czwartek, 27 czerwca 2019

CZWARTEK, 27 CZERWCA 2019

To się nigdy nie skończy. Myślałam, że matka się opamięta, ale wpisała się w badania nad przemocowcami całkowicie, nie chce być w tych 5% przemocowców, którzy przestali stosować przemoc. Od kilku dni zalewa mnie przemocowymi mailami. Dziś znowu stek kłamstw o moim zdrowiu, o którym nie ma bladego pojęcia. Mimo że ma wszystko podane na tacy, dalej idzie w zaparte, wymyśla mi choroby i objawy, których nie mam, a potem idzie kłamać innym lekarzom na mój temat! Gdyby miała dostęp do moich lekarzy, to nachodziłaby ich tak samo, jak to już robiła w przeszłości, nękałaby ich, oszukiwała, wymuszała zmianę diagnozy na taką, która się jej podoba, straszyłaby ich odebraniem praw do wykonywania zawodu, tak jak już to robiła. Niektórych lekarzy o tym uprzedziłam, ale nie wszystkich. Zresztą niektórzy są uczciwi i umieją się zachować - lekarz nie ma prawa rozmawiać o żadnym pacjencie, jeśli ten nie udzieli na to zgody: ja nie udzielam. Są lekarze, którzy to szanują i wypraszają matkę z gabinetu, ale niektórzy albo się nabierają, albo się boją (czego się można bać, jeśli się nie ma nic na sumieniu?), albo, co gorsza, ulegają jej. Do takich już potem nie chodzę, złamali prawo, rozmawiali z obcą osobą na temat mojego zdrowia, więc jak można by im znowu zaufać? Ale nie chcę, żeby matka robiła problemy lekarzom uczciwym, bo na to nie zasłużyli.

Ostatnio szajs mi przypomniał zapiski z F7. Profesor wyprosił matkę z gabinetu już po 2 minutach, stwierdzając m. in., że nie będzie rozmawiał z kimś "tak oderwanym od rzeczywistości".

Matka znowu straszy mnie najściem. I jak zwykle stosuje przemcowe zagrania, zobaczcie:

"NIE PISZ MI TYLKO O PRZEMOCY ,BO TO SWIADCZY O TWOICH ZABORZENIACH UROJENIOWYCHI I PSYCHOZACH POLEKOWYCH,TAK MI TLUMACZYL TWJE ZACHOWANIE PSYCHIATRA,U KTOREGO BYLAM NA KONSULTACJI W TWOJEJ SPRAWIE".

Albo to:

"Opowiedzialam mu o twoich dolegliwosciach i objawach.Byl zbulwersowany,ze  do tej pory nie bylas zdiagnozowana. Wysoka prolaktyna,ktora masz od lat i ktorej objawami sa miedzy innymi b. duze piersi,jest bardzo niebezpieczna.Powoduje raka piersi,raka narzadow rodnych i choroby tarczycy. Przysadka produkuje duze ilosci prolaktyny przy guzie,ale tez od przyjmowania antydepresantow i innych psychotopow,o czym powinien wiedziec kazdy psychiatra ! Dlaczego tzw.twoi lekarze nie zlecaja ci badan.  przy pierwszym spojrzeniu na ciebie widac powazne choroby endokrynologiczne.Kazdy psychiatra czy neurolog powinien wiedziec ,ze w przypadku chorob i zaburzen endokrynologicznych nie wolno podawac zadnychlekow psychiatrycznych , neurologicznychi opiatow czy innych przeciwbolowych.Trzeba leczyc przyczyne a nie skutk, a wej chwili to juz powazne zaburzenia polekowe.Corciu trzeba sie ratowac,ale ty przestalas juz logicznie myslecTrzeba sie wybrac  juz do profesorow i zrobic wszystkie testy w szpitalu.Poza tym zbadac niedobory w organizmie,bo np.niedobor wapnia powoduje stany lekowe,a niedobor oksytocyny powoduje fobie spoleczna i brak empatii itd.DLACZEGO MASZ ZOSTAC W TYM SAMA.mASZ MNIE,JA CI PPOMOGE I ZMOBILIZUJE WSZYSTKIE SRODKI I KONTAKTY ZEBY CIE Z TEGO WYCIAGNAC.PRZECIEZ JESTES MOIM JEDYNYM SKARBEM.NIE CHCE SIE O TYM JUZ ROZPISYWAC,BO POWINNYSMY O TYM POROZMAWIAC.OBY NIE BYLO ZA POZNO NA POMOC.ZLE SIE STALO ZETWOJE PROBLEMY ZBIEGLY SIE Z CHOROBA OJCA,A JAK WIDZISZ PSYCHIATRZY Z KAZDEGO ZROBIA CHOREGO.pROSCI LUDZIE UNIKAJA PSYCHIATROW,BO WIEDZA ZE NIE MOZNA MANIPULOWAC MOZGIEM.ZADNE KSIAZKI ANI TWOJA OGROMNA WIEDZA I ZDOLNOSCI NIE DALY RADY PSYCHOTROPOM.TRZEBA ZROBIC WSZYSTKO ZEBY ORGANIZM OCZYSCIC ZC TEJ TRUCIZNY!"

 (cytuję bez zmieniania czegokolwiek)

Cały jej mail tak wygląda. Każdy mail. Nie jestem w stanie tego nawet czytać. Tata mnie kiedyś za nią przepraszał, bo nie miał sił poprawiać jej błędów, a było ich tyle, że spell checker się wyłączył. A matka całe życie mnie oszukiwała, że była dobra z polskiego!

Od lat matka nie ma dostępu do moich badań i lekarzy, ale przecież wiedzę o EDS6a ma podaną na tacy. Mimo to zmyśla takie farmazony, obgaduje i obmawia mnie za plecami i tak kłamie, a do tego jeszcze mnie obraża. Po spojrzeniu na mnie wie, jakie mam wyniki badań! Normalnie rentgen w oczach, jak biooszuści! Robi i mówi takie rzeczy, żeby tylko się nie przyznać do prawdy - to ona przekazała mi chorobę genetyczną, a potem przez całe dzieciństwo mnie nie diagnozowała, nie leczyła, umniejszała moje objawy, kiedy się skarżyłam, żeby tylko nie iść do lekarza i nie zrobić badań, bo rozkazała mi mieć tylko takie objawy, jakie ona chce! Takie, które nie są genetyczne i nie wymagają jej pomocy, opieki, a więc wszystkie niepełnosprawności, konieczność rehabilitowania dziecka, badania go i zajmowania się nim, a także zaburzenia psychiczne (bo to i niepełnosprawność to wstyd przed sąsiadami!) - odpadały. Wolno mi było mieć tylko zaburzenia hormonalne, bo wtedy mogłaby nic nie robić, tylko pigułki podawać. I tak jest do dziś.

Jak choroba genetyczna od życia płodowego mogła się zbiec z chorobą taty, skoro tata chorował tylko przez ostatnie 11 lat życia?!

I proszę, po raz kolejny pisze mi, jak to bardzo chce mi pomóc. To gdzie jest ta jej pomoc w takim razie? Dlaczego muszę żebrać o pieniądze na respirator u obcych ludzi? Przecież matka mogłaby mi po prostu uczciwie oddać moją część spadku, nie musi mi w ogóle nawet pomagać, wystarczy jednorazowo zachować się uczciwie!


Edit: Kolejne maile matki. Takie rzeczy wmawia mnie, ludziom dookoła, tak mnie oczernia w rodzinie i takie kity wciska lekarzom, zamiast powiedzieć prawdę o mojej diagnozie. Lepiej szantażować lekarzy, którzy mnie diagnozowali!

"Corciu, znow piszesz mi o przemocy.Ewidentnie jestes zaburzona.Potrzebna ci natychmiastowa pomoc , bo to idzie  w bardzo zlym kierunku! Wlasnie wyslalam ci 2tys. zl  z mojej renty , a wczesniej utrzymywalismy ciebie i twie mieszkanie z oszczednosci przez kilkanascie lat.  Gdybys byla zdrowa psychicznie to bys pracowala,miala meza i dzieci.W tej chwili wymagasz obecnosci i opieki matki, bo jeszcze zyje,wiec korzystaj z mojej pomocy.Bedziemy wspolnie robic zakupy,gotowac,sprzatac,wychodzic na spacery nad wisle i wogole duzo chodzic, bo to wszyscy lekarze zalecaja.Musisz  rozmawiac z ludzmi! Przede wszystkim musizs sie zdiagnozowac i chodzic do lekarzy ze mna, bo oni zlecaja ci lekarstwa na podstawie twoich slow, a opowiadasz o urojonych chorobach.Zrozum, jestes osoba uzalezniona i sama z tego nie wyjdziesz.Byc moze na dobrowolne leczenie jest za pozno i trzeba bedzie to zrobic w iinny sposob.Tak mi mowia lekarze.Juz kilka lat temu,jak lezalas w szpitalu,profesor mi mowil,ze jestes uzalezniona,a poza tym masz powazne zaburzenia endokrynologiczne i masz skrajne niedobory, ktore tez trzeba zdiagnozowac.Trzeba sprawdzic twoje nadzerki,jesli nadal krwawia,to leczy sie je koagulacja.Insulinoopornosc tez trzeba leczyc.Przynajmniej  10 ortopedow kazalo ci rehabilitowac kregoslup,cwiczyc i schudnac. Ty wolalas przeciwbolowe i psychotropy i niszczyc mozg".

Nie wysłała mi 2 tys, tylko 500 zł, i nie swojej renty, bo żadnej nie ma, tylko z emerytury taty, której 60% prawnie przysługuje choremu dziecku zmarłego, ale matka odmawia wydania moich badań z dzieciństwa i pobiera moją część renty po tacie.


Kolejny edit i kolejny mail z tego samego dnia: "Czy ty nie patrzysz w lustro, czy nie widzisz swoich wytrzeszczonych oczu i ogromnych piersi.Obejrzyj swoje dawne zdjecia.Te symptomy swiadcza o powaznych chorobach.Wiedz,ze nawet nieleczona lub zle liczona tarczyca powoduje zaburzenia umyslowe.Tyjuz nikogo nie sluchasz,bo zyjesz w innej rzeczywistosci.Jestem twoja matka i wiem , jaka bylas.Teraz nie jestes soba.Ja chce odzyskac swoja corcie!"

No przecież ona urodziła "zdrowe dziecko"!

Szkoda, że sama nie spojrzy w lustro, bo ja też widziałam jej "dawne zdjęcia".

"Tak sobie czasem marze, ze sprzedam mieszkanie w legionowie i wybuduje maly domek w Wieliszewie i tam ,beddziemy sobie we dwie mieszkac.Moze tam spotka nas cos dobrego.Moze doczekam sie tam ziecia,kto to wie . Zycie polega na zmianach.Ruch w kazdej postaci przynosi dobre efekty".

Takie ma marzenia: stały dostęp do ofiary przemocy, żeby móc się nad nią znęcać 24/7, oraz zmuszenie ofiary do nieszczęśliwego życia (bo czym niby innym jest "zięć") bez dostępu do leczenia (bo tam takowego nie ma). Jej marzeniem jest, żeby móc mnie niszczyć bez ograniczenia, żebym nie miała własnego życia i żebym cierpiała jeszcze bardziej.

Prof. Zgliczyński ją z 15 lat temu wyśmiał, jak mu wspomniała, że mam wytrzeszcz oczu. Może by jej uwierzył, gdyby mnie tam nie było i by mnie nie widział.

I co może o mnie wiedzieć, skoro mnie nie zna, bo nigdy nie była matką, której można zaufać? Jedyną wiedzę o mnie ma z pamiętników, które prowadziłam, mając 15 lat, i tylko dlatego, że włamywała się do mojego pokoju, robiła rewizję, grzebała w moich rzeczach i nielegalnie otwierała kłódkę do skrzyni z pamiętnikami, kiedy wychodziłam do szkoły! To samo potem robiła z moim mieszkaniem, kiedy trafiałam do szpitala, dodatkowo jeszcze kradnąc mi leki!

Nigdy też do niej nie dzwoniłam. Jedyną osobą, z którą rozmawiałam, był tata. Ona podsłuchiwała albo wbrew mojej woli odbierała mu słuchawkę.

Jeśli jeszcze kiedykolwiek w życiu zakocham się z wzajemnością, to nigdy go/jej nie przedstawię matce. Wystarczająco już obraziła i obmówiła tych moich przyjaciół, których poznała.

Kolejny edit. "Corcia,ckad u ciebie tyle nienawisci i agresji.Ja sie troszcze o ciebie, a Ty mi drzwi nie otwierasz.Ja ci chce pomoc.Twoj mozg nie pracuje prawidlowo. Trzeba to zmienic.,odstawiajac niektore leki i uzupelniajac hormony.Kazdy normalny czlowiek szuka ratunku roznymi sposobami,a Ty wolisz chorowac i siedziec  w domu jak wiezien.A zycie ucieka.    prosze cie, da j sobie pomoc.Potrzebna jest ci osoba,ktora Toba pokieruje.Kocham cie iwszystko dla ciebie zrobie".

Wygadała się: nie chce mi naprawdę pomóc, tylko kierować mną jak bezwolną lalką.

Nie odpisałam na 2 czy 3 dzisiejsze maile, to kolejny mail bez powodu. Matka za każdym razem kasuje to, co ja piszę, nie odpowiada na pytania, tylko leci cały czas tą samą przemocową śpiewką. Pierwszy raz dziś jej nie wpuściłam i nie zamierzam tego już robić. Dziś ostatecznie zrobiła cyrk, a potem znowu szarpała za klamkę, napierała na drzwi, obrażała mnie na korytarzu. Robi tak za każdym razem, kiedy mi się uda zmusić ją do wyjścia, a dziś zrobiła to samo bez żadnego powodu.

To ona mnie nachodzi, obraża, próbuje robić pranie mózgu, wmawia kłamstwa, oczernia mnie, rozpowiada na mój temat kłamstwa obcym ludziom, rodzinie, lekarzom, każdy jej kontakt jest przemocowy, nie nawiązuje go NIGDY w innym celu, nie wydaje mi mojej części spadku, który mi się prawnie należy, jeździ do moich lekarzy, szantażuje ich i oszukuje, żeby zmienili diagnozę na taką, jaka jej pasuje, usiłuje mnie zmusić, żebym robiła to, co ona mi każe, włamuje się do mojego domu wbrew mojej woli, robi mi rewizje, kiedy jestem w szpitalu, kradnie mi leki (!!!), konfabuluje, wyzywa mnie od psychicznie chorych, podżega mnie do samobójstwa, usiłując zmusić, żebym przestała brać leki i się leczyć, podrabia moje podpisy na prawo i lewo, oszukuje US, podając się za mnie, stalkuje mnie i nachodzi. I to ja mam być tą agresywną i pełną nienawiści?! A ona to z miłości niby robi?!

Przecież ja nawet żadnego kontaktu nie nawiązuję!! Nie odpowiadam przemocą na jej przemoc, choć tylko to jej się należy. I to ja jestem agresywna?!

I gdzie jest ta pomoc, o której za każdym razem wspomina? Przecież wie, czego potrzebuję, bo jej wielokrotnie mówiłam! Nie dość, że mi nie pomaga, to jeszcze mnie niszczy!


Edit. Wrzucam zrzut reakcji osoby mi życzliwej, która przeczytała ten wpis. Ujęła to wszystko w słowa lepiej niż ja. I mimo że znamy się dopiero od kilkunastu lat i widujemy rzadko, to wie o mnie znacznie więcej niż matka. Bo chce wiedzieć, bo chce mnie poznać, na tym to polega! Bardzo mnie podniosła na duchu.



Temu urojeniu matka nadała imię Kasia. Kasia nie może mieć własnego zdania, własnych myśli, własnej osobowości, własnej woli, własnego życia, własnych potrzeb, własnych znajomych, własnych marzeń, własnego imienia. Jest własnością matki, wolno jej jedynie przytakiwać i robić to, co matka jej każe, bo jak nie, to jest "chora psychicznie, nienormalna", zastraszana, nękana, nachodzona. Kasia ma mówić, myśleć i robić to, co matka jej każe. Ma marzyć o tym, co matka jej każe. Ma potrzebować tego, co matka jej każe. Ma się ubierać w to, co matka jej każe. Ma chorować tylko na to, na co matka jej każe. Ma mieć znajomych, jakich matka jej wybierze. Ma prawo tylko do objawów, na które matka jej pozwoli. Ma chodzić do hochsztaplerów, których matka wyznaczy. 

Mało tego, matka chce przefujać na te urojenia moją część spadku! 


piątek, 21 czerwca 2019

PIĄTEK, 21 CZERWCA 2019

Znowu przez matkę mam problemy z US i matka znowu straszy mnie nachodzeniem. :/ Mogę się założyć, że specjalnie to zrobiła. Dziwnym trafem błąd jest w mojej deklaracji, a w jej nie, a składała je razem i miały być wypełnione tak samo! :/ Jak zagroziłam, że złożę swoją deklarację sama, to nagle odpisała mi na maila! I jeszcze mi pisze, że to nie na maila, bo nie można niczego pisać, bo nic nie ginie w Internecie i może kiedyś wypłynąć. No przecież właśnie o to chodzi - żeby mieć wszystko na piśmie, żeby mieć dowody!

Nie chce mi się wierzyć, że można tak motać, kręcić i szkodzić innej osobie. :(


wtorek, 18 czerwca 2019

WTOREK, 18 CZERWCA 2019

Znowu mnie naszła bez ostrzeżenia.

Dziś znowu usłyszałam:
- że jestem chora psychicznie
- że jestem uzależniona
- że mam iść na odwyk
- że mam iść do jej lekarzy np. do endokrynologa
- że mam wstrętne piersi

Zapytała, czy zawsze chcę tak wyglądać. Okazuje mi pogardę, bo choroba sprawia, że wyglądam tak, jak wyglądam. To tak, jakby gardziła niewidomym, bo nie widzi, a osobą na wózku - bo nie chodzi. Sama nie ma żadnych chorób wpływających na wygląd, sama wyhodowała obżarstwem brzuch ciążowy, a dopieprza mi z powodu, na który nie mam żadnego wpływu (za to ona miała, bo to ona przekazała mi chorobę genetyczną). Dopieprza mi za chorobę, której jest winna. Może ja też powinnam co i rusz stosować wobec niej przemoc, ona przynajmniej na to zasłużyła, bo raz, że stosuje przemoc wobec mnie, a dwa, że brzuszysko jest jej własnym wyborem, efektem jej zachowania.

Przyniosła znowu torbę jedzenia i torbę ciuchów - ile razy jej mówiłam, że ma mi nie kupować ani jedzenia, ani ciuchów, to już sobie sami policzcie, bo pisałam o tym na blogu. Znamienne jest to, że to zawsze jedzenie, którego nie mogę jeść, i ubrania nie w moim stylu, nie w moim kolorze i nie w moim fasonie. Albo po domu - mimo że szafa pęka mi w szwach od ciuchów "po domu", bo przecież ja nie niszczę, więc nie potrzebuję aż tyle.

Usłyszałam też, że zgubiła jakieś dokumenty (ale to mnie wyzywa od chorych psychicznie i to mnie chce ubezwłasnowolnić!). Zaoferowałam, że zrobię zdjęcia moich i wyślę jej mailem (będzie mogła przepisać dane) - przystała na to. I co? Nagle się okazuje, że jej to pasuje? Jak mam jej wysłać coś, co jest jej potrzebne, to już umie odebrać maila. Ale jak ma mi odpisać, to już nagle zapomina jak.

Wydało mi się też dziwne, że będąc w US, mój dokument złożyła, a swojego nie. Przyjrzałam się kopii i pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to zła data. US przyjął dokument ze złą datą nabycia spadku?! I druga rzecz - cały czas matka mi wmawiała, że dokument składa się w US zmarłego, a nie w swoim. Tymczasem w dokumencie wpisany jest mój US, nie taty! Dziwne to jest dla mnie, więc napisałam do US z pytaniem, czy ta data jest OK i czy mój dokument rzeczywiście został dostarczony. Termin składania wypada już 5.07, więc mam nadzieję, że odpiszą mi przed końcem czerwca. Do matki też napisałam z tymi samymi pytaniami. Jak mam jej ufać, skoro robi mi takie numery? :/

Tak mi podniosła puls, że nie mogłam oddychać i jeszcze długo było mi słabo. :/


WTOREK, 18 CZERWCA 2019

W menu po prawej stronie przybył artykuł z NG o tym, że psychopatia, narcyzm i makiawelizm to najgroźniejsze ludzkie cechy [TUTAJ].

"Psychologowie nazywają to mroczną triadą. Trzy rodzaje postaw, które reprezentują najgroźniejsze aspekty naszej natury: psychopatia, narcyzm i makiawelizm. Tych czynników jest w nas znacznie więcej: egoizm, sadyzm, zawiść i inne".

Znajdziecie tam też link do testu, który bada czynnik D w Was, a tutaj więcej informacji na ten temat. Co prawda uważam, że niektóre pytania są bez sensu*, ale nie chodzi o sam test, tylko o samo zakwalifikowanie narcyzmu do najbardziej niebezpiecznych aspektów ludzkości. To nie jest śmieszna przywara danego osobnika, to zagrożenie dla innych ludzi! Narcyz jest zdolny do każdego draństwa!



*Np. "Nawet jeśli nie ma ryzyka przyłapania – łamanie prawa jest złe" - cóż, tak nie jest. Prawo ma być dla ludzi, a nie przeciwko nim. Jeśli sądy skazują niewinnych na więzienie, a ja mogłabym ocalić niewinnego człowieka, to złamałabym prawo, żeby to zrobić, i byłabym z tego dumna. W wielu krajach skazuje się niewinnych tylko dlatego, że są np. gejami. Albo skazuje się na ukamienowanie kobiety, które nic złego nie zrobiły, ale zostały zgwałcone. Więc tak, uważam, że łamanie prawa prowadzące do ukrycia takiej dziewczyny i ukarania sprawcy, jest dobre, a nie złe!

Albo: "Każdy posiada uczucia, które można zranić" - też nie. Po pierwsze, wiadomo przecież, że nie każdy w ogóle ma uczucia. Psychopata np. nie czuje nic. Po drugie, niech mi ktoś powie, jak można zranić uczucie. Np. teraz czuję zdenerwowanie - zrańcie je. Ale tylko je, nie mnie! Ciekawa jestem, jak moje zdenerwowanie powiadomi mnie, że zostało zranione. Albo jak można zranić uczucia religijne? W jaki sposób takie uczucie cierpi i jak przekazuje wiadomość o tym, że cierpi? Bo jakoś musi przecież, skoro karze się za to ludzi? Skąd ludzie wiedzą, że te uczucia źle się czują?

"Większość ludzi zasługuje na szacunek" - nie! Tak się składa, że 60% Polaków stosuje jakąś formę przemocy, więc na szacunek zasługuje tylko pozostałe 40%, czyli mniejszość.  Może w innych krajach jest inaczej, ale ja jestem z Polski.

"Cokolwiek robisz, ważne, by mieć po swojej stronie ważnych ludzi" - jasne, że tak! Bez ważnych dla mnie ludzi i ich wsparcia nic bym nigdy nie osiągnęła i pewnie nawet już bym nie wstawała z łóżka. To, że są po mojej stronie, daje mi życie i pomaga się podnosić po każdej przemocy matki. Poza tym to są dobrzy, mądrzy ludzie, gdyby mi powiedzieli, że nie są po mojej stronie, że coś robię nie tak, to zastanowiłabym się nad tym, czy faktycznie tak nie jest. Oni są dla mnie lustrem, papierkiem lakmusowym i poniekąd kompasem. No i przede wszystkim oni są tak ważni, bo sami sobie ich wybieramy na podstawie ich czynów. To nie są jacyś przypadkowi ludzie, których opinię można mieć w nosie. To są najważniejsi ludzie w naszym życiu! Ludzie, którym ufam. Gdyby przestali być po mojej stronie, znaczyłoby to, że robię coś złego! 

sobota, 15 czerwca 2019

SOBOTA, 15 CZERWCA 2019




"Bardzo fajny wywiad. Książka leży i czeka na czytanie. :) Jestem córką przemocowej matki. Moja matka od zawsze wykorzystuje mój autyzm i niepełnosprawność fizyczną, żeby uprawiać przemoc psychiczną i finansową, a w dzieciństwie - także fizyczną. Byłam słabsza. Chorując na EDS miałam hipotonię i ChAD od urodzenia, nie mogłam się bronić w żaden sposób. Matka to wykorzystywała, wmawiając mi jednocześnie, że nie jestem chora. Np. kiedy miałam kilka lat i pojawił się kolejny objaw EDS, czyli wrzodziejące zapalenie jelit, matka wmawiała mi, że mam nerwicę szkolną i nie chce mi się iść do szkoły, dlatego codziennie rano mdleję w autobusie z bólu (mdlałam z bólu, bo matka siłą wciskała mi co rano jedzenie, i to do tego zupę mleczną - w EDS nie wolno w ogóle rano jeść, a do tego nie wolno nabiału). Jak w dorosłości jej to przypomniałam, to stwierdziła, że to moja wina, bo to ja powinnam była być bardziej stanowcza JAKO PAROLETNIE DZIECKO!! Do nastoletniości nie wiedziałam też, że skrajny ból i dyslokacje nie są normalne (teraz wiem, że moja choroba została uznana za najbardziej bolesną w medycynie). 

Ale dzieci mają własne mózgi! To nie jest tak, że rodzic może wyprać mózg dziecku. Nie może. Nawet jeśli nie mam jeszcze wiedzy, bo jestem za mała, to przecież CZUJĘ! Skoro matka codziennie mnie bije, straszy oddaniem do domu dziecka, a przede wszystkim nęka psychicznie, mimo że nie zrobiłam nic złego i nikt z mojego powodu nie cierpiał, to się czuje, że to jest złe! No nie da się nie! Wierzyłam matce tylko do 3. roku życia. Potem się jej już nie bałam, bo przemyślałam sprawę. "Nie wiem, co to ten dom dziecka, ale sama nazwa wskazuje, że to pewnie dom dzieci, dom, w którym mieszkają dzieci. Więc chcę z nimi mieszkać, a nie z matką, która jest dla mnie zła". Jako 4-latka za każdym razem, kiedy matka używała przemocy wobec mnie, protestowałam. Odmawiałam bycia taką, jaką ona chciała. Byłam megagrzecznym dzieckiem. Nie kradłam, nie uciekałam, nie biłam i nie obrażałam innych dzieci (przeciwnie, jako autystka nie tolerowałam niesprawiedliwości, więc stawałam ciągle w obronie innych gnębionych dzieci), nikomu nie robiłam krzywdy, nie darłam japy ani na podwórku, ani w szkole, nie hałasowałam, nie przeszkadzałam, uczyłam się pilnie itd. Moja matka miała idealne dziecko, sama bym takie chciała. A mimo to każdy kontakt z jej strony to była przemoc, tylko dlatego, że byłam autystyczna, niepełnosprawna I NIE TAKA, JAK ONA CHCIAŁA. Bo ona urodziła zdrowe dziecko! I mam taka być! 

Jako 4-latka wiedziałam, że to nie była moja decyzja, żeby się urodzić. I nie wybierałam sobie ani życia, ani wyglądu, ani choroby. To matka ciągle twierdziła, że tak mnie chciała, więc uznałam, że to ona jest winna (i miałam rację, to matki serwują choroby genetyczne swoim dzieciom; dziś wiem, że moje EDS6a jest efektem mutacji w czasie ciąży, czyli 40 lat temu dobrze kombinowałam). I nie zgadzałam się na ponoszenie kar za jej winy. I mówiłam jej to! Jak mnie biła albo wmawiała nieprawdę, to darłam się specjalnie! Krzyczałam "Pomocy, pomocy!!" Miałam nadzieję, że sąsiedzi usłyszą i przyjdą mi z pomocą. A sąsiedzi owszem, słyszeli, ale zamiast mi pomóc, skarżyli się matce, że to ja jestem "niegrzeczna", co powodowało jeszcze większą przemoc z jej strony! I do dziś tak jest - ludzie widzą przemoc, a mają ją gdzieś. Nie zaświta im w ogóle myśl, żeby pomóc ofierze. A do tego jeszcze obwiniają ofiarę o to, że tę przemoc ujawniła! Są bezczelni! Potępiają ujawnienie przemocy, ale samej przemocy nie. No ale czego się spodziewać po narodzie, w którym ponad 60% ludzi stosuje jakąś formę przemocy. :(

W każdym razie chodzi mi o to, że nie da się przekabacić dziecka przemocą. Można zniszczyć mu psychikę i okaleczyć psychicznie do końca życia, nieodwracalnie, ale nie można zrobić mu prania mózgu. Ja w tej chwili cały czas jestem w stanie "uciekaj albo walcz" i tak będzie do końca życia mojego albo matki, ale nie udało jej się zrobić ze mnie swojej kopii! Ja nie stosuję i nie toleruję przemocy. Ujawniam jej przemoc. Założyłam jej NK. Piszę blog. Nie ma takiej możliwości, żeby robić samemu to, co się uważa za złe, straszne i krzywdzące! Nie toleruję zachowania matki wobec mnie, więc jak mogłabym sama to robić komuś innemu?! Jedyne, co bym chciała, to nauczyć się przed nią bronić. Tymczasem nie umiem odpowiadać jej tym samym, choć tylko na to zasługuje. Bo każdy zasługuje dokładnie na to, co daje innym".


wtorek, 4 czerwca 2019

WTOREK, 4 CZERWCA 2019

Co dla mnie oznacza słowo "matka"?


Matka akceptuje w swoim dziecku wyłącznie własne geny. Każdy przejaw cudzych genów, jakiejkolwiek własnej osobowości dziecka, jego własnej woli, autonomii myślenia i działania - jest natychmiast surowo karany i tępiony.

Kiedy dziecko jest małe, nic wielkiego matka nie może mu zrobić. Jeszcze. Wtedy wystarcza głównie przemoc fizyczna. Dzieciak dostanie w tyłek bez powodu, poboli przez chwilę, a potem przestaje i w tej samej chwili się o tym zapomina. Bicie nie ma wpływu na życie ani na dorosłość.

Im dziecko jest starsze, tym jadowitsza jest przemoc psychiczna. Kiedy dziecko staje się starszym nastolatkiem, zaczyna dorównywać matce wzrostem i/lub siłą, matka zaczyna się bać podskakiwać fizycznie, bo może doświadczyć samoobrony. Poza tym w naszych czasach jest już NK i każdy o niej wie, więc ofiara może wezwać policję. Nie może też pozwolić na zostawianie śladów bicia, bo nastolatek ich ukrywać nie będzie, nie jest już dzieckiem, które nie wie, co z tym zrobić.

I wtedy dopiero zaczyna się PRAWDZIWA przemoc. Przemoc hardkorowa. Przemoc, która całkowicie i nieodwracalnie niszczy życie. Przemoc, z której nie da się podnieść, nawet jeśli się skończy. Przemoc psychiczna. Oprawca nieodwracalnie niszczy swoją ofiarę. Nawet gdyby przestał stosować przemoc psychiczną i obiecał, że więcej nie będzie, to nie pomoże już ofierze. Jej mózg i ciało już do końca życia będą funkcjonowały w stanie, który nazywa się "uciekaj albo walcz". Ten stan nie pozwala normalnie żyć i jest przyczyną śmierci: powoduje niszczenie neuronów w mózgu, obniżoną odporność, udary, wylewy, zawały, samobójstwa, depresję, otyłość, bezsenność, nowotwory, wrzody żołądka, nadciśnienie, choroby skóry, a w EDS6a powoduje podniesienie pulsu, a więc i zwiększone ryzyko pęknięcia serca (czyli śmierć).

Dlatego oprawca nie może nigdy zadośćuczynić ofierze. Dopóki nie zlikwiduje tego stanu i nie cofnie już wyrządzonych zniszczeń, tak fizycznych, jak i psychicznych, nie ma mowy o żadnym zadośćuczynieniu. A jedyna kara, jaka powinna być brana pod uwagę, to zrobienie oprawcy dokładnie tego samego. Nie wyobrażam sobie, żeby oprawca odsiedział zaledwie kilka lat, bez stresu, z dachem nad głową, jedzeniem i leczeniem za darmo i bezpiecznie, jak darmozjad, bo na cudzy koszt, albo żeby w ogóle nawet nie siedział, podczas gdy ofierze nieodwracalnie odebrał całe życie i już tego nie cofnie ani nie naprawi!

Nie ma wystarczająco dobrej kary dla takich bandytów. To najgorszy sort egzystencji, bo nie jestem w stanie kogoś takiego nazwać człowiekiem.

Matka wykończyła mojego tatę i usiłuje wykończyć mnie. I z niczym innym mi się nie kojarzy.



poniedziałek, 3 czerwca 2019

PONIEDZIAŁEK, 3 CZERWCA 2019

Poniżej artykuł o tym, jak przemocowa żona nęka niepełnosprawnego męża:

Mówię do was przez Cyberoko: Chcę żyć

To jest niewyobrażalne, ale taka jest rzeczywistość ON w Polsce. Tak są traktowani przez najbliższych - ubezwłasnowolniani, nawet jeśli nie ma wskazań, bo są całkowicie świadomi, a przemocowy opiekun pobiera sobie radośnie zasiłek pielęgnacyjny, mimo że sam nie wymaga pielęgnacji. Osoba, która jej wymaga, nie dostaje zasiłku, nie może więc zatrudnić nikogo do opieki ZAMIAST przemocowca. Polska utwierdza tę przemoc, płacąc przemocowcom i nie kontrolując ich w żaden sposób. Przemocy dopuszczają się także lekarze i sądy!

Jeśli opiekunowie ON są uczciwi i nie są przemocowcami, to walczą o to, żeby zasiłek pielęgnacyjny przepisać na ich podopiecznego, a nie o to, żeby to im, opiekunom, przyznawać kolejne przywileje bez powodu. Ilu znacie takich opiekunów? Ilu z nich strajkowało?

Tutaj przeczytacie o tym więcej. 


PONIEDZIAŁEK, 3 CZERWCA 2019

Zmiana w prawie! Policja będzie mogła natychmiast wyrzucić z mieszkania przemocowca. Przemocowiec dostanie też natychmiastowy zakaz zbliżania się do mieszkania ofiary i jego otoczenia! Nareszcie! Do tej pory nie dało się tego wyegzekwować, przemocowiec nachodził ofiarę i nic mu za to nie groziło.

Policja wyrzuci sprawcę przemocy domowej z mieszkania: nowe przepisy

Czytajcie, cieszcie się, za chwilę będziemy mogli się wymiernie ratować!