poniedziałek, 17 września 2018

PIĄTEK, 30 MARCA 2018

5.03
Matka znowu wydzwania. Jadę jutro do neurolog, matka usiłowała się wtrynić i - nie wiadomo po co! - jechać ze mną! To już naprawdę jest jakaś jej choroba psychiczna. :/ Po raz milionowy usiłowała mnie zmusić do fryzjera (mimo że nie ma powodu) i do kosmetyczki (mimo że wie, że ja nie robię takich rzeczy, bo ZA). Bo przecież muszę zrobić hennę (bo ona mi każe), bo "ciemne brwi są niemodne". Co trzeba mieć w mózgu, jakie siano, żeby pitolić takie rzeczy?! I kogo obchodzi, co jest modne i co ludzie pomyślą?! Jak ona w ogóle śmie udzielać mi takich pseudorad nieproszona?! Oczywiście usiłowała mi znowu wcisnąć jedzenie, mimo że dosłownie godzinę wcześniej napisałam jej w mailu, że nie chcę żadnego jedzenia.

7.03
Matka usiłuje mi teraz wmówić, że rzekomo "nie można łączyć leczenia neurologicznego z psychiatrycznym". Napisała mi epistołę, jakie to mam problemy hormonalne, których nie mam, opierając się na badaniach i leczeniu sprzed 15 lat (sic!), bo do aktualnych nie ma od dawna dostępu, a starych mi nigdy nie oddała (bo nie chce). Udaje, że wie lepiej od lekarza. Nie oddała mi mnóstwa badań z wczesnego okresu, przez co mam problemy z orzeczeniem, bo mi wpisują, że nie da się ustalić, kiedy powstała niepełnosprawność. Ojciec się dziś skarżył, że matka wyrzuca masę pieniędzy z jego emerytury na hochsztaplerskie "leki" od różnych bioenergoterapeutów, naturopatów i innych uzdrowicieli przez pępek, i że nie chce przestać, chociaż on jej zabrania.

11.03
Matka stalkuje mnie telefonicznie. Całe szczęście, że nadal nie mam dźwięku. Jak sprawdziłam telefon, to było ileś nieodebranych połączeń i sms, żebym oddzwoniła. Pomyślałam, że coś się stało. Oddzwaniam i co? Po pierwsze odebrała matka, mimo że dzwoniłam do ojca. Czyli podszywa się pod niego i dzwoniąc do mnie, i odbierając telefon nie do siebie. Po drugie nic się nie stało, matka tylko po raz kolejny chciała mi nakłamać, że "nie jestem zdiagnozowana". Odłożyłam słuchawkę. Ona nadal mnie stalkowała. Ona mi truje, że jak się coś stanie, a ja nie odbiorę, to nie będę wiedziała. Ona! Mnie! Przecież to ona mnie prześladuje telefonicznie i to przez nią muszę się chronić, nie odbierając telefonu! Nie byłoby tak, gdyby nie używała przemocy, bo wtedy po prostu oddałabym telefon do serwisu, żeby mi naprawili dźwięk. Poza tym gdyby nie była przemocowa, mogłabym odbierać telefon.

15.03
Jak w ogóle można twierdzić, że się kogoś kocha czy że się robi coś dla jego dobra, skoro już na dzień dobry się go przezywa cudzym imieniem?! Już na samym początku pokazuje się, gdzie się ma tę osobę!

"Kasia,
Odbierz telefon, bo mama chce Cię umówić do lekarzy i na badanie moczu".



Takiego maila dostałam. Już samo wydzwanianie jest chore. Matka nadal uprawia stalking i nadal się podszywa. Nadal też na złość mnie wydzwania wtedy, kiedy jest opiekunka (mówiłam jej, że ma wtedy nie wydzwaniać i nie przyjeżdżać, więc dokładnie to robi). Telefon odłożyłam z tego powodu co zwykle - matka znowu była przemocowa. A zanim odłożyłam słuchawkę, powiedziałam jej, że na razie ma mnie nigdzie nie umawiać, a poza tym na pewno nie będę teraz robić badań moczu. Skąd jej takie coś w ogóle do głowy przyszło? Matka, jak zwykle, usiłuje mnie zmusić, żebym je zrobiła w L-wie, gdzie nielegalnie może uzyskać wyniki wbrew mojej woli i bez upoważnienia. Olała totalnie, co mówię. Stalkingowała mnie po tym, jak zakończyłam rozmowę. A potem mi wysłała obraźliwego maila zaadresowanego do jakiejś "Kasi". Jak nie z jednej strony go (telefon), to z drugiej (mail)! Byle dokopać!


Matka mnie osacza z każdej strony, a ojciec nie tylko na to pozwala, ale jeszcze w tym uczestniczy. Kiedyś mu ufałam. Kiedyś można było na nim polegać. A potem mnie sprzedał, tylko dlatego, żeby mieć święty spokój od awantur matki, a dokładniej - żebym to ja je miała zamiast niego. :/ Miał szansę, wiele szans, żeby stanąć po mojej stronie i mnie chronić. Nie zrobił tego. Mógł też pozostać neutralny - nie stawać po niczyjej ze stron i w tym nie uczestniczyć (cóż, to wymagałoby niepozwalania na to, żeby matka się pod niego podszywała, niedawania jej telefonu, niepisania maili w jej imieniu, niewysyłania ich z jego skrzynki mailowej, nieprzywożenia jej do mnie). To byłoby najprostsze, skoro rzekomo nie chce wybierać: pozostać neutralnym i nie uczestniczyć w szopce matki. Ale nie. Ojciec nie pozostał bezstronny. Wybrał przemoc tak jak matka. A współuczestniczenie oznacza współwinę.


Kiedyś, kiedy byłam małą dziewczynką, kiedy miałam dosłownie kilka lat, przy jakiejś kłótni rodzice kazali mi wybierać, kogo wolę: ojca czy matkę. Psychologowie twierdzą, że takiego pytania nie wolno zadawać dziecku, że to trauma, że to straszne itd. To bzdura. Bez wahania powiedziałam, że chcę być z ojcem, nie była to żadna trauma, żaden szok, żaden trudny wybór, to bujdy. Dziecko, nad którym znęca się oprawca, nie doświadcza syndromu Sztokholmskiego! Nie zaczyna lubić oprawcy. Boi się go coraz bardziej i marzy o tym, żeby zniknął. To oczywiste, że wybrałabym ojca!


Trauma była wtedy inna i nigdy tak naprawdę sobie z nią nie poradziłam. Bo wtedy okazało się, że gdyby wreszcie doszło do rozwodu, to ojciec by mnie nie wziął. Zostawiłby mnie na pastwę przemocy matki. Wbrew temu, co powtarza do dziś, że zawsze chciał mieć córkę - on mnie nie chciał. Nie wziąłby mnie wtedy i szukałby miliona wymówek, żeby pomniejszyć (nie zmniejszyć!) przemoc matki w moich oczach, żeby tylko mnie nie wziąć.


Czyli ojciec mnie nie chciał, a matka "chciała" mnie tylko do tego, żeby mnie używać do przemocy. Wyobrażacie sobie TĘ TRAUMĘ?!

19.03
Jak zwykle pomyślałam, że może jednak coś się dzieje i oddzwoniłam. Odebrał ojciec, chwilę porozmawialiśmy i to jest plus. Dowiedziałam się, co u niego. Potem oddał słuchawkę matce. Odnośnie do pomocy z jej strony, to zawsze właśnie wygląda tak: chciałam ją poprosić, żeby umówiła mnie do okulisty. Nie zrobiła tego. Mimo że jest uzależniona od rozmawiania przez telefon i mimo że wciąż deklaruje chęć pomocy mi, a nawet twierdzi, że "pomoże mi na siłę, wbrew mnie" - jak zwykle mi nie pomogła. I ok, ja nie mam wymagań, niczego od niej nie wymagam, ale mam już dość jej hipokryzji. Za to usłyszałam znowu, że "niedożywienie ma się tylko od niejedzenia mięsa" i że "wszyscy wegetarianie mają niedobory i biorą zastrzyki z B12"! Jak można takie kłamstwa rozpowiadać?! Przecież ja nawet wegetarianką nie jestem, a poza tym wegetarianie mają różne diety, różnie się odżywiają, więc jakaś część pewnie też ma niedobory, ale przecież nie wszyscy! Dokładnie jak w przypadku wszystkożerców jak moja matka - sama podważyła swoją teorię, bo ona obżera się czerwonym mięsem, a mimo to wydało się, że ma niedobór B12. Wow! I co teraz? Otóż matka w ogóle nie dostrzega dziur w swojej teorii! Tak więc niedobory i niedożywienie można mieć wyłącznie z powodu niejedzenia czerwonego mięsa. Ale ona jest wyjątkiem i ma niedobory z czego innego, bo tak i już.

Potem się zaczęła śpiewka o hochsztaplerach-altmedowcach: o, to właśnie jest jej pomoc, kolejny przykład! Leczenie przez pępek pewnie by ją uszczęśliwiło. Przerażające jest to, że ona spędza godziny, całe dnie, na wyszukiwaniu hochsztaplerów altmedowców, zamiast pomóc ojcu (albo mnie, skoro to ciągle deklaruje), po czym uważa, że już nam pomogła. I nie tylko pomogła, ale w ogóle cały dzień spędziła, pomagając nam! Cały tydzień składa się z dni pomagania nam. Ona nam pomaga całe życie, codziennie, bez przerwy, tak się poświęca, nic innego nie robi! I ma przy tym czyste sumienie, narzeka też na naszą niewdzięczność i wmawia nam, że nie chcemy wyzdrowieć, skoro odmawiamy wizyt u oszustów.

W rzeczywistości nigdy w życiu nie zapytała ani mnie, ani ojca, jak nam pomóc. W czym tej pomocy potrzebujemy. Wciska nam do gardła przemoc, a potem oczekuje wdzięczności. Mało tego, wokół rozpowiada, jaka to ona biedna! Chory mąż, chora córka ("hora curka"), a ona cały dzień haruje! Szkoda, że nikt nie widzi, jak to wygląda naprawdę, bo by się może dowiedział, że matka całe dnie interesuje się wyłącznie sobą.

Albo inny przykład. Już kilka lat temu dietetyczka z powodu niedożywienia zaleciła mi specjalne odżywki na niedożywienie właśnie. Oczywiście powiedziałam matce, co to za odżywki, bo może przydałyby się kiedyś ojcu. A teraz matka chodzi i rozpowiada, jaka to ona jest wspaniała, że wyszukała w Internecie odżywki dla męża i córki! No taka wspaniała jest! Widzicie chyba, że jej siedzenie godzinami w Internecie to nie zabawa, tylko ona wyszukuje leki dla nas, nie?

20.03
Matka nadal mnie nachodzi. W ostatnich miesiącach znacząco zwiększyła częstotliwość. Realizuje swój szantaż, że jak nie odbiorę telefonu, to mnie najdzie. Jak zawsze celowo naszła mnie w nocy - chodzi jej o to, żebym była dopiero co obudzona, jeszcze przed lekami, czyli osłabiona (nie mogę stać, więc mdleję), z niewyobrażalnym bólem (no bo przed wzięciem leków). Wtrynia się wbrew mojej woli, bo ja wolę przecież rozmawiać przez drzwi. I zaczyna się. Przyjechała, jak się okazuje, na rewizję, ale tym razem mnie. Poprosiłam ją o umówienie mnie do okulisty - nie umówiła mnie, ale przyjechała, żeby się gapić na moje chore oczy. Kilkadziesiąt razy mówię jej, żeby przestała (gapić się), ale nie przestaje, skutkuje tylko zatykanie jej oczu, ale muszę to robić cały czas, bo ona tylko szuka chwili, żeby znowu się gapić na moje oczy! I oczywiście nawija swoją śpiewkę. Jedyne, co ja mówię, to powtarzam jak mantrę "Przestań, idź już!", ale ona mnie nie słucha, tylko nawija przemocowe gadki typu "Źle wyglądasz! Jesteś gruba! Czemu nie sprzątasz! Musisz iść do endokrynologa! Masz Hashimoto! Widać po oczach! Musisz zrobić badania! Ojciec cię zabierze do L-wa na badania! Co Ty ze sobą robisz! Lekarze cię wykończyli! Ty umierasz! Nie jesz fasolki!" W rzeczywistości dialog wygląda tak:

- Źle wyglądasz!
- Przestań, idź już!
- Jesteś gruba!
- Przestań, idź już!
- Czemu nie sprzątasz!
- Przestań, idź już!
- Musisz iść do endokrynologa!
- Przestań, idź już!
- Masz Hashimoto! Widać po oczach!
- Przestań, idź już!
- Musisz zrobić badania! Ojciec cię zabierze na badania do L-wa!
- Przestań, idź już!
- Co ty ze sobą robisz!
- Przestań, idź już!
- Lekarze cię wykończyli!
- Przestań, idź już!
- Ty umierasz!

W rzeczywistości owszem, źle wyglądam, bo mi się właśnie znacznie pogorszyło. Tak to już jest w EDS. Mam zapalenie oka, a nie żaden wytrzeszcz. Ona ten wytrzeszcz usiłuje mi wmówić, odkąd byłam nastolatką! I zawlokła mnie nawet do prof. Zgliczyńskiego, który od razu stwierdził, że nie mam żadnego wytrzeszczu. To był jeden z najlepszych pobytów w szpitalu, bo po badaniach w ogóle się okazało, że nie mam nawet otyłości, tylko nadwagę, a do tego nie grożą mi choroby serca i krążenia z powodu nadwagi, bo nie mam otyłości brzusznej, mam wąską talię! Bo moja nadwaga po prostu wynika z EDS6a, a nie z obżarstwa, jak u matki. To zdziwiło nawet samych lekarzy, ale dostałam to wtedy na piśmie! Miłe, że w ogóle wreszcie zauważyła, że umieram, ale ona mi jeszcze pomoże szybciej umrzeć, przecież nie przestanie się nade mną znęcać. A tekst o fasolce wynika z tego, że przejrzała, co leży na blacie, a tam była np. puszka fasolki.

Grzebała mi też na stole. W ramach czynienia życia chociaż minimalnie milszym, raz w miesiącu zamawiam pizzę i 2 razy McChickena czy Whoppera. Nie zawsze się udaje, nie zawsze starcza mi kasy, ale naprawdę chociaż 3 razy w miesiącu chcę zjeść coś naprawdę smacznego. Dziś na stole stała torebka z Whopperem Juniorem (bo akurat jest na nie promocja). Matka zaczęła otwierać torebkę, żeby zobaczyć, co jest w środku. Czy Wy tak robicie? Czy grzebiecie jakiejś obcej osobie w jej jedzeniu? A matka grzebie, i to swojej córce! Nawet obcemu bym czegoś takiego nie zrobiła, nie wspominając o tym, że nie odezwałabym się tak, a matka to non stop robi mnie!

Kiedy byłam bardzo mała, nie miałam jeszcze roku, nie mówiłam nawet, to i tak nie grzebałam matce w szafach. Matka nigdy nie montowała ani żadnych ograniczników na rantach szafek, ani specjalnych zamknięć, żebym nie grzebała w szafkach, ani nie chowała przede mną żadnych przedmiotów z regału. Nie zdejmowała obrusu. Nie musiała. Dziecko już rodzi się ze świadomością, że cudzych rzeczy się nie rusza, tak jak ssaki wiedzą, gdzie kończy się ich terytorium, a gdzie zaczyna cudze, i nie robią przebieżki po cudzych legowiskach, żeby tam robić rewizję! Ja też tak nie robiłam. Mam nawet nagrane na magnetofon szpulowy, jak wskazuję tylko palcem na figurki, które rodzice zbierali. One stały na regale w zasięgu moich rąk - i nie sięgnęłam, nie dotykałam ich nigdy, chyba że ojciec dał mi je do ręki. No to skąd u matki takie zachowania?! Żadne z nas jej tego nie nauczyło ani nie dało przyzwolenia, a mimo to ona uważa, że jej wolno. Mimo że WIE, że nie, bo przecież jej to mówiłam wiele razy. Przemoc po prostu nie jest kwestią niewiedzy, tylko nienawiści. Narcyz nienawidzi każdego. Jak nie ma powodu, to go wymyśli. Matka próbowała nawet grzebać w rzeczach mojej przyjaciółki.

Ojciec zawsze musiał wychodzić i mówić jej, że odjedzie i na nią nie zaczeka - bo mówienie, że już ma wyjść, nigdy nie skutkowało. Mówił, że to jego stary partyzancki sposób, żeby matka wreszcie wyszła. Na ogół ode mnie, bo jak się tu pojawia, to się przysysa do mnie jak pijawka i nie chce się odczepić. Teraz w ogóle nie wszedł, od jakiegoś czasu tylko mi ją podrzuca jak zgniłe jajo i nie chce oglądać, co spowodował. Moim sposobem jest wystawianie jej torby na korytarz. Nie kwapi się niestety, ale jednak w końcu po nią wychodzi, a wtedy ja mogę za nią zamknąć drzwi. Niestety od niedawna po wyjściu natychmiast zaczyna się stalking, tak jak z telefonem: wali mi w drzwi!

Nigdy nie otwieram, ale dziś uległam i uchyliłam drzwi bez wpuszczania jej. Ona mi wtedy mówi, że musi mi coś powiedzieć. Mówię, żeby mi powiedziała przez próg. Ale nie, jej chodziło tylko o to, żeby znowu wejść! Ja się na to nie dam już nabrać. Mówię jej, że skoro nie chce powiedzieć, to niech napisze maila. Poza tym dopiero co wczoraj rozmawiała ze mną przez telefon i nic mi nie powiedziała, tylko przemocowe gadki. Miała tyle szans, jeśli naprawdę chciała mi coś powiedzieć. Ona nie będzie pisać maili, bo przecież nawet jak mi napisze przemocowy tekst, to nie będzie widziała, jaki efekt na mnie wywarł. Nie będzie nawet wiedziała, czy w ogóle go przeczytałam. Jej zależy nie tylko na samej przemocy, ale też na obserwowaniu jej efektów. Wszystko, co robi, jest temu podporządkowane. Wszystko jest pod jakimś warunkiem. Nic nigdy nie jest bezinteresownie. W dzieciństwie też nigdy nie spełniałam warunków jej miłości, więc mnie nie kochała. Najważniejsze na świecie były zawsze tylko gary i sprzątanie. Przegrywałam nieustannie z żarciem i odkurzaczem. Wyobrażacie sobie, że odkurzacz jest dla Was ważniejszy niż dziecko? U mnie do tej pory ważniejsze są nawet szczury i ich dobre samopoczucie.

28.03
OSIĄGNIĘCIA

„Namalowałam obrazek – zielone niebo – i pokazałam go mojej matce.
Powiedziała: chyba ładne.
Więc namalowałam jeszcze jeden, z pędzlem w zębach.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się malarstwem, którym jednak ja się nie interesuję.
Zagrałam solo na klarnecie z koncertu na klarnet Gounoda
razem z filharmonikami z Buffalo. Matka przyszła posłuchać i powiedziała: chyba ładne.
Więc zagrałam z orkiestrą z Bostonu
leżąc na plecach, palcami od nóg.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się muzyką, którą jednak ja się nie interesuję.
Upiekłam suflet z migdałami i podałam matce,
powiedziała: chyba dobre.
Więc zrobiłam jeszcze jeden, ubiłam oddechem,
poddałam łokciami.
Zobacz mamo, zupełnie bez rąk. A ona na to:
pewnie podobałoby się ludziom, gdyby wiedzieli,
jak to zrobiłaś i gdyby interesowali się jedzeniem, którym jednak ja się nie interesuję.
Więc wysterylizowałam nadgarstki, dokonałam amputacji i wyrzuciłam
moje ręce i poszłam do matki, ale zanim zdążyłam powiedzieć,
zobacz mamo, zupełnie bez rąk, ona na to:
mam prezent dla ciebie, i uparła się, bym przemierzyła.
Niebieskie rękawiczki, by upewnić się, czy są mi w sam raz”.
(...)
„Osiągnięcia” - Cynthia Macdonald


To o mojej matce.

30.03
Przez 6 dni nie miałam kompa, a właśnie z tego powodu doświadczałam też przemocy ze strony matki. Zapisywałam, ile mogłam. Postaram się to teraz przepisać i uzupełnić, ale nie wiem, ile czasu mi to zajmie. No i niestety nie będzie chronologicznie. ;)

25.03
Zepsuł mi się komp i nie mogę pożyczyć laptopa od taty, choć się zgodził, bo matka tego lapka gdzieś ukryła i nie chce powiedzieć gdzie. To jest duży laptop, nie taka miniaturka do noszenia w plecaku. W dodatku jest świeżo po naprawie klawiatury. Zastanawiałam się, czy napisać, jakie znaczenie ma dla osoby z EDS6a dostęp do kompa z Internetem, więc dla osób, które po lekturze bloga jeszcze się nie domyśliły, bez kompa:
- rzepy na ortezach porwały mi legginsy, więc gdybym musiała wyjść, choćby na SOR, to nie miałabym w czym
- następnego dnia po kompie zepsuła mi się ładowarka do telefonu, a telefon rozładowuje się już po 2h użytkowania
- nie mogę podliczyć wniosku do fundacji o zwrot za leki, więc nie mam kasy na leki w kolejnym miesiącu
- nie mam dostępu do biblioteki, nie wiem, czy czeka jakaś książka do odbioru, więc opiekunka musi tracić czas, żeby na wszelki wypadek tam pójść i sprawdzić
- nie mam dostępu do ebooków, mam problem z czytaniem (książki z biblioteki nie wystarczają)
- nie mam dostępu do ali i to nie jest zabawne, bo np. nie mogę zamówić opaski na oczy do używania nad ranem, kiedy nie mogę zasnąć (kiedy robi się widno, to zasnąć jest dużo trudniej); dodatkowo specjalnie czekałam na 3-dniową promocję, z której nie mogłam skorzystać bez kompa (a nie stać mnie na kupienie tego samego w Polsce po polskich cenach)
- neurolog od snu poleciła mi mieć stały rytuał przed snem, pomaga to zasnąć. Rytuał obejmuje nie tylko leki nasenne, ale też zasypianie przy filmie. Same leki nie działają, nie działa też sam film, tak więc w dni bez kompa nie byłam w stanie zasnąć. Zasypiałam ok. 7 rano, więc kiedy nachodziła mnie matka, to byłam w dużo gorszym stanie niż normalnie
- nie mogę zrobić zakupów żywieniowych (Frisco jest tańsze niż Tesco czy PiP, w którym może mi zrobić zakupy opiekunka, a do tego jest w nim większy wybór)
- nie mam dostępu do kalendarza, więc nie wiem, kiedy mam jakieś wizyty lekarskie
- bez kalendarza nie mogę się też na żadne wizyty umówić, tym bardziej że bez kompa nie mam dostępu do żadnych danych gabinetów lekarskich
- nie wiem, czy moje aukcje na Allegro się już skończyły, czy ktoś zapłacił, nie mam adresów, nie mogę wysłać zakupionych przedmiotów
- nie mam dostępu do wiedzy medycznej
- nie mam dostępu do pieniędzy - bo nie mam dostępu do banku
- nie mogę w ogóle kupić prawie niczego, co akurat mogłoby być potrzebne
- brak dostępu do kontaktu z przyjaciółmi i bliskimi
- brak dostępu do pozwalających funkcjonować w ZA i depresji filmów i muzyki w tle
- nasilona depresja
- meltdown
- shutdown
- zespół lękowy

Matka uważa, że skoro ona jest chorobliwie uzależniona od kompa, to inni też. Ona może te wszystkie wymienione rzeczy zrobić, w ogóle nie korzystając z kompa, bo może sobie wyjść z domu, kiedy jej się żywnie podoba. Jest uzależniona od przesiadywania przed monitorem i czytania stron brukowców i hochsztaplerów, co jest marnowaniem czasu i do niczego nie prowadzi, więc uważa, że ja robię tak samo (sic! dla mnie to obraźliwe! ale mimo to ja jej tych bzdur nie wypominam).


Kiedy jej mówię otwarcie prawdę, że nie mogę już dłużej być bez kompa, to mi kłamie w żywe oczy, że mogę, że teraz mam żyć bez kompa i wychodzić z domu (sic!). To jest podłość. To jest dokładnie to samo co zabranie tetraplegikowi wózka i stwierdzenie, że teraz ma się obywać bez wózka i wychodzić z domu, bo uzależnienie od wózka jest chorobą. Nie ma w tym nic poza podłością! A tortury są ponoć nielegalne w 21. wieku. Nie wspomnę o tym, że zabranianie kontaktu z przyjaciółmi czy uniemożliwianie leczenia jest przestępstwem ujętym w NK.


Kiedy słyszę takie przemocowe teksty, to zawsze mówię matce, żeby przestała. I ona zawsze to ignoruje. Zaczyna mnie dodatkowo szantażować emocjonalnie, że nie śpi po nocach, bo się "martwi". Ponownie mówię jej, że ma przestać mnie szantażować, a ona ponownie mnie ignoruje i dalej leci z przemocową gadką.


Jak rozmawiałam przez telefon z ojcem, to nie dość, że podsłuchiwała, ale tak mu dogadywała, że nie dało się rozmawiać i musiał na nią krzyknąć, żeby ją uciszyć. Co to w ogóle jest za zachowanie?! Jeśli u mnie w domu ktoś rozmawia przez telefon, to staram się dyskretnie wyjść, żeby mu nie przeszkadzać, a jak nie mogę, to zachowuję ciszę! A nie drę się do słuchawki nieproszona!


Niestety ojciec coraz bardziej przyłącza się do matki i aktywnie zaczyna uczestniczyć w przemocy. Wiedząc, że mam EDS6a, puszcza mi tekst, "że mi się nie che sprzątać", czyli to samo, co było w dzieciństwie: dopieprza mi za coś, czego nie zrobiłam, tylko dlatego, że matka mu tak każe.


26.03
Ojciec coraz częściej mnie okłamuje i nasyła matkę. Wygląda to tak, że umawia się ze mną - on sam i tylko sam - po czym zamiast niego puka do moich drzwi matka. Tak bez ostrzeżenia.


Nie jest to kwestia tego, że się źle czuje czy coś. Od lat mamy umowę, że oboje możemy się wzajemnie prosić o pomoc, a to drugie może odmówić bez tłumaczenia i się nie obrażamy. To chyba jest właśnie normalność, dorosłość i dojrzałość, prawda? Każdy ma swoje życie i jeśli ma akurat ochotę na piwo z kolegą, to ma prawo odmówić zmiany planów, jakakolwiek byłaby zresztą przyczyna. Ojciec czasami odmawia, a czasami nie, jak każdy, i ma do tego prawo. Ale jeśli się na coś umawia, to mam prawo oczekiwać, że dotrzyma słowa! Nie może mnie przecież oszukiwać i wtryniać mi tu matki, wiedząc, jak ona się nade mną znęca, i że ja sobie tego nie życzę! Jeśli tak robi, to nie mogę go już prosić o pomoc, bo nie wiadomo, kiedy mi tu naśle matkę. Przy czym to nie jest tak, że on nie jedzie, że przyjeżdża tylko matka, nie. On ją tu przywozi! To nie jest sytuacja, kiedy on się źle czuje i nie może pojechać, a w zamian przyjeżdża matka, autobusem. To on ją tu przywozi, więc wymówką nie jest złe samopoczucie, które przecież bym zrozumiała! Zrozumiałabym też, gdyby mi powiedział wprost, że on już nie może czy po prostu nie chce mi pomagać w ogóle. OK! Po prostu szukałabym innego sposobu. To byłoby uczciwe postawienie sprawy, uczciwe potraktowanie mnie, które bym doceniła. Ale oszukiwanie jest dla mnie nieakceptowalne i złe.


W dodatku matka przekazała mi rewelacje. Nie wiem, czy mówiła prawdę, czy sobie to wymyśliła, ale podobno dzwoniły do niej psycholożki z OPSu. Podobno nakłamały matce, że moje mieszkanie jest zaniedbane, i że ja jestem niedotleniona. Sprawa wygląda tak, że nie były u mnie od pół roku albo i dłużej. A kiedy były, to nie widziały mieszkania, do sypialni np. ich nie wpuściłam w ogóle, bo to moje prywatne miejsce. Nie były też u mnie w styczniu, kiedy to OPS odebrał mi godziny i opiekunka od ponad miesiąca nie mogła sprzątać. A nawet wtedy miałam w domu porządek, ja nie generuję bałaganu. Jedyne, co mogłyby zobaczyć, gdyby wtedy przyszły, to nieumyta i nieodkurzona podłoga. Gdzie one niby widziały jakieś zaniedbania?! Wspomniałam o sypialni, której nie widziały, bo akurat tam na podłodze leżą przydasie scrapowe, dla których nie mam żadnej szafki, więc nie mam gdzie ich "odłożyć na miejsce" i "posprzątać". Musiałabym je wyrzucić, żeby znikły i nie kłuły w oczy pań psycholożek, tyle że nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z pasji, nawet na ich życzenie! No i one tych przydasi nie widziały (teraz mogłyby je zobaczyć np. w kuchni, bo mimo że od prawie 2 miesięcy prawie nic nie zamawiam z ali, to i tak przychodzą zaległe przesyłki).


To o niedotlenieniu to nawet nie wiem, skąd wyciągnęły! Nie rozmawiały przecież z żadnym moim lekarzem, a mnie nie pytały o objawy. Nie wyczytały takiej bzdury także na moim blogu. W ogóle wygląda, jakby go nie czytały wcale. Bardzo to "kompetentne".


To oczywiście zakładając, że matka nie kłamie. Podobno też nasłały matkę na mnie. Kazały jej tu przyjechać i mi posprzątać (tylko co matka miałaby sprzątać niby?). Jeśli to prawda, to jest to przemoc ze strony psycholożek. Albo są niekompetentne i nie rozpoznały przemocowej psychopatki (mój psychiatra rozpoznał ją po 2 minutach rozmowy z nią!), albo rozpoznały, ale same są przemocowe, więc stają po jej stronie! Nie wiem, co jest gorsze!


W psychologii, która jest przecież nauką, wiadomo od dawna, że czegokolwiek nie zrobiłaby ofiara, winny przemocy jest oprawca! Tylko on za tę przemoc odpowiada i ma bezwzględnie respektować słowo "nie". Wyobrażacie sobie, żeby do zgwałconej dziewczyny psycholog powiedział, że to nie przemoc, że to ona ma konflikt z gwałcicielem, że powinni go wspólnie rozwiązać, i że ofiara ma wycofać NK? A JA TO OD PSYCHOLOŻEK USŁYSZAŁAM! A wyobrażacie sobie, że psycholog dzwoni do gwałciciela i mówi mu, że ofiara po tym gwałcie zapuściła mieszkanie i że powinien ją odwiedzić i jej pomóc sprzątać? Cóż, wg mojej matki psycholożki właśnie tak zrobiły.


I nawet jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę tak zrobiły, bo wcześniej rzeczywiście stanęły po stronie oprawcy i chciały, żebym "rozwiązała konflikt z matką" i wycofała NK. Najwyraźniej wtedy byłam za mało tym zbulwersowana, skoro ich przemoc tak eskalowała. Zastanawiam się, czy inne ofiary przemocy traktują tak samo. I czym usprawiedliwiają tę przemoc. To ofiary wina, że została zgwałcona, bo ubrała się w krótką spódniczkę i sprowokowała gwałciciela? A skoro mąż bije żonę, to tym gorzej dla żony? Brawo. Za takie coś powinno się pozbawiać prawa do wykonywania zawodu.


To oznacza, że jeśli dojdzie do jakiejś sprawy w sądzie, to OPS jest przeciwko mnie. Mogę liczyć jedynie na psychiatrę i moją terapeutkę.


Ale z czysto zawodowego punktu widzenia ciekawa jestem, czym usprawiedliwią nakłanianie do zaprzestania leczenia? do samobójstwa? do cierpienia i umierania w agonii? Czym usprawiedliwią grzebanie w cudzych rzeczach? kradzież leków? Czym usprawiedliwią szantażowanie ubezwłasnowolnieniem? Jak zamierzają to ogarnąć profesjonalnie? Wyprą się tego? Zwalą na mnie, na ofiarę?


26.03
Matka dziś wyjątkowo podła. Znowu przyjechała w nocy. Znowu byłam przed wzięciem leków - zawsze tak właśnie cyrkluje. Mdlałam z bólu, a matka mi wciskała głodne kawałki, że "powinnam ćwiczyć" (wiedząc, że mam EDS!). Musiałam iść do ubikacji, tam ze stresu nie byłam w stanie oddać moczu, bo tak miałam napięte ze strachu i stresu mięśnie. Matka nawet tę czynność fizjologiczną wykorzystała do rewizji w kuchni i podłego, złośliwego komentowania przemocowego wszystkiego, co znalazła, mimo że wielokrotnie wołałam z łazienki, żeby przestała grzebać w moich rzeczach. Specjalnie robiła wszystko super-powolnie, żeby dłużej zostać w moim mieszkaniu i mieć więcej czasu na przemoc.


Usiłowała mnie na siłę dotykać i obejmować, musiałam przed nią uciekać! Usprawiedliwieniem tego miało być to, że "jestem jej córką", czyli własnością, więc może ze mną robić, co chce. A ZA przecież sobie "wymyśliłam". Poza tym to "nienormalne", że ofiara nie chce przytulać oprawcy.


Znowu nie chciała opuścić mieszkania. Stanęła tak, żebym nie mogła zamknąć drzwi (noga i torba w drzwiach), i znowu udawała niewiniątko. Na całą klatkę krzyczała "Jak ci pomóc?!", żeby inni słyszeli właśnie jej "troskę", a nie awanturę i przemoc, chociaż wcale nie miała zamiaru mi pomagać (i OK, to mi nie przeszkadza). Jak zwykle odpowiedziałam, że wystarczy zaprzestać przemocy, tylko ja odpowiedziałam normalnym tonem, nie krzykiem, więc mojej odpowiedzi sąsiedzi nie słyszeli, zatem udawała, że nie dostała odpowiedzi, zignorowała ją.


Kolejne kłamstwo, że niby to ja wydaję pieniądze, a nie ona. Na co niby wydaję, na leki? Nigdy nie kupiłam zbędnej rzeczy. Zdublowane wykrojniki sprzedaję, więc nie ma straty. Nigdy nie wyrzuciłam jedzenia - wolę, żeby mi zabrakło, niż żeby zostało. A matka odwrotnie, kupuje zbędne rzeczy, czasami wciska, że one są niby dla mnie, chociaż wie, że ich nie potrzebuję, bo zawsze jej mówię, że ma mi nic nie kupować. Jedzenie wyrzuca nagminnie! I jeszcze wymaga tego ode mnie! Wydaje też krocie na hochsztaplerkę, na energoterapeutów, na "witaminy", jasnowidzów, wróżki, na siarczan potasu, o którym wie, że nie mogę go brać (mogę cytrynian). Ja już nawet ubrania kupuję na ali za grosze, bo taniej. Nawet dobrego stanika nie kupuję od miesięcy, bo mi szkoda kasy, skoro tak rzadko wychodzę.


Okłamuje mnie, że czyta bazy medyczne, chociaż sama wie i wie, że ja wiem, że przecież nie chciało jej się nigdy nauczyć angielskiego.


28.03
Najpierw mnie znowu nachodzi bez ostrzeżenia. Nie ma żadnego "dzień dobry" czy "cześć", od razu leci "Dlaczego ty śpisz?!" Rozumiem, że ona jest superbohaterem i nie śpi. Tylko tak się składa, że rekord życia bez snu to 11 dni i przerwano eksperyment, bo mózg obiektu wyłączył wszystkie funkcje życiowe i po prostu prawie zmarł. Może powinnam do niej dzwonić o normalnej porze, np. o 4, zanim zasnę, kiedy MNIE pasuje, a nie JEJ, i wydrzeć się na nią, dlaczego śpi?! To nienormalne, że się śpi o tej porze. To nienaturalny rytm przecież. I mam na to dowód od neurolog!


Potem do mnie wydzwania, stalkuje, tylko po to, żeby mi powiedzieć o swoich wymysłach, że "jestem zażółcona na twarzy". Przez lata ją kilkakrotnie uprzedzałam, że jak nie zaprzestanie przemocy, to odłożę słuchawkę. Teraz już tego nie robię, od razu się rozłączam. Najwyraźniej jednorazowe dokopanie mi ją satysfakcjonuje. Jak ma 3 sekundy, to nie traci czasu, w całości je wykorzystuje na przemoc, już bez żadnych wstępów czy zakończeń. Bez udawania, że chodzi o coś innego.

31.03
Myślałam, że już nie będzie przemocy w tym miesiącu, ale dałam się znowu nabrać. Rano zastałam zostawiony w nocy sms "Oddzwoń". Myślałam, że to ojciec, bo to on do mnie zawsze pisze sms-y, ale nie, znowu odebrała matka! Jego telefon! Już teraz nie będzie mogła kłamać, że nie umie pisać sms-ów i musi dzwonić! Bo powiedziała, że ojciec śpi. O 13:15. Jak to śpi? W dzień śpi? I matka nie robi mu o to awantur?! To dlaczego robi je mnie?!

W każdym razie matka usiłowała wykorzystać, że mam demencję, i wmówić mi, że laptop jest u mnie, nie u nich. A ja owszem, demencję mam, ale TO akurat pamiętam. Laptop był u mnie przy poprzednim popsuciu kompa wiele miesięcy temu, o ile nie rok temu, ale miał zepsutą klawiaturę od nowości (pisałam o tym na fb) i ojciec dał go potem do naprawy. Jeszcze mi mówił, że klawiatura jest naprawiona i śmiga, że odebrał lapka z serwisu, ale nigdy nie było mi dane tego sprawdzić, bo po naprawie nigdy już laptopa nie widziałam. I taka jest historia.

Mało tego, matka usiłowała mi jeszcze wmówić, że mam "demencję polekową"!! Aczkolwiek w ogóle zdziwiło mnie, że teraz już przynajmniej nie kłamie, że nie mam jej w ogóle. Ale nadal kłamie i usiłuje mi wmówić, że nie mam EDS ani nawet wiotkości, więc nie mam wiotkich żył, a przeprosty i dyslokacje sobie wymyśliłam. Lekarze, którzy mnie diagnozowali, też mieli zbiorowe halucynacje i żadnych przeprostów nie widzieli. Najgorsze, że teraz stawy już mi tak posztywniały, że w palcach faktycznie nie mogę już zrobić przeprostu, bo przy próbie po prostu od razu się dyslokują, zamiast przeprostować (przypomnę, że sztywnienie po trzydziestce jest naturalnym objawem 6a, pisałam chyba nawet o tym, dlatego dobrze, że diagnozowano mnie, zanim to nastąpiło; ale generalnie w diagnozie 6a pyta się nie tylko o przeprosty, ale też o to, czy występowały wcześniej, w dzieciństwie, właśnie na wypadek zesztywnienia stawów) - więc dla matki to argument, że ma rację, a ja kłamię! I nieważne, że nadal mam przeprosty w dużych stawach, kolanach, kostkach, łokciach, będzie te kłamstwa rozpowiadać, a ludzie bez mózgu będą jej wierzyć, zamiast wiedzę zweryfikować.

Po 30 minutach matka dzwoni znowu. Myślałam, że już ochłonęła. Nie liczyłam oczywiście na żadne "przepraszam", ale myślałam, że teraz wreszcie mi powie, z czym dzwoni. Ale nie! Od razu po odebraniu usłyszałam pretensje, że odłożyłam słuchawkę. Matka ma pretensje, że nie zgadzam się potulnie na przemoc, tylko się bronię! Czy każdy oprawca tak ma?? Więc znowu mówię jej, że uprzedzałam ją wiele razy, że ma nie być przemocy. Nadal żadnego "przepraszam", tylko dalej szantaż emocjonalny podniesionym tonem: "Co ty myślisz, że my będziemy z ojcem nie spać po nocach?!" Nie słuchałam dalej, odłożyłam słuchawkę i dziś już odbierać nie będę.

Najgorsze jest to, że program do nagrywania rozmów nie robi tego automatycznie, tylko mnie pyta, czy tę rozmowę zapisać, ale to pytanie natychmiast znika, od paru miesięcy nie udało mi się w ogóle kliknąć, że tak! I nie da się też połączyć MPE z telefonem, więc nie mam jak zgrać nagranych rozmów na kompa - może właśnie dlatego to pytanie znika, bo nie ma już miejsca na telefonie? Może ma ktoś jakiś pomysł, jak zagwarantować sobie automatyczne nagrywanie rozmów telefonicznych? Najlepiej tych wychodzących też, bo ojciec po rozmowie ze mną często niestety oddaje słuchawkę matce, zamiast się rozłączyć. Na razie właśnie ogarnęłam dyktafon w telefonie, ale ten jest niepewny, bo na ogół jest rozładowany, LG rozładowuje się już po 2h.



ŚRODA, 28 LUTEGO 2018

27.01
Po tym ostatnim przemocowym mailu, na który nie odpisałam, dostaję dziś kolejnego maila:

 "No, może dość już tych dąsów".

Czyli znowu typowa narcystyczna zagrywka!
Najpierw awantura i stosowanie przemocy wobec mnie.
Potem matka się obraża na mnie z powodu swojej przemocy wobec mnie.
Potem strzela focha.
Potem udaje, że to ja strzeliłam focha, i każe mi z tym skończyć.
Nie przeprasza mnie.
I typowo po narcystycznemu udaje, że nic się nie stało.


Dziś przyjechał do mnie ojciec - jak zwykle bez ostrzeżenia, bo tak mu matka kazała. I już od progu narzeka, że ma jej dość i że się od niej musi wyprowadzić. To ciekawe, dopiero co przecież na jej polecenie napisał to, co mu podyktowała, i wysłał do mnie przemocowego maila. Czyli jej przemoc wobec mnie jest ok i to ja jestem nienormalna, że się przed nią bronię, ale jeśli jej przemoc jest skierowana przeciwko niemu, to już nie jest ok. Podwójne standardy.

2.02
Opiekunka mnie czymś zaraziła. Ojciec wpadł dziś rano do mnie. Jak wygadał matce, że jestem chora, to koniecznie chciała tu przyjechać i wykorzystać mój stan do znęcania się. Ojciec dziś sam zobaczył, jaki stalking matka uprawia. Chciała mnie dopaść przez niego, jak przyjechał i wyjął telefon, to miał... 16 nieodebranych połączeń od matki. Aż zaklął. Ale mnie się dziwi, że nie chcę naprawić telefonu, żeby miał znowu dźwięk.

3.02
Znowu się podszywa pod ojca, a ja nieopatrznie odebrałam, bo myślałam, że to ojciec właśnie. Wymyśliła, że ojciec mnie przywiezie do L-wa i tam zrobię badania. Zależy jej właśnie na tym, bo w tamtejszym labie pracują babki łamiące prawo, które wydają jej moje wyniki wbrew mojej woli i bez upoważnienia. Oczywiście nie zgodziłam się, odłożyłam słuchawkę. To stalkingowała mnie jak ostatnio ojca.

5.02
Nadal jestem w ciężkim stanie. Dziś nie spałam w nocy, bo rano musiałam wzywać lekarza. Napisałam maila matce, żeby nie wydzwaniała, bo chcę iść spać. I co zrobiła? Przyjechała tu! Tyle razy mówiłam, że ma nie przyjeżdżać! I dziś też mówiłam, ale ona mnie ma gdzieś, a taki stan, w jakim teraz jestem, to dla niej idealna możliwość dodatkowego poznęcania się i nigdy z tego nie zrezygnuje!

Zostawiła szalik, żeby wrócić tu bez ojca. A potem wcisnęła nogę w drzwi i nie pozwalała drzwi zamknąć. I znowu usłyszałam, że ona mi załatwi psychiatrę (niech Wam się nie wydaje, że to z dobrego serca. Ona wie, że mam już dobrą psychiatrę. Chce, żebym poszła do podstawionego przez nią konowała, żeby mógł postawić mi fikcyjną diagnozę - taką, jaką ona mu każe). Jak tylko tu wchodzi, to się już nie zamyka. Z jej ust cały czas, bez przerwy, leci potok przemocy.

I tak a propos pomocy w chorobie. To nawet teraz mi nie pomogła. Kompletnie w niczym. Przyjechała jedynie po to, żeby mnie potraktować jak śmiecia i obmówić.

10.02
Jak matka czegoś ode mnie chce i jest na mojej łasce, to nagle nie ma przemocy, jest milutka i pisze milutkie maile! To kolejny dowód, że przemoc to jej wybór. Tak było, jak chciała, żebym jej na ali kupiła herbatę. I tak jest dziś, kiedy chce, żebym jej kupiła stolnicę. Nie wiem, o co jej z tym chodzi, po co wymyśla ten cyrk z przelewaniem pieniędzy, skoro ma kasę, to przecież sama może kupić. Ma taki sam Internet jak ja.

18.02
Ojciec dzwonił, więc oddzwaniam. Okazuje się, że matka znowu mnie oszukała i to ona odbiera. Znowu chce mi wcisnąć jakieś żarcie, którego nie chcę. I usiłuje mnie szantażem wrobić w "leczenie" homeopatyczne, a jak się na to oszustwo nie zgadzam, to słyszę, że "nie chcę być zdrowa". Nie wykorzystuje szansy na brak przemocy, a jak odkładam słuchawkę, to wydzwania i wydzwania bez końca.

20.02
2 dni po skończeniu pierwszej tury antybiotyku infekcja zaczęła się od nowa z całym inwentarzem objawów. Nie dało się tego ukryć niestety przed matką, więc przed chwilą zwyzywała lekarzy, którzy mnie leczą, bo wg niej to wina tych lekarzy, którzy są kompetentni i nie ulegają jej, nie stawiają takich diagnoz, które matce odpowiadają i których ona od nich żąda. Tych, których leki matka każe mi odstawić, podżegając mnie do samobójstwa, czyli psychiatry i anestezjolog. Jakie siano trzeba mieć w głowie, żeby wymyślić, że moją infekcję spowodowała psychiatra i anestezjolog?! I jak bardzo trzeba nienawidzić, żeby się nad kimś tak znęcać bez powodu?!

21.02
Jak tylko słyszę kroki na korytarzu, to mi serce staje ze strachu. Dosłownie! Zalewam się potem, truchleję, robi mi się słabo, dużo trudniej mi się oddycha, pojawia się zespół lękowy. Dziś mi to matka znowu zafundowała.

Matka zawsze jest szybka i robi wszystko byle jak, byle szybko. Notorycznie do wszystkich ma pretensje, że są za wolni. Tylko jak przyjeżdża do mnie i jest naprawdę potrzeba, żeby była szybka, to specjalnie rooobiiii wszysyyystkoooo baaaardzoooooo woooolnoooo. Pooowoooliiii wyciąga wszystko z torby - jak zwykle po to, żebym ja tego nie wzięła, bo ona przywozi do mnie jedzenie dla siebie, a nie dla mnie. Już samo to, że od 13 lat jej mówię, że ma mi nic nie przywozić, że nie chcę nowych ubrań, jedzenia ani nic do domu, źle o niej świadczy - bo wciska mi to, czego nie chcę. Za to jak czegoś potrzebuję, to ma to gdzieś. Jej powolność ma też inny cel. Ona wie, że nie mogę stać, więc robi wszystko, żeby doprowadzić do nasilenia bólu i zemdlenia z bólu. Specjalnie zachowuje się tak, żebym nie mogła usiąść, żebym musiała jej pilnować.

Dziś usiłowała mi znowu wmówić, że mam problemy hormonalne, których nie mam, i że mnie umówiła do endokrynologa. Doskonale wie, że nie chodzę do jej konowałów, których przekupiła i którzy wystawią mi diagnozę, jaką ona chce, a nie rzeczywistą.

Oczywiście znowu było zastraszanie ubezwłasnowolnieniem. Jak jej kazałam wyjść, to mnie - hahaha! - straszyła policją! Policję to ja powinnam wzywać - powinni jej pilnować przecież, skoro ma NK!

Ona sama z mojego domu nie wyjdzie, nawet jak jej każę. Szarogęsi się jak u siebie. Muszę wydźwigać jej torby na korytarz, a ją samą wypchnąć. Przy czym ona po drodze na siłę usiłuje wchodzić do pokoi, zamiast do drzwi wyjściowych. Jak zamknę za nią drzwi, to potem stoi i wydzwania do drzwi - taki sam stalking stosuje, jak odłożę słuchawkę, też wydzwania bez opamiętania.

Oczywiście sama tu nie przyjechała, nie zniży się do korzystania z autobusów. To ojciec ją przywiózł i czeka na nią w samochodzie. Nawet tu nie wejdzie, żeby mnie przed nią bronić! Sam mnie na nią skazuje!

A ponieważ nie poprawia się, tylko zachowuje coraz gorzej, postanowiłam skończyć z wpuszczaniem jej. Tym bardziej, że ostatnio ojciec z nią nie wchodzi, więc ona tym bardziej nie ma po co. Nie będę otwierać drzwi.

Dodam jeszcze, że dziś mnie nachodziła, żeby znowu wykorzystać mój zły stan. Usłyszała, że znowu jestem chora, więc to świetna okazja, żeby się poznęcać bardziej niż zwykle! Zawsze tak robi!

28.02
W samym środku nocy, jak zwykle bez ostrzeżenia, naszła mnie znowu matka! Zamówiłam jej tę herbatę. Chińczyk wysłał ją poleconym, więc szybko doszła. Napisałam więc maila do ojca, że herbata już jest, dodając przezornie, że jak po nią przyjedzie, to żeby mi nie przywoził żadnego jedzenia. Ojciec zapytał, kiedy może przyjechać (właśnie tak napisał, a nie kiedy może przywieźć matkę!), na co odpisałam, że kiedy chce, tylko nie wtedy, kiedy jest opiekunka. Zgodził się! Tymczasem dziś w nocy w sposób nagły wybudziła mnie matka! Bez ostrzeżenia ją tu przywiózł! Nie dość, że znowu na złość mnie usiłowała mi wcisnąć cudze jedzenie, nie dość, że jak zawsze przez cały czas od wejścia do wyjścia nieustannie bombardowała mnie przemocą werbalną i psychiczną, to jeszcze znowu nie chciała wyjść. Zamiast wyjść, usiłowała chodzić po pokojach i robić mi rewizję! Znowu musiałam jej rzeczy wystawić na korytarz. I znowu dobijała się potem do drzwi - dzwoniła i waliła! Znowu miałam po jej wizycie zespół lękowy i mocno podniesiony puls, mimo że w moim przypadku to największe zagrożenie.


WTOREK, 23 STYCZNIA 2018

Ktoś, kto czyta mojego bloga, zauważył, że moja matka jest narcystyczna. To prawda i to mój psychiatra dostrzegł w 2 minuty, więc ją wyprosił z gabinetu prawie natychmiast. Dlatego matka go nienawidzi i twierdzi, że jest złym lekarzem. Bo nie śpiewa tak, jak ona mu każe. Bo nie chce mnie leczyć tak, jak matka chce.

Ten ktoś podał mi również adres bloga o narcystycznej matce i jej przemocy wobec córki: http://narcystycznirodzice.blogspot.com Poczytajcie. To bardzo dobry blog, właśnie skończyłam go czytać. Moja matka zachowuje się wypisz, wymaluj dokładnie tak jak narcystyczna matka autorki bloga. Kropka w kropkę. I też straszy mnie procesem o ubezwłasnowolnienie.

Cała ta notka to cytaty z powyższego bloga. Naprawdę polecam przeczytać go w całości. Maksimum treści, zero lania wody. Otwiera oczy. Szczególnie polecam osobom (a zwłaszcza psychologom), które dają się nabierać przemocowym narcyzom.

Autorka pisze o tym, co ja już zrobiłam i czego doświadczyłam: "Jeśli zdecydujesz się na Zero Kontaktu z narcyzą hipochondryczką, musisz liczyć się, że nastąpi gwałtowny "atak choroby". Oraz wyjątkowo paskudna i nasilona kampania oszczerstw. Matka powie komu zdoła, jak okropna, niewdzięczna i okrutna z Ciebie córka, która zostawia schorowaną matkę na pewną śmierć. Staw temu czoła z odwagą. Najlepiej, jeśli zmienisz numer telefonu. Ludzi z rodziny, którzy bezkrytycznie uwierzyli w jej wersję, musisz uznać za straconych. Ale masz tylko taki wybór: albo zniesiesz jej oskarżenia i potępienie niektórych raz, właśnie teraz, albo do końca jej życia będziesz tańczyła jak Ci zagra, szantażując Cię swoimi chorobami. Im będzie starsza, tym chorób będzie przybywać, a jej złośliwość i roszczeniowość rosnąć. Narcyzy stają się z wiekiem coraz gorsze. I coraz trudniej będzie Ci się z tego wyplątać".

"Polska jest także krajem, gdzie patriarchalna kultura stawia kobiety w roli służebniczek rodziny, co sprzyja narcyzie-cierpiętnicy, która czyni poświęcenie dla rodziny swoim orężem w jej kontrolowaniu".

"Jak widać więc, narcyza nie tylko sobie wymyśla choroby i wyolbrzymia istniejące, ona jest wprost gotowa doprowadzić się do choroby, byle tylko uzyskać uwagę rodziny i władzę nad nią. Skrajna postać takiego zaburzenia to Zespół Münchhausena. Istnieje także Zastępczy Zespół Münchhausena - czyli doprowadzenie do choroby/urazu kogoś innego, by przyciągnąć uwagę do siebie". [niestety EDS6a jest bardzo nie w smak mojej matce. Tak bardzo, że rozpowiada dookoła i wmawia lekarzom, że nie mam EDS, bo nie może dopuścić, żeby uwaga się skupiła na kimś innym niż ona. I dlatego też nie może znieść, że już jej nie zabieram do lekarzy ani nie daję się jej truć i niszczyć mi zdrowia, jak to robiła wiele lat. Nienawidzi tego, że mam inne choroby niż te, które ona wymyśliła. Każe mi chorować na to, co ona mi wymyśli. Czyli na to, co nie powoduje niepełnosprawności, żeby można było o tym rozpowiadać sąsiadom i rodzinie. O niepełnosprawności nie można rozpowiadać, bo to wstyd dla niej, ona się przecież nie może "zadawać z kalekami" i mnie tego zawsze też zabraniała. A mieć kalekę w rodzinie? TO jest dopiero hańba! Ona na to nie pozwoli, będzie kłamać wszystkim do upadłego, że zwariowałam, bo to jest lepsze niż fizyczne kalectwo.

"Zastępczy Zespół Münchhausena to śmiertelne zagrożenie dla ofiary".

"Nikt nie może być w swoim chorowaniu ważniejszy od niej".


"Ofiara jest zależna od sprawcy. Pozostaje na jego utrzymaniu. Narcyzowi to bardzo odpowiada - może wtedy zacząć ją poniżać i pozbawiać poczucia własnej wartości".

"Kiedy ofiara wreszcie się buntuje, spotyka się z typową narcystyczną furią - to jest stan, w jaki wpada narcyz, kiedy zostanie skonfrontowany z faktami i zacznie odczuwać konsekwencje swoich wyborów. W tym stanie zwiększa przemoc, jest gotów posunąć się do przestępstw, a w skrajnym przypadku także do zabójstwa". [podżeganie do samobójstwa! wymaganie, żebym odstawiła leki!]

"Kiedy Pani Karolina odeszła, mąż zaczął ją nachodzić i stalkować, co jest typową reakcją odrzuconego narcyza". [dokładnie to robi moja matka! prześladuje mnie, stalkuje, nachodzi]


"Prawdopodobnie prędzej czy później czeka Cię jakaś sądowa walka z matką. One uwielbiają używać wszelkich instrumentów przymusu i w swoim narcystycznym zaślepieniu uważają, że będą kontrolować także sąd i w ten sposób zdołają nas zmusić do posłuszeństwa".

Autorka bloga pisze o rodzinie Agnety Pleijel, która miała narcystyczną matkę i przyzwalającego ojca, dokładnie tak jak ja: "Ojciec Dziewczynki to typowy przyzwalający ojciec. Dziewczynka czuje jego miłość, ale widzi, że ojciec nigdy wprost nie przeciwstawia się żonie. Pełen poczucia winy za jej "nieszczęście" w postaci trzech córek i konieczności prowadzenia domu, po powrocie z pracy zmywa, sprząta, stara się zająć dziećmi. Ma z nimi niezły kontakt. Jednak staje gdzieś w połowie drogi, w pół kroku, pół decyzji. Nie potrafi ani ich obronić przed obojętną, obwiniającą matką, ani nie potrafi jednoznacznie wyrwać się z takiego życia i porzucić żony. Pełen dystansu do niej, w głębi ducha niechęci, pretensji, nie próbuje niczego załatwić, tylko ucieka. Najpierw do pracy, potem do kochanki. Dzieci zostają same".

"Dziewczynka obserwuje i jest w pełni świadoma konfliktów między rodzicami, już jako kilkuletnie dziecko. Widzi manipulacje i demonstracje matki, która przy użyciu poczucia winy steruje ojcem. Widzi jego wściekłość i rozgoryczenie. Ale i brak jednoznacznej decyzji, by coś zmienić".

Pisze też o zachowaniach mojej matki. Dokładnie tak, jakby stała obok i wszystko widziała na własne oczy! "Kolejną funkcją narcystycznego języka, która służy podtrzymywaniu iluzji narcyzy o jej idealnym ego i zmuszaniu Cie do posłuszeństwa, jest zaprzeczanie złym rzeczom, które ona robi. W głębi serca ona doskonale wie, że jej zachowanie jest karygodne. Jednak nie może tego przyznać, nawet sama przed sobą. Zmniejsza więc swoją winę, udając, że niczego złego nie zrobiła, tylko Twoja reakcja jest nieadekwatna. Odrzucanie odpowiedzialności za swoje postępowanie odbywa się w ten sposób, że ona albo zaprzecza, że to się w ogóle wydarzyło (bezczelnie, w żywe oczy kłamie, choć doskonale wie, jaka jest prawda) albo twierdzi, że Ty to wymyśliłaś/wyolbrzymiasz/przesadzasz. Przerzucając piłkę na Twoją połowę, próbuje Ci wmówić, że to z Tobą jest coś nie tak".


"Jak pamiętasz, w swoim mniemaniu są wyjątkowymi istotami, lepszymi od innych, poza zasadami i prawami. Są naturalnym centrum wszechświata, czują się uprawnione do wygodniejszego życia, przywilejów, lepszego traktowania. Oraz całkowicie zwolnione z odpowiedzialności za swoje czyny. Ich córki za to mają ponosić wszystkie konsekwencje ich wyborów. O innych narcyzy myślą jak o rzeczach, do używania dla swoich korzyści. Sposób mówienia, ton, gest, spojrzenia, wszystko to narcyza stosuje, by manipulować innymi ludźmi dla własnej korzyści".


"Pewnie nie od razu uwierzysz, ale narcyzy dość często mówią... prawdę o sobie. Ale nie wtedy, kiedy mówią o sobie. Tylko kiedy mówią o Tobie. Wszystko, co Ci zarzucają, o co Cię oskarżają, co Ci przypisują, jest dokładnie tym, co same robią, myślą i planują. To jest mechanizm psychologicznej projekcji, który pozwala im zachować samozadowolenie i komfort psychiczny, pomimo niecnych postępków i podłych uczuć, jakie wobec Ciebie żywią. Po prostu wypierają je ze swojej świadomości, przypisując je Tobie. Wystarczy posłuchać, co narcyza mówi o Twoich planach na przyszłość wobec niej (w jej mniemaniu), abyś dowiedziała się, co planuje wobec Ciebie".



"Matka może też napuścić na Ciebie kogoś z rodziny - którąś ze swoich Skrzydlatych Małp. Osoba ta zadzwoni do Ciebie albo będzie się chciała z Tobą spotkać. W czasie tego spotkania roztoczy przed Tobą wizję, jak to mama jest biedna, samotna, opuszczona i schorowana. Praktycznie umierająca. To szantaż emocjonalny, mający na celu wywołanie w Tobie poczucia winy". [do mnie matka przysyła ojca. I on się daje na to nabierać. Robi tak, jak ona mu każe - a więc nigdy mnie nie uprzedza, że przyjedzie. Nigdy nie kwestionuje tego, co matka mu każe zawieźć do mnie - dlatego z powrotem wiezie torbę z jedzeniem, bo matka uparcie usiłuje mi wcisnąć to, czego ja nie jem. I zmusza ojca, żeby mnie przekonywał, jak to ona się poświęca i kocha - to zresztą widać w mailach - przecież to ojciec je pisze pod dyktando matki. Ona się nie zniża do samodzielnego pisania, ją trzeba obsługiwać; widać po ortografii, ojciec się jednak nie zniża do błędów.]


"Co odpowiadać na takie propozycje? Matkę po prostu zignoruj. Milcz, cokolwiek napisze. Konsekwentne Zero Kontaktu. Jeśli chodzi o nasłanych przez nią krewnych, nie odbieraj telefonów/nie reaguj na próby kontaktu, albo jeśli chcesz porozmawiać, powiedz krótko: Podjęłam już decyzję w tej sprawie i jej nie zmienię. Nie będę rozmawiać o mojej matce. I nic więcej - nie tłumacz się, nie uzasadniaj". [dokładnie tak robię - moja intuicja mnie ratuje jak zawsze]


"Gdyby zaś narcyza, niezrażona brakiem reakcji na jej próby kontaktu, po prostu stanęła w Twoich drzwiach (może być i tak), pod żadnym pozorem nie otwieraj jej. Jeśli nie odejdzie, wezwij policję. Dokładnie opisałam to w Zero Kontaktu co i jak?"



"Kiedy jesteś u matki, ogranicz kontakt z nią do zdawkowej rozmowy, zgodnie z zasadami Małego Kontaktu. Nie daj się uwieść chwili i nie wierz, że w ten jeden, jakże szczególny wieczór, możesz nieco się otworzyć i powiedzieć matce o ważnych sprawach. Pamiętaj, że ona się nie zmieni. Ogranicz się do spraw błahych, nie mów o swoich uczuciach, planach, sukcesach i porażkach, by nie dawać jej informacji, które mogłaby wykorzystać, by Cię poniżyć, oczernić czy skrytykować".


"Pewnie nieraz zastanawiałaś się, dlaczego matka jest szczególnie podła w czasie świąt i często zamiast złagodzić ostrze swojej krytyki czy złośliwości, zachowuje się nawet gorzej niż zwykle. Trafnie to wytłumaczył dr Sam Vaknin. Narcyza nie może znieść tego, że to nie ona jest w centrum zainteresowania wszystkich podczas świąt, więc za wszelką cenę będzie dążyła do sporu czy awantury, żeby tylko wszyscy skupili się znów na niej. Narcyza jest wściekle zazdrosna o cudzą radość życia i bliskość z innymi, bo sama się cieszyć życiem nie umie. Czuje się gorsza od tych wszystkich ludzi, jako osoba niezdolna do empatii i bliskości z innymi. W głębi skamieniałego serca wie, że coś z nią nie tak i że różni się od normalnych ludzi. Robi więc wszystko, by zniszczyć to, czego mieć nie może. Stara się przejąć kontrolę nad uczuciami innych ludzi, a nie mogąc do nich dołączyć w radości i wspólnocie, niszczy ich krytyką i złośliwością. Kiedy już zrujnuje wszystkim nastrój, zmaże z ich twarzy uśmiech i pogodę ducha, wtedy nie czuje się już gorsza. Fakt, że udało jej się wszystkich zdołować, jest dla niej źródłem wielkiej satysfakcji płynącej z pełnej kontroli nad emocjami innych. To jest narcystyczne zasilanie. Narcyza nie umie budować, umie tylko niszczyć, a niszczenie jest dla niej jedyną okazją, by poczuć, że ma kontrolę".



Ten blog naprawdę jest niesamowity! Autorka przytacza - poza swoimi doświadczeniami - także literaturę fachową. Okazuje się, że intuicyjnie zaczęłam dawno robić to, co powinnam, co jest zalecane przez lekarzy i terapeutów. Tylko że to nie działa niestety - matka nadal mnie stalkuje. A chodzi przecież o to, żeby przestała...


To są zadania do wykonania w przypadku posiadania narcystycznej, przemocowej matki:



"Moja matka mnie nie zabije. Gdyby mogła, już dawno by to uczyniła.
Wszelkie poczucie winy, jakie czuję wobec mojej narcystycznej matki zostało mi zaszczepione przez nią. To ona je pielęgnowała i wzmacniała, bo jej służy.
Jeśli usłyszę w głowie głos mojej matki, próbujący mnie umniejszyć, powiem jej głośno i wyraźnie: MYLISZ SIĘ. JESTEM W PORZĄDKU.
Matka, która zastraszała mnie, kiedy byłam mała, będzie próbowała zastraszać mnie również, kiedy jestem dorosła.
Wprowadzę do mojego życia wszystko to, czego brakowało mi w domu rodzinnym. Stworzę ciepłą, serdeczną atmosferę w moim domu, codziennie będę okazywać miłość i wsparcie moim bliskim; wyjdę naprzeciw ludziom w potrzebie i będę pamiętać, że:
Dobrze przeżyte życie jest najlepszą zemstą.
Zapamiętam i będę używać tych pięciu sposobów, by powiedzieć NIE mojej narcystycznej matce:
NIE, nie zrobię tego.
NIE, nie licz, że tam będę.
NIE, skończyłam z braniem udziału w twoich dramach.
NIE, wybieram unikanie przykrości
NIE, mam lepsze rzeczy do zrobienia
Toksyczna matka może mnie zastraszyć tylko, jeśli jej pozwolę. Kiedy próbuje dręczyć moje dziecięce Ja, moje dorosłe Ja może ją odrzucić, ignorować, skorygować albo złożyć skargę do władz (policja i prokuratura w przypadku nękania). Nie jestem już bezradnym dzieckiem.
Zajmę się czymś, by nie dać się wciągnąć w jej gierki. Położę minutnik, kartkę i długopis koło telefonu. Kiedy matka zadzwoni, nastawię minutnik na 3 minuty i zapisze na kartce każde jej kłamstwo, żądanie czy obwinianie. Jak minutnik zadzwoni, rozłączę się.
Moja matka nie żyje w mojej głowie. Ona żyje w swojej głowie. Ode mnie zależy, czy pozwolę jej mieszkać w mojej głowie.
Kiedy krewni będą pytać, jak mogę tak traktować swoją matkę, powiem im prawdę (ale tylko raz)
Narcystyczna matka to katastrofa, taka jak huragan czy trzęsienie ziemi, tyle, że nie pochodzenia naturalnego. Nie miałam żadnego wpływu, że spadła właśnie na mnie.
Mogę się śmiać lub płakać. Będę się śmiała. To doprowadzi ją do szału. Moje łzy są dla niej nagrodą.
Nie będę podawała matce piłki w tej grze. Nie dam jej żadnych informacji, by je wykorzystała przeciwko mnie, ani nie okażę jej emocji.
W Dzień Matki i inne rodzinne święta skoncentruję się na dobrych kobietach i mężczyznach w moim życiu, podziękuje im za troskę, dobroć i wsparcie.
Nie będę zapraszać matki na wydarzenia, na których nie chcę jej widzieć.
Będę spędzać czas z moją matką tylko wtedy, gdy będzie zachowywała chociaż minimum przyzwoitości.
Dam mojej matce prezent, jakiego ona nigdy mi nie dawała: prawdę.
Nie pozwolę mojej matce obrabować mnie z przyjaźni z kobietami, szczególnie tymi, które powierzchownie ją przypominają.
Nikt nie może oprzeć się radosnej kobiecie. W przeciwieństwie do mojej matki, pozostanę radosną kobietą.
Zdaję sobie sprawę, że moja matka mogła być traktowana w dzieciństwie nawet gorzej ode mnie. Jednak ja nie traktuję swoich dzieci, tak jak ona mnie.
To nie tchórzostwo, by wycofać się z wojny z matką, zaprzestając z nią kontaktów. Odmowa przystępowania do walki jest zwycięstwem w toksycznej relacji.
Będę trzymać moje dzieci z daleka od mojej narcystycznej matki. Zamiast tego, zadbam o ich kontakty z odpowiedzialnymi ludźmi ze starszego pokolenia, jak dalsza rodzina, sąsiedzi czy inne osoby z mojego środowiska.
Czcić ojca swego i matkę swoją? Najlepiej ich uczczę, szanując najpierw ich dzieło – siebie.
Będę przyglądać się z góry moim lękom związanym z matką – przyglądać tak długo, aż już przestaną wydawać mi się groźne.
Czyją dziewczynką jestem? Tylko swoją – sama mogę o nią zadbać".



Nie wiem, dlaczego blogspot usunął mi numerację. ;(


Tutaj możecie znaleźć zasady, jakimi kieruje się moja matka wobec mnie.


Doskonały artykuł o mojej matce znajdziecie tutaj.


"Ponieważ normalni ludzie nie są w stanie zrozumieć motywacji osoby narcystycznej, by jakoś sobie jej nieracjonalne i ekstremalne zachowanie wytłumaczyć, zaczynają szukać wyjaśnienia po drugiej stronie: co Ty musiałaś zrobić, że ona tak się zachowuje. To właśnie jest cel narcyzy: przerzucić na Ciebie odpowiedzialność za jej zachowanie. Nie daj się wciągnąć w takie rozważania i stanowczo protestuj. Pamiętaj: zawsze jeśli ktoś chce, byś zmieniła Twoje zachowanie, żeby on zmienił swoje przemocowe zachowanie, na pewno masz do czynienia z manipulacją. Możesz śmiało powiedzieć, że matka jest zaburzona psychicznie (to prawda) i jej postępowanie nie ma nic wspólnego z Tobą - nie masz na nią wpływu. Nie jesteś odpowiedzialna za jej zachowanie. Ale masz prawo do ochrony swojej wolności i prywatności. Gdyby jakiś obcy mężczyzna, czy Twój były partner robił coś takiego, z pewnością zostałoby to potraktowane w kategoriach kryminalnych - w takich samych należy traktować Twoją narcystyczną matkę".



"Jak więc widzisz, nie ma szans, by narcyza cokolwiek zrozumiała. Z narcyzami nie ma negocjacji, argumentowania czy dochodzenia do wspólnych rozwiązań, bo one są na fakty całkowicie odporne. Ich można tylko wytrwale unikać".


Rzeczywiście, po tym, jak zminimalizowałam kontakty i przestałam odbierać telefon, matka zaczęła prowadzić kampanię oszczerstw przeciwko mnie. I niektórzy się na to nabierają!


"Furia narcyzy, kiedy ją opuścisz, przyjmie różne formy. Może to być wrzask, wyzwiska, rzucanie przedmiotami, nawet próba pobicia. Może to być jedynie agresja werbalna - nie mniej groźna. Prawie pewna jest kampania oszczerstw (smear campaign). W dniu, kiedy narcyza otrzyma Twoją wiadomość o zakończeniu waszej relacji, z pewnością zacznie wszystkim dookoła opowiadać o strasznej krzywdzie, którą jej uczyniłaś. Będzie z płaczem skarżyć się krewnym i znajomym na to, jakie okropne i okrutne rzeczy jej napisałaś (choć Twój list ogranicza się do jednego komunikatu). Jak ją zaatakowałaś (nie wie za co, bo przecież jest chodzącym ideałem), próbowałaś ją skrzywdzić. Nikomu nie pokaże tego listu. Jest to przykład manipulacji polegającej na oskarżaniu ofiary, o to co się jej zrobiło. Albo zacznie twierdzić, że przecież była taką cudowną matką, pełną poświęcenia, tak się kochałyście i nagle coś Ci się stało, coś sobie wmówiłaś, ktoś źle na Ciebie wpłynął i chyba musiałaś oszaleć, żeby ją porzucić. Tak czy owak, przedstawi innym swoją wersję wydarzeń, która postawi Cię w jak najgorszym świetle. Poza tym będzie próbowała zniszczyć Twoją opinię, gdzie się da. U Twoich znajomych (tak, posunie się do tego), dzwoniąc do nich i skarżąc się na Ciebie lub prosząc ich o interwencję. Spróbuje Cię oczernić przed nauczycielami Twoich dzieci (moja matka groziła, że doniesie władzom, że znęcam się nad dziećmi), zadzwoni do opieki społecznej, że jesteś narkomanką i masz melinę w domu, może nawet próbować obsmarować Cię przed Twoim szefem - zadzwoni albo napisze mu, że masz problemy psychiczne. Jednym słowem, zrobi wszystko, żeby zrobić z Ciebie agresorkę, wariatkę lub niewiarygodną histeryczkę. Będzie twierdzić, że może miałyście jakieś małe spięcie i "wyszła z nerw", ale Ty jesteś przewrażliwiona i popadasz w skrajności (nie wspomni o tym, że Cię niszczyła, obrażała i poniżała przez kilkadziesiąt lat). Będzie mówić, że jesteś okrutną, upartą osobą, która nie potrafi wybaczyć, nie jesteś prawdziwą chrześcijanką (narcystyczne matki - aktywistki religijne, to osobna kategoria, o której piszę tutaj). Że nie masz serca. Napiszę na Ciebie skargę do urzędów, donosy na Twoje rzekome przestępstwa do prokuratury. Obejdzie Twoich sąsiadów i naopowiada im o Tobie kompletnych bzdur. Oszkaluje Cię. Powie ludziom, że pożyczyła Ci pieniądze, a Ty nie chcesz jej oddać (choć to ona była na Twoim garnuszku przez lata). Albo, że Ci we wszystkim pomagała, a Ty się jej tak odwdzięczasz (choć nigdy palcem nie kiwnęła by Ci pomóc). Itd., itp. Całkowicie odwróci kota ogonem. Skala tych kłamstw i ich bezczelność Cię zaskoczy".


"Czasami narcyza chętnie idzie na terapię rodzinną z nękaną przez siebie córką czy całą rodziną. Robi to jednak tylko po to, by udowodnić, że to jej ofiara ma "problem z głową", "szuka zwady" czy "pielęgnuje urazę". Liczy, że psycholog Cię spacyfikuje i "przemówi Ci do rozumu". Potrafi być czarująca i ujmująca. W obecności terapeuty będzie się bardzo pilnowała, żeby nie robić tego, co robi Tobie, kiedy nikt nie widzi. Jeśli terapeuta nie jest doświadczony z osobami z narcyzmem, może dać się zmanipulować i dać się wciągnąć w gaszenie Twoich uczuć". [tak się właśnie zachowały 2 psycholożki z OPSu. Ciekawe, czy w ogóle mają uprawnienia do terapii...]


"Prawda jest taka, że ona krzywdziła Cię w przeszłości i krzywdzi nadal, nie przeprasza, nie czuje skruchy, NIE ZMIENIA SWOJEGO POSTĘPOWANIA. Ale wymaga, byś Ty przestała przeciw temu protestować i nazywa to kompromisem lub rozwojem. Nie zgadzaj się na to".


"Z punktu widzenia narcyzy mediacja czy terapia rodzinna nigdy nie będzie konstruktywna, jeśli nie będzie prowadziła wyłącznie do rezultatów, jakich ona sobie życzy. Ona nie zna pojęcia kompromis i negocjacje - dopuszcza jedynie narzucenie drugiej stronie swojej woli". [to dokładnie o mojej matce; terapeutka i psychiatra już dawno mi mówili, że nie ma sensu chodzić z nią na jakąkolwiek terapię, bo ona nie zamierza się zmienić]


"Narcyzi nigdy, przenigdy się nie zmieniają. Nigdy się nie spotkałam, ani osobiście, ani w literaturze z przypadkiem narcyza, który się zasadniczo zmienił. Z nimi można jedynie ustalić granice i ich bronić (trudne, a często awykonalne), ograniczyć kontakt (zgniły kompromis, ale czasem konieczny) lub zerwać kontakt(najbardziej polecam)".


"Oskarżanie ofiar o to, co samemu się im zrobiło, to odmiana projekcji (przypisywania innym swoich własnych myśli i czynów). To chyba najgroźniejsza manipulacja, bo wyrządza ogromne szkody ofierze. Normalnym ludziom w głowie się nie mieści, że można kogoś skrzywdzić i oskarżać go o to, że zostało się przez niego skrzywdzonym. Taka bezczelność przekracza granice pojmowania ludzi posiadających empatię.

Niestety, narcyza normalna nie jest. Kiedy Cię uderzy, poskarży się innym, że usiłowałaś ją pobić. Kiedy odmówi Ci pomocy, będzie lamentować, że nigdy jej nie pomagasz. Patrząc na skargi narcyzy, możesz dokładnie zobaczyć, co robi ona swoim bliskim – będzie to przedstawiała jako listę swoich krzywd od nich doznanych".


"Kiedy Twoja narcystyczna matka zrobi Ci jakąś krzywdę, także będzie starała się zrobić z Ciebie wariatkę – cokolwiek Ci zrobi czy powie, nawet już chwilę później będzie Ci wmawiała, że to się nigdy nie wydarzyło, nigdy tak nie powiedziała, nigdy tego nie zrobiła, coś Ci się wydawało, przesadzasz, wymyśliłaś to sobie, masz paranoję, itd. itp. Takie działanie ma na celu zmanipulowanie Twojego poczucia rzeczywistości".

"Wychowanie przez narcyzę niszczy Twoją tożsamość. Narcyza nie znosi odrębności innych ludzi, więc systematycznie niszczy Twoje przekonania, dewaluuje Twoje wartości, ośmiesza Twoje wybory. Nie interesuje się tym, co myślisz czy czujesz, uczy Cię, że to jest nieważne, że nieważne są Twoje interesy. Nie słucha, o czym chcesz mówić, nie widzi Ciebie".

"Kozioł ofiarny (Scapegoat), to jest dziecko, na które narcystyczna matka projektuje wszystkie swoje negatywne uczucia, które obwinia o wszystkie złe rzeczy. I któremu nie daje żadnych praw. Jeśli w rodzinie narcystycznej jest tylko jedno dziecko, praktycznie zawsze będzie ono Kozłem Ofiarnym. Ono zawsze, zdaniem matki i za przyzwoleniem ojca, jest najgorsze: głupie, brzydkie i nieudane. Najczęściej na Kozła Ofiarnego wybrane jest najbardziej wrażliwe dziecko, które przypomina narcystycznej matce jej znienawidzonego rodzica czy męża (jeśli jest rozwiedziona). To, które najgorzej reaguje na rządy narcystycznej matki, najczęściej domaga się godności, miewa odwagę powiedzieć prawdę. Częściej córka niż syn. Kozioł Ofiarny to córka, która nigdy nie jest dość dobra. Nawet jeśli jest w czymś naprawdę świetna (a nawet zwłaszcza, jeśli jest w czymś świetna), będzie zawsze skrytykowana, niedoceniona, pomniejszona. Dostałaś piątkę w szkole. A czemu nie szóstkę, córka Nowakowej ma same szóstki. Zrobiłaś magisterkę? A czemu nie doktorat? Zrobiłaś doktorat? Ale córka Kowalskich zrobiła doktorat zagranicą. Rozumiesz na pewno doskonale, o co chodzi. Dostałaś jedynkę w szkole – nawet jeśli pierwszą czy jedną z nielicznych – już usłyszysz, że jesteś leniem, nierobem i skończysz na ulicy. Zakochałaś się – Twoja matka powie, że zachowujesz się jak dziwka i żebyś jej tylko z brzuchem nie przyszła. Wyszłaś za mąż – zdaniem matki za durnia i nieudacznika, ale jak Cię rzuci, możesz być pewna, że matka uzna, że to Twoja wina. Urodziłaś dziecko – jakieś brzydkie, a tak w ogóle to sobie nie radzisz (powie ta kobieta, która w życiu nie zmieniła swoim dzieciom pieluchy).Narcystyczna matka nieustannie projektuje na Kozła Ofiarnego (przypisuje mu) wszystkie negatywne, nieakceptowane uczucia, których u siebie dostrzec nie chce i które odrzuca. Jeśli Twoja narcystyczna matka jest agresywna, będzie zarzucała Ci, że ją atakujesz i żądała obrony przed Tobą".


"Narcystyczna matka nieustannie przekracza granice swojego dziecka – fizyczne i psychiczne. Np. poprzez naruszanie jego intymności (wchodzenie podczas kąpieli w wieku, w którym dziecko zaczyna odczuwać wstyd, itp.), czytanie pamiętników, zmuszanie do jedzenia czy narzucanie ubioru". [moja matka robi to w dalszym ciągu! Czytała moje dzienniki w dzieciństwie, a kiedy ostatnio się do mnie włamała, oglądała mojego PRYWATNEGO smasbooka!]


"Kiedy dziecko narcyzy dorasta, narcystyczna matka nie może znieść, że chce ono iść własną drogą. Narcyza wybiera synowi czy córce, w co ma się ubrać, co ma jeść, z kim się spotykać, co czytać, nie słucha przy tym kompletnie jakie jest jej zdanie. Bardzo często wyśmiewa jej wybory czy stara się je skompromitować, żeby córka przestała wyrażać swoje pragnienia. A przy tym robi wszystko, by zniszczyć jej kobiecość - krytykuje figurę, wygląd, włosy, stroje, wmawia, że jesteś najbrzydszym stworzeniem na świecie. Im jesteś ładniejsza, tym bardziej zaciekle to robi, bo zazdrość ją zżera".



Narcyza nie posiada empatii i współczucia dla innych ludzi. Myśli i czuje tylko to, co dotyczy bezpośrednio niej. Nie jest w stanie wyjść poza własną perspektywę i spojrzeć na sprawy z punktu widzenia innych ludzi. To sprawia, że nie zważa na to, jak raniące i bolesne jest jej postępowanie dla innych, nie obchodzą jej konsekwencje dla innych. [wielokrotnie pisałam o tym, że matka nic nie czuje i nie ma empatii - i proszę, to prawda!]


"Jej wolno wszystko, ale jeśli Ty okażesz choć odrobinę emocji, narcyza nazwie Cię wariatką i niezrównoważoną idiotką.

Bardziej subtelna narcyza potrafi sterować otoczeniem przy pomocy samych min, spojrzeń, zmarszczeniem brwi. Otoczenie tak boi się jej gniewu, że wystarczy jej jedno spojrzenie, by skłonić wszystkich, by robili to, co zechce. Nie musi nic mówić".


"Miłość własna narcyzy jest bardzo warunkowa. Podobnie widzi związki z innymi – żeby zasłużyć na to, co ona uważa za miłość, należy posłusznie poddać się jej oczekiwaniom, ślepo spełniać wszelkie jej pragnienia i rozkazy, odrzucić własne uczucia, potrzeby i dążenia. A przy tym bezkrytycznie ją podziwiać. Pod takim warunkiem będzie nas "kochała", choć z prawdziwą miłością nie ma to nic wspólnego. Narcystyczna "miłość" dla kogoś to jedynie pakt o nieagresji. Warunkowy i tymczasowy".


"Narcyza nie zna pojęcia kompromis. Wszystko musi być tak, jak ona chce, na jej warunkach. Nie bierze nigdy pod uwagę tego, że innym coś może nie odpowiadać. Użyje wszelkich środków, od manipulacji psychologicznej, poprzez szantaż emocjonalny, nasyłanie na Ciebie krewnych, spiskowanie z Twoimi bliskimi, zastraszanie, przekupywanie, grożenie sądem albo przemocą fizyczną wobec Ciebie, żeby postawić na swoim. To dla niej najważniejsza sprawa".


"Narcyza często pozuje na cierpiętnicę i ofiarę. Opowiada wszystkim, jak bardzo poświęca się dla Ciebie i całej swojej rodziny. Robi to, nawet, jak jej o nic nie prosisz i de facto nic dla Ciebie nie robi. Często zaskakuje Cię nieodpowiednimi prezentami (o których wie, że Ci się nie spodobają, albo wprost sprawią Ci przykrość), akcjami, które są Ci do niczego nie potrzebne, a niby mają Ci pomóc. Robi to, bo chce, żebyś poczuła zobowiązanie do wdzięczności i wzajemności. Nie słucha, co Ci jest potrzebne, sama daje Ci to, co uważa za stosowne i żąda za to wdzięczności. To np. matka, która gotuje Ci zupę pomidorową, choć prosiłaś, żeby posiedziała z dzieckiem, jak musisz wyskoczyć do lekarza. Czyni Cię nieustannie swoją dłużniczką. Czuje się urażona, że nie jesteś dozgonnie wdzięczna. To często osoba, która znając Cię od urodzenia, nie wie, co lubisz jeść, jakie masz hobby, na co chorujesz, itd. Po prostu nigdy nie zwracała na to uwagi".


"Narcyza jest mistrzem odwracania kota ogonem – oskarży Cię o to, co sama Ci zrobiła. Powie, że to Ty ją skrzywdziłaś, oskarży Cię o najokropniejsze rzeczy (jej bezczelność przerośnie Twoje najśmielsze oczekiwania), przedstawi siebie jako biedną Twoją ofiarę. Skala i szczegółowość tego kłamstwa Cię porazi – narcyza bowiem kłamie całe życie i robi to tak umiejętnie, że to podobno jedyny rodzaj człowieka, który jest w stanie oszukać wykrywacz kłamstw. Narcyza potrafi być bardzo przekonująca w tych kłamstwach, bo sama w nie wierzy".




Jeszcze jeden blog o narcystycznej przemocowej matce.



Artykuł o przemocowej matce.


PONIEDZIAŁEK, 22 STYCZNIA 2018

24.12
Myślicie, że chociaż w wigilię matka odpuści? Nigdy!

Umowa była taka, że nie spotykamy się. Ja nie wejdę na I piętro bez windy, a u mnie nie ma gdzie rozłożyć jedzenia, bo mam zawalony stół w kuchni i nie jestem w stanie tego nigdzie pochować - bo nie mam gdzie. Myślałam, że matka w tym roku mi wreszcie odpuści, ale gdzie tam.

Jak tylko wstałam, to dostałam maila, że ojciec ją tu przywiezie. Miało być o 14:30, a przywiózł ją od razu, nawet nie zdążyłam odpisać na tego maila, że się nie zgadzam!

Matka się nie zmieniła. Od otwarcia drzwi - od razu przemoc. Od razu leci do mnie z łapami, właśnie dlatego, że wie, że nie chcę, żeby mnie dotykała. Ja się cofam, im ona jest bliżej, a ona leci za mną, nie daruje mi, musi się poznęcać, jak tylko się da.

Rozmawiam z ojcem, a matka nagle - traktując ojca jak powietrze, w samym środku jego wypowiedzi - zaczyna mi nawijać nad uchem. Oczywiście swoją stałą przemocową nawijkę. Ojciec wstaje i wychodzi, mimo że krzyczę za nim, żeby mi jej tu nie zostawiał! I tak ją zostawił.

W tym momencie ja już nic od niej nie chcę, chcę, żeby wyszła. I zaczyna się ta sama zabawa, co za każdym razem. Ona nawija przemocową nawijkę i ignoruje to, że ja ciągle powtarzam tę samą mantrę - żeby stąd wyszła. Powtarzam to dosłownie tysiące razy, a ona tysiące razy olewa.

- Jak ci pomóc, kochana córeczko? (sic!)
- Przestań używać przemocy i wyjdź.

Taka wymiana zdań też ma miejsce za każdym razem. Matka ma na tacy podane, co ma zrobić, żeby mi pomóc, i za każdym razem to ignoruje. Ona tylko pyta, jak mi pomóc, nie jest jednak w ogóle zainteresowana samym pomaganiem!

- Jesteś chora! Zobacz, co z tobą zrobiły hormony i psychotropy! Muszę iść do profesora! Pomożemy ci na siłę, wbrew tobie!

Czy "pomoc" na siłę wbrew komuś to pomoc?!

I tak dalej w ten sam deseń co zawsze. Ja chcę tylko, żeby wyszła, a ona zamiast wyjść, łazi za mną i nawija tę samą przemoc za każdym razem. Nigdy nie była zainteresowana ani mną, ani pomocą. Jej zainteresowania to przemoc wobec mnie i niszczenie mi życia, bo swojego nie ma. Od płaczu, powtarzania jej, żeby wyszła, dostałam hiperwentylacji, dusiłam się. A ona zamiast wyjść, jeszcze sobie usiadła naprzeciw mnie i wykorzystując moment, kiedy nie byłam w stanie mówić, zaczyna rzucać mi w twarz przemocową nawijkę. Wszystko, absolutnie wszystko, wykorzysta przeciw mnie, ZAMIAST mi pomóc! Ona nie ma uczuć, jest psychopatką do szpiku kości.

26.12
Świetny artykuł o tym, że wmuszanie jedzenia dziecku jest przemocą, można znaleźć tutaj. Matka robiła to zawsze. Wmuszanie jedzenia na siłę trwało aż do 13. roku życia! Kiedy byłam mniejsza, wmuszała mi jedzenie przez sen. Zapewne gdyby nie to, to jednak byłabym szczuplejsza. I nieprawdą jest, że można pozbyć się tkanki tłuszczowej w dorosłości i że to dorosły odpowiada za swoją wagę. Ilość tkanki tłuszczowej jest stała! I ustala się właśnie w dzieciństwie. To wtedy ustala się liczba komórek tłuszczowych i one nie znikają po odchudzaniu w dorosłości. To rodzice muszą zadbać, żeby w dzieciństwie nie pojawiło się ich zbyt wiele, tymczasem mnie matka karmiła przez sen, żeby mnie tuczyć. Takich rzeczy NIE robi się z miłości. Pomyślcie, jak trzeba kogoś nienawidzić, żeby go przekarmiać tak jak gęsi w hodowlach przemysłowych! Za takie rzeczy dziś odbiera się dzieci!

Matka także nie szanowała moich wybiórczości pokarmowych związanych z ZA. A poniżej kilka cytatów z artykułu na wypadek, gdyby kiedyś znikł z tej lokalizacji.

"Przesuwanie krzesełka do karmienia bliżej telewizora, włączanie dziecku bajek na tablecie czy kuszenie pociechy wizją czekoladowego batonika na deser są w wielu domach na porządku dziennym. I chociaż prośby i groźby rodziców najczęściej podyktowane są miłością, to po prostu jedna z form przemocy".

"Sytuację, w której nakazujemy dziecku jedzenie produktów, których sobie nie życzy, możemy porównać do przemocy seksualnej. W obu tych przypadkach naruszona zostaje granica ciała malucha".

"Według zaleceń to dziecko powinno decydować, ile i kiedy chce zjeść. Od rodziców zależy tylko jakość podawanych produktów. Tabelki ze schematami żywienia pokazują jednak tylko rekomendacje dla dzieci, które wzrostem i wagą mieszczą się w siatkach centylowych.

Zaniepokojeni rodzice często nie zwracają uwagi na fakt, że każde dziecko jest inne i – podobnie jak dorośli – różni się budową ciała i swoimi potrzebami. Pediatrzy mówią jasno - to maluch wie najlepiej, ile jedzenia potrzebuje jego organizm do prawidłowego funkcjonowania".

"Proces wychowywania dziecka trwa od pierwszych chwil jego życia. Zmuszanie malucha do jedzenia wbrew jego woli, żmudne czekanie aż zje do końca zimną już zupę czy przekupstwa słodyczami kształtują więc jego nawyki żywieniowe na lata. Dziecko karmione na siłę, zaczyna się stresować. W konsekwencji przestaje odczuwać głód i marzy tylko o tym, by wrócić do przerwanej wcześniej zabawy.

Dziecko, które podczas śniadania czy obiadu ogląda bajki na tablecie, może nawet nie pamiętać co jadło. Działa to więc bardzo podobnie do spożywania posiłków przez dorosłych przed telewizorem. [u nas właśnie zawsze jadało się przed telewizorem] Przejęci oglądaniem serialu, jemy więcej i szybciej. W efekcie – zamiast dostarczenia organizmowi tylko niezbędnych składników pokarmowych, tyjemy.

A z nami tyje nasze dziecko. Brak kontroli nad ośrodkiem głodu i sytości może powodować także u malucha zaburzenia odżywiania. W przyszłości może to skończyć się anoreksją, bulimią czy otyłością". [to prawda! nigdy w dorosłym życiu nie czułam łaknienia! matka skutecznie je zgasiła]

27.12
Jak dobrze, że nie mam dźwięku w telefonie! Dziś rano wstałam, jeszcze się dzień nie zaczął, a na telefonie już 5 nieodebranych od matki. Dobrze, że nie oddzwoniłam od razu, bo w skrzynce z kolei mail z szantażem emocjonalnym - czyli nic się nie stało, matka tylko ma kaprys, żeby się nade mną poznęcać jak zwykle. To, że nie mam dźwięku, sprawia, że matka przysyła mi dowody swojej przemocy na maila. Znowu usiłuje udawać, że jest mądrzejsza od lekarzy. Znowu mnie nęka i podżega, żebym odstawiła leki i przestała się leczyć. Znowu próbuje wyłudzić dane medyczne. Szkoda tylko że cudzymi rękami to robi - w mailu robi to samo co w telefonie: podszywa się pod ojca. Ja niczego nieświadoma otwieram mail od ojca, a tam... matka ze swoją przemocą! Jak nie przez telefon, to przez mail. Nie kijem go, to pałką. Osaczenie z każdej strony. Dobrze, że już się na to nie nabiorę. Niestety puls mi podniosła, co bezpośrednio zagraża mojemu życiu.

14.01
Dziś znowu naszła mnie matka. To jej rozrywka - nachodzić mnie bez ostrzeżenia, a najlepiej w nocy, obudzić mnie, ZANIM jeszcze wezmę leki, kiedy najbardziej boli i jestem najbardziej narażona na podniesienie pulsu i wszelkie zagrożenia; nie byłaby sobą, gdyby tego nie wykorzystała... Doskonale wie też, że zaraz po przebudzeniu muszę iść do toalety, więc zmusza mnie, żebym to wstrzymywała, co kończy się zawsze boleściami, mroczkami z bólu, zawrotami głowy i często mdleniem. W takiej właśnie sytuacji matka czuje się najlepiej i robi wszystko, żeby nie wyjść z mojego mieszkania. Często muszę jej rzeczy wystawiać na klatkę schodową, bo inaczej będzie stać i specjalnie się nade mną znęcać psychicznie. Nie reaguje nigdy na moje tysiące razy powtarzane "Wyjdź" albo "Idź już". Chyba się już nie dziwicie, że niczego od niej nie chcę. Przecież ona wszystkiego używa jako wymówki, żeby mnie nachodzić.

21.01
Ojciec w mailu zapytał mnie, czy ma jutro przywieźć matkę. Pierwszy raz o to pyta, dotąd miał gdzieś moje zdanie i zdrowie i po prostu ją tu odstawiał i nie chciał zabrać. Oczywiście nie zgodziłam się. Ale już jestem roztrzęsiona i zaczyna się atak lęku. Dziś nie będę spać, bo będę się bała, że mimo odmowy ona jutro w nocy (bo mogę się założyć, że specjalnie mnie obudzi w nocy) zapuka do moich drzwi. Jeśli tak zrobi, to jej nie wpuszczę. Dlaczego oni mnie ciągle na to narażają?! Ile razy już mówiłam, że nie chcę kontaktu z nią ani nie chcę jej tu widzieć?!

Po tym, jak odpisałam, że się nie zgadzam, dostałam takiego maila:

"Kasia, co Ty wypisujesz?!!! Twoja reakcja świadczy już o bardzo poważnych zaburzeniach psychicznych.
Nie wychodzisz z domu, nie dbasz o higienę, nie dbasz o czystość w mieszkaniu, źle się odżywiasz (profesor w szpitalu stwierdził skrajne niedożywienie, bo nie jesz mięsa ani jajek), nie chcesz leczyć swoich poważnych zaburzeń hormonalnych (przysadka, tarczyca, nadnercza, brak miesiączki). A tymczasem sam niedobór wit. B12, czy choroby tarczycy, powodują choroby degeneracyjne i zaburzenia psychiczne.
Traktowanie mamy jak wroga też jest objawem zaburzeń psychicznych. Twoja agresja wynikać może z uzależnienia od leków psychotropowych i opiatów (niszczą intelekt nawet do 50%).
Od leków masz zniszczoną wątrobę, a to ona oczyszcza organizm z toksyn. Również masz niewydolne nerki od leków.
Potrzebna Ci pomoc toksykologa, endokrynologa i dietetyka klinicznego.
Niedobór B12 powoduje osłabienie nóg i rąk oraz trudności z chodzeniem.
Mama płacze po nocach, bo chce Ci pomóc, a Ty tę pomoc odrzucasz.
Potrzebne są badania i poważna diagnoza. Poza tym nie możesz sama chodzić do lekarzy – tylko z mamą, bo opowiadasz lekarzom głupoty".

Ja to muszę znosić na co dzień. Matka ma gdzieś nawet to, jak mam na imię. Wg nich jestem chora psychicznie, bo nie chcę znosić przemocy. No brawo!

BTW, u żadnego profesora w szpitalu nie byłam i niczego nie stwierdził oczywiście, to wymysł matki, jak wszystko inne, bo ja zastrzegam od dawna, że nie życzę sobie zdradzania matce jakichkolwiek moich danych medycznych. Matka kiedyś chodziła ze mną do lekarzy i zawsze wciskała im górę kłamstw, że aż wstyd było. Tylko nieliczni byli uczciwi i ją wypraszali. Od dawna z nią nie chodzę do lekarzy ani też do lekarzy, których przekupiła, naopowiadała im kłamstw albo szantażuje.



Ten mail wskazuje niestety też na to, że ojciec przeszedł na jej stronę. I donosi jej za moimi plecami. Tyle że zamiast donosić prawdę, też kłamie. Przyjeżdża tu, bo ona mu każe szpiegować. Ja nigdy o te przyjazdy nie prosiłam, bo dla mnie nic dobrego z nich przecież nie wynika. W dodatku one zawsze są celowo niezapowiedziane, żeby "mnie złapać na gorącym uczynku". To przykre, że się tak kompletnie ze mną nie liczą, tylko traktują jak rzecz. Zamiast być moim oparciem, tak się zachowują... A ja już na nic nie czekam i w nic nie wierzę. Marzę tylko o tym, żeby byli chociaż NEUTRALNI, jak wobec obcego, którego się przynajmniej nie kopie.

Nie odpisuję na takie maile. Nie chcę dostać kolejnego w tym tonie. Poza tym musiałabym zejść do jej poziomu. A wiadomo jak to jest:



PIĄTEK, 15 GRUDNIA 2017

25.10
Jakiś tydzień temu ojciec zaprosił mnie do knajpy. Myślałam, że pojedziemy we dwoje, ale niestety, ojciec po drodze zabrał matkę.

Matka, zanim jeszcze nawet wsiadła do samochodu, zaczęła nam narzucać, co mamy zamówić w knajpie, bo jej zdaniem nie mamy prawa ani samodzielnie wybrać, ani zamówić tego, na co mamy ochotę, tylko to, na co ONA ma ochotę.

Nie zamknęła jadaczki ani nawet na sekundę. Zepsuła caluteńki wyjazd. W knajpie ludzie się na nią gapili, jak się awanturowała, przyniosła nam jak zwykle wstyd. Jej przemoc nie miała końca. Nie powiedziała ANI JEDNEGO zdania bez przemocy! Obrażała, poniżała, wyśmiewała mnie, znowu usiłowała mi wmówić, że i ja, i lekarze wymyśliliśmy sobie EDS i ZA, bo ona wie lepiej niż lekarze. Zaczęła wymyślać znowu jakieś bajeczki, że lekarze twierdzą, że nie mam EDS (oczywiście to jej wymyśleni lekarze bądź lekarze, którym nakłamała - sami jej znajomi albo lekarze, którzy powinni być pozbawienie prawa do wykonywania zawodu za zdradzanie informacji medycznych osobom nieupoważnionym!).

Nigdy więcej nigdzie z nią nie pojadę. Odcinam coraz więcej możliwości kontaktu, a ponieważ coraz mniej jestem narażona na jej przemoc, matka coraz bardziej mnie nienawidzi i jest coraz bardziej agresywna i niebezpieczna, kiedy ten kontakt w końcu następuje.

19.11
Przez ostatnie dni codziennie wieczorem i w nocy mam migreny, które prawie zawsze przechodzą w neuralgie. W piątek nie odebrałam telefonu. Napisałam więc maila, że źle się czuję i dlatego nie mogę rozmawiać. Zwlokłam się z łóżka ostatkiem sił, tylko dlatego, że matka mnie zawsze szantażuje, że jak nie odbiorę, to tu przyjedzie. I co? W sobotę rano matka mnie naszła! Postanowiła, jak zwykle, wykorzystać to, że źle się czuję. I od progu zaczęła mi wymyślać nieistniejące choroby - "Jesteś żółta, masz żółtaczkę!" To jest właśnie przykład jej urojeń, niestety ona to potem opowiada lekarzom, tylko że nie mówi prawdy, że sama to wymyśliła, a kłamie, że tak właśnie jest. Nie wiem, jakim prawem lekarze w ogóle podejmują rozmowę o mnie, skoro nie mają takiego prawa, bo ich nie upoważniłam.

Ojciec wygadał matce, że mnie podwiózł do przychodni na depo, więc matce w to graj! Najnowsze jej kłamstwo jest takie, że to depo powoduje moje migreny i neuralgie! I że nie wie, skąd w ogóle mam depo, bo przecież nikt mi jej nie wypisał i nie kazał brać. Tak, jak ją odcięłam od wiadomości o tym, kto i na co mnie leczy, to sobie to wymyśla i konfabuluje, a potem te konfabulacje rozpowiada ludziom.

Dziś znowu usiłowała mi te kłamstwa wcisnąć przez telefon, ale się rozłączyłam jakoś po 3 sekundach, bo z przemocą nie poczekała nawet jednej sekundy, tylko zaczęła się znęcać, od razu jak odebrałam.

Niestety, odkąd mam Linuxa, nie mogę zgrywać rozmów z matką. Na telefonie się już nie mieszczą, więc się nie nagrywają, a MPE nie chce się połączyć z telefonem i pozwolić mi ich zgrać. ;(

20.11
Dziś znowu wydzwania. Znowu dałam się nabrać, że uczciwie pyta, jak się czuję. Jak tylko jej powiedziałam, że wczoraj nie miałam neuralgii, to natychmiast zaczęła konfabulować, że to nie neuralgia, bo to od wątroby! I dalej to samo kłamstwo co poprzednio. Odłożyłam słuchawkę, a ona mimo to dalej wydzwaniała. A potem się dziwi, że nie chcę oddać telefonu do serwisu, żeby mi naprawili dźwięk! NIE CHCĘ, żeby mi naprawili dźwięk!

24.11
I znowu wydzwanianie. I znowu przesłuchiwanie. I znowu 10 razy pytam, po co dzwoni. I znowu matka nie chce powiedzieć. No to po co dzwoni, skoro nie wie, po co?? Potem godzina przerwy i znowu wydzwanianie. Przez nią znowu mnie boli serce. :/

3.12
To, że nie piszę codziennie, nie znaczy, że nie ma tej przemocy. Ona jest nieustająco, tylko ja już nie mam siły o tym pisać. ;( Musiałabym ciągle pisać to samo, bo nic się nie zmienia, poza tym, że coraz częściej ojciec przyłącza się do tej przemocy, zamiast mnie przed nią chronić.

Matka wydzwaniała, mimo że wyjechała na tydzień. Ale tym razem nie mogła mnie zastraszyć, że jak nie odbiorę, to przyjedzie, bo to nie było możliwe. Podszywała się pod ojca, więc kilka razy się nacięłam i odebrałam, a to była ona. Oczywiście natychmiast zaczynała się przemoc. Wczoraj wymyśliła, żebym zrobiła badania w L-wie. Chodzi o to, że w szpitalu ostatnio zrobili mi już badania, więc nie potrzebuję nowych, ale matka koniecznie chce, żebym je powtórzyła, i właśnie w L-wie, bo tam będzie mogła te wyniki nielegalnie wykraść. Nielegalnie, bo jej nie upoważniałam, a mimo to laborantki jej te wyniki wydają! Bez mojej zgody!

Matka już przekabaciła ojca na swoją stronę. Dziś ojciec mi oznajmił, że jutro w nocy (bo tak matka mu kazała) po mnie przyjedzie i zawiezie na badania w L-wie. Odpisałam mu zgodnie z prawdą, że ja się na żadne badania nie umawiałam i nigdzie nie zamierzam jechać, w dodatku w nocy! Nie będę narażać zdrowia i życia bez potrzeby. Poza tym już wczoraj matce powiedziałam, że nie mam zamiaru tego robić. W dodatku w poniedziałek i tak przychodzi opiekunka, więc wiadomo, że nie mogę nigdzie wyjść. Na to ojciec odpisał "Widzę z tego, że opiekunka jest u Ciebie codziennie. Może ona zawiezie Cię na badania i do lekarza?"

Po pierwsze, nie rozumiem, dlaczego kłamie - ale ja z kłamstwami rozmawiać nie będę. Po drugie, skoro nie umie odróżnić poniedziałku od innych dni tygodnia, to może trzeba by go ubezwłasnowolnić? (jakim cudem poniedziałek i czwartek oznacza "codziennie"? do czego ma służyć to kłamstwo?) Po trzecie - znowu szantaż. Ojciec dołączył do matki, która szantażu używa na co dzień. Jak nie wykonam rozkazu matki, to mnie nie zawiezie do nefrologa. No to nie. On służy matce i wykonuje jej rozkazy codziennie, robi to, czego ona chce. I oczekuje, że ja też będę. No więc się przeliczył. Od 41 lat nie robię tego, co matka mi każe, więc dlaczego miałabym nagle zacząć? Nie przyłączę się do jej sekty i nie dam sobą pomiatać. Miałam 4 lata i już na to nie pozwalałam. ZA chroni mnie przed nabieraniem się na jej psychopatyczne gierki.

Później.
Dziś matka dzwoniła 5 razy w ciągu jednej... MINUTY! :/ To wiele mówi o intensywności stalkingu.

Jeszcze później.
Nadal wydzwania! Przecież powiedziałam NIE już w pierwszej rozmowie poprzedniego dnia! Każdy kolejny jej telefon to zwykły stalking!

15.12
Już mam dość. ;( Dostałam dziś maila od ojca: "Kasia,
Odezwij się, odbierz telefon, bo mama się denerwuje i przez to nie mam życia w domu".

Po pierwsze, znowu wysyła mi maila zatytułowanego do kogoś innego (nie, nie wiem do kogo, ja żadnej Kasi nie znam i nie wiem, kogo ojciec ma na myśli). Po drugie, znowu nakłania mnie do znoszenia przemocy tylko dlatego, że on jej znosić nie chce. To typowe. Często przywozi mi matkę, żebym ja tu miała piekło, bo on nie chce mieć piekła.

Kiedy odmówiłam i napisałam, że wystarczy, że odpisuję na maile (skoro odpisuję, to wiedzą, że żyję, więc matka nie może udawać, że się o mnie martwi), to mi napisali, że za co ja jej tak nienawidzę i że obrona przed przemocą to choroba. Wg nich to ja jestem chora, bo nie zgadzam się na przemoc, która jest prawnie zabroniona, i nie chcę pozwalać na niszczenie mojego zdrowia i zagrażanie życiu. Matka miała milion szans na to, żeby zrezygnować z przemocy - nigdy żadnej nie wykorzystała. Nigdy. ANI RAZU przez 41 lat. To mówi wszystko o niej.

A tak poza tym to matka jest uzależniona od telefonu, ja nie. I nie mam zamiaru być jego niewolnikiem. Technologia ma mi służyć, ma poprawiać moją jakość życia, a nie ją niszczyć. Nawet najlepsza koleżanka mojej matki nie podała jej nowego numeru telefonu, kiedy się wyprowadziła. Nie nawiązała z matką żadnego kontaktu. To też wiele o matce mówi, nieprawdaż?

Teraz to matka musi mi udowodnić, że już nie stosuje przemocy i nigdy nie będzie, jeśli chce kontaktu. Koniec z dawaniem szans, które matka olewa. Samo to, że się notorycznie pod kogoś podszywa, jest nie do zaakceptowania.

I dalej przemoc... Zobaczcie, z czym się muszę zmagać. :(

"Zmieniłaś się w stosunku do mamy po kilkuletnim leczeniu psychotropami. One Ci zmieniły chemię mózgu. Przed leczeniem byłaś innym człowiekiem. O Twojej chorobie świadczą też inne symptomy, jak:
- nie wychodzisz z domu,
- nie rozmawiasz z ludźmi,
- uroiłaś sobie chorobę, a nie kontynuujesz leczenia wcześniejszych Chorób, które same nie znikną (zaburzenia hormonalne, skrajne niedożywienie i skrzywienie kręgosłupa).
Uzależniłaś się od leków, dodatkowo zniszczyłaś wątrobę lekami, układ pokarmowy i nerki oraz układ krążenie.
Codziennie o Tobie rozmawiamy w domu i martwimy się.
DAJ SOBIE POMÓC!!!!!!!!!!!!
Kochamy Cię bardzo, a całe nasze życie jest podporządkowane Tobie.
Musimy znaleźć klucz do Twojego serca i rozumu".

Matka udaje, że nie wie, jak do mnie dotrzeć. Mimo że jej wiele razy pisałam wprost, że wystarczy brak przemocy. Na nic więcej nie czekam i nie liczę.
To jej typowe zachowanie - całe życie udaje, że nie mam choroby, którą mam, za to wmawia mi choroby, których nie mam. Dlaczego policja nie reaguje?!

Drodzy Znajomi, Przyjaciele i wszyscy Nieznani mi Ludzie, których spotykam na różnych grupach - dla mojej matki nie jesteście ludźmi.

Cóż, zbieram dowody dalej...




ŚRODA, 4 PAŹDZIERNIKA 2017

20.08
Tak się złożyło, że w tym tygodniu było u mnie pogotowie. Kiedy u mnie było, ojciec pojechał zatankować. Potem pogotowie zabrało mnie na SOR. Między tym a powrotem ojca, to dosłownie kilka minut, matka zdążyła zrobić rewizję i przegrzebać wszystkie dokumenty, które leżały na stole w kuchni. Wyobrażacie to sobie w ogóle? Zrobilibyście coś takiego? Grzebalibyście w cudzych papierach, podczas gdy tego kogoś zabiera pogotowie??! Nie tylko bez pozwolenia, ale WBREW cudzej woli?!

Całe szczęście, że miałam - po ostatnim cyrku matki z lodówką - pochowane leki, bo przecież na 1000% by mi je znowu ukradła! Tych ukradzionych poprzednio NADAL MI NIE ODDAŁA.

Na sor matka przyjechała TYLKO PO TO, żeby mi powiedzieć, żebym wyrzuciła szczury. Czy ktokolwiek jest sobie w stanie to wyobrazić? Ja w ciężkim stanie, z bólem i hipotonią, a ona staje nade mną i zaczyna mi truć?! Że mieszkanie jej się nie podoba, że jej wstyd, że mam wyrzucić szczury, że jestem taka i śmaka. NA SORZE!

Odkąd wróciłam z soru, nasiliło się nękanie telefoniczne. Oczywiście szantażuje mnie, że jak nie odbiorę, to będzie mnie nachodzić - i niestety robi to. Sytuacja patowa. Matka mnie osaczyła z każdej strony, jak nie z jednej, to dojedzie mnie z drugiej.

NIEBIESKA KARTA NIE CHRONI OFIARY W ŻADEN SPOSÓB.

26.08
Znakomity artykuł o przemocy psychicznej, zacytuję:

"Naciskanie: „Nie chcę się wtrącać, ale…”. „Oczywiście sami zdecydujecie, ale zielony kolor będzie tu wyglądał idiotycznie”. Kluczowe jest tu słowo „ale”…

Szantaż emocjonalny typu „bo mi będzie przykro”. To przerzucanie na kogoś odpowiedzialności za swoje uczucia i samopoczucie.

Stawianie przed faktem dokonanym: „Pomyśleliśmy, że nie będzie wam przeszkadzało, jak zakwaterujemy was razem z X i Y.” „Jak to nie pojedziesz ze mną do cioci, ja już jej obiecałam”. Zostajemy postawieni przed czymś, na co nie zgodzilibyśmy się, gdyby nam dano wybór.

Nieprzyjmowanie odmowy — ignorowanie jej i zachowywanie się tak, jakbyśmy się zgodzili. To szczególnie irytująca odmiana manipulacji.

Niedyskrecja: to nie tylko zadawanie zbyt osobistych pytań, ale też ujawnianie informacji o nas innym osobom bez naszej zgody. Szczególnie takich, które mogłyby nas zawstydzić.

Manipulowanie faktami — zatajanie informacji albo podawanie tylko części z nich, aby coś osiągnąć. Np. tuż po wejściu do znajomych słyszysz: „Zapomniałam ci powiedzieć, że będzie u nas też mój brat, ale przecież macie tyle wspólnych tematów”. A tymczasem unikasz go jak ognia, odkąd wydzwania do ciebie co drugi dzień, proponując randkę.

Uderzanie w czuły punkt — „A myślałam, że ty zawsze chętnie pomożesz”, „sądziłam, że jesteś bardziej wyrozumiała”. Z sugestią, że jeśli nie zmienimy decyzji, to druga strona przestanie nas uważać za uczynnych/wyrozumiałych/rozsądnych itp. Mistrzami w tej dyscyplinie są… dzieci, które zawsze wiedzą, co zmiękczy mamę albo tatę.

Odwoływanie się do relacji albo ról społecznych połączone z oceną — „prawdziwy przyjaciel tak nie postępuje”, „a myślałam, że jesteś taką dobrą matką”. W podtekście: jeśli nie zmienisz zdania, to przestanę cię uważać za przyjaciela albo za dobrą mamę.

Słynne „A nie mówiłam…” — to się wprawdzie wydarza już po fakcie, ale ma na celu przypomnienie nam, kto wie lepiej…

Przypisywanie fałszywych intencji — „w ogóle nie dbacie o rodziców…” (gdy odmawiamy cotygodniowych odwiedzin), „widocznie rodzina nie jest dla was ważna”. Zwykle bardzo trudno jest wytłumaczyć komuś, kto używa tej strategii, że jest inaczej. On nie chce zrozumieć — chce osiągnąć swój cel.

Nadopiekuńczość i kontrola. To przepytywanie, gdzie byliśmy, z kim, o której wróciliśmy do domu… A także wyręczanie (np. mama pod naszą nieobecność przychodzi umyć okna) i ostrzeganie przed potencjalnymi niebezpieczeństwami wbrew naszej woli. Często odbywa się to pod płaszczykiem troski o nasze zdrowie i bezpieczeństwo. Skrajną postacią kontroli jest inwigilacja — ingerowanie w nasze osobiste sprawy, potajemnie lub jawnie. Czytanie pamiętnika, sprawdzanie SMSów czy komunikatorów. Kiedyś na lotnisku usłyszałam, jak matka mówiła do kilkunastoletniego chłopca: „Mamusia nie grzebie ci w komórce, mamusia kontroluje sytuację”. Otóż to".

Matka robi wszystko z tej listy.

27.08
Dziś, jak wzięłam telefon do ręki rano, zobaczyłam, że matka wydzwaniała... 11 razy!!! 11 razy do godziny 11!! Zwykły stalking! Myślałam, że coś się stało, oddzwaniam, a tu nic się nie stało, matka tak bardzo chciała się nade mną poznęcać. Jak zwykle. Nie będę już oddzwaniać. Jak się coś naprawdę stanie, to będzie jej problem. Ja sobie nie życzę stalkingu.

Wczoraj też wydzwaniała. Powiedziałam jej, że NIE CHCĘ ŻADNEGO JEDZENIA i żeby nie wysyłała do mnie ojca. Mija pół godziny, ojciec przyjechał. Z żarciem. Wciskanie komuś żarcia do gardła wbrew jego woli również jest przemocą, było o tym w ostatnim artykule. Całe jedzenie pojechało z powrotem. Skoro ojciec chce tak bez powodu i bez sensu jeździć, to cóż, nie moja sprawa.

Zauważyłam, że telefon mi nie chce nagrywać rozmów. Nie wiem dlaczego, nie ma żadnego komunikatu, po prostu sam z siebie zamyka okienko, w którym się zatwierdza rozmowy do nagrania. Ponad połowa rozmów przepada, także te, kiedy oddzwaniam, bo on nagrywa tylko przychodzące (też nie wiem czemu).

Matce tyle razy mówię, żeby pisała maile. Ale nie robi tego, bo w mailu nie mogłaby mnie nękać, po prostu bym nie czytała i nie odpisywała - i ona o tym wie. Za dobrze by mi było, nieprawdaż. Telefon przyszedł mi z pomocą i wyłączył wibracje. Nie wiem dlaczego, ale nie mam zamiaru tego naprawiać. Wyobrażacie sobie, w jakim stanie byłoby serce, gdyby w ciągu kilku godzin telefon dzwonił 11 razy?!

30.08
Wydzwania cały czas. Byłam u nefrologa i po wizycie tylko czekałam, aż będzie wydzwaniać, żeby mnie przesłuchiwać. Nie zadzwoniła, więc znowu miałam nadzieję, że jednak coś powoli zaczyna się zmieniać. Niestety następnego dnia zadzwoniła i zaczęło się regularne przesłuchanie. Jeszcze chciała wyciągnąć ode mnie, jakie antybiotyki dostałam, żeby je sama brała, mimo że jest zdrowa. Czyli lekomania jej nie przeszła.

Dziś godzinę nie miałam telefonu w ręce (wiem dokładnie, bo sprawdziłam, ile filmu minęło), a ona przez ten czas wydzwaniała aż 6 razy! 6 razy na godzinę! Znowu dałam się nabrać, bo myślałam, że się coś stało, ale nie, znowu chciała mnie przesłuchiwać. Mówię jej, że kiedyś będzie miała naprawdę jakąś ważną sprawę, a ja nie odbiorę, bo po kilkanaście razy dziennie mnie oszukuje. Do niej to nie dociera. Usiłuje mnie zmuszać, żebym odbierała wszystkie kilkanaście telefonów. Nie mam zamiaru tego robić. Jak coś chce, niech pisze maile.

2.09
Matka uznała, że moje urodziny to doskonały pretekst, żeby mnie nachodzić i się znęcać. Jak zawsze się awanturowała. Doprowadza mnie i ojca do ostateczności. Człowiek, który jest w takim stanie, kiedy nie ma już nic do stracenia, jest zdolny do wszystkiego.

A matka się szczyci swoją typowo psychopatyczną umiejętnością - brakiem uczuć. Nic nie czuje, więc nie da się jej wyprowadzić z równowagi, sama się do tego dziś przyznała. Mnie z kolei usiłuje wmówić, że wszy, którymi mnie zaraził szpital, to psychoza spowodowana... Bunondolem. Nie wiedziałam, że psychozy się materializują. Uważajcie, bo jak sobie wyobrazicie smoka w kuchni, to on się tam pojawi naprawdę wg mojej matki.

3.09
To jakiś koszmar. Patrzę rano na telefon - 7 nieodebranych połączeń od matki. I tak jest CODZIENNIE! Ona ciągle wydzwania po nocy. Jak dobrze, że się te wibracje wyłączyły! O ile mniej stresu!

10.09
Ojciec się obraża, że nie odbieram, kiedy dzwoni. Tymczasem wie doskonale, że 1. nie mam już wibracji, a nie zamierzam być uzależniona od telefonu jak matka; 2. prawie zawsze to matka się podszywała pod niego, a ja nie po to blokowałam jej numer, żeby wydzwaniała z cudzego telefonu. Powiedział, że matka już nie będzie wydzwaniać i co? Dziś spokojnie odbieram telefon i... matka! Od razu przesłuchanie! Nie mówi, jaką ma sprawę, tylko przesłuchanie od pierwszego zdania. Odłożyłam słuchawkę. To wydzwaniała kilkanaście razy jak zawsze.

11.09
Matka naprawdę ma jakieś urojenia, to już jest bardzo niepokojące i niebezpieczne. Udaje mądrzejszą od lekarza. Od dawna już nie pozwalam jej chodzić ze mną do lekarzy i nie upoważniam jej, bo nie życzę sobie, żeby udostępniano jej moje wyniki i jakiekolwiek dane medyczne. A ona wymyśla jakichś nieistniejących lekarzy! I kłamie, że ci nieistniejący lekarze zalecili mi leczyć hormony, które mam w normie. Skąd ona bierze takie pomysły? Jak jej takie bzdury do głowy przychodzą? Ilekroć jestem w szpitalu, matka leci do ordynatora z gębą i kłamie jak najęta, wymyślając mi choroby, których nie mam, wmawiając lekarzom hormony. Najdziwniejsze i najbardziej niebezpieczne jest to, że oni się nabierają i jej wierzą, zamiast wierzyć badaniom! Teraz wymyśliła, że jakiś dr Niemczyk (nigdy u takiego nie byłam!!) każe mi leczyć hormony, a kardiolog (u którego z kolei ona nie była i nie jest upoważniona do danych) wypisuje mi złe leki. Ona jest mądrzejsza od lekarza. Tak to jest, jak nieopatrznie podałam dawkę Biblocu, jaką biorę - wszystko, ABSOLUTNIE WSZYSTKO!, zawsze wykorzysta przeciwko mnie.

Próba szantażowania mnie, że jak ja nie będę odbierać, to oni też nie będą. No cóż, ja do nich nie wydzwaniam, więc mnie to jest na rękę. Jakoś nie wierzę, że matka by wytrzymała brak przemocy, ona potrzebuje kontaktu ze mną, bo nie miałaby się nad kim znęcać.

23.09
Obudziła mnie w środku nocy, nie pozwoliła wziąć leków, wpakowała się do mojego domu wbrew mojej woli. Okłamała mnie znowu, bo to ojciec miał przyjechać i przywieźć jedynie mrożonego kurczaka. Tymczasem do mieszkania wpakowała się matka z pełną torbą rzeczy nie dla mnie. Kazałam jej się nawet nie rozbierać, tylko wyjść. Musiałam to powtórzyć jakieś 300 razy, bo nie docierało. Za każdym razem powtarzałam to coraz głośniej, bo udawała, że nie słyszy, to kłamała, że to niby ja jestem agresywna, a nie ona - tak to właśnie rozgrywają psychopaci. Straszyła mnie, że przyjdzie z psychiatrą i policją - mam nadzieję, że nie zapomni ich poinformować o tym, dlaczego ma niebieską kartę.

***
Wydzwania znowu. Po tym cyrku urządzonym rano wydzwania wieczorem, ale nie, nie przeprosiła mnie, broń borze. Odbieram słuchawkę, a ona od razu "Co robiłaś przez cały dzień?!" Odłożyłam od razu słuchawkę, przesłuchiwać to sobie może ojca, nie mnie.

24.09
Znowu uprawia stalking i wydzwania, żeby się znęcać, bez żadnej sprawy. Więc mówię jej, żeby mówiła od razu, o co jej chodzi, bo nie mam czasu.
- Jak to nie masz czasu?! Ty masz czas, przecież nic nie robisz!
Odkładam słuchawkę. Praktycznie za każdym razem słyszę takie kłamstwo, że rzekomo mam czas. Nie będę już tych kłamstw wysłuchiwać. Odebrałam telefon, matka powinna mi być za to wdzięczna i wykorzystać szansę, żeby się zachowywać normalnie, bez przemocy. Nie wykorzystała.

Matka nigdy nie skalała się pracą, nie uczyła się też. Nie ma przyjaciół, pasji, żadnego zajęcia. Przez całe życie po całych dniach nic nie robi. Telewizor gra całą dobę, w nocy też, matka wtedy ogląda śnieżenie ekranu (i to nie eufemizm, naprawdę tak jest). Sądzi innych podług siebie, więc uważa, że każdy jest takim leniem i nierobem. Nigdy do niej nie dotrze, że nawet będąc ciężko chorym, można coś robić, mieć jakieś zajęcie. Ja nie jestem w stanie tak leżeć i nic nie robić. Nawet jak się bardzo źle czuję, muszę coś robić, to jest kompulsja. Więc matka ZAWSZE mi w czymś przeszkadza.

26.09
Dzwoni w nocy i ani be, ani me, tylko od razu z tekstem, że mnie umówi do fryzjera. Wbrew mojej woli, bo wiadomo, że przed zimą nie ma sensu chodzenie do fryzjera. Powtarzam jej to z 10 razy, a ona dalej się pcha z tą przemocą. Odkładam słuchawkę. Nie odbieram nigdy, kiedy wydzwania, bo gdybym za chwilę znowu odebrała, to matka by czuła, że ma prawo być agresywna, skoro i tak odbiorę. No więc nie odbiorę. Ma jedną szansę dziennie na rozmowę, jak nie rozmawia, tylko jest agresywna, to kontaktu nie będzie. Po ponad 40 latach przemocy ta codzienna szansa to i tak więcej niż matka zasługuje!

30.09
Matka nadal stalkuje mnie telefonami. Dziś wymyśliła, że jutro przyjedzie (!!!) i postanowiła zadzwonić, żeby mnie tym straszyć. Nie dość, że wydzwania, kiedy czekam na Kocia, to jeszcze chce przyjechać, kiedy będzie Ola. Wszystko potrafi zniszczyć, absolutnie wszystko, i to z premedytacją!

4.10
Nadal mnie nachodzi bez ostrzeżenia. I od progu się znęca. Ojciec od razu wyszedł, zostawił mnie samą z oprawcą. Znowu musiałam ją wyrzucać siłą, bo nie chciała wyjść dobrowolnie. Cały czas szantażowała mnie ubezwłasnowolnieniem. Nie zdążyłam nawet z ojcem porozmawiać, więc nie wiem, czy i kto mnie zawiezie do psychiatry i neurolog w najbliższym czasie. :(