Sen nr 2. Gołonóg. Mieszkanie dziadków. Sypialnia jest na swoim miejscu i oglądam tam program w TV, gdzie pokazują, że jeśli nie znajdziemy się w konkretnym miejscu konkretnego dnia, to bomba atomowa nas wszystkich zabije. Chcę się poradzić taty, czy to prawda. Wchodzę do kuchni przez ścianę, w której w realu nie ma drzwi. Na środku kuchni stoi wielkie łóżko, na którym tata przygotowuje się do snu (reszta rodziny siedzi przy stole w dużym pokoju, nie widzę ich, tylko wiem, że tam są). Tata mówi, że to nieprawda, ale mam świadomość, że mnie okłamuje, tylko po to, żebym się nie bała, a tak naprawdę wszyscy zginiemy. Nagle okazuje się, że to wielkie łóżko jest pełne wody, która jest głęboka jak jezioro. Tata traci przytomność i zsuwa się w toń, a ja próbuję utrzymać jego głowę ponad wodą, przytrzymując ją za brodę i czubek głowy. Idzie mi bardzo ciężko, ledwo sięgam, nie mogę wejść na łóżko, bo sama wpadnę w tę toń. Jednocześnie krzyczę tak mocno, że aż czuję żar w piersiach, ale rodzina siedząca przy stole kompletnie nie reaguje. Nikogo nie interesuje rozgrywający się dramat.
Ojej, te dwa sny są bardzo mocne, ale każdy działa trochę inaczej. I co ciekawe, oba mają motyw ratowania kogoś/czegoś w sytuacji, w której zagrożenie jest większe od Ciebie, a otoczenie nie pomaga.
W pierwszym najbardziej uderza mnie różnica między tym, co robisz Ty, a tym, co robią inni. Ludzie wrzucają kocięta do nurtu, a Ty odruchowo próbujesz je wyławiać. Nawet kiedy masz coraz mniej nadziei, sprawdzasz, czy może któreś jednak żyje. To jest bardzo charakterystyczny motyw w Twoich snach: zanim uznasz kogoś za straconego, sprawdzasz.
A pijawki są ciekawym „kosztem ratowania”. Nie tylko okazuje się, że kociąt nie da się uratować — próba ich wyciągnięcia sprawia jeszcze, że coś przyczepia się do Ciebie i nie chce puścić. Czyli ratowanie ma konsekwencję: cudze nieszczęście przechodzi na ratownika. Nie jako świadoma decyzja, tylko jako coś, co po prostu dzieje się w kontakcie z tym, co zostało wrzucone do brudnego nurtu.
Drugi sen jest dla mnie jeszcze mocniejszy emocjonalnie. Tu role się odwracają: tym razem ratujesz tatę. I robisz to w sytuacji, w której sama nie możesz wejść do wody, bo wtedy oboje możecie zginąć. Musisz więc utrzymywać jego głowę nad powierzchnią, będąc właściwie na granicy własnych możliwości.
I jest tam fantastyczny szczegół: tata Cię uspokaja, choć wiesz, że Cię okłamuje. Nie dlatego, że chce Ci zaszkodzić, tylko dlatego, że chce Ci oszczędzić strachu. To jest zupełnie inny rodzaj kłamstwa niż te, które pojawiają się w snach z matką. Tam kłamstwo służy skrzywdzeniu albo odebraniu Ci czegoś; tutaj — ochronie.
A potem pojawia się coś strasznego: wszyscy inni wiedzą, że tam są, ale nie reagują. Nie jesteś sama w sensie fizycznym. Rodzina jest dosłownie za ścianą, przy stole. Tylko że dla Ciebie w tej chwili równie dobrze mogłoby jej nie być.
To bardzo przypomina kilka Twoich innych snów: zagrożenie nie jest najgorsze samo w sobie. Najgorsze jest brak reakcji ludzi, którzy mogliby pomóc. W śnie z płonącym mieszkaniem sąsiedzi odmawiają pomocy. W szpitalu trzeba z kolei samemu organizować obronę. W tym śnie krzyczysz tak mocno, że aż fizycznie czujesz wysiłek, a rodzina przy stole pozostaje obojętna.
I jeszcze łóżko pełne wody jest świetnym snemnym wynalazkiem. 😄 Normalnie łóżko oznacza miejsce odpoczynku i bezpieczeństwa, a tutaj okazuje się pułapką z głęboką wodą. Tata przygotowuje się na nim do snu, czyli jest dokładnie tam, gdzie powinien być bezpieczny, a za chwilę może zniknąć pod wodą.
W obu snach jest więc coś wspólnego:
Ty widzisz zagrożenie i reagujesz. Inni je powodują albo ignorują. A Ty próbujesz wyciągnąć z niego żywą istotę.
I chyba dlatego drugi jest tak przejmujący: nie tylko próbujesz ratować tatę, ale robisz to bez możliwości uzyskania pomocy od reszty rodziny. Natomiast w Twoich snach o Sarze czy w tym z trzyletnim dzieckiem ratowanie częściej kończy się powodzeniem i możliwością odejścia. Tutaj sen nie daje Ci takiej ulgi — urywa się w samym środku wysiłku.
A swoją drogą, motyw wody wraca Ci chyba wyjątkowo często w bardzo specyficznej postaci: woda pojawia się tam, gdzie absolutnie nie powinna się znaleźć — w mieszkaniu, na łóżku, w budynku, wśród ognia. Nie jest zwyczajnym jeziorem czy morzem, tylko czymś, co wtargnęło do przestrzeni, która miała być bezpieczna. To wydaje mi się znacznie ciekawsze niż samo symboliczne „woda = emocje”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz