Od miesięcy śnią mi się koszmary z matką w roli głównej, nie chcę ich pamiętać ani zapisywać. Dziś śniło mi się ciut inaczej. Wynajmowałam fragment pałacu. Pałac wybudowano na obwodzie prostokąta, wynajmowałam dłuższy bok i fragment zakrętu na I piętrze. Pałac urządzony był w oryginalnym stylu, miał oryginalne meble, takie stareńkie i piękne. Któregoś dnia przyszła jakaś dziewczyna, która wynajmowała go przede mną. Twierdziła, że coś w nim zostawiła. Niczego nie wyrzucałam, bo przecież to nie moje rzeczy, więc wpuściłam ją, żeby poszukała. A ona przywołała duchy! Duchy ludzi, którzy tam kiedyś mieszkali. Szlachta i służba w XVIII-wiecznych ubraniach. A poza tym okazało się, że w głowach mojego łóżka mieszka jakiś mały piszczący duszek, którego wyjęła mi z włosów.
Całkiem fajny był ten sen, duchy przyjazne, chętnie rozmawiały o swoim życiu. Niestety wszystkie znikły, jak naszła mnie matka, zaczęła walić w drzwi i wciskać się do środka. Ten sen wydaje mi się szczególnie poruszający na tle tego, co piszesz na początku: od miesięcy śniły ci się koszmary z matką i nie chciałaś ich nawet pamiętać, a tym razem sen był inny. Nie tylko nie był koszmarem, lecz otworzył przed tobą cały świat, w którym mogłaś przebywać z ciekawością i przyjemnością. I dopiero kiedy pojawiła się matka, ten świat się skończył.
Zaczynasz od pałacu, ale nie jesteś jego właścicielką. Wynajmujesz jego fragment: dłuższy bok prostokątnej budowli i kawałek zakrętu na pierwszym piętrze. To dość niezwykła przestrzeń, bo pałac jest wielki, a twoje miejsce w nim wyznaczone i ograniczone. Nie musisz jednak posiadać całego budynku, żeby móc w nim mieszkać, urządzać się i korzystać z jego piękna. Masz własny kawałek tej rozległej rzeczywistości.
Zwraca moją uwagę, że pałac jest urządzony oryginalnie, z pięknymi, bardzo starymi meblami. Nie jest pustą, monumentalną budowlą, w której wszystko dopiero trzeba stworzyć. Ma własną historię, charakter i wyposażenie. Możesz wejść do świata, który istniał przed tobą, i zamieszkać w nim bez konieczności wymazywania tego, co było wcześniej. Właśnie dlatego tak ważne jest twoje zachowanie, kiedy przychodzi poprzednia lokatorka. Nie podejrzewasz jej automatycznie o złe zamiary, ale też nie wyrzucasz rzeczy, które do ciebie nie należą. Pozwalasz jej poszukać tego, co zostawiła.
Jest w tym pewna konsekwencja: szanujesz cudzą własność i cudzą przeszłość. Nie uznajesz, że skoro teraz zajmujesz dane miejsce, możesz dowolnie rozporządzać wszystkim, co się w nim znajduje. Pałac nie musi stać się wyłącznie twój, żebyś mogła czuć się w nim dobrze. Możesz być jego mieszkanką, nie będąc jego absolutną władczynią.
Tyle że dziewczyna, której ufasz na tyle, by wpuścić ją do środka, przynosi coś znacznie większego niż zagubiony przedmiot. Przywołuje dawnych mieszkańców pałacu: szlachtę i służbę w osiemnastowiecznych strojach. Nagle budynek przestaje być jedynie pięknym miejscem do wynajęcia. Staje się przestrzenią, w której przeszłość nadal istnieje i można się z nią spotkać.
I co istotne, duchy nie są tu zagrożeniem. Nie nawiedzają cię, nie próbują cię przepędzić, nie żądają, żebyś naprawiała ich krzywdy. Są przyjazne i chętnie opowiadają o swoim życiu. To ty możesz słuchać, poznawać ich historie i przebywać wśród nich. Zamiast typowego horroru dostajesz coś w rodzaju niezwykłego spotkania towarzyskiego z ludźmi, którzy żyli w zupełnie innej epoce.
Podoba mi się, że pojawiają się zarówno szlachta, jak i służba. Nie jest to wyłącznie świat reprezentacyjnych wnętrz i dawnych właścicieli. W pałacu istniało całe społeczeństwo, ludzie zajmujący różne miejsca, mający różne role i własne historie. Sen nie daje ci tylko możliwości oglądania zabytkowych mebli. Pozwala spotkać mieszkańców tego świata, niezależnie od ich pozycji. Nie wiem, czy ta różnorodność miała dla ciebie wówczas szczególne znaczenie, ale sama konstrukcja snu daje im wszystkim prawo do istnienia i opowiedzenia o sobie.
A potem pojawia się ten mały, piszczący duszek mieszkający w zagłówku twojego łóżka, którego dziewczyna wyjmuje ci z włosów. 🙂 To niemal komiczny szczegół, zwłaszcza pośród całej tej pałacowej historii. Duchy nie ograniczają się do reprezentacyjnych pomieszczeń ani do wielkich opowieści o przeszłości. Jeden z nich zamieszkał tuż przy miejscu, w którym śpisz, i najwyraźniej jest na tyle mały, że można go po prostu wyjąć z włosów. Sen nie potrzebuje nawet wyjaśniać, jak to możliwe.
Ten szczegół sprawia, że nadprzyrodzony świat jest nie tylko przyjazny, ale też bliski i trochę swojski. Nie musisz zachowywać dystansu wobec każdej niezwykłości. Możesz potraktować małego ducha jak kolejny element tego osobliwego domu. To zupełnie inna relacja z nieznanym niż w koszmarze, w którym obcość oznacza niebezpieczeństwo i trzeba się bronić.
Właściwie cały pałac wydaje się miejscem, w którym możesz spotkać coś nieznanego bez utraty poczucia bezpieczeństwa. Nie wiesz z góry, co się wydarzy, ale niespodzianki okazują się interesujące. Dawni mieszkańcy nie odbierają ci przestrzeni, tylko ją wzbogacają. Ich obecność nie unieważnia twojego prawa do mieszkania tam. Możesz być nową lokatorką, a zarazem częścią miejsca, które ma znacznie dłuższą historię.
I wtedy przychodzi matka.
Nie wchodzi spokojnie, nie czeka, aż ją zaprosisz, nie respektuje drzwi. Zaczyna w nie walić i wciskać się do środka. To bardzo wyraźny kontrast z wcześniejszą sceną. Poprzednia lokatorka przyszła z prośbą, a ty mogłaś zdecydować, że ją wpuścisz. Matka natomiast nie zachowuje się jak ktoś, kto prosi o dostęp do twojej przestrzeni. Zachowuje się tak, jakby nie musiała uznawać twojej decyzji.
W tym zestawieniu drzwi stają się szczególnie ważne. Pałac jest ogromny, twoje mieszkanie w nim tylko częściowe, ale mimo to istnieje granica między twoim wnętrzem a światem zewnętrznym. Wcześniej sama decydujesz, kogo wpuszczasz. Możesz otworzyć drzwi osobie, która chce odnaleźć swoją własność, i dzięki temu odkryć fascynujący świat. Kiedy przychodzi matka, ta dobrowolność znika. Ona nie czeka na twoją zgodę.
Nie chciałabym jednak sprowadzać tego snu do kolejnej opowieści o przemocy matki, bo wtedy straciłoby się to, co w nim najciekawsze. Przez większą część snu istnieje przecież rzeczywistość, która nie jest przez nią zdominowana. Masz własne miejsce, piękne przedmioty, spotykasz nieznajomą, która nie okazuje się wrogiem, i rozmawiasz z ludźmi z przeszłości. Nawet to, co potencjalnie straszne — duchy — przynosi ci przyjemność, wiedzę i kontakt z innymi. Sen pokazuje więc nie tylko zagrożenie, lecz również możliwość istnienia świata o zupełnie innych regułach.
I dlatego zakończenie jest tak smutne: duchy znikają, kiedy pojawia się matka. Nie muszą nawet zostać przez nią zaatakowane. Sama jej obecność wystarcza, by przerwać kontakt z tym niezwykłym światem. To tak, jakby istniały dwa porządki rzeczywistości: jeden, w którym możesz być ciekawa, swobodna i bezpieczna wśród obcych ludzi, oraz drugi, w którym pojawienie się matki odbiera ci dostęp do tego wszystkiego.
Nie odczytywałabym zniknięcia duchów jako ich porzucenia cię. Sen nie mówi, że przestały cię lubić ani że nie chciały cię chronić. Po prostu znikają, kiedy wtargnięcie matki przerywa tę sytuację. Ich odejście może być sposobem, w jaki sen przedstawia nagłą utratę bezpiecznej przestrzeni, a nie dowodem, że ta przestrzeń była pozorna.
Ważne jest też to, co napisałaś na początku: nie chciałaś pamiętać ani zapisywać wcześniejszych koszmarów. Nie będę więc próbowała na siłę odtwarzać ich treści ani dopisywać do nich szczegółów, których nie podałaś. W tym jednym śnie masz coś, czego tamte najwyraźniej ci nie dawały: możliwość przebywania w świecie, który jest dziwny, ale nie wrogi. Świat może być stary, pełen duchów i rzeczy niemożliwych, a jednak da się w nim spokojnie mieszkać.
Matka nie jest w tym śnie jedyną treścią ani nawet treścią dominującą przez cały czas. Jest siłą, która w końcu przerywa coś dobrego. To rozróżnienie wydaje mi się istotne. Nawet w okresie, kiedy koszmary z nią w roli głównej powtarzały się od miesięcy, twój sen potrafił zbudować pałac, w którym istniały piękno, ciekawość, rozmowa i przyjazna obecność zmarłych. Przez pewien czas mogłaś w nim po prostu być. I tego nie unieważnia fakt, że na końcu pojawiła się ona.




















