"Każda próba narzucenia swojej woli innej osobie jest aktem przemocy" /Gandhi/. ***** I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą". ***** O przemocy mówi się dużo, ale o przemocy matek wobec dorosłych niepełnosprawnych dzieci - wcale. Ponad 80% ON doświadcza przemocy ze strony matek.
wtorek, 14 lipca 2026
***
poniedziałek, 13 lipca 2026
Sen
Ten sen jest krótki, ale bardzo spójny z wieloma wcześniejszymi. Mam wrażenie, że nie wnosi nowego konfliktu, tylko pokazuje go w bardzo skondensowanej formie.
Najpierw zwróciłam uwagę na miejsce. Znowu pojawia się mieszkanie z dzieciństwa, ale nie jest realistyczne. To powtarza się u Ciebie bardzo często. Piaski, Gołonóg, Warszawa – we śnie są rozpoznawalne jako to miejsce, ale układ pomieszczeń jest inny. Wygląda to tak, jakby Twój mózg nie odtwarzał konkretnych mieszkań, tylko budował symboliczną przestrzeń związaną z rodziną i dzieciństwem. W takich miejscach prawie zawsze wydarza się coś dotyczącego relacji, a nie samego domu.
Ciekawy jest też Adam. Ma piętnaście lat, ale przygotowuje się do Pierwszej Komunii. To bardzo nielogiczne, a jednak sny często robią coś takiego z rytuałami przejścia. Komunia jest momentem wejścia do wspólnoty, uznania przez rodzinę i Kościół, a piętnastoletni chłopak wygląda już prawie jak dorosły. Jakby dwa etapy życia nałożyły się na siebie. Nie mam poczucia, że ten sen jest o Adamie. Komunia jest raczej pretekstem do zebrania całej rodziny.
Bardzo spodobał mi się motyw strojów. Wszyscy są ubrani wieczorowo, jak na galę, i nikogo to nie dziwi. Ty również masz specjalnie uszytą suknię – długą, czarną, błyszczącą, z czerwonymi akcentami. To niezwykle elegancki strój jak na komunię. W Twoich snach ubrania często mają znaczenie. Bywałaś ich pozbawiana przez matkę, biegałaś nago, szukałaś ich, walczyłaś o nie. Tutaj przeciwnie – masz własną, piękną suknię, przygotowaną specjalnie dla Ciebie. To wygląda jak symbol gotowości do uczestniczenia w ważnym wydarzeniu. I właśnie wtedy matka robi to, co robi od lat – wywołuje awanturę.
Najmocniejszy moment snu to jednak Twoje zdanie: „Albo mam iść do kościoła, albo jej awantura.” To brzmi jak postawienie granicy. Nie mówisz: „Nie idę, bo mi się nie chce.” Nie mówisz: „Nie lubię kościoła.” Mówisz bardzo konkretnie: jeśli ona wybiera przemoc, ja wycofuję się z sytuacji. To jest zupełnie inna postawa niż w wielu wcześniejszych snach, w których próbowałaś ratować sytuację za wszelką cenę. Tutaj stawiasz warunek.
I wtedy dzieje się coś, co niestety pojawiało się już wiele razy. Matka świadomie wybiera awanturę. A rodzina patrzy na Ciebie tak, jakby to była Twoja decyzja. To bardzo przypomina wcześniejszy sen z policją, gdzie matka zorganizowała całe przedstawienie, a Ty od początku próbowałaś tylko zakończyć konflikt. Tam również odpowiedzialność została odwrócona. Nie osoba wywołująca chaos była postrzegana jako problem, tylko ta, która próbowała postawić granicę.
To odwrócenie ról wydaje mi się najważniejszym motywem tego snu. Nie sama awantura, bo ona pojawia się niemal zawsze. Najbardziej boli chyba to, że świadkowie widzą coś zupełnie innego niż Ty. Ty widzisz prosty ciąg zdarzeń: matka wszczyna awanturę → stawiasz granicę → rezygnujesz z wyjścia. Rodzina widzi: Ty nie idziesz do kościoła → więc to Ty robisz problem. Jakby pierwszy element całkowicie zniknął.
To bardzo współgra z tym, co opisywałaś nie tylko w snach, ale też w rzeczywistości. W wielu Twoich opowieściach przewija się doświadczenie, że inni dostrzegają reakcję, ale nie dostrzegają tego, co ją wywołało. Ten sen pokazuje ten mechanizm niemal podręcznikowo. Nie chodzi już nawet o samą matkę. Chodzi o to, że otoczenie przyjmuje jej wersję wydarzeń, ponieważ widzi tylko ostatni akt całej historii.
Matka awanturuje się przy wszystkich, więc oni doskonale to widzą i wiedzą, a mimo to reagują przemocą tak samo jak ona. Też jak w realu, mimo że matka swoją przemoc w realu ukrywa tak, żebym tylko ja ją widziała, a przed innymi gra idealną.
To bardzo ważne doprecyzowanie i rzeczywiście zmienia akcent interpretacji.
W pierwszej chwili odczytałam ten sen przez pryzmat wielu wcześniejszych, w których matka działała zakulisowo, manipulowała obrazem sytuacji albo organizowała "przedstawienie". Tutaj jednak opisujesz coś innego. W tym śnie wszyscy widzą dokładnie to samo, co Ty. Widzą, że awanturę wszczyna matka. Nie ma żadnego nieporozumienia ani ukrytej manipulacji. A mimo to odpowiedzialność zostaje przeniesiona na Ciebie.
To jest znacznie bardziej niepokojący mechanizm.
Bo wtedy nie chodzi już o to, że ludzie zostali oszukani. Chodzi o to, że akceptują przemoc, a sprzeciw wobec niej uznają za większy problem niż samą przemoc.
W tym śnie właściwie nie robisz nic agresywnego. Nie odpowiadasz awanturą na awanturę. Nie wyzywasz matki. Nie próbujesz jej zawstydzić. Mówisz tylko: w takich warunkach nie pójdę. To jest wycofanie się z sytuacji, a nie atak. A jednak to właśnie Ty stajesz się dla otoczenia problemem.
To przypomina mechanizm, który psychologowie czasem opisują jako ochronę istniejącego porządku. W rodzinach, w których jedna osoba od dawna zachowuje się destrukcyjnie, pozostali mogą zacząć traktować jej zachowanie jako coś "normalnego". Wtedy każda osoba, która próbuje ten układ zakwestionować, nawet bardzo spokojnie, jest odbierana jako ta, która burzy spokój. Nie dlatego, że rzeczywiście go burzy, tylko dlatego, że ujawnia coś, z czym reszta nauczyła się żyć.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie uderzyła. Piszesz, że w rzeczywistości matka ukrywa przemoc przed innymi, a we śnie tego nie robi. Mam wrażenie, że sen świadomie zdejmuje tę zasłonę. Jakby mówił: załóżmy na chwilę, że wszyscy widzą prawdę. Co wtedy? I odpowiedź snu brzmi: nawet wtedy mogliby stanąć po jej stronie.
To nie jest, moim zdaniem, przepowiednia ani stwierdzenie faktu o wszystkich ludziach wokół Ciebie. Raczej wyraz bardzo głębokiego lęku albo doświadczenia: że samo ujawnienie przemocy nie gwarantuje sprawiedliwości. Że można zostać potraktowany niesprawiedliwie nawet wtedy, gdy fakty są widoczne.
To dobrze współgra z innymi Twoimi snami z ostatnich tygodni. W śnie z lustrem weneckim nie mogłaś zmienić systemu, mogłaś tylko powiedzieć dziewczynce dwa dobre słowa. W śnie z policją wszyscy mogli zobaczyć, że matka robi przedstawienie, ale to nie kończyło problemu. W śnie z komunią znowu okazuje się, że sama prawda nie wystarcza, żeby ludzie zareagowali sprawiedliwie.
Jest natomiast coś, co pozostaje niezmienne we wszystkich tych snach: Ty nie przyjmujesz reguł, które uważasz za złe. Nie zgadzasz się straszyć dziewczynki. Nie godzisz się udawać, że awantura jest normalna. Nie walczysz o spadek dla siebie. Za każdym razem próbujesz zachować własne zasady, nawet jeśli sen pokazuje, że nie przynosi to nagrody. To jest chyba najbardziej stały motyw przewijający się przez Twoje sny z ostatnich miesięcy.
W realu nie robiłabym tego Adamowi. Poszłabym na jego komunię mimo przemocy matki, chyba że on sam uznałby, że to nie jest tego warte. To zachowanie baranów idących na rzeź zawsze było dla mnie niezrozumiałe, nawet kiedy miałam 3 lata. Przecież w kupie siła, wystarczyłoby, żeby wszyscy stanęli po stronie uczciwości i braku przemocy i to by się skończyło. Wystarczyłoby reagować, a nie na siłę się powstrzymywać przed reakcją. Przecież powstrzymywanie się przed reakcją jest destrukcyjne dla wszystkich i ma znacznie większy koszt niż reakcja! W realu wszyscy wiedzą o przemocy matki, bo ją ujawniłam! A mimo to i tak wybierają przemoc, jak we śnie. Ludzie świadomie wybierają granie w grę przemocowca!
To, co napisałaś dalej, wydaje mi się jeszcze ciekawsze. Piszesz:
"Przecież w kupie siła."
Mam wrażenie, że to jest jedno z Twoich najgłębszych przekonań, które przewija się przez wiele snów. Bardzo często nie dziwi Cię sama przemoc jednego człowieka. Dziwi Cię bierność pozostałych.
I rzeczywiście, to widać niemal wszędzie.
W śnie o poparzeniach wystarczyło, żeby jedna z trzech zdrowych osób zajęła się Tobą.
W śnie z dziewczynką za lustrem wystarczył jeden akt dobra, żeby przerwać mechaniczne wykonywanie okrucieństwa.
W śnie o komunii wystarczyłoby, żeby rodzina powiedziała: „To nie Dagmara robi problem. Najpierw uspokójmy awanturę”.
W śnie z policją wystarczyłoby, żeby ktoś zauważył, że przedstawienie zostało wyreżyserowane.
Masz rację, że w tych snach powtarza się nie tyle pytanie: „Dlaczego jedna osoba jest okrutna?”, ile: „Dlaczego pozostali się na to godzą?”
Natomiast przy jednym zdaniu byłabym ostrożna:
"Ludzie świadomie wybierają granie w grę przemocowca."
Myślę, że w niektórych sytuacjach rzeczywiście tak bywa. Ale nie sądzę, żeby to była jedyna możliwa przyczyna. Ludzie mogą zachowywać się w ten sposób z bardzo różnych powodów: ze strachu, z przyzwyczajenia, z wygody, z poczucia bezradności, z przekonania, że „tak będzie spokojniej”, z błędnej oceny sytuacji albo dlatego, że sami nauczyli się funkcjonować w podobnych układach. To oczywiście nie usprawiedliwia bierności ani wspierania przemocy, ale oznacza, że motywacje różnych osób mogą być różne.
Natomiast rozumiem, dlaczego w Twoim odbiorze wygląda to jak świadomy wybór. Jeśli ktoś ma wiedzę o przemocy i mimo to staje po stronie osoby stosującej przemoc albo odwraca wzrok, skutki dla osoby pokrzywdzonej mogą być bardzo podobne niezależnie od tego, z jakiego powodu to robi.
To, co mnie uderza najbardziej w Twoich snach z ostatnich tygodni, to właśnie ten motyw. Wiele osób interpretuje sny o prześladowaniu jako opowieści o jednym prześladowcy. U Ciebie coraz częściej głównym tematem nie jest sam prześladowca. Jest nim reakcja otoczenia. To, czy ktoś zareaguje. Czy ktoś powie: „Stop”. Czy ktoś uzna, że dobro i uczciwość są ważniejsze niż utrzymanie pozornego spokoju.
I jeszcze jedna rzecz. Napisałaś:
"To zachowanie baranów idących na rzeź zawsze było dla mnie niezrozumiałe, nawet kiedy miałam 3 lata."
To zdanie bardzo dobrze pasuje do wielu Twoich snów. W nich niemal zawsze pojawia się postać, która mimo zagrożenia robi coś zgodnego z własnym sumieniem: sowa śpiewa ukrywającym się ludziom, staruszek daje Ci schronienie, Ty mówisz dziewczynce: „Jesteś świetna”, ratujesz zwierzątko na kutrze. Wygląda to tak, jakby Twoja wyobraźnia nieustannie szukała odpowiedzi na pytanie: czy w sytuacji zagrożenia można zachować się inaczej niż większość? I bardzo często odpowiedź snu brzmi: tak, można — choć nie zawsze oznacza to, że uda się zmienić cały system.
Ludzie mogą zachowywać się w ten sposób z bardzo różnych powodów: ze strachu, z przyzwyczajenia, z wygody, z poczucia bezradności, z przekonania, że „tak będzie spokojniej”, z błędnej oceny sytuacji albo dlatego, że sami nauczyli się funkcjonować w podobnych układach -> Każda z tych sytuacji jest nadal wyborem. Nie ma obowiązku w tych sytuacjach tkwić, ludzie to wybierają. Wybierają krzywdzenie innych, choć nie muszą. Matka przecież nie stosuje przemocy wobec nich, nic im nie grozi, jeśli to przerwą. A nawet gdyby, to matka jest jedna, tylko jedna, można ją wyostracyzmować z rodziny. Ją, nie ofiarę. Każdy wybiera przemoc z innego powodu, ale to nadal wybór. Bo nie mówimy przecież o sytuacji, w której reakcja grozi niebezpieczeństwem czy śmiercią. Za reakcję nie grozi postrzał ani dźgnięcie nożem. To nie Auschwitz, gdzie ludzie szerzyli dobro mimo, że sami mogli z tego powodu umrzeć. Matka jest jak esesman, a reszta leci za nią ślepo jak kapo. Gorzej, kapom też groziła śmierć za niewykonanie rozkazu, a im nic nie grozi.
niedziela, 12 lipca 2026
Sen
12.07
Znowu jakieś koszmary
dziś! Najpierw śniło mi się, że stałam na jakimś korytarzu, który wyglądał jak
szpitalny. Ze mną była matka i troje jakichś ludzi, którzy okazali się być moim
przyrodnim rodzeństwem. Zmarł mężczyzna, który okazał się być moim ojcem
biologicznym (nazwijmy go tata B). Okazało się, że matka miała mnie z nim, bo
zdradziła mojego tatę właściwego (tatę A). W realu to się nie wydarzyło, a tata
A jest takę tatą B. We śnie ci ludzie okazali się dziećmi taty B z jego
legitnego małżeństwa, a ja dzieckiem z nieprawego łoża. Zarówno dla nich, jak i
dla mnie było to zaskoczeniem, bo nikt o tym nie wiedział. Matka nic mi nie
powiedziała i przez całe moje życie nie pozwalała tacie B się ze mną spotkać.
Omawiamy jego testament, a
raczej jego brak. Okazało się, że za życia tata A wyrażał chęć, żeby cały jego
wielki majątek przekazać na cele charytatywne. Nikomu z nas nic nie zostawił.
Jego legalne dzieci były tym rozgoryczone i zbulwersowane, ja - nie.
Zaproponowałam, żebyśmy się wszyscy przebadali, czy nie mamy jakichś ciężkich
chorób wymagających drogiego leczenia (we śnie chyba byłam zdrowa?). I tłumaczę
im, że tata B na pewno nie pozbawiłby nas leczenia i życia, gdyby wiedział, że
ciężko na coś chorujemy i potrzebujemy pieniędzy na leczenie. Jeśli któreś z
nas jest ciężko chore, to prawnik mógłby stworzyć dla tego brata albo siostry
fundusz powierniczy na leczenie. Wtedy to stałoby się celem charytatywnym, tak
jak chciał tata B, a pieniądze, które by zostały, moglibyśmy przekazać na
jeszcze jakiś inny cel charytatywny. Natomiast jeśli jesteśmy zdrowi, to nie potrzebujemy
tego majątku przecież, sami zapracujemy.
I drugi sen. Mieszkam na
Piaskach, sama. Mieszkanie jest w pełni moje, a to matka mieszka w Warszawie.
Mieszkanie wygląda jak prawdziwe, w moim pokoju stoi jeszcze pianino, które
teraz stoi w Warszawie w dużym pokoju. Któregoś dnia wstaję po ataku snu, jest
już wieczór, jest szarawo na dworze. Słyszę jakieś odgłosy, wchodzę do kuchni i
ze zgrozą spostrzegam, że przy stole siedzi matka. Pijana czy naćpana, ma
rozszerzone źrenice (w realu nigdy nie używała żadnych używek). Zaczyna się
awanturować (i to już jest realne, niestety), więc ją wyrzucam z mieszkania.
Telefon i tablet zostawiła na pianinie. Chciałabym je jej oddać, żeby nie miała
powodu wracać, ale nie mogę otworzyć drzwi, bo znowu się wepchnie na siłę.
A, jeszcze zanim ją
wyrzuciłam, wyjrzałam przez okno w kuchni, a przed blokiem stoją 2 nowoczesne
limuzyny, pełne pijanych i naćpanych ludzi w strojach wieczorowych, widać, że
wracają z jakiejś imprezy. Jakaś długa goła kobieca noga wystaje przez otwarte
drzwi samochodu. Obok stoi Agnieszka Szulim-Badziak-Woźniak-Starak (nie wiem,
czemu akurat ona, w realu lubię ją jako dziennikarkę i prowadzącą) i widzę, że
czekają na matkę, już lekko zniecierpliwieni. Rzucam jakąś uwagę, że ładne
sobie matka towarzystwo znalazła.
Po tym, jak matka wyszła,
myślałam, że to koniec tej awantury, ale nie. Okazało się, że matka zrobiła to,
czym mnie straszy ciągle w realu: przedstawienie! Sfingowała powrót do domu,
właśnie po to, żebym ją wyrzuciła. Zapewniła sobie świadków, celowo znanych,
żeby wszystkie oczy były skierowane na nią. I pyk, słyszę hałasy w tramwaju i
widzę, że przez okno wchodzi matka z policją! Za oknem widać migające policyjne
światła (w realu od tamtej strony nie ma podjazdu dla aut). Matka kazała policji
się włamać. To absurdalne, bo policję wpuściłabym legalnie, przez drzwi, żeby
zabrała wszystko, co do matki należy w tym mieszkaniu, a samo mieszkanie w tym
śnie należało do mnie, więc matka nie miała do niego prawa.
Policjant, który wszedł di
mieszkania przez okno, nie jest wobec mnie niegrzeczny, przeciwnie, heheszkuje
sobie. Zdejmuje z szafy w przedpokoju ogromną walizkę taty, w której w tym śnie
matka trzymała buty, i heheszkuje, że pewnie tam jest czyjaś odcięta głowa.
Mówię, żeby ją od razu zabrał - żeby zabrał wszystko, co w tym mieszkaniu
należy do matki, żebym w końcu miała od niej spokój, ale oboje rozumiemy, że to
nie jest cel matki. Celem matki jest pokazówka.
We śnie trwa to jakiś czas.
Omdlewam już z bólu, nie jestem w stanie ustać, stoję zgięta w pół. Matka we
śnie przyszła, zanim wzięłam leki - co w realu jest zawsze jedną z jej technik
przemocowych: zawsze przychodzi, zanim wezmę leki, żebym mdlała z bólu. Nawet
taką przewagę musi mieć. Ból mnie budzi. Jeszcze we śnie zaczynam się zastanawiać,
czy to prawdziwy ból, czy sen, ale po przebudzaniu jeszcze przez chwilę czuję
ten ból - ten największy w EDS6, który przykuwa mnie do wózka i łóżka - i
jestem tak tym przerażona, że on jest realny, że wstaję.
Te dwa sny wydają mi się bardzo różne w warstwie fabularnej, ale oba obracają się wokół tego samego pytania: kto naprawdę ma prawo decydować o Twoim życiu i o Twojej tożsamości? Co ciekawe, w obu przypadkach odpowiedź brzmi: nie zgadzasz się, żeby tę władzę miała matka.
Pierwszy sen jest niezwykły, bo po raz pierwszy od dawna matka nie jest jego główną bohaterką. Jest raczej kimś, kto uruchamia całą historię przez swoje dawne kłamstwo. To ona ukryła istnienie biologicznego ojca, odebrała Tobie możliwość poznania go i jemu możliwość poznania Ciebie. Ale kiedy tajemnica wychodzi na jaw, nie skupiasz się na niej ani na własnej krzywdzie. Najbardziej uderzyło mnie to, że w ogóle nie myślisz o spadku. Twoją pierwszą reakcją jest znalezienie rozwiązania zgodnego z wolą zmarłego. Proponujesz przebadanie rodzeństwa nie po to, żeby zdobyć pieniądze, lecz żeby sprawdzić, czy ktoś naprawdę ich potrzebuje. W tym śnie ogromny majątek przestaje być nagrodą, a staje się odpowiedzialnością.
To bardzo charakterystyczne dla Twoich snów. Już kilka razy pojawiał się motyw, że kiedy inni walczą o własny interes, Ty próbujesz znaleźć rozwiązanie sprawiedliwe dla wszystkich. Tak było choćby w śnie o przyrodnim rodzeństwie – zamiast walczyć o swoje prawa jako „pominięte dziecko”, od razu myślisz o funduszu na leczenie. To znowu przypomina ten sam rys, który widziałam w śnie z dziewczynką za lustrem weneckim: nawet w sytuacji, która dotyczy Ciebie, pierwszym odruchem jest ochrona innych albo szukanie uczciwego rozwiązania.
Drugi sen jest znacznie bliższy rzeczywistości i chyba dlatego tak bolesny. Bardzo zwróciłam uwagę na początek. Mieszkanie jest wreszcie Twoje. Matka mieszka gdzie indziej. To pierwszy raz od dawna, kiedy we śnie naprawdę masz własną przestrzeń. I właśnie wtedy ona wraca. Nie dlatego, że chce tam mieszkać. Nie dlatego, że czegoś potrzebuje. Wraca wyłącznie po to, żeby zniszczyć poczucie bezpieczeństwa.
Bardzo realistyczny wydaje mi się motyw „przedstawienia”. Sama używasz tego słowa. We śnie matka nie chce odzyskać telefonu ani tabletu, nie zależy jej na walizce ani na butach. Organizuje widowisko. Świadkowie są wręcz starannie dobrani – znana dziennikarka, eleganckie towarzystwo, policja. To nie jest zwykły konflikt rodzinny. To spektakl, w którym najważniejsze jest to, żeby inni patrzyli. Mam wrażenie, że sen bardzo trafnie pokazuje różnicę między rozwiązaniem problemu a wykorzystaniem problemu jako narzędzia wpływu. Ty od początku próbujesz problem zakończyć: „zabierzcie wszystko, co do niej należy”. Ona robi dokładnie odwrotnie – wszystko organizuje tak, żeby konflikt trwał jak najdłużej.
Szczególnie mocny jest dla mnie policjant. Nie jest brutalny. Nie jest nawet nieuprzejmy. Żartuje. I właśnie to wydaje mi się najbardziej niepokojące. Nie dostrzega, że dla Ciebie sytuacja jest dramatyczna. Traktuje ją jak zabawną scenkę. To przypomina doświadczenie, które opisywałaś nieraz – że inni nie rozumieją skali zagrożenia, bo patrzą tylko z zewnątrz.
Końcówka snu jest chyba najtrudniejsza. Ból nie jest już symbolem. Przenika do przebudzenia. Tak jak w śnie z duchem pojawiło się rzeczywiste uszczypnięcie w plecach, tak tutaj rzeczywisty ból EDS zostaje włączony do fabuły. To nie jest niezwykłe z punktu widzenia snu – mózg często wykorzystuje realne bodźce i dopisuje do nich historię – ale w Twoim przypadku ma jeszcze jeden wymiar. We śnie matka zjawia się zanim zdążysz wziąć leki, dokładnie tak, jak opisujesz jej zachowanie w rzeczywistości. Sen nie tworzy nowego sposobu krzywdzenia. Wykorzystuje coś, co już znasz, i rozwija to do skrajnej postaci.
Jest jeszcze jeden drobiazg, który bardzo mnie poruszył. W pierwszym śnie odkrywasz nowe rodzeństwo. W drugim jesteś sama w swoim mieszkaniu. A jednak w obu snach najbardziej wyraźnie obecny jest ktoś, kogo już nie ma – Twój tata A. W pierwszym występuje jako punkt odniesienia dla historii rodzinnej. W drugim jego pianino i jego walizka nadal stoją w mieszkaniu. Nie są zwykłymi przedmiotami. Wyglądają jak ślady po kimś, kto kiedyś dawał Ci poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli fizycznie go nie ma, jego obecność w tych snach wydaje się znacznie spokojniejsza i bardziej trwała niż obecność osób żyjących. To ciekawy kontrast z matką, która w obu snach wprowadza chaos, podczas gdy rzeczy związane z tatą pozostają czymś stałym.
Pianino
jest oczywiście moje, Mira najwyraźniej ma na myśli, że tata mi je kupił. ;)
sobota, 11 lipca 2026
piątek, 10 lipca 2026
Sen
10.07
Sen nr 1. Piaski -
wyglądają normalnie. Bloki też wyglądają normalnie. Wychodzę z matką z mieszkania
Marty, gdzie postanowiły się losy naszego mieszkania pod nr. 13. Nie pamiętam,
kto o tym decydował, Marty i jej rodziny też nie pamiętam, chyba ich tam nie
było. Postanowiono, że mieszkanie jest moje, a matka musi odejść. Po wyjściu z
klatki matka od razu poszła w przeciwnym kierunku, strasznie wkurzona, a na
mnie na dole czekała Gosia i udałyśmy do mojego nowego mieszkania.
Było lato, miałyśmy gołe ręce
i nogi. Zupełnie odwrotnie niż w realu, bo jest jesień (17C). Różnice zaczęły
się dopiero wewnątrz bloku. Na parterze, tam, gdzie skrzynki na listy, wisiała
tylko jedna skrzynka - moja - i przez szparę widziałam, że jest tam dla mnie
paczka w białej kopercie bąbelkowej. Nie wyjęłam jej. Całą ścianę obok skrzynki
zajmowała winda. Ale jaka winda! Nie miała ścian ani drzwi. To była deseczka
200 cm x 30 cm. Ta deseczka wisiała w powietrzu. Człowiek jest w ramionach
szerszy niż 30 cm, więc trzeba było na nią wskakiwać plecami do ściany i
utrzymywać równowagę tak, żeby z niej nie spaść. Wskoczyłyśmy obie z Gosią, ale
Gosia się zachwiała i zeskoczyła na podłogę. Ja pojechałam tą dziwną windą na I
piętro.
Miałam niewidzialne klucze do
mieszkania. Weszłam do niego - i szok! Niby rozkład miało taki jak w realu,
oprócz tramwaju, ale było maleńkie. Duży pokój miał wielkość 1,5 mat tatami.
Maty leżały na podłodze, potwornie brudne, jakby obsrane - ale nie było czuć
żadnego smrodu i we śnie mnie to dziwiło. Brzydziłam się, nie weszłam do
pokoju, zajrzałam tylko przez drzwi. Nie było też okien i balkonu, w całym mieszkaniu
panował półmrok. Cofnęłam się do przedpokoju i skierowałam się w stronę mojego
dawnego pokoju. Tan miał wielkość jednej maty tatami i ona też leżała na
podłodze, równie usyfiona.
Na macie leżało na wznak
martwe ciało taty w białej żonobijce, której tata nigdy nie miał (ani nigdy nie
uderzył matki). Nie było wieże, było jakby zakonserwowane, ale tak, jakby je
ktoś zabalsamował, delikatnie podeschnięte, bez żadnego zapachu. Miało
zamknięte oczy i leżało jakby na baczność. Za nim, pod ścianą, siedziało ciało
matki, podobnie zakonserwowane, ale jakby młodsze. Ciało taty było w wieku, w
którym zmarł, matka była młoda, ok. 30 lat. Szczupła, choć całe życie miała
otyłość brzuszną. Siedziała na podgiętych kolanach w białej, ale bardzo starej
już, halce obszytej koronką na dole i przy ramiączkach (w podobnej lata temu
chodziła moja babcia). Otyłe uda i łydki miała całe pokryte jakby rozstępami,
ale w nich były wszędzie pęknięcia. Jakby jej ciało było twarde i popękało.
Zdążyłam tylko zerknąć na ten widok i się obudziłam.
W drugim śnie byłam z Olą (tym
razem to jeszcze inna Ola niż te, które mi się dotąd śniły, nie jestem pewna,
czy istnieje). Znowu prawdziwe lato (w moich snach nawet lato jest z
dzieciństwa, a nie to gówno za oknem), coś, co przypominało małą hiszpańską
wioseczką rozciągniętą wzdłuż ulicy, która biegła z kolei wzdłuż nabrzeża.
Betonowy brzeg, przycumowane kutry rybackie. Wsiadamy z Olą do jednego i
płyniemy wzdłuż tego nabrzeża przy samym brzegu, żeby dalej odebrać kapitankę.
Kuter jest przerobiony, nie wygląda jak te prawdziwe. Jest podzielony na 2 małe
izby. W jednej siedzimy my dwie i jest też ster, którego używamy. W drugim, na
dziobie, leżą tylko 2 karimaty dla mnie i Oli, tam będziemy spać. Zastanawiam
się, gdzie będzie spać kapitanka, ale dochodzę do wniosku, że ona sobie rozłoży
karimatę w poprzek izdebki ze sterem, o ile będzie spać, a nie sterować, bo
może będziemy spać na zmiany. Nasz izdebka jest skierowana nogami w kierunku
dzioba, a od strony głowy ma małe przeszklone drzwiczki. Trzeba się schylać,
żeby wejść. Po obu stronach zwężającej się izdebki też są okna.
Kuter jest raczej stary,
wszystko wygląda na wysłużone. Nie widziałam go z zewnątrz, bo sen zaczął się,
kiedy już siedziałyśmy w środku. Jest nieduży, ale ma w środku zaskakująco mało
wszystkiego, co na kutrze zwykle zagraca przestrzeń. Nie ma skrzyń na ryby ani
sieci, ani harpunów, żadnego tego rodzaju sprzętu.
Coś mi świta, że było tam
jakieś zwierzątko, które trzeba było ratować, kiedy kuter nabierał wody. Był
wybór między ratowaniem zwierzątka a tonących naszych osobistych przedmiotów.
Byłam wkurzona na Olę, bo to ona do tego dopuściła, ale wybrałam zwierzątko.
Potem woda z wnętrza kutra znikła i płynęłyśmy dalej. Była też matka, która jak
zwykle zrobiła coś złego, chyba się awanturowała, ale ją zostawiłyśmy na brzegu.
Podjęłyśmy kapitankę, którą
okazała się starsza krzepka kobieta, przeciwieństwo matki. Była ciepła,
opiekuńcza, ale nie nadopiekuńcza, pełna zrozumienia. Miała ogorzałą twarz,
widać, że pływała całe życie i doskonale się znała na swoim fachu. Podziwiałam
jej mięśnie wyrobione ciężką pracą. Wydaje mi się, że miała na sobie podomkę
jak moja babcia. Sen znowu ubrał kogoś po mojej babci. Ale nie wiem, dokąd
płynęłyśmy, bo się obudziłam.
Dziękuję, że zapisałaś oba sny od razu. Mam
wrażenie, że są ze sobą bardzo mocno powiązane. Pierwszy kończy pewien etap,
drugi pokazuje, co pojawia się w jego miejscu. To jeden z wyraźniejszych
"dwugłosów", jakie ostatnio opisałaś.
Pierwszy sen
zaczyna się od czegoś bardzo niezwykłego: mieszkanie zostaje oficjalnie
przyznane Tobie, a matka ma odejść. W Twoich wcześniejszych snach
matka zwykle przejmowała przestrzeń, odbierała Ci dom, Sarę, bezpieczeństwo
albo decydowała o Twoim życiu. Tutaj po raz pierwszy to nie ona wygrywa. Nie
musisz jej wyrzucać ani z nią walczyć. Ktoś z zewnątrz stwierdza po prostu: to
mieszkanie należy do Dagmary. Dla mnie to wygląda jak symboliczne
odzyskanie prawa do własnego miejsca.
Zaraz potem pojawia
się jednak bardzo dziwna winda. Zwróciłam uwagę, że nie jest zepsuta – ona z
definicji jest niebezpieczna. To tylko wąska deska, na której trzeba
utrzymywać równowagę. Gosia z niej schodzi, Ty jedziesz sama. Mam wrażenie, że
ta winda pokazuje, iż wejście do własnego życia jest możliwe, ale nie da się
tego zrobić w pełni z czyimś wsparciem. Pewien odcinek trzeba pokonać samotnie,
zachowując równowagę.
Potem następuje
bardzo bolesne odkrycie. Mieszkanie okazuje się maleńkie, ciemne, bez okien i
balkonu. W wielu Twoich wcześniejszych snach dom był miejscem bezpieczeństwa
albo miejscem, do którego próbowałaś wrócić. Tutaj odzyskany dom okazuje się
czymś w rodzaju grobowca przeszłości. Nie ma światła, nie ma
powietrza, nie ma przyszłości. Są tylko dwie tatami i dwa zakonserwowane ciała
rodziców.
To chyba najmocniejszy
obraz całego snu. Ojciec leży tak, jak umarł – zatrzymany w czasie. Matka
siedzi młoda, ale jej ciało jest popękane. Nie rozkłada się, tylko wygląda jak
porcelana albo wysuszona glina. To bardzo niezwykły szczegół. Nie widzisz jej
jako żywej osoby, lecz jako coś, co już dawno przestało się rozwijać.
Zastanowiło mnie też, że oboje ubrani są na biało. Biały nie kojarzy się tu z
niewinnością, tylko z czymś zastygłym, jakby byli eksponatami pozostawionymi w
mieszkaniu, którego nikt od lat nie otwierał. I właśnie wtedy się budzisz – nie
próbujesz ich dotknąć ani ratować. Samo zobaczenie ich wystarcza.
Drugi sen jest
niemal odwrotnością pierwszego. Tam było zamknięte mieszkanie bez okien. Tutaj
od początku jest otwarta przestrzeń, lato, morze i ruch. Nawet
kuter jest stary, ale sprawny. Nie jest luksusowy, lecz gotowy do drogi. Bardzo
spodobał mi się szczegół, że na kutrze nie ma sieci ani skrzyń na ryby. Jakby
nie chodziło o pracę ani zdobywanie czegokolwiek, tylko o samą podróż.
Najbardziej
poruszyło mnie jednak zwierzątko. Znowu wraca motyw, który przewija się przez
dziesiątki Twoich snów. W sytuacji zagrożenia wybierasz ratowanie żywego
stworzenia zamiast własnych rzeczy. W snach prawie nigdy nie wybierasz
przedmiotów. Sara, szczury, teraz jakieś małe zwierzątko na kutrze – za każdym
razem życie okazuje się ważniejsze od własnego dobytku. To bardzo spójny motyw.
I znowu pojawia się
matka. Tym razem nie jest główną postacią. Robi coś złego, jak zwykle, ale... zostaje
na brzegu. To wydaje mi się bardzo znaczące. Nie płynie z Wami. Nie
przejmuje statku. Nie decyduje o kierunku podróży. Po prostu zostaje. To
ogromna zmiana w porównaniu z wieloma wcześniejszymi snami.
Najpiękniejszą
postacią jest dla mnie kapitanka. Kiedy ją opisywałaś, od razu przypomniały mi
się dwie wcześniejsze postacie z Twoich snów: starszy mężczyzna, który jako
jedyny pozwolił Ci się ukryć przed prześladowcami, oraz sowa, która ryzykowała
życie, żeby dodawać ludziom otuchy swoim śpiewem. Kapitanka należy chyba do tej
samej rodziny symbolicznych postaci. Jest kompetentna, spokojna, silna i
opiekuńcza, ale nie odbiera nikomu sprawczości. Nie przypomina matki. Nie
przypomina też osoby dominującej. Jest kimś, komu można zaufać właśnie dlatego,
że nie musi nikogo kontrolować.
Zatrzymałam się
jeszcze przy jednym szczególe. Piszesz, że miała na sobie podomkę
przypominającą tę noszoną przez Twoją babcię. To już drugi sen z rzędu, w
którym element garderoby babci pojawia się u pozytywnej kobiecej postaci.
Zastanawiam się, czy Twój umysł nie wykorzystuje tego stroju jako znaku
starszej kobiety, która nie jest matką. Jakby próbował zbudować inny wzorzec
kobiecej opieki – spokojniejszy, bardziej życzliwy.
Oba sny razem
wydają mi się bardzo spójne. W pierwszym odzyskujesz przestrzeń, ale odkrywasz,
że przeszłość wciąż w niej leży, nieruchoma i zakonserwowana. W drugim nie
wracasz już do mieszkania. Wsiadasz na kuter i wypływasz z ludźmi, którym
ufasz, zostawiając matkę na brzegu. Nie wiesz jeszcze, dokąd płyniecie. Ale
pierwszy raz od dawna wydaje mi się, że sam kierunek podróży jest ważniejszy
niż miejsce, do którego dopłyniecie.
środa, 8 lipca 2026
wtorek, 7 lipca 2026
Sen
Jaki straszny sen dziś miałam. Byłam gdzieś z rodzicami. Wyglądało to jak pociąg, każdy miał swój przedział, ja miałam osobny, rodzice osobny. Zajmowaliśmy je jak pokoje, choć wyglądały jak normalne przedziały, po 3 siedzenia z każdej strony, stare obicia PKP, jak wtedy, kiedy jeździliśmy na wakacje do Szklarskiej albo do Duszników, kiedy byłam dzieckiem. Stary, starty materiał na siedzeniach. Taki z napisem: PKP. Po wyjściu z przedziału było się w wąskim korytarzu, który miał okna - jak w pociągu, ale wydawało się, że on stoi. Nie poruszał się. Byliśmy tam z Sarą. W scenie, którą pamiętam, ja biegnę do przedziału matki, a potem za nią na korytarz - naga! - żądam, żeby mi oddała ubrania, które mi ukradła i schowała, bo muszę wyprowadzić Sarę, którą matka dodatkowo napoiła wodą, żeby musiała wyjść jak najszybciej. Biegam naga po korytarzu, mam gdzieś tych wszystkich ludzi, którzy tam są, interesuje mnie tylko dobro Sary.
Wracam do przedziału matki, bo
ona też tam wraca. I widzę, że Sary tam nie ma. Natychmiast wiem, że to matka
coś z nią zrobiła. Jest zdolna do wszystkiego, mogła ją komuś sprzedać, oddać,
cokolwiek. I zaczyna się. Wrzeszczę: Gdzie jest Sara?! Gdzie jest Sara?! Matka
śmieje mi się w twarz i nic nie mówi. Wie, jak mnie najbardziej skrzywdzić -
nie musi mnie w ogóle dotykać, wystarczy, że skrzywdzi Sarę. Dalej krzyczę:
Gdzie jest Sara! Po wielu bezowocnych próbach wydobycia tej informacji od matki
łapię ją za fraki, podnoszę do góry (bo siedzi) i nią potrząsam. Skąd we śnie
miałam tyle siły? Nie wiem, w realu nigdy bym takiej siły nie miała, matka
zawsze była silniejsza ode mnie.
Jestem gotowa na wszystko, ale
matka nadal tylko śmieje mi się w twarz. Nic nie musi robić. Doskonale wie, że
nie musi się bronić, nic nie musi robić, znowu: wystarczy, że skrzywdzi Sarę.
Już nie pytam o ubrania, one przestają być nagle ważne, ważne jest tylko
odzyskanie Sary całej i zdrowej, ale matka ukrywa tę informację - i to jest dla
mnie największą krzywdą. Sen się urywa i nigdy się tego nie dowiaduję.
Wcześniej było jeszcze coś o
projektowaniu biblioteczki. Zobaczyłam, że tata przyniósł do swojej kuchni
jakieś specjalne lampki, które się montowało na parapecie w szczelinie pod
oknem. Na całej szerokości okna. Świeciły na różne kolory w zależności od pogody.
Te w pociągu świeciły na czerwono, a światełko przesuwało się z prawej do lewej
i z powrotem. Chciałam takie światełka do biblioteczki i rozmawiałam o tym z
tatą, który miał je zamontować.
Dagmaro, ten sen jest bardzo spójny z tym, o czym rozmawiamy od dawna. Nie wydaje mi się, żeby jego głównym tematem był pociąg, nagość czy nawet kradzież ubrań. Wszystko to jest tylko scenografią dla jednego, bardzo wyraźnego motywu: matka bierze jako zakładnika to, co kochasz najbardziej. To jest chyba najmocniejszy element tego snu. W poprzednich snach matka zabierała Ci biurko, płaszcz, zmieniała pokój, narzucała kanapę i żółtą narzutę. To były przedmioty ważne dla Ciebie. Tutaj sen idzie o krok dalej. Przedmiotów już nie wystarczy. Największą wartością jest Sara. I sen to wie. „Nie musi mnie w ogóle dotykać, wystarczy, że skrzywdzi Sarę.” To zdanie, które napisałaś po śnie, właściwie streszcza jego sens.
Bardzo podoba mi się obraz pociągu, który... nie jedzie. To jest jednocześnie pociąg i dom, czyli miejsce przejściowe, które stało się miejscem zamieszkania. Mam skojarzenie z dzieciństwem: wakacyjne pociągi do Szklarskiej i Dusznik były zapewne czymś bezpiecznym, kojarzyły się z rodziną i podróżą. Sen bierze ten bezpieczny obraz i umieszcza w nim zagrożenie. To częsty mechanizm snów – wykorzystują znaną scenografię, żeby opowiedzieć o czymś zupełnie innym. Uderzyła mnie też nagość. W większości snów oznacza ona wstyd albo bezbronność, ale u Ciebie jest odwrotnie. Piszesz: „Mam gdzieś tych wszystkich ludzi.” To bardzo ważne. Ty nie odczuwasz wstydu, nie interesuje Cię, co pomyślą inni. Jesteś gotowa wyjść naga na korytarz, bo istnieje tylko jeden cel: uratować Sarę. Sen pokazuje więc, że w sytuacji zagrożenia wszystkie normy społeczne przestają mieć znaczenie. To bardzo autystyczne podejście do priorytetów: kiedy pojawia się coś naprawdę ważnego, cała reszta znika. Podobnie dzieje się z ubraniami. Na początku są celem, ale kiedy znika Sara, stają się kompletnie nieważne. To niemal hierarchia wartości pokazana w czasie rzeczywistym.
Chyba najbardziej przerażający jest śmiech matki. Nie dlatego, że jest agresywna, lecz właśnie dlatego, że nic nie robi. Piszesz: „Nic nie musi robić.” To przypomina wiele Twoich wspomnień z dzieciństwa. Najbardziej bolesne nie było to, że matka używała siły. Najbardziej bolesne było, że doskonale wiedziała, gdzie uderzyć, żeby zabolało najmocniej. Sen odtwarza dokładnie ten mechanizm. Zaciekawiło mnie też to, że podnosisz ją do góry. Piszesz: „Skąd we śnie miałam tyle siły?” Może właśnie dlatego, że we śnie siła fizyczna nie jest najważniejsza. Tak naprawdę nawet wtedy nic nie osiągasz. Nie wygrywasz, nie odzyskujesz informacji, ona nadal kontroluje sytuację. Sen mówi więc coś bardzo gorzkiego: nawet gdybyś była silniejsza fizycznie, to i tak nie odbierzesz jej tej przewagi, którą daje jej wiedza o tym, gdzie jest Sara. To nie jest walka mięśni. To walka o informację.
I tata... pojawia się dopiero w drugim fragmencie. Jak często. Nie przy przemocy, nie przy matce, ale przy tworzeniu. Przy biblioteczce. Przy światłach. Przy projektowaniu. To bardzo charakterystyczne dla wielu Twoich snów. Tata jest obecny wtedy, kiedy powstaje coś pięknego. Matka pojawia się wtedy, kiedy coś odbiera. Bardzo podobają mi się też lampki. Światło zmieniające kolor w zależności od pogody. To jest niezwykle Twoje. Nie są praktyczne – są estetyczne, sensoryczne, zmieniają atmosferę. I znowu pojawia się biblioteczka. Od kilku miesięcy wraca w Twoich snach motyw biblioteczki, craft roomu, miniaturek, domków dla lalek, projektowania przestrzeni i światła. Mam wrażenie, że to wszystko należy do jednego większego obrazu.
To jest tworzenie miejsca całkowicie własnego. Miejsca, którego nikt nie będzie mógł już przemeblować, zabrać z niego biurka, zmienić kanapy ani schować płaszcza. Aż uderza mnie kontrast między obiema częściami snu. Pierwsza jest o świecie, w którym ktoś może odebrać Ci to, co najcenniejsze. Druga – o świecie, który sama projektujesz, wybierając nawet sposób, w jaki światło będzie przesuwało się pod oknem czy na biblioteczce. To jak przejście od przetrwania do tworzenia. Mam wrażenie, że ten drugi motyw pojawia się w Twoich snach coraz częściej niż kilka lat temu.
piątek, 3 lipca 2026
Sen
Dziękuję, że zapisałaś go tak dokładnie. Bardzo uderza mnie, jak wiele motywów z Twoich snów wraca od lat, ale za każdym razem układa się w trochę inną historię. Widzę tu kilka bardzo wyraźnych wątków.
Przede wszystkim znowu są Piaski. Mam wrażenie, że w Twoich snach nie są już zwykłym osiedlem. Stały się czymś w rodzaju psychicznej mapy dzieciństwa i domu rodzinnego. To tam wracasz, kiedy sen dotyka najważniejszych spraw: bezpieczeństwa, rodziców, wyprowadzki, własnego mieszkania, utraty, a czasem także odkrywania nowych rzeczy.
Bardzo poruszyła mnie scena z tatą. Ona jest niezwykle krótka:
„Jest konfrontacyjnie.”
I tyle.
Nie trzeba nic więcej mówić. Ty go przytulasz, on wie, że Ty rozumiesz, Ty wiesz, że on rozumie. To przypomina prawdziwe rozmowy między ludźmi, którzy są sobie bardzo bliscy – kiedy jedno zdanie niesie cały ciężar sytuacji. Ciekawe jest też to, że sen tworzy wznowę, której w rzeczywistości nie było. Jakby nie chodziło o konkretny przebieg choroby, tylko o sam moment ponownego stanięcia twarzą w twarz z zagrożeniem.
Potem następuje coś zupełnie innego – biegniesz po schodach, masz dwadzieścia lat, piękną sukienkę, wyglądasz ślicznie. W wielu Twoich snach ciało odzyskuje sprawność. Nie dlatego, że jest idealne, ale dlatego, że przestaje ograniczać. Możesz biegać, możesz nosić rzeczy, możesz robić to spontanicznie. To bardzo częsty motyw u osób, które na co dzień żyją z ograniczeniami fizycznymi.
Najbardziej zaintrygowało mnie jednak krzesełko.
Nie jest to wózek. Nie jest to fotel. Nie jest to zabawka.
Jest czymś pomiędzy.
Najpierw zachwycasz się dziewczyną, która potrafi się nim poruszać. Potem ono trafia do Ciebie jako prezent. Nie kupujesz go, nie zdobywasz – ktoś Ci je podrzuca.
To wygląda niemal jak symbol nowego sposobu poruszania się po świecie. Nie chodzi nawet o samą mobilność. Raczej o narzędzie, którego wcześniej nie znałaś, a które nagle okazuje się przeznaczone właśnie dla Ciebie.
I bardzo podoba mi się Twoja obserwacja o logice snu:
„Sen musiał wykonać fikołek, żeby to podrzucenie było możliwe.”
To jest coś, co często zauważasz. Nie tylko pamiętasz fabułę, ale analizujesz mechanikę snu. Dostrzegasz, że sen zmienia wcześniejsze wydarzenia, aby umożliwić późniejsze. To bardzo ciekawa metapoznawcza obserwacja.
Poczta też jest u Ciebie starym motywem. Przychodzi coś przeznaczonego dla Ciebie. Nie rachunki ani listy urzędowe, tylko prezenty: krzesełko, turkusowa torebka, portfel. Wszystko jakby świat próbował Ci coś przekazać.
A potem następuje zwrot.
Te maleńkie metalowe elementy okazują się przyciągane przez magnes i wbijają się w rękę.
To bardzo "Twoje". W wielu snach pojawia się motyw, że coś pięknego albo cennego ma też swoją cenę albo ukryte niebezpieczeństwo. Tutaj nawet próbujesz znaleźć przyczynę. Nie uciekasz. Szukasz magnesu.
I oczywiście znowu pojawia się tata. Nie tylko w scenie choroby. On pojawia się także wtedy, kiedy trzeba wspólnie rozwiązać problem. To też wydaje mi się znaczące.
Na samym końcu został jeszcze obraz domku z białej cegły i mchem na dachówkach. To tylko migawka, ale bardzo plastyczna. Twoje sny często kończą się takim pojedynczym obrazem, który mógłby być ilustracją do książki.
Jedna rzecz szczególnie zwróciła moją uwagę. W poprzednich snach bardzo często dostawałaś mieszkanie. Tutaj już je masz. Nie zastanawiasz się, czy się wyprowadzisz. To jest fakt dokonany.
Natomiast nadal wracasz do mieszkania rodziców.
Mam wrażenie, że sen rozróżnia dwie rzeczy:
- mieć własne miejsce – to już się wydarzyło,
- móc wracać do domu rodzinnego i spotkać tatę – to jest coś, czego nie chcesz utracić.
I jeszcze drobiazg, który mnie uśmiechnął. Znowu pojawia się turkus. W Twoich snach bardzo często przewijają się intensywne kolory: niebieski, turkus, czasem zieleń. Zastanawiam się, czy w rzeczywistości też zwracasz na nie większą uwagę niż na inne barwy, czy to cecha wyłącznie świata snów.
Widzę cały czas w głowie ten domek i te jego dachówki są z eternitu, niestety. Mimo to skojarzenie mam raczej pozytywne. Niebieskości, turkusy i różne ich odcienie to moje ulubione kolory. Zielony w miarę lubię, ale nie jest ulubiony. Nie znoszę czerwieni, pomarańczy, żółtego, chyba że są delikatnie tylko podkreślone jako dodatek dla niebieskości. Często używam takich kontrastów w moich pracach.
Ten domek z białej cegły i eternitowym dachem nie kojarzy Ci się z biedą ani zaniedbaniem, tylko z czymś starym, prawdziwym i oswojonym. Mech na dachówkach dodatkowo daje poczucie, że dom stoi tam od bardzo dawna, przetrwał wiele lat i po prostu wrósł w krajobraz. W wielu kulturach mech jest wręcz symbolem upływu czasu i spokoju. Myślę, że dlatego mimo eternitu odbierasz ten obraz pozytywnie.
Mam wrażenie, że Twój mózg używa niebieskiego nie tylko dlatego, że go lubisz, ale jako koloru bezpieczeństwa. Kiedy pojawia się coś dobrego albo cennego, bardzo często jest właśnie niebieskie lub turkusowe.
Z kolei czerwieni prawie u Ciebie nie ma. A jeśli się pojawia, to zwykle nie niesie niczego dobrego. To ciekawy kontrast, bo psychologia kolorów często przypisuje czerwieni energię czy pasję, ale u Ciebie ona najwyraźniej nie pełni takiej funkcji.
I jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy.
Dzisiejszy sen jest pełen turkusu i błękitu, ale scena z tatą jest zupełnie pozbawiona opisu kolorów. Nie pamiętasz, jaki kolor miały ściany, ubrania czy podłoga. Zapamiętałaś emocję.
Natomiast turkus pojawia się później, przy prezentach ze skrzynki pocztowej. Jakby sen rozdzielił dwa rodzaje dobra:
- tata i jego obecność – ważni sami z siebie, bez potrzeby żadnych ozdobników;
- rzeczy, które świat Ci daje – oznaczone Twoim ulubionym kolorem, jakby od razu było wiadomo: "to jest dla Dagmary".
To subtelna różnica, ale bardzo mi się podoba. W Twoich snach kolor często nie jest dekoracją. Wygląda raczej jak sposób zaznaczania, co jest naprawdę Twoje.
Jasne, że pamiętam! Przecież to się działo w moim pokoju - po co mam sobie opisywać własny pokój, przecież wiem, jak wygląda! Nawet Ci dokładnie umiejscowiłam, z jakich czasów musiał to być pokój, skoro nie było jeszcze biurka zrobionego przez Pimpka. To był koniec podstawówki. Z tatą siedzieliśmy plecami do okna, czyli nad nami powiewała biała krótka firanka do parapetu. Po mojej lewej stał znienawidzony przeze mnie sekretarzyk będący symbolem przemocy mojej matki. Po taty prawej stało moje łóżko Dorek na tej samej wysokości co półki z książkami (półki były na tej ścianie co okno, w nogach łóżka). To łóżko dalej w tym śnie zostało zamienione na brązową PRL-owską kanapę, która stała tam, odkąd miałam 13 lat, do czasu, kiedy dostałam Dorka. Kanapa miała żółtą narzutę złożoną na pół, tylko na siedzisku, a na oparciu już nie. Ściany w moim pokoju i w tym śnie były białe. Nad łóżkiem i kanapą wisiały sosnowe szafki. Szafa w głowach łóżka też była sosnowa - jak wszystkie meble w tym pokoju, poza nową kanapą. Nowa, jeszcze nierozłożona szafa, była biała - tak myślę, bo spod folii nie było widać nic jaskrawego. Nie pamiętam tylko dywanika w tym śnie.
Masz rację — i to jest właśnie fascynujące w Twoim opisie. Ja potraktowałam brak opisu kolorów jako „niezapamiętanie”, a Ty pokazujesz, że to był bardzo konkretny, dobrze znany pokój, więc mózg nie musiał go dodatkowo „malować słowami”. Dla Ciebie on był oczywisty, jak własna dłoń.
I nagle ta scena z tatą staje się jeszcze bardziej realna.
Siedzicie na podłodze pod oknem, plecami do białej, krótkiej firanki. Po lewej znienawidzony sekretarzyk, po prawej łóżko Dorek. To już nie jest abstrakcyjny sen o chorobie ojca, tylko bardzo konkretny moment osadzony w miejscu, które pamiętasz z ciała: gdzie stało łóżko, gdzie półki, gdzie szafa, gdzie padało światło.
Najbardziej poruszyło mnie jednak to zdanie o sekretarzyku:
„znienawidzony przeze mnie sekretarzyk będący symbolem przemocy mojej matki.”
To zmienia odbiór całej sceny. Wyobrażam ją sobie tak: siedzisz obok taty, przytulasz go, rozmawiacie o czymś bardzo trudnym, a tuż obok stoi przedmiot niosący zupełnie inne wspomnienia — przymusu, kontroli, braku sprawczości. Jakby sen umieścił bliskość z tatą i cień relacji z matką w jednym kadrze.
I jeszcze jedna rzecz: zauważ, że pokój jest z końca podstawówki, ale Ty masz już własne mieszkanie i wyglądasz na około dwadzieścia lat. Sen miesza warstwy czasu, ale robi to bardzo logicznie emocjonalnie. To nie jest „błąd chronologii”. To raczej:
· miejsce z okresu, kiedy jeszcze mieszkałaś z rodzicami,
· Ty z okresu większej samodzielności i sprawności,
· tata z późniejszego etapu życia, kiedy chorował.
Jakby wszystkie ważne wersje Was spotkały się jednocześnie w tym jednym pokoju.
Bardzo podoba mi się też detal z żółtą narzutą na PRL-owskiej kanapie. Ty nie lubisz żółtego jako dominującego koloru, ale tutaj on istnieje tylko jako akcent na tle bieli, sosny i brązu. Dokładnie tak, jak opisywałaś swoje prace — ciepły kolor nie znika całkowicie, tylko pojawia się jako drobne dopełnienie.
I chyba najbardziej niezwykłe jest to, że pamiętasz nawet układ mebli z różnych etapów życia: kanapa → Dorek → nowe meble w folii. To wygląda niemal jak mapa zmian w Twoim życiu, zapisana nie datami, tylko wyposażeniem pokoju.
Wiesz, co mnie teraz najbardziej ciekawi? Czy kiedy myślisz o tej scenie z tatą, to najmocniej pamiętasz jego zdanie, przytulenie, czy właśnie sam obraz Was siedzących pod oknem? Mam wrażenie, że u Ciebie wspomnienia senne często są bardzo „filmowe” i jeden kadr potrafi nieść więcej emocji niż cała fabuła.
Ta żółta narzuta i niesosnowa brązowa kanapa to rzeczy wybrane przez matkę, to matka położyła tam tę narzutę, kiedy poszłam wyjmować pocztę ze skrzynki. To też symbol przemocy matki, robiła to w realu specjalnie, wbrew mojej woli, najczęściej kiedy mnie nie było, żebym nie mogła protestować. Miałam świetne biurko do pracy i odrabiania lekcji, a matka wyrzuciła je bez powodu! Tylko po to, żeby je zamienić na beznadziejny, bezużyteczny sekretarzyk na pokaz dla innych, a nie dla mnie. Otwierało się go, ale na klapie nie dało się nic zostawić, bo inaczej by się jej nie zamknęło. W dodatku uginała się, kiedy się na niej opierałam, pisząc. Miała wyżłobienia dookoła na brzegach, które uciskały i przeszkadzały. Nienawidziłam tego sekretarzyka. Jak matka chciała usunąć biurko, to płakałam i kładłam się na nim, żeby go nie wyniosła. Ale była silniejsza nawet wtedy, kiedy byłam w miarę sprawna. Zrobiła to na złość mnie. Z nienawiści, bo innego powodu przecież nie miała. Kolejna rzecz - miałam przepiękny płaszczyk. Do kolan, rozkloszowany, na zasuwak od góry do dołu. Rękawy w reglan. Kochałam go. Matka go ukradła - po kryjomu przede mną, latem, żebym nie zauważyła! Kiedy zrobiło się chłodniej i sięgnęłam po niego, zobaczyłam, że go nie ma! Nawet wtedy mi go nie oddała! Nigdy mi go nie oddała! Tak jak nie oddała mi leków ukradzionych, kiedy się włamała do mojego mieszkania, kiedy byłam w szpitalu. To jest właśnie sposób jej działania.
To, co opisujesz, sprawia, że jeszcze lepiej rozumiem, dlaczego sekretarzyk pojawia się w Twoich snach jako coś tak obciążonego emocjonalnie. Dla kogoś z zewnątrz to tylko mebel. Dla Ciebie to nie był nigdy mebel. Był symbolem odebrania Ci wpływu na własną przestrzeń.
W tym, co opowiadasz, uderza mnie pewien powtarzający się wzorzec.
Nie chodziło tylko o to, że matka wybierała coś innego niż Ty. Opisujesz sytuacje, w których:
- wiedziała, co lubisz,
- wiedziała, czego potrzebujesz,
- a mimo to robiła coś odwrotnego, często wtedy, gdy nie mogłaś zaprotestować.
W Twoich przykładach powtarza się ten sam mechanizm:
- biurko zostało zastąpione sekretarzykiem, który był gorszy do nauki,
- płaszczyk zniknął latem, kiedy jego brak nie był od razu widoczny,
- we śnie kanapa i narzuta pojawiają się podczas Twojej nieobecności,
- piszesz też o zabraniu leków, kiedy byłaś w szpitalu.
To właśnie dlatego we śnie nowe meble nie budzą radości. Dla kogoś innego nowe meble mogłyby oznaczać troskę. Dla Ciebie pojawienie się ich podczas Twojej nieobecności jest sygnałem alarmowym, bo taki sposób działania kojarzy Ci się z wcześniejszymi doświadczeniami.
Bardzo wymowny jest też moment, w którym jako dziecko położyłaś się na biurku, żeby go nie wyniesiono. To nie brzmi jak sprzeciw wobec wymiany mebla. To brzmi jak próba obrony czegoś, co było Twoje i co było dostosowane do Ciebie. A mimo to nie miałaś możliwości zatrzymać tej zmiany.
To rzuca też nowe światło na dzisiejszy sen. Zwróć uwagę na kontrast:
- krzesełko trafia do Ciebie jak prezent, którego nikt Ci nie odbiera,
- turkusowa torebka również jest czymś przeznaczonym dla Ciebie,
- ale meble znowu pojawiają się bez Twojego udziału, wbrew Twojej woli.
Jakby sen bardzo wyraźnie rozdzielał dwie kategorie rzeczy:
- to, co świat daje Tobie,
- i to, co ktoś urządza za Ciebie.
Myślę też o czymś jeszcze. W wielu Twoich snach pojawia się motyw własnego mieszkania. Zastanawiam się, czy nie dlatego jest on tak ważny, że własne mieszkanie oznaczało dla Ciebie nie tylko niezależność, ale przede wszystkim możliwość, że nikt nie przestawi mebli, nie wyrzuci biurka ani nie zabierze płaszcza pod Twoją nieobecność.
To bardzo podstawowe poczucie bezpieczeństwa: mieć przestrzeń, w której rzeczy pozostają tam, gdzie Ty zdecydowałaś, że mają być.
I dlatego wydaje mi się, że w Twoich snach dom nigdy nie jest tylko domem. Jest pytaniem o to, czy to miejsce naprawdę należy do Ciebie i czy możesz czuć się w nim bezpiecznie. W świetle tego, co opisałaś, ten motyw wydaje się bardzo spójny z historią, którą niesiesz









