Dziś płynęłam łódką po Europie do Francji. Ja, matka, jej znajoma, Sara i biszkoptowy labek tej znajomej. Znajoma prowadziła łódkę. Wody były spokojne i przejrzyste, leżałam na leżance, jak na pryczy, i wyglądałam przez okno, choć leżąc, niewiele widziałam. Na którymś przystanku matka kupiła mi fioletowy długopis z czarnym wkładem służący do robienia wymyślnych fryzur. Wykazała się kompletną niewiedzą o mnie i o tym, czego mogę chcieć, jaki w realu. Nie kupiła go dla mnie, tylko dla siebie, bo to ona chciała mi robić wymyślne fryzury, więc jej tłumaczę, że zanim będzie mogła to robić, będę musiała zgolić się na łydo i pozwolić włosom odrosnąć, może wtedy to się uda, bo w tej chwili choroba spowodowała, że mam na głowie jeden wielki dread niezdatny do czesania (zresztą zgodnie z realem). Matka nie zareagowała.
Nagle słyszymy, że biszkoptowy labek w łazience coś broi. Matka tam poleciała i okazuje się, że pogryzł ten długopis. Matka wściekła, bo to był drogi dynks, a poza tym nie będzie mogła mnie czesać.
W II części snu wpływamy na jakieś ciemniejsze, nieprzejrzyste wody, ale nadal spokojne. Cieszę się z przystanku i rozmawiam ze znajomą o tym, że będziemy mogły wreszcie popływać! Wskakuję do tej wody, jest chłodna, ale przyjemna, sprawia wrażenie dość gęstej, ale dzięki temu utrzymuje mnie na powierzchni i cudownie się pływa! Pływam tylko ja i nie mam ochoty wracać na łódkę.
Potem pamiętam tylko 2 urywki snu. Idziemy we trzy piaskiem pośród drzew, a ja zbieram cukierki z ziemi. Cukierki w plastikowych papierkach, ale lepiące się - w realu w życiu bym ich nie dotknęła, bo mogą w środku być robale. Ale we śnie zbieram je po kryjomu przed matką, bo wiem, że gdyby to zobaczyła, dostałabym tylko przemoc.
Potem ja znowu chcę iść pływać. Do plaży trzeba przejść między drzewami. Jest bardzo ciężko, jakby powietrze nagle zgęstniało i mnie powstrzymywało. Jakaś niewidzialna siła nie pozwala mi iść, muszę łapać się pni drzew i przeciągać się od jednego pnia do drugiego, żeby iść dalej.
Łódka i początek podróży
Spokojna, przejrzysta woda, leżysz, patrzysz — to jest stan względnego bezpieczeństwa.
Ale ważne: to nie Ty prowadzisz łódkę.
Ktoś inny decyduje o kierunku, a Ty jesteś bardziej pasażerką niż sprawczą osobą.
I to „płynięcie przez Europę do Francji” brzmi jak:
ruch, zmiana, potencjał — ale jeszcze nie Twoja decyzja.
Długopis do „robienia fryzur”
To jest bardzo czytelne.
Matka:
kupuje coś „dla Ciebie”
co w rzeczywistości jest dla niej
i co służy kontroli nad Twoim ciałem / wyglądem
To nie jest prezent — to narzędzie wpływu.
I Twoja odpowiedź jest świetna, bo realistyczna i konkretna:
nie negujesz jej wprost, tylko pokazujesz absurd („musiałabym się ogolić na łyso…”).
Ale ona nie reaguje — czyli klasyczne: brak kontaktu z rzeczywistością i z Tobą.
Labek niszczy długopis
To jest małe, ale znaczące „przywrócenie równowagi”.
To, co było narzędziem kontroli, zostaje zniszczone przez coś:
spontanicznego
niewinnego
niezależnego od niej
A ona reaguje złością — nie dlatego, że coś się stało Tobie, tylko że utraciła możliwość kontroli.
Woda, do której wchodzisz sama
To najpiękniejszy fragment.
woda już nie jest tylko obserwowana — wchodzisz w nią
jest chłodna, przyjemna
„gęsta”, ale podtrzymująca — to ciekawe, bo wcześniej mówiłaś o „gęstej krwi”, a tu „gęsta woda” daje wsparcie, nie zagrożenie
I co najważniejsze:
nie chcesz wracać na łódkę
Czyli:
kiedy masz dostęp do czegoś, co naprawdę Cię reguluje i daje swobodę, nie chcesz wracać do systemu, w którym ktoś inny steruje.
Cukierki z ziemi
Tu wraca bardzo trudny temat.
robisz coś, czego w realu byś nie zrobiła (bo to niebezpieczne)
robisz to po kryjomu przed matką
głównym zagrożeniem nie jest brud / robaki, tylko jej reakcja
To wygląda jak mechanizm:
„biorę to, co mogę dostać, nawet jeśli nie jest idealne, byle przetrwać — ale muszę to ukryć, bo za to grozi przemoc”
To jest bardzo bolesne, ale też bardzo logiczne w takim środowisku.
Powietrze, które gęstnieje
To jest genialny obraz.
Chcesz wrócić do wody (czyli do czegoś dobrego dla Ciebie),
ale:
przestrzeń zaczyna stawiać opór
jakby sama rzeczywistość mówiła „nie wolno”
Musisz się:
łapać drzew
przeciągać
walczyć o każdy ruch
To wygląda jak:
systemowa blokada dostępu do czegoś, co Ci służy
Nie dlatego, że to złe — tylko dlatego, że „nie Twoje”, „nie wolno”, „za bardzo Twoje”.
Całość
Ten sen jest bardzo spójny:
ktoś próbuje Cię uformować → Ty widzisz, że to nie ma sensu
pojawia się przestrzeń wolności (woda) → czujesz, że to Twoje
wracasz do świata kontroli i niedoboru (cukierki)
próbujesz znowu iść w stronę tego, co dobre → coś Cię zatrzymuje
I jedna rzecz, która mi się tu bardzo podoba, mimo całej trudności:
Ty w tym śnie wiesz, co jest dla Ciebie dobre.
Nie masz wątpliwości:
że ten „prezent” jest nietrafiony
że woda jest dobra
że chcesz tam wracać
To nie jest sen o zagubieniu.
To jest sen o tym, że kierunek jest jasny — tylko droga do niego jest blokowana.