Co dla mnie oznacza słowo "matka"?
Matka akceptuje w swoim dziecku wyłącznie własne geny. Każdy przejaw cudzych genów, jakiejkolwiek własnej osobowości dziecka, jego własnej woli, autonomii myślenia i działania - jest natychmiast surowo karany i tępiony.
Kiedy dziecko jest małe, nic wielkiego matka nie może mu zrobić. Jeszcze. Wtedy wystarcza głównie przemoc fizyczna. Dzieciak dostanie w tyłek bez powodu, poboli przez chwilę, a potem przestaje i w tej samej chwili się o tym zapomina. Bicie nie ma wpływu na życie ani na dorosłość.
Im dziecko jest starsze, tym jadowitsza jest przemoc psychiczna. Kiedy dziecko staje się starszym nastolatkiem, zaczyna dorównywać matce wzrostem i/lub siłą, matka zaczyna się bać podskakiwać fizycznie, bo może doświadczyć samoobrony. Poza tym w naszych czasach jest już NK i każdy o niej wie, więc ofiara może wezwać policję. Nie może też pozwolić na zostawianie śladów bicia, bo nastolatek ich ukrywać nie będzie, nie jest już dzieckiem, które nie wie, co z tym zrobić.
I wtedy dopiero zaczyna się PRAWDZIWA przemoc. Przemoc hardkorowa. Przemoc, która całkowicie i nieodwracalnie niszczy życie. Przemoc, z której nie da się podnieść, nawet jeśli się skończy. Przemoc psychiczna. Oprawca nieodwracalnie niszczy swoją ofiarę. Nawet gdyby przestał stosować przemoc psychiczną i obiecał, że więcej nie będzie, to nie pomoże już ofierze. Jej mózg i ciało już do końca życia będą funkcjonowały w stanie, który nazywa się "uciekaj albo walcz". Ten stan nie pozwala normalnie żyć i jest przyczyną śmierci: powoduje niszczenie neuronów w mózgu, obniżoną odporność, udary, wylewy, zawały, samobójstwa, depresję, otyłość, bezsenność, nowotwory, wrzody żołądka, nadciśnienie, choroby skóry, a w EDS6a powoduje podniesienie pulsu, a więc i zwiększone ryzyko pęknięcia serca (czyli śmierć).
Dlatego oprawca nie może nigdy zadośćuczynić ofierze. Dopóki nie zlikwiduje tego stanu i nie cofnie już wyrządzonych zniszczeń, tak fizycznych, jak i psychicznych, nie ma mowy o żadnym zadośćuczynieniu. A jedyna kara, jaka powinna być brana pod uwagę, to zrobienie oprawcy dokładnie tego samego. Nie wyobrażam sobie, żeby oprawca odsiedział zaledwie kilka lat, bez stresu, z dachem nad głową, jedzeniem i leczeniem za darmo i bezpiecznie, jak darmozjad, bo na cudzy koszt, albo żeby w ogóle nawet nie siedział, podczas gdy ofierze nieodwracalnie odebrał całe życie i już tego nie cofnie ani nie naprawi!
Nie ma wystarczająco dobrej kary dla takich bandytów. To najgorszy sort egzystencji, bo nie jestem w stanie kogoś takiego nazwać człowiekiem.
Matka wykończyła mojego tatę i usiłuje wykończyć mnie. I z niczym innym mi się nie kojarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz