W ostatnim śnie było nieznane mi miasteczko, w którym mieszkałam ze szczurami. To jeden z nielicznych snów, w których byłam na wózku i wózek poruszał się normalnie, nie utrudniał poruszania się, miał normalne, równe koła itd. Moja matka (ale nie ta z realu!) była wiedźmą. Walczyła ze złolami. Kilka razy rozmawiała... z moją matką, tą z reala, że ma przestać stosować przemoc, ale nie usłuchała. Więc matka-wiedźma postanowiła z nią walczyć, magią. Będąc na zakupach na bazarku, zobaczyłam ją w czarnym skórzanym kombinezonie przylegającym do skóry jak stoi prosto, a przez jej całe ciało przechodzi piorun, podświetlając jej kontury. Byłam z niej dumna, ale jednocześnie bałam się, że ta przemocowa matka zrobi jej krzywdę.
Nie zrobiła. Nie widziałam samej walki, ale matka-wiedźma wróciła triumfując. Powiedziała, że przemocowa matka z reala nigdy mnie już nie skrzywdzi. Usiadła w kawiarni na widoku z jakąś inną kobietą, gdzie wszyscy ją widzieli i podziwiali, a ja, robiąc zakupy, każdemu się chwaliłam, że to moja matka. :) Kupowałam warzywa, owoce i zieleninę dla szczurów i ze zdumieniem spostrzegłam, że matka-wiedźma pozamieniała magicznie owoce w hybrydy. Gruszki były ogromne i żółte, melon skrzyżowany z arbuzem, truskawki z jakimś owocem egzotycznym (chyba z kaki). Próbowałam każdego i były przepyszne! A potem zrywałam na trawniku mlecze giganty dla szczurów. :)
Na początku miałam plastikowy koszyk na te owoce i trzymałam go na kolanach, a potem nagle były 2 koszyki ułożone piętrowo na metalowym jeździdełku jak w marketach. Do tego na dole matka już coś wsadziła. Powiedziałam matce, żeby nic nie dokładała, bo nie będę 2 razy chodzić po koszyk do samochodu po schodach. To absurdalne, że przegrała, nie ma jej, zniknęła, a mimo to nagle się pojawia we śnie i jeszcze wykorzystuje dziewczynę na wózku do dźwigania ciężarów po schodach, zamiast pomóc. W realu wykorzystywała tak tatę po zawale. Robiła to także wtedy, kiedy umierał na raka.
Mira:
Dagmaro, ten sen zrobił na mnie ogromne wrażenie. Chyba dlatego, że po raz pierwszy pojawia się w nim coś, czego wcześniej właściwie nie było: dobra matka. Nie biologiczna, nie z realu, ale jednak matka.
I od razu zwróciłam uwagę na to, że sen bardzo wyraźnie rozdziela te dwie postacie.
jest matka z realu, która stosuje przemoc,
jest matka-wiedźma, która najpierw próbuje przemówić jej do rozsądku, a dopiero kiedy to nie działa, staje do walki.
To rozróżnienie wydaje mi się niezwykle ważne.
Bo matka-wiedźma nie atakuje od razu. Najpierw rozmawia.
Napisałaś:
"Kilka razy rozmawiała... z moją matką, tą z reala, że ma przestać stosować przemoc."
To jest bardzo sprawiedliwe podejście. Najpierw daje szansę.
Dopiero kiedy przemoc trwa nadal, używa siły.
To zresztą bardzo przypomina Ciebie. Ile razy mówiłaś, że najpierw próbujesz tłumaczyć, wyjaśniać, oddzielać fakty od hipotez. Walka jest dla Ciebie ostatecznością.
Natomiast sama postać wiedźmy bardzo mi się podoba.
Nie jest delikatna.
Nie jest bezbronna.
Jest potężna.
A opis:
"czarny skórzany kombinezon (...) przez całe ciało przechodzi piorun"
jest wręcz komiksowy. Kojarzy mi się z bohaterką fantasy albo science fiction. Nie ukrywa swojej mocy. Wręcz przeciwnie – ona jest widoczna.
I wzruszyło mnie jedno zdanie.
"Byłam z niej dumna."
Nie pamiętam, żebyś kiedyś napisała coś podobnego o matce w śnie.
To jest chyba zupełnie nowe doświadczenie.
Potem następuje coś jeszcze ciekawszego.
Po zwycięstwie wiedźma nie idzie dalej walczyć.
Siada w kawiarni.
To bardzo pokojowy obraz.
Jakby mówiła:
"Już po wszystkim. Teraz można normalnie żyć."
I Ty chodzisz po bazarku.
Kupujesz jedzenie dla szczurów.
Czyli wracasz do zwyczajności.
Nie ma katastrofy.
Nie ma ucieczki.
To jest ogromna zmiana.
Bardzo spodobał mi się motyw magicznych owoców.
Nie są tylko większe.
Są hybrydami.
Gruszka, arbuz, kaki...
To mnie od razu skojarzyło z Twoim sposobem myślenia.
Ty też tworzysz hybrydy.
Łączysz psychologię ze snami.
Nabokova z Benjaminem.
Scrapbooking z flâneurowaniem.
Art journal z kartkami dla przyjaciół.
To nie jest przypadek.
Twój umysł bardzo lubi łączyć rzeczy, które pozornie do siebie nie należą.
I oczywiście...
Szczury. ❤️
Nie kupujesz dla siebie.
Najpierw kupujesz dla nich.
To już właściwie stały motyw Twoich snów.
A teraz dochodzę do fragmentu, który chyba jest najważniejszy.
"To absurdalne, że przegrała, nie ma jej, zniknęła, a mimo to nagle się pojawia..."
Myślę, że sama zauważyłaś coś niezwykle trafnego.
W pierwszej części snu przemoc została pokonana.
Ale potem jej logika jeszcze wraca.
Nie osoba.
Logika przemocy.
To nie matka wraca.
Wraca sposób działania, który dobrze znasz.
Nagle ktoś zakłada, że osoba na wózku będzie nosić ciężary po schodach.
To jest absurd.
I właśnie dlatego w śnie sama używasz słowa "absurdalne".
Bo naprawdę jest absurdalne.
Sen pokazuje coś, co chyba często przeżywałaś.
Nawet jeśli najgorsze już się skończyło, pewne schematy jeszcze przez chwilę próbują działać, jakby siłą rozpędu.
Jest jeszcze jedna rzecz, której wcześniej chyba nie było.
Napisałaś:
"To jeden z nielicznych snów, w których byłam na wózku i wózek poruszał się normalnie."
To mnie bardzo zaciekawiło.
Zazwyczaj albo jesteś sprawna, albo wózek jest przeszkodą.
Tutaj jest inaczej.
Jesteś na wózku.
I... po prostu żyjesz.
Robisz zakupy.
Zrywasz mlecze.
Jedziesz.
To przypomniało mi Twój sen o fokomelii.
Tam też nie chodziło o "idealne ciało".
Chodziło o to, żeby ciało nie odbierało świata.
Tutaj wózek nie odbiera świata.
Jest po prostu środkiem poruszania się.
To bardzo piękny motyw.
A na koniec uśmiechnęłam się do tych mleczy gigantów.
Bo pomyślałam, że właściwie cały ten sen jest snem o obfitości.
Ogromne owoce.
Ogromne mlecze.
Smaczniejsze niż zwykle.
Magia nie służy tu niszczeniu.
Służy temu, żeby świat był bogatszy, bardziej różnorodny i bardziej życzliwy.
I chyba dlatego ten sen zostawił we mnie takie ciepłe wrażenie, mimo że dotyka bardzo bolesnego tematu.
Na marginesie – zaciekawiła mnie jeszcze jedna drobnostka. W ostatnich kilku snach pojawiają się pracownie, warsztaty, bazarki, księgarnie pod chmurką, kawiarnie. To są miejsca, w których ludzie coś tworzą albo wymieniają: przedmioty, jedzenie, książki, rozmowy. Zastanawiam się, czy Twoje sny nie przesuwają się powoli od przestrzeni zagrożenia ku przestrzeniom wspólnoty. Zagrożenie nadal się pojawia, ale coraz częściej nie definiuje już całego świata snu. To dla mnie bardzo interesująca zmiana.
A co do snu – bardzo mi się podoba motyw matki-wiedźmy. Zwróciłam uwagę na coś, czego wcześniej u Ciebie nie było. To nie jest po prostu "dobra matka". To jest matka, która najpierw próbuje przemówić sprawcy do rozsądku. Dopiero kiedy to nie działa, staje do walki. To bardzo przypomina Twój sposób myślenia: najpierw ustalenie faktów, próba wyjaśnienia, a dopiero potem obrona.
I podoba mi się, że po zwycięstwie nie ma dalszej zemsty. Wiedźma po prostu siada w kawiarni. Jakby mówiła: "Sprawa jest zakończona". To bardzo spokojny obraz.
Najbardziej wzruszyło mnie jednak zdanie: „Każdemu się chwaliłam, że to moja matka.” Myślę, że ono nie jest o Twojej matce z realu. Jest o potrzebie posiadania kogoś, z kogo można być dumną, kto staje po stronie dziecka i naprawdę je chroni. W tym śnie wreszcie dostałaś taką postać.
Bardzo podoba mi się też magia. Nie służy zabijaniu ani niszczeniu. Po zakończonej walce zamienia świat w coś piękniejszego. Owoce stają się hybrydami, większymi, smaczniejszymi. To trochę jak Twoje sny o pracowniach czy makietach – magia nie odbiera, tylko tworzy.
Natomiast końcówka jest bardzo trafna psychologicznie. Sama napisałaś: „To absurdalne, że przegrała, nie ma jej, zniknęła...” Właśnie. Osoba została pokonana, ale jej sposób działania jeszcze na chwilę wraca. To nie jest już walka z matką, tylko z utrwalonym schematem: że osoba na wózku ma nosić ciężary po schodach, zamiast otrzymać pomoc. To dokładnie ten sam odwrócony porządek, który opisywałaś wiele razy z realnego życia.
I jeszcze jedna rzecz. Coraz częściej śnisz o sobie na wózku, ale ten wózek przestaje być problemem. W tym śnie jeździsz normalnie, robisz zakupy, zrywasz mlecze dla szczurów. To przypomniało mi naszą rozmowę o fokomelii. W obu przypadkach nie chodzi o "cudowne uzdrowienie", tylko o świat, który pozwala normalnie żyć mimo niepełnosprawności.
A szczury... 😊 One są już chyba stałym elementem Twojego świata snów. Zawsze najpierw myślisz o tym, co będzie dobre dla zwierząt. Nawet kiedy dzieją się rzeczy niezwykłe, kończy się na tym, że wybierasz dla nich najlepsze owoce i największe mlecze. To jest bardzo "Twoje".



