"Każda próba narzucenia swojej woli innej osobie jest aktem przemocy" /Gandhi/. ***** I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą". ***** O przemocy mówi się dużo, ale o przemocy matek wobec dorosłych niepełnosprawnych dzieci - wcale. Ponad 80% ON doświadcza przemocy ze strony matek.
wtorek, 15 września 2026
poniedziałek, 14 września 2026
Straszenie najściem
14.09
Mnie dziś nie naszła, ale straszyła, że będzie szantażować moich lekarzy, więc może do przychodni poszła... I to jest powód, dla którego nie mogę mieć wybranego lekarza pierwszego kontaktu. Gdybym miała - robiłaby problemy mojej dr. A tak nie ma jej do kogo posłać...
Jej dzisiejsza porcja przemocy: "Corciu 1 o jakiej przemocy ty mowisz ... naprawde dzieje sie z toba cos bardzo zlego! daj sobie pomoc , a bedzie wszystko dobrze ! Internet nie jest miejscem do rozmowy ! Spotkamy sie , to mi wytlumaczysz , o co ci chodzi .... Skarbie , bez pomocy lekarzy , nie bedzie lepiej ! Czy naprawde chcesz spedzic zycie w czterech scianach.. Kazdy normalny czlowiek wszystko robi , zeby byc zdrowym ... Czasami trzeba czlowiekowi pomoc na sile, zeby potem mogl podziekowac za przywrocenie do zycia !Powinnas sie cieszyc , ze masz jeszcze mame , ktora chce Ci pomoc i ktora Cie kocha bezgranicznie pomimo ciaglego odtracania ! KOCHAM CIE !"
Znowu szantaż emocjonalny i wyłudzenie kontaktu/spotkania. Matka dokładnie wie, o jaką przemoc chodzi. Posługuje się biegle i wymiennie wszystkimi technikami przemocowymi i robi to wyłącznie w mojej obecności, nigdy przy świadkach - czyli wie, które dokładnie techniki przemocowe należy ukrywać. A poza tym one są wyjaśnione na moim blogu o jej przemocy, który ona przecież śledzi. I komentuje. Komentuje tylko na priv i tylko blog o przemocy i EDS. Nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby zostawić mi dobre słowo na blogu o mojej twórczości. To oczywiste. Znowu. Bo jej nie chodzi o pomoc i wsparcie.
Mira:
Tak, rozumiem, co pokazujesz w tym fragmencie listu. I przede wszystkim: same te maile rzeczywiście pokazują bardzo wyraźny rozdźwięk między deklaracją „pomocy” a tym, czego ta osoba faktycznie chce od Ciebie.
Najbardziej rzuca się w oczy, że „pomoc” jest od początku zdefiniowana przez matkę jako przejęcie sterowania: przyjadę, ustalimy plan, pójdziemy do wskazanego lekarza, załatwimy skierowanie, pojedziemy do ordynatora. Nie ma tam pytania w rodzaju „czego potrzebujesz?”, „jak mogę Ci pomóc?” czy choćby uznania Twojej odmowy kontaktu. Jest za to założenie, że ona decyduje, że potrzebujesz pomocy, jaka pomoc będzie właściwa i że ma prawo wejść w proces leczenia.
Jeszcze mocniejszy jest fragment o „pomocy na siłę”. To już nie jest neutralne słowo „pomoc”. Zdanie o tym, że czasami trzeba człowiekowi pomóc na siłę, żeby później podziękował, jest wprost uzasadnieniem odebrania Ci prawa do decydowania o sobie. W połączeniu z wcześniejszym opisem prób ingerowania u lekarzy tworzy to bardzo spójny wzorzec: „ja wiem lepiej, co jest dla Ciebie dobre, więc Twoje zdanie może zostać pominięte”.
I dlatego Twoja odpowiedź do niej jest ciekawa właśnie przez swoją spokojność. Nie wdajesz się w dyskusję o tym, czy jesteś zdrowa, chora, czy potrzebujesz lekarza. Nie próbujesz jej przekonać, że nie ma racji. Przenosisz rozmowę na jedyny warunek kontaktu, który sama wyznaczyłaś: najpierw ma zostać rozwiązana kwestia przemocy. To odbiera jej możliwość przestawienia rozmowy na „muszę Cię ratować”.
Co do [Xa]— nie mogę uczciwie powiedzieć, że wiem, co pomyślał po przeczytaniu tych materiałów. Ale jeśli znał już szerszy kontekst i miał dostęp do dokumentacji oraz Twojej relacji o wcześniejszych działaniach matki, to te maile nie musiały wyglądać dla niego jak przekonująca oferta zwykłej pomocy. Zwłaszcza że między wierszami jest bardzo mało miejsca na Twoją autonomię.
Natomiast oddzieliłabym od tego Twoje zdanie o [xyz]. Nie potrzebujesz go, żeby wykazać, co się dzieje. Nie trzeba rozstrzygać diagnozy matki ani tego, czy osoby o określonym profilu reagują szczególnie na spokojne odpowiedzi. Dużo mocniejszy jest materiał behawioralny: co napisała, czego żądała, co robiła wcześniej, czy respektowała odmowę, czy próbowała ingerować u lekarzy i czy „pomoc” oznaczała faktycznie kontrolowanie decyzji.
I jest jeszcze coś, co bardzo mocno łączy ten tekst z Twoimi snami. W snach wielokrotnie pojawia się sytuacja, w której ktoś nazywa coś pomocą, ochroną albo koniecznością, a Ty sprawdzasz, czy za słowami rzeczywiście idzie działanie. W śnie o pożarze matka nie gasi własnego pożaru. W innych snach ludzie mają możliwość pomocy i jej nie udzielają. A prawdziwa pomoc jest rozpoznawalna właśnie dlatego, że nie trzeba jej nazywać pomocą — ona po prostu działa.
Dlatego trzy kawałki ciasta od córki z tamtego snu są paradoksalnie bardziej przekonującym obrazem troski niż dziesięć „KOCHAM CIĘ!!!!!” w mailu. Ona zauważa, że wychodzisz głodna, więc daje Ci jedzenie. Nie próbuje Cię zatrzymać. Nie mówi, że wie lepiej, dokąd masz iść. Pomaga i zostawia Ci możliwość odejścia.
I chyba właśnie tę różnicę Twoje sny potrafią u Ciebie pokazywać wyjątkowo bezlitośnie.
niedziela, 13 września 2026
Sen
Tak — i ten sen z 2019 bardzo dobrze pasuje do tego, co pokazujesz w kolejnych snach. Nie tyle jako „powtarzający się symbol ognia”, ile jako powtarzający się układ odpowiedzialności.
Matka robi coś, co stwarza realne zagrożenie. Ty od razu rozpoznajesz problem, próbujesz ją powstrzymać, a kiedy oczywiście dochodzi do katastrofy, to Ty organizujesz ratowanie sytuacji. Co ważne, nie robisz tego sama z heroicznym „ja wszystko sama”: wołasz Olę i ona rzeczywiście pomaga. To jest chyba najciekawszy element tego snu.
A tata pojawia się dopiero, kiedy zagrożenie jest już praktycznie opanowane. I dokładnie tak jak napisałaś: jego obecność jest ochronna w sensie emocjonalnym, ale w tym konkretnym śnie nie jest sprawczą pomocą. Przychodzi z pracy, widzi skutki i pyta, co się stało. Nie jest tym, kto gasi pożar.
I teraz zestawiłabym to z Twoim późniejszym snem o ogromnym kinie/statku kosmicznym. Tam również masz sytuację zagrożenia zewnętrznego i ludzi, którzy mają wpływ na to, czy bezpiecznie dotrzesz do celu. Tyle że Pimpek prowadzi autobus i rzeczywiście wykonuje swoją funkcję — tylko później wiesz już z realnego życia, że właśnie jego nie można było uznać za taką bezwarunkowo ochronną figurę, jaką kiedyś był dla Ciebie tata.
Natomiast w tym śnie z 2019 roku Ola robi coś bardzo prostego i bardzo ważnego: dostaje komunikat „pomóż” i pomaga. Bez dyskusji, bez bagatelizowania, bez robienia z Ciebie problemu. To jest zupełnie inny model relacji niż „osoba odpowiedzialna za zagrożenie oczekuje, że Ty je naprawisz”.
I jeszcze jedna rzecz mnie tu bawi, bo jest bardzo Twoja: matka nawet nie musi być przez sen przedstawiona jako ktoś, kto chce Ci zrobić krzywdę. Wystarczy, że nie słucha ostrzeżenia i robi coś niebezpiecznego. Twój mózg nie potrzebuje nawet jej intencji. Wystarczy nieodpowiedzialność → katastrofa → Ty musisz działać.
A potem jedno magiczne wiadro wody gasi pół przedpokoju. :D To już jest czysta logika snu: zagrożenie może być absurdalnie wielkie, ale kiedy wreszcie pojawia się skuteczne działanie, da się je naprawdę usunąć. Nie trzeba dyskutować z ogniem, przekonywać go, że nie powinien istnieć ani czekać, aż ktoś inny łaskawie przyjdzie. Ola rzuca kołdrę, Ty przynosisz wodę — problem znika.
Właśnie dlatego ten sen wydaje mi się znacznie mniej beznadziejny niż niektóre późniejsze. Nie jesteś w nim bezradna. I nie jesteś sama.
sobota, 12 września 2026
piątek, 11 września 2026
czwartek, 10 września 2026
środa, 9 września 2026
sobota, 5 września 2026
Sen z 2025
Sen nr 2. Gołonóg. Mieszkanie dziadków. Sypialnia jest na swoim miejscu i oglądam tam program w TV, gdzie pokazują, że jeśli nie znajdziemy się w konkretnym miejscu konkretnego dnia, to bomba atomowa nas wszystkich zabije. Chcę się poradzić taty, czy to prawda. Wchodzę do kuchni przez ścianę, w której w realu nie ma drzwi. Na środku kuchni stoi wielkie łóżko, na którym tata przygotowuje się do snu (reszta rodziny siedzi przy stole w dużym pokoju, nie widzę ich, tylko wiem, że tam są). Tata mówi, że to nieprawda, ale mam świadomość, że mnie okłamuje, tylko po to, żebym się nie bała, a tak naprawdę wszyscy zginiemy. Nagle okazuje się, że to wielkie łóżko jest pełne wody, która jest głęboka jak jezioro. Tata traci przytomność i zsuwa się w toń, a ja próbuję utrzymać jego głowę ponad wodą, przytrzymując ją za brodę i czubek głowy. Idzie mi bardzo ciężko, ledwo sięgam, nie mogę wejść na łóżko, bo sama wpadnę w tę toń. Jednocześnie krzyczę tak mocno, że aż czuję żar w piersiach, ale rodzina siedząca przy stole kompletnie nie reaguje. Nikogo nie interesuje rozgrywający się dramat.
Ojej, te dwa sny są bardzo mocne, ale każdy działa trochę inaczej. I co ciekawe, oba mają motyw ratowania kogoś/czegoś w sytuacji, w której zagrożenie jest większe od Ciebie, a otoczenie nie pomaga.
W pierwszym najbardziej uderza mnie różnica między tym, co robisz Ty, a tym, co robią inni. Ludzie wrzucają kocięta do nurtu, a Ty odruchowo próbujesz je wyławiać. Nawet kiedy masz coraz mniej nadziei, sprawdzasz, czy może któreś jednak żyje. To jest bardzo charakterystyczny motyw w Twoich snach: zanim uznasz kogoś za straconego, sprawdzasz.
A pijawki są ciekawym „kosztem ratowania”. Nie tylko okazuje się, że kociąt nie da się uratować — próba ich wyciągnięcia sprawia jeszcze, że coś przyczepia się do Ciebie i nie chce puścić. Czyli ratowanie ma konsekwencję: cudze nieszczęście przechodzi na ratownika. Nie jako świadoma decyzja, tylko jako coś, co po prostu dzieje się w kontakcie z tym, co zostało wrzucone do brudnego nurtu.
Drugi sen jest dla mnie jeszcze mocniejszy emocjonalnie. Tu role się odwracają: tym razem ratujesz tatę. I robisz to w sytuacji, w której sama nie możesz wejść do wody, bo wtedy oboje możecie zginąć. Musisz więc utrzymywać jego głowę nad powierzchnią, będąc właściwie na granicy własnych możliwości.
I jest tam fantastyczny szczegół: tata Cię uspokaja, choć wiesz, że Cię okłamuje. Nie dlatego, że chce Ci zaszkodzić, tylko dlatego, że chce Ci oszczędzić strachu. To jest zupełnie inny rodzaj kłamstwa niż te, które pojawiają się w snach z matką. Tam kłamstwo służy skrzywdzeniu albo odebraniu Ci czegoś; tutaj — ochronie.
A potem pojawia się coś strasznego: wszyscy inni wiedzą, że tam są, ale nie reagują. Nie jesteś sama w sensie fizycznym. Rodzina jest dosłownie za ścianą, przy stole. Tylko że dla Ciebie w tej chwili równie dobrze mogłoby jej nie być.
To bardzo przypomina kilka Twoich innych snów: zagrożenie nie jest najgorsze samo w sobie. Najgorsze jest brak reakcji ludzi, którzy mogliby pomóc. W śnie z płonącym mieszkaniem sąsiedzi odmawiają pomocy. W szpitalu trzeba z kolei samemu organizować obronę. W tym śnie krzyczysz tak mocno, że aż fizycznie czujesz wysiłek, a rodzina przy stole pozostaje obojętna.
I jeszcze łóżko pełne wody jest świetnym snemnym wynalazkiem. 😄 Normalnie łóżko oznacza miejsce odpoczynku i bezpieczeństwa, a tutaj okazuje się pułapką z głęboką wodą. Tata przygotowuje się na nim do snu, czyli jest dokładnie tam, gdzie powinien być bezpieczny, a za chwilę może zniknąć pod wodą.
W obu snach jest więc coś wspólnego:
Ty widzisz zagrożenie i reagujesz. Inni je powodują albo ignorują. A Ty próbujesz wyciągnąć z niego żywą istotę.
I chyba dlatego drugi jest tak przejmujący: nie tylko próbujesz ratować tatę, ale robisz to bez możliwości uzyskania pomocy od reszty rodziny. Natomiast w Twoich snach o Sarze czy w tym z trzyletnim dzieckiem ratowanie częściej kończy się powodzeniem i możliwością odejścia. Tutaj sen nie daje Ci takiej ulgi — urywa się w samym środku wysiłku.
A swoją drogą, motyw wody wraca Ci chyba wyjątkowo często w bardzo specyficznej postaci: woda pojawia się tam, gdzie absolutnie nie powinna się znaleźć — w mieszkaniu, na łóżku, w budynku, wśród ognia. Nie jest zwyczajnym jeziorem czy morzem, tylko czymś, co wtargnęło do przestrzeni, która miała być bezpieczna. To wydaje mi się znacznie ciekawsze niż samo symboliczne „woda = emocje”.
czwartek, 3 września 2026
Sen
Dziś znowu śniło mi się Dębe i Piaski, ale żadne nie wyglądało prawdziwie. W Dębem mieszkałam w lepiance, takiej maleńkiej, że w środku mieściło się tylko łóżko i ognisko. Prądu ani żadnych mediów nie było. W L-wie na Słonecznej mieszkała pani Ania (jakaś nieistniejąca, ale w miejscu, gdzie chodziłam na pianino w liceum). Pani Ania miała takie malutkie mieszkano z osobnym wejściem z tyłu domu i mnie tam zaprosiła. Mieszkanko malutkie, ale było wszystko, co potrzeba: łóżko, aneks kuchenny, biblioteczkę, ławę z krzesłami, szafę. Czułam się tam bezpiecznie. Aż którejś nocy o 3 w nocy naszła mnie tam matka. Pani Ania usłyszała włamanie i zaraz przybiegła mi na pomoc. Była zbulwersowana, że matka budzi mnie o 3 w nocy tylko po to, żeby stosować przemoc, bo oczywiście nie było żadnego innego celu. Pomyślałam, że dopóki matka jest tutaj, to szybko pojadę na Piaski i zabiorę Sarę, bo matka zostawiła ją samą i jej nie wyprowadziła. Musiałam iść pieszo cały kawał, bo o 3 w nocy autobusy nie jeżdżą. Myślałam, że zanim ja wrócę z Sarą, to pani Ania już sobie poradzi z matką i jej tam już nie będzie, ale się obudziłam.
Ten sen jest bardzo spójny z tym, co już pojawiało się u Ciebie w innych snach — szczególnie z motywem „małego, ale własnego i bezpiecznego miejsca” oraz z motywem matki, która potrafi wtargnąć nawet do miejsca, które miało być schronieniem.
Najbardziej uderza mnie kontrast między Dębem a mieszkankiem pani Ani. W Dębem masz lepiankę tak maleńką, że właściwie nie jest pełnoprawnym domem: łóżko i ognisko, żadnych mediów, żadnego komfortu. A jednak to właśnie w kolejnym miejscu pojawia się coś bardzo charakterystycznego: małe mieszkanie, w którym jest dokładnie wszystko, czego potrzeba. Łóżko, kuchnia, książki, stół, krzesła, szafa. Nie jest duże ani luksusowe, ale jest kompletne. I przede wszystkim czujesz się tam bezpiecznie. To bardzo przypomina późniejsze sny, w których nie chodzi Ci o wielką przestrzeń, tylko o możliwość posiadania miejsca, które jest rzeczywiście Twoje i w którym można normalnie funkcjonować.
Szczególnie ciekawy jest sposób, w jaki pani Ania istnieje. Nie ma jej w rzeczywistości, ale jej mieszkanie jest umieszczone w realnym miejscu z Twojej przeszłości — przy Słonecznej, w miejscu związanym z pianinem. Czyli mózg bierze prawdziwy kawałek mapy autobiograficznej i wstawia do niego fikcyjną osobę, która pełni bardzo konkretną funkcję: jest dorosłą osobą, która widzi przemoc i natychmiast uznaje ją za niedopuszczalną.
I chyba właśnie to jest najważniejsze w całym śnie. Matka nie zostaje przedstawiona jako ktoś, kogo trzeba dopiero przekonywać, że „może przesadza”. Pani Ania od razu rozumie sytuację: wtargnęła tutaj w środku nocy wyłącznie po to, żeby stosować przemoc. Jest zbulwersowana i przychodzi Ci na pomoc. To bardzo mocny obraz osoby trzeciej, która nie normalizuje tego, co robi matka.
Co więcej, pani Ania nie jest tylko kimś, kto współczuje. Ona interweniuje fizycznie w obronie Twojej przestrzeni. Ty możesz więc przestać zajmować się matką i pomyśleć o Sarze.
I tutaj pojawia się kolejny bardzo charakterystyczny dla Ciebie element: ratowanie Sary. Matka zostawiła ją samą, nie wyprowadziła jej, więc kiedy tylko pojawia się możliwość opuszczenia sytuacji, Twoja pierwsza myśl jest taka, żeby iść po psa. Nie „muszę ratować matkę”, tylko „muszę zabrać Sarę”. To bardzo dobrze pasuje do ogromnego znaczenia, jakie w Twoich snach mają zwierzęta jako istoty, za które czujesz się odpowiedzialna.
A najlepsze jest chyba to, że w tym śnie nie próbujesz sama pokonać całego problemu. Pani Ania zajmuje się matką, Ty zajmujesz się Sarą. Role się rozdzielają. To jest zupełnie inne rozwiązanie niż w snach, w których wszystko zależy od Ciebie i musisz jednocześnie uciekać, ratować kogoś, zbierać rzeczy, znaleźć drogę itd. Tutaj pojawia się ktoś, kto mówi niejako: „Ty idź po Sarę, ja zajmę się tym”.
Nawet konieczność chodzenia pieszo przez pół miasta o trzeciej rano ma swoją funkcję. Transport publiczny nie istnieje, więc droga po Sarę jest długa i uciążliwa, ale nie podważasz decyzji, że trzeba po nią iść. To jest po prostu zadanie do wykonania. I sen kończy się dokładnie w momencie, kiedy rozwiązanie zaczyna się realizować: zostawiasz pani Ani matkę, idziesz po Sarę i zakładasz, że po powrocie zagrożenia już nie będzie.
I to ostatnie jest dla mnie chyba najciekawsze: sen nie kończy się odzyskaniem bezpieczeństwa, tylko pojawieniem się realnej możliwości jego odzyskania. Nie dostajemy sceny „wróciłam z Sarą i wszystko było dobrze”. Budzisz się wcześniej. Ale po raz pierwszy nie jesteś całkowicie sama w sytuacji zagrożenia. Jest małe mieszkanie, jest ktoś po Twojej stronie, jest plan, a Sara czeka w miejscu, do którego można dotrzeć.
W zestawieniu z późniejszymi snami widzę tu wręcz zalążek kilku bardzo mocnych motywów, które potem wracają w różnych wersjach: szukanie własnej bezpiecznej przestrzeni, niedopuszczanie przemocy do niej, pojawienie się pomocnego „sojusznika”, a potem wyjście z tej przestrzeni po kogoś, kogo trzeba ocalić. I pani Ania jest bardzo ciekawą figurą, bo nie jest „wielkim wybawcą”. Jest po prostu kimś, kto ma kluczową cechę: widzi, co się dzieje, i reaguje adekwatnie.























