Jak jej nie wstyd?!
"Każda próba narzucenia swojej woli innej osobie jest aktem przemocy" /Gandhi/. ***** I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą". ***** O przemocy mówi się dużo, ale o przemocy matek wobec dorosłych niepełnosprawnych dzieci - wcale. Ponad 80% ON doświadcza przemocy ze strony matek.
wtorek, 29 stycznia 2019
WTOREK, 29 STYCZNIA 2019
niedziela, 27 stycznia 2019
NIEDZIELA, 27 STYCZNIA 2019
Wydzwania znowu. Doprowadziła w 2 dni do tego, że tylko czekam, aż jakiś operator znowu mi zablokuje telefon, bo wtedy matka nagle już nie ma "potrzeby" kontaktu (operator może to zrobić, bo z T-Mobile zrezygnowałam, a Plus zrezygnował ze mnie, bo nie zgodziłam się wysłać skanu dowodu osobistego, ponieważ jest to nielegalne).
Edit: Przemocowiec wydzwania tylko po to, żeby mi przekazać, że ma pretensje o to, że ofiara nie chce znosić przemocy przemocowca! Odmawianie znoszenia przemocy poprzez odłożenie słuchawki przemocowiec nazywa... agresją. Prawdę mówią naukowcy: wystarczy posłuchać, o co przemocowiec oskarża ofiarę, żeby wiedzieć, co robi tejże ofierze.
Edit: Dalej wydzwania, jak tylko włączono mi na chwilę telefon, to matka wróciła do stalkowania. Jak nie miałam telefonu, to jakoś nie czuła potrzeby kontaktu. Odebrałam 2 razy, ale - tak jak sądziłam - nie miała mi nic do powiedzenia, tylko znowu przemoc. Raz po raz udowadnia, że ma mnie gdzieś. Wie, że mam ZA i że nie mogę rozmawiać przez telefon, a mimo to ma to gdzieś, czyli mnie ma gdzieś. Czyli zawsze kłamie, kiedy mówi, że się martwi, że mam dla niej jakieś znaczenie. Nigdy jej nie obchodziło, co jest dla mnie dobre, więc teraz też przecież nie będzie jej to obchodzić. Widzi tylko czubek własnego nosa.
Usiłuje mi wmówić, że musimy się zobaczyć i porozmawiać, ale musiałabym już naprawdę mieć mocno zaawansowaną demencję, żeby uwierzyć. Widziałam się z nią w grudniu i jakoś nie chciała rozmawiać, tylko od razu wyskoczyła z przemocą. I to samo w tej rozmowie, nawet 5 sekund nie odczekała, tylko od razu przemoc. Nie ma takiej opcji, żebym się z nią spotkała, dopóki nie udowodni mi, że nie naskoczy na mnie z przemocą znowu. Ale po tym, co zrobiła wczoraj, jak się wydało, że chce doprowadzić do sprawy sądowej, spodziewam się po niej najgorszego. :(
Poza tym nie wierzę, że tego, co chce mi przekazać, nie da się napisać mailem albo wysłać pocztą!
(zdjęcie ze strony Dawida Winiarskiego)
Edit: Przemocowiec wydzwania tylko po to, żeby mi przekazać, że ma pretensje o to, że ofiara nie chce znosić przemocy przemocowca! Odmawianie znoszenia przemocy poprzez odłożenie słuchawki przemocowiec nazywa... agresją. Prawdę mówią naukowcy: wystarczy posłuchać, o co przemocowiec oskarża ofiarę, żeby wiedzieć, co robi tejże ofierze.
Edit: Dalej wydzwania, jak tylko włączono mi na chwilę telefon, to matka wróciła do stalkowania. Jak nie miałam telefonu, to jakoś nie czuła potrzeby kontaktu. Odebrałam 2 razy, ale - tak jak sądziłam - nie miała mi nic do powiedzenia, tylko znowu przemoc. Raz po raz udowadnia, że ma mnie gdzieś. Wie, że mam ZA i że nie mogę rozmawiać przez telefon, a mimo to ma to gdzieś, czyli mnie ma gdzieś. Czyli zawsze kłamie, kiedy mówi, że się martwi, że mam dla niej jakieś znaczenie. Nigdy jej nie obchodziło, co jest dla mnie dobre, więc teraz też przecież nie będzie jej to obchodzić. Widzi tylko czubek własnego nosa.
sobota, 26 stycznia 2019
SOBOTA, 26 STYCZNIA 2019
Matka sobie wymyśliła, że nie odda mi mojej części odziedziczonej po tacie, chociaż prawnie i legalnie odziedziczyłam połowę własności taty. Ma zamiar mi WYDZIELAĆ. KONTROLOWAĆ, na co wydaję pieniądze, i DECYDOWAĆ, czy WOLNO mi na coś wydać, czy nie. Kłamie w żywe oczy, że na leczenie to przecież mi daje i będzie dawać, tylko że za życia taty to on mi pomagał z kosztami leczenia, na ile mógł, nie matka, i miał związane ręce, bo jemu też matka wydzielała pieniądze. Tak, jego własne pieniądze, zarobione przez niego.
Gdyby matka dawała mi cokolwiek na leczenie, to nie musiałabym tak długo zbierać na respirator. Nie musiałabym zbierać na zabiegi ortopedyczne, na proloterapię, i cierpieć ze zniszczonymi stawami, mięśniami, ścięgnami, kościami. Nie musiałabym czekać, aż będę miała pieniądze, żeby pojechać do gastroenterologa, nefrologa, neurologa, chirurga itd. Nie musiałabym zbierać na badania i czekać ponad 2 lat na to, żeby te badania w ogóle móc zrobić.
Matka twierdzi, że nie musi mi oddawać mojej części, bo po niej i tak wszystko odziedziczę. Tylko że jak TERAZ nie będę mieć na leczenie, to niczego nie odziedziczę, bo nie dożyję. Poza tym przez ten czas matka roztrwoni wszystko, wyrzuci w błoto np. na płacenie czynszu mieszkania, w którym ani nie mieszka, ani go nie wynajmuje nikomu.
Całą zimę jej powtarzam, że ma odpalać samochód, bo w takiej temperaturze akumulator się inaczej nie odpali. Jak zniszczy samochód, to przecież nie odziedziczę nawet tych paru stówek! Auto jest bardzo mało warte, dlatego każda stówa jest ważna, bo za tych parę stówek mogłabym pójść do ortopedy. I co dziś słyszę? Że nie działa już nawet zamek centralny! Matka celowo zniszczyła samochód, żebym nie dostała nawet tych paru groszy, bo dzięki temu (bez zabiegu u ortopedy) będę bardziej cierpieć!
Ewidentnie usiłuje doprowadzić do sprawy sądowej. Robi to w białych rękawiczkach, tak żeby na zewnątrz to wyglądało tak, że to ja jestem ta zła i pazerna, bo to ja założę sprawę, a nie ona. Ale teraz już naprawdę widać, jakie ma zamiary wobec mnie. Nie da się już udawać, że jest kochającą mamusią, której na mnie zależy. To chyba ten czas, kiedy powinnam przestać mieć jakiekolwiek skrupuły i dawać jej kolejne szanse. :/
To ja chciałam załatwić sprawę polubownie. Wcale nie miałam zamiaru żądać od niej spłacania mi tego, co nie jest spieniężone, np. mojej części mieszkania, w której matka mieszka. Chciałam poprzestać na samych pieniądzach, bo te podzielić da się od razu, wystarczy przelać z konta na konto. Chciałam, żeby matka dbała o samochód, mimo że jest grosze wart, żeby go sprzedać (chyba że zrobiłaby prawo jazdy, to wtedy bym się nie domagała nawet swojej części). Ale matka nie jest uczciwa i nie docenia uczciwości ani tego, że chcę jej iść na rękę. Pogrywa ze mną, rujnując nadal moje zdrowie. A sama jest w świetnej sytuacji, to nie jest biedna starsza pani. Ma 2 mieszkania, a przecież nie rozdwoi się, nie będzie mieszkać w 2 naraz! Więc nawet gdybym zażądała spłaty, to ona ma z czego!
Nie wiem, jak można się tak podle zachowywać jak matka. Mnie nawet do głowy nie przyszło, że takie rzeczy można wymyślić! Jej wymyślanie tortur i podłości nie sprawia żadnej trudności. :/
To ja chciałam załatwić sprawę polubownie. Wcale nie miałam zamiaru żądać od niej spłacania mi tego, co nie jest spieniężone, np. mojej części mieszkania, w której matka mieszka. Chciałam poprzestać na samych pieniądzach, bo te podzielić da się od razu, wystarczy przelać z konta na konto. Chciałam, żeby matka dbała o samochód, mimo że jest grosze wart, żeby go sprzedać (chyba że zrobiłaby prawo jazdy, to wtedy bym się nie domagała nawet swojej części). Ale matka nie jest uczciwa i nie docenia uczciwości ani tego, że chcę jej iść na rękę. Pogrywa ze mną, rujnując nadal moje zdrowie. A sama jest w świetnej sytuacji, to nie jest biedna starsza pani. Ma 2 mieszkania, a przecież nie rozdwoi się, nie będzie mieszkać w 2 naraz! Więc nawet gdybym zażądała spłaty, to ona ma z czego!
Nie wiem, jak można się tak podle zachowywać jak matka. Mnie nawet do głowy nie przyszło, że takie rzeczy można wymyślić! Jej wymyślanie tortur i podłości nie sprawia żadnej trudności. :/
środa, 23 stycznia 2019
ŚRODA, 23 STYCZNIA 2019
Jest bez zmian oczywiście. Tylko gorzej. Tak się złożyło, że od 7.11.18 T-Mobile robi mi problemy z telefonem, mimo że nigdy nie zalegałam z płatnościami. Jestem ich klientką od ponad 20 lat, nigdy się nie zdarzyło, żeby z mojej strony nastąpiły jakiekolwiek uchybienia itp. Okazało się nawet, że to oni są mi winni ponad 50 zł, bo była nadpłata. Ale robią mi przez cały ten czas problemy, które obejmują np. zablokowanie telefonu całkiem albo zablokowanie sms-ów. Oczywiście w tym czasie całkowicie normalnie odbieram maile, więc jest ze mną normalny kontakt.
Matka zawsze tyle się nagada, że musi mieć ze mną kontakt, że się martwi, że to dla mojego dobra, że jak coś się stanie, to tylko ona mi pomoże itd. Rzeczywistość temu przeczy oczywiście, nigdy żadnej pomocy od niej nie miałam i teraz też nie mam. Jak jej potrzebuję w ostatnich miesiącach, to dostaję ją od pogotowia, przyjaciół, znajomych, sąsiadów i opiekunki. Nigdy od matki, mimo że byłaby w stanie bez problemu pomóc mi we wszystkim. Przez cały ten czas, kiedy miałam zablokowany telefon, matka nie odezwała się do mnie ani słowem. ANI SŁOWEM!! Tyle gadania, że musi mieć ze mną kontakt, i co? Jakoś się okazuje, że nie musi, że ma mnie gdzieś! NIE NAPISAŁA ANI SŁOWA! Bo jej nie chodzi o kontakt - jeśli jeszcze ktoś się nie zdążył zorientować - ani o to, żeby mi pomóc. Jej chodzi wyłącznie o to, żeby się nade mną znęcać. Znęcanie się obejmuje stalking telefoniczny. Ponieważ wie, że nie mogę rozmawiać przez telefon, właśnie to robi. I nie, nie rozmawia ze mną. Nie reaguje też na moje ostrzeżenia, nie zaprzestaje przemocowych gadek - jazgocze przemocowo cały czas bez sekundy przerwy, bo wie, że w końcu odłożę słuchawkę, więc musi wyrobić jak najwięcej przemocy! Tylko o to chodzi. Nie o żaden kontakt, nie o to, żeby mi pomóc. Jej nie obchodzi rzeczywistość. Ma gdzieś to, co powiem. Przecież i tak będzie mi wmawiać te swoje bzdury. Chodzi tylko o przemoc. Ona musi nocami i dniami obmyślać, jak najbardziej mi dokopać. Udowadnia to każdym kontaktem. Jak tylko mi włączano telefon, zanim w ogóle jeszcze otworzyłam oczy, w środku nocy matka już wydzwaniała! Czyli chodzi właśnie o to, żeby złośliwie wydzwaniać i mi tym szkodzić, nie o żaden kontakt. Jak nie miałam telefonu, to nagle już na kontakcie jej nie zależało! Nie obchodziło jej, co się zemną dzieje i czy w ogóle żyję! Dlaczego ludzie udają, że tego nie widzą?!
A potem wydzwania i straszy mnie, że przyjedzie albo że musimy porozmawiać. Ja nie mam z nią o czym rozmawiać. Nie mogę jej powiedzieć nic, co mnie dotyczy, bo wykorzysta to przeciwko mnie w tej samej sekundzie. A o czym innym mam z nią rozmawiać, skoro ona nie ma nic do powiedzenia? To zastraszanie to zwykła przemoc i tylko taki ma cel. Gdyby naprawdę chciała ze mną porozmawiać, to przecież od 42 lat ma taką szansę, ale jej nie wykorzystuje.
Po prawej stronie w menu pojawił się nowy dobry artykuł pt. "10 Ways to Deal with Toxic Parents". Dla tych, którym się nie chce czytać całości (choć warto), główne punkty poniżej:
"1. Become self-sufficient and independent.
2. Know that you are your own person.
3. Create space for your own emotions.
4. Find support elsewhere.
5. Set your expectations low for your conversations.
6. Use conversation diversion tactics.
7. Recognize the traits that make you easy prey.
8. Don’t fall into the trap of intermittent reinforcement.
9. Expect anger, but don’t give in to it.
10. Do not normalize abusive behavior".
Matka zawsze tyle się nagada, że musi mieć ze mną kontakt, że się martwi, że to dla mojego dobra, że jak coś się stanie, to tylko ona mi pomoże itd. Rzeczywistość temu przeczy oczywiście, nigdy żadnej pomocy od niej nie miałam i teraz też nie mam. Jak jej potrzebuję w ostatnich miesiącach, to dostaję ją od pogotowia, przyjaciół, znajomych, sąsiadów i opiekunki. Nigdy od matki, mimo że byłaby w stanie bez problemu pomóc mi we wszystkim. Przez cały ten czas, kiedy miałam zablokowany telefon, matka nie odezwała się do mnie ani słowem. ANI SŁOWEM!! Tyle gadania, że musi mieć ze mną kontakt, i co? Jakoś się okazuje, że nie musi, że ma mnie gdzieś! NIE NAPISAŁA ANI SŁOWA! Bo jej nie chodzi o kontakt - jeśli jeszcze ktoś się nie zdążył zorientować - ani o to, żeby mi pomóc. Jej chodzi wyłącznie o to, żeby się nade mną znęcać. Znęcanie się obejmuje stalking telefoniczny. Ponieważ wie, że nie mogę rozmawiać przez telefon, właśnie to robi. I nie, nie rozmawia ze mną. Nie reaguje też na moje ostrzeżenia, nie zaprzestaje przemocowych gadek - jazgocze przemocowo cały czas bez sekundy przerwy, bo wie, że w końcu odłożę słuchawkę, więc musi wyrobić jak najwięcej przemocy! Tylko o to chodzi. Nie o żaden kontakt, nie o to, żeby mi pomóc. Jej nie obchodzi rzeczywistość. Ma gdzieś to, co powiem. Przecież i tak będzie mi wmawiać te swoje bzdury. Chodzi tylko o przemoc. Ona musi nocami i dniami obmyślać, jak najbardziej mi dokopać. Udowadnia to każdym kontaktem. Jak tylko mi włączano telefon, zanim w ogóle jeszcze otworzyłam oczy, w środku nocy matka już wydzwaniała! Czyli chodzi właśnie o to, żeby złośliwie wydzwaniać i mi tym szkodzić, nie o żaden kontakt. Jak nie miałam telefonu, to nagle już na kontakcie jej nie zależało! Nie obchodziło jej, co się zemną dzieje i czy w ogóle żyję! Dlaczego ludzie udają, że tego nie widzą?!
A potem wydzwania i straszy mnie, że przyjedzie albo że musimy porozmawiać. Ja nie mam z nią o czym rozmawiać. Nie mogę jej powiedzieć nic, co mnie dotyczy, bo wykorzysta to przeciwko mnie w tej samej sekundzie. A o czym innym mam z nią rozmawiać, skoro ona nie ma nic do powiedzenia? To zastraszanie to zwykła przemoc i tylko taki ma cel. Gdyby naprawdę chciała ze mną porozmawiać, to przecież od 42 lat ma taką szansę, ale jej nie wykorzystuje.
Po prawej stronie w menu pojawił się nowy dobry artykuł pt. "10 Ways to Deal with Toxic Parents". Dla tych, którym się nie chce czytać całości (choć warto), główne punkty poniżej:
"1. Become self-sufficient and independent.
2. Know that you are your own person.
3. Create space for your own emotions.
4. Find support elsewhere.
5. Set your expectations low for your conversations.
6. Use conversation diversion tactics.
7. Recognize the traits that make you easy prey.
8. Don’t fall into the trap of intermittent reinforcement.
9. Expect anger, but don’t give in to it.
10. Do not normalize abusive behavior".
niedziela, 30 grudnia 2018
NIEDZIELA, 30 GRUDNIA 2018
Znakomity artykuł napisany przez psychologa znajdziecie tutaj. Poniżej kilka cytatów z niego, żeby nie znikło z sieci, a w nawiasach kwadratowych moje komentarze. Pogrubienia też są moje. Błędy w cytatach za to są autora.
"Co jesteśmy winni naszym rodzicom? Niektórzy z was pokręcą ze smutkiem słowami. Winni? Jak można być coś winnym komuś, kto nas niszczył, kogo nie było stać na najmniejszy gest miłości czy ciepła, komuś, kto nigdy nie miał dla nas czasu i traktował nas jak życiowy ciężar? Szacunek w zamian za traumę dzieciństwa? Dlaczego, z jakiej racji?"
"Kiedy przychodzę, właściwie cały czas mnie krytykuje albo poucza. Mam ochotę uciec już w pierwszej minucie odwiedzin. Ale nie mogę go tak zostawić, to mój ojciec. Nie zastanawiam się nad tym, czy mu wybaczyłam. Za bardzo się go boję, nadal".
"Przekonanie, że każdemu, nawet najgorszemu rodzicowi należy się szacunek jest fałszywe i krzywdzące (dla nas). Szacunek powinien występować po obu stronach, a jeśli jest inaczej, stajemy się ofiarami toksycznej, niewygodnej i męczącej relacji, która przynosi nam więcej zła, niż to, gdyby w ogóle jej nie było. Żeby to jednak zrozumieć, trzeba zdać sobie sprawę z tego na czym powinny opierać się relacje dorosłych dzieci i ich rodziców, co jest normą, a co zdecydowanie poza normę wykracza. Trudno nam to jednak osądzić, jeśli w dzieciństwie nie otrzymaliśmy prawidłowego modelu rodziny. I tu zamyka się błędne koło. Jedynym sposobem na wyjście z niego jest podjęcie próby życia własnym życiem. Żeby to się udało, musimy pogodzić się ze swoją przeszłością. A czasem zrezygnować z obecności rodzica w naszej codzienności. Stawką jest nasz spokój i godne, normalne życie".
"Jeśli masz wątpliwości co do tego, jak powinieneś w stosunku do rodzica postąpić, zadaj sobie kilka, podstawowych w twojej sytuacji pytań:
Na czym polegało i z czego wynikało zło, które ci wyrządzono?"
"Zupełnie inaczej jest w przypadku rodziców, którzy krzywdę wyrządzali nam z premedytacją, zachowując się bezwzględnie i bezlitośnie. Tacy ludzi „zarysowują” życie swoich dzieci na stałe, głębokimi, trudnymi ranami i niewybaczalnymi. Absolutnie nie można się winić za negatywne uczucia i emocje, które w stosunku do nich odczuwasz.
Podstawową kwestią jest zatem rozróżnienie czy błędy twoich rodziców mogą być wybaczone, czy nie". [nie, bo to nie są błędy! to konsekwentna wyrachowana, świadoma przemoc,l która nadal trwa, nie jest jakimś wspomnieniem z przeszłości!]
"Czy twoi rodzice starali się naprawić swoje błędy?
Jeśli przyjmiemy, że każdy, nawet najgorszy człowiek ma prawo i możliwości by się zmienić i zrozumieć swoje błędy, możemy także przyjąć, że i nasi rodzice mogą stać się innymi ludźmi. Czy starali się uzyskać twoje wybaczenie i zapracować na twoje zaufanie?" [nigdy! Matka nigdy nie starała się przestać używać przemocy, jak jej o tym mówię, to mnie wyśmiewa i wyzywa od wariatek. Ona nie chce przestać, nie chce wybaczenia, pokuty, poprawy swojego zachowania, zaprzestania przemocy]
"Czy jesteś w stanie pomóc swoim rodzicom?
Nie tylko fizycznie, czy materialnie, ale psychicznie. Czy jesteś w stanie podjąć się opieki nad twoimi schorowanymi, czy starzejącymi się rodzicami, z całym tym żalem, który nosisz w środku, z niewypowiedzianym nigdy lękiem, złością, a może nawet tłumioną nienawiścią? Nie musisz tego robić za wszelką cenę, nie wolno ci tego robić kosztem swojego zdrowia i szczęścia. Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje życie". [tu odpowiedź jest oczywista - ona mnie niszczy, a ja już nie jestem w stanie tego wytrzymywać - 42 lata dawania jej szans na bycie matką to i tak więcej niż daje swoim przemocowcom ktokolwiek inny!]
"Nie pozwól zrujnować sobie życia". [to jest najważniejsze! życia zniszczonego przez matkę nikt mi nie zwróci! A musiałaby to zrobić, żebym mogła jej wybaczyć]
"Co jesteśmy winni naszym rodzicom? Niektórzy z was pokręcą ze smutkiem słowami. Winni? Jak można być coś winnym komuś, kto nas niszczył, kogo nie było stać na najmniejszy gest miłości czy ciepła, komuś, kto nigdy nie miał dla nas czasu i traktował nas jak życiowy ciężar? Szacunek w zamian za traumę dzieciństwa? Dlaczego, z jakiej racji?"
"Kiedy przychodzę, właściwie cały czas mnie krytykuje albo poucza. Mam ochotę uciec już w pierwszej minucie odwiedzin. Ale nie mogę go tak zostawić, to mój ojciec. Nie zastanawiam się nad tym, czy mu wybaczyłam. Za bardzo się go boję, nadal".
"Przekonanie, że każdemu, nawet najgorszemu rodzicowi należy się szacunek jest fałszywe i krzywdzące (dla nas). Szacunek powinien występować po obu stronach, a jeśli jest inaczej, stajemy się ofiarami toksycznej, niewygodnej i męczącej relacji, która przynosi nam więcej zła, niż to, gdyby w ogóle jej nie było. Żeby to jednak zrozumieć, trzeba zdać sobie sprawę z tego na czym powinny opierać się relacje dorosłych dzieci i ich rodziców, co jest normą, a co zdecydowanie poza normę wykracza. Trudno nam to jednak osądzić, jeśli w dzieciństwie nie otrzymaliśmy prawidłowego modelu rodziny. I tu zamyka się błędne koło. Jedynym sposobem na wyjście z niego jest podjęcie próby życia własnym życiem. Żeby to się udało, musimy pogodzić się ze swoją przeszłością. A czasem zrezygnować z obecności rodzica w naszej codzienności. Stawką jest nasz spokój i godne, normalne życie".
"Jeśli masz wątpliwości co do tego, jak powinieneś w stosunku do rodzica postąpić, zadaj sobie kilka, podstawowych w twojej sytuacji pytań:
Na czym polegało i z czego wynikało zło, które ci wyrządzono?"
"Zupełnie inaczej jest w przypadku rodziców, którzy krzywdę wyrządzali nam z premedytacją, zachowując się bezwzględnie i bezlitośnie. Tacy ludzi „zarysowują” życie swoich dzieci na stałe, głębokimi, trudnymi ranami i niewybaczalnymi. Absolutnie nie można się winić za negatywne uczucia i emocje, które w stosunku do nich odczuwasz.
Podstawową kwestią jest zatem rozróżnienie czy błędy twoich rodziców mogą być wybaczone, czy nie". [nie, bo to nie są błędy! to konsekwentna wyrachowana, świadoma przemoc,l która nadal trwa, nie jest jakimś wspomnieniem z przeszłości!]
"Czy twoi rodzice starali się naprawić swoje błędy?
Jeśli przyjmiemy, że każdy, nawet najgorszy człowiek ma prawo i możliwości by się zmienić i zrozumieć swoje błędy, możemy także przyjąć, że i nasi rodzice mogą stać się innymi ludźmi. Czy starali się uzyskać twoje wybaczenie i zapracować na twoje zaufanie?" [nigdy! Matka nigdy nie starała się przestać używać przemocy, jak jej o tym mówię, to mnie wyśmiewa i wyzywa od wariatek. Ona nie chce przestać, nie chce wybaczenia, pokuty, poprawy swojego zachowania, zaprzestania przemocy]
"Czy jesteś w stanie pomóc swoim rodzicom?
Nie tylko fizycznie, czy materialnie, ale psychicznie. Czy jesteś w stanie podjąć się opieki nad twoimi schorowanymi, czy starzejącymi się rodzicami, z całym tym żalem, który nosisz w środku, z niewypowiedzianym nigdy lękiem, złością, a może nawet tłumioną nienawiścią? Nie musisz tego robić za wszelką cenę, nie wolno ci tego robić kosztem swojego zdrowia i szczęścia. Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje życie". [tu odpowiedź jest oczywista - ona mnie niszczy, a ja już nie jestem w stanie tego wytrzymywać - 42 lata dawania jej szans na bycie matką to i tak więcej niż daje swoim przemocowcom ktokolwiek inny!]
"Nie pozwól zrujnować sobie życia". [to jest najważniejsze! życia zniszczonego przez matkę nikt mi nie zwróci! A musiałaby to zrobić, żebym mogła jej wybaczyć]
środa, 26 grudnia 2018
ŚRODA, 26 GRUDNIA 2018
Kiedy opiekunka wróciła z T-Mobile z nowym telefonem (poprzedniego nadal nie chcą odblokować - bez powodu!! - od 16.12), była 21:30. Tyle jej zajęło użeranie się z T-Mobile w salonie. Nie czekałam na kolejny dzień, tylko od razu zadzwoniłam do matki. Kto by tak robił? Dorosły człowiek nie musi wydzwaniać do matki i się opowiadać z tego, czy w ogóle ma telefon. Ale ja jestem głupia i myślę nawet o przemocowcu, nawet jemu robię przysługi. Od tamtej pory matka mnie znowu stalkuje! Jak nie miałam telefonu, to jakoś dawała mi spokój. Pokazała, gdzie mnie ma. Gdyby nie miała mnie w d. i naprawdę by się martwiła, pisałaby w tym czasie maile. Ale nie pisała. Jak tylko załapała, że mam nowy telefon, stalkuje mnie ze zdwojoną zjadliwością!
Nie tylko wydzwania po całych dniach, ale jeszcze zawala mi skrzynkę głosową!! NIGDY dotąd tego nie robiła!! To jest nowość! Matka eskaluje przemoc coraz, coraz bardziej, znajduje coraz to nowe sposoby na przemoc, na nękanie mnie.
Oczywiście nagrywanie rozmów nadal działa, więc mam dowody na to, że matka wydzwania kilkadziesiąt razy i że rozmawiamy CODZIENNIE. A mimo to dziś usiłowała mi wmówić, że wczoraj nie rozmawiałyśmy, bo nie odebrałam! Wyobrażacie sobie?!
Kiedy budzę się wcześnie rano i sprawdzam godzinę, pierwsza rzecz, jaką widzę, to to, że matka już wydzwaniała! W nocy! Zanim otworzę oczy! Ona już mnie stalkuje! Nie ma cienia szacunku dla mnie. Ani cienia litości - bo przecież jak tylko czuję się gorzej niż zwykle, to zawsze, ale to ZAWSZE, to wykorzystuje na jeszcze większą zjadliwość. Zawsze zwiększa wtedy przemoc, zamiast chociaż wtedy dać mi spokój.
Nie tylko wydzwania po całych dniach, ale jeszcze zawala mi skrzynkę głosową!! NIGDY dotąd tego nie robiła!! To jest nowość! Matka eskaluje przemoc coraz, coraz bardziej, znajduje coraz to nowe sposoby na przemoc, na nękanie mnie.
Oczywiście nagrywanie rozmów nadal działa, więc mam dowody na to, że matka wydzwania kilkadziesiąt razy i że rozmawiamy CODZIENNIE. A mimo to dziś usiłowała mi wmówić, że wczoraj nie rozmawiałyśmy, bo nie odebrałam! Wyobrażacie sobie?!
Kiedy budzę się wcześnie rano i sprawdzam godzinę, pierwsza rzecz, jaką widzę, to to, że matka już wydzwaniała! W nocy! Zanim otworzę oczy! Ona już mnie stalkuje! Nie ma cienia szacunku dla mnie. Ani cienia litości - bo przecież jak tylko czuję się gorzej niż zwykle, to zawsze, ale to ZAWSZE, to wykorzystuje na jeszcze większą zjadliwość. Zawsze zwiększa wtedy przemoc, zamiast chociaż wtedy dać mi spokój.
poniedziałek, 24 grudnia 2018
PONIEDZIAŁEK, 24 GRUDNIA 2018
Wczoraj mój stan się gwałtownie pogorszył. Powtórka z rozrywki. Znowu to samo, co spowodowało ostre zagrożenie życia ostatnio. Dziś do tego doszło zapalenie gardła - od potu, mokrej pościeli i bielizny. Teraz zamiast 2 antybiotyków (jelita i nerki) będę brać 3. Czyli nici z knajpy, z ogrodu świateł i sylwestra ze znajomymi. Na te 2 ostatnie zdążyłam już sobie narobić nadziei. Do tego wymioty nasilone przez skurcze strachu, że matka to wykorzysta i będzie mnie nachodzić, jak ostatnim razem. Dziś na szczęście się przeziębiła. Wykluczone, żebym dała się jeszcze czymś zarazić!
Nie wiem, kiedy znowu będę w stanie wstawać z łóżka i co będzie dalej...
czwartek, 20 grudnia 2018
CZWARTEK, 20 GRUDNIA 2018
Tak radzą psychologowie i psychiatrzy. Niestety ja znowu pomagam matce działać na moją szkodę i niszczyć własne zdrowie i psychiczne, i fizyczne. Zgodziłam się spędzić z nią wigilię, której nie obchodzę, jak wiecie, i chciałabym mieć chociaż w ten dzień święty spokój.
Oczywiście matka - mimo że to ona chce kontaktu, nie ja, i to ja idę jej na rękę - olała sprawę i nie kiwnęła palcem, żeby znaleźć jakąś knajpę, mimo że to ona może dzwonić, a ja nie. Mnie to zajęło blisko 2 miesiące, bo taki jest czas oczekiwania, aż restauracje się ruszą i zaczną odpisywać na maile. Matka ma mnie gdzieś, bo przecież wie, że jeśli ja tego nie zrobię za nią, to ona mnie może zastraszać nachodzeniem.
Na milion % jestem pewna, że będzie się awanturować, jaka to ja jestem zła, taksówka zła, restauracja zła. Jaka by nie była - będzie zła tylko dlatego, że to ja ją znalazłam, i matka przez cały wieczór będzie mówić tylko o tym, jakie to złe, obskurne miejsce, jakie jedzenie niedobre, jak to powinnyśmy spędzić wigilię u mnie w domu itp. Jestem tego pewna.
Nie wiem, jaki numer mi też matka wykręci, bo T-Mobile w niedzielę wyłączyło mi telefon, tymczasem matka usiłuje na mnie zwalić nawet jej dojazd do knajpy!! Jeśli telefon nie zacznie działać, to ja sama pojadę tramwajem. Nie wiem, czy matka mnie np. nie najdzie już z samego rana w wigilię, żeby mnie nękać nie tylko w knajpie, ale i w domu, i w drodze. Nie chce się ze mną skontaktować, olewa moje maile, nie chce mi podać swojego adresu, a kłamie w żywe oczy, że to ja się nie kontaktuję.
Mało tego. Umówiłam się z przyjaciółmi na oglądanie ogrodu świateł w Wilanowie. Oni też nie obchodzą świąt. Matka miała czelność wymyślić, żeby ją też zabrali! Wyobrażacie to sobie?! Nawet gdyby była najcudowniejszą matką na świecie, to wózek się nie składa i z tyłu zostanie miejsce tylko dla mnie. Nawiasem mówiąc, normalna matka sama by zaproponowała pomoc z wózkiem i załatwienie odpowiedniego samochodu, zamiast się wciskać na chama do ludzi, którzy nie chcą z nią kontaktu.
Żałuję, że nie miałam siły ostatnio pisać, bo walczyłam znowu o życie (nadal serce mi może stanąć lub pęknąć w każdej chwili, tak źle dotąd nie było; kiedy ostatnim razem lekarze mnie straszyli zatrzymaniem serca, byłam w znacznie lepszym stanie niż teraz), a matka przeszła samą siebie kilkakrotnie! Wiadomo, najcięższy stan najłatwiej wykorzystać na stalkowanie i nachodzenie, bo nie miałam jak się obronić.
Przeraża mnie to, co się stanie w wigilię.
Przeraża mnie to, że mogę nie doczekać dni, kiedy nie będę się musiała bać we własnym domu. :/
piątek, 30 listopada 2018
PIĄTEK, 30 LISTOPADA 2018
No. To teraz wszyscy świadkowie czytający blog i oburzający się, że śmiem odsłaniać przemoc psychiczną, telefon w dłoń i dzwonić! Zamiast się oburzać, że ktoś o tym mówi, zgłoście przemocowca!
niedziela, 18 listopada 2018
NIEDZIELA, 18 LISTOPADA 2018
Zadzwoniłam do matki. Ja pierwsza.
1. Dlatego, że nie chce mi podać swojego adresu mailowego.
2. Dlatego, że ma gdzieś mnie i to, co mam jej do powiedzenia, i nie sprawdza poczty ode mnie.
3. Dlatego, że sprawa była ważna. Nie dla mnie. Dla niej.
4. Dlatego, że właśnie do tego służy telefon - do załatwiania ważnych i pilnych spraw, które nie mogą być załatwione inaczej, np. mailem. Ta mogła być załatwiona mailem, ale matka moje maile ignoruje. Bo oczywiście link z informacją jej wysłałam, ale go nie dotknęła (gdyby chciała kontaktu naprawdę, czytałaby i pisała do mnie maile, a nie mnie nękała).
Zadzwoniłam do matki, bo ma gdzieś to, że do niej piszę, a sprawa była ważna dla niej. Chciałam jej powiedzieć, że bank plajtuje, a ona ma w nim pieniądze. Powinna je stamtąd zabrać, bo jest duże ryzyko, że je straci.
Nic na tym nie zyskuję, nie mam w tym żadnego interesu. Znowu robię coś dla niej z życzliwości, nieinteresownie. Oraz dlatego, że sumienie by mnie gryzło, że wiedziałam o czymś, a jej nie uprzedziłam - to tak, jakbym była współwinna ewentualnej straty pieniędzy (bo skoro ktoś wie i nie reaguje, to jest tak samo winny jak sprawca - w każdym przypadku). I co? Wyskoczyła jak zwykle z przemocą. Poleciały teksty, że mam iść do psychiatry, oczywiście z nią, żeby mogła wciskać psychiatrze kit. To takie miłe: oprawca i ofiara razem! Poprawiają relacje! Bo wiadomo, że każda ofiara wprost marzy o tym, żeby mieć stały kontakt z gwałcicielem, nieprawdaż.
Zapomniała, że ja już mam psychiatrę. Uczciwego. Nieskalanego przemocą, nieidącego na żadne układy. Ale dla mniej tacy psychiatrzy, których nie może urabiać, jak jej się podoba, bo są niezależni i stawiają trafne diagnozy, to samo zło! Mam iść do takiego, który nie będzie obiektywny, tylko jej uwierzy w kłamstwa i granie.
I tak zostałam skopana. Nawet jeśli robię jej przysługę, nawet jeśli robię ją z własnej woli, bez jej prośby, to i tak dostaję kopniaki. No to powiedzcie, po co mam być dla niej miła? Po co mam być życzliwa? Po co w ogóle mam się z nią kontaktować/zgadzać na kontakt? Skoro cokolwiek zrobię, i tak dostanę od niej kopa w dupę?
1. Dlatego, że nie chce mi podać swojego adresu mailowego.
2. Dlatego, że ma gdzieś mnie i to, co mam jej do powiedzenia, i nie sprawdza poczty ode mnie.
3. Dlatego, że sprawa była ważna. Nie dla mnie. Dla niej.
4. Dlatego, że właśnie do tego służy telefon - do załatwiania ważnych i pilnych spraw, które nie mogą być załatwione inaczej, np. mailem. Ta mogła być załatwiona mailem, ale matka moje maile ignoruje. Bo oczywiście link z informacją jej wysłałam, ale go nie dotknęła (gdyby chciała kontaktu naprawdę, czytałaby i pisała do mnie maile, a nie mnie nękała).
Zadzwoniłam do matki, bo ma gdzieś to, że do niej piszę, a sprawa była ważna dla niej. Chciałam jej powiedzieć, że bank plajtuje, a ona ma w nim pieniądze. Powinna je stamtąd zabrać, bo jest duże ryzyko, że je straci.
Nic na tym nie zyskuję, nie mam w tym żadnego interesu. Znowu robię coś dla niej z życzliwości, nieinteresownie. Oraz dlatego, że sumienie by mnie gryzło, że wiedziałam o czymś, a jej nie uprzedziłam - to tak, jakbym była współwinna ewentualnej straty pieniędzy (bo skoro ktoś wie i nie reaguje, to jest tak samo winny jak sprawca - w każdym przypadku). I co? Wyskoczyła jak zwykle z przemocą. Poleciały teksty, że mam iść do psychiatry, oczywiście z nią, żeby mogła wciskać psychiatrze kit. To takie miłe: oprawca i ofiara razem! Poprawiają relacje! Bo wiadomo, że każda ofiara wprost marzy o tym, żeby mieć stały kontakt z gwałcicielem, nieprawdaż.
Zapomniała, że ja już mam psychiatrę. Uczciwego. Nieskalanego przemocą, nieidącego na żadne układy. Ale dla mniej tacy psychiatrzy, których nie może urabiać, jak jej się podoba, bo są niezależni i stawiają trafne diagnozy, to samo zło! Mam iść do takiego, który nie będzie obiektywny, tylko jej uwierzy w kłamstwa i granie.
I tak zostałam skopana. Nawet jeśli robię jej przysługę, nawet jeśli robię ją z własnej woli, bez jej prośby, to i tak dostaję kopniaki. No to powiedzcie, po co mam być dla niej miła? Po co mam być życzliwa? Po co w ogóle mam się z nią kontaktować/zgadzać na kontakt? Skoro cokolwiek zrobię, i tak dostanę od niej kopa w dupę?
sobota, 17 listopada 2018
SOBOTA, 17 LISTOPADA 2018
- Nie masz EDS. Do każdej choroby można przypasować takie objawy, jak ty masz!
- W takim razie proszę, wskaż mi chociaż jedną chorobę, która ma takie same objawy jak 6a.
- Zaburzenia hormonalne.
- Bzdura. Nie ma takiego zaburzenia. Wskaż mi takie zaburzenie, które ma wszystkie objawy, które ja mam. Nie tylko wybrane, które ci pasują.
Cisza. Milczenie.
- No widzisz, nie znasz, bo nie ma! Nie ma innej choroby, która miałaby takie same objawy. Nie ma nawet drugiej choroby, która miałaby choćby deficyt HL!
[Cisza. Brak argumentów]
- Przeproś teraz, że kłamałaś, konfabulowałaś i obrażałaś mnie, udając, że nie mam 6a.
[Nie chce przeprosić, mityguje się i wykręca]
- Ale ja chcę ci pomóc! Nie chcesz być zdrowa?
Zdrowa? Kiedy wynaleziono lek na choroby genetyczne? A no tak, nie wynaleziono, czyli znowu kłamstwo i obrażanie mnie.
Matka nie chce przyznać, że to ona jest winna. Nie zrobiła badań genetycznych (straciła pierwszą szansę na zdrowy płód), nie usunęła uszkodzonego płodu (za moimi plecami, bez mojej zgody sprowadziła na świat uszkodzone dziecko), nie szukała diagnozy, a bez niej straciłam wiele szans na poprawienie zdrowia i sprawności. Gdybym od razu nosiła ortezy, to pewnie teraz bym nadal chodziła. Gdybym miała przeszczep szpiku do 5. roku życia, miałabym trwale poprawioną odporność. Itd. Do tego posłała mnie na szkodliwą korektywę, która jeszcze bardziej zniszczyła mi tkanki i stawy. Całe dzieciństwo ignorowała moje objawy, pogłębiając je, zamiast leczyć. Zaczęłam się leczyć dopiero w dorosłości, kiedy mogłam sama podjąć tę decyzję.
I nie ma znaczenia, czy mam 6a w wyniku tego, że rodzice mi przekazali gen, czy w wyniku spontanicznej mutacji w czasie ciąży (ponad 23% chorych). To matka mi ten gen przekazała. I nie zrobiła absolutnie nic, żeby mi pomóc, za to robiła wszystko, żeby mi zaszkodzić. A teraz udaje, że nie mam 6a, żeby się nie przyznać do tego, co zrobiła. Bo gdyby się przyznała do prawdy, musiałaby przeprosić, a jej narcystyczne rozdęte ego na to nigdy nie pozwoli. Do tego stopnia idzie w zaparte, że jeździ po moich lekarzach, którzy mnie diagnozowali, i szantażuje ich, żeby zmienili diagnozę! A teraz wypytuje mnie, kto jeszcze mnie diagnozował. Na szczęście tego nie wie, więc nie może szantażować i tych lekarzy.
Spiknęła się z tymi lekarzami, którzy byli niekompetentni, nie umieli mnie zdiagnozować. Oraz nieuczciwi - teraz idą w zaparte jak matka i podważają diagnozy innych lekarzy, ale o chorobie w dalszym ciągu nie wiedzą nic, nie douczyli się, więc kolejnego pacjenta skrzywdzą tak samo i tak samo będą szli w zaparte. Z tym się muszą borykać wszystkie osoby z chorobami ultrarzadkimi niestety, ale nie wszystkie mają do tego taką samą matkę. Większość ma matkę wspierającą i bezwzględnie stojącą po stronie dziecka, czyli odwrotnie niż moja, która stoi zawsze tylko po swojej stronie. No i niech sobie tam stoi, ale beze mnie.
- W takim razie proszę, wskaż mi chociaż jedną chorobę, która ma takie same objawy jak 6a.
- Zaburzenia hormonalne.
- Bzdura. Nie ma takiego zaburzenia. Wskaż mi takie zaburzenie, które ma wszystkie objawy, które ja mam. Nie tylko wybrane, które ci pasują.
Cisza. Milczenie.
- No widzisz, nie znasz, bo nie ma! Nie ma innej choroby, która miałaby takie same objawy. Nie ma nawet drugiej choroby, która miałaby choćby deficyt HL!
[Cisza. Brak argumentów]
- Przeproś teraz, że kłamałaś, konfabulowałaś i obrażałaś mnie, udając, że nie mam 6a.
[Nie chce przeprosić, mityguje się i wykręca]
- Ale ja chcę ci pomóc! Nie chcesz być zdrowa?
Zdrowa? Kiedy wynaleziono lek na choroby genetyczne? A no tak, nie wynaleziono, czyli znowu kłamstwo i obrażanie mnie.
Matka nie chce przyznać, że to ona jest winna. Nie zrobiła badań genetycznych (straciła pierwszą szansę na zdrowy płód), nie usunęła uszkodzonego płodu (za moimi plecami, bez mojej zgody sprowadziła na świat uszkodzone dziecko), nie szukała diagnozy, a bez niej straciłam wiele szans na poprawienie zdrowia i sprawności. Gdybym od razu nosiła ortezy, to pewnie teraz bym nadal chodziła. Gdybym miała przeszczep szpiku do 5. roku życia, miałabym trwale poprawioną odporność. Itd. Do tego posłała mnie na szkodliwą korektywę, która jeszcze bardziej zniszczyła mi tkanki i stawy. Całe dzieciństwo ignorowała moje objawy, pogłębiając je, zamiast leczyć. Zaczęłam się leczyć dopiero w dorosłości, kiedy mogłam sama podjąć tę decyzję.
I nie ma znaczenia, czy mam 6a w wyniku tego, że rodzice mi przekazali gen, czy w wyniku spontanicznej mutacji w czasie ciąży (ponad 23% chorych). To matka mi ten gen przekazała. I nie zrobiła absolutnie nic, żeby mi pomóc, za to robiła wszystko, żeby mi zaszkodzić. A teraz udaje, że nie mam 6a, żeby się nie przyznać do tego, co zrobiła. Bo gdyby się przyznała do prawdy, musiałaby przeprosić, a jej narcystyczne rozdęte ego na to nigdy nie pozwoli. Do tego stopnia idzie w zaparte, że jeździ po moich lekarzach, którzy mnie diagnozowali, i szantażuje ich, żeby zmienili diagnozę! A teraz wypytuje mnie, kto jeszcze mnie diagnozował. Na szczęście tego nie wie, więc nie może szantażować i tych lekarzy.
Spiknęła się z tymi lekarzami, którzy byli niekompetentni, nie umieli mnie zdiagnozować. Oraz nieuczciwi - teraz idą w zaparte jak matka i podważają diagnozy innych lekarzy, ale o chorobie w dalszym ciągu nie wiedzą nic, nie douczyli się, więc kolejnego pacjenta skrzywdzą tak samo i tak samo będą szli w zaparte. Z tym się muszą borykać wszystkie osoby z chorobami ultrarzadkimi niestety, ale nie wszystkie mają do tego taką samą matkę. Większość ma matkę wspierającą i bezwzględnie stojącą po stronie dziecka, czyli odwrotnie niż moja, która stoi zawsze tylko po swojej stronie. No i niech sobie tam stoi, ale beze mnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









