15.07
Sen nr 1. Nie mam
pojęcia, dlaczego, ale próbuję się dostać do jakiegoś mieszkania. Raczej nie
jest moje. W środku jest dwoje ludzi, ale nieznanych mi i nawet nie
zapamiętałam ich płci. Byli w lekkim oddaleniu od drzwi, przy których stałam,
więc nie widziałam ich dobrze. Od drzwi zaczynał się bardzo wąski korytarz,
przez który ledwie było można się przecisnąć, więc ściana zasłaniała jedną z
osób, ale słyszałam jej głos. Pamiętam, że ściany były białe, a po lewej
stronie stała szafeczka, jakie często stoją w przedpokojach. I ja stałam w tym
przedpokoju, na początku korytarza, tyłem do drzwi.
Wejście było śmiertelnie
niebezpieczne. Po lewej stronie, przy ścianie, biegły 2 małe rurki. O średnicy
trochę większej od liny do wspinaczki. W jednej rurce biegła właśnie lina, tak
w powietrzu. Rurka częściowo była szklana, więc widziałam tę linę. Żeby móc
wejść do mieszkania, ta lina musiała się zahaczyć o haczyk biegnący z drugiej
strony rurki. Nikt tego nie mógł dotknąć, więc nie wiem, na jakiej zasadzie to
urządzenie decydowało, że lina zahaczy o haczyk albo nie. Ale gdyby nie
zahaczyła, to z drugiej rurki wyszedłby szpikulec i przebiłby mnie na wylot,
zabijając.
Nie mam pojęcia, po co miałam
tam wejść, czy ja tego chciałam i dlaczego było to tak trudne. Ale szło mi źle.
Lina się naprężała coraz bardziej i widać było, że za chwilę zapnie się o ten
haczyk, a ja nie miałam na to żadnego wpływu. Wygląda na to, że ludzie wewnątrz
też nie, ale tak nie do końca, bo kobieta - to chyba była kobieta - powiedziała
do tej drugiej osoby (odniosłam wrażenie, że to facet), żeby ta poszła od tyłu
i mi pomogła wejść.
Sen nr 2. Mam zdawać maturę,
ale wszystko jest bardzo dziwne. Jestem na wolnej przestrzeni, ale jest ciemno,
więc nie widzę okolicy wokół. Oświetlona jest tylko wielka szara zjeżdżalnia
podobna do takich na basenie, ale stoi tak po prostu na ziemi. Nie ma dachu,
zjeżdża się, będąc widocznym z zewnątrz. Są różne zakręty. Jest sporo ludzi,
zjeżdżają jedno za drugim. W jakiś sposób ten zjazd decyduje o tym, czy się zda
maturę. Wiem, że muszę zjechać tak, żeby mnie nie zauważył jakiś człowiek, bo z
jakiegoś powodu on by mnie "wydał" i nie zdałabym matury, choć jestem
przygotowana, a od zdania jej znowu zależy moje życie.
Ostatni kadr snu: jestem w
trakcie zjazdu i wypatrzyłam tego faceta, który może mnie wydać. Kulę się i
odwracam twarz w drugą stronę, ale nie mogę już zatrzymać zjazdu, mogę tylko
liczyć na to, że mnie nie rozpozna.
Dziękuję za tak dokładny opis. Zwróciły moją uwagę dwie rzeczy, które pojawiają się w obu snach i które bardzo często przewijają się także w Twoich wcześniejszych snach: próba przejścia przez jakiś mechanizm oraz poczucie, że wynik zależy od czegoś, na co masz niewielki wpływ, mimo że od tego zależy bardzo wiele.
Pierwszy sen właściwie nie jest snem o mieszkaniu. Śni się próg. To nie jest przestrzeń, w której żyjesz, tylko moment przejścia do niej. Najbardziej niezwykłe jest urządzenie z liną. Nie przypomina ono żadnej rzeczywistej pułapki. Działa według własnych zasad. Ty nie możesz go dotknąć, nie możesz nim sterować ani przewidzieć, a jednocześnie od jego działania zależy życie. Bardzo przypomina to doświadczenie życia w otoczeniu przemocy, w którym człowiek uczy się, że „mogę zrobić wszystko poprawnie, a i tak nie wiem, czy zostanę ukarana”. To nie jest zwykły lęk przed porażką, lecz świat, w którym reguły są arbitralne.
Sama lina jest ciekawa. Nie jest martwym elementem konstrukcji. Porusza się, napina i próbuje znaleźć haczyk. Odebrałam ją wręcz jako obraz nadziei. Ty nic nie możesz zrobić, ale lina cały czas próbuje się zaczepić, jakby świat sam szukał sposobu, żeby jednak Cię przepuścić. Z kolei szpikulec jest symbolem zagrożenia, które nie wynika z walki ani z czyjejś bezpośredniej agresji. Wystarczy jedna decyzja mechanizmu. To przypomina wiele Twoich snów, w których niebezpieczeństwo wynika bardziej z działania systemu niż z konkretnego człowieka.
Bardzo ważni są też ludzie znajdujący się w mieszkaniu. Oni nie śmieją się z Ciebie ani nie chcą Ci zaszkodzić. Wręcz przeciwnie – jedna osoba mówi drugiej, żeby poszła Ci pomóc. To pierwszy raz od dawna, kiedy ktoś „po drugiej stronie” próbuje znaleźć sposób, żeby Cię przeprowadzić przez próg, nawet jeśli sam nie ma pełnej kontroli nad sytuacją.
Drugi sen również nie wydaje mi się snem o maturze. To raczej sen o egzaminie z prawa do istnienia. Sama podkreślasz, że jesteś przygotowana. Problemem nie jest więc wiedza ani umiejętności. Problem polega na tym, że ktoś może Cię zauważyć. To ogromna różnica. Nie chodzi o to, żeby dobrze wykonać zadanie, ale o to, żeby nie zostać wskazaną.
Kilka dni temu śnił Ci się rollercoaster, teraz znowu pojawia się zjazd. Tym razem jednak mechanizm działa prawidłowo. Nie ma katastrofy ani awarii. Ty jedziesz i nie możesz już zatrzymać ruchu, możesz jedynie zdecydować, jak się ułożysz. To wydaje mi się ciekawą zmianą względem wcześniejszego snu. Sam tor nie jest już zagrożeniem. Niebezpieczeństwem staje się człowiek, który może Cię rozpoznać.
Najmocniejszy jest właśnie motyw rozpoznania. Nie chodzi o to, żebyś była najlepsza ani żeby nie popełniła błędu. Chodzi tylko o to, żeby nie zostać zauważoną przez właściwą osobę. Bardzo przypomina to doświadczenie wielu osób żyjących długo w przemocy – „najbezpieczniej jest nie zwracać na siebie uwagi”. Nie dlatego, że zrobiły coś złego, lecz dlatego, że samo zauważenie może uruchomić zagrożenie.
Mam wrażenie, że oba sny opowiadają o tym samym z dwóch stron. W pierwszym próbujesz wejść, w drugim próbujesz przejść. W obu istnieje mechanizm, istnieje ktoś po drugiej stronie, wynik ma ogromne znaczenie, ale nie zależy wyłącznie od Ciebie.
Jednocześnie pojawia się coś nowego. W pierwszym śnie ktoś chce Ci pomóc. W drugim sam mechanizm nie jest już wrogi – zjeżdżalnia działa poprawnie. Zagrożeniem jest dopiero człowiek, który może Cię rozpoznać. To subtelna, ale ważna zmiana względem wielu wcześniejszych snów, w których samo otoczenie było niebezpieczne. Tutaj świat wydaje się bardziej neutralny, a źródłem zagrożenia staje się ocena drugiego człowieka.
Jest jeszcze jeden drobiazg, który mnie zaciekawił. W pierwszym śnie stoisz tyłem do drzwi. Gdyby chodziło wyłącznie o wejście, naturalnie patrzyłabyś w ich stronę. Tymczasem cała Twoja uwaga skupia się nie na tym, co zostawiasz za sobą, lecz na samym przejściu przez niebezpieczny próg. To jeszcze bardziej podkreśla, że najważniejszy nie jest cel podróży, ale moment przekroczenia granicy i to, czy uda się go przetrwać.
W tym mieszkaniu jestem już za progiem, skoro drzwi mam za plecami. Przeszłam już przez próg, dopiero dalej jest niebezpiecznie, a z jakiegoś powodu drzwi się za mną zamknęły i nie mogę się już wycofać, ale ten mężczyzna może wyjść z drugiej strony i dotrzeć do mnie od tyłu, przechodząc przez te same drzwi co ja, i pomóc mi, stojąc ok mnie. Skoro on już był w tym mieszkaniu, to może mnie razem z nim ten mechanizm przepuści?
To zmienia bardzo ważny szczegół. Dobrze, że mnie zatrzymałaś, bo rzeczywiście błędnie odczytałam przestrzeń. Jeżeli drzwi są za Twoimi plecami, to próg został już przekroczony. To nie jest sen o wejściu. To jest sen o znalezieniu się wewnątrz systemu, z którego nie można się już po prostu wycofać. To bardzo zmienia znaczenie tego mechanizmu. Nie stoisz przed egzaminem. Już go podjęłaś. Nie możesz powiedzieć: „to ja jednak wychodzę”. Droga odwrotna jest zamknięta. Zagrożenie jest dopiero przed Tobą. I właśnie wtedy pada zdanie kobiety: „Idź od tyłu i jej pomóż.” To zdanie mnie poruszyło jeszcze bardziej po Twoim dopowiedzeniu. Bo ten mężczyzna nie ma wyłączyć mechanizmu. On nie ma go zniszczyć. Nie ma go oszukać. Ma po prostu stanąć obok Ciebie. Jakby jego obecność miała coś zmienić. To przypomina mi bardzo wiele sytuacji z życia. Są mechanizmy, których jedna osoba nie może pokonać sama. Ale obecność drugiej osoby zmienia wszystko. Nie dlatego, że prawa fizyki się zmieniają, tylko dlatego, że przestajesz być sama wobec zagrożenia.
Piszesz: "Skoro on już był w tym mieszkaniu, to może mnie razem z nim ten mechanizm przepuści?" I to jest właśnie myśl, która wydaje mi się najciekawsza. W śnie nie pojawia się pomysł: „on wyłączy urządzenie”. Pojawia się pomysł: „może razem będzie inaczej”. To bardzo różni się od wielu Twoich wcześniejszych snów, w których ratunek polegał na tym, że sama musiałaś coś zrobić: ratować szczury, wyciągać zwierzęta z wody, walczyć z matką, szukać wyjścia. Tutaj rozwiązanie nie polega na większym wysiłku z Twojej strony. Rozwiązaniem miałaby być obecność drugiego człowieka. To jest dla mnie coś nowego.
Zastanawiam się też nad samą konstrukcją urządzenia. Lina ma się zaczepić o haczyk. To nie jest przypadkowe zestawienie. Lina i hak istnieją właśnie po to, żeby się połączyć. Cały mechanizm jest skonstruowany tak, żeby połączenie było możliwe. Dopiero gdy ono nie nastąpi, pojawia się szpikulec. To trochę tak, jakby sen mówił: "Domyślnym stanem świata powinno być połączenie. Śmierć pojawia się dopiero wtedy, gdy połączenie się nie uda." To bardzo ciekawy kontrast wobec wielu Twoich wcześniejszych snów, gdzie świat wydawał się z definicji wrogi. Tutaj świat jest raczej... niepewny. Jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia. To kobieta mówi mężczyźnie, żeby Ci pomógł. Nie mówi: „niech sobie radzi”. Nie mówi: „to jej problem”. Od razu zakłada, że trzeba Ci pomóc.
Po wszystkich snach, które mi opowiadałaś przez ostatnie miesiące, jest to wręcz nietypowe. Bardzo często śniły Ci się osoby, które patrzyły, ignorowały albo wybierały kogoś innego. Tutaj pierwszą reakcją tej kobiety jest: pomóc. Nie wiemy, czy zdążył. Obudziłaś się wcześniej. Ale sam fakt, że taka reakcja w ogóle pojawiła się w Twoim śnie, wydaje mi się znaczący. Nie dlatego, że oznacza jakąś przepowiednię, lecz dlatego, że Twoja psychika dopuściła scenariusz, w którym ktoś nie odwraca wzroku od zagrożenia, tylko odruchowo szuka sposobu, żeby być obok Ciebie. To jest jakościowo inny motyw niż ten, który pojawiał się w wielu wcześniejszych koszmarach.









