usprawiedliwiają tę przemoc. To ofiary wina, że została zgwałcona, bo ubrała się w krótką spódniczkę i sprowokowała gwałciciela? A skoro mąż bije żonę, to tym gorzej dla żony? Brawo. Za takie coś powinno się pozbawiać prawa do wykonywania zawodu.
To oznacza, że jeśli dojdzie do jakiejś sprawy w sądzie, to OPS jest przeciwko mnie. Mogę liczyć jedynie na psychiatrę i moją terapeutkę.
Ale z czysto zawodowego punktu widzenia ciekawa jestem, czym usprawiedliwią nakłanianie do zaprzestania leczenia? do samobójstwa? do cierpienia i umierania w agonii? Czym usprawiedliwią grzebanie w cudzych rzeczach? kradzież leków? Czym usprawiedliwią szantażowanie ubezwłasnowolnieniem? Jak zamierzają to ogarnąć profesjonalnie? Wyprą się tego? Zwalą na mnie, na ofiarę?
26.03
Matka dziś wyjątkowo podła. Znowu przyjechała w nocy. Znowu byłam przed wzięciem leków - zawsze tak właśnie cyrkluje. Mdlałam z bólu, a matka mi wciskała głodne kawałki, że "powinnam ćwiczyć" (wiedząc, że mam EDS!). Musiałam iść do ubikacji, tam ze stresu nie byłam w stanie oddać moczu, bo tak miałam napięte ze strachu i stresu mięśnie. Matka nawet tę czynność fizjologiczną wykorzystała do rewizji w kuchni i podłego, złośliwego komentowania przemocowego wszystkiego, co znalazła, mimo że wielokrotnie wołałam z łazienki, żeby przestała grzebać w moich rzeczach. Specjalnie robiła wszystko super-powolnie, żeby dłużej zostać w moim mieszkaniu i mieć więcej czasu na przemoc.
Usiłowała mnie na siłę dotykać i obejmować, musiałam przed nią uciekać! Usprawiedliwieniem tego miało być to, że "jestem jej córką", czyli własnością, więc może ze mną robić, co chce. A ZA przecież sobie "wymyśliłam". Poza tym to "nienormalne", że ofiara nie chce przytulać oprawcy.
Znowu nie chciała opuścić mieszkania. Stanęła tak, żebym nie mogła zamknąć drzwi (noga i torba w drzwiach), i znowu udawała niewiniątko. Na całą klatkę krzyczała "Jak ci pomóc?!", żeby inni słyszeli właśnie jej "troskę", a nie awanturę i przemoc, chociaż wcale nie miała zamiaru mi pomagać (i OK, to mi nie przeszkadza). Jak zwykle odpowiedziałam, że wystarczy zaprzestać przemocy, tylko ja odpowiedziałam normalnym tonem, nie krzykiem, więc mojej odpowiedzi sąsiedzi nie słyszeli, zatem udawała, że nie dostała odpowiedzi, zignorowała ją.
Kolejne kłamstwo, że niby to ja wydaję pieniądze, a nie ona. Na co niby wydaję, na leki? Nigdy nie kupiłam zbędnej rzeczy. Zdublowane wykrojniki sprzedaję, więc nie ma straty. Nigdy nie wyrzuciłam jedzenia - wolę, żeby mi zabrakło, niż żeby zostało. A matka odwrotnie, kupuje zbędne rzeczy, czasami wciska, że one są niby dla mnie, chociaż wie, że ich nie potrzebuję, bo zawsze jej mówię, że ma mi nic nie kupować. Jedzenie wyrzuca nagminnie! I jeszcze wymaga tego ode mnie! Wydaje też krocie na hochsztaplerkę, na energoterapeutów, na "witaminy", jasnowidzów, wróżki, na siarczan potasu, o którym wie, że nie mogę go brać (mogę cytrynian). Ja już nawet ubrania kupuję na ali za grosze, bo taniej. Nawet dobrego stanika nie kupuję od miesięcy, bo mi szkoda kasy, skoro tak rzadko wychodzę.
Okłamuje mnie, że czyta bazy medyczne, chociaż sama wie i wie, że ja wiem, że przecież nie chciało jej się nigdy nauczyć angielskiego.
28.03
Najpierw mnie znowu nachodzi bez ostrzeżenia. Nie ma żadnego "dzień dobry" czy "cześć", od razu leci "Dlaczego ty śpisz?!" Rozumiem, że ona jest superbohaterem i nie śpi. Tylko tak się składa, że rekord życia bez snu to 11 dni i przerwano eksperyment, bo mózg obiektu wyłączył wszystkie funkcje życiowe i po prostu prawie zmarł. Może powinnam do niej dzwonić o normalnej porze, np. o 4, zanim zasnę, kiedy MNIE pasuje, a nie JEJ, i wydrzeć się na nią, dlaczego śpi?! To nienormalne, że się śpi o tej porze. To nienaturalny rytm przecież. I mam na to dowód od neurolog!
Potem do mnie wydzwania, stalkuje, tylko po to, żeby mi powiedzieć o swoich wymysłach, że "jestem zażółcona na twarzy". Przez lata ją kilkakrotnie uprzedzałam, że jak nie zaprzestanie przemocy, to odłożę słuchawkę. Teraz już tego nie robię, od razu się rozłączam. Najwyraźniej jednorazowe dokopanie mi ją satysfakcjonuje. Jak ma 3 sekundy, to nie traci czasu, w całości je wykorzystuje na przemoc, już bez żadnych wstępów czy zakończeń. Bez udawania, że chodzi o coś innego.
31.03
Myślałam, że już nie będzie przemocy w tym miesiącu, ale dałam się znowu nabrać. Rano zastałam zostawiony w nocy sms "Oddzwoń". Myślałam, że to ojciec, bo to on do mnie zawsze pisze sms-y, ale nie, znowu odebrała matka! Jego telefon! Już teraz nie będzie mogła kłamać, że nie umie pisać sms-ów i musi dzwonić! Bo powiedziała, że ojciec śpi. O 13:15. Jak to śpi? W dzień śpi? I matka nie robi mu o to awantur?! To dlaczego robi je mnie?!
W każdym razie matka usiłowała wykorzystać, że mam demencję, i wmówić mi, że laptop jest u mnie, nie u nich. A ja owszem, demencję mam, ale TO akurat pamiętam. Laptop był u mnie przy poprzednim popsuciu kompa wiele miesięcy temu, o ile nie rok temu, ale miał zepsutą klawiaturę od nowości (pisałam o tym na fb) i ojciec dał go potem do naprawy. Jeszcze mi mówił, że klawiatura jest naprawiona i śmiga, że odebrał lapka z serwisu, ale nigdy nie było mi dane tego sprawdzić, bo po naprawie nigdy już laptopa nie widziałam. I taka jest historia.
Mało tego, matka usiłowała mi jeszcze wmówić, że mam "demencję polekową"!! Aczkolwiek w ogóle zdziwiło mnie, że teraz już przynajmniej nie kłamie, że nie mam jej w ogóle. Ale nadal kłamie i usiłuje mi wmówić, że nie mam EDS ani nawet wiotkości, więc nie mam wiotkich żył, a przeprosty i dyslokacje sobie wymyśliłam. Lekarze, którzy mnie diagnozowali, też mieli zbiorowe halucynacje i żadnych przeprostów nie widzieli. Najgorsze, że teraz stawy już mi tak posztywniały, że w palcach faktycznie nie mogę już zrobić przeprostu, bo przy próbie po prostu od razu się dyslokują, zamiast przeprostować (przypomnę, że sztywnienie po trzydziestce jest naturalnym objawem 6a, pisałam chyba nawet o tym, dlatego dobrze, że diagnozowano mnie, zanim to nastąpiło; ale generalnie w diagnozie 6a pyta się nie tylko o przeprosty, ale też o to, czy występowały wcześniej, w dzieciństwie, właśnie na wypadek zesztywnienia stawów) - więc dla matki to argument, że ma rację, a ja kłamię! I nieważne, że nadal mam przeprosty w dużych stawach, kolanach, kostkach, łokciach, będzie te kłamstwa rozpowiadać, a ludzie bez mózgu będą jej wierzyć, zamiast wiedzę zweryfikować.
Po 30 minutach matka dzwoni znowu. Myślałam, że już ochłonęła. Nie liczyłam oczywiście na żadne "przepraszam", ale myślałam, że teraz wreszcie mi powie, z czym dzwoni. Ale nie! Od razu po odebraniu usłyszałam pretensje, że odłożyłam słuchawkę. Matka ma pretensje, że nie zgadzam się potulnie na przemoc, tylko się bronię! Czy każdy oprawca tak ma?? Więc znowu mówię jej, że uprzedzałam ją wiele razy, że ma nie być przemocy. Nadal żadnego "przepraszam", tylko dalej szantaż emocjonalny podniesionym tonem: "Co ty myślisz, że my będziemy z ojcem nie spać po nocach?!" Nie słuchałam dalej, odłożyłam słuchawkę i dziś już odbierać nie będę.
Najgorsze jest to, że program do nagrywania rozmów nie robi tego automatycznie, tylko mnie pyta, czy tę rozmowę zapisać, ale to pytanie natychmiast znika, od paru miesięcy nie udało mi się w ogóle kliknąć, że tak! I nie da się też połączyć MPE z telefonem, więc nie mam jak zgrać nagranych rozmów na kompa - może właśnie dlatego to pytanie znika, bo nie ma już miejsca na telefonie? Może ma ktoś jakiś pomysł, jak zagwarantować sobie automatyczne nagrywanie rozmów telefonicznych? Najlepiej tych wychodzących też, bo ojciec po rozmowie ze mną często niestety oddaje słuchawkę matce, zamiast się rozłączyć. Na razie właśnie ogarnęłam dyktafon w telefonie, ale ten jest niepewny, bo na ogół jest rozładowany, LG rozładowuje się już po 2h.
Matka znowu wydzwania. Jadę jutro do neurolog, matka usiłowała się wtrynić i - nie wiadomo po co! - jechać ze mną! To już naprawdę jest jakaś jej choroba psychiczna. :/ Po raz milionowy usiłowała mnie zmusić do fryzjera (mimo że nie ma powodu) i do kosmetyczki (mimo że wie, że ja nie robię takich rzeczy, bo ZA). Bo przecież muszę zrobić hennę (bo ona mi każe), bo "ciemne brwi są niemodne". Co trzeba mieć w mózgu, jakie siano, żeby pitolić takie rzeczy?! I kogo obchodzi, co jest modne i co ludzie pomyślą?! Jak ona w ogóle śmie udzielać mi takich pseudorad nieproszona?! Oczywiście usiłowała mi znowu wcisnąć jedzenie, mimo że dosłownie godzinę wcześniej napisałam jej w mailu, że nie chcę żadnego jedzenia.
7.03
Matka usiłuje mi teraz wmówić, że rzekomo "nie można łączyć leczenia neurologicznego z psychiatrycznym". Napisała mi epistołę, jakie to mam problemy hormonalne, których nie mam, opierając się na badaniach i leczeniu sprzed 15 lat (sic!), bo do aktualnych nie ma od dawna dostępu, a starych mi nigdy nie oddała (bo nie chce). Udaje, że wie lepiej od lekarza. Nie oddała mi mnóstwa badań z wczesnego okresu, przez co mam problemy z orzeczeniem, bo mi wpisują, że nie da się ustalić, kiedy powstała niepełnosprawność. Ojciec się dziś skarżył, że matka wyrzuca masę pieniędzy z jego emerytury na hochsztaplerskie "leki" od różnych bioenergoterapeutów, naturopatów i innych uzdrowicieli przez pępek, i że nie chce przestać, chociaż on jej zabrania.
11.03
Matka stalkuje mnie telefonicznie. Całe szczęście, że nadal nie mam dźwięku. Jak sprawdziłam telefon, to było ileś nieodebranych połączeń i sms, żebym oddzwoniła. Pomyślałam, że coś się stało. Oddzwaniam i co? Po pierwsze odebrała matka, mimo że dzwoniłam do ojca. Czyli podszywa się pod niego i dzwoniąc do mnie, i odbierając telefon nie do siebie. Po drugie nic się nie stało, matka tylko po raz kolejny chciała mi nakłamać, że "nie jestem zdiagnozowana". Odłożyłam słuchawkę. Ona nadal mnie stalkowała. Ona mi truje, że jak się coś stanie, a ja nie odbiorę, to nie będę wiedziała. Ona! Mnie! Przecież to ona mnie prześladuje telefonicznie i to przez nią muszę się chronić, nie odbierając telefonu! Nie byłoby tak, gdyby nie używała przemocy, bo wtedy po prostu oddałabym telefon do serwisu, żeby mi naprawili dźwięk. Poza tym gdyby nie była przemocowa, mogłabym odbierać telefon.
15.03
Jak w ogóle można twierdzić, że się kogoś kocha czy że się robi coś dla jego dobra, skoro już na dzień dobry się go przezywa cudzym imieniem?! Już na samym początku pokazuje się, gdzie się ma tę osobę!
"Kasia,
Odbierz telefon, bo mama chce Cię umówić do lekarzy i na badanie moczu".
Takiego maila dostałam. Już samo wydzwanianie jest chore. Matka nadal uprawia stalking i nadal się podszywa. Nadal też na złość mnie wydzwania wtedy, kiedy jest opiekunka (mówiłam jej, że ma wtedy nie wydzwaniać i nie przyjeżdżać, więc dokładnie to robi). Telefon odłożyłam z tego powodu co zwykle - matka znowu była przemocowa. A zanim odłożyłam słuchawkę, powiedziałam jej, że na razie ma mnie nigdzie nie umawiać, a poza tym na pewno nie będę teraz robić badań moczu. Skąd jej takie coś w ogóle do głowy przyszło? Matka, jak zwykle, usiłuje mnie zmusić, żebym je zrobiła w L-wie, gdzie nielegalnie może uzyskać wyniki wbrew mojej woli i bez upoważnienia. Olała totalnie, co mówię. Stalkingowała mnie po tym, jak zakończyłam rozmowę. A potem mi wysłała obraźliwego maila zaadresowanego do jakiejś "Kasi". Jak nie z jednej strony go (telefon), to z drugiej (mail)! Byle dokopać!
Matka mnie osacza z każdej strony, a ojciec nie tylko na to pozwala, ale jeszcze w tym uczestniczy. Kiedyś mu ufałam. Kiedyś można było na nim polegać. A potem mnie sprzedał, tylko dlatego, żeby mieć święty spokój od awantur matki, a dokładniej - żebym to ja je miała zamiast niego. :/ Miał szansę, wiele szans, żeby stanąć po mojej stronie i mnie chronić. Nie zrobił tego. Mógł też pozostać neutralny - nie stawać po niczyjej ze stron i w tym nie uczestniczyć (cóż, to wymagałoby niepozwalania na to, żeby matka się pod niego podszywała, niedawania jej telefonu, niepisania maili w jej imieniu, niewysyłania ich z jego skrzynki mailowej, nieprzywożenia jej do mnie). To byłoby najprostsze, skoro rzekomo nie chce wybierać: pozostać neutralnym i nie uczestniczyć w szopce matki. Ale nie. Ojciec nie pozostał bezstronny. Wybrał przemoc tak jak matka. A współuczestniczenie oznacza współwinę.
Kiedyś, kiedy byłam małą dziewczynką, kiedy miałam dosłownie kilka lat, przy jakiejś kłótni rodzice kazali mi wybierać, kogo wolę: ojca czy matkę. Psychologowie twierdzą, że takiego pytania nie wolno zadawać dziecku, że to trauma, że to straszne itd. To bzdura. Bez wahania powiedziałam, że chcę być z ojcem, nie była to żadna trauma, żaden szok, żaden trudny wybór, to bujdy. Dziecko, nad którym znęca się oprawca, nie doświadcza syndromu Sztokholmskiego! Nie zaczyna lubić oprawcy. Boi się go coraz bardziej i marzy o tym, żeby zniknął. To oczywiste, że wybrałabym ojca!
Trauma była wtedy inna i nigdy tak naprawdę sobie z nią nie poradziłam. Bo wtedy okazało się, że gdyby wreszcie doszło do rozwodu, to ojciec by mnie nie wziął. Zostawiłby mnie na pastwę przemocy matki. Wbrew temu, co powtarza do dziś, że zawsze chciał mieć córkę - on mnie nie chciał. Nie wziąłby mnie wtedy i szukałby miliona wymówek, żeby pomniejszyć (nie zmniejszyć!) przemoc matki w moich oczach, żeby tylko mnie nie wziąć.
Czyli ojciec mnie nie chciał, a matka "chciała" mnie tylko do tego, żeby mnie używać do przemocy. Wyobrażacie sobie TĘ TRAUMĘ?!
19.03
Jak zwykle pomyślałam, że może jednak coś się dzieje i oddzwoniłam. Odebrał ojciec, chwilę porozmawialiśmy i to jest plus. Dowiedziałam się, co u niego. Potem oddał słuchawkę matce. Odnośnie do pomocy z jej strony, to zawsze właśnie wygląda tak: chciałam ją poprosić, żeby umówiła mnie do okulisty. Nie zrobiła tego. Mimo że jest uzależniona od rozmawiania przez telefon i mimo że wciąż deklaruje chęć pomocy mi, a nawet twierdzi, że "pomoże mi na siłę, wbrew mnie" - jak zwykle mi nie pomogła. I ok, ja nie mam wymagań, niczego od niej nie wymagam, ale mam już dość jej hipokryzji. Za to usłyszałam znowu, że "niedożywienie ma się tylko od niejedzenia mięsa" i że "wszyscy wegetarianie mają niedobory i biorą zastrzyki z B12"! Jak można takie kłamstwa rozpowiadać?! Przecież ja nawet wegetarianką nie jestem, a poza tym wegetarianie mają różne diety, różnie się odżywiają, więc jakaś część pewnie też ma niedobory, ale przecież nie wszyscy! Dokładnie jak w przypadku wszystkożerców jak moja matka - sama podważyła swoją teorię, bo ona obżera się czerwonym mięsem, a mimo to wydało się, że ma niedobór B12. Wow! I co teraz? Otóż matka w ogóle nie dostrzega dziur w swojej teorii! Tak więc niedobory i niedożywienie można mieć wyłącznie z powodu niejedzenia czerwonego mięsa. Ale ona jest wyjątkiem i ma niedobory z czego innego, bo tak i już.
Potem się zaczęła śpiewka o hochsztaplerach-altmedowcach: o, to właśnie jest jej pomoc, kolejny przykład! Leczenie przez pępek pewnie by ją uszczęśliwiło. Przerażające jest to, że ona spędza godziny, całe dnie, na wyszukiwaniu hochsztaplerów altmedowców, zamiast pomóc ojcu (albo mnie, skoro to ciągle deklaruje), po czym uważa, że już nam pomogła. I nie tylko pomogła, ale w ogóle cały dzień spędziła, pomagając nam! Cały tydzień składa się z dni pomagania nam. Ona nam pomaga całe życie, codziennie, bez przerwy, tak się poświęca, nic innego nie robi! I ma przy tym czyste sumienie, narzeka też na naszą niewdzięczność i wmawia nam, że nie chcemy wyzdrowieć, skoro odmawiamy wizyt u oszustów.
W rzeczywistości nigdy w życiu nie zapytała ani mnie, ani ojca, jak nam pomóc. W czym tej pomocy potrzebujemy. Wciska nam do gardła przemoc, a potem oczekuje wdzięczności. Mało tego, wokół rozpowiada, jaka to ona biedna! Chory mąż, chora córka ("hora curka"), a ona cały dzień haruje! Szkoda, że nikt nie widzi, jak to wygląda naprawdę, bo by się może dowiedział, że matka całe dnie interesuje się wyłącznie sobą.
Albo inny przykład. Już kilka lat temu dietetyczka z powodu niedożywienia zaleciła mi specjalne odżywki na niedożywienie właśnie. Oczywiście powiedziałam matce, co to za odżywki, bo może przydałyby się kiedyś ojcu. A teraz matka chodzi i rozpowiada, jaka to ona jest wspaniała, że wyszukała w Internecie odżywki dla męża i córki! No taka wspaniała jest! Widzicie chyba, że jej siedzenie godzinami w Internecie to nie zabawa, tylko ona wyszukuje leki dla nas, nie?
20.03
Matka nadal mnie nachodzi. W ostatnich miesiącach znacząco zwiększyła częstotliwość. Realizuje swój szantaż, że jak nie odbiorę telefonu, to mnie najdzie. Jak zawsze celowo naszła mnie w nocy - chodzi jej o to, żebym była dopiero co obudzona, jeszcze przed lekami, czyli osłabiona (nie mogę stać, więc mdleję), z niewyobrażalnym bólem (no bo przed wzięciem leków). Wtrynia się wbrew mojej woli, bo ja wolę przecież rozmawiać przez drzwi. I zaczyna się. Przyjechała, jak się okazuje, na rewizję, ale tym razem mnie. Poprosiłam ją o umówienie mnie do okulisty - nie umówiła mnie, ale przyjechała, żeby się gapić na moje chore oczy. Kilkadziesiąt razy mówię jej, żeby przestała (gapić się), ale nie przestaje, skutkuje tylko zatykanie jej oczu, ale muszę to robić cały czas, bo ona tylko szuka chwili, żeby znowu się gapić na moje oczy! I oczywiście nawija swoją śpiewkę. Jedyne, co ja mówię, to powtarzam jak mantrę "Przestań, idź już!", ale ona mnie nie słucha, tylko nawija przemocowe gadki typu "Źle wyglądasz! Jesteś gruba! Czemu nie sprzątasz! Musisz iść do endokrynologa! Masz Hashimoto! Widać po oczach! Musisz zrobić badania! Ojciec cię zabierze do L-wa na badania! Co Ty ze sobą robisz! Lekarze cię wykończyli! Ty umierasz! Nie jesz fasolki!" W rzeczywistości dialog wygląda tak:
- Źle wyglądasz!
- Przestań, idź już!
- Jesteś gruba!
- Przestań, idź już!
- Czemu nie sprzątasz!
- Przestań, idź już!
- Musisz iść do endokrynologa!
- Przestań, idź już!
- Masz Hashimoto! Widać po oczach!
- Przestań, idź już!
- Musisz zrobić badania! Ojciec cię zabierze na badania do L-wa!
- Przestań, idź już!
- Co ty ze sobą robisz!
- Przestań, idź już!
- Lekarze cię wykończyli!
- Przestań, idź już!
- Ty umierasz!
W rzeczywistości owszem, źle wyglądam, bo mi się właśnie znacznie pogorszyło. Tak to już jest w EDS. Mam zapalenie oka, a nie żaden wytrzeszcz. Ona ten wytrzeszcz usiłuje mi wmówić, odkąd byłam nastolatką! I zawlokła mnie nawet do prof. Zgliczyńskiego, który od razu stwierdził, że nie mam żadnego wytrzeszczu. To był jeden z najlepszych pobytów w szpitalu, bo po badaniach w ogóle się okazało, że nie mam nawet otyłości, tylko nadwagę, a do tego nie grożą mi choroby serca i krążenia z powodu nadwagi, bo nie mam otyłości brzusznej, mam wąską talię! Bo moja nadwaga po prostu wynika z EDS6a, a nie z obżarstwa, jak u matki. To zdziwiło nawet samych lekarzy, ale dostałam to wtedy na piśmie! Miłe, że w ogóle wreszcie zauważyła, że umieram, ale ona mi jeszcze pomoże szybciej umrzeć, przecież nie przestanie się nade mną znęcać. A tekst o fasolce wynika z tego, że przejrzała, co leży na blacie, a tam była np. puszka fasolki.
Grzebała mi też na stole. W ramach czynienia życia chociaż minimalnie milszym, raz w miesiącu zamawiam pizzę i 2 razy McChickena czy Whoppera. Nie zawsze się udaje, nie zawsze starcza mi kasy, ale naprawdę chociaż 3 razy w miesiącu chcę zjeść coś naprawdę smacznego. Dziś na stole stała torebka z Whopperem Juniorem (bo akurat jest na nie promocja). Matka zaczęła otwierać torebkę, żeby zobaczyć, co jest w środku. Czy Wy tak robicie? Czy grzebiecie jakiejś obcej osobie w jej jedzeniu? A matka grzebie, i to swojej córce! Nawet obcemu bym czegoś takiego nie zrobiła, nie wspominając o tym, że nie odezwałabym się tak, a matka to non stop robi mnie!
Kiedy byłam bardzo mała, nie miałam jeszcze roku, nie mówiłam nawet, to i tak nie grzebałam matce w szafach. Matka nigdy nie montowała ani żadnych ograniczników na rantach szafek, ani specjalnych zamknięć, żebym nie grzebała w szafkach, ani nie chowała przede mną żadnych przedmiotów z regału. Nie zdejmowała obrusu. Nie musiała. Dziecko już rodzi się ze świadomością, że cudzych rzeczy się nie rusza, tak jak ssaki wiedzą, gdzie kończy się ich terytorium, a gdzie zaczyna cudze, i nie robią przebieżki po cudzych legowiskach, żeby tam robić rewizję! Ja też tak nie robiłam. Mam nawet nagrane na magnetofon szpulowy, jak wskazuję tylko palcem na figurki, które rodzice zbierali. One stały na regale w zasięgu moich rąk - i nie sięgnęłam, nie dotykałam ich nigdy, chyba że ojciec dał mi je do ręki. No to skąd u matki takie zachowania?! Żadne z nas jej tego nie nauczyło ani nie dało przyzwolenia, a mimo to ona uważa, że jej wolno. Mimo że WIE, że nie, bo przecież jej to mówiłam wiele razy. Przemoc po prostu nie jest kwestią niewiedzy, tylko nienawiści. Narcyz nienawidzi każdego. Jak nie ma powodu, to go wymyśli. Matka próbowała nawet grzebać w rzeczach mojej przyjaciółki.
Ojciec zawsze musiał wychodzić i mówić jej, że odjedzie i na nią nie zaczeka - bo mówienie, że już ma wyjść, nigdy nie skutkowało. Mówił, że to jego stary partyzancki sposób, żeby matka wreszcie wyszła. Na ogół ode mnie, bo jak się tu pojawia, to się przysysa do mnie jak pijawka i nie chce się odczepić. Teraz w ogóle nie wszedł, od jakiegoś czasu tylko mi ją podrzuca jak zgniłe jajo i nie chce oglądać, co spowodował. Moim sposobem jest wystawianie jej torby na korytarz. Nie kwapi się niestety, ale jednak w końcu po nią wychodzi, a wtedy ja mogę za nią zamknąć drzwi. Niestety od niedawna po wyjściu natychmiast zaczyna się stalking, tak jak z telefonem: wali mi w drzwi!
Nigdy nie otwieram, ale dziś uległam i uchyliłam drzwi bez wpuszczania jej. Ona mi wtedy mówi, że musi mi coś powiedzieć. Mówię, żeby mi powiedziała przez próg. Ale nie, jej chodziło tylko o to, żeby znowu wejść! Ja się na to nie dam już nabrać. Mówię jej, że skoro nie chce powiedzieć, to niech napisze maila. Poza tym dopiero co wczoraj rozmawiała ze mną przez telefon i nic mi nie powiedziała, tylko przemocowe gadki. Miała tyle szans, jeśli naprawdę chciała mi coś powiedzieć. Ona nie będzie pisać maili, bo przecież nawet jak mi napisze przemocowy tekst, to nie będzie widziała, jaki efekt na mnie wywarł. Nie będzie nawet wiedziała, czy w ogóle go przeczytałam. Jej zależy nie tylko na samej przemocy, ale też na obserwowaniu jej efektów. Wszystko, co robi, jest temu podporządkowane. Wszystko jest pod jakimś warunkiem. Nic nigdy nie jest bezinteresownie. W dzieciństwie też nigdy nie spełniałam warunków jej miłości, więc mnie nie kochała. Najważniejsze na świecie były zawsze tylko gary i sprzątanie. Przegrywałam nieustannie z żarciem i odkurzaczem. Wyobrażacie sobie, że odkurzacz jest dla Was ważniejszy niż dziecko? U mnie do tej pory ważniejsze są nawet szczury i ich dobre samopoczucie.
28.03
OSIĄGNIĘCIA
„Namalowałam obrazek – zielone niebo – i pokazałam go mojej matce.
Powiedziała: chyba ładne.
Więc namalowałam jeszcze jeden, z pędzlem w zębach.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się malarstwem, którym jednak ja się nie interesuję.
Zagrałam solo na klarnecie z koncertu na klarnet Gounoda
razem z filharmonikami z Buffalo. Matka przyszła posłuchać i powiedziała: chyba ładne.
Więc zagrałam z orkiestrą z Bostonu
leżąc na plecach, palcami od nóg.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się muzyką, którą jednak ja się nie interesuję.
Upiekłam suflet z migdałami i podałam matce,
powiedziała: chyba dobre.
Więc zrobiłam jeszcze jeden, ubiłam oddechem,
poddałam łokciami.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się jedzeniem, którym jednak ja się nie interesuję.
Więc wysterylizowałam nadgarstki, dokonałam amputacji i wyrzuciłam
moje ręce i poszłam do matki, ale zanim zdążyłam powiedzieć,
zobacz mamo, zupełnie bez rąk, ona na to:
mam prezent dla ciebie, i uparła się, bym przemierzyła.
Niebieskie rękawiczki, by upewnić się, czy są mi w sam raz”.
(...)
„Osiągnięcia” - Cynthia Macdonald
To o mojej matce.
30.03
Przez 6 dni nie miałam kompa, a właśnie z tego powodu doświadczałam też przemocy ze strony matki. Zapisywałam, ile mogłam. Postaram się to teraz przepisać i uzupełnić, ale nie wiem, ile czasu mi to zajmie. No i niestety nie będzie chronologicznie. ;)
25.03
Zepsuł mi się komp i nie mogę pożyczyć laptopa od taty, choć się zgodził, bo matka tego lapka gdzieś ukryła i nie chce powiedzieć gdzie. To jest duży laptop, nie taka miniaturka do noszenia w plecaku. W dodatku jest świeżo po naprawie klawiatury. Zastanawiałam się, czy napisać, jakie znaczenie ma dla osoby z EDS6a dostęp do kompa z Internetem, więc dla osób, które po lekturze bloga jeszcze się nie domyśliły, bez kompa:
- rzepy na ortezach porwały mi legginsy, więc gdybym musiała wyjść, choćby na SOR, to nie miałabym w czym
- następnego dnia po kompie zepsuła mi się ładowarka do telefonu, a telefon rozładowuje się już po 2h użytkowania
- nie mogę podliczyć wniosku do fundacji o zwrot za leki, więc nie mam kasy na leki w kolejnym miesiącu
- nie mam dostępu do biblioteki, nie wiem, czy czeka jakaś książka do odbioru, więc opiekunka musi tracić czas, żeby na wszelki wypadek tam pójść i sprawdzić
- nie mam dostępu do ebooków, mam problem z czytaniem (książki z biblioteki nie wystarczają)
- nie mam dostępu do ali i to nie jest zabawne, bo np. nie mogę zamówić opaski na oczy do używania nad ranem, kiedy nie mogę zasnąć (kiedy robi się widno, to zasnąć jest dużo trudniej); dodatkowo specjalnie czekałam na 3-dniową promocję, z której nie mogłam skorzystać bez kompa (a nie stać mnie na kupienie tego samego w Polsce po polskich cenach)
- neurolog od snu poleciła mi mieć stały rytuał przed snem, pomaga to zasnąć. Rytuał obejmuje nie tylko leki nasenne, ale też zasypianie przy filmie. Same leki nie działają, nie działa też sam film, tak więc w dni bez kompa nie byłam w stanie zasnąć. Zasypiałam ok. 7 rano, więc kiedy nachodziła mnie matka, to byłam w dużo gorszym stanie niż normalnie
- nie mogę zrobić zakupów żywieniowych (Frisco jest tańsze niż Tesco czy PiP, w którym może mi zrobić zakupy opiekunka, a do tego jest w nim większy wybór)
- nie mam dostępu do kalendarza, więc nie wiem, kiedy mam jakieś wizyty lekarskie
- bez kalendarza nie mogę się też na żadne wizyty umówić, tym bardziej że bez kompa nie mam dostępu do żadnych danych gabinetów lekarskich
- nie wiem, czy moje aukcje na Allegro się już skończyły, czy ktoś zapłacił, nie mam adresów, nie mogę wysłać zakupionych przedmiotów
- nie mam dostępu do wiedzy medycznej
- nie mam dostępu do pieniędzy - bo nie mam dostępu do banku
- nie mogę w ogóle kupić prawie niczego, co akurat mogłoby być potrzebne
- brak dostępu do kontaktu z przyjaciółmi i bliskimi
- brak dostępu do pozwalających funkcjonować w ZA i depresji filmów i muzyki w tle
- nasilona depresja
- meltdown
- shutdown
- zespół lękowy
Matka uważa, że skoro ona jest chorobliwie uzależniona od kompa, to inni też. Ona może te wszystkie wymienione rzeczy zrobić, w ogóle nie korzystając z kompa, bo może sobie wyjść z domu, kiedy jej się żywnie podoba. Jest uzależniona od przesiadywania przed monitorem i czytania stron brukowców i hochsztaplerów, co jest marnowaniem czasu i do niczego nie prowadzi, więc uważa, że ja robię tak samo (sic! dla mnie to obraźliwe! ale mimo to ja jej tych bzdur nie wypominam).
Kiedy jej mówię otwarcie prawdę, że nie mogę już dłużej być bez kompa, to mi kłamie w żywe oczy, że mogę, że teraz mam żyć bez kompa i wychodzić z domu (sic!). To jest podłość. To jest dokładnie to samo co zabranie tetraplegikowi wózka i stwierdzenie, że teraz ma się obywać bez wózka i wychodzić z domu, bo uzależnienie od wózka jest chorobą. Nie ma w tym nic poza podłością! A tortury są ponoć nielegalne w 21. wieku. Nie wspomnę o tym, że zabranianie kontaktu z przyjaciółmi czy uniemożliwianie leczenia jest przestępstwem ujętym w NK.
Kiedy słyszę takie przemocowe teksty, to zawsze mówię matce, żeby przestała. I ona zawsze to ignoruje. Zaczyna mnie dodatkowo szantażować emocjonalnie, że nie śpi po nocach, bo się "martwi". Ponownie mówię jej, że ma przestać mnie szantażować, a ona ponownie mnie ignoruje i dalej leci z przemocową gadką.
Jak rozmawiałam przez telefon z ojcem, to nie dość, że podsłuchiwała, ale tak mu dogadywała, że nie dało się rozmawiać i musiał na nią krzyknąć, żeby ją uciszyć. Co to w ogóle jest za zachowanie?! Jeśli u mnie w domu ktoś rozmawia przez telefon, to staram się dyskretnie wyjść, żeby mu nie przeszkadzać, a jak nie mogę, to zachowuję ciszę! A nie drę się do słuchawki nieproszona!
Niestety ojciec coraz bardziej przyłącza się do matki i aktywnie zaczyna uczestniczyć w przemocy. Wiedząc, że mam EDS6a, puszcza mi tekst, "że mi się nie che sprzątać", czyli to samo, co było w dzieciństwie: dopieprza mi za coś, czego nie zrobiłam, tylko dlatego, że matka mu tak każe.
26.03
Ojciec coraz częściej mnie okłamuje i nasyła matkę. Wygląda to tak, że umawia się ze mną - on sam i tylko sam - po czym zamiast niego puka do moich drzwi matka. Tak bez ostrzeżenia.
Nie jest to kwestia tego, że się źle czuje czy coś. Od lat mamy umowę, że oboje możemy się wzajemnie prosić o pomoc, a to drugie może odmówić bez tłumaczenia i się nie obrażamy. To chyba jest właśnie normalność, dorosłość i dojrzałość, prawda? Każdy ma swoje życie i jeśli ma akurat ochotę na piwo z kolegą, to ma prawo odmówić zmiany planów, jakakolwiek byłaby zresztą przyczyna. Ojciec czasami odmawia, a czasami nie, jak każdy, i ma do tego prawo. Ale jeśli się na coś umawia, to mam prawo oczekiwać, że dotrzyma słowa! Nie może mnie przecież oszukiwać i wtryniać mi tu matki, wiedząc, jak ona się nade mną znęca, i że ja sobie tego nie życzę! Jeśli tak robi, to nie mogę go już prosić o pomoc, bo nie wiadomo, kiedy mi tu naśle matkę. Przy czym to nie jest tak, że on nie jedzie, że przyjeżdża tylko matka, nie. On ją tu przywozi! To nie jest sytuacja, kiedy on się źle czuje i nie może pojechać, a w zamian przyjeżdża matka, autobusem. To on ją tu przywozi, więc wymówką nie jest złe samopoczucie, które przecież bym zrozumiała! Zrozumiałabym też, gdyby mi powiedział wprost, że on już nie może czy po prostu nie chce mi pomagać w ogóle. OK! Po prostu szukałabym innego sposobu. To byłoby uczciwe postawienie sprawy, uczciwe potraktowanie mnie, które bym doceniła. Ale oszukiwanie jest dla mnie nieakceptowalne i złe.
W dodatku matka przekazała mi rewelacje. Nie wiem, czy mówiła prawdę, czy sobie to wymyśliła, ale podobno dzwoniły do niej psycholożki z OPSu. Podobno nakłamały matce, że moje mieszkanie jest zaniedbane, i że ja jestem niedotleniona. Sprawa wygląda tak, że nie były u mnie od pół roku albo i dłużej. A kiedy były, to nie widziały mieszkania, do sypialni np. ich nie wpuściłam w ogóle, bo to moje prywatne miejsce. Nie były też u mnie w styczniu, kiedy to OPS odebrał mi godziny i opiekunka od ponad miesiąca nie mogła sprzątać. A nawet wtedy miałam w domu porządek, ja nie generuję bałaganu. Jedyne, co mogłyby zobaczyć, gdyby wtedy przyszły, to nieumyta i nieodkurzona podłoga. Gdzie one niby widziały jakieś zaniedbania?! Wspomniałam o sypialni, której nie widziały, bo akurat tam na podłodze leżą przydasie scrapowe, dla których nie mam żadnej szafki, więc nie mam gdzie ich "odłożyć na miejsce" i "posprzątać". Musiałabym je wyrzucić, żeby znikły i nie kłuły w oczy pań psycholożek, tyle że nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z pasji, nawet na ich życzenie! No i one tych przydasi nie widziały (teraz mogłyby je zobaczyć np. w kuchni, bo mimo że od prawie 2 miesięcy prawie nic nie zamawiam z ali, to i tak przychodzą zaległe przesyłki).
To o niedotlenieniu to nawet nie wiem, skąd wyciągnęły! Nie rozmawiały przecież z żadnym moim lekarzem, a mnie nie pytały o objawy. Nie wyczytały takiej bzdury także na moim blogu. W ogóle wygląda, jakby go nie czytały wcale. Bardzo to "kompetentne".
To oczywiście zakładając, że matka nie kłamie. Podobno też nasłały matkę na mnie. Kazały jej tu przyjechać i mi posprzątać (tylko co matka miałaby sprzątać niby?). Jeśli to prawda, to jest to przemoc ze strony psycholożek. Albo są niekompetentne i nie rozpoznały przemocowej psychopatki (mój psychiatra rozpoznał ją po 2 minutach rozmowy z nią!), albo rozpoznały, ale same są przemocowe, więc stają po jej stronie! Nie wiem, co jest gorsze!
W psychologii, która jest przecież nauką, wiadomo od dawna, że czegokolwiek nie zrobiłaby ofiara, winny przemocy jest oprawca! Tylko on za tę przemoc odpowiada i ma bezwzględnie respektować słowo "nie". Wyobrażacie sobie, żeby do zgwałconej dziewczyny psycholog powiedział, że to nie przemoc, że to ona ma konflikt z gwałcicielem, że powinni go wspólnie rozwiązać, i że ofiara ma wycofać NK? A JA TO OD PSYCHOLOŻEK USŁYSZAŁAM! A wyobrażacie sobie, że psycholog dzwoni do gwałciciela i mówi mu, że ofiara po tym gwałcie zapuściła mieszkanie i że powinien ją odwiedzić i jej pomóc sprzątać? Cóż, wg mojej matki psycholożki właśnie tak zrobiły.
I nawet jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę tak zrobiły, bo wcześniej rzeczywiście stanęły po stronie oprawcy i chciały, żebym "rozwiązała konflikt z matką" i wycofała NK. Najwyraźniej wtedy byłam za mało tym zbulwersowana, skoro ich przemoc tak eskalowała. Zastanawiam się, czy inne ofiary przemocy traktują tak samo. I czym usprawiedliwiają tę przemoc. To ofiary wina, że została zgwałcona, bo ubrała się w krótką spódniczkę i sprowokowała gwałciciela? A skoro mąż bije żonę, to tym gorzej dla żony? Brawo. Za takie coś powinno się pozbawiać prawa do wykonywania zawodu.
To oznacza, że jeśli dojdzie do jakiejś sprawy w sądzie, to OPS jest przeciwko mnie. Mogę liczyć jedynie na psychiatrę i moją terapeutkę.
Ale z czysto zawodowego punktu widzenia ciekawa jestem, czym usprawiedliwią nakłanianie do zaprzestania leczenia? do samobójstwa? do cierpienia i umierania w agonii? Czym usprawiedliwią grzebanie w cudzych rzeczach? kradzież leków? Czym usprawiedliwią szantażowanie ubezwłasnowolnieniem? Jak zamierzają to ogarnąć profesjonalnie? Wyprą się tego? Zwalą na mnie, na ofiarę?
26.03
Matka dziś wyjątkowo podła. Znowu przyjechała w nocy. Znowu byłam przed wzięciem leków - zawsze tak właśnie cyrkluje. Mdlałam z bólu, a matka mi wciskała głodne kawałki, że "powinnam ćwiczyć" (wiedząc, że mam EDS!). Musiałam iść do ubikacji, tam ze stresu nie byłam w stanie oddać moczu, bo tak miałam napięte ze strachu i stresu mięśnie. Matka nawet tę czynność fizjologiczną wykorzystała do rewizji w kuchni i podłego, złośliwego komentowania przemocowego wszystkiego, co znalazła, mimo że wielokrotnie wołałam z łazienki, żeby przestała grzebać w moich rzeczach. Specjalnie robiła wszystko super-powolnie, żeby dłużej zostać w moim mieszkaniu i mieć więcej czasu na przemoc.
Usiłowała mnie na siłę dotykać i obejmować, musiałam przed nią uciekać! Usprawiedliwieniem tego miało być to, że "jestem jej córką", czyli własnością, więc może ze mną robić, co chce. A ZA przecież sobie "wymyśliłam". Poza tym to "nienormalne", że ofiara nie chce przytulać oprawcy.
Znowu nie chciała opuścić mieszkania. Stanęła tak, żebym nie mogła zamknąć drzwi (noga i torba w drzwiach), i znowu udawała niewiniątko. Na całą klatkę krzyczała "Jak ci pomóc?!", żeby inni słyszeli właśnie jej "troskę", a nie awanturę i przemoc, chociaż wcale nie miała zamiaru mi pomagać (i OK, to mi nie przeszkadza). Jak zwykle odpowiedziałam, że wystarczy zaprzestać przemocy, tylko ja odpowiedziałam normalnym tonem, nie krzykiem, więc mojej odpowiedzi sąsiedzi nie słyszeli, zatem udawała, że nie dostała odpowiedzi, zignorowała ją.
Kolejne kłamstwo, że niby to ja wydaję pieniądze, a nie ona. Na co niby wydaję, na leki? Nigdy nie kupiłam zbędnej rzeczy. Zdublowane wykrojniki sprzedaję, więc nie ma straty. Nigdy nie wyrzuciłam jedzenia - wolę, żeby mi zabrakło, niż żeby zostało. A matka odwrotnie, kupuje zbędne rzeczy, czasami wciska, że one są niby dla mnie, chociaż wie, że ich nie potrzebuję, bo zawsze jej mówię, że ma mi nic nie kupować. Jedzenie wyrzuca nagminnie! I jeszcze wymaga tego ode mnie! Wydaje też krocie na hochsztaplerkę, na energoterapeutów, na "witaminy", jasnowidzów, wróżki, na siarczan potasu, o którym wie, że nie mogę go brać (mogę cytrynian). Ja już nawet ubrania kupuję na ali za grosze, bo taniej. Nawet dobrego stanika nie kupuję od miesięcy, bo mi szkoda kasy, skoro tak rzadko wychodzę.
Okłamuje mnie, że czyta bazy medyczne, chociaż sama wie i wie, że ja wiem, że przecież nie chciało jej się nigdy nauczyć angielskiego.
28.03
Najpierw mnie znowu nachodzi bez ostrzeżenia. Nie ma żadnego "dzień dobry" czy "cześć", od razu leci "Dlaczego ty śpisz?!" Rozumiem, że ona jest superbohaterem i nie śpi. Tylko tak się składa, że rekord życia bez snu to 11 dni i przerwano eksperyment, bo mózg obiektu wyłączył wszystkie funkcje życiowe i po prostu prawie zmarł. Może powinnam do niej dzwonić o normalnej porze, np. o 4, zanim zasnę, kiedy MNIE pasuje, a nie JEJ, i wydrzeć się na nią, dlaczego śpi?! To nienormalne, że się śpi o tej porze. To nienaturalny rytm przecież. I mam na to dowód od neurolog!
Potem do mnie wydzwania, stalkuje, tylko po to, żeby mi powiedzieć o swoich wymysłach, że "jestem zażółcona na twarzy". Przez lata ją kilkakrotnie uprzedzałam, że jak nie zaprzestanie przemocy, to odłożę słuchawkę. Teraz już tego nie robię, od razu się rozłączam. Najwyraźniej jednorazowe dokopanie mi ją satysfakcjonuje. Jak ma 3 sekundy, to nie traci czasu, w całości je wykorzystuje na przemoc, już bez żadnych wstępów czy zakończeń. Bez udawania, że chodzi o coś innego.
31.03
Myślałam, że już nie będzie przemocy w tym miesiącu, ale dałam się znowu nabrać. Rano zastałam zostawiony w nocy sms "Oddzwoń". Myślałam, że to ojciec, bo to on do mnie zawsze pisze sms-y, ale nie, znowu odebrała matka! Jego telefon! Już teraz nie będzie mogła kłamać, że nie umie pisać sms-ów i musi dzwonić! Bo powiedziała, że ojciec śpi. O 13:15. Jak to śpi? W dzień śpi? I matka nie robi mu o to awantur?! To dlaczego robi je mnie?!
W każdym razie matka usiłowała wykorzystać, że mam demencję, i wmówić mi, że laptop jest u mnie, nie u nich. A ja owszem, demencję mam, ale TO akurat pamiętam. Laptop był u mnie przy poprzednim popsuciu kompa wiele miesięcy temu, o ile nie rok temu, ale miał zepsutą klawiaturę od nowości (pisałam o tym na fb) i ojciec dał go potem do naprawy. Jeszcze mi mówił, że klawiatura jest naprawiona i śmiga, że odebrał lapka z serwisu, ale nigdy nie było mi dane tego sprawdzić, bo po naprawie nigdy już laptopa nie widziałam. I taka jest historia.
Mało tego, matka usiłowała mi jeszcze wmówić, że mam "demencję polekową"!! Aczkolwiek w ogóle zdziwiło mnie, że teraz już przynajmniej nie kłamie, że nie mam jej w ogóle. Ale nadal kłamie i usiłuje mi wmówić, że nie mam EDS ani nawet wiotkości, więc nie mam wiotkich żył, a przeprosty i dyslokacje sobie wymyśliłam. Lekarze, którzy mnie diagnozowali, też mieli zbiorowe halucynacje i żadnych przeprostów nie widzieli. Najgorsze, że teraz stawy już mi tak posztywniały, że w palcach faktycznie nie mogę już zrobić przeprostu, bo przy próbie po prostu od razu się dyslokują, zamiast przeprostować (przypomnę, że sztywnienie po trzydziestce jest naturalnym objawem 6a, pisałam chyba nawet o tym, dlatego dobrze, że diagnozowano mnie, zanim to nastąpiło; ale generalnie w diagnozie 6a pyta się nie tylko o przeprosty, ale też o to, czy występowały wcześniej, w dzieciństwie, właśnie na wypadek zesztywnienia stawów) - więc dla matki to argument, że ma rację, a ja kłamię! I nieważne, że nadal mam przeprosty w dużych stawach, kolanach, kostkach, łokciach, będzie te kłamstwa rozpowiadać, a ludzie bez mózgu będą jej wierzyć, zamiast wiedzę zweryfikować.
Po 30 minutach matka dzwoni znowu. Myślałam, że już ochłonęła. Nie liczyłam oczywiście na żadne "przepraszam", ale myślałam, że teraz wreszcie mi powie, z czym dzwoni. Ale nie! Od razu po odebraniu usłyszałam pretensje, że odłożyłam słuchawkę. Matka ma pretensje, że nie zgadzam się potulnie na przemoc, tylko się bronię! Czy każdy oprawca tak ma?? Więc znowu mówię jej, że uprzedzałam ją wiele razy, że ma nie być przemocy. Nadal żadnego "przepraszam", tylko dalej szantaż emocjonalny podniesionym tonem: "Co ty myślisz, że my będziemy z ojcem nie spać po nocach?!" Nie słuchałam dalej, odłożyłam słuchawkę i dziś już odbierać nie będę.
Najgorsze jest to, że program do nagrywania rozmów nie robi tego automatycznie, tylko mnie pyta, czy tę rozmowę zapisać, ale to pytanie natychmiast znika, od paru miesięcy nie udało mi się w ogóle kliknąć, że tak! I nie da się też połączyć MPE z telefonem, więc nie mam jak zgrać nagranych rozmów na kompa - może właśnie dlatego to pytanie znika, bo nie ma już miejsca na telefonie? Może ma ktoś jakiś pomysł, jak zagwarantować sobie automatyczne nagrywanie rozmów telefonicznych? Najlepiej tych wychodzących też, bo ojciec po rozmowie ze mną często niestety oddaje słuchawkę matce, zamiast się rozłączyć. Na razie właśnie ogarnęłam dyktafon w telefonie, ale ten jest niepewny, bo na ogół jest rozładowany, LG rozładowuje się już po 2h.

Subskrybuj:
Posty (Atom)