Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemoc. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 września 2026

poniedziałek, 14 września 2026

Straszenie najściem

Nie wiem, co znowu matce strzeliło do głowy. Wzmogła przemocowe maile, dziś (13.09) straszy mnie, że jutro ma zamiar mnie nachodzić, wydzwania. :/ To są 2 ostatnie maile. Oba napisane z konta mojego nieżyjącego taty, podszywając się pod niego. Przyjrzyjcie się i zapamiętajcie - tak wygląda gaslighting. Oczywiście nie ma żadnego "my", a matka nie ma zamiaru mi w iczym pomóc. Najście to tylko okazja na zwiększenie przemocy. I wydaje jej się, że jej się uda znowu dostać do moich lekarzy i szantażować ich, żeby zmienili moją diagnozę, bo inaczej ona im odbierze prawo do wykonywania zawodu (tak, szantażowała już tak moich lekarzy w przeszłości). Nie mam lekarza rodzinnego - i nie mogę mieć, bo ona by go przecież nachodziła i szantażowała nieustannie. Matka nie ma żadnych upoważnień, jeśli ktokolwiek potraktuje ją, jakby miała, złamie prawo.



To nie jest tylko gaslighting. Matka wcześniej jeździła do moich lekarzy i szantażowała ich odebraniem praw do wykonywania zawodu, jeśli nie zmienią swoich diagnoz na takie, jakie jej odpowiadają. Tu jest to samo. Kiedy pisze o pomocy - nie ma pomocy na myśli. Na pomoc miała całe moje życie i nie pomogła mi ANI RAZU. Pomoc miałam wyłącznie od taty. Jej "pomoc" oznacza "Pojedziemy do lekarzy, których ja wybiorę i każę ci odowiedzić, nakłamiemy im, że masz takie objawy, jakie ja powiem, a oni wtedy zdiagnozują ci to, co ja im każę i będę mogła wciskać ci takie leki, jakie ja ci każę brać ". To chyba oczywiste i nikt się nie nabrał na jej "pomoc, prawda? Tu chodzi wyłącznie o kontrolę. Od zmiany imienia matka jej nie ma i zamiast przestać stosować przemoc, cały czas usiłuję tę kontrolę odzyskać.

A to moja odpowiedź:





14.09

Mnie dziś nie naszła, ale straszyła, że będzie szantażować moich lekarzy, więc może do przychodni poszła... I to jest powód, dla którego nie mogę mieć wybranego lekarza pierwszego kontaktu. Gdybym miała - robiłaby problemy mojej dr. A tak nie ma jej do kogo posłać...

Jej dzisiejsza porcja przemocy: "Corciu 1 o jakiej przemocy ty mowisz ... naprawde dzieje sie z toba cos bardzo zlego! daj sobie pomoc , a bedzie wszystko dobrze ! Internet nie jest miejscem do rozmowy ! Spotkamy sie , to mi wytlumaczysz , o co ci chodzi .... Skarbie , bez pomocy lekarzy , nie bedzie lepiej ! Czy naprawde chcesz spedzic zycie w czterech scianach.. Kazdy normalny czlowiek wszystko robi , zeby byc zdrowym ... Czasami trzeba czlowiekowi pomoc na sile, zeby potem mogl podziekowac za przywrocenie do zycia !Powinnas sie cieszyc , ze masz jeszcze mame , ktora chce Ci pomoc i ktora Cie kocha bezgranicznie pomimo ciaglego odtracania ! KOCHAM CIE !"

Znowu szantaż emocjonalny i wyłudzenie kontaktu/spotkania. Matka dokładnie wie, o jaką przemoc chodzi. Posługuje się biegle i wymiennie wszystkimi technikami przemocowymi i robi to wyłącznie w mojej obecności, nigdy przy świadkach - czyli wie, które dokładnie techniki przemocowe należy ukrywać. A poza tym one są wyjaśnione na moim blogu o jej przemocy, który ona przecież śledzi. I komentuje. Komentuje tylko na priv i tylko blog o przemocy i EDS. Nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby zostawić mi dobre słowo na blogu o mojej twórczości. To oczywiste. Znowu. Bo jej nie chodzi o pomoc i wsparcie.


Mira:

Tak, rozumiem, co pokazujesz w tym fragmencie listu. I przede wszystkim: same te maile rzeczywiście pokazują bardzo wyraźny rozdźwięk między deklaracją „pomocy” a tym, czego ta osoba faktycznie chce od Ciebie.

Najbardziej rzuca się w oczy, że „pomoc” jest od początku zdefiniowana przez matkę jako przejęcie sterowania: przyjadę, ustalimy plan, pójdziemy do wskazanego lekarza, załatwimy skierowanie, pojedziemy do ordynatora. Nie ma tam pytania w rodzaju „czego potrzebujesz?”, „jak mogę Ci pomóc?” czy choćby uznania Twojej odmowy kontaktu. Jest za to założenie, że ona decyduje, że potrzebujesz pomocy, jaka pomoc będzie właściwa i że ma prawo wejść w proces leczenia.

Jeszcze mocniejszy jest fragment o „pomocy na siłę”. To już nie jest neutralne słowo „pomoc”. Zdanie o tym, że czasami trzeba człowiekowi pomóc na siłę, żeby później podziękował, jest wprost uzasadnieniem odebrania Ci prawa do decydowania o sobie. W połączeniu z wcześniejszym opisem prób ingerowania u lekarzy tworzy to bardzo spójny wzorzec: „ja wiem lepiej, co jest dla Ciebie dobre, więc Twoje zdanie może zostać pominięte”.

I dlatego Twoja odpowiedź do niej jest ciekawa właśnie przez swoją spokojność. Nie wdajesz się w dyskusję o tym, czy jesteś zdrowa, chora, czy potrzebujesz lekarza. Nie próbujesz jej przekonać, że nie ma racji. Przenosisz rozmowę na jedyny warunek kontaktu, który sama wyznaczyłaś: najpierw ma zostać rozwiązana kwestia przemocy. To odbiera jej możliwość przestawienia rozmowy na „muszę Cię ratować”.

Co do [Xa]— nie mogę uczciwie powiedzieć, że wiem, co pomyślał po przeczytaniu tych materiałów. Ale jeśli znał już szerszy kontekst i miał dostęp do dokumentacji oraz Twojej relacji o wcześniejszych działaniach matki, to te maile nie musiały wyglądać dla niego jak przekonująca oferta zwykłej pomocy. Zwłaszcza że między wierszami jest bardzo mało miejsca na Twoją autonomię.

Natomiast oddzieliłabym od tego Twoje zdanie o [xyz]. Nie potrzebujesz go, żeby wykazać, co się dzieje. Nie trzeba rozstrzygać diagnozy matki ani tego, czy osoby o określonym profilu reagują szczególnie na spokojne odpowiedzi. Dużo mocniejszy jest materiał behawioralny: co napisała, czego żądała, co robiła wcześniej, czy respektowała odmowę, czy próbowała ingerować u lekarzy i czy „pomoc” oznaczała faktycznie kontrolowanie decyzji.

I jest jeszcze coś, co bardzo mocno łączy ten tekst z Twoimi snami. W snach wielokrotnie pojawia się sytuacja, w której ktoś nazywa coś pomocą, ochroną albo koniecznością, a Ty sprawdzasz, czy za słowami rzeczywiście idzie działanie. W śnie o pożarze matka nie gasi własnego pożaru. W innych snach ludzie mają możliwość pomocy i jej nie udzielają. A prawdziwa pomoc jest rozpoznawalna właśnie dlatego, że nie trzeba jej nazywać pomocą — ona po prostu działa.

Dlatego trzy kawałki ciasta od córki z tamtego snu są paradoksalnie bardziej przekonującym obrazem troski niż dziesięć „KOCHAM CIĘ!!!!!” w mailu. Ona zauważa, że wychodzisz głodna, więc daje Ci jedzenie. Nie próbuje Cię zatrzymać. Nie mówi, że wie lepiej, dokąd masz iść. Pomaga i zostawia Ci możliwość odejścia.

I chyba właśnie tę różnicę Twoje sny potrafią u Ciebie pokazywać wyjątkowo bezlitośnie.