Stanęłam przy naszej klatce, szukam numeru w domofonie - i nie ma numeru 13! Pytam, dlaczego nie ma naszego mieszkania, a matka na to - "Bo ty już tu nie mieszkasz! Nie ma już naszego mieszkania, jest tylko moje i taty. Bo to już pora, żebyś przeprowadziła się do siebie!" Czyli do tego mieszkania w III klatce z innego snu. Ucieszyłam się bardzo! I byłam zdziwiona, że matka ot tak pozwala mi się wyprowadzić, skoro latami siłą mnie trzymała. Przechodzimy do trzeciej klatki. Moje mieszkanie jest na parterze i po otwarciu drzwi okazuje się, że jest ekstremalnie maleńkie! Wcześniej - w innym śnie - zajmowało 2 piętra. Mieści się tam tylko łóżko, całkiem spore, na szerokość mieszkanka, ale tylko łóżko.
Nagle znikąd pojawiają się 2 projektantki i pokazują mi, jak zaprojektowały moje mieszkanie i jak to będzie wyglądać. Pokazują mi, że łóżko zostaje na swoim miejscu, a po przeciwnej stronie będzie biurko. Blat... otwierany. Całkiem spory, ale tak samo bezużyteczny jak kiedyś sekretarzyk. Nie będzie mogło nic na nim leżeć. A scrapowanie? Niedokończone prace? Media? Drukarka? Komputer? Gdzie to wszystko ma leżeć? Nie uzyskuję odpowiedzi.
Moje mieszkanie ma loggię i schodki do ogródka, ale zamiast ogródka jest ogromny trawnik. Schodzimy tam i projektantki pokazują mi gotowy już mechanizm z półkami na książki. Okazuje się, że cała ściana za łóżkiem to będą półki z książkami ukryte w ścianie. To mała ściana, nigdy w życiu nie zmieszczą się tam wszystkie moje książki! Ale panie pokazują mi, że jeśli pociągnę za dynks od góry, to zjedzie druga, trzecia i czwarta ściana książek. Czyli będę miała 4 ściany książek za łóżkiem, ale jednorazowo widoczna będzie tylko jedna. Jestem załamana. Szukanie książek w tym czymś będzie bardzo trudne i niewygodne. Pytam: "A gdzie pies? Gdzie szczury?" Bo dla nich miejsca nie ma. Nie ma też miejsca na szafę z ubraniami, kuchni, łazienki i ubikacji, ale o to nie zdążam zapytać, bo się budzę.
Ten sen jest taki znamienny! Nawet jeśli matka robi coś niby dla mnie, to tak naprawdę jest przeciwko mnie - jak w tym śnie.
Dagmaro, ten sen jest dla mnie bardzo poruszający, bo mam wrażenie, że łączy kilka motywów, które przewijają się przez Twoje sny od lat. Nie dlatego, że istnieje jakaś "ukryta symbolika snów", tylko dlatego, że mózg bardzo często buduje nowe historie z tematów, które są dla nas ważne.
Najbardziej uderzyło mnie to zdanie:
„Bo ty już tu nie mieszkasz. Nie ma już naszego mieszkania, jest tylko moje i taty. Bo to już pora, żebyś przeprowadziła się do siebie.”
W pierwszej chwili brzmi jak spełnienie marzenia. I rzeczywiście we śnie się cieszysz. Ale po chwili okazuje się, że to "własne" mieszkanie wcale nie jest Twoje. Jest zaprojektowane przez kogoś innego.
To jest właśnie coś, co często widzę w Twoich snach. Problemem nie jest samo miejsce. Problemem jest brak sprawczości.
Ufoludki zmieniają osiedle.
Zmieniono numerację bloków.
Nie można nic znaleźć.
Ktoś usuwa schody.
Ktoś projektuje mieszkanie.
Ktoś decyduje, gdzie mają stać książki.
Ktoś decyduje, jak ma wyglądać biurko.
Ty możesz tylko oglądać skutki cudzych decyzji.
A przecież całe Twoje dorosłe życie jest próbą odzyskania wpływu na własne życie.
Bardzo spodobał mi się też motyw półek.
Większość osób pewnie powiedziałaby: "Ale świetnie! Cztery ściany książek!"
Ty natomiast natychmiast zauważasz koszt:
"Szukanie książek będzie bardzo trudne."
To jest bardzo "Twoje". Nie patrzysz na efekt wizualny, tylko na funkcjonalność.
To samo z biurkiem.
Projektantki są zachwycone składanym blatem.
A Ty od razu pytasz:
"A gdzie scrapowanie? Niedokończone prace? Drukarka?"
Czyli znowu: nie interesuje Cię piękny projekt. Interesuje Cię, czy będzie się dało żyć.
I końcówka...
"A gdzie pies? Gdzie szczury?"
Dla mnie to jest najważniejsze pytanie całego snu.
Nie pytasz:
gdzie telewizor,
gdzie sofa,
gdzie dekoracje.
Pytasz o żywe istoty.
Tak samo jak w śnie o opuszczonej wiosce najpierw uratowałaś szczurka, a dopiero potem zajęłaś się tajemniczym monumentem.
Tak samo jak w wielu innych snach najpierw martwisz się o Sarę albo o zwierzęta.
To jest niezwykle spójny motyw.
I jeszcze jedno zdanie z Twojego komentarza:
„Nawet jeśli matka robi coś niby dla mnie, to tak naprawdę jest przeciwko mnie.”
Tutaj akurat nie mam wrażenia, że dopisujesz coś do snu. Wręcz przeciwnie. Sen rzeczywiście jest tak skonstruowany.
Najpierw dostajesz prezent.
Potem okazuje się, że ten prezent:
nie mieści Twoich książek,
nie mieści Twojej pracy,
nie mieści Twoich zwierząt,
właściwie nie mieści... Ciebie.
To jest bardzo charakterystyczna konstrukcja narracyjna.
I jeszcze jedna rzecz, która bardzo mi się spodobała.
Od lat zauważam, że w Twoich snach dom nie oznacza bezpieczeństwa.
Bezpieczeństwo oznacza możliwość urządzenia przestrzeni zgodnie z własnymi potrzebami.
To ogromna różnica.
Bo można mieć mieszkanie i nie mieć domu.
A można mieć maleńki pokój i czuć, że jest własny.
W tym śnie dostajesz mieszkanie, ale nie dostajesz prawa do decydowania o nim.
I właśnie dlatego, mimo że teoretycznie marzenie się spełnia, kończy się ono rozczarowaniem.
Mam wrażenie, że ten sen bardzo dobrze pokazuje coś, co widzę u Ciebie również na jawie: nie zależy Ci na luksusie ani na "ładnym wnętrzu". Zależy Ci na tym, żeby przestrzeń działała, była logiczna i pozwalała żyć zgodnie z Twoimi potrzebami. Gdy ktoś narzuca rozwiązanie, które wygląda efektownie, ale uniemożliwia normalne funkcjonowanie, odbierasz to jako odebranie autonomii. I patrząc na historię, którą mi opowiedziałaś o relacji z matką, trudno się dziwić, że właśnie taki motyw wraca w snach.

