piątek, 30 listopada 2018

PIĄTEK, 30 LISTOPADA 2018

No. To teraz wszyscy świadkowie czytający blog i oburzający się, że śmiem odsłaniać przemoc psychiczną, telefon w dłoń i dzwonić! Zamiast się oburzać, że ktoś o tym mówi, zgłoście przemocowca!




niedziela, 18 listopada 2018

NIEDZIELA, 18 LISTOPADA 2018

Zadzwoniłam do matki. Ja pierwsza.
1. Dlatego, że nie chce mi podać swojego adresu mailowego.
2. Dlatego, że ma gdzieś mnie i to, co mam jej do powiedzenia, i nie sprawdza poczty ode mnie.
3. Dlatego, że sprawa była ważna. Nie dla mnie. Dla niej.
4. Dlatego, że właśnie do tego służy telefon - do załatwiania ważnych i pilnych spraw, które nie mogą być załatwione inaczej, np. mailem. Ta mogła być załatwiona mailem, ale matka moje maile ignoruje. Bo oczywiście link z informacją jej wysłałam, ale go nie dotknęła (gdyby chciała kontaktu naprawdę, czytałaby i pisała do mnie maile, a nie mnie nękała).

Zadzwoniłam do matki, bo ma gdzieś to, że do niej piszę, a sprawa była ważna dla niej. Chciałam jej powiedzieć, że bank plajtuje, a ona ma w nim pieniądze. Powinna je stamtąd zabrać, bo jest duże ryzyko, że je straci.
Nic na tym nie zyskuję, nie mam w tym żadnego interesu. Znowu robię coś dla niej z życzliwości, nieinteresownie. Oraz dlatego, że sumienie by mnie gryzło, że wiedziałam o czymś, a jej nie uprzedziłam - to tak, jakbym była współwinna ewentualnej straty pieniędzy (bo skoro ktoś wie i nie reaguje, to jest tak samo winny jak sprawca - w każdym przypadku). I co? Wyskoczyła jak zwykle z przemocą. Poleciały teksty, że mam iść do psychiatry, oczywiście z nią, żeby mogła wciskać psychiatrze kit. To takie miłe: oprawca i ofiara razem! Poprawiają relacje! Bo wiadomo, że każda ofiara wprost marzy o tym, żeby mieć stały kontakt z gwałcicielem, nieprawdaż.

Zapomniała, że ja już mam psychiatrę. Uczciwego. Nieskalanego przemocą, nieidącego na żadne układy. Ale dla mniej tacy psychiatrzy, których nie może urabiać, jak jej się podoba, bo są niezależni i stawiają trafne diagnozy, to samo zło! Mam iść do takiego, który nie będzie obiektywny, tylko jej uwierzy w kłamstwa i granie.

I tak zostałam skopana. Nawet jeśli robię jej przysługę, nawet jeśli robię ją z własnej woli, bez jej prośby, to i tak dostaję kopniaki. No to powiedzcie, po co mam być dla niej miła? Po co mam być życzliwa? Po co w ogóle mam się z nią kontaktować/zgadzać na kontakt? Skoro cokolwiek zrobię, i tak dostanę od niej kopa w dupę?


sobota, 17 listopada 2018

SOBOTA, 17 LISTOPADA 2018

- Nie masz EDS. Do każdej choroby można przypasować takie objawy, jak ty masz!
- W takim razie proszę, wskaż mi chociaż jedną chorobę, która ma takie same objawy jak 6a.
- Zaburzenia hormonalne.
- Bzdura. Nie ma takiego zaburzenia. Wskaż mi takie zaburzenie, które ma wszystkie objawy, które ja mam. Nie tylko wybrane, które ci pasują.
Cisza. Milczenie.
- No widzisz, nie znasz, bo nie ma! Nie ma innej choroby, która miałaby takie same objawy. Nie ma nawet drugiej choroby, która miałaby choćby deficyt HL!
[Cisza. Brak argumentów]
- Przeproś teraz, że kłamałaś, konfabulowałaś i obrażałaś mnie, udając, że nie mam 6a.
[Nie chce przeprosić, mityguje się i wykręca]
- Ale ja chcę ci pomóc! Nie chcesz być zdrowa?
Zdrowa? Kiedy wynaleziono lek na choroby genetyczne? A no tak, nie wynaleziono, czyli znowu kłamstwo i obrażanie mnie.

Matka nie chce przyznać, że to ona jest winna. Nie zrobiła badań genetycznych (straciła pierwszą szansę na zdrowy płód), nie usunęła uszkodzonego płodu (za moimi plecami, bez mojej zgody sprowadziła na świat uszkodzone dziecko), nie szukała diagnozy, a bez niej straciłam wiele szans na poprawienie zdrowia i sprawności. Gdybym od razu nosiła ortezy, to pewnie teraz bym nadal chodziła. Gdybym miała przeszczep szpiku do 5. roku życia, miałabym trwale poprawioną odporność. Itd. Do tego posłała mnie na szkodliwą korektywę, która jeszcze bardziej zniszczyła mi tkanki i stawy. Całe dzieciństwo ignorowała moje objawy, pogłębiając je, zamiast leczyć. Zaczęłam się leczyć dopiero w dorosłości, kiedy mogłam sama podjąć tę decyzję.

I nie ma znaczenia, czy mam 6a w wyniku tego, że rodzice mi przekazali gen, czy w wyniku spontanicznej mutacji w czasie ciąży (ponad 23% chorych). To matka mi ten gen przekazała. I nie zrobiła absolutnie nic, żeby mi pomóc, za to robiła wszystko, żeby mi zaszkodzić. A teraz udaje, że nie mam 6a, żeby się nie przyznać do tego, co zrobiła. Bo gdyby się przyznała do prawdy, musiałaby przeprosić, a jej narcystyczne rozdęte ego na to nigdy nie pozwoli. Do tego stopnia idzie w zaparte, że jeździ po moich lekarzach, którzy mnie diagnozowali, i szantażuje ich, żeby zmienili diagnozę! A teraz wypytuje mnie, kto jeszcze mnie diagnozował. Na szczęście tego nie wie, więc nie może szantażować i tych lekarzy.

Spiknęła się z tymi lekarzami, którzy byli niekompetentni, nie umieli mnie zdiagnozować. Oraz nieuczciwi - teraz idą w zaparte jak matka i podważają diagnozy innych lekarzy, ale o chorobie w dalszym ciągu nie wiedzą nic, nie douczyli się, więc kolejnego pacjenta skrzywdzą tak samo i tak samo będą szli w zaparte. Z tym się muszą borykać wszystkie osoby z chorobami ultrarzadkimi niestety, ale nie wszystkie mają do tego taką samą matkę. Większość ma matkę wspierającą i bezwzględnie stojącą po stronie dziecka, czyli odwrotnie niż moja, która stoi zawsze tylko po swojej stronie. No i niech sobie tam stoi, ale beze mnie.




piątek, 16 listopada 2018

PIĄTEK 16 LISTOPADA 2018

Akcja przeciw przemocy psychicznej!

Super, że ktoś się tym zajął. Doświadczyłam wszystkich rodzajów przemocy i psychiczna jest z nich najgorsza. Nieodwracalnie niszczy życie i osobowość ofiary. Tylko że w tych spotach znowu same stereotypy. Przemoc rodzinna to nie tylko przemoc partnerów wobec siebie nawzajem. To przede wszystkim przemoc rodziców wobec dzieci, także dorosłych, niepełnosprawnych. Statystycznie osoby niepełnosprawne doświadczają od rodziców dużo więcej przemocy niż jakikolwiek sprawny człowiek od swoich rodziców czy partnerów. A mimo to pomija się to nawet w specjalnych akcjach o przemocy.





Donosicieli proszę o przekazaniu linka do artykułu i filmów mojej matce. Mnie nie chce podać swojego adresu mailowego.


poniedziałek, 12 listopada 2018

PONIEDZIAŁEK, 12 LISTOPADA 2018

Matka stalkuje mnie z taką częstotliwością, że już parę dni po śmierci taty telefon automatycznie oznaczył jej numer na czerwono jak niebezpieczny/spam/nękający/zablokowany. Wyobrażacie to sobie? Telefon sam! Do tej pory też wo kilka dni. Teraz, gdy sama nim rozporządza, doprowadziła do tego, że telefon odrzuca ten numer. Ona sama, bez niczyjej pomocy.

A dziś dowiedziałam się od matki, że gwałciciel ze zgwałconą ofiarą powinni iść RAZEM na terapię. Tak jak oprawca z ofiarą. 

Powtórzę, gdyby ktoś nie zrozumiał albo gdyby do kogoś nie dotarł jeszcze sens. Moja matka twierdzi i wmawia mi, że GWAŁCICIEL Z OFIARĄ, KTÓRĄ ZGWAŁCIŁ, POWINNI IŚĆ RAZEM NA TERAPIĘ, TAK JAK KAŻDY OPRAWCA Z OFIARĄ.

***
Przypominam, że na tym blogu nie ma ani jednego słowa, które nie byłoby prawdą. Wszystkie rozmowy są nagrywane, więc to, co tutaj cytuję, jest na nagraniu.

Jeśli ktoś nie akceptuje pisania o przemocy, ale akceptuje samą przemoc - tak jak w przypadku filmu "Kler" podniosły się wrzaski oburzonych, że ktoś ujawnia przemoc, natomiast sama przemoc oburzonych nie oburzała - to jest współwinny tej przemocy. Więc drodzy przemocowcy, idźcie sobie gdzie indziej. To nie jest blog dla Was.


czwartek, 8 listopada 2018

CZWARTEK, 8 LISTOPADA 2018

Wydzwania codziennie i cały czas leci ta sama przemoc i te same kłamstwa, które już opisywałam i których miało nie być, bo zabroniłam jej wydzwaniać, dopóki nie przestanie używać przemocy wobec mnie. Robi to specjalnie, bo wie, że sobie tego nie życzę.

Dziś dodatkowo wymyśliła kłamstwo, że menopauzę miałam od insulinooporności, a dystrofia rogówki wynika z hormonów i niedoborów.

Ach, i jeszcze jedno kłamstwo, że problemy z akomodacją charakterystyczne tylko dla EDS6a ma każdy. Tzn. każdy traci wzrok i staje się niewidomy z powodu niedziałającej akomodacji w EDS6a. Jak się, Moi Drodzy, czujecie jako niewidomi? :D Według mojej matki ona sama już nie żyje. Nikt nie żyje, bo w 6a nie dożywa się w ogóle późnego wieku, tylko się umiera przedwcześnie. Jak się czujecie jako zombie? :D Rozumiem, że wszyscy moi czytelnicy to niewidomi zombie. Pozdrawiam Was! :D

Wyobrażacie sobie, jak bardzo można iść w zaparte i jakie bzdury wymyślać, żeby się nie przyznać, że się jest winnym przekazania EDS6a (dystrofia rogówki też jest chorobą genetyczną) i niediagnozowaniem choroby przez całe dzieciństwo?

Moja matka woli mi wmawiać, że wszyscy ludzie po 40. to niewidomi zombie, żeby tylko się nie przyznać do tego, co mi zrobiła.


czwartek, 1 listopada 2018

CZWARTEK, 1 LISTOPADA 2018

Wydzwania. I za każdym razem za skarby świata nie chce mi powiedzieć, jaką ma do mnie sprawę.

- Co chcesz?
- Porozmawiać.
- No to mów, o co chodzi.
- Chcę porozmawiać.
- No to mów konkretnie, o co ci chodzi!
- Dzwonię do ciebie, żeby porozmawiać.
- NO TO MÓW, JAKĄ MASZ SPRAWĘ!!
- Zobacz, co się z tobą stało!

I tak w kółko.
Nigdy nie chce mi powiedzieć, o co jej chodzi, z jaką sprawą dzwoni. Zawsze jest tylko prowokacja i przemoc. Specjalnie sprawia, żebym się denerwowała, żeby móc mnie bezkarnie wyzywać i wmawiać kłamstwa, że to niby ze mną coś jest nie tak.

W jakim celu ktoś robi coś takiego?

Jak może jej sprawiać radość podnoszenie mi pulsu? zagrażanie mojemu zdrowiu?

Kim trzeba być, żeby komuś robić coś takiego?

"Bo kiedyś to wysyłałaś zdjęcia, co gotujesz".
Znowu kłamstwo. Nigdy nic jej nie wysyłałam. Nigdy do niej nie pisałam. Nigdy nie miałam nawet jej adresu! Ona mi go nie podała, a ja nie pytałam, bo mi nie zależało. Ważne, że wymieniałam maile z tatą. Jeśli cokolwiek jej pokazywał, to bez mojej zgody - i właśnie się wygadała, zamiast mi tego oszczędzić.


środa, 31 października 2018

ŚRODA, 31 PAŹDZIERNIKA 2018

"Wymyślasz sobie! Przecież na zdjęciach z dzieciństwa się uśmiechasz, więc miałaś szczęśliwe dzieciństwo, a nie depresję!"



sobota, 27 października 2018

SOBOTA, 27 PAŹDZIERNIKA 2018

Matka cały czas się znęca w ten sam nienawistny sposób. Wie, że mam EDS, wie, że jego objawem jest hipotonia. Wie, z czym to się wiąże, jakie są konsekwencje i że leczyć się nie da. Mimo to kłamie, że mogę robić to, co hipotonia uniemożliwia, i wymaga tego ode mnie, jakby to było normalne, że nagle za pstryknięciem palcami choroba zniknie, bo ona tak mi każe! Np. dziś wymaga, żebym z nią wyjechała nad morze 3 razy, wiedząc, że nie mogę podróżować tak daleko ani chodzić, więc co niby mam robić w tej Kuźnicy? Przecież matka nie jest normalna i życzliwa, nie weźmie wózka i nie będzie go pchać - nie z dobrego serca chce, żebym z nią tam jechała, to kolejny sposób upokarzania mnie.

Zamiast się rozłączyć i nie odbierać, dopóki nie przestanie kłamać i się znęcać, to po raz milionowy jej tłumaczę to samo, co napisałam wyżej. I co słyszę?

"Masz psychozę urojeniową!"

To jest właśnie to, o czym pisałam w poprzedniej notce.

Poza tym od czego dziś zaczęła? Od pretensji, że mam odbierać telefon! A przecież jej wiele razy mówiłam, że mam ZA i nie mogę rozmawiać przez telefon i że ma pisać maile! Ale przecież musi mi zrobić tak bardzo na złość, jak tylko się da! Musi mnie poniżyć. Nigdy mi nie odpuści takiego poniżania.

- Ja nie jestem uzależniona od telefonu i nie będę siedzieć i go pilnować.
- To włącz dźwięk.
- Nie naprawię tego, bo to za duży stres, a poza tym będziesz wydzwaniać w nocy i mnie budzić.
- To czemu śpisz?! Śpi się w nocy!
- Śpi się wtedy, kiedy się może i potrzebuje!
- Masz to po lekach!

I dalej przemoc w każdym zdaniu, wmawianie nieprawdy, kłamanie, podważanie tego, co mówię, co czuję, czego doświadczam, podważanie objawów, zmyślanie i kłamanie, że to nie od EDS itd. Tak jest na każdym kroku. Tak jak pisałam w poprzedniej notce. Nienawiść i zajadłość w czystej postaci, odrzucenie, nieakceptowanie. Ale matka nigdy nie zachowa się jak normalny człowiek, który kogoś nie lubi, nie zrezygnuje z kontaktów ze znienawidzonym człowiekiem. Z tego samego powodu, dla którego nie chce się wyprowadzić do DG - nie odpuści mi przemocy, nie daruje, nie zrezygnuje ze znęcania się, bo jej to sprawia za dużą przyjemność!

Ma wyjechać dziś. Myślałam, że tam zostanie na święta. A ona mi mówi, że wróci szybko, bo tam wszyscy pracują, a poza tym nie ma telewizora, to się będzie nudzić. Zszokowała mnie tym. Oczywiście dziwi mnie to, że mimo że widzi, że całe jej pokolenie pracuje, tylko ona bez powodu nie, a mimo to nie robi nic, żeby też znaleźć pracę. W ogóle jej to nigdy do głowy nawet nie przyszło (ale udawanie, że pracuje, i okłamywanie innych, że pracuje całe życie, uważa za normalne - to pokazuje, jak sobie wymyśla różne rzeczy tak, żeby pasowały do jej wyobrażeń, i jak jej się udaje innych nabrać - bo ludzie jej w to wierzą!). Ale uzależnienie od telewizora?! Dla mnie to jest chore. Ja nie mam telewizji od 15 lat, ale nigdy by mi do głowy nawet nie przyszło, że bez niego można się nudzić! Jak się nie jest nudnym człowiekiem, to się nigdy nie nudzi! Nie wierzę, że nuda jest w ogóle możliwa. Nawet jak się nie ma nic, ani kompa, ani książek pod ręką, np. na sorze, i tylko się może leżeć w bezruchu, to nadal ma się przecież mózg, całą wiedzę w nim, więc można godzinami rozważać jakieś ciekawe problemy naukowe! A ona będzie w domu, w którym można robić milion rzeczy, może zabrać ze sobą czytnik, za oknem ma dużą aglomerację miejską, może iść nad jezioro na spacer, może jeździć na rowerze, może zwiedzać - tyle ciekawych miejsc jest wokół! Z ojcem do samego końca (dokąd tylko mogłam podróżować i tam dojechać) zwiedzaliśmy zamki, pałace, muzea, pomniki itp. Matka nigdy z nami nie pojechała. Niedaleko są Katowice, można się tam umówić z ludźmi z różnych forów tematycznych, która nas interesują. Są miliony możliwości! Jak można się tam nudzić?!

Ach, zapomniałam. Matki NIC nie interesuje. Tylko czubek własnego nosa. Ona się nie zajmie niczym ciekawym, bo potrzebuje publiki, żeby przed nią grać i zbierać poklask. I nie może do tego wybrać inteligentnych ludzi z pasją, bo szybko by ją zdemaskowali.

Dla mnie to jest straszne. Nie rozumiem, jak można tak zmarnować życie. Tak przepierdzielić na pierdoły bez żadnego sensu i odgrywać się za swoje złe wybory na kimś, kto podjął w swoim życiu dobre. Matka usiłuje mnie zmusić, żebym zrobiła ze swoim życiem to samo co ona ze swoim: żebym zrezygnowała z życia na rzecz wegetacji. Tymczasem ja prędzej umrę, niż się na to zgodzę.

Jednak ja nigdy nie komentowałam złych wyborów matki, nie leciałam z nieproszonymi radami, nie wciskałam jej do gardła moich opinii, że źle robi, że tak nie może robić, że jej nie daruję, skoro widzę, co się z nią dzieje, to muszę na niej wymusić to, co JA uważam za stosowne, bez znaczenia, co jest dla niej dobre i co sobie wybrała. Bo we mnie nigdy przemocy nie było. Jej życie jest jej życiem. Nie cudzym. Skoro chciała je przepieprzyć, to miała do tego prawo i nikomu nic do tego, nawet gówniarze, której się od matki wychowanie, opieka i wsparcie należą jak psu buda. Nie wymagałam od niej nawet tego, co mi się należało jako jej dziecku. A ona mi tak dziękuje. :/




środa, 24 października 2018

ŚRODA, 23 PAŹDZIERNIKA 2018

Codziennie jest to samo. Zmuszanie, wymuszanie, wmawianie mi, że muszę, powinnam i mam robić to, co matka mi każe. Dziś usłyszałam, że skoro mi daje pieniądze, to "muszę jej słuchać", jakby miała prawo mnie szantażować i jakby jej szantaż na mnie działał. Ciągłe kłamanie, wymyślanie, wmawianie mi chorób, których nie mam, udawanie, że nie mam EDS i ZA, udawanie, że nie wie, jakie ta choroba ma objawy, zachowywanie się tak, jakby ich nie było, bezpodstawne wymagania, jakby miała do nich prawo, kłamanie, że mi chce pomóc, puste gadki, udawanie, że się pracowało i zarabiało, stalkowanie, wydzwanianie, straszenie, zastraszanie, wmawianie choroby psychicznej, wciskanie się z opiniami, o które nie pytam i które mnie nie interesują, wciskanie nieproszonych rad na nieproszone tematy, zmuszanie do zaprzestania leczenia, zmuszanie do robienia tego, co jest w życiu zbędne, niepotrzebne i niszczące, zmuszanie do kontaktu i jej towarzystwa, niszczenie mnie i mojego życia na każdym kroku, powodowanie meltdownów, ignorowanie tego, co mówię, wydzwanianie bez powodu, zamiast pisania maili, narzucanie się. I tak w kółko.

Ona nigdy z tego nie zrezygnuje.

A naprawdę wystarczyłby brak przemocy, NIC WIĘCEJ.

A dziś chciałam jej powiedzieć, że pójdę jej na rękę, poświęcę się i spędzę z nią wigilię, jeśli zarezerwuje stolik w jakiejś knajpie w ten dzień. Nie zdążyłam, bo od razu wyskoczyła z przemocą.

I zaraz po tej przemocy leci tekst "Tylko o tym nie pisz!" Nie potrzeba komentarza, prawda?

Nadal do niej nie dociera, że ja niczego od niej nie chcę. To ona chce czegoś ode mnie. A skoro tak, to ONA ma spełnić MOJE wymagania, a nie na odwrót. A ja mam tylko jedno wymaganie: BRAK PRZEMOCY.


***
Matka wymyśliła, że mam z nią "iść polatać po sklepach". Tylko że to ma drugie dno. Jej nie chodzi tylko o to, żeby mnie zmusić do robienia rzeczy, których nienawidzę i nie chcę robić. To dla niej za mało. Brak szacunku do mnie i moich potrzeb jej nie wystarczy. Ona chce mnie poniżyć, zmuszając mnie, żebym stała się na ten czas bogiem i "wyłączyła" niepełnosprawność, bo ona "chce mieć zdrową córkę"! Polatanie po sklepach nie oznacza miłego spędzania czasu razem. To nie oznacza, że będziemy odwiedzać księgarnie, a matka będzie pchała mój wózek i wybierała takie sklepy, do których da się dostać. Tak by to zrobiła normalna osoba, ale nie psychopatka.

Matka gardzi niepełnosprawnością i osobami niepełnosprawnymi. NIGDY mnie nie akceptowała, nigdy nie byłam jej córką. Dla niej to wstyd mieć niepełnosprawną córkę, dlatego udaje przed wszystkimi, że sobie tę niepełnosprawność wymyśliłam! Ona nie chce mieć córki. Ona chce mieć córkę urojoną, wymyśloną, sklejoną z cech, które ona wymyśli, córkę, która będzie taka, jaką ona chce, i która będzie robiła to, co ona jej każe.

NIGDY nie akceptowała tego, że mam własne zdanie, własne życie, własne potrzeby, a nade wszystko gardzi moją niepełnosprawnością. Pozwala mi tylko na takie choroby, które ona akceptuje. Wolno mi mieć problemy hormonalne, bo według niej to jest choroba, którą może mieć normalny człowiek, a jeśli fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów. To samo było już w dzieciństwie. Zajmowała się wyłącznie tymi objawami, które wolno mi było mieć, typu skolioza czy ZUM, ale jak jakichś objawów nie akceptowała, tak jak np. zapalenia jelit, to je ignorowała i wmawiała mi, że to nerwica szkolna i że to ja jestem sobie winna. Teraz jestem dorosła, więc mi wmawia, że objawy, które akceptuje, to moja wina, a nie choroba genetyczna. A skoro to moja wina, to mam przestać te objawy wytwarzać, bo ona mi tak każe. Tak bardzo mnie nienawidzi i nie akceptuje, że posuwa się nawet do szantażowania lekarzy, którzy mnie diagnozują! Bo tak,  TO, ŻE NIE AKCEPTUJE EDS I MOJEJ NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI JEST RÓWNOZNACZNE Z NIEAKCEPTOWANIEM MNIE. Odrzuca mnie poprzez przemoc na wszystkie sposoby i jeszcze się dziwi, że nie mam zamiaru zostać jej urojoną, nieistniejącą córeczką, którą mogłaby zmusić do takiego życia, jakie ona wymyśliła.

Wszystko, co we mnie nie spełnia jej oczekiwań i żądań, należy wyciąć, wyplenić, zniszczyć. To oznacza, że należy zniszczyć moje potrzeby, moją osobowość, moje życie, moją wolną wolę, moją niepełnosprawność. CZYLI CAŁĄ MNIE. Więc to robi.

Ta jej urojona córeczka ma na imię Kasia. Tak do mnie mówi. Nigdy nie nazwała mnie jeszcze moim faktycznym imieniem. I przemocą usiłuje mnie zmusić, żebym była Kasią, a nie Dagmarą.

Cóż. Ja też chciałam mieć wymarzoną matkę. Tylko że ja jej nigdy nie zmuszałam w żaden sposób, żeby nią była. Skoro nie chciała mnie kochać i akceptować, to sobie miłość i akceptację znalazłam gdzie indziej i ona nie jest mi już do niczego potrzebna. Nie chciała więzi, nie chciała córki, to przecież jej nie zmuszę. Bo jak mam ją zmusić? Przemocą?

Nie da się zmusić ludzi, żeby byli w naszym życiu, można się tylko starać, żeby sami tego chcieli.


środa, 17 października 2018

ŚRODA, 17 PAŹDZIERNIKA 2018

Matka od dawna śmieje mi się w nos i wprost mówi, że nigdy nie przestanie stosować przemocy. Dziś zrobiła to samo. Ja jej mówię, że ma przestać, a ona na to: "Jak mam przestać, kiedy widzę, co się z tobą dzieje?"

Zatkało mnie.

Po pierwsze, niczego nie widzi. Nigdy nie widziała, nigdy nie uczestniczyła w moim życiu. Nawet kiedy byłam dzieckiem, a ona po kryjomu włamywała się do mojej szafki i czytała moje dzienniki (!!!), nie miała pojęcia, co się ze mną działo. Teraz tym bardziej, bo chronię swoje prywatne życie i nie ma do niego dostępu.

Po drugie, cokolwiek by się ze mną działo, to przecież NIC nie usprawiedliwia i nie daje jej prawa do używania przemocy!

Miałaby prawo do przemocy wobec mnie tylko w jednym przypadku: gdyby to była odpowiedź na moją przemoc wobec niej. Miałaby wtedy prawo zrobić mi to samo. Tylko że ja tego nie robiłam i nie robię.


***
Dziś matka dała czadu. Za każdym razem, kiedy myślę, że już nic gorszego nie może zrobić, ona przekracza tę granicę spektakularnie. I to tak, że nawet nie umiem tego opisać, musiałabym udostępnić plik z nagraniem. Nie mam już siły. Ile razy mam jej jeszcze wybaczać? Nie chcę już tego robić.