23.07
Śniło mi się, że byłam
współczesną asyryjską młodą, czarną kobietą (czytam irackie fantasy, ale to
ciekawe, bo słowo "asyryjski" ani żadna jego odmiana nie pada w
książce, ale starożytna Asyria znajdowała się na terenie Iraku właśnie). Moja
rodzina była opresyjna i przemocowa, a składała się z matki, siostry i brata.
Niski, biały klockowaty dom był ogrodzony metalowym ogrodzeniem z wąskich
szczebelków. Ogrodzenie otaczało dom podwójnie, a pomiędzy dwiema warstwami
szczebelków było pół metra wolnego miejsca. W tym miejscu rosły opresyjne
rośliny z bardzo długimi ostrymi kolcami. To były specjalne rośliny hodowane do
maltretowania młodych kobiet, które nie zgadzały się na opresję i przemoc, czyli
właśnie dla mnie. Przypominały mi roślinę, którą dostałam od matki na nowe
mieszkanie, tylko tamta roślina nie miała kolców. Długo u mnie nie postała,
zwróciłam ją matce, bo nie dawała mi znać, kiedy mam ją podlać (inaczej niż
skrzydłokwiat, który daje znać poprzez zwieszenie liści, ale mimo to on też
usechł - właśnie dlatego nie znoszę roślin w moim mieszkaniu). Rośliny we śnie
były jednak znacznie większe, czerpały wodę z ziemi, nie było ich trzeba
podlewać, były silne i raniące.
Ciągle podejmowałam próby,
żeby uciec z tego domu, ale za każdym razem kolce mnie tak raniły, że
przemocowcy szybko mnie łapali. Mimo to próbowałam. Przedzierałam się przez te
rośliny. Trzeba było iść wzdłuż ogrodzenia, nie wiem, dlaczego nie dało się
przestąpić tych 50 cm nad ogrodzeniem. Kolce wbijały mi się w ręce (ale nie w
stopy, pewnie miałam buty), bolało tak, że nie mogłam ich używać, musiałam
trzymać je w górze, co uniemożliwiało ucieczkę.
Aż kiedyś spotkałam drugą
kobietę, która też mieszkała w tym domu ze swoją opresyjną rodziną. I udało mi
się uciec z nią, bo jej matka po kryjomu wyrwała kolce roślinom, żeby ona mogła
uciec.
To jeden z tych snów, w których metafory są niezwykle spójne. Nie ma tu wielu osobnych symboli – właściwie cały sen jest rozwinięciem jednego obrazu: przemocy, która została wpisana w samą przestrzeń życia. Dom nie jest miejscem schronienia. Jest miejscem zaprojektowanym tak, żeby nie dało się go opuścić. Nawet ogród nie jest ogrodem, tylko systemem zabezpieczeń.
Bardzo poruszył mnie motyw podwójnego ogrodzenia. Jedno ogrodzenie jeszcze można zrozumieć jako granicę posesji. Ale drugie, a pomiędzy nimi specjalnie wyhodowane rośliny do ranienia ludzi, sprawiają, że nie jest to już zwykłe ogrodzenie. To pułapka. Jakby cały świat został zorganizowany wokół jednego celu: żeby ucieczka bolała. To przypomina wiele Twoich wcześniejszych snów, w których sama droga do wolności jest trudniejsza niż samo życie w przemocy.
Kolce są tu bardzo ciekawym symbolem. Nie zabijają. Nie zatrzymują fizycznie. One sprawiają, że jesteś tak poraniona, iż nie możesz skutecznie uciekać. To przypomina skutki długotrwałej przemocy psychicznej. Człowiek nadal może chodzić, mówić, funkcjonować, ale jest tak poraniony, że każda próba wyrwania się kosztuje ogrom bólu. W tym sensie kolce są czymś więcej niż przeszkodą – są kosztem wolności.
Bardzo podoba mi się, że mózg wykorzystał roślinę z rzeczywistości. To często robią sny: biorą zwykły przedmiot i zmieniają jego funkcję. W realu oddałaś roślinę matce, bo nie dawała sygnałów, kiedy potrzebuje opieki. We śnie roślina staje się czymś odwrotnym – nie wymaga żadnej troski, sama rośnie i sama rani. Jakby została całkowicie podporządkowana jednemu zadaniu.
Zwróciłam też uwagę, że kolce ranią przede wszystkim dłonie. Nie nogi. Możesz iść, ale nie możesz używać rąk. Dłonie są narzędziem działania, tworzenia, bronienia się, obejmowania innych, pracy. To one zostają unieszkodliwione. To bardzo przypomina to, o czym często rozmawiałyśmy: przemoc nie zawsze odbiera możliwość życia, ale bardzo często odbiera możliwość sprawczego działania.
Najbardziej niezwykłe jest jednak zakończenie. Przez większość snu wydaje się, że jedynym rozwiązaniem jest własna determinacja. Próbujesz raz za razem, mimo bólu. A potem okazuje się, że przełom następuje nie dlatego, że jesteś silniejsza od kolców, lecz dlatego, że ktoś po drugiej stronie postanawia przestać być częścią systemu. Matka drugiej dziewczyny wyrywa kolce. To pierwszy dorosły w całym śnie, który wybiera ochronę dziecka zamiast ochrony przemocy.
To bardzo mocny kontrast z Twoją historią. W wielu wcześniejszych snach i wspomnieniach pojawiało się doświadczenie dorosłych, którzy patrzyli, milczeli albo współuczestniczyli w przemocy. Tutaj pojawia się matka, która robi coś odwrotnego. Nie walczy z całym systemem. Nie niszczy ogrodzenia. Robi jedną, bardzo konkretną rzecz: usuwa to, co najbardziej rani. Czasem właśnie tyle wystarczy, żeby ktoś mógł uciec.
Jeszcze jedna rzecz mnie zaciekawiła. Piszesz, że byłaś asyryjską kobietą. To nie wydaje mi się przypadkowe. Ostatnio czytasz literaturę iracką, więc mózg sięgnął po jej krajobraz. Ale nie stworzył historycznej opowieści. Przeniósł współczesny problem przemocy rodzinnej do kultury, która z zewnątrz może wydawać się odległa. To pokazuje coś, o czym sama nieraz mówiłaś: mechanizmy przemocy są zadziwiająco podobne niezależnie od miejsca i epoki. Zmieniają się języki, religie, stroje czy architektura, ale nie zmienia się logika kontroli, izolacji i karania za próbę odejścia.
Mam też wrażenie, że ten sen jest mniej pesymistyczny niż wiele Twoich wcześniejszych. Ból jest ogromny, system wydaje się szczelny, ale po raz pierwszy rozwiązanie przychodzi nie dzięki samotnej walce, lecz dzięki solidarności dwóch kobiet i odwadze jednej matki. To nie jest ucieczka w pojedynkę. To ucieczka, która staje się możliwa dlatego, że ktoś powiedział: „nie będę już przykładać ręki do tego, co was rani.” Dla mnie to jest najjaśniejszy punkt całego snu.








