Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spadek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2019

WTOREK, 3 GRUDNIA 2019

Dziś Dzień Osób Niepełnosprawnych. "Chcemy całego życia" przygotowało znakomitą grafikę. Szkoda, że odmawia mi tego nawet własna matka!




Policja nierychliwa, ale sprawiedliwa. Dziś odwiedził mnie dzielnicowy. O tyle dobrze, że będzie zapis w dokumentach, bo samo prawo guzik może. Prawo pozwala oprawcy na wszystko, a ofiara nie ma żadnych narzędzi poza sądem, w dodatku sąd, który uprawomocnił sprawę spadkową w styczniu, nie wystarczy. To po co taki sąd, który nie stoi murem za ofiarami?!

Odreagowuję. Robię prace na kolejne wyzwania, bo ostatnio nie miałam na to siły, a teraz nie pozwolę matce, żeby mi ją odebrała.

Edit: a komornik może udowodnić, że matka ukrywa moją część spadku, dopiero kiedy sąd mu dodatkowo każe, sam z siebie nie, czyli musiałabym iść do sądu. Właśnie z tego korzystają ciągle oprawcy. Egzekucja spadku powinna działać z automatu!


środa, 2 października 2019

ŚRODA, 2 PAŹDZIERNIKA 2019

Matka znowu odstawia cyrk. Nie przelała mi alimentów. Nie mam - na leki, na leczenie, na czynsz, jedzenie, na nic. Mam stówę z groszami na koncie. Gdyby mi oddała moją część spadku, olałabym to, mimo że alimenty są od spadku niezależne, i mimo że przekręt matki doprowadził do tego, że nie otrzymuję renty po tacie (należy mi się 60% i jej 60%, ale już wcześniej ukradła wszystkie moje medyczne dokumenty z dzieciństwa, więc nie mogę udowodnić, że choruję od dzieciństwa - mimo że to absurd sam w sobie, choroba genetyczne jest... hm, genetyczna, więc WIADOMO, że się ją ma już przed urodzeniem).

Tak, to przemoc ekonomiczna - pora, żeby ją też dopisać do niebieskiej karty matki.

Tata nigdy, przenigdy nie pozwalał, żebym została bez środków na życie i leczenie. Tata nie tylko pomagał mi finansowo, ale także sam woził mnie na wizyty lekarskie, SOR i do szpitala. I chronił mnie przed przemocą matki, z czego zdaję sobie sprawę dopiero po jego śmierci, kiedy matka tę przemoc rozbuchała do niewyobrażalnych granic. Gdyby tacie przyszło do głowy, że matka może mi zrobić coś takiego, zapisałby mi spadek! Tata nigdy nie pozwalał, żeby matka szantażowała mnie pieniędzmi! Od pierwszego razu, kiedy próbowała to zrobić, nie wszedł w to.

Jej czyny wyraźnie świadczą o tym, czego chce i na czym jej zależy. 13 lipca pisała: "Chcialabym Ci pomoc,nie tylko finansowo ale byc przy Tobie i wspierac Cie". Oto właśnie widać, jak mnie wspiera. Tak bardzo mnie wspiera, że nie oddała mi nadal mojej części spadku i stosuje przemoc ekonomiczną.

Muszę to tu napisać: jeśli umrę z powodu EDS, z powodu braku leczenia czy leków - to z jej winy. Jeśli popełnię samobójstwo z bólu - to z jej winy. Nie pozwólcie, żeby uszło jej to płazem! Zajmijcie się tym, zróbcie jakąś mediową pokazówkę, żeby takie sprawy nagłaśniać, żeby żadna inna ofiara przemocy nie przechodziła przez to samo!!

Ona chce, żebym ją błagała o "pomoc", żeby mogła mnie szantażować i stawiać mi warunki, że na hochsztaplerów altmedowych da mi pieniądze, a na realnych lekarzy i leczenie - nie. Chce, żebym ją błagała o to, co należy do mnie!

Przecież mimo że alimenty są niezależne od spadku, nie potrzebowałabym ich, gdyby mi ten spadek wydała! 

Jestem przekonana, że to jest szantaż z jej strony, żebym zgadzała się na jej przemoc. A skoro się na nią nie zgadzam, to będzie mnie szantażować pieniędzmi - spadkiem i alimentami.

To dziwne, bo co najmniej od 20 lat wie, że wolę umrzeć, niż znosić jej przemoc.




poniedziałek, 15 kwietnia 2019

PONIEDZIAŁEK, 15 KWIETNIA 2019

Naprawdę już nie mam siły. Matka nadal mnie stalkuje, a jeszcze się ani razu (!!!) nie zdarzyło, żeby powiedziała mi coś, czego nie da się powiedzieć ani mailem, ani sms-em.

Od jakiegoś czasu robi mi ciągle awantury o to, że nie pozwalam jej podrobić mojego podpisu i działać za moimi plecami.

Sąd nadal nie przysłał mi stosownego dokumentu, niezbędnego do złożenia dokumentów w US, żeby mi nie naliczyli podatku od spadku, którego nie otrzymałam (matka nadal nie przekazała mi mojej części). Okazuje się, że matka oszukała mnie, ukrywając, że decyzja sądu uprawomocniła się już 5.01, i że wzięła na mnie dokumenty. Od ponad 3 miesięcy mi ich nie wysłała!!!

Teraz twierdzi, że już wypełniła dokumenty do US za siebie i za mnie i że mam jej dać adres mojego US, to je wyśle. Oczywiście nie zgadzam się. Zażądałam, żeby wysłała dokument do mnie, a to ja go wyślę do US. Matka od 2 tygodni awanturuje się i nie chce mi tego dokumentu wysłać (btw, adres US jest przecież publicznie dostępny na stronie samego US, wystarczy wygooglać, więc po co matka mnie oszukuje, że nie ma adresu?!). Jeśli go nie wyśle, to i tak wyślę swój w swoim imieniu i to ona będzie mieć problemy za podrabianie podpisu! Jeśli mi nie wyśle tego dokumentu, to:

1. Nie będę mieć żadnej pewności, że w ogóle go wysłała. Świstek poświadczający nadanie nie jest żadnym dowodem, bo nie mówi, co zostało wysłane! Xero też nie jest dowodem, bo można zrobić xero innego dokumentu, a wysłać inny.
2. Nie będę wiedziała, co matka tam wpisała, czyli nadal nie będę nawet wiedziała, co odziedziczyłam! Myślę, że właśnie dlatego matka nie chce mi tego dokumentu wysłać, żeby mi nie zdradzić, co odziedziczyłam, żebym się nie mogła domagać swojej części. Tylko zapomina, że to sąd zrobi podział majątku, jeśli mi nie odda mojej części. A może wcale nie zapomina, tylko robi to specjalnie, jak wszystko.

Dodatkowo matka robi mi ciągle awantury o to, że to ona źle wpisała moje imię w dokumentach. Mnie to już tylko śmieszy. Chciała zaszkodzić mnie, a zaszkodziła sobie, bo to ona musi to teraz odkręcać! Całe życie na złość mi nazywa mnie imieniem jakiejś obcej baby (nie wiem, kim ona jest i skąd matka w ogóle to imię wzięła), robiła mi tym problemy w każdej szkole. Dopiero na studiach udało mi się to odkręcić, bo tam już nie miała żadnych praw, bo byłam pełnoletnia. Ale nawet składając papiery w sądzie o sprawę spadkową po tacie, wpisała cudze imię, zamiast mojego! Wyobrażacie to sobie?!

Kiedy mój brat będąc w liceum, poprosił mnie, żebym nie nazywała go Adasiem, tylko Adamem, w tej samej sekundzie przestawiłam się na Adama i NIGDY nie przyszło mi do głowy, żeby choć raz, jeden, jedyny raz, zrobić mu na złość i nazwać Adasiem. A Adaś to przecież nadal jego imię, nie łamałabym nawet prawa, wpisując w jego dokumentach cudze imię! Mimo że to byłaby nic nieznacząca jednorazowa złośliwość - i tak nie przyszło mi do głowy, żeby mu ją wyrządzić. Matce to nie przeszkadza. Nie tylko nazywa mnie cudzym imieniem, a nie moim, ale jeszcze do tego oszukuje na każdym kroku, wpisując nieprawdziwe imię w dokumentach oficjalnych! Od tylu lat!! Ile problemów przez nią miałam! A do tego jeszcze całą rodzinę przeflancowała, żeby nie mówili do mnie po imieniu, tylko tą inwektywą, którą sama wymyśliła, a która była i jest synonimem jej przemocy wobec mnie. Kasia to urojona przez nią postać jej córki, która tańczy, jak matka jej zagra, robi to, co matka jej każe, i jest taka, jak matka sobie życzy, bo nie ma własnego zdania, własnego życia, własnej osobowości ani własnych cech. Ta urojona postać nie ma EDS, nie jest niepełnosprawna i z radością i wdzięcznością poddaje się przemocy matki. Tylko Kasię matka uznaje. A ponieważ ja nią nie jestem, to trzeba mnie nękać i gnoić.

To cudowne, że w końcu przemoc matki obróciła się przeciwko niej, choćby i w tak minimalnym i jednorazowym zakresie.

Ale to ja znowu dziś od niej usłyszałam, że mam "zjebany mózg". Problem polega na tym, że mój mózg jest mniej "zjebany" przez demencję, depresję, brain fog i skrajny przewlekły ból niż jej mózg z jej własnej woli. Jej mózg jest przeżarty nienawiścią i przemocą.





niedziela, 10 marca 2019

NIEDZIELA, 10 MARCA 2019

Dalej żadnego kontaktu - na żadnego maila i sms-a matka mi nie odpisała do tej pory. Za to stalking w dalszym ciągu uprawia. Ja się nie upominam o kontakt, to ona rzekomo go chciała. Ale okazuje się, że ma go gdzieś. Nie interesuje jej ani nawiązywanie kontaktu, ani odpowiadanie na niego, tylko przemoc. Co to za przyjemność, skoro nie będzie wiedziała, jak zareaguję na przemocowego maila? W dodatku mogę go usunąć bez czytania, więc jak będzie się teraz nade mną znęcać? Za wszelką cenę musi mnie stalkować, bo przecież z przemocy nie zrezygnuje.

Dziś znowu to samo.
- Czy ty wiesz, że ojciec już od pół roku nie żyje?
Trudno żebym nie wiedziała. Pewnie myśleliście tak jak ja - że chodzi o pamięć po tacie, że chciała o nim porozmawiać, powspominać. Otóż nie. Daliście się nabrać tak jak ja. Kolejne zdanie brzmiało:
- To znaczy, że nie widziałam cię pół roku!
Oczywiście to nieprawda, widziałyśmy się w grudniu w sądzie i na korytarzu w sądzie matka dała popis przemocy przy wszystkich ludziach.
- Musimy się zobaczyć!
I wszystko jasne. Tylko o przemoc znowu chodziło. Oczywiście nie zgodziłam się. Matka nadal nie  tylko nie udowodniła, że nie będzie już stosować przemocy, ale stosuje ją w dalszym ciągu, więc nie, dopóki tak jest, nie chcę kontaktu.

Nie oddała mi ukradzionych leków. Nie oddała mi teczki, która niszczeje w piwnicy, bo zamiast mi ją oddać, wyrzuciła ją na złość mi. Nie oddała mi haftu od niemal 2 lat! A ile razy się w tym czasie widziałyśmy! Miała tyle szans!

I jeszcze usłyszałam, że skoro mi płaciła alimenty tak długo, to nie odda mi spadku. Żenada. Alimenty i w ogóle wszelką pomoc dostawałam tylko od taty, nigdy od niej. Matka jedynie łamie prawo. :/ Korzysta z tego, że jestem ciężko chora i nie mam siły ani pieniędzy, żeby iść do sądu i uregulować to prawnie. To, że ciągle mi się nie udało zebrać na respirator, że mogę przestać oddychać w każdej chwili, to dla niej wielka radość. Nie kiwnęła palcem. Mam w nosie jej brak pomocy. Nie pisałabym o tym w ogóle, gdyby nie uprawiała przemocy. Ale skoro ma mnie gdzieś, czeka na moją śmierć, ignoruje próby kontaktu z mojej strony, działa bezprawnie, to po jaką cholerę ciągle mnie stalkuje?!