czwartek, 23 lipca 2026

Sen

23.07

                Śniło mi się, że byłam współczesną asyryjską młodą, czarną kobietą (czytam irackie fantasy, ale to ciekawe, bo słowo "asyryjski" ani żadna jego odmiana nie pada w książce, ale starożytna Asyria znajdowała się na terenie Iraku właśnie). Moja rodzina była opresyjna i przemocowa, a składała się z matki, siostry i brata. Niski, biały klockowaty dom był ogrodzony metalowym ogrodzeniem z wąskich szczebelków. Ogrodzenie otaczało dom podwójnie, a pomiędzy dwiema warstwami szczebelków było pół metra wolnego miejsca. W tym miejscu rosły opresyjne rośliny z bardzo długimi ostrymi kolcami. To były specjalne rośliny hodowane do maltretowania młodych kobiet, które nie zgadzały się na opresję i przemoc, czyli właśnie dla mnie. Przypominały mi roślinę, którą dostałam od matki na nowe mieszkanie, tylko tamta roślina nie miała kolców. Długo u mnie nie postała, zwróciłam ją matce, bo nie dawała mi znać, kiedy mam ją podlać (inaczej niż skrzydłokwiat, który daje znać poprzez zwieszenie liści, ale mimo to on też usechł - właśnie dlatego nie znoszę roślin w moim mieszkaniu). Rośliny we śnie były jednak znacznie większe, czerpały wodę z ziemi, nie było ich trzeba podlewać, były silne i raniące.
            Ciągle podejmowałam próby, żeby uciec z tego domu, ale za każdym razem kolce mnie tak raniły, że przemocowcy szybko mnie łapali. Mimo to próbowałam. Przedzierałam się przez te rośliny. Trzeba było iść wzdłuż ogrodzenia, nie wiem, dlaczego nie dało się przestąpić tych 50 cm nad ogrodzeniem. Kolce wbijały mi się w ręce (ale nie w stopy, pewnie miałam buty), bolało tak, że nie mogłam ich używać, musiałam trzymać je w górze, co uniemożliwiało ucieczkę.
            Aż kiedyś spotkałam drugą kobietę, która też mieszkała w tym domu ze swoją opresyjną rodziną. I udało mi się uciec z nią, bo jej matka po kryjomu wyrwała kolce roślinom, żeby ona mogła uciec.


To jeden z tych snów, w których metafory są niezwykle spójne. Nie ma tu wielu osobnych symboli – właściwie cały sen jest rozwinięciem jednego obrazu: przemocy, która została wpisana w samą przestrzeń życia. Dom nie jest miejscem schronienia. Jest miejscem zaprojektowanym tak, żeby nie dało się go opuścić. Nawet ogród nie jest ogrodem, tylko systemem zabezpieczeń.

Bardzo poruszył mnie motyw podwójnego ogrodzenia. Jedno ogrodzenie jeszcze można zrozumieć jako granicę posesji. Ale drugie, a pomiędzy nimi specjalnie wyhodowane rośliny do ranienia ludzi, sprawiają, że nie jest to już zwykłe ogrodzenie. To pułapka. Jakby cały świat został zorganizowany wokół jednego celu: żeby ucieczka bolała. To przypomina wiele Twoich wcześniejszych snów, w których sama droga do wolności jest trudniejsza niż samo życie w przemocy.

Kolce są tu bardzo ciekawym symbolem. Nie zabijają. Nie zatrzymują fizycznie. One sprawiają, że jesteś tak poraniona, iż nie możesz skutecznie uciekać. To przypomina skutki długotrwałej przemocy psychicznej. Człowiek nadal może chodzić, mówić, funkcjonować, ale jest tak poraniony, że każda próba wyrwania się kosztuje ogrom bólu. W tym sensie kolce są czymś więcej niż przeszkodą – są kosztem wolności.

Bardzo podoba mi się, że mózg wykorzystał roślinę z rzeczywistości. To często robią sny: biorą zwykły przedmiot i zmieniają jego funkcję. W realu oddałaś roślinę matce, bo nie dawała sygnałów, kiedy potrzebuje opieki. We śnie roślina staje się czymś odwrotnym – nie wymaga żadnej troski, sama rośnie i sama rani. Jakby została całkowicie podporządkowana jednemu zadaniu.

Zwróciłam też uwagę, że kolce ranią przede wszystkim dłonie. Nie nogi. Możesz iść, ale nie możesz używać rąk. Dłonie są narzędziem działania, tworzenia, bronienia się, obejmowania innych, pracy. To one zostają unieszkodliwione. To bardzo przypomina to, o czym często rozmawiałyśmy: przemoc nie zawsze odbiera możliwość życia, ale bardzo często odbiera możliwość sprawczego działania.

Najbardziej niezwykłe jest jednak zakończenie. Przez większość snu wydaje się, że jedynym rozwiązaniem jest własna determinacja. Próbujesz raz za razem, mimo bólu. A potem okazuje się, że przełom następuje nie dlatego, że jesteś silniejsza od kolców, lecz dlatego, że ktoś po drugiej stronie postanawia przestać być częścią systemu. Matka drugiej dziewczyny wyrywa kolce. To pierwszy dorosły w całym śnie, który wybiera ochronę dziecka zamiast ochrony przemocy.

To bardzo mocny kontrast z Twoją historią. W wielu wcześniejszych snach i wspomnieniach pojawiało się doświadczenie dorosłych, którzy patrzyli, milczeli albo współuczestniczyli w przemocy. Tutaj pojawia się matka, która robi coś odwrotnego. Nie walczy z całym systemem. Nie niszczy ogrodzenia. Robi jedną, bardzo konkretną rzecz: usuwa to, co najbardziej rani. Czasem właśnie tyle wystarczy, żeby ktoś mógł uciec.

Jeszcze jedna rzecz mnie zaciekawiła. Piszesz, że byłaś asyryjską kobietą. To nie wydaje mi się przypadkowe. Ostatnio czytasz literaturę iracką, więc mózg sięgnął po jej krajobraz. Ale nie stworzył historycznej opowieści. Przeniósł współczesny problem przemocy rodzinnej do kultury, która z zewnątrz może wydawać się odległa. To pokazuje coś, o czym sama nieraz mówiłaś: mechanizmy przemocy są zadziwiająco podobne niezależnie od miejsca i epoki. Zmieniają się języki, religie, stroje czy architektura, ale nie zmienia się logika kontroli, izolacji i karania za próbę odejścia.

Mam też wrażenie, że ten sen jest mniej pesymistyczny niż wiele Twoich wcześniejszych. Ból jest ogromny, system wydaje się szczelny, ale po raz pierwszy rozwiązanie przychodzi nie dzięki samotnej walce, lecz dzięki solidarności dwóch kobiet i odwadze jednej matki. To nie jest ucieczka w pojedynkę. To ucieczka, która staje się możliwa dlatego, że ktoś powiedział: „nie będę już przykładać ręki do tego, co was rani.” Dla mnie to jest najjaśniejszy punkt całego snu.

sobota, 18 lipca 2026

Sen

17.07.2017
Śniło mi się, że założyłam kiosk, ale nie mogłam go otworzyć, bo matka ciągle coś kradła, psuła, przekładała. Ojciec i dziadkowie siedzieli i patrzyli, nikt jej nie opieprzył za to zachowanie. Kompletnie jak w życiu!
Kilka dni temu śniła mi się Sara jako duch. Była biszkoptowym labkiem.


To bardzo ciekawie łączy się z tym, co śni Ci się obecnie. Widzę tu dużą ciągłość motywów, mimo że między tym snem a obecnymi minęło wiele lat.

Sen z 2017 roku o kiosku jest właściwie jednym z najczystszych obrazów tego, co powtarza się w Twoich snach. Kiosk jest czymś Twoim. To nie tylko budka z gazetami. To własne miejsce, własna działalność, możliwość robienia czegoś po swojemu, kontaktu ze światem. Innymi słowy – sprawstwo.

Problem nie polega na tym, że nie umiesz prowadzić kiosku. Problem polega na tym, że nie możesz go nawet otworzyć, bo matka nieustannie ingeruje: kradnie, przestawia, niszczy. A obok siedzą ojciec i dziadkowie. Widzą wszystko. I nic nie robią.

To niemal ten sam motyw, który wraca w śnie o kosmetykach. Coś należy do Ciebie. Matka próbuje to zabrać. Inni są obecni, ale nie zatrzymują jej.

Różnica jest jednak bardzo ciekawa.

W 2017 roku jesteś właściwie sparaliżowana przez jej działania. Kiosk nie rusza.

W śnie z kosmetykami robisz coś zupełnie innego. Wyrzucasz je przez okno. To kosztowna decyzja, ale to Ty ją podejmujesz. Nie pozwalasz już, żeby to matka decydowała o losie Twoich rzeczy.

To nie jest szczęśliwe rozwiązanie, ale jest w nim więcej sprawstwa niż w starszym śnie.

A Sara jako duch...

To mnie porusza, bo Sara pojawia się u Ciebie w snach w bardzo charakterystyczny sposób. Nie jako ktoś, kto coś od Ciebie chce. Nie jako zagrożenie. Nie jako symbol przemocy. Wręcz przeciwnie.

Napisałaś tylko jedno zdanie: „Była biszkoptowym labkiem.”

Nie ma tam akcji. Nie ma dramatyzmu. Jest po prostu obecność.

Mam wrażenie, że Sara bardzo często pełni w Twoich snach rolę czegoś, co Jung nazwałby figurą opiekuna albo wewnętrznego bezpiecznego obiektu. Nie dlatego, że „chroni przed wszystkim”, ale dlatego, że sama jej obecność oznacza świat, w którym istnieje łagodność i zaufanie.

To dobrze pasuje do tego, jak o niej opowiadasz na jawie. Wielokrotnie mówiłaś, że największym prezentem, jaki Ci dała, było zaufanie. Że chciałaś być człowiekiem godnym tego zaufania.

W tym sensie Sara nie jest tylko wspomnieniem psa. Jest też częścią Twojego własnego systemu wartości. Kiedy pojawia się jako duch, nie kojarzy mi się z czymś niepokojącym. Bardziej z tym, że w psychice nadal istnieje miejsce, które pamięta doświadczenie bezwarunkowej łagodności.

Jest jeszcze jedna rzecz, która rzuciła mi się w oczy.

Od 2017 roku zmieniają się dekoracje snów: kiosk, mieszkanie, kosmetyki, samochód, łóżko pod sufitem...

Ale przeciwnik pozostaje ten sam: ktoś narusza Twoje granice.

I Ty też pozostajesz tą samą osobą. Nawet jako trzyletnie dziecko protestowałaś przeciw przemocy. W snach z różnych okresów robisz dokładnie to samo: próbujesz chronić to, co uważasz za swoje i za słuszne.

To, co się zmienia na przestrzeni lat, to nie Twoje wartości, ale repertuar sposobów działania. W starszych snach częściej była bezradność. W nowszych coraz częściej pojawia się decyzja: „nie”, „wyrzucam”, „nie będę prowadzić”, „przytrzymaj mnie”, „to moje”.

To wydaje mi się ważniejszą zmianą niż sama treść poszczególnych snów. Nie dlatego, że zniknęło zagrożenie – ono nadal wraca – ale dlatego, że coraz częściej pojawia się również Twoje własne sprawstwo wobec niego.

piątek, 17 lipca 2026

Sen

17.07

                Jadę samochodem z rodzicami, ale nie wiem, dlaczego to ja prowadzę, skoro to oni odebrali mnie z Sosnowca i wiozą do Gołonoga, żeby zabrać Zorkę, bo wracamy do domu. Prowadzę źle - bo nie umiem prowadzić. Nie mam prawa jazdy i nie zamierzam go mieć, mówiłam to rodzicom wielokrotnie (także w realu). Matka mnie wyszydza, mimo że sama nie umie prowadzić, nawet źle. W końcu wysiadam, odmawiam prowadzenia w ogóle i znowu mówię, że przecież mówiłam, że nie będę mieć prawa jazdy!
            W drugim śnie jestem w jakimś nieznanym mieszkaniu, chyba w kamienicy. W pokoju, który ma ze 4 piętra wysokości. Siedzę z jakąś dziewczyną na górze łóżka piętrowego, a nasze łóżko znajduje się pod samym sufitem! Patrzenie w dół jest przerażające! Inne meble są normalne, stoją na podłodze, a z góry wyglądają na maleńkie. Wejście do przedpokoju nie ma drzwi, jest na tej ścianie co głowa łóżka. Okno jest na ścianie naprzeciwko. Jest biała długa firanka, ale wiem, że jest okno, a za nim piękne lato, dużo zieleni, stare drzewa. Gdyby nie morderca, byłoby tam przyjemnie mieszkać.
            Bo właśnie ukrywam się tam przed mordercą, który dobija się do drzwi. Czuję paniczny strach. Ta dziewczyna chce zejść i mu otworzyć. Błagam ją, żeby tego nie robiła, choć wiem, że morderca z łatwością może wyważyć drzwi, więc najlepiej udawać, że nas nie ma.
            Morderca jednak wszedł, rozejrzał się po mieszkaniu, nie zauważył mnie - i poszedł! Ale moje życie nie jest bezpieczne, bo nagle, siedząc na kolanach, zsuwam się z łóżka! Wiadomo, że nie przeżyję upadku z takiej wysokości! Ponieważ zjeżdżam kolanami do przodu, nie mam się jak i czego złapać, więc błagam tę dziewczynę, żeby mnie przytrzymała od tyłu. Nie chcę umierać w taki sposób, kiedy dopiero co umknęłam mordercy!
            Z trzeciego snu pamiętam tylko urywek. Marta i ja jesteśmy w jakiejś łazience. Wygląda na publiczną łazienkę w szpitalu. Białe ściany pomalowane farbą olejną, kabiny jedna obok drugiej. Z okna widać, że jesteśmy w dużym budynku o kształcie litery U, jak szpital. Znowu jesteśmy na ok. IV piętrze. Okna są podwójne, między nimi jest jakieś 10 cm przerwy. Pokazuję Marcie jakieś kosmetyki kolorowe i kremy. Drogie i mało dostępne. Chyba są prezentem dla kogoś. Siłą woli chowam je pomiędzy oknami, bo matka ciągle się pojawia i chce je zabrać - ukraść po prostu - dla siebie. Siłą woli przenoszę kosmetyki do kolejnego okna i kolejnego, i kolejnego... Jak to w snach, siła woli czasem działa lepiej, a czasem gorzej. Proszę Martę o pomoc, ale ona nie chce albo nie umie działać umysłowo i kosmetyki ani drgną. W końcu mam już tego dość i siłą woli ciskam kosmetykami przez otwarte okno - tak, żeby matka widziała i się odczepiła.
            W realu matka kradła moje rzeczy nagminnie. I nie mam na myśli tylko sprawy ukradzionego płaszcza. Brała sobie wszystko bez pytania i zgody, włamała się do skrzyni zamykanej na kłódkę, żeby mieć dostęp do moich dzienników, zamiast uczciwie zdobyć koje zaufania i dowiadywać się rzeczy o mnie - ode mnie. Jestem otwartą osobą, mówię o sobie dużo, ale matka nie chciała mnie znać, tylko mieć nade mną kontrolę.


To, co najbardziej rzuca mi się w oczy w tych trzech snach, to powracający motyw odbierania Ci sprawstwa. Nie chodzi już tylko o samą przemoc, ale o sytuacje, w których ktoś próbuje zmusić Cię do funkcjonowania według reguł, których sama nie wybrałaś.

W pierwszym śnie rodzice każą Ci prowadzić samochód, choć od dawna jasno komunikowałaś, że nie będziesz mieć prawa jazdy. To nie jest kwestia umiejętności prowadzenia, ale naruszenia granicy. W realnym życiu wielokrotnie mówiłaś „nie”, a mimo to inni zachowują się tak, jakby tego „nie” nie było. Matka dodatkowo wyśmiewa Cię za coś, do czego sama nie ma kompetencji. To bardzo przypomina znany z rzeczywistości schemat: wymaganie od Ciebie czegoś, czego nigdy nie chciałaś, a potem karanie Cię za to, że nie spełniasz cudzego oczekiwania.

Drugi sen jest niezwykle sugestywny. Łóżko zawieszone niemal pod sufitem sprawia, że już samo istnienie w tym miejscu wymaga ciągłego napięcia. Nie jesteś bezpieczna nawet wtedy, gdy morderca odchodzi. Najbardziej poruszyło mnie jednak to, że zagrożeniem nie jest tylko morderca. Gdy on znika, pojawia się inne niebezpieczeństwo: zaczynasz zsuwać się z łóżka.

To bardzo przypomina sytuację chronicznego stresu. Przez chwilę udaje się uniknąć jednego zagrożenia, ale organizm jest już tak wyczerpany, że pojawia się następne. Nie dlatego, że zrobiłaś coś źle, tylko dlatego, że samo utrzymywanie się „na wysokości” kosztuje ogromny wysiłek.

Jest jeszcze jedna rzecz. Nie próbujesz, jak bohaterowie filmów akcji, walczyć z mordercą. Nie prosisz tej dziewczyny, żeby go pokonała. Prosisz tylko, żeby Cię przytrzymała. To bardzo niewielka prośba. Nie oczekujesz, że ktoś rozwiąże za Ciebie problem. Potrzebujesz tylko tyle wsparcia, żeby nie spaść.

To jest bardzo charakterystyczny motyw wielu Twoich snów. Nie prosisz o uratowanie świata. Prosisz o elementarne współdziałanie.

Trzeci sen jest chyba najbardziej dosłowny. Kosmetyki nie są zwykłymi kosmetykami. To Twoje rzeczy, Twój wybór, coś przeznaczonego dla kogoś według Twojej decyzji. Matka znowu chce je zabrać. Robi dokładnie to, co – jak sama napisałaś – robiła w rzeczywistości przez lata.

Bardzo ciekawy jest sposób, w jaki próbujesz je chronić. Nie chowasz ich do szafy ani do sejfu. Przenosisz je siłą woli z jednego okna do drugiego. Jakby jedyną przestrzenią, nad którą naprawdę masz kontrolę, był Twój własny umysł.

Kiedy Marta nie potrafi Ci pomóc, podejmujesz radykalną decyzję: wyrzucasz kosmetyki przez okno.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak strata. Ale psychologicznie można to odczytać inaczej. Skoro jedyną alternatywą jest pozwolenie matce na kradzież, wybierasz rozwiązanie: „nie będzie ich miała, nawet jeśli ja też je stracę”. To jest odzyskanie sprawstwa. Nie idealne, kosztowne, ale własne.

Zastanowiło mnie jeszcze coś, co łączy wszystkie trzy sny.

W pierwszym mówisz: „Nie będę prowadzić.”

W drugim mówisz: „Przytrzymaj mnie.”

W trzecim mówisz właściwie: „Skoro nie potrafisz uszanować, że to moje, to sama zdecyduję, co się z tym stanie.”

To są trzy różne zdania, ale wszystkie mają wspólny rdzeń: wyznaczanie granicy.

Nie ma w nich agresji. Nie ma zemsty. Jest bardzo spokojne, konsekwentne: „to jest moje”, „tego nie zrobię”, „tego potrzebuję”, „na to się nie zgadzam”.

Myślę też, że nieprzypadkowo w drugim śnie największym zagrożeniem okazuje się nie sam morderca, ale upadek. W poprzednich rozmowach wiele razy wracało u Ciebie rozróżnienie między samą przemocą a skutkami wieloletniego życia pod jej wpływem. Morderca symbolizuje źródło zagrożenia, ale organizm może „puścić” już po jego odejściu. To bardzo trafny obraz tego, jak działa przewlekły stres.

I jeszcze drobiazg, który bardzo mi się spodobał. W trzecim śnie jedyną osobą, którą prosisz o pomoc, jest Marta. Nie prosisz matki, nie próbujesz z nią negocjować. To pokazuje, że nawet we śnie nie oczekujesz już od niej zmiany. Energię kierujesz tam, gdzie potencjalnie mogłaby pojawić się współpraca. Nawet jeśli tym razem Marta jej nie udziela, sam wybór, do kogo się zwracasz, jest znaczący.

środa, 15 lipca 2026

Sen

15.07

                Sen nr 1. Nie mam pojęcia, dlaczego, ale próbuję się dostać do jakiegoś mieszkania. Raczej nie jest moje. W środku jest dwoje ludzi, ale nieznanych mi i nawet nie zapamiętałam ich płci. Byli w lekkim oddaleniu od drzwi, przy których stałam, więc nie widziałam ich dobrze. Od drzwi zaczynał się bardzo wąski korytarz, przez który ledwie było można się przecisnąć, więc ściana zasłaniała jedną z osób, ale słyszałam jej głos. Pamiętam, że ściany były białe, a po lewej stronie stała szafeczka, jakie często stoją w przedpokojach. I ja stałam w tym przedpokoju, na początku korytarza, tyłem do drzwi.
            Wejście było śmiertelnie niebezpieczne. Po lewej stronie, przy ścianie, biegły 2 małe rurki. O średnicy trochę większej od liny do wspinaczki. W jednej rurce biegła właśnie lina, tak w powietrzu. Rurka częściowo była szklana, więc widziałam tę linę. Żeby móc wejść do mieszkania, ta lina musiała się zahaczyć o haczyk biegnący z drugiej strony rurki. Nikt tego nie mógł dotknąć, więc nie wiem, na jakiej zasadzie to urządzenie decydowało, że lina zahaczy o haczyk albo nie. Ale gdyby nie zahaczyła, to z drugiej rurki wyszedłby szpikulec i przebiłby mnie na wylot, zabijając.
            Nie mam pojęcia, po co miałam tam wejść, czy ja tego chciałam i dlaczego było to tak trudne. Ale szło mi źle. Lina się naprężała coraz bardziej i widać było, że za chwilę zapnie się o ten haczyk, a ja nie miałam na to żadnego wpływu. Wygląda na to, że ludzie wewnątrz też nie, ale tak nie do końca, bo kobieta - to chyba była kobieta - powiedziała do tej drugiej osoby (odniosłam wrażenie, że to facet), żeby ta poszła od tyłu i mi pomogła wejść.
            Sen nr 2. Mam zdawać maturę, ale wszystko jest bardzo dziwne. Jestem na wolnej przestrzeni, ale jest ciemno, więc nie widzę okolicy wokół. Oświetlona jest tylko wielka szara zjeżdżalnia podobna do takich na basenie, ale stoi tak po prostu na ziemi. Nie ma dachu, zjeżdża się, będąc widocznym z zewnątrz. Są różne zakręty. Jest sporo ludzi, zjeżdżają jedno za drugim. W jakiś sposób ten zjazd decyduje o tym, czy się zda maturę. Wiem, że muszę zjechać tak, żeby mnie nie zauważył jakiś człowiek, bo z jakiegoś powodu on by mnie "wydał" i nie zdałabym matury, choć jestem przygotowana, a od zdania jej znowu zależy moje życie.
            Ostatni kadr snu: jestem w trakcie zjazdu i wypatrzyłam tego faceta, który może mnie wydać. Kulę się i odwracam twarz w drugą stronę, ale nie mogę już zatrzymać zjazdu, mogę tylko liczyć na to, że mnie nie rozpozna.


Dziękuję za tak dokładny opis. Zwróciły moją uwagę dwie rzeczy, które pojawiają się w obu snach i które bardzo często przewijają się także w Twoich wcześniejszych snach: próba przejścia przez jakiś mechanizm oraz poczucie, że wynik zależy od czegoś, na co masz niewielki wpływ, mimo że od tego zależy bardzo wiele.

Pierwszy sen właściwie nie jest snem o mieszkaniu. Śni się próg. To nie jest przestrzeń, w której żyjesz, tylko moment przejścia do niej. Najbardziej niezwykłe jest urządzenie z liną. Nie przypomina ono żadnej rzeczywistej pułapki. Działa według własnych zasad. Ty nie możesz go dotknąć, nie możesz nim sterować ani przewidzieć, a jednocześnie od jego działania zależy życie. Bardzo przypomina to doświadczenie życia w otoczeniu przemocy, w którym człowiek uczy się, że „mogę zrobić wszystko poprawnie, a i tak nie wiem, czy zostanę ukarana”. To nie jest zwykły lęk przed porażką, lecz świat, w którym reguły są arbitralne.

Sama lina jest ciekawa. Nie jest martwym elementem konstrukcji. Porusza się, napina i próbuje znaleźć haczyk. Odebrałam ją wręcz jako obraz nadziei. Ty nic nie możesz zrobić, ale lina cały czas próbuje się zaczepić, jakby świat sam szukał sposobu, żeby jednak Cię przepuścić. Z kolei szpikulec jest symbolem zagrożenia, które nie wynika z walki ani z czyjejś bezpośredniej agresji. Wystarczy jedna decyzja mechanizmu. To przypomina wiele Twoich snów, w których niebezpieczeństwo wynika bardziej z działania systemu niż z konkretnego człowieka.

Bardzo ważni są też ludzie znajdujący się w mieszkaniu. Oni nie śmieją się z Ciebie ani nie chcą Ci zaszkodzić. Wręcz przeciwnie – jedna osoba mówi drugiej, żeby poszła Ci pomóc. To pierwszy raz od dawna, kiedy ktoś „po drugiej stronie” próbuje znaleźć sposób, żeby Cię przeprowadzić przez próg, nawet jeśli sam nie ma pełnej kontroli nad sytuacją.

Drugi sen również nie wydaje mi się snem o maturze. To raczej sen o egzaminie z prawa do istnienia. Sama podkreślasz, że jesteś przygotowana. Problemem nie jest więc wiedza ani umiejętności. Problem polega na tym, że ktoś może Cię zauważyć. To ogromna różnica. Nie chodzi o to, żeby dobrze wykonać zadanie, ale o to, żeby nie zostać wskazaną.

Kilka dni temu śnił Ci się rollercoaster, teraz znowu pojawia się zjazd. Tym razem jednak mechanizm działa prawidłowo. Nie ma katastrofy ani awarii. Ty jedziesz i nie możesz już zatrzymać ruchu, możesz jedynie zdecydować, jak się ułożysz. To wydaje mi się ciekawą zmianą względem wcześniejszego snu. Sam tor nie jest już zagrożeniem. Niebezpieczeństwem staje się człowiek, który może Cię rozpoznać.

Najmocniejszy jest właśnie motyw rozpoznania. Nie chodzi o to, żebyś była najlepsza ani żeby nie popełniła błędu. Chodzi tylko o to, żeby nie zostać zauważoną przez właściwą osobę. Bardzo przypomina to doświadczenie wielu osób żyjących długo w przemocy – „najbezpieczniej jest nie zwracać na siebie uwagi”. Nie dlatego, że zrobiły coś złego, lecz dlatego, że samo zauważenie może uruchomić zagrożenie.

Mam wrażenie, że oba sny opowiadają o tym samym z dwóch stron. W pierwszym próbujesz wejść, w drugim próbujesz przejść. W obu istnieje mechanizm, istnieje ktoś po drugiej stronie, wynik ma ogromne znaczenie, ale nie zależy wyłącznie od Ciebie.

Jednocześnie pojawia się coś nowego. W pierwszym śnie ktoś chce Ci pomóc. W drugim sam mechanizm nie jest już wrogi – zjeżdżalnia działa poprawnie. Zagrożeniem jest dopiero człowiek, który może Cię rozpoznać. To subtelna, ale ważna zmiana względem wielu wcześniejszych snów, w których samo otoczenie było niebezpieczne. Tutaj świat wydaje się bardziej neutralny, a źródłem zagrożenia staje się ocena drugiego człowieka.

Jest jeszcze jeden drobiazg, który mnie zaciekawił. W pierwszym śnie stoisz tyłem do drzwi. Gdyby chodziło wyłącznie o wejście, naturalnie patrzyłabyś w ich stronę. Tymczasem cała Twoja uwaga skupia się nie na tym, co zostawiasz za sobą, lecz na samym przejściu przez niebezpieczny próg. To jeszcze bardziej podkreśla, że najważniejszy nie jest cel podróży, ale moment przekroczenia granicy i to, czy uda się go przetrwać.


                W tym mieszkaniu jestem już za progiem, skoro drzwi mam za plecami. Przeszłam już przez próg, dopiero dalej jest niebezpiecznie, a z jakiegoś powodu drzwi się za mną zamknęły i nie mogę się już wycofać, ale ten mężczyzna może wyjść z drugiej strony i dotrzeć do mnie od tyłu, przechodząc przez te same drzwi co ja, i pomóc mi, stojąc ok mnie. Skoro on już był w tym mieszkaniu, to może mnie razem z nim ten mechanizm przepuści?


To zmienia bardzo ważny szczegół. Dobrze, że mnie zatrzymałaś, bo rzeczywiście błędnie odczytałam przestrzeń. Jeżeli drzwi są za Twoimi plecami, to próg został już przekroczony. To nie jest sen o wejściu. To jest sen o znalezieniu się wewnątrz systemu, z którego nie można się już po prostu wycofać. To bardzo zmienia znaczenie tego mechanizmu. Nie stoisz przed egzaminem. Już go podjęłaś. Nie możesz powiedzieć: „to ja jednak wychodzę”. Droga odwrotna jest zamknięta. Zagrożenie jest dopiero przed Tobą. I właśnie wtedy pada zdanie kobiety: „Idź od tyłu i jej pomóż.” To zdanie mnie poruszyło jeszcze bardziej po Twoim dopowiedzeniu. Bo ten mężczyzna nie ma wyłączyć mechanizmu. On nie ma go zniszczyć. Nie ma go oszukać. Ma po prostu stanąć obok Ciebie. Jakby jego obecność miała coś zmienić. To przypomina mi bardzo wiele sytuacji z życia. Są mechanizmy, których jedna osoba nie może pokonać sama. Ale obecność drugiej osoby zmienia wszystko. Nie dlatego, że prawa fizyki się zmieniają, tylko dlatego, że przestajesz być sama wobec zagrożenia.

Piszesz: "Skoro on już był w tym mieszkaniu, to może mnie razem z nim ten mechanizm przepuści?" I to jest właśnie myśl, która wydaje mi się najciekawsza. W śnie nie pojawia się pomysł: „on wyłączy urządzenie”. Pojawia się pomysł: „może razem będzie inaczej”. To bardzo różni się od wielu Twoich wcześniejszych snów, w których ratunek polegał na tym, że sama musiałaś coś zrobić: ratować szczury, wyciągać zwierzęta z wody, walczyć z matką, szukać wyjścia. Tutaj rozwiązanie nie polega na większym wysiłku z Twojej strony. Rozwiązaniem miałaby być obecność drugiego człowieka. To jest dla mnie coś nowego.

Zastanawiam się też nad samą konstrukcją urządzenia. Lina ma się zaczepić o haczyk. To nie jest przypadkowe zestawienie. Lina i hak istnieją właśnie po to, żeby się połączyć. Cały mechanizm jest skonstruowany tak, żeby połączenie było możliwe. Dopiero gdy ono nie nastąpi, pojawia się szpikulec. To trochę tak, jakby sen mówił: "Domyślnym stanem świata powinno być połączenie. Śmierć pojawia się dopiero wtedy, gdy połączenie się nie uda." To bardzo ciekawy kontrast wobec wielu Twoich wcześniejszych snów, gdzie świat wydawał się z definicji wrogi. Tutaj świat jest raczej... niepewny. Jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia. To kobieta mówi mężczyźnie, żeby Ci pomógł. Nie mówi: „niech sobie radzi”. Nie mówi: „to jej problem”. Od razu zakłada, że trzeba Ci pomóc.

Po wszystkich snach, które mi opowiadałaś przez ostatnie miesiące, jest to wręcz nietypowe. Bardzo często śniły Ci się osoby, które patrzyły, ignorowały albo wybierały kogoś innego. Tutaj pierwszą reakcją tej kobiety jest: pomóc. Nie wiemy, czy zdążył. Obudziłaś się wcześniej. Ale sam fakt, że taka reakcja w ogóle pojawiła się w Twoim śnie, wydaje mi się znaczący. Nie dlatego, że oznacza jakąś przepowiednię, lecz dlatego, że Twoja psychika dopuściła scenariusz, w którym ktoś nie odwraca wzroku od zagrożenia, tylko odruchowo szuka sposobu, żeby być obok Ciebie. To jest jakościowo inny motyw niż ten, który pojawiał się w wielu wcześniejszych koszmarach.


wtorek, 14 lipca 2026

***

Mam 49 lat, a ciągle jestem w gotowości, żeby kochać matkę.
Żeby być z nią blisko.
Żeby się z nią spotykać i rozmawiać.

Tylko matka nie chce tego ode mnie. Chce tylko, żebym była ofiarą jej przemocy.

Tego ode mnie nie dostanie nigdy. Może ci, którzy jej kablują, zechcą być jej ofiarami?


poniedziałek, 13 lipca 2026

Sen

Dziś tylko urywek snu. Tym razem Gołonóg, ale mieszkanie dziadków nie przypomina rzeczywistego. Cała rodzina szykuje się na komunię Adama, mimo że Adam w tym śnie ma jakieś 15 lat. Śmignął do góry, ale jeszcze nie nabrał ciała. Cała rodzina jest u dziadków w mieszkaniu i szykuje się do wyjścia. Eleganckie stroje. Ja mam na tę okazję specjalnie uszytą nową sukienkę. Nie wiem, dlaczego wszyscy mają stroje wieczorowe i nikogo to nie dziwi. Ja też mam długą czarną, błyszczącą suknię z czerwonymi akcentami. Matka robi awanturę, jak w realu, więc stwierdzam, że nie idę do kościoła. Każę matce wybierać: albo mam iść do kościoła, albo jej awantura. Matka wybiera awanturę, ale to na mnie rodzina patrzy, jakbym to ja się awanturowała. Znowu jak w realu!


Ten sen jest krótki, ale bardzo spójny z wieloma wcześniejszymi. Mam wrażenie, że nie wnosi nowego konfliktu, tylko pokazuje go w bardzo skondensowanej formie.

Najpierw zwróciłam uwagę na miejsce. Znowu pojawia się mieszkanie z dzieciństwa, ale nie jest realistyczne. To powtarza się u Ciebie bardzo często. Piaski, Gołonóg, Warszawa – we śnie są rozpoznawalne jako to miejsce, ale układ pomieszczeń jest inny. Wygląda to tak, jakby Twój mózg nie odtwarzał konkretnych mieszkań, tylko budował symboliczną przestrzeń związaną z rodziną i dzieciństwem. W takich miejscach prawie zawsze wydarza się coś dotyczącego relacji, a nie samego domu.

Ciekawy jest też Adam. Ma piętnaście lat, ale przygotowuje się do Pierwszej Komunii. To bardzo nielogiczne, a jednak sny często robią coś takiego z rytuałami przejścia. Komunia jest momentem wejścia do wspólnoty, uznania przez rodzinę i Kościół, a piętnastoletni chłopak wygląda już prawie jak dorosły. Jakby dwa etapy życia nałożyły się na siebie. Nie mam poczucia, że ten sen jest o Adamie. Komunia jest raczej pretekstem do zebrania całej rodziny.

Bardzo spodobał mi się motyw strojów. Wszyscy są ubrani wieczorowo, jak na galę, i nikogo to nie dziwi. Ty również masz specjalnie uszytą suknię – długą, czarną, błyszczącą, z czerwonymi akcentami. To niezwykle elegancki strój jak na komunię. W Twoich snach ubrania często mają znaczenie. Bywałaś ich pozbawiana przez matkę, biegałaś nago, szukałaś ich, walczyłaś o nie. Tutaj przeciwnie – masz własną, piękną suknię, przygotowaną specjalnie dla Ciebie. To wygląda jak symbol gotowości do uczestniczenia w ważnym wydarzeniu. I właśnie wtedy matka robi to, co robi od lat – wywołuje awanturę.

Najmocniejszy moment snu to jednak Twoje zdanie: „Albo mam iść do kościoła, albo jej awantura.” To brzmi jak postawienie granicy. Nie mówisz: „Nie idę, bo mi się nie chce.” Nie mówisz: „Nie lubię kościoła.” Mówisz bardzo konkretnie: jeśli ona wybiera przemoc, ja wycofuję się z sytuacji. To jest zupełnie inna postawa niż w wielu wcześniejszych snach, w których próbowałaś ratować sytuację za wszelką cenę. Tutaj stawiasz warunek.

I wtedy dzieje się coś, co niestety pojawiało się już wiele razy. Matka świadomie wybiera awanturę. A rodzina patrzy na Ciebie tak, jakby to była Twoja decyzja. To bardzo przypomina wcześniejszy sen z policją, gdzie matka zorganizowała całe przedstawienie, a Ty od początku próbowałaś tylko zakończyć konflikt. Tam również odpowiedzialność została odwrócona. Nie osoba wywołująca chaos była postrzegana jako problem, tylko ta, która próbowała postawić granicę.

To odwrócenie ról wydaje mi się najważniejszym motywem tego snu. Nie sama awantura, bo ona pojawia się niemal zawsze. Najbardziej boli chyba to, że świadkowie widzą coś zupełnie innego niż Ty. Ty widzisz prosty ciąg zdarzeń: matka wszczyna awanturę → stawiasz granicę → rezygnujesz z wyjścia. Rodzina widzi: Ty nie idziesz do kościoła → więc to Ty robisz problem. Jakby pierwszy element całkowicie zniknął.

To bardzo współgra z tym, co opisywałaś nie tylko w snach, ale też w rzeczywistości. W wielu Twoich opowieściach przewija się doświadczenie, że inni dostrzegają reakcję, ale nie dostrzegają tego, co ją wywołało. Ten sen pokazuje ten mechanizm niemal podręcznikowo. Nie chodzi już nawet o samą matkę. Chodzi o to, że otoczenie przyjmuje jej wersję wydarzeń, ponieważ widzi tylko ostatni akt całej historii.

       

     Matka awanturuje się przy wszystkich, więc oni doskonale to widzą i wiedzą, a mimo to reagują przemocą tak samo jak ona. Też jak w realu, mimo że matka swoją przemoc w realu ukrywa tak, żebym tylko ja ją widziała, a przed innymi gra idealną.


To bardzo ważne doprecyzowanie i rzeczywiście zmienia akcent interpretacji.

W pierwszej chwili odczytałam ten sen przez pryzmat wielu wcześniejszych, w których matka działała zakulisowo, manipulowała obrazem sytuacji albo organizowała "przedstawienie". Tutaj jednak opisujesz coś innego. W tym śnie wszyscy widzą dokładnie to samo, co Ty. Widzą, że awanturę wszczyna matka. Nie ma żadnego nieporozumienia ani ukrytej manipulacji. A mimo to odpowiedzialność zostaje przeniesiona na Ciebie.

To jest znacznie bardziej niepokojący mechanizm.

Bo wtedy nie chodzi już o to, że ludzie zostali oszukani. Chodzi o to, że akceptują przemoc, a sprzeciw wobec niej uznają za większy problem niż samą przemoc.

W tym śnie właściwie nie robisz nic agresywnego. Nie odpowiadasz awanturą na awanturę. Nie wyzywasz matki. Nie próbujesz jej zawstydzić. Mówisz tylko: w takich warunkach nie pójdę. To jest wycofanie się z sytuacji, a nie atak. A jednak to właśnie Ty stajesz się dla otoczenia problemem.

To przypomina mechanizm, który psychologowie czasem opisują jako ochronę istniejącego porządku. W rodzinach, w których jedna osoba od dawna zachowuje się destrukcyjnie, pozostali mogą zacząć traktować jej zachowanie jako coś "normalnego". Wtedy każda osoba, która próbuje ten układ zakwestionować, nawet bardzo spokojnie, jest odbierana jako ta, która burzy spokój. Nie dlatego, że rzeczywiście go burzy, tylko dlatego, że ujawnia coś, z czym reszta nauczyła się żyć.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie uderzyła. Piszesz, że w rzeczywistości matka ukrywa przemoc przed innymi, a we śnie tego nie robi. Mam wrażenie, że sen świadomie zdejmuje tę zasłonę. Jakby mówił: załóżmy na chwilę, że wszyscy widzą prawdę. Co wtedy? I odpowiedź snu brzmi: nawet wtedy mogliby stanąć po jej stronie.

To nie jest, moim zdaniem, przepowiednia ani stwierdzenie faktu o wszystkich ludziach wokół Ciebie. Raczej wyraz bardzo głębokiego lęku albo doświadczenia: że samo ujawnienie przemocy nie gwarantuje sprawiedliwości. Że można zostać potraktowany niesprawiedliwie nawet wtedy, gdy fakty są widoczne.

To dobrze współgra z innymi Twoimi snami z ostatnich tygodni. W śnie z lustrem weneckim nie mogłaś zmienić systemu, mogłaś tylko powiedzieć dziewczynce dwa dobre słowa. W śnie z policją wszyscy mogli zobaczyć, że matka robi przedstawienie, ale to nie kończyło problemu. W śnie z komunią znowu okazuje się, że sama prawda nie wystarcza, żeby ludzie zareagowali sprawiedliwie.

Jest natomiast coś, co pozostaje niezmienne we wszystkich tych snach: Ty nie przyjmujesz reguł, które uważasz za złe. Nie zgadzasz się straszyć dziewczynki. Nie godzisz się udawać, że awantura jest normalna. Nie walczysz o spadek dla siebie. Za każdym razem próbujesz zachować własne zasady, nawet jeśli sen pokazuje, że nie przynosi to nagrody. To jest chyba najbardziej stały motyw przewijający się przez Twoje sny z ostatnich miesięcy.


W realu nie robiłabym tego Adamowi. Poszłabym na jego komunię mimo przemocy matki, chyba że on sam uznałby, że to nie jest tego warte. To zachowanie baranów idących na rzeź zawsze było dla mnie niezrozumiałe, nawet kiedy miałam 3 lata. Przecież w kupie siła, wystarczyłoby, żeby wszyscy stanęli po stronie uczciwości i braku przemocy i to by się skończyło. Wystarczyłoby reagować, a nie na siłę się powstrzymywać przed reakcją. Przecież powstrzymywanie się przed reakcją jest destrukcyjne dla wszystkich i ma znacznie większy koszt niż reakcja! W realu wszyscy wiedzą o przemocy matki, bo ją ujawniłam! A mimo to i tak wybierają przemoc, jak we śnie. Ludzie świadomie wybierają granie w grę przemocowca!


To, co napisałaś dalej, wydaje mi się jeszcze ciekawsze. Piszesz:

"Przecież w kupie siła."

Mam wrażenie, że to jest jedno z Twoich najgłębszych przekonań, które przewija się przez wiele snów. Bardzo często nie dziwi Cię sama przemoc jednego człowieka. Dziwi Cię bierność pozostałych.

I rzeczywiście, to widać niemal wszędzie.

W śnie o poparzeniach wystarczyło, żeby jedna z trzech zdrowych osób zajęła się Tobą.

W śnie z dziewczynką za lustrem wystarczył jeden akt dobra, żeby przerwać mechaniczne wykonywanie okrucieństwa.

W śnie o komunii wystarczyłoby, żeby rodzina powiedziała: „To nie Dagmara robi problem. Najpierw uspokójmy awanturę”.

W śnie z policją wystarczyłoby, żeby ktoś zauważył, że przedstawienie zostało wyreżyserowane.

Masz rację, że w tych snach powtarza się nie tyle pytanie: „Dlaczego jedna osoba jest okrutna?”, ile: „Dlaczego pozostali się na to godzą?”

Natomiast przy jednym zdaniu byłabym ostrożna:

"Ludzie świadomie wybierają granie w grę przemocowca."

Myślę, że w niektórych sytuacjach rzeczywiście tak bywa. Ale nie sądzę, żeby to była jedyna możliwa przyczyna. Ludzie mogą zachowywać się w ten sposób z bardzo różnych powodów: ze strachu, z przyzwyczajenia, z wygody, z poczucia bezradności, z przekonania, że „tak będzie spokojniej”, z błędnej oceny sytuacji albo dlatego, że sami nauczyli się funkcjonować w podobnych układach. To oczywiście nie usprawiedliwia bierności ani wspierania przemocy, ale oznacza, że motywacje różnych osób mogą być różne.

Natomiast rozumiem, dlaczego w Twoim odbiorze wygląda to jak świadomy wybór. Jeśli ktoś ma wiedzę o przemocy i mimo to staje po stronie osoby stosującej przemoc albo odwraca wzrok, skutki dla osoby pokrzywdzonej mogą być bardzo podobne niezależnie od tego, z jakiego powodu to robi.

To, co mnie uderza najbardziej w Twoich snach z ostatnich tygodni, to właśnie ten motyw. Wiele osób interpretuje sny o prześladowaniu jako opowieści o jednym prześladowcy. U Ciebie coraz częściej głównym tematem nie jest sam prześladowca. Jest nim reakcja otoczenia. To, czy ktoś zareaguje. Czy ktoś powie: „Stop”. Czy ktoś uzna, że dobro i uczciwość są ważniejsze niż utrzymanie pozornego spokoju.

I jeszcze jedna rzecz. Napisałaś:

"To zachowanie baranów idących na rzeź zawsze było dla mnie niezrozumiałe, nawet kiedy miałam 3 lata."

To zdanie bardzo dobrze pasuje do wielu Twoich snów. W nich niemal zawsze pojawia się postać, która mimo zagrożenia robi coś zgodnego z własnym sumieniem: sowa śpiewa ukrywającym się ludziom, staruszek daje Ci schronienie, Ty mówisz dziewczynce: „Jesteś świetna”, ratujesz zwierzątko na kutrze. Wygląda to tak, jakby Twoja wyobraźnia nieustannie szukała odpowiedzi na pytanie: czy w sytuacji zagrożenia można zachować się inaczej niż większość? I bardzo często odpowiedź snu brzmi: tak, można — choć nie zawsze oznacza to, że uda się zmienić cały system.


            Ludzie mogą zachowywać się w ten sposób z bardzo różnych powodów: ze strachu, z przyzwyczajenia, z wygody, z poczucia bezradności, z przekonania, że „tak będzie spokojniej”, z błędnej oceny sytuacji albo dlatego, że sami nauczyli się funkcjonować w podobnych układach -> Każda z tych sytuacji jest nadal wyborem. Nie ma obowiązku w tych sytuacjach tkwić, ludzie to wybierają. Wybierają krzywdzenie innych, choć nie muszą. Matka przecież nie stosuje przemocy wobec nich, nic im nie grozi, jeśli to przerwą. A nawet gdyby, to matka jest jedna, tylko jedna, można ją wyostracyzmować z rodziny. Ją, nie ofiarę. Każdy wybiera przemoc z innego powodu, ale to nadal wybór. Bo nie mówimy przecież o sytuacji, w której reakcja grozi niebezpieczeństwem czy śmiercią. Za reakcję nie grozi postrzał ani dźgnięcie nożem. To nie Auschwitz, gdzie ludzie szerzyli dobro mimo, że sami mogli z tego powodu umrzeć. Matka jest jak esesman, a reszta leci za nią ślepo jak kapo. Gorzej, kapom też groziła śmierć za niewykonanie rozkazu, a im nic nie grozi.

***

 


niedziela, 12 lipca 2026

Sen

12.07

                Znowu jakieś koszmary dziś! Najpierw śniło mi się, że stałam na jakimś korytarzu, który wyglądał jak szpitalny. Ze mną była matka i troje jakichś ludzi, którzy okazali się być moim przyrodnim rodzeństwem. Zmarł mężczyzna, który okazał się być moim ojcem biologicznym (nazwijmy go tata B). Okazało się, że matka miała mnie z nim, bo zdradziła mojego tatę właściwego (tatę A). W realu to się nie wydarzyło, a tata A jest takę tatą B. We śnie ci ludzie okazali się dziećmi taty B z jego legitnego małżeństwa, a ja dzieckiem z nieprawego łoża. Zarówno dla nich, jak i dla mnie było to zaskoczeniem, bo nikt o tym nie wiedział. Matka nic mi nie powiedziała i przez całe moje życie nie pozwalała tacie B się ze mną spotkać.
            Omawiamy jego testament, a raczej jego brak. Okazało się, że za życia tata A wyrażał chęć, żeby cały jego wielki majątek przekazać na cele charytatywne. Nikomu z nas nic nie zostawił. Jego legalne dzieci były tym rozgoryczone i zbulwersowane, ja - nie. Zaproponowałam, żebyśmy się wszyscy przebadali, czy nie mamy jakichś ciężkich chorób wymagających drogiego leczenia (we śnie chyba byłam zdrowa?). I tłumaczę im, że tata B na pewno nie pozbawiłby nas leczenia i życia, gdyby wiedział, że ciężko na coś chorujemy i potrzebujemy pieniędzy na leczenie. Jeśli któreś z nas jest ciężko chore, to prawnik mógłby stworzyć dla tego brata albo siostry fundusz powierniczy na leczenie. Wtedy to stałoby się celem charytatywnym, tak jak chciał tata B, a pieniądze, które by zostały, moglibyśmy przekazać na jeszcze jakiś inny cel charytatywny. Natomiast jeśli jesteśmy zdrowi, to nie potrzebujemy tego majątku przecież, sami zapracujemy.
            I drugi sen. Mieszkam na Piaskach, sama. Mieszkanie jest w pełni moje, a to matka mieszka w Warszawie. Mieszkanie wygląda jak prawdziwe, w moim pokoju stoi jeszcze pianino, które teraz stoi w Warszawie w dużym pokoju. Któregoś dnia wstaję po ataku snu, jest już wieczór, jest szarawo na dworze. Słyszę jakieś odgłosy, wchodzę do kuchni i ze zgrozą spostrzegam, że przy stole siedzi matka. Pijana czy naćpana, ma rozszerzone źrenice (w realu nigdy nie używała żadnych używek). Zaczyna się awanturować (i to już jest realne, niestety), więc ją wyrzucam z mieszkania. Telefon i tablet zostawiła na pianinie. Chciałabym je jej oddać, żeby nie miała powodu wracać, ale nie mogę otworzyć drzwi, bo znowu się wepchnie na siłę.
            A, jeszcze zanim ją wyrzuciłam, wyjrzałam przez okno w kuchni, a przed blokiem stoją 2 nowoczesne limuzyny, pełne pijanych i naćpanych ludzi w strojach wieczorowych, widać, że wracają z jakiejś imprezy. Jakaś długa goła kobieca noga wystaje przez otwarte drzwi samochodu. Obok stoi Agnieszka Szulim-Badziak-Woźniak-Starak (nie wiem, czemu akurat ona, w realu lubię ją jako dziennikarkę i prowadzącą) i widzę, że czekają na matkę, już lekko zniecierpliwieni. Rzucam jakąś uwagę, że ładne sobie matka towarzystwo znalazła.
            Po tym, jak matka wyszła, myślałam, że to koniec tej awantury, ale nie. Okazało się, że matka zrobiła to, czym mnie straszy ciągle w realu: przedstawienie! Sfingowała powrót do domu, właśnie po to, żebym ją wyrzuciła. Zapewniła sobie świadków, celowo znanych, żeby wszystkie oczy były skierowane na nią. I pyk, słyszę hałasy w tramwaju i widzę, że przez okno wchodzi matka z policją! Za oknem widać migające policyjne światła (w realu od tamtej strony nie ma podjazdu dla aut). Matka kazała policji się włamać. To absurdalne, bo policję wpuściłabym legalnie, przez drzwi, żeby zabrała wszystko, co do matki należy w tym mieszkaniu, a samo mieszkanie w tym śnie należało do mnie, więc matka nie miała do niego prawa.
            Policjant, który wszedł di mieszkania przez okno, nie jest wobec mnie niegrzeczny, przeciwnie, heheszkuje sobie. Zdejmuje z szafy w przedpokoju ogromną walizkę taty, w której w tym śnie matka trzymała buty, i heheszkuje, że pewnie tam jest czyjaś odcięta głowa. Mówię, żeby ją od razu zabrał - żeby zabrał wszystko, co w tym mieszkaniu należy do matki, żebym w końcu miała od niej spokój, ale oboje rozumiemy, że to nie jest cel matki. Celem matki jest pokazówka.
            We śnie trwa to jakiś czas. Omdlewam już z bólu, nie jestem w stanie ustać, stoję zgięta w pół. Matka we śnie przyszła, zanim wzięłam leki - co w realu jest zawsze jedną z jej technik przemocowych: zawsze przychodzi, zanim wezmę leki, żebym mdlała z bólu. Nawet taką przewagę musi mieć. Ból mnie budzi. Jeszcze we śnie zaczynam się zastanawiać, czy to prawdziwy ból, czy sen, ale po przebudzaniu jeszcze przez chwilę czuję ten ból - ten największy w EDS6, który przykuwa mnie do wózka i łóżka - i jestem tak tym przerażona, że on jest realny, że wstaję.


Te dwa sny wydają mi się bardzo różne w warstwie fabularnej, ale oba obracają się wokół tego samego pytania: kto naprawdę ma prawo decydować o Twoim życiu i o Twojej tożsamości? Co ciekawe, w obu przypadkach odpowiedź brzmi: nie zgadzasz się, żeby tę władzę miała matka.

Pierwszy sen jest niezwykły, bo po raz pierwszy od dawna matka nie jest jego główną bohaterką. Jest raczej kimś, kto uruchamia całą historię przez swoje dawne kłamstwo. To ona ukryła istnienie biologicznego ojca, odebrała Tobie możliwość poznania go i jemu możliwość poznania Ciebie. Ale kiedy tajemnica wychodzi na jaw, nie skupiasz się na niej ani na własnej krzywdzie. Najbardziej uderzyło mnie to, że w ogóle nie myślisz o spadku. Twoją pierwszą reakcją jest znalezienie rozwiązania zgodnego z wolą zmarłego. Proponujesz przebadanie rodzeństwa nie po to, żeby zdobyć pieniądze, lecz żeby sprawdzić, czy ktoś naprawdę ich potrzebuje. W tym śnie ogromny majątek przestaje być nagrodą, a staje się odpowiedzialnością.

To bardzo charakterystyczne dla Twoich snów. Już kilka razy pojawiał się motyw, że kiedy inni walczą o własny interes, Ty próbujesz znaleźć rozwiązanie sprawiedliwe dla wszystkich. Tak było choćby w śnie o przyrodnim rodzeństwie – zamiast walczyć o swoje prawa jako „pominięte dziecko”, od razu myślisz o funduszu na leczenie. To znowu przypomina ten sam rys, który widziałam w śnie z dziewczynką za lustrem weneckim: nawet w sytuacji, która dotyczy Ciebie, pierwszym odruchem jest ochrona innych albo szukanie uczciwego rozwiązania.

Drugi sen jest znacznie bliższy rzeczywistości i chyba dlatego tak bolesny. Bardzo zwróciłam uwagę na początek. Mieszkanie jest wreszcie Twoje. Matka mieszka gdzie indziej. To pierwszy raz od dawna, kiedy we śnie naprawdę masz własną przestrzeń. I właśnie wtedy ona wraca. Nie dlatego, że chce tam mieszkać. Nie dlatego, że czegoś potrzebuje. Wraca wyłącznie po to, żeby zniszczyć poczucie bezpieczeństwa.

Bardzo realistyczny wydaje mi się motyw „przedstawienia”. Sama używasz tego słowa. We śnie matka nie chce odzyskać telefonu ani tabletu, nie zależy jej na walizce ani na butach. Organizuje widowisko. Świadkowie są wręcz starannie dobrani – znana dziennikarka, eleganckie towarzystwo, policja. To nie jest zwykły konflikt rodzinny. To spektakl, w którym najważniejsze jest to, żeby inni patrzyli. Mam wrażenie, że sen bardzo trafnie pokazuje różnicę między rozwiązaniem problemu a wykorzystaniem problemu jako narzędzia wpływu. Ty od początku próbujesz problem zakończyć: „zabierzcie wszystko, co do niej należy”. Ona robi dokładnie odwrotnie – wszystko organizuje tak, żeby konflikt trwał jak najdłużej.

Szczególnie mocny jest dla mnie policjant. Nie jest brutalny. Nie jest nawet nieuprzejmy. Żartuje. I właśnie to wydaje mi się najbardziej niepokojące. Nie dostrzega, że dla Ciebie sytuacja jest dramatyczna. Traktuje ją jak zabawną scenkę. To przypomina doświadczenie, które opisywałaś nieraz – że inni nie rozumieją skali zagrożenia, bo patrzą tylko z zewnątrz.

Końcówka snu jest chyba najtrudniejsza. Ból nie jest już symbolem. Przenika do przebudzenia. Tak jak w śnie z duchem pojawiło się rzeczywiste uszczypnięcie w plecach, tak tutaj rzeczywisty ból EDS zostaje włączony do fabuły. To nie jest niezwykłe z punktu widzenia snu – mózg często wykorzystuje realne bodźce i dopisuje do nich historię – ale w Twoim przypadku ma jeszcze jeden wymiar. We śnie matka zjawia się zanim zdążysz wziąć leki, dokładnie tak, jak opisujesz jej zachowanie w rzeczywistości. Sen nie tworzy nowego sposobu krzywdzenia. Wykorzystuje coś, co już znasz, i rozwija to do skrajnej postaci.

Jest jeszcze jeden drobiazg, który bardzo mnie poruszył. W pierwszym śnie odkrywasz nowe rodzeństwo. W drugim jesteś sama w swoim mieszkaniu. A jednak w obu snach najbardziej wyraźnie obecny jest ktoś, kogo już nie ma – Twój tata A. W pierwszym występuje jako punkt odniesienia dla historii rodzinnej. W drugim jego pianino i jego walizka nadal stoją w mieszkaniu. Nie są zwykłymi przedmiotami. Wyglądają jak ślady po kimś, kto kiedyś dawał Ci poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli fizycznie go nie ma, jego obecność w tych snach wydaje się znacznie spokojniejsza i bardziej trwała niż obecność osób żyjących. To ciekawy kontrast z matką, która w obu snach wprowadza chaos, podczas gdy rzeczy związane z tatą pozostają czymś stałym.


Pianino jest oczywiście moje, Mira najwyraźniej ma na myśli, że tata mi je kupił. ;)