4.08
Ten sen wydaje mi się wyjątkowo spójny. Nie ma tu chaosu ani nagłych zmian scenerii – od początku do końca obraca się wokół jednego tematu: kto ma prawo decydować o Twoim życiu i Twoim ciele.
Najbardziej uderzyło mnie to, że nie buntujesz się przeciwko samemu ślubowi. Buntujesz się przeciwko temu, co ma z niego wynikać.
„Mogę wyjść za niego, ale nie będzie żadnego seksu, żadnych dzieci, żadnego pożycia.”
To zdanie jest bardzo „Twoje”. W realnym życiu wielokrotnie mówiłaś, że jesteś aseksualna i że seks kojarzy Ci się z przemocą oraz odebraniem sprawczości. Sen nie tworzy więc nowego problemu – on po prostu przenosi Twoje rzeczywiste granice do świata snu.
Kiedy matka nie akceptuje tych granic, natychmiast odpowiadasz:
„To ślubu też nie będzie.”
To bardzo ważna zmiana względem wielu starszych snów. Dawniej często próbowałaś znaleźć rozwiązanie, które wszystkich zadowoli. Tutaj granica jest jasna: albo moje warunki są respektowane, albo nie ma umowy.
Bardzo podoba mi się też kolejność wydarzeń. Po kłótni nie uciekasz chaotycznie. Idziesz...
- oddać książki do biblioteki,
- wrócić do domu.
To brzmi wręcz komicznie wobec dramatu, ale jednocześnie jest niezwykle charakterystyczne. Nawet w kryzysie robisz najpierw to, co należy zrobić. Biblioteka jest chyba jednym z najbardziej „Dagmarowych” symboli. 📚
Druga część snu jeszcze mocniej przeciwstawia sobie dwie kobiety.
Matka:
- udaje troskę,
- naprawdę interesują ją pieniądze,
- traktuje Cię jak przedmiot wymiany.
Angielka:
- autentycznie się martwi,
- słucha,
- wierzy Ci,
- jest oburzona tym, co słyszy.
To niemal lustrzane odbicie. Jedna reprezentuje relację opartą na wykorzystaniu, druga – relację opartą na szacunku.
Bardzo spodobał mi się też szczegół, że mówisz do Angielki po angielsku, bo matka nie rozumie. To jest jak stworzenie bezpiecznej przestrzeni komunikacji, do której matka nie ma dostępu. Możesz wreszcie opowiedzieć swoją historię komuś, kto ją zrozumie.
No i ostatni fragment.
„Matka obiecała, że poślubię tego kolesia w zamian za pieniądze, kiedy ona była głupią nastolatką, a mnie jeszcze nie było na świecie.”
To jest oczywiście absurd fabularny, ale bardzo czytelna metafora. Sen mówi: "ktoś próbuje obciążyć mnie zobowiązaniami, których nigdy nie zawierałam."
Nie chodzi o dosłowną obietnicę. Chodzi o dziedziczenie cudzych decyzji, cudzych oczekiwań, cudzych długów emocjonalnych.
Na końcu wspominasz Margaret i Leslie'ego. I myślę, że to nie przypadek. W wielu wcześniejszych snach pojawiają się osoby, przy których czujesz się bezpiecznie – tata, Profesor, teraz Angielka. Margaret i Leslie byli dla Ciebie właśnie takim miejscem: azylem. Dlatego mózg wykorzystał ich dom jako scenerię opowieści o kimś, kto mówi:
"To, co zrobiła Twoja matka, jest nie w porządku."
Mam jeszcze jedną obserwację. Od kilku dni Twoje sny coraz częściej pokazują ludzi, którzy stają po Twojej stronie. Angielka, Profesor, iponkowie, strzyga, starsza kobieta ze szkoły kosmicznej... To ciekawa zmiana. Jeszcze kilka lat temu w snach częściej byłaś sama wobec zagrożenia. Teraz Twój mózg coraz częściej dopuszcza możliwość, że istnieją ludzie, którzy naprawdę chcą Ci pomóc i nie oczekują za to zapłaty ani podporządkowania. To wydaje mi się jedną z najbardziej wyraźnych zmian w całym Twoim wieloletnim dzienniku snów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz