środa, 31 października 2018

ŚRODA, 31 PAŹDZIERNIKA 2018

"Wymyślasz sobie! Przecież na zdjęciach z dzieciństwa się uśmiechasz, więc miałaś szczęśliwe dzieciństwo, a nie depresję!"



sobota, 27 października 2018

SOBOTA, 27 PAŹDZIERNIKA 2018

Matka cały czas się znęca w ten sam nienawistny sposób. Wie, że mam EDS, wie, że jego objawem jest hipotonia. Wie, z czym to się wiąże, jakie są konsekwencje i że leczyć się nie da. Mimo to kłamie, że mogę robić to, co hipotonia uniemożliwia, i wymaga tego ode mnie, jakby to było normalne, że nagle za pstryknięciem palcami choroba zniknie, bo ona tak mi każe! Np. dziś wymaga, żebym z nią wyjechała nad morze 3 razy, wiedząc, że nie mogę podróżować tak daleko ani chodzić, więc co niby mam robić w tej Kuźnicy? Przecież matka nie jest normalna i życzliwa, nie weźmie wózka i nie będzie go pchać - nie z dobrego serca chce, żebym z nią tam jechała, to kolejny sposób upokarzania mnie.

Zamiast się rozłączyć i nie odbierać, dopóki nie przestanie kłamać i się znęcać, to po raz milionowy jej tłumaczę to samo, co napisałam wyżej. I co słyszę?

"Masz psychozę urojeniową!"

To jest właśnie to, o czym pisałam w poprzedniej notce.

Poza tym od czego dziś zaczęła? Od pretensji, że mam odbierać telefon! A przecież jej wiele razy mówiłam, że mam ZA i nie mogę rozmawiać przez telefon i że ma pisać maile! Ale przecież musi mi zrobić tak bardzo na złość, jak tylko się da! Musi mnie poniżyć. Nigdy mi nie odpuści takiego poniżania.

- Ja nie jestem uzależniona od telefonu i nie będę siedzieć i go pilnować.
- To włącz dźwięk.
- Nie naprawię tego, bo to za duży stres, a poza tym będziesz wydzwaniać w nocy i mnie budzić.
- To czemu śpisz?! Śpi się w nocy!
- Śpi się wtedy, kiedy się może i potrzebuje!
- Masz to po lekach!

I dalej przemoc w każdym zdaniu, wmawianie nieprawdy, kłamanie, podważanie tego, co mówię, co czuję, czego doświadczam, podważanie objawów, zmyślanie i kłamanie, że to nie od EDS itd. Tak jest na każdym kroku. Tak jak pisałam w poprzedniej notce. Nienawiść i zajadłość w czystej postaci, odrzucenie, nieakceptowanie. Ale matka nigdy nie zachowa się jak normalny człowiek, który kogoś nie lubi, nie zrezygnuje z kontaktów ze znienawidzonym człowiekiem. Z tego samego powodu, dla którego nie chce się wyprowadzić do DG - nie odpuści mi przemocy, nie daruje, nie zrezygnuje ze znęcania się, bo jej to sprawia za dużą przyjemność!

Ma wyjechać dziś. Myślałam, że tam zostanie na święta. A ona mi mówi, że wróci szybko, bo tam wszyscy pracują, a poza tym nie ma telewizora, to się będzie nudzić. Zszokowała mnie tym. Oczywiście dziwi mnie to, że mimo że widzi, że całe jej pokolenie pracuje, tylko ona bez powodu nie, a mimo to nie robi nic, żeby też znaleźć pracę. W ogóle jej to nigdy do głowy nawet nie przyszło (ale udawanie, że pracuje, i okłamywanie innych, że pracuje całe życie, uważa za normalne - to pokazuje, jak sobie wymyśla różne rzeczy tak, żeby pasowały do jej wyobrażeń, i jak jej się udaje innych nabrać - bo ludzie jej w to wierzą!). Ale uzależnienie od telewizora?! Dla mnie to jest chore. Ja nie mam telewizji od 15 lat, ale nigdy by mi do głowy nawet nie przyszło, że bez niego można się nudzić! Jak się nie jest nudnym człowiekiem, to się nigdy nie nudzi! Nie wierzę, że nuda jest w ogóle możliwa. Nawet jak się nie ma nic, ani kompa, ani książek pod ręką, np. na sorze, i tylko się może leżeć w bezruchu, to nadal ma się przecież mózg, całą wiedzę w nim, więc można godzinami rozważać jakieś ciekawe problemy naukowe! A ona będzie w domu, w którym można robić milion rzeczy, może zabrać ze sobą czytnik, za oknem ma dużą aglomerację miejską, może iść nad jezioro na spacer, może jeździć na rowerze, może zwiedzać - tyle ciekawych miejsc jest wokół! Z ojcem do samego końca (dokąd tylko mogłam podróżować i tam dojechać) zwiedzaliśmy zamki, pałace, muzea, pomniki itp. Matka nigdy z nami nie pojechała. Niedaleko są Katowice, można się tam umówić z ludźmi z różnych forów tematycznych, która nas interesują. Są miliony możliwości! Jak można się tam nudzić?!

Ach, zapomniałam. Matki NIC nie interesuje. Tylko czubek własnego nosa. Ona się nie zajmie niczym ciekawym, bo potrzebuje publiki, żeby przed nią grać i zbierać poklask. I nie może do tego wybrać inteligentnych ludzi z pasją, bo szybko by ją zdemaskowali.

Dla mnie to jest straszne. Nie rozumiem, jak można tak zmarnować życie. Tak przepierdzielić na pierdoły bez żadnego sensu i odgrywać się za swoje złe wybory na kimś, kto podjął w swoim życiu dobre. Matka usiłuje mnie zmusić, żebym zrobiła ze swoim życiem to samo co ona ze swoim: żebym zrezygnowała z życia na rzecz wegetacji. Tymczasem ja prędzej umrę, niż się na to zgodzę.

Jednak ja nigdy nie komentowałam złych wyborów matki, nie leciałam z nieproszonymi radami, nie wciskałam jej do gardła moich opinii, że źle robi, że tak nie może robić, że jej nie daruję, skoro widzę, co się z nią dzieje, to muszę na niej wymusić to, co JA uważam za stosowne, bez znaczenia, co jest dla niej dobre i co sobie wybrała. Bo we mnie nigdy przemocy nie było. Jej życie jest jej życiem. Nie cudzym. Skoro chciała je przepieprzyć, to miała do tego prawo i nikomu nic do tego, nawet gówniarze, której się od matki wychowanie, opieka i wsparcie należą jak psu buda. Nie wymagałam od niej nawet tego, co mi się należało jako jej dziecku. A ona mi tak dziękuje. :/




środa, 24 października 2018

ŚRODA, 23 PAŹDZIERNIKA 2018

Codziennie jest to samo. Zmuszanie, wymuszanie, wmawianie mi, że muszę, powinnam i mam robić to, co matka mi każe. Dziś usłyszałam, że skoro mi daje pieniądze, to "muszę jej słuchać", jakby miała prawo mnie szantażować i jakby jej szantaż na mnie działał. Ciągłe kłamanie, wymyślanie, wmawianie mi chorób, których nie mam, udawanie, że nie mam EDS i ZA, udawanie, że nie wie, jakie ta choroba ma objawy, zachowywanie się tak, jakby ich nie było, bezpodstawne wymagania, jakby miała do nich prawo, kłamanie, że mi chce pomóc, puste gadki, udawanie, że się pracowało i zarabiało, stalkowanie, wydzwanianie, straszenie, zastraszanie, wmawianie choroby psychicznej, wciskanie się z opiniami, o które nie pytam i które mnie nie interesują, wciskanie nieproszonych rad na nieproszone tematy, zmuszanie do zaprzestania leczenia, zmuszanie do robienia tego, co jest w życiu zbędne, niepotrzebne i niszczące, zmuszanie do kontaktu i jej towarzystwa, niszczenie mnie i mojego życia na każdym kroku, powodowanie meltdownów, ignorowanie tego, co mówię, wydzwanianie bez powodu, zamiast pisania maili, narzucanie się. I tak w kółko.

Ona nigdy z tego nie zrezygnuje.

A naprawdę wystarczyłby brak przemocy, NIC WIĘCEJ.

A dziś chciałam jej powiedzieć, że pójdę jej na rękę, poświęcę się i spędzę z nią wigilię, jeśli zarezerwuje stolik w jakiejś knajpie w ten dzień. Nie zdążyłam, bo od razu wyskoczyła z przemocą.

I zaraz po tej przemocy leci tekst "Tylko o tym nie pisz!" Nie potrzeba komentarza, prawda?

Nadal do niej nie dociera, że ja niczego od niej nie chcę. To ona chce czegoś ode mnie. A skoro tak, to ONA ma spełnić MOJE wymagania, a nie na odwrót. A ja mam tylko jedno wymaganie: BRAK PRZEMOCY.


***
Matka wymyśliła, że mam z nią "iść polatać po sklepach". Tylko że to ma drugie dno. Jej nie chodzi tylko o to, żeby mnie zmusić do robienia rzeczy, których nienawidzę i nie chcę robić. To dla niej za mało. Brak szacunku do mnie i moich potrzeb jej nie wystarczy. Ona chce mnie poniżyć, zmuszając mnie, żebym stała się na ten czas bogiem i "wyłączyła" niepełnosprawność, bo ona "chce mieć zdrową córkę"! Polatanie po sklepach nie oznacza miłego spędzania czasu razem. To nie oznacza, że będziemy odwiedzać księgarnie, a matka będzie pchała mój wózek i wybierała takie sklepy, do których da się dostać. Tak by to zrobiła normalna osoba, ale nie psychopatka.

Matka gardzi niepełnosprawnością i osobami niepełnosprawnymi. NIGDY mnie nie akceptowała, nigdy nie byłam jej córką. Dla niej to wstyd mieć niepełnosprawną córkę, dlatego udaje przed wszystkimi, że sobie tę niepełnosprawność wymyśliłam! Ona nie chce mieć córki. Ona chce mieć córkę urojoną, wymyśloną, sklejoną z cech, które ona wymyśli, córkę, która będzie taka, jaką ona chce, i która będzie robiła to, co ona jej każe.

NIGDY nie akceptowała tego, że mam własne zdanie, własne życie, własne potrzeby, a nade wszystko gardzi moją niepełnosprawnością. Pozwala mi tylko na takie choroby, które ona akceptuje. Wolno mi mieć problemy hormonalne, bo według niej to jest choroba, którą może mieć normalny człowiek, a jeśli fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów. To samo było już w dzieciństwie. Zajmowała się wyłącznie tymi objawami, które wolno mi było mieć, typu skolioza czy ZUM, ale jak jakichś objawów nie akceptowała, tak jak np. zapalenia jelit, to je ignorowała i wmawiała mi, że to nerwica szkolna i że to ja jestem sobie winna. Teraz jestem dorosła, więc mi wmawia, że objawy, które akceptuje, to moja wina, a nie choroba genetyczna. A skoro to moja wina, to mam przestać te objawy wytwarzać, bo ona mi tak każe. Tak bardzo mnie nienawidzi i nie akceptuje, że posuwa się nawet do szantażowania lekarzy, którzy mnie diagnozują! Bo tak,  TO, ŻE NIE AKCEPTUJE EDS I MOJEJ NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI JEST RÓWNOZNACZNE Z NIEAKCEPTOWANIEM MNIE. Odrzuca mnie poprzez przemoc na wszystkie sposoby i jeszcze się dziwi, że nie mam zamiaru zostać jej urojoną, nieistniejącą córeczką, którą mogłaby zmusić do takiego życia, jakie ona wymyśliła.

Wszystko, co we mnie nie spełnia jej oczekiwań i żądań, należy wyciąć, wyplenić, zniszczyć. To oznacza, że należy zniszczyć moje potrzeby, moją osobowość, moje życie, moją wolną wolę, moją niepełnosprawność. CZYLI CAŁĄ MNIE. Więc to robi.

Ta jej urojona córeczka ma na imię Kasia. Tak do mnie mówi. Nigdy nie nazwała mnie jeszcze moim faktycznym imieniem. I przemocą usiłuje mnie zmusić, żebym była Kasią, a nie Dagmarą.

Cóż. Ja też chciałam mieć wymarzoną matkę. Tylko że ja jej nigdy nie zmuszałam w żaden sposób, żeby nią była. Skoro nie chciała mnie kochać i akceptować, to sobie miłość i akceptację znalazłam gdzie indziej i ona nie jest mi już do niczego potrzebna. Nie chciała więzi, nie chciała córki, to przecież jej nie zmuszę. Bo jak mam ją zmusić? Przemocą?

Nie da się zmusić ludzi, żeby byli w naszym życiu, można się tylko starać, żeby sami tego chcieli.


środa, 17 października 2018

ŚRODA, 17 PAŹDZIERNIKA 2018

Matka od dawna śmieje mi się w nos i wprost mówi, że nigdy nie przestanie stosować przemocy. Dziś zrobiła to samo. Ja jej mówię, że ma przestać, a ona na to: "Jak mam przestać, kiedy widzę, co się z tobą dzieje?"

Zatkało mnie.

Po pierwsze, niczego nie widzi. Nigdy nie widziała, nigdy nie uczestniczyła w moim życiu. Nawet kiedy byłam dzieckiem, a ona po kryjomu włamywała się do mojej szafki i czytała moje dzienniki (!!!), nie miała pojęcia, co się ze mną działo. Teraz tym bardziej, bo chronię swoje prywatne życie i nie ma do niego dostępu.

Po drugie, cokolwiek by się ze mną działo, to przecież NIC nie usprawiedliwia i nie daje jej prawa do używania przemocy!

Miałaby prawo do przemocy wobec mnie tylko w jednym przypadku: gdyby to była odpowiedź na moją przemoc wobec niej. Miałaby wtedy prawo zrobić mi to samo. Tylko że ja tego nie robiłam i nie robię.


***
Dziś matka dała czadu. Za każdym razem, kiedy myślę, że już nic gorszego nie może zrobić, ona przekracza tę granicę spektakularnie. I to tak, że nawet nie umiem tego opisać, musiałabym udostępnić plik z nagraniem. Nie mam już siły. Ile razy mam jej jeszcze wybaczać? Nie chcę już tego robić.


wtorek, 16 października 2018

WTOREK, 16 PAŹDZIERNIKA 2018

W dalszym ciągu to samo. Kłamstwa, oszustwa, narzucanie.

- Spałaś?!
A gdybym spała, to co?! To moja sprawa, kiedy śpię.
Poza tym trochę logiki! Jak niby przez sen miałabym wyczuć, że dzwoni telefon, telepatycznie?!

- Tylko nie bierz leków nasennych! [znowu chamskie bezprawne narzucanie, bo to nie jej sprawa, i podżeganie do cierpienia i samobójstwa]

- Jesteś uzależniona od leków nasennych i wszystkiego! [znowu kłamstwo! I znowu: to moja sprawa, nawet gdybym brała heroinę i się szprycowała, a potem kupowała narkotyki za puszczanie się na dworcach - to nie jej sprawa!]

Kilka razy powtórzyłam, że ma ze mną nie poruszać żadnych tematów związanych ze mną, a zwłaszcza z moim zdrowiem. Olała to. Czyli znowu narzucanie czegoś wbrew mojej woli = przemoc.

Usiłowała mi się też tu wcisnąć - kolejne narzucanie i szantaż.


poniedziałek, 15 października 2018

PONIEDZIAŁEK, 15 PAŹDZIERNIKA 2018

To się nigdy nie skończy. Donosiciele donieśli matce, ile będą kosztowały moje okulary. Samo donoszenie już jest obrzydliwe i pokazuje, w jakim środowisku się matka obraca, ale to, że matce się nawet samej czytać nie chce, choć nie ma nic do roboty, tylko się innymi wyręcza - tego już nawet nie skomentuję.

Nie prosiłam matki o pomoc, bo nigdy jej od niej nie uzyskałam, więc i teraz też nie liczę na to. I teraz tak:

1. Wiedziała, że mam swojego świetnego okulistę, więc za karę umówiła mnie (!!) bez mojej wiedzy i wbrew mojej woli do jej okulisty.
2. Wiedziała, że mój okulista robi mi potrzebne badania, a do tego zna się na mojej chorobie, więc usiłowała mnie zmusić do jakichś drogich badań, których nie potrzebuję (za 500 zł!!), u jej okulisty.
3. Wiedziała, że nie mogę jeździć do jej miasta, bo taksówka kosztuje tam znacznie więcej niż w Warszawie! Za powrót życzą sobie podwójną stawkę! Więc specjalnie to wszystko miało się odbyć w jej mieście.

Ta cała zabawa, którą wbrew mojej woli wymyśliła, kosztowałaby ok. 300-350 zł taxi, 500 zł badania, ok. 200 zł oprawki. Czyli ponad 1000 zł. Do tego moje zdrowie i życie narażone na przemoc - jest dla mnie bezcenne. No i oczywiście matka w ten sposób mogłaby wyłudzić wyniki moich badań. Lekarz miał być na NFZ, tylko do matki nie dociera, że lekarz POZ, który może wystawić skierowanie, przyjmuje tylko w piątki, i to nie w każdy piątek, a do tego nie ma gwarancji, że się pacjent załapie w ten piątek, w który się zapisuje (bo nie ma zapisów wcześniej, tylko w dniu wizyty). Do matki nie dociera też, że nie życzę sobie przemocy, narzucania, robienia czegoś za moimi plecami, podszywania się pode mnie i udawania, że to ja się zapisuję do jej lekarzy, do których nigdy bym się nie zapisała, ani to, że nie będę przyjeżdżać do jej miasta i że ma mnie nigdzie z nikim nie umawiać. 

Gdyby chciała mi faktycznie pomóc, tak jak to deklaruje, to po pierwsze, zapytałaby, w czym tej pomocy potrzebuję, a po drugie, pomogłaby mi w tym, w czym tej pomocy potrzebuję. Tata mi pomagał, bez przemocy (!!) dowożąc mnie do lekarza i biorąc na siebie koszty benzyny tak, że nie musiałam wydawać kasy na taksówki. I w tym pomocy nadal potrzebuję - czy matka weźmie to na siebie? Przejmie pomoc udzielaną mi przez ojca?

No oczywiście, że nie.

Bo ona tylko o pomocy gada, ale jeszcze nikomu nie pomogła. W każdym razie nie mnie.

Tymczasem wpadłam już na pomysł, jak obniżyć trochę koszty tych okularów. Oprawki zamówię na A. Będzie taniej niż u optyka. A do tego odpadnie koszt jednej taksówki, bo nie będę musiała jeździć do optyka dobierać oprawki, bo już je będę miała. To ok. 150 zł mniej. Będę mogła dorzucić do respiratora, którego potrzebę matka cały czas ignoruje, udając, że nic się nie dzieje (nawet nie pyta, jak się czuję, jak oddycham).

Swoją drogą to ciekawe, że matka ignoruje większość objawów EDS, a tylko sobie wybiera te, które jej się podobają, i na te mi "pozwala". "Pozwala" mi chorować na oczy, o, dziękuję za pozwolenie! Tylko że to oszustwo, bo matka wmawia mi choroby oczu, których ja w ogóle nie mam. Owszem, zaćma i jaskra to objawy 6a, nie bez powodu typ ten nazywa się ocular-kyphoscoliotic, tyle że ja ich na razie nie mam! I być może umrę bez nich. Mam inne oczne objawy 6a, znacznie gorsze, bo ich się leczyć nie da, i to z ich powodu najwięcej szóstek przestaje widzieć, i to z ich powodu tak często i ja nic nie widzę, np. kiedy wstaję rano, i to z ich powodu okulista każe mi zmieniać szkła na mocniejsze co pół roku. Ale co ją to obchodzi. Ona widzi tylko czubek własnego nosa.


***
BTW, matka znowu mi coś gada o jakiejś stronie, którą mam zdjąć. Ale nie chce powiedzieć, co to za strona, jaki jest jej adres. I dlaczego to ja mam ją zdjąć. Hakerem nie jestem i nie zajmuję się hakowaniem cudzych stron. Nawet własnej strony nie mam od kilkunastu już lat, bo się do tego nie nadaję tak bardzo, że nawet kopii nie posiadam. Nie planuję się zajmować żadnymi stronami, ani swoimi, ani cudzymi. Do matki to nie dociera.


sobota, 13 października 2018

Tylko po zalogowaniu

Niedługo czytanie tego bloga będzie możliwe wyłącznie po zalogowaniu. Na razie nie wpadłam na lepszy pomysł, żeby się chronić przed matką i donosicielami. Blog jednak będzie dostępny dla czytelników jak dotychczas, bo tylko w ten sposób będzie mógł stanowić dowód, jeśli matka wpadnie na wytoczenie mi procesu, i tylko tak może stanowić pomoc dla innych osób dotkniętych przemocą psychiczną, tylko tak wielu ludzi będzie mogło się dowiedzieć, co jest przemocą psychiczną, na konkretnych przykładach, jeśli nie umieją sobie tego wyobrazić na podstawie przepisów prawnych.

 Bardzo Was przepraszam za te niedogodności.

Kiedyś wystarczyło podać maila, żeby się zalogować. Teraz blogspot wymaga konta google. Ale to nie szkodzi. Okazuje się, że i tak praktycznie każdy je ma, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy (jestem właśnie taką osobą :)).

Blogspot pisze tak:

"Gdy wybierasz opcję „Tylko wybrani czytelnicy”, możesz wskazać osoby, dla których Twój blog będzie widoczny.
Czytelnicy muszą mieć konta Google.
Możesz udostępnić bloga maksymalnie 100 osobom (ta liczba obejmuje czytelników, autorów i administratorów)".

Niestety nie pisze, jak blog udostępnić, ale podejrzewam, że może po nazwie konta google albo po mailu, jakim się tam logujemy. Popróbujemy. :)

W tej sprawie piszcie albo na mojego facebooka, albo na fp, albo na maila, albo w komentarzu - jak wolicie. 

Mam nadzieję, że to tylko przejściowe.


SOBOTA, 13 PAŹDZIERNIKA 2018

To stałe straszenie mnie najściem jest poniżej pasa. Miliardy razy mówiłam jej, że ma tu nie przyjeżdżać, więc wie o tym. Nie pyta mnie z niewiedzy, bo ją ma. Gorzej - w ogóle mnie nie pyta ani nie szanuje moich odpowiedzi! Gdyby uczciwie zapytała, czy się zgadzam na jej przyjazd, a potem szanowała moją odpowiedź, to stres i strach byłyby dużo mniejsze. Ale nigdy o nic mnie nie pytała ani nie obchodziły jej moje odpowiedzi. Zawsze mi tylko siłą narzucała swoją wolę. Nigdy nie było inaczej!

Skoro więc wie, że ma tu nie przyjeżdżać, a mimo to ciągle mi to siłą narzuca, to cel ma tylko jeden: zaszczuć mnie, nastraszyć, zaszantażować, żebym odbierała telefon, podnieść mi puls, zwiększyć zagrożenie (pęknięciem serca, wylewem, udarem, zawałem, pęknięciem tętnicy, samobójstwem - śmiercią), zniszczyć moje zdrowie i życie, zniszczyć mnie. Gdyby nie chciała takich konsekwencji, to nie robiłaby niczego, co je powoduje. To proste. Czyny są więcej warte niż tysiąc słów i mówią wszystko o człowieku.


***
Znowu mnie straszy, że coś zrobi, jak nie usunę tego bloga, i wmawia chorobę psychiczną. Już kompletnie nie nawiązuje kontaktu w innym celu niż przemoc. A tyle razy jej mówiłam, że wystarczy zrezygnować z przemocy! Jak nie chce zrezygnować z przemocy, niech zrezygnuje z kontaktu. Co w tym jest takiego trudnego, że tak się tego zapiera?! Ja czegoś takiego nie robię i żyję, więc czemu ona nie może?

Może zamiast cytować powinnam udostępniać nagrania?

Bo co mogę zrobić więcej? Tylko zakaz zbliżania zostaje, ale jestem durna i nie chcę jej robić problemów, liczę na to, że sama przestanie, chociaż badania wskazują, że przemocowcy się nie zmieniają... Ona niestety takich zahamowań nie ma i jest w stanie zrobić mi wszystko, co tylko wymyśli.

Dziś już wydzwaniała ponad 20 razy i wydzwania nadal. Raz za razem, bez żadnej przerwy! A jest dopiero 14!

Matka się z niczym już nie kryje. Na moje pytanie, czy w końcu przestanie używać przemocy, odpowiedziała wprost - "Nie przestanę". To chyba mówi wszystko?

Matka usiłuje mnie zmusić, żebym przestała pisać tego bloga. A ponieważ każdy kontakt z jej strony to przemoc, jedynym wyjściem, żeby nie mieć o czym pisać, jest rezygnacja z kontaktu. Więc spełnię jej życzenie. To tylko moja dobra wola, powinna to docenić. Napisałam jej sms-a: "Nie będę już odbierać tego numeru. Jak będziesz mieć sprawę albo problem, to pisz maile. Ale bez przemocy". Niestety zaraz po tym sms-ie wydzwaniała, więc nie sądzę, żeby chciała zrezygnować z przemocy. Ale przynajmniej mam czyste sumienie, pozostawiłam jej wybór. Ma szansę na kontakt, na bycie matką, na bycie w moim życiu, chociaż po tym wszystkim jej mieć nie powinna.

***
Wykrakałam. Nie chce zrezygnować z przemocy. Nie chce pisać maili. Za to szantażuje mnie znowu najściem.

***
Tylko dziś matka dzwoniła... 39 razy. Rozumiecie już, jaki to jest stopień kontroli?

***
Tak dla jasności. Matka ma prawo nie chcieć być moją matką, nie chcieć być w moim życiu. Ma prawo mieć mnie gdzieś, olać, zignorować, nie mieć ze mną nic wspólnego. Nie ma tylko prawa stosować wobec mnie przemocy. Tylko tyle.


piątek, 12 października 2018

PIĄTEK, 12 PAŹDZIERNIKA 2018

Dzwoniła w nocy. Miałam nie oddzwaniać, ale usłyszałam na korytarzu czyjeś kroki i struchlałam ze strachu, że to ona. Na szczęście okazało się, że nie, ale tak się już bałam, że to przyjedzie, jak nie oddzwonię, że oddzwoniłam. I usłyszałam, że chce tu przyjechać! Oczywiście powiedziałam, że się na to kategorycznie nie zgadzam. Wcześniej nie siedziała tu nigdy długo, bo tata mnie chronił. Straszył ją, że odjedzie bez niej, jeśli szybko nie zejdzie do samochodu, więc się bała, że tak zrobi. Teraz się niczego nie będzie bała, więc na bank nie będzie chciała wyjść, jak jej każę, więc nie mogę dopuścić, żeby tu weszła. :/

Dziś była dużo bardziej zajadła niż kiedykolwiek. Usiłowała mi narzucić WSZYSTKO. Usiłowała mnie zmuszać do ubierania się, jak mi każe, do jedzenia tego, co mi każe, do robienia tego, co mi każe i wtedy, kiedy mi każe. Do zrezygnowania z pełnego, ciekawego życia, zdobywania wiedzy, ciekawych kontaktów na rzecz życia, w którym nic nie ma poza nią, garami i ciuchami. Usiłowała mnie zmusić, żebym była nieszczęśliwa i bez poczucia bezpieczeństwa. Od zawsze ją mierzi każda moja radość, dlatego to wszystko robi, odkąd pamiętam.

Matka marzy, żebym z nią latała po sklepach. Nie mogę w to uwierzyć. Mamy 21. wiek, od lat robię zakupy przez Internet, i te ubraniowe, i te żywieniowe. Nie ma już powodu, żeby marnować czas, siły i energię na takie rzeczy. Nie ma już powodu, żeby marnować życie - przecież życie, czas to najcenniejsze, co mamy, i nikt nam tego nie zwróci, jak zmarnujemy! Na takie rzeczy trzeba marnować jak najmniej czasu! Zamiast tego trzeba przeznaczać czas na to, co jest tego warte, na to, co ciekawe, przyjemne, co sprawia radość. Na to, co daje coś nam albo przyda się społeczności, słabszym, zwierzętom. Cenna jest każda minuta, nie wolno nam żadnej zmarnować, bo drugi raz nie będziemy żyć. A tym bardziej nie wolno nam marnować CUDZEGO czasu! Bo kim jesteśmy? Bogami, żeby decydować o cudzym czasie, nie jesteśmy! Jak matka ma za dużo czasu, że tak lekką ręką chce go marnować, to niech sobie znajdzie sensowne zajęcie, niech zrobi coś, co jej sprawia przyjemność. Albo niech zajmie się wolontariatem, niech pomoże jakiejś prozwierzęcej fundacji, założy dom tymczasowy i ratuje zwierzaki itd. Będzie miała 2 w 1 - i przyjemność dla siebie, i coś dobrego dla kogoś zrobi. Jest co robić. Ale ona przecież nie może zrobić nic dobrego, bo jest zajęta wyrządzaniem zła mnie.

Mało tego, ona twierdzi, że może mnie nauczyć życia! Nic śmieszniejszego chyba nie słyszeliście. Ktoś, kto nigdy nie miał własnego życia, za to systematycznie niszczy cudze życia, chce mnie uczyć o życiu! Ktoś, kto nie umiał mnie nauczyć niczego, nawet kiedy byłam w podstawówce! O czym chce mnie uczyć, o altmedach?!

Owszem, istnieją ludzie bez wykształcenia, ale posiadający ogromną wiedzę w jakimś temacie, który ich interesuje, więc nawet od takich ludzi można się naprawdę dużo nauczyć. Tyle że ona nie ma żadnych zainteresowań, żadnej pasji. Nie czyta, nie uczy się nowych rzeczy, nie poszerza horyzontów. Nigdy nie rozumiałam, jak można tak bardzo nie chcieć niczego wiedzieć. Całą podstawówkę dzień w dzień po lekcjach chodziłam na koła zainteresowań, bo tyle rzeczy mnie interesowało! Chodziłam na koło polonistyczne, biblioteczne, teatralne, historyczne, muzyczne, plastyczne. Byłam podwójnie szczęśliwa, bo to nie tylko było ciekawe, ale pozwalało mi nie bywać w domu, z matką, unikać jej przemocy. Było tyle rzeczy, które mnie ciekawiły, że nawet teraz, kiedy demencja nie pozwala mi czytać książek z wyższej półki, nadal jest więcej książek, niż mogę przeczytać! Na osiedlu rodziców była świetnie zaopatrzona biblioteka garnizonowa, znosiłam masę książek do domu. A teraz? Teraz to jest raj dla czytelnika, bo masę książek jest w Internecie! Nic nie ogranicza do nich dostępu! Wystarczy tylko chcieć po nie sięgnąć. Matka nigdy nie chciała. Nie miała niczego, czego mogłaby mnie nauczyć, a do tego nie chciała słuchać tego, co jej opowiadałam, co wyczytałam. Więc szybko przestałam się tym z nią dzielić i znalazłam sobie znajomych, którzy nie tylko chcieli słuchać, ale do tego ze mną ROZMAWIALI.

Jeśli chodzi o wiedzę życiową, to mam ją większą od matki. Matka nigdzie nie bywała. Nie chodziła do teatru, filharmonii, kina, zwiedzać, mimo że mieszka tak blisko Warszawy - nigdy nie wyraziła chęci, żeby się do mnie przyłączyć. Nigdzie nie wyjeżdżała. A jak już wyjeżdżała, to po całych dniach leżała na leżaku na balkonie, a to ja z ojcem chodziliśmy po górach, zwiedzaliśmy, jeździliśmy na wszystkie wycieczki organizowane przez domy wczasowe. Matka - nigdy nigdzie z nami nie poszła, nie pojechała, nigdy się nie ruszyła z pokoju! Miała tylko pretensje do ojca, że on wyjeżdża w delegacje, ale jak ona miała okazję wyjechać, to się nie ruszała z ośrodka. Matka nigdy się nie uczyła, nie ma pojęcia o edukacji. Nigdy też nie pracowała, nie wie, jak się zarabia pieniądze ciężką pracą, jak się trzeba dogadywać z szefami czy z kolegami z pracy. Ona nie ma wiedzy życiowej. Sama nigdy nie żyła ani nie rozmawiała z ludźmi, którzy coś przeżyli, bo nawet nigdy nie chciała takich ludzi poznać. Nigdy nie chciała mieć żadnej wiedzy.

Całe życie uczyła mnie tylko przemocy, nienawiści, udawania, oszukiwania, dwulicowości. Uczyła mnie, że nikomu nie wolno ufać, bo każdy chce mnie tylko wykorzystać, że każdy jest fałszywy. Każdy sądzi podług siebie. Ja nigdy nie byłam taka jak ona, więc nie wierzyłam, że na świecie są tylko ludzie tacy jak ona. Nie złamała mnie w dzieciństwie, więc i nie złamie teraz.

Sama, metodą prób i błędów, nauczyłam się znajdować uczciwych ludzi, wartych zaprzyjaźnienia się, ludzi, przy których mogę być sobą, przy których nie muszę nic udawać, ludzi, którzy powiedzą mi prawdę, kiedy ich poproszę, ale nie będą wyskakiwać z przemocą. Nauczyłam się z nimi rozmawiać i postępować tak, żeby nie stracić ani ich, ani siebie. Nauczyłam się sama nie używać wobec nich przemocy, chociaż matka nigdy nie nauczyła mnie niczego innego. Nauczyłam się tego wbrew niej. Wszystkiego, co wiem o życiu, nauczyłam się sama, bo matka uczyła mnie tylko takich rzeczy, które można było tylko odrzucić, bo ich w życiu być nie powinno. I to mimo że byłam dzieckiem z ZA! Gdybym była głupia albo uległa, to pewnie wyprałaby mi mózg i zrobiła ze mnie swoją kopię.

Widocznie wdałam się w ojca, dziadka i babcię, ale nie w nią. Ale po kim ona to ma?


środa, 10 października 2018

ŚRODA, 10 PAŹDZIERNIKA 2018

Bez przerwy wydzwania, dzień w dzień, choć już dzwoniła wczoraj, a nie ma mi nic do powiedzenia, poza przemocą. Zresztą nawet gdyby miała, to od tego są maile!! Jeszcze się nie zdarzyło, żeby miała mi do powiedzenia coś, czego się nie da powiedzieć mailem, więc robi to złośliwie, wiedząc, że nie mogę rozmawiać przez telefon, bo mam ZA.

Cały czas mi narzuca wszystko, odzywa się do mnie imperatywem - zrób to, zrób tamto, zapisz się tu, zrób badania - mimo że nie ma takiego prawa, bo nie jestem jej mężem. Mimo to jak zwykle daję jej szansę. Najpierw mówię, żeby przestała. Zignorowała to. Więc mówię, że to jest narzucanie, a więc przemoc, i ma przestać jej używać. Nie przestaje, nie zaczęła nawet słuchać, nie przerwała swojej przemocowej gadki, nie przeprosiła. No to się żegnam i odkładam słuchawkę. I znowu - wielokrotny stalking.


wtorek, 9 października 2018

WTOREK, 9 PAŹDZIERNIKA 2018

Nie mam z kim rozmawiać o EDS, to mnie ciągle gubi. Nieopatrznie powiedziałam matce o tym, że mam problemy z oczami i że muszę iść znowu do okulisty, oraz że muszę się umówić na USG jamy brzusznej. Nie prosiłam o żadną pomoc. I oczywiście matka mi jej nie udzieliła, ale dziś wydzwania i informuje mnie, że umówiła mnie (!!) do okulisty na jakieś drogie badanie, i to w jej mieście. Zamiast mi pomóc - skoro nazywa to pomocą - dostać się do mojego okulisty, to ona usiłuje mi znowu narzucić swoją wolę. Chce mnie zmusić, żebym poszła do jej lekarza, w jej mieście i zrobiła badania, które ona mi każe. TO MA BYĆ POMOC?!

Nawet mnie nie zapytała, czy w ogóle potrzebuję pomocy, a jeśli tak, to jakiej - bez tego nie da się pomóc, a narzucanie swojej woli NIE JEST POMOCĄ! Zwłaszcza, że jej mówiłam, że ma mnie nigdzie nie umawiać, a już na pewno nie w jej mieście. Nie prosiłam o pomoc, bo wiem, że matka mi jej nie udzieli, tylko znowu będzie mnie do czegoś zmuszać.

Dla mnie to już jest za dużo. Kiedy tata żył, to chronił mnie, nie dawał matce telefonu codziennie, więc mogłam się wyleczyć z każdego jej telefonu w ciągu kilku dni. Teraz nie mogę, nie mam jak. Już więcej nie dam rady unieść, a matka dokłada mi codziennie. :(

***
Nie można jej nic powiedzieć. Nie będę już nic mówiła. Wie, na co choruję. Wie, jakie ta choroba ma objawy. I tyle. To musi jej wystarczyć. Gdyby NAPRAWDĘ chciała mi pomóc, to już dawno wiedziałaby wszystko o 6a, wiedziałaby więcej ode mnie i robiłaby wszystko, co można, żeby choćby zmniejszy ból. Ale jej zależy, żebym cierpiała bardziej, a nie mniej! Przecież ona nawet nigdy mi nie zaproponowała choćby spaceru, który nic nie kosztuje! Bo do tego musiałaby przestać udawać, że nie mam EDS i że mogę chodzić! A to oznacza, że musiałaby się przyznać w końcu do wszystkich swoich win. Ona tego nigdy nie zrobi. Będzie szła w zaparte i niszczyła mnie, zamiast odpokutować.

***
Już od jakiegoś czasu jestem przerażona tym, co matka może wymyślić w grudniu na święta. Wie, że jestem ateistką i że nie obchodzę żadnych świąt, ale przecież to niemożliwe, żeby dała mi spokój! Mogę się założyć, że albo będzie chciała się tu wcisnąć wbrew mojej woli, albo każe mi przestać być niepełnosprawną i chodzić po schodach do jej mieszkania. Najzabawniejsze jest to, że ona też jest ateistką, więc to nie są w ogóle jej święta! Robi to tylko mi na złość. I żeby potem rozpowiadać, jaka to jest biedna, sama w święta. Tylko dziwnym trafem jakoś nie narzeka, że jest sama także w Chanukę czy Diwali, które są tak samo  świętami ateistycznymi jak Boże Narodzenie. No ale przecież gdyby skłamała, że jest żydówką czy hinduistką, to by ją wyśmiali wszyscy, nikt by jej nie współczuł, więc lepiej kłamać, że jest katoliczką, to wtedy się jeszcze nad nią użalą. Ludzie za łatwo zapominają, że wojsko jest ateistyczne.