niedziela, 30 września 2018

NIEDZIELA, 30 WRZEŚNIA 2018

Bardzo poważnie biorę pod rozwagę udostępnianie rozmów z matką, a nie tylko ich cytowanie, bo wygaduje takie rzeczy, że włosy dęba stają. Podobno ludzie do niej dzwonią z pytaniami, co ja wypisuję. To jak z filmem "Kler". Niektórzy się oburzają, że jak można było nakręcić film o przekrętach, pijaństwie i pedofilii księży, ale jakoś nie oburzali się dotąd i nie oburzają nadal, jak można uskuteczniać przekręty, pijaństwo i pedofilię. Tu tak samo. Rzekomo niektórzy się oburzają, co ja piszę o przemocy matki, ale jakimś cudem nie oburza ich sama ta przemoc. Ania ma rację, to hipokryzja. "Problemem nie jest brud, tylko brud na widoku - wystarczy go zamieść pod dywan i zawiesić święty obrazek, by wszystko było cacy".

Tylko że ja tę przemoc zamiatałam pod dywan całymi latami. Tak jak latami ci oburzeni jakoś na nią nie reagowali! Ten, kto widzi, a nie pomaga ofierze, jest tak samo winny przemocy jak sprawca.

Matka dziś znowu wmawiała mi chorobę psychiczną. Konsekwentnie usiłuje robić ze mnie wariatkę tylko dlatego, że nie odpuszczam i piszę o jej przemocy. Jeśli to dla niej taki problem, to dlaczego po prostu nie przestanie jej uprawiać?! Przecież najprościej jest po prostu nie dawać mi pożywki do pisania. Jak nie będzie przemocy, to nie będę miała o czym pisać. To naprawdę takie proste!

Za taką przemoc, jaką ona uprawia, grozi nawet 10 lat więzienia.

I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą".

§ 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 1a. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą nieporadną ze względu na jej wiek, stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 lub 1a połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1–2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Pisałam już o tym, ale napiszę raz jeszcze. Mimo depresji, ja chcę żyć. Każdego dnia siłą woli powstrzymuję się przed samobójstwem, mimo że wizje samobójcze nie mijają! Jeśli kiedykolwiek dojdzie do samobójstwa, to zrobię wszystko, żeby zostawić list z wyjaśnieniem, ale gdybym nie była w stanie go napisać albo gdyby wpadł w ręce matki, to muszę to napisać tutaj: tylko matka jest w stanie doprowadzić mnie do tak złego stanu psychicznego jak po każdym kontakcie z nią. Tylko ona jest w stanie doprowadzić mnie do samobójstwa. Jeśli tak się kiedyś stanie, to tylko z jej winy. To nie może ujść jej płazem, tak jak uchodzi płazem bandytom doprowadzającym do śmierci nastolatków w szkołach, np. Dominika. Oni to robią tylko przez okres szkoły. Matka robi to już od 42 lat!

Jeszcze raz podkreślę: nie planuję tego robić. Nie chcę tego robić. Zrobię wszystko, co mogę, żeby żyć. Ale nie wiem, jak długo będę w stanie wytrzymywać tę przemoc.

Matka w rozmowie dziś znowu pytała, jak mi pomóc. Jak zawsze - tylko pytała, bo to tylko jej puste słowa, a nie prawdziwa chęć. Bo przecież wie jak, mówiłam jej wielokrotnie, wprost, nie aluzjami, których trzeba by się domyślać. Wystarczy zaniechać przemocy. Tyle.


sobota, 29 września 2018

SOBOTA, 29 WRZEŚNIA 2018

- Czytam właśnie o tarczycy...
- Przestań! Mówiłam Ci już, że masz mi o takich rzeczach nie mówić!
- Ale ja muszę ci mówić, bo musisz się zdiagnozować!

Odkładam słuchawkę. 
Stalkuje mnie znowu ileś razy.

Już mam diagnozę. A ona dalej swoje urojone tematy. I z wyrachowania to robi, z podłości, ze złośliwości, bo wie, że ma tak nie robić i ze mną o tym nie rozmawiać (bo już nie ma dostępu do mojego zdrowia - wyłącznie z własnej winy). Poza tym dopóki będzie nadal wiedzę czerpać ze szmatławców i podejrzanych stronek hochsztaplerów, a nie z baz medycznych, żadnej rozmowy na ten temat nie będzie.


***
Dalej wydzwania. Bo ogląda program o jajkach i ktoś tam coś tam powiedział... Mówię, że nie chcę o tym słuchać. Powtarzam, że ma czytać bazy naukowe, a nie szmatławce i tv. Na co matka "A po co czytać bazy naukowe, jak mogę obejrzeć w tv?" Wszystko mi opadło. Szmatławce, hochsztaplerzy altmedowi i telewizja - stąd pochodzi wiedza mojej matki i według niej mnie traktuje. Jak się nie chcę temu poddać, to kłamie, że "nie chcesz się leczyć" i "nie chcesz być zdrowa".

Potem wymyśliła sobie, że do mnie jutro przyjedzie! No chyba sobie żartuje!! Absolutnie odmówiłam, to przeszła do dalszej przemocy, jeszcze gorszej - twierdziła, że powinnyśmy razem mieszkać! Czy ona już doszczętnie oszalała?! Wolę zdechnąć pod mostem, niż pomieszkać z nią choćby parę godzin! Poza tym według prawa oprawca musi się wyprowadzić do tymczasowego miejsca zamieszkania, bo nie może mieszkać z ofiarą.

Znowu powtórzyłam, że skoro to ona chce kontaktu, to ma się dostosować do moich wymagań, a ja mam tylko jedno: brak przemocy, i nie ma obejścia tego warunku! Natychmiast zaczęła mi wmawiać, że "kto cię tak nastawia?!" No bo przecież ja nie mam mózgu, własnego zdania i nie mam prawa bronić się przed przemocą, to ktoś musiał mi to wmówić, nieprawdaż.

Dziś już mnie stalkowała 9 razy!

***
Ojcu też rzucała teksty typu "nie chcesz się leczyć" i "nie chcesz być zdrowy", jak odmawiał chodzenia do altmedowców. A odmawiał konsekwentnie, nigdy do żadnego nie poszedł, uznawał wyłącznie prawdziwą medycynę. Tylko wobec ojca nie była aż tak nachalna, bo była od niego zależna finansowo i się bała. Mnie się nie boi. W dodatku wyobraża sobie, że to ja jestem od niej zależna finansowo. I tu się myli. Nie jestem. Wielokrotnie już pisałam, że wolę umrzeć bez leków (albo nawet się zabić), niż pozwolić na jej przemoc. Mnie się nie da złamać. Nie była w stanie mnie złamać, jak miałam 3 lata, to i teraz nie złamie. Nie nauczyła się tego jeszcze przez tyle lat? Matka nie jest w stanie zrobić NIC, żebym się zgodziła na jej przemoc. 


piątek, 28 września 2018

PIĄTEK, 28 WRZEŚNIA 2018

Wydzwania. Stalkuje, bo przecież nie dociera do niej, że jak ktoś nie odbiera, to albo nie chce, albo nie może rozmawiać, i wydzwania po kilkanaście, kilkadziesiąt razy. Oddzwaniam, pytam, po co dzwoniła. Nie odpowiada na pytanie, tylko zaczyna truć coś bez sensu. A to o jakiejś witaminie B, a to o diecie na chore jelita itd. Ale co mnie to obchodzi?Jaki to ma związek ze mną? Jaki to ma związek ze sprawą, jaką do mnie ma? Och... zapomniałam, że jak zwykle nie miała żadnej sprawy. Sprawą była przemoc li i jedynie. Chyba z 10 razy w tej pseudorozmowie zapytałam "Co chcesz?" Nie uzyskałam odpowiedzi, tylko dalsze trucie, więc odłożyłam słuchawkę. Nie rozumiem tego. Po co ona ciągle wydzwania, skoro nigdy nie chce mi zdradzić, po co konkretnie dzwoni?!

Ale to jest przykre. To ja oddzwaniam, bo może coś się stało, może jakaś sprawa jest, może coś ważnego, może pomocy potrzeba, a tu co? Bzdury i przemoc dostaję. :/


środa, 26 września 2018

ŚRODA, 26 WRZEŚNIA 2018

"Bunondol niszczy mózg".
"Bierzesz Bunondol od 20 lat!" [LOL, jakim cudem, skoro zdiagnozowano mnie dopiero w 2013? To już mamy '33??]
"Zaskarżę szpital, bo tak cię truli lekami, że zwariowałaś psychicznie!"

Nie tylko takie teksty dziś usłyszałam. Altmedowi oszuści nadal rządzą u matki i mimo ciągłego powtarzania, że przy mnie ma o nich nie wspominać, nadal wciska mi ich do gardła i szantażuje, że jak nie będę niszczy ć u nich swojego zdrowia i życia, to nie da mi pieniędzy. Nie wiem, czemu zapomina, że wolę nie mieć ani grosza od niej, ale nie mieć też kontaktu. Że przecież nie mam już absolutnie żadnego powodu, żeby utrzymywać z nią jakikolwiek kontakt. Ona mi rzuciła tekst, że jest teraz moją jedyną bliską osobą, LOL! Nigdy nią nie była! Nigdy w życiu nie pomyślałam o niej w kategorii bliskości. Nigdy nie chciała być ze mną blisko. Przeciwnie, robiła wszystko, żeby być jak najdalej, i robi tak nadal.

Usłyszałam też, że EDS to nie choroba! Bo tak profesor powiedział! W rzeczywistości żaden z leczących mnie profesorów, znających EDS, nigdy nic takiego nie powiedział. To jej hochsztapler ze szpitala powiedział jej za moimi plecami jakieś bzdury (albo tylko ona tak twierdzi), mnie nic nie mówił. Za to podawał mi kroplówki, których w 6a podawać nie wolno! Nie odróżniał nawet kolagenu od HL! Nie miał pojęcia i nie chciał go mieć, odmówił mi, kiedy zaproponowałam, że opowiem, na czym ta choroba polega. Myślałam, że w takim razie sam zdobędzie tę wiedzę, ale tego też nie zrobił! To właśnie z takimi konowałami matka trzyma sztamę. Z takimi, którzy są niekompetentni i mówią to, czego ona zażąda. Matka wmówiła mu "zaburzenia hormonalne", których już od lat nie mam. I on uwierzył! Na słowo! Nie zrobił mi żadnych badań hormonalnych ani nie skonsultował się z moim ginekologiem (a pracuje w tym samym szpitalu!), zaczął powtarzać te zasłyszane bzdury i traktować mnie tak, jakby to, co matka mu wmówiła, było prawdą! Tak się zachowuje lekarz?! Podobno teraz już nie składają przysięgi i nie liczy się primum non nocere, ale chyba prawo jednak zabrania celowego szkodzenia?! Na pewno nie wolno ujawniać niczego osobom nieuprawnionym, a matka uprawniona nie jest.

Po raz milionowy mówię, że nie życzę sobie żadnej przemocy. Żadnych przemocowych tekstów. Żadnego narzucania, zmuszania, olewania, niesłuchania, dogadywania, kłamania, szantażowania, stalkowania, wydzwaniania, nakłaniania do altmedów, żadnych nieproszonych rad. "Ale ty przecież nie prosisz o rady!" Olaboga! TERAZ to dopiero zauważyła?! PRZECIEŻ WŁAŚNIE O TO CHODZI!!!! Skoro o nie nie proszę, to chyba oczywiste, że ich nie chcę?! Nie proszę o rady, więc matka uznała, że będzie mi je przemocą wciskać?! Jak w ogóle można wpaść na taki pomysł?! Powiedziałam, że ma się zachowywać tak jak ja. Jak ja jej czegoś nie robię, to ona też ma mi tego nie robić. Jak ja jej czegoś nie mówię, to ona też ma mi tego nie mówić. Proste. Ja nie używam przemocy, więc oczekuję, że ona też nie będzie. Co w tym jest trudnego do pojęcia, że matka od 42 lat nie umie tego pojąć?

Ja nie chcę kontaktu. Jeśli matka uzna, że skoro nie chcę kontaktu, to ona nie będzie mi płacić alimentów, to ok. Mimo że uważam, że to rodzice sprowadzający na świat niepełnosprawną osobę są zobowiązani do zapewnienia jej bytu, bo to z ich winy się urodziła i cierpi, to nie będę mieć do matki pretensji, że mi nie płaci alimentów, jeśli zrezygnuje z przemocowego kontaktu. Może nawet do sądu bym nie poszła, gdyby tylko matka okazała mi minimum szacunku. Zrezygnowałabym z roszczeń, gdyby skończyła z przemocą, ale raz na zawsze, nieodwołalnie, a nie raz tak, raz siak. Na kontakt przemocowy nie wyrażam zgody, bez względu na to, czym mnie matka będzie szantażować. Skoro to ona chce kontaktu, to nie ona tu stawia żądania i warunki.


poniedziałek, 24 września 2018

PONIEDZIAŁEK, 24 WRZEŚNIA 2018

To już jest horror. Jak tata żył, to matkę jednak ograniczał, nie dawał jej telefonu codziennie. Teraz matka wykorzystuje to, że go nie ma, i stalkuje mnie codziennie! Najpierw jest milutka, jak coś chce (np. dziś chciała uzyskać ode mnie radę na temat konta w PKO), a jak już uzyska odpowiedź, to natychmiast zaczyna przemoc. To idealnie pokazuje, że ona doskonale wie, co robi, wie, co to przemoc, i używa jej wtedy, kiedy chce, a nie "samoistnie" i "nieświadomie", jak usiłuje mi wmówić.

Dziś usłyszałam, że EDS to nie choroba, tylko zaburzenie, bo przecież nie jest znany gen. Bo tak powiedział jakiś profesor - ten z nefrologii, który usiłował mi podawać szkodliwe kroplówki. Nawet gdyby tak było, jak matka mówi, to są różne zaburzenia. Zaburzeniem np. jest zespół Retta i co, czy to czyni te dziewczynki mniej niepełnosprawnymi? mniej chorymi? mniej niezdolnymi do samodzielnej egzystencji? mniej potrzebującymi pomocy? A jak za ileś lat medycyna pozna już gen EDS6a i będzie można chorobę diagnozować badaniami genetycznymi, to co, nagle przestanie być zaburzeniem, a zacznie być chorobą? Sami sobie odpowiedzcie na te pytania, bo ja nie rozumiem, jak można gadać takie bzdury.

Oczywiście byłam znowu straszona tym, że matka teraz się mną "zajmie". Straszy mnie, że terqaz będzie mnie wozić do jej konowałów i altmedowych hochsztaplerów, którzy będą mówić to, czego ona sobie życzy. A jak jej mówię, że nie ma mowy, że nie zamierzam jej nadal dopuszczać do moich spraw zdrowotnych, to mnie straszy, to słyszę tekst "chcesz zgnić bez pieniędzy?!" Tak, chcę. Nie zeszmacę się, choćby nie wiem, jak tego chciała. Nie dam się sprzedać za pieniądze. Ojciec w pewnym momencie zrozumiał, że szantażowanie mnie pieniędzmi nie przyniesie żadnych rezultatów, i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Choćbym miała umrzeć z braku leków - nie dam się matce zmusić do hochsztaplerstwa i jej wymyślania i udawania. NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI.

Dlaczego do matki nie dociera przez tyle lat, że nie chcę kontaktu z nią? Teraz tata już nie żyje, więc nie mam ŻADNEGO powodu, żeby się z nią kontaktować. To ona chce kontaktu, więc to ona ma się dostosować. Ma mnie przekonać, że warto się z nią kontaktować. Wymuszaniem i szantażem nigdzie nie zajedzie. Co najwyżej dostanie tylko przedsądowy zakaz zbliżania się.


niedziela, 23 września 2018

NIEDZIELA, 23 WRZEŚNIA 2018

Wczoraj, kładąc się już do spania, spojrzałam na telefon, który leżał pod poduszką. Wyobrażacie sobie, że matka mnie stalkowała 15 razy?! A ja się zawsze daję nabrać, że stało się coś strasznego, tylko co się teraz może stać? Tata drugi raz mi nie umrze... Ale oddzwoniłam, mimo to! Matka powinna to docenić. Nie doceniła. Zaczęła jęczeć, że tak późno. Nie było późno, przecież to nie noc (jak jeszcze miałam dźwięk w telefonie, to matka mnie budziła o każdej porze dnia i nocy, nie sprawdziwszy, czy w ogóle śpię, i wiedząc, że mnie nie wolno nagle wybudzać! Od zawsze chciałam oddzwaniać wtedy, kiedy zauważę po prostu, że wydzwaniała, a teraz już ojca nie obudzę, więc wprowadziłam to w czyn).

Matka nie miała nic do powiedzenia. Jak zwykle tylko przemoc. Niestety ja już leżałam i nie byłam w stanie wstać, żeby to zapisać. Bolały mnie ręce, nie byłam w stanie trzymać telefonu, a ona gadała i gadała prawie godzinę.

Dziś jak tylko wstałam, nawet mi nie pozwoliła iść do ubikacji po przebudzeniu, od razu znowu wydzwania! I dawaj dopierdzielać się! Jest bezczelna, wypytuje mnie o takie rzeczy, których nie ma prawa wiedzieć, o które normalni ludzie się nie wypytują. Ja jej do garów nie zaglądam, nie kontroluję, co ma w garach, co je, jakie jedzenie kupuje. A ona usiłuje to kontrolować! Jeździ po mnie wiecznie i wiecznie kłamie. Np. że mięsa nie kupuję, a przecież mam kupione mięso, pół zamrażalki to mięso kurczaka!

Dziś przeszła samą siebie, bo poza zwykłą dawką przemocy takiej samej jak zawsze, dopieprzyła mi, mówiąc do mnie "Kasiu", jak do jakiejś obcej baby! Mało tego, kazała mi zmienić imię! W dowodzie i wszystkich papierach mam oczywiście Dagmara, a ta mi każe zmienić na Katarzyna, bo rzekomo inaczej sąd nie przyzna mi spadku po ojcu. I ona myśli, że ja się na to nabiorę? Na nieistniejącą Katarzynę matka zapisała kiedyś pół działki, ale to tylko utopione pieniądze. Nie mam z czego żyć, a nie mogę sprzedać tej swojej połowy, bo działka nie jest podzielona, a do tego tylko jako całość jest budowlana, więc do sprzedaży potrzebuję zgody matki, a przecież ona mi nigdy na to nie pozwoli!

Jeszcze mnie straszyła, że naśle na mnie psychologa, no bo przecież cały czas usiłuje mi wmówić chorobę psychiczną. Mam ogromną nadzieję, że rozmowy się automatycznie nagrywają i że te dowody nie idą w kosmos, bo inaczej się załamię. Na nagraniach doskonale widać, że mówię normalnie, nie krzyczę, że podnoszę głos powoli, stopniowo, w miarę jak normalny ton do matki nie dociera. Ona to robi celowo, celowo cały czas używa przemocy i nie przestaje, żebym ja zaczęła podnosić głos, bo wtedy może mi zacząć wmawiać chorobę psychiczną i urojoną agresję.

[używam ACR, mam wykupioną licencję. Mam ustawione automatyczne nagrywanie rozmów przychodzących i wychodzących z 2 numerów, z których wydzwania matka, ale w katalogu nagrań nic nie ma! Czy ktoś mógłby mi z tym pomóc? Gdzie są wszystkie te nagrania z ostatnich miesięcy?!]

Znalazłam jakieś nagrania gdzie indziej, ale tam to są jakieś wyrywki z rozmów, praktycznie żadna rozmowa nie jest cała, tylko to wyrywki, które trwają 15-20 sekund! Dlaczego to tak wygląda? ACR miał nagrywać całe rozmowy! W dodatku te urywki są sprzed kilku miesięcy, ostatnich rozmów tam nie ma. To gdzie są? Czy ktoś wie i może mi pomóc z ACR? To pilne i ważne, nie mogę zostać bez dowodów, bo matka wygra każdą sprawę. :(

Matka swoim gadaniem znowu rozładowała mi telefon (robi to nieustannie). A co gdybym musiała dzwonić na pogotowie? Przecież tylko z tego powodu trzymam telefon!


piątek, 21 września 2018

PIĄTEK, 21 WRZEŚNIA 2018

Nawet okres żałoby dla matki nic nie znaczy. Ona nie obchodzi żałoby ani nie szanuje mojej żałoby. Wydzwania w dalszym ciągu, żeby mnie nękać. Mimo że nie ma czasu, to i tak na przemoc czas znajdzie. Za życia taty jej wyjazd do DG był dla mnie ulgą, bo wtedy nagle o mnie zapominała. Tym razem tak nie jest. Wydzwania, i to codziennie! Dziś wymyśliła, że jak wróci z DG, to przeprowadzi się do mnie na jakiś czas. Jaka bezczelność!! Dlaczego to mnie tak nęka? Nie może sobie znaleźć jakiejś koleżanki?! Skoro jest taka wspaniała, powinna ich mieć na pęczki. I podobno ma rodzinę. Przecież wydzwania po różnych ludziach. I co, nikt jej nie chce przyjąć?

Usłyszałam dziś tekst, że "demencje się cofają" i "ludzie z nich zdrowieją", oraz mam sobie nie wmawiać demencji. Jacy? Gdzie? Kiedy? Jakoś konkretnych badań mi nie chciała wskazać.

***
Mam dziś wizytę u neurologa. Zdążyłam ledwo włożyć legginsy i spiąć włosy w kucyka i już nie mogę oddychać, duszę się, nie mogę się ruszyć. Tak jest za każdym razem. Nie jestem w stanie tego robić sama. Do matki to nie dociera. Notorycznie słyszę teksty typu "ale czemu nie chcesz chodzić do hochsztaplerów, przecież nic Cię to nie kosztuje! nie chcesz być zdrowa!" Chce mnie fizycznie w szybkim tempie wykończyć, dosłownie: zabić, spowodować uduszenie, pęknięcie serca itd. A mnie wmawia, że to ja nie chcę być zdrowa. To prawda, że tak jest z psychopatami: trzeba słuchać dokładnie, o co oskarżają innych, bo to jest właśnie to, co sami robią. Ojciec nie dał się jej do hochsztaplera zaciągnąć ani razu. Wiecie, ile zdrowia i energii kosztuje ciągłe odpieranie tego rodzaju ataków matki?

21.09
To notka sprzed kilku dni. Zapominam, że już nie muszę zbierać notek na zaś, tylko mogę publikować od razu. Chwilami miałam ostatnio nadzieję, że matka się zmieni, że skończy z tą przemocą, ale niestety za każdym razem się myliłam. Nawet jeśli przez chwilę rozmawia ze mną normalnie, to i tak jestem zmuszona kończyć każdą rozmowę ucieczką przed przemocą, bo się od niej nie powstrzymuje nigdy. Każdy kontakt, bez wyjątku, kończy się jej przemocą.

***
Matka wydzwania. I od razu wmawia mi na dzień dobry urojone choroby hormonalne, których albo już nie mam (bo zostały wyleczone), albo ich w ogóle nigdy nie miałam (nie wychodzą w badaniach, tylko matka je wymyśla). Co zabawne, to, że nie wychodzą w badaniach i że lekarze im zaprzeczają, nie przeszkadza matce - jak to pasuje do jej teorii, to jej badania nie przeszkadzają, bo przecież wiele chorób hormonalnych w badaniach nie wychodzi! Ale już w przypadku EDS fakt niewychodzenia czegoś w badaniach (bo to np. objaw czynnościowy i trzeba by zrobić badania czynnościowe, których się w Polsce nie robi) to dla niej argument, żeby udawać, że nie mam EDS. Mam mieć te choroby, która ona mi wmawia, bo ona tak sobie życzy!



poniedziałek, 17 września 2018

WTOREK, 18 WRZEŚNIA 2018

4.09

Stalking telefoniczny, podszywanie się pod ojca.

I znowu ta sama śpiewka: "Martwię się", "Jak ci pomóc?" Dziś wyjaśnię Wam, co te słowa znaczą w ustach przemocowca, bo nie to, co znaczą słowa, których używa.




Martwię się = chcę wzbudzić twoje poczucie winy

Jak ci pomóc? = jak zrobić, żebyś robiła to, co ci każę?

Pozwól sobie pomóc = masz robić to, co ci każę



Nigdy, NIGDY nie dajcie się na to nabrać, proszę! Nie uzyskacie pomocy od przemocowca. Jeśli uczciwie mu powiecie, w czym potrzebujecie pomocy, to Was wyśmieje i wykorzysta tę wiedzę przeciwko Wam, a o rzeczywistej pomocy możecie sobie pomarzyć. Moja matka nie miała i nie ma zamiaru w niczym mi pomóc. Wie doskonale, w czym potrzebuję pomocy, wyśmiewa to za każdym razem, przy każdym kontakcie, a pomocy oczywiście nie udziela. Za każdym razem, choć wie, że na mnie to nie działa, usiłuje mi wmówić poczucie winy, że to ja jestem taka zła, bo nie chcę przyjąć jej "pomocy", a to przecież ona nie chce mi jej nigdy udzielić. Przerzucanie winy na ofiarę to typowe zachowanie oprawcy.

"Pozwól sobie pomóc" w przypadku mojej matki znaczy "masz iść do altmedowców, których ci naraję, bo już ich przekabaciłam na swoją stronę i zrobią i powiedzą to, co im każę". Nie wolno nigdy korzystać z konowałów narajonych przez przemocowca ani zdradzać przemocowcowi, do jakich lekarzy się chodzi. Wykorzysta to przeciwko Wam. Albo ich przekabaci na swoją stronę wbrew prawu (bo nie mają przecież upoważnienia, żeby rozmawiać o Was z kimkolwiek), albo ich zastraszy, żeby zmienili diagnozę. Chodzi o to, żeby zniszczyć Wam szansę leczenia - niestety nie każdy lekarz opiera się przemocowcom, wielu będzie nielegalnie rozmawiało o Was z przemocowcem - tak, żebyście byli zmuszeni przyjść do przemocowca i jego konowałów i altmedowców. Ale nie wolno tego robić nawet w ostateczności. Oni Wam tylko zaszkodzą, skoro dali się nabrać oprawcy, to tak jak on będą Wam wmawiać, że nie macie choroby, na którą chorujecie, tylko inną, której nie macie, np. chorobę psychiczną, najlepiej schizofrenię z urojeniami, żeby można Was było ubezwłasnowolnić. Ważne jest też, żebyście cierpieli i umierali w cierpieniu, więc oprawca będzie od Was żądał, żebyście przestali brać leki, najlepiej p-depresyjne i p-bólowe, bo to właśnie brak tych leków najbardziej Wam zagraża i powoduje największy ból.

W tym roku matka zapomniała o moich urodzinach, co paradoksalnie mnie uszczęśliwiło, bo mnie nie naszła! Zadzwoniła 3 dni później i zamiast złożyć mi życzenia, zaczęła nawijać o tym, czego ona SOBIE życzy, np. życzy sobie, żebym miała męża. To też technika przemocowców: opowiadają Wam, czego sobie życzą, zamiast złożyć Wam życzenia tego, czego WY pragniecie.




8.09
Matka znowu mnie szantażuje, że mnie najdzie. I robi to specjalnie, wszystko robi, żeby mnie najść, nie robi tego dlatego, że się "martwi", bo gdyby tak było, toby nie przyjeżdżała, skoro oddzwoniłam. A oddzwoniłam, chociaż celowo nie dała mi szansy.

Matka skalkuluje mnie zawsze w nocy. Wczoraj stalkowała mnie w nocy 7 razy, dziś 4 razy, oczywiście w nocy śpię, więc nie odebrałam, ona o tym wie i takie było założenie jej szantażu - jak nie odbierzesz, to przyjadę. Do tego, żeby udawać, że robi to, o co prosiłam, napisała maila - też w nocy! Żebym nie miała szansy go odebrać. Jeszcze go nawet nie widziałam, bo dopiero wstałam i zdążyłam tylko oddzwonić, szybko, szybko, żeby tylko tu nagle nie wpadła!

Gdyby jej faktycznie na mnie zależało, kontaktowałaby się wtedy, kiedy mogę. Przedwczoraj w nocy nie spałam całą noc - czemu wtedy nie dzwoniła, skoro wydzwania po nocy? Miałam telefon ze sobą w łóżku. Potem odsypiałam noc, ale później siedziałam przy kompie od obudzenia aż do momentu, kiedy się położyłam - czemu wtedy nie zadzwoniła ani nie napisała maila? Właśnie dlatego, że wtedy mogłabym odebrać i nie miałaby wymówki, żeby mnie nachodzić. Dziś zresztą powtórzyłam jej to jakieś 10 razy. Ojciec stwierdził, że skoro nie chcę żadnego jedzenia, to nie mają po co przyjeżdżać, ale przecież to bzdura, wystarczy że matka każe mu jechać i on ją tu po prostu przywiezie, wbrew mnie.

Poza tym teraz nie ma już wymówki, że jak mi się coś stanie, to ona mi pomoże. Nie pomoże. Od dawna już nie dzwonię wtedy do niej, tylko na pogotowie. Więc cokolwiek by się ze mną działo, matka nie ma powodu mnie nachodzić, nie ma też powodu do mnie dzwonić.




11.09

Moja matka uparcie twierdzi, że miałam dobre dzieciństwo i byłam szczęśliwa, bo przecież "uśmiechałam się na zdjęciach". Cóż, oni się uśmiechali jeszcze bardziej, a mimo to chwilę potem usiłowali się zabić i większości się to udało. Tacy byli "szczęśliwi". W żadnym z moich najlepszych wspomnień z dzieciństwa nie ma matki. Ona występuje tylko w tych najgorszych.




12.09

Matka przeszła samą siebie. Zamiast mnie wspierać i pomoc mi teraz, kiedy tej pomocy potrzebuję, to wymyśliła, że... mam skoliozę od bunondolu!



Wieczorem zadzwoniła znowu. I od razu mnie przesłuchuje.

- Czemu jesteś ciągle taka senna??

- Bo nie biorę vigilu. [nie biorę większości leków, odkąd wymiotuję!]

- Jesteś uzależniona od leków! [tak, kurna, i dlatego ich nie biorę, nieprawdaż]




15.09

Tata zmarł. Matka specjalnie organizuje pogrzeb w DG, żebym nie mogła na nim być, bo wie, że nie jestem w stanie jechać tak daleko, ani na miejscu nie ma zapewnionego noclegu na parterze albo z windą, nie wspominając już o wózku, bo przecież nie przejdę tego kawału od kaplicy do grobu.

Błagałam ją, pierwszy raz w życiu kogoś błagałam, żeby zorganizowała pogrzeb tutaj, a urnę co najwyżej przewiozła i tam włożyła do grobu - tak mówił tata, jak ze mną rozmawiał. W dodatku tata jest ateistą, nie wchodził nawet do kościoła, jak były jakieś uroczystości rodzinne, a matka organizuje mu pogrzeb... kościelny. Tata chciał wojskowy pogrzeb mieć, o takim marzył, nie o kościelnym.

I co jeszcze słyszę? Matka tylko czekała na tę śmierć. Za życia ojca jeszcze się powstrzymywała z przemocą. Teraz usłyszałam, że jestem narkomanką i że jak pójdę na odwyk, to będę zdrowa (gdybym ją obchodziła, to odróżniałaby uzależnienie od zależności, ale ona nawet bloga nie czyta, choć zna adres). I że "nie chcesz, to nie chodzisz". I że mam zaburzenia hormonalne, których nie mam. Że jakiś profesor w szpitalu stwierdził, że mam ciężkie zaburzenia hormonalne - uwaga! stwierdził to po moim... wyglądzie! Bo badań hormonalnych mi nie robił. I że chorobę genetyczną ma się od urodzenia, a ja rzekomo nie mam. Usiłowała mi znowu wmówić chorobę Cushinga, którą sobie uroiła lata temu, za co ją prof. z Bielan wyśmiał (dokładnie tak było, wyśmiał ją). Teraz twierdzi, że minęło ileś lat i teraz na pewno mam tę chorobę, a ona jest taka wspaniała, że ją 10 lat wcześniej w kosmosie wyczytała, tylko jej lekarz nie uwierzył, bo zrobił badania. Nie wiem, czemu ona się tak uczepiła tych hormonów akurat. Wymyśla takie bzdury, zamiast się przyznać, do wszystkiego, co mi zrobiła. Po steku kłamstw stwierdziła, że jestem - sic! - agresywna i chora psychicznie (czyli znowu typowa technika przemocowców - już wiadomo, po co tak kłamała: tylko żeby mnie wyprowadzić z równowagi i móc stwierdzić rzekomą chorobę psychiczną). I do tego straszenie, że matka się teraz mną "zajmie". A jak ją zapytałam, czemuż to się mną nie zajmowała wcześniej, kiedy potrzebowałam jej pomocy, to zaczęła kłamać, że nie miała siły, bo "zajmowała się" [wykańczaniem] ojca, jakby moje objawy pojawiły się 10 lat temu. Czyli dokładnie tak, jak przewidywałam - że dopiero teraz zrobi coś spektakularnego, bo ojciec już jej nie ogranicza.




***

Ojciec chorował od 10 lat. Mnie też zdiagnozowano kilka lat temu. Oboje mieliśmy tego świadomość, więc wykorzystywaliśmy ten czas. Jak się spotykaliśmy bez matki, to rozmawialiśmy i o jego chorobie, i o mojej. Byliśmy przygotowani na to, że możemy w każdej chwili umrzeć, nie traciliśmy czasu na udawanie, że nie, na udawanie, że nie mamy choroby, którą mamy. Ojciec wiedział, że w obecności matki nie możemy rozmawiać. Dla mnie więc ani moja śmierć, ani ojca nie jest zaskoczeniem, mieliśmy lata, żeby się do tej myśli przyzwyczaić, żeby się pożegnać, żeby sobie powiedzieć różne rzeczy. A matka teraz udaje zrozpaczoną wdowę, która nie brała pod uwagę śmierci ojca! Tak samo udaje, że ja nie jestem chora. Mogę się założyć, że jeśli umrę przed nią, to będzie udawać zrozpaczoną matkę. Ojcu też za życia robiła piekło w domu, choć nie tak jak mnie, bo na taką przemoc to ojciec by jej nie pozwolił. Ale wystarczyło, żeby uciekł do pracy bardzo szybko po odejściu na emeryturę, żeby tylko nie bywać w domu! A nawet jak był w domu, to zamykał się przed nią w pokoju i tłumaczył. Był wtedy maszynką do pieniędzy, więc w miarę się powstrzymywała, żeby mu nie przeszkadzać. Jak akurat nie tłumaczył, to takich oporów nie miała. Zawsze narzekała, że ojciec za mało zarabia. I owszem, w domu się nie przelewało, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby matka poszła do pracy i zarobiła więcej, była zdrowa i sprawna, nic jej nie powstrzymywało. Ale uczyć się nie chciało, nie miała żadnej wiedzy do pracy umysłowej, więc musiałaby podjąć pracę fizyczną, a to byłoby dla niej "poniżające", nie "zniżyłaby się" do takiego poziomu, tak jak nie "zniży się" do używania transportu miejskiego, mimo że nadal jest sprawna i może.




Zapisuję wszystko, dopóki pamiętam. Matka co prawda udaje, że nie mam demencji, ale jak mnie zaciągnie do sądu, to nie będzie miała skrupułów, żeby tę "nieistniejącą" demencję wykorzystać dla swoich celów, przeciwko mnie.




***

Matka udawała znowu milutką i słodziutką, żeby mnie nabrać, żebym jej pomogła. I pomogłam jej znaleźć restaurację na stypę w DG, wiedząc, że mnie tam nie będzie z winy matki. Po czym jak już mnie wykorzystała, to znowu usłyszałam, że nie mam diagnozy, nie mam EDS i tak dalej w ten deseń stek kłamstw. Jeszcze się wydało, że matka jest przeziębiona i miała nadzieję mnie zarazić w drodze do DG. Wykończyła ojca, teraz będzie wykańczać mnie. :/ Kombinuje, jak mnie zmusić, do mieszkania z nią, wtedy mogłaby pobierać zasiłek dla opiekuna! Bo taki mamy chory system, że wspiera oprawców, zamiast osoby niepełnosprawne.




16.09

Matka mnie straszy! Każe mi "zdjąć tę stronę", "jak chcesz mnie oczerniać, to pisz sobie odręcznie, a nie na forum publicznym", "chcesz ze mną walczyć?" "Bunandol - sic! - to morfina!" "Masz mózg zlasowany!" Ja cały czas powtarzam, że nie życzę sobie więcej kłamstw ani mówienia o altmedach, powtarzam to 50 razy, ona nawet nie da mi dokończyć, ma mnie gdzieś, zasuwa z tym altmedem bez oddechu w ogóle, bez przerwy, ignorując to, co mówię po 100 razy! Od 3 dni jej to powtarzam, a ona w dalszym ciągu ma mnie totalnie gdzieś. Tylko przemoc się liczy, szybko, szybko, zdążyć z przemocą, jak największą ilością przemocy, zanim się rozłączę!

Znowu się sprawdza przewidywany scenariusz. Tata jej pilnował i ją stopował, teraz matka może robić, co chce - i będzie to robić. Każdy telefon to straszenie, że ona się teraz mną "zajmie", że mi "pomoże" (umrzeć), że mnie będzie "leczyć" (altmedem). Nie da mi spokoju, przecież całe życie o tym marzyła, żeby mieć nade mną całkowitą władzę, żebym robiła, co mi każe. Nigdy dotąd nie było to tak skrajnie mocne jak teraz. Usiłuje mnie zmusić, żebym przestała się leczyć, żebym przeszła na altmed, żebym chodziła do przekupionych przez nią lekarzy, którzy za kasę ją poprą. Jak się bronię, to mnie szantażuje i straszy! Ona jest zdolna do wszystkiego. Jest gotowa zapłacić każdemu, kto zechce kłamać za pieniądze przeciwko mnie. I ma świetne warunki do tego, bo nasze średniowieczne społeczeństwo nadal uważa, że o przemocy nie wolno mówić, że powinno się ją ukrywać, "nie kalać własnego gniazda" itp. Ofiary notorycznie uważane są za winne. Kompletnie tego nie rozumiem. Skoro mnie tak nienawidzi, to dlaczego mnie stalkuje notorycznie (teraz już leci po bandzie, wczoraj to było 18 razy, dziś już 11, a jest dopiero rano, edit: wieczorem było już 23)? Czemu mnie nie zostawi w spokoju po prostu? Jak się kogoś nie lubi, to się przecież unika kontaktu, a nie doprowadza do niego za wszelką cenę. Co jest nie tak z ludźmi, którzy niszczą swoje ofiary bez powodu? Ta nienawiść i przemoc wobec mnie jakoś matce nie przeszkadza korzystać z mojej pomocy, chociaż to ona powinna pomóc mnie. Nie żebym tego oczekiwała (bo oczekuję już tylko braku kontaktu, zwłaszcza za to, co zrobiła z pogrzebem ojca, wbrew jego woli, wbrew temu, co mi mówił, wbrew temu, jak miało być), ale mnie jakoś nigdy takie rzeczy do głowy nie przyszły i nie przychodzą - dlatego nie umiem jej odpowiedzieć pięknym za nadobne i niszczyć jej w ten sam sposób. Nawet w moich wyobrażeniach o pokucie matki (musiałaby przeżyć dokładnie to samo, co mi robi, i tak samo długo) to nie ja tę pokutę wymierzam, tylko ktoś inny. Ja nie umiałam nawet mieszkać z psem, który wymagał ode mnie przemocy, nie byłam w stanie jej wymierzać - matka była i u matki w końcu na całe lata wylądował.

Gdybym miała córkę, nigdy bym czegoś takiego nie umiała zrobić. Stawałabym na głowie, żeby jej pomóc w każdy możliwy sposób, tak jak staję na głowie, żeby np. leczyć moje zwierzaki. A gdybym jej jakimś cudem nienawidziła, to po prostu ucięłabym kontakty. Nie wyobrażam sobie systematycznego, wyrachowanego niszczenia jej jako osoby i jej życia, tak jak to robi matka ze mną od 42 lat. Jest to dla mnie niewyobrażalne. Nie umiem tego zrobić nawet komuś takiemu jak matka, która zasługuje na to, co robi innym.

Nigdy też jej nie oczerniałam, choć i na to zasługuje, bo o mnie rozpowiada kłamliwe plotki, więc i o niej ktoś powinien. I nie wiem, co ma do tego mój blog, bo na nim tylko cytuję matkę i opisuję, co mi robi. Gdyby nie chciała, żeby opisywać jej przemoc, to wystarczyłoby - to takie proste!! - przestać tę przemoc uprawiać. Notki przemocowe umarłyby wtedy śmiercią naturalną, bo nie byłoby O CZYM pisać. Marzę o tym. Ale matka nigdy nie pozwoli mi na spełnienie tego marzenia.

Ciągnie mnie w dół też to, że nie rozumiem, czemu to ja muszę wiecznie to wszystko zapisywać, udowadniać przemoc, rejestrować rozmowy. Przecież to nie ja jestem sprawcą. Nie dość, że doświadczam przemocy nieustannie, to jeszcze nie mogę się uspokoić, tylko muszę to od razu zapisywać, żeby był dowód. To sprawca powinien udowodnić, że nagrania są fałszywe, że nie uprawiał przemocy, nie krzywdził ofiary. To winny powinien mieć to na swojej głowie, i mam tu na myśli każdą sprawę sądową, a nie tylko swoją sytuację. Nie powinno się tym obarczać ofiary! Ale sprawcy zawsze mieli lepiej. Ich twarz się zasłania, twarz ofiary się pokazuje. W dodatku sprawcy mają tak krótkie wyroki, że ich ofiary nadal żyją, kiedy ci wychodzą z więzienia. Albo w ogóle dostają wyroki w zawieszeniu. Nie dostają też z automatu zakazu zbliżania się.




17.09

Zastanawiam się, czy notek przemocowych nie przenieść na oddzielnego bloga. Przemocy matki jest tak dużo, że spod tych notek nie widać notek właściwych, tych najważniejszych. Nie mogę przestać pisać o przemocy. To było zalecenie policji i muszę je utrzymać. Ale byłoby dobrze, gdyby chociaż na piśmie przemoc nie demontowała mi życia, skoro i tak to już robi w realu. Na oddzielnym blogu mogłabym notki pisać na bieżąco, a nie zbierać materiał przez 2 miesiące, żeby notek było mniej.




18.09

Matka dostaje szału, teraz już niestety przemoc bez ograniczeń.

Wielokrotnie powtórzyłam, że jeśli chce mieć kontakt ze mną, to są 3 warunki:

1. Koniec z przemocą,

2. Koniec z altmedem,

3. Koniec z udawaniem, że nie mam EDS.



I co? W pierwszym zdaniu po tym matka używa przemocy, a konkretnie usiłuje wzbudzić poczucie winy. Nie udaje się, więc zaczyna mi wmawiać, że "sfiksowałam". A potem leci tekst, że "żałuje, że mnie na psychologię wysłała". Jakby to ona miała coś wspólnego z moim wyborem studiów albo z płaceniem za nie. Jak jej nie wstyd?!

Ile razy powiedziałam "przestań" w tej rozmowie, nawet nie pamiętam. Dokładnie jej też wskazywałam, co jest przemocą. Udaje biedną, nieświadomą przemocy. I autentycznie, jak kościół, udaje uciśnioną z tego powodu, że nie pozwalam jej się nękać. Pyta mnie, jak można to zrobić matce? No jak córka śmie bronić się przed przemocą? Nie do pomyślenia, prawda?

Cały czas nadal udaje, że jej moi lekarze coś o mnie powiedzieli, i że to było po jej myśli. To kłamstwo. Nie jest upoważniona do pobierania opinii moich lekarzy w kwestii mojego zdrowia. Po prostu wszystko zmyśla, jak jej pasuje do teorii. I dalej idzie w zaparte i udaje, że nie mam diagnozy, a to podstawa do tego, żeby lecieć dalej z resztą kłamstw i wmawiać mi rzeczy urojone.

Od wczoraj usiłuje mnie zmusić do zlikwidowania strony, ale nie chce powiedzieć jakiej strony. Ja żadnej nie mam, odkąd z Internetu wiele lat temu znikła moja strona z recenzjami, nie zakładałam już nowej, bo przecież nowe recenzje nie powstają. Czyli znowu coś sobie uroiła.

***
Matka od tygodnia dopiero załatwia sprawy (pogrzebowe, papierkowe), do tego ma pomoc, ktoś ją wozi, załatwia za nią, a matka już mi jęczy, że nie ma siłuy, że ma dość. Ja od lat jestem zmuszona sama wszystko załatwiać, a nie jestem zdrowa i sprawna jak ona, to co mam powiedzieć? Przecież nawet z maszyną do oddychania zostałam sama, i to będąc w tak złym stanie!

Matka rzuciła mi tekstem "jesteś słaba, bo nie jesz mięsa". To już nawet śmieszne nie jest. Wydało się, że udaje. Bo ona akurat obżera się mięsem bez opamiętania, czyli według jej wywodu - ma siłę. To czemu kłamie?

I jeszcze tekst "Na wszystko masz odpowiedź". No mam, bo interesuję się nauką. Nie trzeba być lekarzem, żeby: 1. czytać badania naukowe i pogłębiać swoją wiedzę, 2. rozmawiać z kompetentnymi lekarzami, a nie altmedowcami, 3. rozumieć, co do mnie mówią, i wypełniać ich zalecenia. No tak, ale matka ma gdzieś zalecenia lekarzy, bo ona wie lepiej. A jak rzeczywistość nie pasuje do jej wymysłów, to tym gorzej dla rzeczywistości.

PIĄTEK, 31 SIERPNIA 2018

1.07
Podszywa się pod ojca. Stalkuje mnie telefonicznie, mimo że już odłożyłam słuchawkę. A dzwoniła jak zwykle po to, żeby robić przesłuchanie. Odbieram słuchawkę, mówię "słucham", a tam cisza. Czyli już wiem, że żadnej sprawy nie ma, ale zaraz będzie przemoc. I mam rację!
- Co dziś gotujesz?
Ręce mi opadły. Matka jest gorsza niż kościół, chce ciągle zaglądać nie tylko do mojej macicy i pod kołdrę, ale i do garów, lodówki, do szafek. Spytałam ją kilka razy, co chce, jaką ma do mnie sprawę. Nie dowiedziałam się. Usłyszałam tylko, że "chce porozmawiać". Ale to było kłamstwo, bo nie rozmawiała, tylko znowu robiła mi przesłuchanie. I jeszcze poleciała tekstem:
- POWINNAŚ (sic!) się ode mnie uczyć gotować!
Śmiechłam. A czego miałabym się uczyć? Kotletów smażonych z czerwonego mięcha? Żarty sobie stroi? Pytałam ją już, jak zrobić lazanię, to musiałam sama sobie przepis w sieci znaleźć, bo się wymigała od pomocy. I tak jest zawsze. Zawsze oferuje mi pomoc, a jednocześnie nigdy nie można na nią liczyć. To są puste słowa. Już nie wspomnę o tym, jak wiele razy na jej pytanie, jak ma mi pomóc, odpowiadałam szczerze, że ma się ze mną nie kontaktować. To mówi wszystko o "szczerości" jej pytań.

Godzinę później znowu wydzwania. I zaczyna znowu chrzanić od rzeczy. Straszy mnie, że do mnie przyjedzie "sprzątać", chociaż zawsze mam czysto i porządek. Potem usiłuje mnie zmusić, żeby turkusowy obraz, który ma wisieć w sypialni, powiesić zamiast telewizora.
- On tam nie pasuje. Ma wisieć w sypialni.
- Nie, tam zamiast telewizora pasuje jeden duży obraz.
- Nie kłam, tam mają wisieć moje obrazy, których będzie przybywać. Są u Ciebie, bo mi ich nie chcesz oddać.
- Tam pasuje jeden kolor, wybierz sobie jeden kolor.
- Nie! Tam pasują małe obrazy, które sama zrobię i oprawię.

I tak dalej kłamie. Powiedziałam jej już, co tam pasuje i co ma wisieć, a ona nadal kłamie, jakby nie rozumiała, co do niej mówię. Ukradła mi obrazy, które tam mają wisieć, celowo, żeby mnie zmusić do jakiegoś gówna, które by chciała tam powiesić. Dlaczego nie idzie sobie wieszać gówna u sąsiadów, tylko nęka mnie? Czy ona jest normalna? Nie wie, co mi pasuje, więc zamiast o to zapytać, wymyśla jakieś totalne bzdury od czapy zupełnie, bo przecież to nie są moje obrazy, moje hafty ani obrazy namalowane przez kogoś bliskiego, ani nic nie znaczą w żaden sposób, ani nie pasują do niebieskiego - to jak niby miałyby wisieć w MOIM DOMU?! Skład niepasujących gratów bez znaczenia to sobie można robić w piwnicy, nie w domu. Do graciarni zmuszała mnie matka, kiedy u niej mieszkałam, ale na szczęście to już przeszłość. Niech zbiera graty u siebie, a nie mnie je wciska.

***
Chciałam coś przypomnieć czytelnikom bloga, zwłaszcza tym, którym się nie chce czytać, co piszę, tylko zmyślają jakieś bzdury. Pisałam już o tym, po co są na blogu te notki, więc nie będę się powtarzać. Do tego, co już pisałam, dodam tylko, że gdyby te notki były dla czytelników, to przecież wystarczyłyby 2-3, żeby osoby niepewne dowiedziały się, jak wygląda przemoc psychiczna, a osoby doświadczające przemocy - poczuły, że nie są w tym same, że nie muszą tego ukrywać i się wstydzić. Gdyby te notki z kolei były dla mnie, to w ogóle nie byłoby ich na blogu, tylko w moim prywatnym dzienniku, o ile w ogóle bym je pisała, bo dotąd się bez tego jakoś obchodziłam, a rozmawiałam o tym jedynie na terapii, a czasami z przyjaciółmi. I tak zostanie. Nie będę tego zmieniać. Niestety prywatne, niepubliczne, dzienniki się nie liczą, bo nie są dowodem. Notka na blogu - jest. Nie wiem, jak długo będę musiała to tu umieszczać, ale dopóki będę musiała, to będę to robiła. Trochę żałuję, że od początku nie utworzyłam pod te notki oddzielnego bloga, ale byłam durna, bo sądziłam, że po założeniu NK nie będę już musiała, bo policja zareaguje. Niestety tak nie jest. Jak wiecie, nagrywam też rozmowy. Jeszcze lepsze byłyby kamery, ale mnie na nie nie stać. Teraz już wiecie wszystko. Zawsze na blogu wszystko wyjaśniam, wystarczy więc go czytać, zamiast konfabulować.

2.07
Znowu jest to samo! Podszywa się. Wydzwania, ja odbieram telefon od ojca i słyszę matkę:
- Co tam?
Znowu przesłuchanie! Chyba z 10 razy pytałam, o co jej chodzi i z jaką sprawą dzwoni. Słyszałam tylko narzucanie, w co mam się ubrać (mam 42 lata, nie 2, a matka tak dalece chce mieć władzę nade mną, żebym się ubierała, jak mi każe!) i co mam jeść. Stwierdziła, że minęła się z powołaniem, chciałaby mi narzucać, jak mam urządzać mieszkanie, w co się ubierać, jak malować itd. Swego czasu, kiedy miałam partnerów, usiłowała mi narzucać, z kim mam się wiązać i chodzić do łóżka. Gdybym chciała teraz uprawiać seks we własnym domu, to nie mogłabym, bo matka mnie nachodzi dokładnie wtedy, kiedy właśnie uprawia się seks - rano po przebudzeniu! I ona śmie się wypierać, że wcale nie chce mieć władzy i kontroli! Byłaby idealnym kapo w Auschwitz!
Po moim 10. pytaniu, o co jej chodzi, usłyszałam:
- O to mi chodzi, że jak jedziesz do tego lekarza, to każ jej wypisać skierowanie na badania, bo na pewno masz anemię...
Dalej nie słuchałam, rozłączyłam się. Znowu nie miała żadnej sprawy do mnie, tylko chodziło o przemoc. Jak zawsze.

7.07
Podszywa się.
Znowu nie chce powiedzieć, z czym do mnie dzwoni, z jaką sprawą. Zaczyna rozmowę od "Co u ciebie słychać?", czyli od przesłuchania i wyciągnięcia informacji, które wykorzysta przeciwko mnie, jak tylko nadarzy się okazja.

- Co u ciebie słychać?
- To, co zawsze.
- Dlaczego to, co zawsze?
- Bo robię to, co lubię. [nie będę się umartwiać na jej życzenie, a tego ode mnie właśnie oczekuje]
- Powinnaś zacząć wychodzić.

Odkładam słuchawkę. Ona mnie stalkuje znowu wielokrotnie. I robi to na złość mi, bo przecież wie, że już nie odbiorę, skoro wiem, że to ona.

To ja mam zacząć wychodzić. Bo ona mi tak każe. Już pal sześć, że ma gdzieś to, czy ja chcę, lubię i mogę wychodzić. Ale kiedyż to chociaż raz zaproponowała mi, że mnie gdzieś zabierze - z wózkiem, za to bez przemocy? No właśnie. W dodatku jak się umawiam na wyjście z ojcem, to przecież każde takie wyjście mi uniemożliwia!

11.07
Podszywa się. I od pierwszego słowa kłamie.

- Co robisz? Nic jak zwykle na pewno!

Każdy sądzi podług siebie. Ja nie mam na nic czasu, w każdej chwili mogę umrzeć, więc każdą sekundę wykorzystuję na maksa, dlatego robię zawsze kilka rzeczy naraz, a matka tylko mi przeszkadza (nigdy jakoś nie dzwoni wtedy, kiedy nie jestem zajęta, bo nie ma takich chwil!). Kiedy zadzwoniła, akurat jednocześnie czytałam i oglądałam film. Nigdy mi się nie zdarza, żebym siedziała i gapiła się w ekran tak jak ona, nic w tym czasie nie robiąc (przy czym ona gapi się w pudło, nie w jakieś wartościowe programy online). Ale matka nigdy nie skalała się pracą, całe życie nic nie robi, nie ma życia, nie ma pasji, nie ma hobby, nie ma zajęcia, nie ma znajomych ani przyjaciół, a nade wszystko przecież nie czyta, nie rozwija się, nie poszerza horyzontów, nie zdobywa wiedzy, więc uważa, że inni też nic nie robią, tylko się obijają tak jak ona i wiszą na telefonie godzinami, też tak jak ona (oczywiście to ona innych stalkuje, do niej nikt z własnej woli nie dzwoni ani nie pisze). Nawet jak jedzie rzekomo do rodziny, to nie ma u kogo przenocować, bo nikt jej nie chce pod swoim dachem (nawet jej własny brat). Tylko dlaczego tak obrzydliwie kłamie? Aż brak mi słów, żeby uczciwie nazwać to, co ona wyprawia.

Chciała mnie najść, ale oczywiście nie pozwalam. Powiedziałam jej, że tu już nie wejdzie. Znowu mnie wyzywała od nienormalnych, chorych psychicznie. Jak powiedziałam, że ma albo przestać stosować przemoc, albo się nie kontaktować, że za każdym razem, jak się podszywa pod ojca, dostaje szansę, na którą nie zasługuje, i nigdy jej nie wykorzystuje, to się rzuciła z wrzaskiem, że co ja wyprawiam! Coś sobie ubzdurałam! To przez te leki! Mam się leczyć! Jaką szansę! Nie będę jej tu szantażować!

I tak dalej w ten deseń. To mówi wszystko o jej zamiarach. Ona nigdy nie przestanie stosować przemocy, nie ma nawet takiego zamiaru! A nawet gdyby przestała, to i tak dalej będzie stres i strach, bo w każdej chwili będę się spodziewać, że znowu zacznie. To ja już nie chcę kontaktu.


Jeszcze śmie mi oznajmiać, że ma zamiar wynająć malarza do malowania ścian W MOIM (!!!) mieszkaniu! Jak jej nie wstyd, że w ogóle jej coś takiego do głowy przyszło?! Mnie nigdy nie przyszło do głowy meblowanie i rządzenie się w jej mieszkaniu, nawet kiedy tam mieszkałam, byłam zameldowana i miałam prawo! Bo to nigdy nie było moje mieszkanie, tylko tymczasowe miejsce pobytu, nie żaden dom. Dom to jest tam, gdzie nie ma jej.

13.07
To jest coś strasznego, co ona wyprawia. Znowu się podszyła pod ojca, wydzwania i straszy mnie nachodzeniem. Wciska mi do gardła altmed, hochsztaplerstwo i różne kłamstwa, np. leczenie jakimiś wymyślonymi witaminami. Te bzdury wzięła z książki altmedowskiej "Wylecz się sam". Okłamuje mnie, że czyta naukowe artykuły - ale jak się wydało, że nigdy nie czytała żadnej bazy medycznej, to zaczęła kłamać, że czyta czasopisma medyczne. Ale to też kłamstwo, ona czyta tylko brukowce, nie miała w rękach nigdy żadnego pisma medycznego i nie umie podać żadnego tytułu, nawet "Lancetu" nie zna! Wrzeszczy na mnie, że "nie chcę się leczyć", ale znowu kłamie, bo tak naprawdę to znaczy, że nie chcę się leczyć altmedem, bo ona medycyny nie uznaje przecież. Wmawia mi, że nie mam EDS (znowu!), że przecież 10 lekarzy mi powiedziało, że nie mam EDS. Ciekawe jakich, kiedy, gdzie. Wszyscy znający tę chorobę uważają, że ją mam. Na nie był tylko jeden profesor - hochsztapler - ten, który mnie odesłał do gabinetu altmedowego na biorezonans i chelatację, nawet mnie nie badając i nie mając nawet podstawowej wiedzy o 6a! I właśnie tylko takim nieukom i oszustom matka wierzy. Obraża mnie i moją inteligencję, wtryniając mi altmed. Jakoś nie zauważyłam, żeby ci jej oszuści uleczyli ją z psychopatii, a ojca z raka.

Jak zwykle ja nie mam żadnego znaczenia, ja dla niej nie istnieję. ONA chce się nade mną znęcać, więc mam się na to zgadzać, bo ona tak chce! Mam być rzeczą, która się bezwzględnie podporządkuje jej woli. Przecież po to mnie urodziła, nieprawdaż. Jak mówię, że nigdzie z nią na pewno nie pojadę (albo ona, albo ja), to znowu jest awantura, bo przecież ONA CHCE SIĘ ZE MNĄ WIDZIEĆ, więc mam robić, co mi każe!

Dopiero co dosłownie 2 dni temu jej powtarzałam 20 razy, że ma tu nie przyjeżdżać, a ona ma czelność mnie dziś oszukiwać (że to ojciec dzwoni) i znowu straszyć, że tu przyjedzie. Udaje, że to ojciec dzwoni i jest tak bezczelna, że nawet jak oddzwaniam, to telefon ojca odbiera ona! Nie będę już oddzwaniała, skoro dzwoniąc do ojca, i tak mogę się nadziać na nią. Będę wysyłała sms-y, że żyję, żeby nie mogła mnie szantażować najściem i udawać, że ma wymówkę, że się "martwi", bo nie odbieram. Ona uniemożliwia mi kontakt z ojcem całkowicie. Nie mogę ani do niego zadzwonić, ani napisać, ani się z nim spotkać, bo wszędzie jest ona. Ale ojciec najwyraźniej też nie chce kontaktu ze mną, skoro jej na to pozwala. No to nie. Trudno. Nie będę się prosić.


18.07
Dzwonię do ojca w konkretnej sprawie. A on jak zwykle oddaje słuchawkę matce i się zaczyna kłamstwo za kłamstwem. Pod koniec już nie wytrzymałam. Mówię jej, że ma mi oddać teczkę z obrazami. Miała mi je oprawić na urodziny. ZESZŁOROCZNE. Rok minął, obrazy ani nieoprawione, ani nieoddane. Zażądałam, żeby mi je oddała, kiedy ojciec będzie mi zostawiał pilot u ochrony. Nie słucha. Pitoli jakieś bzdury o tym, jak to w naszej rodzinie panuje insulinooporność (to jest kłamstwo, insulinooporność ma każda osoba z nadwagą i otyłością, nie ma to nic wspólnego z rodziną), nie słucha, co do niej mówię! Mówię, że ma nie zmieniać tematu, po raz trzeci w tej rozmowie podkreślam, że ma mi oddać obrazy, a ona to olewa, i leci dalej z kłamstwami nie na temat! A potem będzie kłamać w żywe oczy, że nic jej o obrazach nie mówiłam, mogę się założyć! I pewnie mi ich też nie odda!

Wmawiała mi, że obraz haftowany koralikami (z labradorem) to prezent dla gówniaka (bo ona tak twierdzi), bo mnie nie wolno tego wieszać na ścianie (bo ona tak twierdzi), tylko mam oddać obraz gówniakowi, który nie umie nawet docenić ciężkiej pracy, jaką w haft włożyłam. Pies to przecież zabawka dla gówniaka. Tak mnie obrażała w ten deseń, tylko zapomniała dodać, że to wszystko są kłamstwa. Jak zawsze.

Potem przechodzi na temat menopauzy mojej babci (Wandy), że jej odbiło, zbzikowała, przez rok z domu nie wychodziła! Wiem, do czego dąży. Wcześniej pierniczyła o tym, że można sobie wmówić różne rzeczy niemające miejsca (zapomniała dodać, że to dotyczy tylko NT zewnątrzsterownych!) i że "badania wykazały, że ludzie z PTSD, którzy nie chodzili na terapię, szybko wyzdrowieli, a ci, którzy chodzili, popełnili samobójstwa, więc nie można rozpamiętywać przeszłości!" (zapomniała dodać, że to kłamstwo, i że moje PTSD nie jest z przeszłości, tylko z teraźniejszości i że mi je robi w tym momencie właśnie, kłamiąc mi do słuchawki, więc jak mam "nie wracać do przeszłości", skoro to nie jest przeszłość, a teraźniejszość?!). Ona robi wszystko, żeby przemoc trwała, a jednocześnie żeby udawać, że to nie ona jest winna, tylko ja! Ona jest idealna, tylko ja ciągle "wspominam przeszłość". Nawet gdyby to była prawda, to przecież matka nie staje się mniej winna! Nawet gdyby TERAZ przestała uprawiać przemoc, to to nie zwalniałoby jej przecież z winy, nadal byłaby winna całej tej przemocy, której się dopuściła! Gdyby było tak, jak usiłuje kłamać, to nikt nigdy nie byłby winien niczego, bo każda przemoc staje się przeszłością dnia następnego. Matce by to pasowało, ona byłaby niewinna, a ofiara byłaby winna, bo ciągle tę przemoc pamięta (a poza tym przecież sama się prosiła, nie?). Na szczęście to tak nie działa. Przemocy winien jest wyłącznie sprawca, nigdy ofiara. Nie dajcie sobie nigdy wmówić niczego innego.
Potem się jeszcze nadal pluła o menopauzie.

- Mnie to nie dotyczy, ja już mam menopauzę za sobą, nie chcę tego słuchać.
- Jak to za sobą, to nienormalne, w tym wieku!
- Tak, w tym wieku, tak to jest w EDS!
- Ty nie masz EDSa!

Odkładam słuchawkę. Stężenie kłamstw i przemocy na sekundę jest dla mnie za duże. To nieważne, jaki ona temat podejmie. Każdy temat służy tylko temu, żeby mnie obrażać, wyśmiewać, gnoić i kopać.

Dziś rozmawiałyśmy wyjątkowo długo. Taka długa niewykorzystana szansa na brak przemocy. I jak zawsze nie dowiedziałam się, jaką miała do mnie sprawę. Bo nie miała żadnej. Chodziło tylko o odwalenie przemocy.

22.07
Znowu to samo, jak wyżej. Nie ma co pisać, bo musiałabym pisać to samo. Dodatkowo matka usiłuje się wcisnąć do mojego domu za pomocą ojca, chociaż dobrze wie, że od paru lat w poniedziałki i czwartki nie mogę, bo jest opiekunka, a do tego ona ma tu się nie pojawiać NIGDY, bo tak sobie życzę. Dodatkowo - i wie o tym! - w środę przyjeżdża Maryla i muszę się przygotować! Gdyby jej zależało na kontakcie ze mną, jak twierdzi, to kontaktowałaby się na moich warunkach, a nie na jej. Czyli każdy kontakt oznacza, że kłamie, bo każdy jest przemocą, a nie kontaktem na moich warunkach. Jeszcze mi wmawia, że rzekomo ja nie mam żadnych zajęć! Mimo że wie, że mam 6a, które zabiera mi prawie całe życie, a zostawia jedynie 5-6h na dobę, podczas których mam tyle zajęć, że nigdy nie zdążam ich wykonać. Cóż, każdy sądzi podług siebie. To ona nie ma żadnych obowiązków - nie ma dzieci, nikogo pod opieką, żadnej pracy, pasji, hobby, zajęć, znajomych, zwierząt, a mąż jest pełnoletni. Nic nie robi po całych dniach przez całe życie i jeszcze bezczelnie żąda, żeby to inni, zajęci, dostosowywali się do niej. Ojciec przynajmniej zarobił na swoją emeryturę, ale matka nigdy palcem nie kiwnęła!

25.07
Ojciec mnie oszukał. Miał mi przywieźć pilota, zamiast tego wtrynił mi matkę. Wpierdzieliła mi się do domu ze swoim ciągnącym się smrodem. Nie wiem, co ona ma za manię z tym smrodem, jak jej nie wstyd. Bo można śmierdzieć z różnych powodów, z choroby, od potu, bo gorąco - i te smrody można wybaczyć, bo nie są zależne od człowieka, ale nie, ona świadomie i celowo oblewa się cuchnącym smrodem! Takim duszącym, że oddychać się nie da. Mało tego, ten smród się wczepia we wszystko, siedzę teraz przy biurku i moja bluzka jej smrodem jedzie! Obrzydliwe! Matka wnosi mi taki smród i zaraz się drze, żebym otworzyła okno, bo śmierdzi! No to trzeba było nie przynosić tego cuchu!

Po roku, po kilkunastokrotnym żądaniu, żeby mi oddała obrazy, matka przywiozła mi dziś jeden - Afremova. I mówi, że najadła się wstydu u stolarza! Bo stolarz ją wyśmiał, że kicz do oprawienia przynosi. Po pierwsze. Teraz wreszcie zaznała, jak to jest doświadczać takiej przemocy, bo takie teksty nieproszone to zwykła przemoc. Po drugie. Najwyraźniej i stolarz, i matka to kulturowi idioci. Jak można nie rozpoznać tak sławnego obrazu jak Afremova?! On ma tak charakterystyczny styl, że nawet jak się nie zna jego obrazów, to rozpoznaje się w sekundę, że to jego! No ale tu jednak trzeba by ogarniać minimum kultury. Co dziwne, nie doczepił się do matki boskiej, a to właśnie jedyny kiczowaty obraz, jaki zrobiłam. Pewnie na kolanach lata do kościółka i nie zauważa, jaki tam jest kicz. Kultury od kiczu nie odróżnia.

Jak ją wyprosiłam, to jeszcze w drzwiach się darła, że jestem agresywna (ja?! to ja ją nachodzę?!) i że umrę (grozi mi? przecież już wszyscy wiedzą, że mnie podżega do samobójstwa).

18.08
Jak widzicie, od jakiegoś czasu nie mam siły ciągle zapisywać, co mi robi matka. Mój stan się ostatnio znacznie pogorszył, wysiadło wszystko naraz. Zawsze jak jestem w gorszym stanie, to jestem jeszcze bardziej podatna na zranienie, bo mam jeszcze mniej siły, żeby się bronić, więc matka to skwapliwie wykorzystuje. Wydzwania teraz codziennie po kilkanaście razy! Tylko po to, żeby się znęcać, bo pomocy nie mam od niej przecież żadnej. Usłyszałam ostatnio parę rzeczy, np. że mam się przyzwyczajać do myśli, że pójdę do pracy (taka odzywka do osoby niezdolnej do pracy od kilku lat, a co! w dodatku słyszę ją od pasożyta, który nie pracował nigdy, jak jej nie wstyd?); albo że mam sobie sama pójść do przychodni (sic!); albo przed chwilą - że wszystko (czyli EDS6a! LOL) mam od bunondolu. No wiadomo, choroby genetyczne łapie się od leków, nie od matek, nie wiedzieliście? Od jej znęcania co noc teraz boli mnie serce ze stresu i strachu, że mnie najdzie.

19.08
Matka znowu przechodzi samą siebie. Napisała mi maila z samymi kłamstwami. Usiłuje też zrobić ze mnie psychicznie chorą. Wmawia mi np., że jej mówiłam, że widziałam białe słonie chodzące po sali, od opiatów. Usiłuje mi też wmawiać, że wszy, którymi mnie zarażono w szpitalu na Szaserów, to też halucynacja od opiatów. No to proszę, mam dowód na to, że matka jak zwykle zmyśla i jest psychicznie chora, skoro rzeczywistość uważa za urojenie. To jest wesz, którą wyjęłam sobie z głowy, kiedy się z nimi bujałam przez kilka miesięcy, wesz, którą według mojej matki sobie wymyśliłam, bo biorę bunondol:






Napisałam matce, że ma mnie teraz przeprosić albo się nie kontaktować. Ale kto by uwierzył, że to zrobi? Przecież po diagnozie też mnie nie przeprosiła. Za lata przemocy też nie. Przecież nie odpuści z własnej woli przemocy.

Matka znowu oczywiście podszyła się pod ojca, napisała z jego maila. I widać, że to nie ona pisała, tylko on. To teraz to już matrix: ojciec podszywający się pod matkę podszywającą się pod ojca. Ja już nie mam siły na te piętrowe intrygi. :(

BTW, leków, które mi ukradła właśnie podczas tego pobytu w szpitalu, nadal mi nie oddała.

Odkąd wróciłam z soru, matka stalkuje mnie po kilkanaście razy dziennie! W sumie chyba z 60 razy w ciągu niecałego tygodnia!

Edit: idzie w zaparte. I dalej kłamie, że przecież "nie pokazałam jej tych wszy, więc ich nie było" (a przecież nachodziła mnie w tym okresie jak zawsze i widziała gnidy, które zostały nawet wtedy, kiedy już wytępiłam wszy! widziała też preparaty, które stosowałam). Nadal też kłamie o jakichś białych słoniach. Ona nie ma problemów ze snem, zdrowa fizycznie jest, skoro je widzi, to sama ma jakieś urojenia. Ja nigdy takich nie miałam.

31.08
Znowu stalking telefoniczny. Z bloga wiecie, w jakim jestem stanie od 2 tygodni. Dziś w nocy miałam przez wiele godzin kolkę nerkową, zasnęłam dopiero o 10, bo dopiero wtedy ból zelżał (ale nie minął). Matka do mnie z rykiem, dlaczego nie wychodzę! To jest psycholka. Jak ona miała kolkę żółciową, to zachowywała się skandalicznie. Tarzała się po podłodze! Mimo że poza kolką nie miała żadnego innego bólu, totalnie nic, to nie wychodziła, nic nie robiła, nie czytała, niczym się nie zajmowała, tylko stękała i tarzała się po podłodze. Ze wszystkimi edesowskimi bólami naraz - ja się tak nie zachowywałam nigdy, nawet jako dziecko. A ona do mnie wylatuje z tekstem "dlaczego nie wychodzisz?! nie rób z siebie kaleki!"

Mało tego. Zamiast pisać maile (oboje mogą, są zdrowi, nie mają demencji, mają sprawny komputer i Internet), matka mnie stalkuje telefonicznie. Jak jej po raz milionowy mówię, że nie mogę rozmawiać przez telefon, to ona znowu z tekstem "dlaczego?!", mimo że zna przecież moją diagnozę.

Jutro mam urodziny. Od kilku dni panicznie się boję, że mnie najdzie, że nie puści mi tych urodzin płazem, nie przepuści takiej okazji. Więc do stanu zdrowia dochodzi permanentny stan lękowy wywołany przez nią.


SOBOTA, 30 CZERWCA 2018

3.06
Wydzwania - znowu się podszywając pod ojca. Tylko po to, żeby mnie obrażać i wmawiać mi, że jestem chora psychicznie. Bo jak zwykle żadnej sprawy do mnie nie ma. Najpierw mi wmawiała, że oglądałam telewizję. Że te przepisy, które kiedyś drukowałam z Internetu, tak naprawdę miałam z tv. Nie udało jej się wmówić mi nieprawdy, to wymyśliła drugie kłamstwo: że nie pracowałam! Mimo że pracowałam jako tłumacz wiele lat, traciłam zdrowie, wstając po nocy, dojeżdżając i chodząc po schodach, przez co musiałam z tego zrezygnować i pracować w domu przez kolejnych kilka lat. Mam rentę - wypracowaną ciężką pracą, a nie pasożytnictwem, w przeciwieństwie do matki, która pracą nie skalała się nigdy! A kiedy jej to uświadamiam, to się wykręca tekstem "Ale ja mam męża!" Od kiedy posiadanie męża to praca? Trzecie kłamstwo, jakie usiłowała mi wmówić - że kiedyś słuchałam muzyki, a teraz mam w domu cicho jak w grobie. I to usiłuje mi wmówić w momencie, kiedy w tle leci właśnie głośno film, który oglądam w trakcie czytania książki! U mnie w domu nie ma ciszy nigdy. Pierwsza rzecz, kiedy wstaję, to zapuszczenie albo filmu, albo Ivony. Filmy lecą cały dzień i przy nich zasypiam. Film się kończy, kiedy ja już śpię, i komp wyłącza się automatycznie! A ta mi będzie kłamać, że mam cicho! Taki jest jej plan - żeby mi wmówić, że porzuciłam wszystkie zainteresowania, że kiedyś byłam szczęśliwa - oczywiście u niej i dzięki niej (sic!), "co widać na zdjęciach, bo się uśmiecham".

To kolejna z manipulacji psychopatycznych - wmawiać ofierze, że jest chora psychicznie, że nie pamięta, że kłamie. Tylko matce się to nie udaje.

***
Matka podszyła się znowu pod ojca, tym razem mailem. Odzywa się do mnie jak do jakiejś obcej osoby ("Kasiula"?! kto to jest?!). Chciałam wkleić tu maila i w nawiasach kwadratowych demaskować jej kolejne kłamstwa i niewiedzę, ale jestem tak wytrącona z równowagi, że nie mam siły. Znowu zmuszanie do samobójstwa i cierpienia (namawianie, żebym nie brała leków ratujących życie i p-bólowych), obwinianie moich przyjaciół i lekarzy (akurat takich, którzy nie zawinili, a pomijanie winnych), stawianie za przykład altmedowców i ich diagnoz (sprawdźcie sobie, polecam, np. biorezonans, Gabinet Medycyny Holistycznej). A już kłamstwo o Sarze jest szczególnie wymierzone, żeby zabolało - moi przyjaciele i czytelnicy bloga wiedzą, że adoptowałam dorosłego już labka, nie szczeniaka.

To wszystko w dodatku napisane po polskawemu i w jednym bloku tekstu, co - jak wiadomo - jest nieczytelne. To też celowa złośliwość. Matka czyta blog i wie, jakie mam trudności z czytaniem błędów.

Nie mam siły. Chciałabym, żebyście wiedzieli, że staram się pozostać przy życiu i żyć, na ile mogę. Jest jeszcze tyle książek do przeczytania, że nie chcę umierać, a to czytanie - zaraz po zmniejszeniu bólu - daje najwięcej szczęścia. Nie chcę się zabijać i nie planuję tego. Jeśli podejmę decyzję o samobójstwie, to zaprogramuję fb tak, żeby opublikował post na ten temat już po fakcie. Jeśli takiego posta nie będzie, a ja jednak popełnię samobójstwo bez żadnej informacji zwrotnej, to chciałabym, żebyście wszyscy wiedzieli, że to będzie wyłącznie wina matki i jej przemocy. Jestem w stanie wiele znieść, ale tej przemocy już więcej nie i nie wiem, jak długo jeszcze wytrwam. Jeśli umrę przed matką, to całe moje życie okaże się zmarnowane i bezsensowne, bo nie doświadczę nawet jednego dnia bez przemocy i bez strachu przed nią.
4.06
Była dziś u mnie pani M. z OPSu. Postanowiłam zweryfikować to, co mi nagadała matka o tej rozmowie. Okazuje się, że kłamała. Że OPS musiał wysłuchać matki, bo taka jest procedura, ale pani M. bywa u mnie i sama widzi, że słowa matki są bez pokrycia, i że ofiara nie ma możliwości zamknięcia NK ani OPS nie zamierza tego robić. Ach, i taki szczegół, to nie OPS dzwonił do matki, tylko ona do nich!

5.06
Dzwonił tata, więc oddzwoniłam rano po przebudzeniu. Rozmawialiśmy chwilę, tata zaprosił mnie do Le Cedre w piątek. Mam nadzieję, że matka się nie wtryni na siłę, ale jak ją znam, to nie dopuści do tego, żebyśmy się sami spotkali i mogli porozmawiać. Zrobi wszystko, żeby to popsuć, żeby nie dopuścić do radości i spokoju. Narzuci się ze swoją przemocą.

Niestety ojciec oddał słuchawkę jej. Znowu wymyśla powody przyjechania tutaj. Mimo że cały czas jej powtarzam, że ma mi nic nie kupować i nic nie przywozić, poza moimi obrazami, których nie chce mi oddać, to wiecznie coś kupuje - specjalnie, żeby mieć pretekst, chociaż wie przecież, że to bzdura, bo sam ojciec mógłby to przywieźć, ona do niczego potrzebna nie jest, ale tworzy takie wymówki, już teraz buduje sobie zeznania do sądu, żebym nie mogła powiedzieć, że to nie jest prawda, kiedy mnie zapytają, czy matka o mnie myślała i czy coś dla mnie kupowała. I tu widać, jakie to wyrachowane: ani razu nie kupiła mi tego, czego potrzebuję. Ani razu nie zapytała nawet, czego potrzebuję. Kupiła to, co chciała dla siebie, żebym robiła i nawet wyglądała tak, jak ona chce. Nic więcej.

Oczywiście nie pohamowała się i dziś. Wiele razy powtarzałam jej w rozmowie "Przestań" - nie przestała. Z 10 razy jej powtarzałam "Nie pouczaj mnie" - nie przestała. Na tekście "Masz jeść mięso i jajka" odłożyłam słuchawkę, bo wiadomo, że to jej stare śpiewki i kłamstwa przemocowe, że żadnej rozmowy jak zwykle nie będzie.

Matka co jakiś czas stwierdza, że musi ze mną porozmawiać, ale przez 42 lata jeszcze nigdy do tej rozmowy nie doszło, chociaż okazję ma praktycznie codziennie, za każdym razem, kiedy podszywa się pod ojca i odbiorę telefon - ma szansę. Nigdy nie ma rozmowy, zawsze jest tylko przemoc.

6.06
Przez całą noc nie spałam. Autentycznie. Jest dopiero 10, środek nocy, jeszcze nie zdążyłam nawet zasnąć! Słaniam się na nogach w sensie dosłownym. I co? Matka znowu dobija mi się do drzwi! Dopiero co mnie nachodziła i robi to znowu! Mało tego, wczoraj mnie stalkowała telefonicznie i kilkakrotnie jej powtórzyłam to, co zawsze - że ma mi nic nie kupować i nie przyjeżdżać! Jak zawsze miała to totalnie gdzieś. Samo nachodzenie i stalkowanie już pokazuje, jaki jest rozmiar tej przemocy!

Przemoc już od drzwi:

- Otwórz okno!
- Jesteś gruba!
- Musisz schudnąć!
- Mam dla ciebie ciuchy jak dla wieloryba! [przy czym nawet to jest celowe - kupuje mi ciuchy, których nie noszę, nie są dla mnie, tylko dla niej, na jej ciążowy brzuch, specjalnie albo za małe, albo za duże, żeby mogła mnie wyzywać i obrażać]
- Zobacz, co się z Tobą stało!
- Zaraz jadę do OPSu do psycholożki i z nią tu przyjadę! [to jej nowoczesna forma straszenia mnie, kiedyś mnie straszyła, że mnie odda do domu dziecka, a teraz tym, że mnie będzie nachodzić, najlepiej z kimś - z psycholożką, z psychiatrą, z policją]
- Przyjadę z prof. Święcickim! [Wow! A to nowość! Dotąd kłamała, że jest bardzo złym lekarzem, bo ją zdiagnozował w 2 minuty! Bardzo bym chciała, żeby z nim przyjechała naprawdę]
- Przyjadę z policją i wezmą Cię w kaftan!
- Czytałaś maila?! [pewnie chodzi o ten stek kłamstw z poprzedniej notki - tak, zachowałam go jako dowód w sądzie. Bo jestem pewna na 100%, że sąd mnie nie ominie. Matka jak hiena czeka na śmierć mojego ojca, wykańcza go, żeby już nikt jej nie stał na drodze, żeby wykończyć mnie]
- Co mam zrobić, żeby ci pomóc? [nie dajcie się nabrać. Ona wie, co ma zrobić. Ma albo przestać używać przemocy, albo przestać się ze mną kontaktować - i to jej znowu powtórzyłam, ale to pytanie to kłamstwo, jej nigdy nie obchodziła i nie obchodzi pomoc i nigdy mi nie pomoże. Jestem na 100% pewna, że za chwilę nastąpi kolejna przemoc - właśnie tak jej "pomoc" wygląda]
- Masz iść do dietetyka! Ja ci załatwię! I schudnąć!

8.06
Matka znowu podszywa się pod ojca i tylko dlatego odebrałam. Jak zwykle ani be, ani me, tylko przemoc. Chyba z 10 razy powtórzyłam "Mów, co chcesz, bo ja nie mam czasu", ale nie udało mi się od niej uzyskać informacji, po co dzwoni.

- Mów, co chcesz, bo ja nie mam czasu!
- Jak to nie masz! Ty zawsze masz czas! [znowu kłamie, bo znowu mi przeszkadza!]
- Mów, co chcesz!
- Słyszałam, że długo spałaś. [aha, czyli z całej informacji udzielonej ojcu matka wydłubała tylko to, żeby się znowu awanturować, ale jakoś zapomniała, że mnie naszła wczoraj w nocy!]
- Mów, co chcesz! [naprawdę już tracę cierpliwość, a matka nadal nie mówi, o co chodzi, tylko mnie nęka]
- Chcę porozmawiać.
- No to mów wreszcie, co chcesz!
- Martwię się!
- Mów, co chcesz!
- Martwię się!
- Aha, czyli nic nie chcesz, jak zwykle.

Odkładam słuchawkę. Matka zawsze okłamuje mnie, że chce porozmawiać, ale jeszcze nigdy ze mną nie porozmawiała. Temat rozmowy jest taką straszną tajemnicą, że od 40 lat nie chce mi go wyjawić. Tym razem zepsuła mi wizytę przyjaciółki. Zniszczyła całą radość. Zniszczyła mnie, bo teraz już nie będę w stanie normalnie rozmawiać z Olą, skoro cała jestem roztrzęsiona. :/

Niestety okazuje się, że ojcu też już nie mogę nic mówić - wszystko jej wypaplał bez pytania mnie o zgodę. :/

9.06
Znowu się podszywa. I znowu nie chce rozmawiać, tylko od razu, od pierwszego zdania, przemoc:

- Co dziś gotujesz?

Gdyby mogła, toby mi do odbytu zajrzała, żeby się dowiedzieć, co wczoraj jadłam. :/

Znowu kłamie, że chce rozmawiać. Wmawia mi, że to ja nie chcę z nią rozmawiać, ale sami wiecie, jaka jest prawda: przecież odbieram telefon, więc matka za każdym razem, kiedy to robię, ma szansę przeprosić i porozmawiać, ale nigdy dotąd tego nie zrobiła. Dziś znowu usiłowała mi wcisnąć jedzenie - a co mnie obchodzi, co ona je? Po co mi to wciska w ogóle? Dlaczego nie rozmawia, skoro chciała? Wymyśliła, że na koncert Chopinowski do Łazienek ją ojciec zawiezie. Doskonale wie, że tam nie ma gdzie zaparkować, więc bez wózka nie miałabym jak się w ogóle na taki koncert dostać, a prędzej by się zastrzeliła, niż wzięła mnie razem z wózkiem. To znowu fałszywa troska, kłamstwo, że chce coś dla mnie zrobić. To tak, jakbym osobie bez nóg i protez zaproponowała wypad na bieganie, albo osobie niewidomej - wypad do fotoplastikonu. No taka myśląca i zatroskana jestem! Gdybym bez okularów nic nie widziała, to matka kazałaby mi je zdejmować i oglądać tv. Tak samo jak każe mi zdejmować ortezy, a jednocześnie wychodzić z domu albo odstawić leki, ale jednocześnie się leczyć. Dziś też usłyszałam "musisz wychodzić z domu!" Znacie kogoś tak podłego? Bo ja nikogo. Tak podła jest tylko ona.

Gdyby wiedziała, gdzie trzymam wózek, to na 100% by się włamała i go ukradła. Tak jak się włamała do mieszkania i ukradła leki. Ktoś, kto kradnie choremu leki ratujące życie, jest zdolny do wszystkiego. Tacy mordercy nie mają zahamowań.

Oczywiście, jak tylko odłożę słuchawkę, to matka mnie stalkuje. Operator powinien mieć to wszystko w logach.

10.06
Znowu się podszywa. Zadzwoniła, żeby mi powiedzieć, że wcale nie była w OPSie, tylko że babka stamtąd do niej dzwoniła. Oczywiście nakłamała jej. Straszy mnie, że tu przyjedzie jutro i będzie czekać na babkę z OPSu! Straszy mnie, że się "martwi", co oznacza jeszcze więcej przemocy! Chce mi tu przyjechać "sprzątać" i firanki wieszać, a w rzeczywistości chce to zrobić tylko dlatego, żeby to zobaczyła babka z OPSu, żeby się wykazać, jaką jest "cudowną mamusią", bo przecież wie, że ma tu nie przyjeżdżać, powtórzyłam jej to jakieś 7 razy w tej rozmowie!

A potem jak zwykle:

- Jak ci pomóc?
- Przestać uprawiać przemoc albo przestać się kontaktować!
- Sama zobacz, co się z tobą stało!

Jak zawsze celem telefonu była przemoc. Bo przecież stalkowała mnie już wczoraj, a dziś żadnej sprawy nie miała. Nigdy nie ma żadnej sprawy, bo ja mam sprawy tylko z ojcem, z nią żadnych. Gdybym miała, tobym się z nią kontaktowała.

12.06
Naszła mnie. Znowu celowała specjalnie w taką godzinę, żebym jak najbardziej cierpiała, ale się przeliczyła. Ktoś mnie godzinę wcześniej obudził domofonem, więc co prawda leków jeszcze nie wzięłam, ale już chodziłam i zdążyłam się wypróżnić, więc nie mogła grać boleściami jelit! Przyjechała, żeby czekać na psychologa z OPSu, ale na szczęście zdążyłam ją szybko wyprosić. Ale zdążyła nagadać głupot i przemocy.

- Otwórz okno!
- Nie! Od otwierania okna już mam zapalenie nerek od lipca [co jest prawdą]
- Nieeeee! To od chodzenia boso!

Wczoraj mnie stalkowała. Specjalnie jej mówiłam, że 1. ma tu nie przyjeżdżać, 2. ma mi nie przywozić jedzenia! A zwłaszcza pierogów, bo już je mam. I co? Zrobiła jedno i drugie! Czyli nic się nie zmienia, jest jak zawsze, ona się liczy wyłącznie z sobą samą.

Usiłowała użyć przeciwko mnie nawet cen na bazarku! Ale już wiedziałam, do czego to prowadzi: skoro u mnie jest drożej, to ona ma powód, żeby tu przyjeżdżać, będzie mi przywozić jedzenie z jej bazarku! Na szczęście udało mi się ją wyrzucić, zanim to powiedziała. Jej jazgot doprowadza mnie do meltdownu. Nie jestem już w stanie tego wytrzymywać. :(

19.06
- Masz jeść ryby i mięso.
- Nie jem takich rzeczy.
- Jakiegoś kotleta!
- Przestań!
- Jutro ojciec jedzie, to może by ci coś przywiózł. Na co masz ochotę?
- Na lazanię warzywną.
- Nie, lazanii nie zrobię. Może pierogi.
- Nie chcę, pierogów mam potąd.
- No to gołąbki. Z mięsem.
- Powiedziałam ci już, na co mam ochotę.
- Nie, lazanii nie zrobię.

O, właśnie tak interesuje moją matkę, czego potrzebuję. Właśnie tak wygląda jej dobra wola. A rozpowiada wszędzie, że wszystko gotuje "pode mnie", chociaż nie zrobiła tego jeszcze ani raz w życiu. Jak zwykle nie dowiedziałam się też, o co jej chodzi i jaką ma sprawę. Tylko się ze mną wykłócała, na co mam mieś ochotę, i usiłowała mi wcisnąć jej upodobania.

A dzień stalkingu wcale nie jest bez znaczenia. W ostatni wtorek mnie naszła, dziś wydzwania, bo i w tamten, i w ten wtorek miała przyjść psycholog. Ale nikt nie przyszedł. Tydzień temu obudzono mnie (ale po godzinie nikt nie przyszedł), marnując mi cały dzień, i dziś tak samo - ale ani wtedy, ani dziś nikt nie przyszedł! W obu przypadkach bez uprzedzenia mnie, że tak się stanie! Ja już nie mam na to siły. Nie będę więcej marnować zdrowia i cennego czasu, wstając w nocy na marne, bo ktoś sobie szafuje moim zdrowiem. Wystarczy, że robi to matka!

23.06
Znowu mnie nachodzi i znowu przed lekami, przed wypróżnieniem. Już nie mam siły tego opisywać. Matka nie chciała wyjść bardzo długo. Wciskała mi jedzenie nie dla mnie, ubrania nie dla mnie. M. in. przyniosła sukienkę na pogrzeb ojca. Tego ojca, który żyje! I który ją tu przywiózł! Pisałam wcześniej, że matka tylko czeka na jego śmierć - no to teraz to już nie jest tylko moje odczucie, a fakt. Jak można w ogóle pomyśleć o czymś takim, kiedy ktoś jeszcze żyje?! Nawet z praktycznego punktu widzenia - przecież na pogrzebie ubranie jest najmniej ważne, do cholery!

Usłyszałam, że jestem gruba, bo mam cukrzycę (tak właśnie robi matka: wymyśla sobie bzdurę, a potem wciska ją mnie, a innych okłamuje). Zmuszała mnie znowu do rzeczy, które mi szkodzą, nieodwracalnie nasilają ból i pogarszają stan. Zmuszała mnie, żebym poszła do jej hochsztaplerów! Kłamała mi w oczy, że jak ktoś jest chory, to nie będzie się leczył i starał się wykorzystać życie, na ile może, tylko będzie jeszcze bardziej niszczył zdrowie, łażąc po altmedach. Jej zdaniem w tej chwili powinnam przestać żyć, przestać się czymkolwiek interesować, spotykać z przyjaciółmi, wyszarpywać chorobie życia, zrezygnować z siebie!, i resztę życia zmarnować na altmed. A skoro nie chcę dobrowolnie zrezygnować z życia, to ona mnie zmusi siłą, ubezwłasnowolnieniem i przemocą. Bo nie może tak być, żebym ja jeszcze w życiu znajdowała odrobinę przyjemności. Mam być rzeczą, którą ona sobie urabia, jak jej się podoba, która nie prawa pisnąć, że jej się coś nie podoba.
Wmawiała mi, że zaczęłam się bronić przed przemocą, odkąd zaczęłam brać psychotropy, jakby wcześniej przemocy nie było, tylko mi nagle odbiło. Wybielała siebie, udawała niewinną. Udowodniłam jej, co mi robiła od dzieciństwa, przytoczyłam, jak mnie np. straszyła oddaniem do domu dziecka, a ona na to, że to przecież nie przemoc, że przecież każdy takie rzeczy słyszał, więc to ją usprawiedliwia! Według niej to, że sąsiad nęka żonę, usprawiedliwia jej przemoc wobec mnie. Czyli jak ją zastrzelę z kałacha, to będę niewinna, bo inni przecież też do siebie strzelają, tak?

Jak jej przytoczyłam ten artykuł*, to mnie wyśmiała! Ona dobrze wie, że to zabijanie w białych rękawiczkach, że za wykończenie ojca nikt jej nie wsadzi. I tak samo w białych rękawiczkach wykańcza mnie. Doskonale wie, że jak mi podniesie puls i umrę, to nikt jej za to nie wsadzi, więc to wykorzystuje.

-------------------
*Cytuję tutaj, bo jeśli artykuł zniknie z sieci, to nie będzie wiadomo, co w nim było.

"Naukowcy odkryli, że przewlekły stres może przyspieszać rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych po organizmie, powodując tym samym ekspansję choroby".
"Pracownikom Monash University przy pomocy laboratoryjnych myszy udało się udowodnić, że przewlekły stres powoduje szereg zmian fizjologicznych. Te zmiany powodują, że komórki rakowe szybciej i łatwiej rozprzestrzeniają się do innych części ciała.
W całym tym procesie kluczową rolę odgrywa adrenalina. Związek ten zwiększa rozmiary i ilość naczyń limfatycznych wewnątrz i wokół nowotworu. Jednocześnie rośnie prędkość przepływu wewnątrz tych naczyń. Tak oto naczynia limfatyczne stają się dystrybutorem komórek nowotworowych na całe ciało. Wpływ na układ limfatyczny następuje za pośrednictwem aktywacji współczulnego układu nerwowego, twierdzą eksperci".

-----------------


Jak zwykle spytała, jak mi pomóc. Jak zwykle powiedziałam to samo (nie stosować przemocy, nie nachodzić mnie). Jak zwykle matka to olała.

Ale najdziwniejsze było to, co mówiła o psycholog z OPSu. Podobno psycholog do niej dzwoniła i mówiła, że to ja jej nie wpuściłam! Czytaliście moją notkę o tym, jak wygląda moja poranna rutyna. OPS też o niej wie, bo ich uprzedziłam i to dla nich specjalnie ją napisałam, bo miałam dość traktowania mnie, jakbym mogła decydować o godzinie, kiedy mój organizm będzie już w stanie funkcjonować. MIMO TO psycholog nie przyszła tamtego dnia. Ktoś mnie tylko obudził w nocy, ale jak już doszłam do siebie i byłam w stanie otworzyć drzwi, to za nimi stała jedynie moja matka, bez psycholog i psychiatry, które miały przyjść! Tydzień później również zerwały mnie w nocy, a BEZ UPRZEDZENIA nie przyszły. Na kolejny wtorek zaprosiłam je więc już po 13. Dodam, że ani psycholog, ani psychiatra nie kontaktowały się ze mną nigdy, choć znają mojego maila. Nigdy się ze mną nie umawiały. Nigdy nie dały znać, że znowu nie przyjdą. A OPS nie daje rady tego robić na czas, bo to chyba jednak nie jest jego rola, tylko tego, kto się chce umówić.

Podobno matka powiedziała, że może trzeba było dłużej poczekać, aż otworzę. Jeśli faktycznie tak powiedziała, to w tym akurat miała rację. Trzeba było poczekać. Jeśli się nie chce czekać (co też rozumiem), to trzeba się umawiać na funkcjonalne godziny. Uprzedzałam o tym wielokrotnie, bo to nie pierwszy raz. Nie bez powodu opiekunka przychodzi najwcześniej od 13. Przecież w ogóle jestem pod opieką różnych instytucji z powodu konkretnego schorzenia, od tego trzeba zacząć. Więc wiadomo powszechnie, jak wygląda moje życie i jak funkcjonuje organizm w tej chorobie. Ja mogę o tym nie pamiętać, bo mam demencję, ale dlaczego pracownicy OPS o tym nie pamiętają?

Psycholog ponoć wypytywała moją matkę, która - przypominam! - od wielu lat ze mną nie mieszka, skąd mam pieniądze na książki. Rozmawiałyśmy w kuchni. Jedyne książki, jakie mogła widzieć w kuchni, to książki z biblioteki, bo opiekunka przynosi mi je 2 razy w tygodniu. Jeśli nie umie ich odróżnić od własnych, to znaczy, że nie była nigdy w bibliotece, skoro nie wie, że biblioteczne są obłożone. Dlaczego psycholog nie zapytała o to mnie, tylko wypytuje moją matkę, która nie ma bladego pojęcia o moim życiu, za to wiadomo, że niewiedzę zastępuje konfabulacjami?! Matka powiedziała, że ojciec mi daje pieniądze na książki. Owszem, ojciec mi pomaga finansowo, ale od kilku lat, odkąd nie pracuję, prawie w ogóle NIE KUPUJĘ książek! I nie tylko dlatego, że mnie nie stać na książki. Przede wszystkim dlatego, że nie ma już na rynku tylu książek, które chciałabym mieć na własność. Zdarza mi się czasami coś kupić, na ogół dlatego, że nie ma tych książek w bibliotece, ale nie zatrzymuję ich dla siebie, tylko po przeczytaniu sprzedaję na allegro charytatywnie, a pieniądze wpływają na moje subkonto, z którego kupuję leki. Dodatkowo czasami też książki dostaję od przyjaciółki, która mnie pyta wprost, jakie chcę książki z nieprzeczytane, bo właśnie coś zamawia. Matka nie ma o tym pojęcia, a psycholog ma to w nosie, w ogóle nie chce tego wiedzieć, jak widać.

Jeśli jednak chodzi jej o moją biblioteczkę, to przecież dlaczego mnie nie zapytała o nią? Jestem człowiekiem, żyję, to jak mogłabym nie mieć książek w domu?! Ona sama ich nie ma? Przecież przez całe życie pracowałam, i to od 19. roku życia, nie od 25. jak większość ludzi! A książki zbieram od dziecka, jak każdy. W dodatku byłam redaktorem i recenzentem! Psycholog musi czytać książki, więc musiała widzieć moje nazwisko w stopkach!

Mimo ciężkiej choroby i niepełnosprawności - żeby móc pracować, nie miałam orzeczenia, co się teraz na mnie mści. Nie prosiłam o pomoc ani ZUSu, ani OPSu, bo radziłam sobie jakoś, mimo że ludzie dużo sprawniejsi ode mnie korzystali z wszelkiej pomocy. Ja nie chciałam pasożytować. I myślałam, że będę sobie tak dawać radę do końca życia. Tak się nie stało. TERAZ tej pomocy potrzebuję, a ktoś mnie rozlicza z przeszłości, jakbym była jakimś oszustem, i to jeszcze za moimi plecami, bez mojego upoważnienia. Tak robi instytucja, która ma pomagać? :(

Gdyby psycholog naprawdę chciała wiedzieć, skąd mam książki, to informuję, że tu są spisane książki, które czytam, a przy każdej z nich jest oznaczenie, skąd dana książka pochodziła. Bardzo proszę sobie policzyć, ile z nich jest oznaczonych "własna półka", bo tylko te książki są moje. Własnych książek w tym roku przeczytałam... 9. 9 na 180. W dodatku nie wszystkie były nowe, niektóre wyciągam z biblioteczki. I to biorąc pod uwagę, że od wielu lat biorę udział w bnetkowej akcji Czytamy własne książki, więc staram się czytać jak najwięcej swoich. Głównie zaległych, takich, które kupiłam, kiedy pracowałam i czytałam książki z wyższej półki. I mimo to w ciągu pół roku wychodzi ich tylko 9. I chyba żadna z tych 9 w domu nie została, wszystkie sprzedałam.

Może jednak bardziej warto podpytać nieuczciwych podopiecznych, którzy kupują alkohol i papierosy, skąd na to mają? Bo w moim domu się nieuczciwości nie znajdzie. Chyba że się ją przyniesie ze sobą.

Usłyszałam też, że psycholog powiedziała matce, że opiekunki kablują, co podopieczne jedzą. Trudno mi w to uwierzyć. Moja opiekunka to uczciwa dziewczyna. ALE ona też przynosi mi przesyłki z poczty i asystuje przy ich otwieraniu - czy psycholog nie jest ciekawa, co i gdzie zamawiam? Chętnie opowiem.

Jeśli faktycznie psycholog jednak przyjdzie we wtorek, będzie mieć okazję, żeby zapytać o wszystko mnie, a nie obcych ludzi niemieszkających ze mną i niemających pojęcia, jak żyję.

24.06
To nie koniec. Pisałam kiedyś, że matka mnie szantażuje, że jak nie będę odbierać telefonu, to tu przyjedzie. I cały czas tak robi! Wbrew mojej woli!

Wczoraj wyrwała mnie z normalnego rytmu. Nie pozwoliła mi normalnie wstać, zrobić wszystkiego w normalnej kolejności, nie dała mi wziąć leków, wypróżnić się i... przełożyć telefonu z łóżka na biurko. Telefon został pod poduszką w łóżku. Mógł się przez to rozładować! Całe szczęście, że tak się nie stało, bo sprawdzając godzinę, zobaczyłam, że matka mnie stalkowała... 14 razy!!! Kto normalny robi coś takiego?! Normalnie najpierw bym wstała i przynajmniej wzięła leki, a dopiero potem oddzwoniła - oczywiście do ojca, nie do matki. Tym razem coś mnie tknęło i oddzwoniłam od razu. Odebrała matka, na telefonie ojca! I oznajmiła mi, że właśnie są w drodze do mnie!

Oczywiście z 10 razy jej powtórzyłam, że ona ma tu nie przyjeżdżać. Że ojciec jest mile widziany, ale ona nie. Że jego chcę widzieć, ale jej nie.

- Przecież wiesz, że ojciec nie wejdzie!
- Nie wejdzie, bo ty tu jesteś!

I to prawda. Ojciec zawsze wchodzi do mnie, kiedy przyjeżdża sam. Nie wchodzi tylko wtedy, kiedy przywozi matkę, bo nie chce widzieć jej awantur. Więc to oczywiste: matka ogranicza mi kontakt z ojcem.

Jakiś czas temu umówiłam się z ojcem do knajpy, ale to wtedy nie wyszło. Nadal jednak chcemy iść do knajpy. We dwoje. Powiedziałam to matce przez telefon - że ma się nie wtryniać, że chcę się widywać z ojcem, ale ona mi nie pozwala itd. Nie dotarło do niej. Mam się widywać z nią, nie z ojcem. Tylko po co miałabym się widywać z przemocowcem?!

Na szczęście ojciec mnie dziś uchronił przed matką, powiedział, że zawraca, a ja poczułam niesamowitą ulgę i wdzięczność. Ale co by było, gdyby telefon się rozładował?! Albo gdybym postanowiła najpierw wziąć leki, tak jak zawsze, jak normalnie?! Znowu by mnie naszła, dzień po dniu! Inna sprawa, że gdyby telefon się rozładował, a ja akurat potrzebowałabym pomocy, to przecież mogłabym tu umrzeć, bo nie miałabym jak zadzwonić na pogotowie. I to tylko dlatego, że matka miała taki kaprys, żeby mnie najść! Zresztą nachodzić można w różnych godzinach. Ona zawsze wybiera taki czas, który najbardziej mi zaszkodzi, który najbardziej mi zagraża. ZAWSZE. Nigdy inaczej.

Do przerwanego rytuału nie da się już wrócić. I to jest szalenie niebezpieczne! Przerwanie rytuału, jakiekolwiek zaburzenie go, często skutkuje też tym, że nie pamiętam, czy wzięłam leki, czy nie. I niewzięcie leków, i wzięcie podwójnych dawek jest niebezpieczne i może się skończyć śmiercią. Szczególnie Bibloc jest w tej kwestii niebezpieczny. W dodatku mój dziadek zmarł na zapaść od zbyt dużej dawki leku obniżającego ciśnienie. Babcia zaś zmarła od zbyt wysokiego ciśnienia spowodowanego stresem. Rodzice matki. Ona o tym doskonale wie, wie, że i jedno, i drugie jest dla mnie śmiertelnie niebezpieczne, nie bez powodu notorycznie stwarza sytuacje, żebym skończyła tak samo.

Powiedziałam matce, jaki to stres, kiedy dzwoni ojciec, odbieram, a to ona. Albo ja dzwonię do ojca, a tu znowu odbiera ona. Powiedziałam, że się boję odbierać telefon, bo to znowu może przecież być ona i najczęściej tak właśnie jest. Nie powinnam tego robić, bo teraz na 100% zwiększy wysiłki i jeszcze bardziej będzie mnie zastraszać. Tłumaczyła się, że przecież ojciec prowadzi, to nie mógł odebrać. Śmieszne. I co z tego, że nie mógł? No to by nie odebrał i co by się stało? Ludzie nie są niewolnikami telefonu! Oddzwoniłby po powrocie i tyle. Poza tym nie chodzi przecież o to konkretne odebranie w tym momencie. Matka robi to notorycznie od lat! Odkąd zablokowałam jej telefon, podszywa się pod ojca, zamiast przestać wydzwaniać! Przecież po to blokuje się czyjś numer, żeby nie odbierać jego telefonów i z nim nie rozmawiać, to tak trudno zrozumieć?!

25.06
Jestem w szoku. Tydzień temu, po tym, jak po raz drugi psycholog i psychiatra nie przyszły bez ostrzeżenia, napisałam w mailu do OPSu, że nie jestem w stanie dłużej tego ciągnąć. Te zabawy w budzenie w nocy i nieprzychodzenie całkowicie zniszczyły mój ciężko stale wypracowywany rytm dobowy. Były nieprzespane noce i halucynacje, więc napisałam, że nadal mimo wszystko panie zapraszam, ale po 13. Codziennie, kiedy zechcą, ale po 13. Do dziś nie dostałam odpowiedzi, więc założyłam, że wizyty nie będzie. Dziś dostałam maila - znowu z OPSu, a nie od zainteresowanych pań - że jutro przyjdą. O 11:30.

O godzinie, o której nie będę w stanie nawet wstać z łóżka! Przecież 2 lata temu musiałam zmienić nawet psychiatrę, bo nie byłam w stanie dojeżdżać do niego na 10 na oddział. Czy od pacjentów leżących panie też wymagają, żeby doznali cudu, wstali i im otworzyli? Więc dlaczego ode mnie wymagają nagłego ozdrowienia, wiedząc, w jakiej jestem sytuacji? Przecież wiedzą, na co choruję, i że mieszkam sama, więc od kogo oczekują otwierania drzwi, od szczurów?

Byłam w takim szoku, że panie upierają się przy przemocowym sposobie działania mojej matki, że mimo że nie nawiązuję z nią kontaktu od lat, zadzwoniłam do niej zapytać, czy to nie ona je do tego namówiła, bo nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś sam z siebie mógłby osobie ciężko chorej robić coś takiego, i to tak uparcie, z pełną premedytacją! Matka zaprzeczyła. Nie wiem, komu wierzyć, ale skoro psycholog w sytuacji przemocy jest w stanie zarzucić ofierze konflikt, to dlaczego miałaby nie zachować się i w ten sposób? Nie wiem. Nie wiem, co mam myśleć. Napisałam oczywiście, że zapraszam po 13, po raz już czwarty. Odpowiedzi nie dostałam, więc rozumiem, że spotkania nie ma. Jestem już tak zestresowana, że nie wiem, czy dziś zasnę, a przecież nie biorę leków na sen w czerwcu, więc jest o wiele trudniej. Nie wiem, czy to głuchy telefon przez OPS sprawia, że moje maile nie są przekazywane, czy są przekazywane, ale psycholog i psychiatra je ignorują.

Chciałabym bardzo, żeby obie panie starały się dla swoich pacjentów choć w 1/4 tak, jak ja od lat staram się, żeby ułatwić im życie, kosztem mojego zdrowia i życia, żeby zaproponować im spotkanie w środku nocy o 13, o godzinie totalnie nienaturalnej. Bardziej już się nie da. Więcej zdrowotnej przemocy wobec mojego ciała już nie zniosę. Wszystkim, którzy tego nie rozumieją, życzę, żeby ich spotkało to samo.

26.06
Noc nieprzespana. Ze stresu, że mnie znowu obudzą. Ok. 6 rano nagle puls spadł mi poniżej 60 i nie mogłam oddychać*. Jak nie robiłam sama świadomie wdechów, to oddychanie zanikało całkiem i wybudzał mnie bezdech. Nie wiedziałam i nadal nie wiem, co mam robić. Nie mam w domu leków na taką okazję, bo wcześniej się to nie zdarzało (tzn. bezdechy owszem, ale pojedynczo, a nie cały czas, a tak niski puls wcale). Teraz powinnam z kolei spać, ale nie mogę, bo znowu nagle dostałam boleści jelit. Dostałam ich za wcześnie, nie mogłam wstać, więc się wydłużyły i nasiliły. Kiedy wreszcie dotarłam do łazienki, ktoś zaczął pukać do drzwi. Ja siedzę na sedesie cała mokra z bólu, stająca na rzęsach, żeby nie zemdleć, trzymająca się kurczowo pralki i umywalki, bo jeśli zemdleję, to już nie będę w stanie wstać z podłogi. Krzyczę do ludzi za drzwiami, że nie teraz, że za godzinę! (za godzinę akurat byłaby 13, czyli godzina, na którą się umawiałam) Ale o 13 znowu nikt nie przyszedł. Gdybym jednak zemdlała, to na żadną pomoc nie mogłabym liczyć, bo psycholog i psychiatra znowu nie przyszły...

We wcześniejszym mailu, poza notką o rutynie porannej, napisałam wprost, że jak znowu to zrobią, to mogą mnie np. zastać mdlejącą w ubikacji. I - o ironio! - właśnie tak się dziś stało! Czy to dla nich jakaś satysfakcja? Nie rozumiem intencji NT.

A co będzie, kiedy za jakiś czas - bo on pewnie nadejdzie, skoro mi się regularnie pogarsza - nie będę już w ogóle w stanie podtrzymywać tego nienaturalnego odwróconego rytmu i mój organizm całkowicie wróci do swojego rytmu? A co będzie, jeśli trafią na osobę chorą na XP (skórę pergaminową)? Będą ją odwiedzać o zmroku czy też zmuszać do ryzykowania życia jak mnie?

*Tętno 50-60 lub mniej to bradykardia. Jest jeszcze bardziej niebezpieczna niż wysokie ciśnienie. Na bradykardię umierają nawet zdrowi ludzie w dobrej kondycji fizycznej. Po prostu dostają zapaści i umierają tak jak mój dziadek. Z zawału najczęściej się wychodzi, z zapaści nie. Zapaść nie czeka na przyjazd pogotowia. Nie lekceważcie nigdy niskiego tętna, zwłaszcza jeśli macie przy nim różne objawy, słabość, zawroty głowy, duszności, bo to znaczy, że mózg jest niedotleniony.

BTW, zapytałam opiekunkę, czy faktycznie donoszą, co podopieczni jedzą. Powiedziała, że nigdy dotąd nikt jej nawet nie zapytał o to. Jeśli o mnie chodzi, to na blogu jest rozpisana moja dieta bardzo dokładnie, w tabelce. Gdyby psycholog mnie o to zapytała, to dostałaby link. Nie rozumiem tej praktyki z podchodami i wypytywaniem za plecami, zamiast prawdy, zamiast zapytania jedynej osoby, która wie o tym wszystko. Zresztą nawet bez pytania można znaleźć informacje na blogu, jeśli nie chce się kontaktu. Czemu to ma służyć?

27.06
Matka znowu mnie nachodzi bez ostrzeżenia! Wydzwania w nocy. Wstaję rano po nieprzespanej nocy, a tu 8 połączeń. Oddzwaniam, a tu się okazuje, że to nie tylko ona stalkowała, a nie ojciec, ale jeszcze ona odebrała! Cudzy telefon! Osacza mnie z każdej strony. :/ W dodatku wydało się, że ją ojciec do mnie wiezie. Mówiłam, że jej tu nie chcę, ale i tak mnie naszła. Mieli tylko odebrać telewizor, którego ja nie chcę, a zamiast tego matka znowu od progu wyskoczyła z przemocą, jak zawsze (nb. od 14 lat prosiłam, żeby go zabrali, bo ja go nie chcę i nie używam, w końcu sama musiałam zawołać machera, który go zdejmie).

Dziś miałam znowu nieprzespaną noc. Jak ktoś mi zaburzy rytm dobowy, to potem tydzień muszę się bujać z bólem, halucynacjami, hipotonią i wszystkim innym! Wczoraj mi to zrobiły psychiatra i psycholog, dziś kontynuuje matka! Od 9 rano wiadomo, że będę miała atak snu, to matka się tu wpycha. I jeszcze mi bezczelnie wciska endokrynologa! Cały czas udaje, że to nie są objawy EDS, tylko endokrynologiczne. Problem polega na tym, że nie mam już od dawna objawów endokrynologicznych, bo wreszcie pierwszy raz w życiu wyniki endokrynologiczne mam w normie! Odkąd biorę depo. Żałuję, że żaden ginekolog, do których chodziłam wcześniej, nie chciał zrobić nic, żeby mi pomóc! Ale wcześniej właśnie słuchałam matki i chodziłam do jej konowałów. A teraz ona się dziwi, że już nie chcę.

Dodam jeszcze logikę matki. Za każdym razem, jak wchodzi do mojego mieszkania, to aż mnie cofa od jej smrodu. Tak śmierdzi matka i jej ubrania. Jej szaf z ciuchami nie da się otworzyć, smród niesamowity. Chodzi w tym smrodzie. To taki paskudny smród. Nie jakiś normalny ludzki zapach potu czy coś, ale mdły i wymiotny chemiczny smród. Coś jakby wymieszane wszystkie perfumy - nie da się wyróżnić żadnego pojedynczego zapachu, a wszystkie razem tworzą mdły wymiotny smród, który wionie za matką i zostaje mi potem w mieszkaniu, nawet jak ona wyjdzie! To samo na korytarzu i w windzie. Za każdym razem odrzuca mnie od drzwi i jej mówię, że jak tu przyjeżdża, to bez tego smrodu. A ona to ignoruje, za to leci do okna, otwiera je wbrew mojej woli i kłamie, że to "szczury śmierdzą"!! Jak można coś takiego wymyślić?! Nawet stara śmierdząca ściółka z kupami, niewymieniana od miesięcy, nie wionie tym cuchem, jaki wnosi tu matka i jaki roztacza po mieszkaniu, korytarzu i w windzie.

Matka przyjeżdża do osoby ciężko chorej, palcem nie kiwnie, żeby pomóc, tylko się dopieprza, że umierająca osoba nie wygląda kwitnąco! Albo że nie zrobiła tego czy tamtego. Żeby to chociaż była prawda! Nieee, matce prawda przez zęby nie przejdzie, to zawsze musi być przemoc i kłamstwa. Udaje, że nie widzi, że mimo tak ciężkiego stanu zawsze mam w domu idealny porządek. Nawet w trakcie układania i segregowania przyborów do scrapa, co robię od miesięcy, nie mam burdelu. Wszystko jest idealnie poukładane, posegregowane, poodkładane tam, gdzie ma być i gdzie łatwo można to znaleźć, zanim trafi na miejsce docelowe. Nie tak jak u niej, że wszystko rozpirzone, porozrzucane po kątach, gdzie popadnie, że nic się nie da znaleźć. Ja tak nie miałam nigdy, ZA mi na to nie pozwala. A matka ma wszędzie poupychaną makulaturę! Nie książki - makulaturę! Taką, jaką się w paczkach wywozi do skupu. Ma ją wszędzie. Wala się po całym mieszkaniu. Ma ją pod szafkami, a nawet wewnątrz łóżek! Przez tyle lat nie dała jej nigdy ojcu wynieść na śmietnik! Syllogomanię się leczy!

28.06
Ostatnie dni zlały mi się i prawie wcale nic z nich nie pamiętam. :/ Jestem nieprzytomna przez to, że psycholog i psychiatra z OPSu uparcie od 3 tygodni niweczą mój z trudem wypracowany rytm dobowy. Wczoraj to się skończyło nieprzespaną nocą, halucynacjami, atakiem snu w dzień i hipotermią, a w nocy - znowu nagłymi problemami z duszeniem się. 2 razy brakowało naprawdę niewiele do wezwania pogotowia. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa, i jak się z tego wygrzebać, kiedy ktoś uparcie nie pozwala. :( To jest znamienne. Osoby sprawne w Polsce tak traktują osoby ciężko chore. Nie wszystkie oczywiście, ale jest ich zbyt dużo.

30.06
Znowu mnie stalkuje telefonicznie. Tym razem ma nowy pomysł - usiłuje mnie zmusić, żebym zrezygnowała z OPSu. Zapytałam, czy w takim razie zapewni mi taką pomoc, jaką mam z OPSu (miałam oczywiście na myśli przede wszystkim opiekunkę). Usłyszałam, że nie potrzebuję pomocy, że mam nie robić z siebie ofiary i że mózg mi się zlasował od leków. W rzeczywistości nigdy nie zatrudniłaby dla mnie opiekunki. W niczym by mi nigdy nie pomogła, tak jak nie pomagała mi do tej pory. Chodzi tylko o to, żebym była jeszcze bardziej zamknięta w domu, bez pomocy, bez możliwości, bez życia, zależna od niej i jej przemocy. Jej zawsze chodzi tylko o władzę.

Odłożyłam słuchawkę, ale dalej mnie stalkowała 6 razy.

CZWARTEK, 31 MAJA 2018

1.04
Podszywa się. Wymyśliła po raz kolejny tę samą bzdurę: "Weź taryfę i przyjedź do nas, masz się dobrze odżywiać, będziemy razem gotować". Jak zwykle ani słowa o zaprzestaniu przemocy, ani słowa o zrobieniu windy. Pytam, czy skończyła już z przemocą (to pytanie retoryczne, bo sam ten telefon świadczy o tym, że nie) i czy zrobiła windę. "Ale ty masz chodzić po schodach!" Czyli w dalszym ciągu mnie nęka za to, że jestem niepełnosprawna, i usiłuje mnie zmusić nie tylko do rzeczy niemożliwej, ale i do narażania swojego zdrowia i życia. Tu znowu pytanie: skoro ma pod ręką jedną ofiarę - ojca - to po co jej druga? Dlaczego nie nęka ojca w ten sposób? On może chodzić po schodach, jest całkowicie sprawny, więc czemu jemu matka nie każe tego robić? Odkładam słuchawkę, a matka mnie stalkuje.

Jestem załamana, bo od wielu tygodni telefon nie chce mi nagrywać rozmów. Pokazuje mi okienko, w którym muszę wybrać, czy chcę, żeby zapisał rozmowę, czy nie, ale ono znika po sekundzie, zanim cokolwiek wybiorę, i nic się nie zachowuje. Przejrzałam ustawienia ACR. Okazuje się, że po 7 dniach kasował wszystkie nagrania, które miał! Przez to, że MPE nie daje mi ich ściągnąć na komp, tracę je bezpowrotnie! Tyle dowodów przemocy poszło w kosmos. ;( Aż mi się słabo zrobiło... Zdecydowałam się wykupić licencję, bo bez niej opcje ACR są niedostępne. Nie da się np. ustawić, żeby nagrywał i zapisywał automatycznie i tylko rozmowy z wybranych numerów. Kosztowała 7 zł i mam nadzieję, że to opłata jednorazowa, a nie comiesięczna. Ustawiłam wysyłanie nagrań na gmail (niestety nie dało się na inne konto), więc jeśli to zadziała, to już mi nigdy żadne nagranie nie powinno zginąć.

5.04
Przypomnę fragment bardzo ważnego wpisu o przemocy wobec osoby w depresji.

TRZEBA UNIKAĆ:
Udawania, że się rozumie.
Podsuwania nieproszonych rad i wskazówek. [to jest przemoc, jeden z punktów w Niebieskiej Karcie; rady tak, ale tylko wtedy, kiedy jest się o nie proszonym]
Powtarzania: „Nie jest tak źle” lub: „Mogłoby być gorzej”. [w przypadku osoby z 6a jest to szczególnie podłe, bo akurat już nie może być gorzej. Gorzej może mieć jedynie osoba z 6a, która zmarła - ale jej już wszystko jedno, a sama śmierć nie jest najgorszym skutkiem 6a. Wszystkie inne osoby na świecie mają lepiej niż osoba z 6a]
Opowiadania bez przerwy o sobie (nawet o swojej depresji). [samo opowiadanie to jeszcze ujdzie, ale jojczenie, jak to się ma źle - jest już podłe, jeśli się tak mówi do osoby, która marzy o tym, żeby mieć tak "źle"]
Oceniania zachowań, wyglądu, stanu psychicznego.
Niecierpliwości, irytacji, złości.
Wprawiania w zakłopotanie lub zawstydzania.
Żałowania, ośmieszania, ironizowania. [albo twierdzenie, że to inspirujące]


CO NAJBARDZIEJ PRZESZKADZA:
Gdy ktoś mówi: „Weź się w garść!”
Gdy depresję uważa się za lenistwo.
Gdy ktoś traktuje osobę w depresji jak uparte dziecko.
Gdy otoczenie wstydzi się osoby w depresji, która podejmuje leczenie.
Gdy nie respektuje się potrzeby prywatności i dyskrecji.
Gdy ludzie odwracają się i zapominają.
Gdy ludzie mówią o czyjejś depresji jak o fanaberii lub słabości. [albo gdy osobie w prawdziwej depresji opowiadają, jak łatwo dostać rentę na depresję udawaną; najgorzej gdy sugerują, że tak właśnie jest w naszym przypadku]
Gdy ludzie ustawicznie mówią o czyjejś depresji i nie zmieniają tematu na prośbę tej osoby".



Dodam jeszcze coś o kontakcie. Matka rozpowiada kłamstwa, że to niby ja nie chcę kontaktu z nią. W rzeczywistości to ona nie odpowiada na moje maile (ja na maile ojca odpisuję zawsze, a matka nie napisała do mnie nigdy). Nie nawiązuje w ogóle żadnego kontaktu ani na kontakt nie odpowiada, jedynie stalkuje mnie telefonicznie i wyłącznie używa przemocy. Nie ma kontaktu, jest przemoc każdego rodzaju.

2.05
Matka oczywiście popiera protestujących oprawców i jest za tym, żeby to oprawcy dostawali zasiłek na opiekę, a nie ON. Udaje też nadal, że nie mam EDS, bo skoro je mam, to oznacza, że to ona zawaliła. Gdyby zadbała o moje zdrowie, kiedy byłam dzieckiem, gdyby od razu wyrobiła mi orzeczenie, to miałabym teraz 2 razy wyższą rentę. Robiła wszystko, żeby mnie od siebie uzależnić, a mimo to ja się nie dałam. Oczywiście popiera też nieróbstwo, bo sama całe życie nie skalała się pracą, więc uważa, że to nierobom należą się pieniądze, a nie ludziom, którzy stracili zdrowie, pracując. Nadawałaby się na pracownika ZUSu do uzdrawiania ludzi na papierze.

11.05
Nachodzi mnie. To cd. szantażu, że jak nie będę odbierać telefonu, to będzie mnie nachodzić - i tak robi. Specjalnie wydzwania w nocy albo kiedy jest opiekunka, albo kiedy jestem zajęta - mimo że cały czas jej mówię, że ma nie wydzwaniać wcale. Wczoraj to ona mi nie odpisała na maila, ale to mnie za to ukarała dzisiejszym najściem.

Zerwała mnie z sedesu. To też jest wyrachowane. Ona wie, że zaraz po przebudzeniu muszę iść do toalety, inaczej zemdleję od boleści jelit. Mam tak od 15. roku życia. Kiedy byłam dzieckiem, wmawiała mi, że to nerwica szkolna, zamiast mnie diagnozować, a teraz po prostu wykorzystuje to przeciwko mnie jako torturę. Do tego wlazła w buciorach na świeżo umytą podłogę. To też typowe - najpierw wnosi syf, a potem robi mi (sic!) awanturę, że jest brudno.

Teksty rzucała te same co zawsze. I jak ostatnio zapierała się w drzwiach, żebym nie mogła jej wypchnąć. Bo jak zawsze chodziło o przemoc, a nie o to, że się "martwi", a już na pewno nie o pomoc.

21.05
Wczoraj mnie straszyła, że przyjedzie jeszcze tego samego dnia. Powiedziałam, że dziś się widzę z tatą i że matka do tego potrzebna nie jest. Dziś rano jechaliśmy do psychiatry. Rano zawsze jest duży problem. Po samym ubraniu się, włożeniu ortez i butów ledwie dyszę. Dosłownie dyszę jak pies z otwartymi ustami, bo mi tak brakuje powietrza! W takim stanie nie jestem już nawet w stanie dojść do bramy i proszę ojca, żeby wjechał do piwnicy. Czynności poranne ułożone mam na styk, bo nie ma czasu, a nie mogę wstać jeszcze wcześniej, bo to za wcześnie! Dziś i tak wstałam o 5h za wcześnie.

I co? Matka mnie naszła! W momencie, kiedy jestem na granicy zemdlenia z bólu i hipotonii, kiedy mnie brakuje powietrza, kiedy muszę jeszcze iść do toalety, bo mam boleści jak co rano - matka mnie nachodzi robić mi awanturę! Skorzystała z tego, że ojciec do mnie jechał - 2 pieczenie przy jednym ogniu: i awantura, i dowiedzenie się, gdzie chodzę do psychiatry. To były jej cele. Od progu mi kopa! Żadnego dzień dobry nawet.

- Dlaczego się nie uczesałaś?! [kłamie, jak zawsze, bo miałam zrobionego kucyka]
- Zdejmij te ortezy! [powtarzała to kilka razy - ktoś może rozumie cel tego tekstu?]
- Ale utyłaś! Jesteś gruba!
- Masz jeść mięso i jajka!
- Masz się leczyć albo u psychiatry, albo u neurologa!
- Pozwę szpital, który cię doprowadził do takiego stanu!
- Kto cię nastawia przeciwko mnie?!
- Zobacz, jaka jesteś agresywna! Musisz iść się leczyć!
- Przestań brać leki psychotropowe! [no to mam się leczyć czy nie?!]
- Idź do dentysty! [a od ilu lat ją proszę, żeby znalazła takiego, który zechce mnie leczyć?]

Nawiozła jakichś altmedowych preparatów, z których nie wzięłam żadnego, bo ja takich nie biorę. I wyjmuje, pojedynczo. Ja zaraz zemdleję, i od hipotonii, i od bólu, i od wstrzymywania stolca, więc mówię jej to i proszę, żeby to robiła szybciej. Więc zaczyna to robić... jeszcze wolniej, żebym jeszcze bardziej cierpiała! Wiadomo, że gdybym poszła do toalety, to zaraz by mi rewizję robiła i kradła leki. Tych ukradzionych 2 lata temu nadal mi nie oddała przecież. Dziś już usiłowała zobaczyć, jakie leki są w koszu na stole w kuchni. I przez ramię usiłowała mi zaglądać do sypialni, żeby znowu wymierzyć jakiegoś kopa.

Nie pozwoliła mi iść do toalety. Do lekarza pojechałam ze stolcem w majtkach i dopiero tam w toalecie się umyłam. Matka naigrawała się oczywiście z nietrzymania moczu i kału. Ale to jej śmierdziało z ust tak, że nie wystarczyła klimatyzacja i ciężko było wytrzymać, a nie z moich majtek.
Jak wsiadłam do samochodu, to cała się trzęsłam. W samochodzie awanturowała się dalej, mimo że ani ja, ani ojciec się do niej nie odzywaliśmy, żeby jej nie prowokować. Ojcu zaczęły się trząść ręce i o mało nie spowodował wypadku przez nią. Zresztą przyznał mi się, że to nie pierwszy raz! Jak wracaliśmy już bez niej, to powiedział, że myślał, że matka się ze mną pogodzi, ale widzi, że ona na to nigdy nie pozwoli, że nie ma szans, że mam sobie żyć tak, jak chcę, i nie oglądać się na nią. Cieszę się, że wreszcie to zrozumiał.
Psychiatra stanęła po mojej stronie. Powiedziała, że jeśli matka mnie pozwie, to wystawi mi zaświadczenie, bo przecież nie mam psychozy, nigdy nie miałam braku kontaktu z rzeczywistością i nie ma żadnych wskazań do ubezwłasnowolnienia. Czyli mam już ze sobą psychiatrę, prof. z F7 i terapeutkę - wszyscy troje kompetentni i uczciwi. Matka ma po swojej stronie psycholożki z OPSu, które widziały mnie może ze 2 razy w życiu, w dodatku skoro dały się nabrać matce, to nie świadczy to dobrze o ich kompetencji.

26.05
Naszła mnie znowu bez ostrzeżenia. Usłyszałam to samo znęcanie co zawsze (przykłady są wyżej), a poza tym też:

- Jesteś monstrum!
- Masz przejść na dietę!
- Szczury śmierdzą! [co jest kłamstwem - każdy, kto miał szczury, wie, że to bardzo czyste zwierzaki i pachną prześlicznie; w przeciwieństwie do psa matki, który rzeczywiście śmierdział, bo był samcem]
- Przyjdę tu z psychiatrą!
- Dlaczego nie masz na sobie tej bluzki w prążki, którą ci kupiłam?!
- Dlaczego ciągle chodzisz w tych szarych koszulkach?! Wyrzuć je! [matka nie tylko chce mi zaglądać do garów i lodówki, ale jeszcze do szafy, i narzucać mi, co mam nosić! Dziś się wydało, że bez pozwolenia wyrzuciła moje najlepsze spodnie dresowe, a okłamała mnie, że je zszyje w kroku i mi odda]

Matka usiłowała znowu wykorzystać chwilę mojej rozmowy z ojcem, poleciała biegiem do dużego pokoju, żeby mi na złość otworzyć balkon (w maju dopiero co skończyłam brać antybiotyki na zapalenie nerek właśnie z powodu otwartego balkonu!!!). Potem, jak już wychodziła, nagle odskoczyła w bok, żeby szybko otworzyć drzwi do sypialni i zobaczyć, co w niej jest - to jak zawsze w celu rzucania przemocowych tekstów. Próbowała już wcześniej, ale przymknęłam drzwi. Nie mogła mi przecież tego darować, rewizja musi być!

Nadal nie oddała mi obrazów! Nachodzi mnie 3. raz, odkąd zażądałam ich zwrotu, miała więc 3 okazje, żeby je oddać, i nie zrobiła tego!


***
Poniżej świetny film o tym, jak tacy ludzie jak moja matka używają przemocy. Polecam obejrzeć całość, bo ja wypiszę tylko te techniki, których używa moja matka. Polecam szczególnie tym osobom, które nabierają się na czar psychopatów. Manipulacja jest formą przemocy! Osoby przemocowe są puste jak wydmuszka, tam w środku nic nie ma. Wszystko, co robią, służy zachowaniu władzy nad ofiarą, bo ta władza jest im potrzebna do zachowania ich nadmuchanego ego. Te osoby "zrobią wszystko, żeby ich maska nie opadła publicznie".




1. Matka nie bierze odpowiedzialności za to, jak się zachowuje i co mówi. Odwraca kota ogonem.
2. Czuję się zmęczona i wyprana z nadziei po kontakcie z matką.
3. Odczuwam lęk przed gniewem oprawcy, właściwie to lęk przed kolejną awanturą, przed kolejnym kontaktem.
4. Matka raz jest słodziutka i milutka (zwłaszcza w obecności obcych), a raz zimna i podła. Tyle że ja się nie daję nabierać i ani mi w głowie "przywracać ją do dobrego humoru".
5. Jeśli się zwierzysz oprawcy z jakiegoś swojego kompleksu, to szybko to wykorzysta przeciwko tobie. Jeśli np. powiesz, że masz kompleks zbyt dużej wagi, to usłyszysz od oprawcy, że jesteś monstrum - czyli dokładnie tak jak to robi moja matka, z tym że ona robi to w ciemno, bo ja się z nią nie dzielę swoimi słabościami, bo wiem, że to wykorzysta przeciwko mnie.
6. Matka nie okazuje, bo nie ma, żadnej empatii. Już od dawna widzę, że matka nic nie czuje - chyba nawet o tym już pisałam kiedyś.
7. Całe życie czułam się samotna, matka nigdy nie stworzyła żadnej więzi. W dzieciństwie jeszcze brakowało mi matki, bo jej nigdy nie miałam, ale już w podstawówce zaczęłam zazdrościć innym dzieciom, że nie mają matek albo chociaż że wracają ze szkoły do pustego domu.
8. Doskonale pamiętam różne wspomnienia, z dzieciństwa czy świeże, a matka usiłuje mi wmówić, że one wyglądały inaczej. Usiłuje ze mnie robić wariatkę! Np. notorycznie usiłuje mi wmawiać, że w dzieciństwie byłam szczęśliwa, bo "uśmiecham się na zdjęciach"!
9. Matka traktuje moje rzeczy, jakby były jej. Panoszy się w moim mieszkaniu, jakby było jej.
10. Matka wiedzie pasożytniczy tryb życia. Uwiesiła się na ojcu, przez całe życie palcem nie kiwnęła, nie skalała się pracą.
11. Mimo że matka niby jest dorosła, trzeba jej tłumaczyć podstawowe zachowania dorosłej osoby, bo nie dociera do niej, że dorośli mają własne życie i nie wieszają się na kimś innym. Że moje życie, to moje życie, a nie jej. Że nie ma prawa do przemocy wobec innego dorosłego. Itd. To powinno być dla niej oczywiste! A jednak udaje, że nie wie, o co mi chodzi.
12. Matka, mimo że jest dorosła i powinna mieć swoje życie, wpycha się na siłę do mojego, gdzie dla niej nie ma miejsca, i okrada mnie z chwil spędzonych bez niej.
13. Matka od wczesnego dzieciństwa niszczy moją samoocenę. Dobrze, że mam ZA i umiem spojrzeć na siebie obiektywnie, to jej się to całkowicie nigdy nie uda. Zwróćcie uwagę, że już tylko to jedno jest tak szkodliwe, że trzeba się odciąć od oprawcy!
14. Matka faktycznie używa ludzi wokół siebie. Nie ma znajomych i przyjaciół, bo nikt nie chce jej bliżej znać, ale wszystkich wokół używa do robienia tego, co ona chce.
15. Jeżeli słowa nie pokrywają się z czynami - a w przypadku matki tak jest - wierz czynom. Matka wiecznie powtarza, że chce mi pomóc, ale jakoś nigdy dotąd nie zrobiła absolutnie nic, żeby mi pomóc. Nie można się dać omamić tanim gadaniem. Trzeba patrzeć, co ktoś robi.
16. Matka wyolbrzymia swoje osiągnięcia. A że żadnych nie ma, to udaje, że dom jest jej największym osiągnięciem i że bez niej by go nie było. Tylko że go nie ma i nigdy nie było, bo dom to nie mury, tylko atmosfera.
17. Matka nigdy nie jest zadowolona z tego, co robię. I nigdy nie będzie.
18. Hoovering. Matka to robi cały czas. Bo przecież ja już od lat się z nią nie kontaktuję i niczego od niej nie chcę, to ona praktykuje stalking, wydzwania, nachodzi mnie i na siłę wciąga w relację, w której nie jestem i nie chcę być. Matka zrobi wszystko, żeby odnowić kontakt. Nigdy nie pozwoli na zerwanie go.
19. Matka kłamie na każdym kroku. Jej całe życie to kłamstwa. Potrafi zmyślać lekarzom na mój temat. I to tak, że nawet psycholożki z OPSu się na to jej kłamstwa nabierają.
20. Matka jest uzależniona od telefonu. Potrafi wydzwaniać nawet w środku nocy - bez powodu.
21. Matka bardzo lubi podle prowokować mnie takimi komentarzami, o których wie, że są dla mnie bolesne albo zmyślone. I rzekomo to ja wtedy jestem agresywna i niezrównoważona, a ona wcale.
22. Kiedy matka nie może wpływać na mnie, bo ja się już nie daję nabrać, to będzie nabierać osoby z mojego otoczenia. Oczernia mnie np. do psycholożek z OPSu, a one się nabierają. Co ciekawe, moi przyjaciele, choć nie są psychologami, jakoś jej się nabierać nie dają. Matka wmawia innym, że to ja manipuluję i że to ja robię jej to, co ona robi mnie. I psycholożki z OPSu w to wierzą!
23. Matka nie ma przyjaciół. Jak tylko się ktoś pojawi, to szybko znika, bo większość ludzi szybko się orientuje, że to psychopatka.
24. Matka nigdy nie przeprasza.
25. Podwójne standardy. Matka może robić wszystko, ale ja mam robić tylko to, co ona mi każe.
26. Po zranieniu mnie oczekuje, że 5s później wszystko już będzie w porządku. Ona nawet mnie nie przeprasza! Udaje, że nic się nie stało, i ode mnie wymaga tego samego.
27. Potrafi się awanturować o byle co. Jak nie ma powodu, to go wymyśli. Bo np. talerz leży na blacie W MOIM MIESZKANIU, a ona ma życzenie, żeby leżał gdzie indziej, jakby to było jej mieszkanie i jakby jej życzenie miało znaczenie. Tu chodzi o to, żeby mnie zastraszyć, żebym bała się najmniejszej rzeczy, żeby to ona miała nade mną kontrolę.

Z 30 technik przemocy moja matka używa 27. Tych 3 nie może użyć tylko dlatego, że jest moją matką, a nie żoną.

Moim marzeniem jest, żeby matka wymieniła mnie na lepszy model, ale ona nie chce tego zrobić. Nikogo innego nie nienawidzi tak jak mnie.

Mój największy strach to nie jest strach przed śmiercią. To strach, że umrę przed matką - bo to będzie znaczyło, że nie przeżyłam ANI JEDNEGO DNIA wolnego od przemocy, ani jednego dnia bezpiecznego, bez strachu, że te kroki na korytarzu to znowu matka. Nie chcę umierać bez doświadczenia tego, jak to jest bez strachu. Jak to jest odetchnąć głęboko i mieć świadomość, że dziś oprawca się na pewno nie skontaktuje! Że dziś jestem już bezpieczna.

31.05
Znowu mnie nachodzi. Pod pretekstem, że kupiła mi ubrania, ale wiadomo, że to wymyślony pretekst, bo nie wzięłam żadnego - żadne nie były w moim stylu, tylko w jej, stąd wiadomo, że nie kupiła ich dla mnie, tylko dla siebie, a tylko użyła ich, żeby tu wejść, żeby mieć pretekst do przyjazdu.

Przyjechała po to, żeby mnie straszyć, że umówi mi wizytę do endokrynologa, a jak nie pójdę, to przyjedzie tu z lekarzami i policją. Straszy mnie też, że chce zaskarżyć szpital, tylko nie wiem, za co dokładnie i co mnie to obchodzi. Najprawdopodobniej za to, że lekarze nie robili tego, co ona sobie życzyła. Oczywiście znowu te same gadki - że jestem gruba (ale przywiozła mi żarcie!), chociaż to ona ma ciążowy bebzol od obżarstwa (ja nigdy nie miałam nadwagi od obżarstwa, chociaż matka robiła wszystko, żeby tak było, karmiąc mnie przez sen jak kaczkę i wmuszając jedzenie siłą do 13. roku życia). Że muszę iść do dentysty (ale żadnego mi nie chce znaleźć - najwyraźniej specjalnie po to, żeby się nade mną znęcać, bo gdyby znalazła i by mi wyleczyli zęby, miałaby o jedną obelgę mniej do użycia). I jeszcze pretensje od progu, że się nie cieszę z jej najścia! Do tego za każdym razem leci do mnie z łapami! Nie dociera do niej, kiedy mówię, że ma mnie nie dotykać.

Ostatnio matka nasiliła znacznie zastraszanie mnie. Nachodzi mnie bez przerwy. Częściej niż wcześniej. I straszy mnie, że nadal będzie to robić. Jest już ciepło. Jest taka pogoda, że mogłabym już wychodzić z domu, ale przez nią nie mogę. Powinnam przyprowadzić wózek do domu, napompować koła, przygotować go do sezonu, ale nie mogę, bo w każdej chwili może mnie znowu najść matka.

W maju minęły 2 lata od kradzieży leków, a matka nadal mi ich nie oddała. Co zamierza z nimi robić? Ona takich nie bierze, nie ma EDS. Ale jest lekomanką, odkąd pamiętam, pewnie się rzuci zwłaszcza na Bunondol, dlatego mi nie chce oddać. Bo sprzedaż leków jest przecież nielegalna, a poza tym za dużo na nich nie zarobi.


***
Artykuł o takich jak moja matka. Poniżej cytaty.

"Typ osobowości znany jako narcyz sprawia, że osoba staje się surowa, szorstka i nie przedstawia wewnętrznej wartości. Co gorsza, takie egocentryczne osoby wierzą, że ich chłód i tak wielka odmienność od otoczenia powinny stanowić wzór dla innych.

Są tak zapatrzone w siebie, że na skutek przemożnego egoizmu nie sposób podjąć z nimi tematu. To sprawia, że osoby te stają się z czasem wyobcowane i nie mogą korzystać z tego, co ich otoczenie ma im do zaoferowania. Za każdym razem więc stają się coraz bardziej puste i nieczułe".

Narcyz – osiem braków i przyczyn wewnętrznej pustki

1. Brak empatii
Stale wypowiadane „ja, mnie, moje, ze mną” sprawiają, że narcyz nie potrafi postawić się w cudzym położeniu i okazywać empatii.

2. Niskie poczucie własnej wartości

3. Brak lojalności i uczciwości

4. Brak miłości
Dlatego ktoś, kto kocha wyłącznie siebie, nie może zaznać również tego, co daje prawdziwa miłość.

5. Brak pokory i tolerancji dla innych
Narcyz nie znajduje miejsca na tolerancję i akceptację cudzych opinii, uczuć, innego sposobu myślenia. Ten czynnik sprawia, że jest skazany na samotność. Nie może budować wartościowych relacji z takim nastawieniem. Ponownie więc skupia się raczej na tym, czym jest sam dla siebie.

6. Brak odpowiedzialności

7. Pustka w życiu i brak wolności

8. Brak własnej tożsamości
Tak więc narcyz nie może się rozwijać, ponieważ pozbawia się interakcji z otaczającym go otoczeniem. Słucha wyłącznie swojej mądrości i nie przyjmuje udzielanych mu rad. To z kolei pogłębia go w odosobnieniu i pustce, zarówno mentalnej, jak i emocjonalnej.




***
A tu jeszcze jeden artykuł o zbrodni przemocy psychicznej. I niżej cytaty.



"Sprawcy przemocy emocjonalnej posługują się kamuflażem i często naruszając prawo moralne, nie naruszają prawa karnego. Swoich zachowań i przekonań nie ujawniają przed osobami, od których zależy ich funkcjonowanie".

"Trudności diagnostyczne nasila fakt, że tzw. wywiadu obiektywnego o pacjentce udziela sam sprawca".

"Od tego momentu nawet ofiara przemocy pytana przez sprawcę, kto w ich związku leczy się psychiatrycznie (czytaj jest zaburzony), potwierdzi, że ona. To stereotypowe przekonanie, stawiające znak równości między leczeniem psychiatrycznym a chorobą psychiczną, jest bardzo powszechne. Od momentu stygmatyzacji ofiary przemocy emocjonalnej jej wiarygodność maleje, a to zmniejsza szanse uzyskania realnej pomocy.

Następny krok to używanie przez sprawcę argumentu o ubezwłasnowolnieniu i pozbawieniu praw rodzicielskich".


"Kim jest sprawca

w ujęciu koncepcji poznawczej i jakie ma przekonania? Jego kluczowym przekonaniem jest: "Mam prawo do wszystkiego", "Cel uświęca środki", "Moje potrzeby są najważniejsze", "Miłość nie istnieje", "Świat to miejsce dla najsilniejszych", "Żona i dzieci to w sumie obcy ludzie", "Nikt nie ma prawa mnie kontrolować", "Jestem najlepszy", "Bliscy są po to, żeby zaspokajać moje potrzeby", "Ja sam ustalam reguły w moim życiu".

Przekonania pośredniczące to najczęściej: "Jeżeli ja nie wykorzystam kogoś, to ten ktoś wykorzysta mnie", "Jeżeli ktoś nie robi tego, czego chcę, zasługuje na karę", "Jeżeli ktoś się daje wykorzystywać, to jego wina", "Jeżeli ktoś mówi, że cierpi, to znaczy, że jest słaby", "Jeżeli ktoś chce być ze mną blisko, to znaczy, że chce mnie kontrolować". Przekonania te powodują dobór strategii behawioralnych. Są wśród nich rozbudowany system kontroli bliskich (z wykorzystaniem sfery seksualnej), wypowiedzi krytykujące i deprecjonujące, z wulgarnymi włącznie, zastraszanie, całkowity brak przyjmowania argumentów drugiej strony, egoizm w zaspokajaniu swoich potrzeb (z nieliczeniem się z ograniczeniami finansowymi), brak przyjmowania jakiejkolwiek odpowiedzialności, obarczanie innych winą za swoje życie, przekraczanie norm społecznych oraz naruszanie praw innych, w tym najbliższych.

Najczęstsze emocje to złość, gniew, irytacja, szczególnie w sytuacjach niemożności natychmiastowego zaspokojenia swoich potrzeb".

"Potrafią dokonać społecznej mimikry swoich przekonań, prezentując się w oczach innych jako układni, niezależni, a swoje kontrowersyjne poglądy uzasadniają chęcią podtrzymania dyskusji; są czarujący, dowcipni. To powoduje, że przemoc emocjonalna odbywa się w czterech ścianach, bez świadków".