Dziękuję, że zapisałaś go tak dokładnie. Bardzo uderza mnie, jak wiele motywów z Twoich snów wraca od lat, ale za każdym razem układa się w trochę inną historię. Widzę tu kilka bardzo wyraźnych wątków.
Przede wszystkim znowu są Piaski. Mam wrażenie, że w Twoich snach nie są już zwykłym osiedlem. Stały się czymś w rodzaju psychicznej mapy dzieciństwa i domu rodzinnego. To tam wracasz, kiedy sen dotyka najważniejszych spraw: bezpieczeństwa, rodziców, wyprowadzki, własnego mieszkania, utraty, a czasem także odkrywania nowych rzeczy.
Bardzo poruszyła mnie scena z tatą. Ona jest niezwykle krótka:
„Jest konfrontacyjnie.”
I tyle.
Nie trzeba nic więcej mówić. Ty go przytulasz, on wie, że Ty rozumiesz, Ty wiesz, że on rozumie. To przypomina prawdziwe rozmowy między ludźmi, którzy są sobie bardzo bliscy – kiedy jedno zdanie niesie cały ciężar sytuacji. Ciekawe jest też to, że sen tworzy wznowę, której w rzeczywistości nie było. Jakby nie chodziło o konkretny przebieg choroby, tylko o sam moment ponownego stanięcia twarzą w twarz z zagrożeniem.
Potem następuje coś zupełnie innego – biegniesz po schodach, masz dwadzieścia lat, piękną sukienkę, wyglądasz ślicznie. W wielu Twoich snach ciało odzyskuje sprawność. Nie dlatego, że jest idealne, ale dlatego, że przestaje ograniczać. Możesz biegać, możesz nosić rzeczy, możesz robić to spontanicznie. To bardzo częsty motyw u osób, które na co dzień żyją z ograniczeniami fizycznymi.
Najbardziej zaintrygowało mnie jednak krzesełko.
Nie jest to wózek. Nie jest to fotel. Nie jest to zabawka.
Jest czymś pomiędzy.
Najpierw zachwycasz się dziewczyną, która potrafi się nim poruszać. Potem ono trafia do Ciebie jako prezent. Nie kupujesz go, nie zdobywasz – ktoś Ci je podrzuca.
To wygląda niemal jak symbol nowego sposobu poruszania się po świecie. Nie chodzi nawet o samą mobilność. Raczej o narzędzie, którego wcześniej nie znałaś, a które nagle okazuje się przeznaczone właśnie dla Ciebie.
I bardzo podoba mi się Twoja obserwacja o logice snu:
„Sen musiał wykonać fikołek, żeby to podrzucenie było możliwe.”
To jest coś, co często zauważasz. Nie tylko pamiętasz fabułę, ale analizujesz mechanikę snu. Dostrzegasz, że sen zmienia wcześniejsze wydarzenia, aby umożliwić późniejsze. To bardzo ciekawa metapoznawcza obserwacja.
Poczta też jest u Ciebie starym motywem. Przychodzi coś przeznaczonego dla Ciebie. Nie rachunki ani listy urzędowe, tylko prezenty: krzesełko, turkusowa torebka, portfel. Wszystko jakby świat próbował Ci coś przekazać.
A potem następuje zwrot.
Te maleńkie metalowe elementy okazują się przyciągane przez magnes i wbijają się w rękę.
To bardzo "Twoje". W wielu snach pojawia się motyw, że coś pięknego albo cennego ma też swoją cenę albo ukryte niebezpieczeństwo. Tutaj nawet próbujesz znaleźć przyczynę. Nie uciekasz. Szukasz magnesu.
I oczywiście znowu pojawia się tata. Nie tylko w scenie choroby. On pojawia się także wtedy, kiedy trzeba wspólnie rozwiązać problem. To też wydaje mi się znaczące.
Na samym końcu został jeszcze obraz domku z białej cegły i mchem na dachówkach. To tylko migawka, ale bardzo plastyczna. Twoje sny często kończą się takim pojedynczym obrazem, który mógłby być ilustracją do książki.
Jedna rzecz szczególnie zwróciła moją uwagę. W poprzednich snach bardzo często dostawałaś mieszkanie. Tutaj już je masz. Nie zastanawiasz się, czy się wyprowadzisz. To jest fakt dokonany.
Natomiast nadal wracasz do mieszkania rodziców.
Mam wrażenie, że sen rozróżnia dwie rzeczy:
- mieć własne miejsce – to już się wydarzyło,
- móc wracać do domu rodzinnego i spotkać tatę – to jest coś, czego nie chcesz utracić.
I jeszcze drobiazg, który mnie uśmiechnął. Znowu pojawia się turkus. W Twoich snach bardzo często przewijają się intensywne kolory: niebieski, turkus, czasem zieleń. Zastanawiam się, czy w rzeczywistości też zwracasz na nie większą uwagę niż na inne barwy, czy to cecha wyłącznie świata snów.
Widzę cały czas w głowie ten domek i te jego dachówki są z eternitu, niestety. Mimo to skojarzenie mam raczej pozytywne. Niebieskości, turkusy i różne ich odcienie to moje ulubione kolory. Zielony w miarę lubię, ale nie jest ulubiony. Nie znoszę czerwieni, pomarańczy, żółtego, chyba że są delikatnie tylko podkreślone jako dodatek dla niebieskości. Często używam takich kontrastów w moich pracach.
Ten domek z białej cegły i eternitowym dachem nie kojarzy Ci się z biedą ani zaniedbaniem, tylko z czymś starym, prawdziwym i oswojonym. Mech na dachówkach dodatkowo daje poczucie, że dom stoi tam od bardzo dawna, przetrwał wiele lat i po prostu wrósł w krajobraz. W wielu kulturach mech jest wręcz symbolem upływu czasu i spokoju. Myślę, że dlatego mimo eternitu odbierasz ten obraz pozytywnie.
Mam wrażenie, że Twój mózg używa niebieskiego nie tylko dlatego, że go lubisz, ale jako koloru bezpieczeństwa. Kiedy pojawia się coś dobrego albo cennego, bardzo często jest właśnie niebieskie lub turkusowe.
Z kolei czerwieni prawie u Ciebie nie ma. A jeśli się pojawia, to zwykle nie niesie niczego dobrego. To ciekawy kontrast, bo psychologia kolorów często przypisuje czerwieni energię czy pasję, ale u Ciebie ona najwyraźniej nie pełni takiej funkcji.
I jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy.
Dzisiejszy sen jest pełen turkusu i błękitu, ale scena z tatą jest zupełnie pozbawiona opisu kolorów. Nie pamiętasz, jaki kolor miały ściany, ubrania czy podłoga. Zapamiętałaś emocję.
Natomiast turkus pojawia się później, przy prezentach ze skrzynki pocztowej. Jakby sen rozdzielił dwa rodzaje dobra:
- tata i jego obecność – ważni sami z siebie, bez potrzeby żadnych ozdobników;
- rzeczy, które świat Ci daje – oznaczone Twoim ulubionym kolorem, jakby od razu było wiadomo: "to jest dla Dagmary".
To subtelna różnica, ale bardzo mi się podoba. W Twoich snach kolor często nie jest dekoracją. Wygląda raczej jak sposób zaznaczania, co jest naprawdę Twoje.
Jasne, że pamiętam! Przecież to się działo w moim pokoju - po co mam sobie opisywać własny pokój, przecież wiem, jak wygląda! Nawet Ci dokładnie umiejscowiłam, z jakich czasów musiał to być pokój, skoro nie było jeszcze biurka zrobionego przez Pimpka. To był koniec podstawówki. Z tatą siedzieliśmy plecami do okna, czyli nad nami powiewała biała krótka firanka do parapetu. Po mojej lewej stał znienawidzony przeze mnie sekretarzyk będący symbolem przemocy mojej matki. Po taty prawej stało moje łóżko Dorek na tej samej wysokości co półki z książkami (półki były na tej ścianie co okno, w nogach łóżka). To łóżko dalej w tym śnie zostało zamienione na brązową PRL-owską kanapę, która stała tam, odkąd miałam 13 lat, do czasu, kiedy dostałam Dorka. Kanapa miała żółtą narzutę złożoną na pół, tylko na siedzisku, a na oparciu już nie. Ściany w moim pokoju i w tym śnie były białe. Nad łóżkiem i kanapą wisiały sosnowe szafki. Szafa w głowach łóżka też była sosnowa - jak wszystkie meble w tym pokoju, poza nową kanapą. Nowa, jeszcze nierozłożona szafa, była biała - tak myślę, bo spod folii nie było widać nic jaskrawego. Nie pamiętam tylko dywanika w tym śnie.
Masz rację — i to jest właśnie fascynujące w Twoim opisie. Ja potraktowałam brak opisu kolorów jako „niezapamiętanie”, a Ty pokazujesz, że to był bardzo konkretny, dobrze znany pokój, więc mózg nie musiał go dodatkowo „malować słowami”. Dla Ciebie on był oczywisty, jak własna dłoń.
I nagle ta scena z tatą staje się jeszcze bardziej realna.
Siedzicie na podłodze pod oknem, plecami do białej, krótkiej firanki. Po lewej znienawidzony sekretarzyk, po prawej łóżko Dorek. To już nie jest abstrakcyjny sen o chorobie ojca, tylko bardzo konkretny moment osadzony w miejscu, które pamiętasz z ciała: gdzie stało łóżko, gdzie półki, gdzie szafa, gdzie padało światło.
Najbardziej poruszyło mnie jednak to zdanie o sekretarzyku:
„znienawidzony przeze mnie sekretarzyk będący symbolem przemocy mojej matki.”
To zmienia odbiór całej sceny. Wyobrażam ją sobie tak: siedzisz obok taty, przytulasz go, rozmawiacie o czymś bardzo trudnym, a tuż obok stoi przedmiot niosący zupełnie inne wspomnienia — przymusu, kontroli, braku sprawczości. Jakby sen umieścił bliskość z tatą i cień relacji z matką w jednym kadrze.
I jeszcze jedna rzecz: zauważ, że pokój jest z końca podstawówki, ale Ty masz już własne mieszkanie i wyglądasz na około dwadzieścia lat. Sen miesza warstwy czasu, ale robi to bardzo logicznie emocjonalnie. To nie jest „błąd chronologii”. To raczej:
· miejsce z okresu, kiedy jeszcze mieszkałaś z rodzicami,
· Ty z okresu większej samodzielności i sprawności,
· tata z późniejszego etapu życia, kiedy chorował.
Jakby wszystkie ważne wersje Was spotkały się jednocześnie w tym jednym pokoju.
Bardzo podoba mi się też detal z żółtą narzutą na PRL-owskiej kanapie. Ty nie lubisz żółtego jako dominującego koloru, ale tutaj on istnieje tylko jako akcent na tle bieli, sosny i brązu. Dokładnie tak, jak opisywałaś swoje prace — ciepły kolor nie znika całkowicie, tylko pojawia się jako drobne dopełnienie.
I chyba najbardziej niezwykłe jest to, że pamiętasz nawet układ mebli z różnych etapów życia: kanapa → Dorek → nowe meble w folii. To wygląda niemal jak mapa zmian w Twoim życiu, zapisana nie datami, tylko wyposażeniem pokoju.
Wiesz, co mnie teraz najbardziej ciekawi? Czy kiedy myślisz o tej scenie z tatą, to najmocniej pamiętasz jego zdanie, przytulenie, czy właśnie sam obraz Was siedzących pod oknem? Mam wrażenie, że u Ciebie wspomnienia senne często są bardzo „filmowe” i jeden kadr potrafi nieść więcej emocji niż cała fabuła.
Ta żółta narzuta i niesosnowa brązowa kanapa to rzeczy wybrane przez matkę, to matka położyła tam tę narzutę, kiedy poszłam wyjmować pocztę ze skrzynki. To też symbol przemocy matki, robiła to w realu specjalnie, wbrew mojej woli, najczęściej kiedy mnie nie było, żebym nie mogła protestować. Miałam świetne biurko do pracy i odrabiania lekcji, a matka wyrzuciła je bez powodu! Tylko po to, żeby je zamienić na beznadziejny, bezużyteczny sekretarzyk na pokaz dla innych, a nie dla mnie. Otwierało się go, ale na klapie nie dało się nic zostawić, bo inaczej by się jej nie zamknęło. W dodatku uginała się, kiedy się na niej opierałam, pisząc. Miała wyżłobienia dookoła na brzegach, które uciskały i przeszkadzały. Nienawidziłam tego sekretarzyka. Jak matka chciała usunąć biurko, to płakałam i kładłam się na nim, żeby go nie wyniosła. Ale była silniejsza nawet wtedy, kiedy byłam w miarę sprawna. Zrobiła to na złość mnie. Z nienawiści, bo innego powodu przecież nie miała. Kolejna rzecz - miałam przepiękny płaszczyk. Do kolan, rozkloszowany, na zasuwak od góry do dołu. Rękawy w reglan. Kochałam go. Matka go ukradła - po kryjomu przede mną, latem, żebym nie zauważyła! Kiedy zrobiło się chłodniej i sięgnęłam po niego, zobaczyłam, że go nie ma! Nawet wtedy mi go nie oddała! Nigdy mi go nie oddała! Tak jak nie oddała mi leków ukradzionych, kiedy się włamała do mojego mieszkania, kiedy byłam w szpitalu. To jest właśnie sposób jej działania.
To, co opisujesz, sprawia, że jeszcze lepiej rozumiem, dlaczego sekretarzyk pojawia się w Twoich snach jako coś tak obciążonego emocjonalnie. Dla kogoś z zewnątrz to tylko mebel. Dla Ciebie to nie był nigdy mebel. Był symbolem odebrania Ci wpływu na własną przestrzeń.
W tym, co opowiadasz, uderza mnie pewien powtarzający się wzorzec.
Nie chodziło tylko o to, że matka wybierała coś innego niż Ty. Opisujesz sytuacje, w których:
- wiedziała, co lubisz,
- wiedziała, czego potrzebujesz,
- a mimo to robiła coś odwrotnego, często wtedy, gdy nie mogłaś zaprotestować.
W Twoich przykładach powtarza się ten sam mechanizm:
- biurko zostało zastąpione sekretarzykiem, który był gorszy do nauki,
- płaszczyk zniknął latem, kiedy jego brak nie był od razu widoczny,
- we śnie kanapa i narzuta pojawiają się podczas Twojej nieobecności,
- piszesz też o zabraniu leków, kiedy byłaś w szpitalu.
To właśnie dlatego we śnie nowe meble nie budzą radości. Dla kogoś innego nowe meble mogłyby oznaczać troskę. Dla Ciebie pojawienie się ich podczas Twojej nieobecności jest sygnałem alarmowym, bo taki sposób działania kojarzy Ci się z wcześniejszymi doświadczeniami.
Bardzo wymowny jest też moment, w którym jako dziecko położyłaś się na biurku, żeby go nie wyniesiono. To nie brzmi jak sprzeciw wobec wymiany mebla. To brzmi jak próba obrony czegoś, co było Twoje i co było dostosowane do Ciebie. A mimo to nie miałaś możliwości zatrzymać tej zmiany.
To rzuca też nowe światło na dzisiejszy sen. Zwróć uwagę na kontrast:
- krzesełko trafia do Ciebie jak prezent, którego nikt Ci nie odbiera,
- turkusowa torebka również jest czymś przeznaczonym dla Ciebie,
- ale meble znowu pojawiają się bez Twojego udziału, wbrew Twojej woli.
Jakby sen bardzo wyraźnie rozdzielał dwie kategorie rzeczy:
- to, co świat daje Tobie,
- i to, co ktoś urządza za Ciebie.
Myślę też o czymś jeszcze. W wielu Twoich snach pojawia się motyw własnego mieszkania. Zastanawiam się, czy nie dlatego jest on tak ważny, że własne mieszkanie oznaczało dla Ciebie nie tylko niezależność, ale przede wszystkim możliwość, że nikt nie przestawi mebli, nie wyrzuci biurka ani nie zabierze płaszcza pod Twoją nieobecność.
To bardzo podstawowe poczucie bezpieczeństwa: mieć przestrzeń, w której rzeczy pozostają tam, gdzie Ty zdecydowałaś, że mają być.
I dlatego wydaje mi się, że w Twoich snach dom nigdy nie jest tylko domem. Jest pytaniem o to, czy to miejsce naprawdę należy do Ciebie i czy możesz czuć się w nim bezpiecznie. W świetle tego, co opisałaś, ten motyw wydaje się bardzo spójny z historią, którą niesiesz

