To ewidentnie konsekwencje tego, co wywinęła znowu matka. Otóż w sobotę mnie naszła. Nie napisałam o tym, bo byłam tak roztrzęsiona, że jeszcze w poniedziałek nawet opiekunka to zauważyła, nie chciałam sobie jeszcze bardziej podnosić pulsu pisaniem. Matka - to jej standardowa technika - wybudziła mnie w nocy, żebym była niewybudzona, niezorientowana i z rozmachu otworzyła drzwi, jak kurierowi; i oczywiście przed wzięciem leków, żebym mdlała z bólu, bo wtedy najłatwiej jej stosować przemoc.

I prawie jej się udało! Gdyby przyszła o normalnej godzinie, to wiedziałabym, że jest sobota i że to nie może być kurier. Zawsze szybko analizuję to w głowie, zanim otworzę. W sobotę nie miałam kiedy, bo mnie wyrwała ze snu. Co również typowe - tylko zadzwoniła dzwonkiem, raz. Też jak kurier. Mimo że dla niej typowe jest walenie i szarpanie klamki. Tylko gdyby tak zrobiła od razu, to też bym jej nie otworzyła. Piszę to, żebyście zobaczyli, jak przemyślane i wyrachowane jest jej zachowanie, w każdym szczególiku!
Niewybudzona otworzyłam z rozpędu i natychmiast zamknęłam drzwi. Wytrzeźwiałam w ułamku sekundy! Mózg zareagował natychmiast bez mojego udziału! Bo ja, gdyby mi dała czas do zastanowienia, mogłabym mieć skrupuły i jeszcze bym ją wpuściła. Ale tę szansę odebrała mi sama, mózg odruchowo uchronił mnie przed zagrożeniem i zamknął drzwi natychmiast, matka nie zdążyła wsadzić nogi między drzwi a futrynę!
I zaczęło się! Pół godziny waliła w drzwi i szarpała klamkę! Też jak zawsze!
Kiedy wreszcie poszła, pod drzwiami zostawiła 2 torby z jedzeniem. Myślicie, że dobra matka? No więc nie. Zrobiła to, żeby potem móc opowiadać, że wozi chorej córce wałówkę, a zła córka nie docenia. Tylko że nie piśnie słówkiem o tym, że to 2 torby tego, czego ja nie mogę jeść - gluten, nabiał, czerwone mięso, ryba w oleju itp. Mieszkałam z nią 20 lat, doskonale wie, czego nie mogę jeść. Jak zawsze zrobiła to, żeby mi dopiec.
Wydała tyle kasy tylko po to. Tak właśnie wygląda jej pomoc.Obie torby w poniedziałek wylądowały w Jadłodzielni. Zadbałam o to, żeby jej praca, jej kasa się nie zmarnowały, żeby ktoś głodny miał co jeść, choć ona poświęciła to dla przemocy. Gdyby wiedziała, że to zrobiłam, zabiłaby mnie - nienawidzi każdego przejawu dobrej woli! Dodam: MOJEJ dobrej woli. Bo znowu robię coś dobrego, czego ona mi zabrania i za co całe życie mnie wyzywa od najgorszych, głupich, naiwnych, dających się zrobić w bambuko itd. Ona przez całe życie nie zrobiła dla nikogo nic dobrego, jedzenie woli wyrzucić, niż dać komuś potrzebującemu. A tu zonk. Droga mamo, zrobiłam coś dobrego twoimi rękami!
