3 pokolenia kobiet: córka, matka i babka. Policja właśnie poinformowała matkę, że jej córka została zamordowana. Babka wchodzi do domu i na dzień dobry dostaje taką samą informację. Po uzyskaniu jej odzywa się
do własnej ok. 40-letniej córki w te słowa:
- Co ty wyprawisz?! I jak ty wyglądasz?! Wstydu nie masz?! Pijesz o tej porze?! Przy dziecku i z drugim w brzuchu?! Czy wiesz, że dzisiaj jest dzień bez komputera?! A on [wnuk] bębni na tej grze, że aż głowa puchnie! [matka go tam wysłała, żeby nie słuchał rozmowy z policją] Idź natychmiast do łazienki i doprowadź się do ładu! Słyszysz, co do ciebie mówię?! Natychmiast idź do łazienki!
W tym momencie brat (wujek zamordowanej) wyrzuca babkę (a swoją matkę) z domu. Babka na odchodne:
- Tylko pamiętaj, że kiedyś uprzedzałam cię!
["Zasada przyjemności" s01e06]
Dokładnie jakbym moją matkę słyszała! Za każdym razem, kiedy traciłam kogoś bliskiego, kiedy umierał np. mój facet, przyjaciel albo Ofeczka, matka puszczała mi takie teksty jak katarynka. Potrafiła nawet dodać, że to dobrze, że umarli, bo kaleki powinny umierać. To jeden z dowodów, że matka nic nie czuje. Ona nie ma uczuć. Wszystkie wyłącznie udaje, żeby nabierać innych, a jak wie, że ktoś się nie nabiera, to nie musi udawać i wtedy wychodzi szydło z worka. Gardzi każdym, kto nie jest taki, jak ona każe. I wiecie już, czemu podżega mnie do samobójstwa - bo kaleki powinny umierać.
***
A to mail z dziś, cały:
"Kochana corciu, co sie z toba dzieje.Widze,ze potrzebujesz pomocy.Napisz,jak ci mam pomoc , czego oczekujesz o".
Sprawdźcie notki, kiedy mnie matka pytała, jak mi pomóc, i co jej wtedy odpowiedziałam. Jeśli chcecie wiedzieć, czy mi wtedy pomogła, to - JASNE, ŻE NIE! Jej chęć pomocy kończy się na pytaniu. Gdyby chciała mi pomóc, to przecież nie okradłaby mnie ze spadku, nie wspominając o lekach! O to przecież nie trzeba nawet pytać. Mimo to odpowiadałam jej zawsze na to pytanie, więc ona dokładnie wie, jak ma pomóc, po prostu nie chce tego robić i tyle. Tylko czemu nie powie mi tego wprost, tylko tak kłamie?
Mimo że jej nie odpisuję i nie piszę, co o tym wszystkim myślę, nie kontaktuję się w ogóle, ona nadal zasypuje mnie przemocowymi mailami! Przed chwilą napisała mi np., że zapominałam nakarmić Sarę!!! JAK MOŻNA w ogóle coś takiego napisać?!
"Corciu, nie traktuj mnie jak wroga. To co sie z toba dzieje, to sa uro jenia polekowe.Musisz odstawic te wszystkie psychotropy".
O jakie psychotropy jej chodzi - nie napisała. Najprawdopodobniej je wymyśliła albo sama je bierze, a wmawia mnie. I niby jak ją traktuję, skoro się nie kontaktuję nawet?! Skąd ona bierze te wszystkie SWOJE urojenia?! Przecież ona nic nie robi przez cały dzień, tylko siedzi i je wymyśla!
"Te wszystkie narkotyki niszcza ci pamiec".
JAKIE NARKOTYKI?! Czy już tak z nią źle, że myli siebie ze mną? Od mojego dzieciństwa matka była lekomanką, kradła leki moje i taty i je brała. 3 lata temu włamała się do mojego mieszkania, kiedy byłam w szpitalu, i ukradła mi leki. Niestety rozczarowała się - po żadnym z moich leków nie ma się haju! I za to nienawidzi mnie jeszcze bardziej. :/
Przez 43 lata mojego życia miała miliony szans. Ale nie zależy jej na szansach, na poprawieniu się, na kontakcie, tylko wyłącznie na przemocy. Więc więcej żadnych szans nie będzie.
Jeszcze nie minęła nawet godzina od poprzedniego maila, matka dalej snuje urojenia... Nie umie nawet jednego zdania poprawnie napisać! I zwala to na klawiaturę. Tata korzystał dokładnie z tej samej klawiatury, a w jego mailach błędów nie było. Mało tego, tłumaczenia na niej pisał! Wg matki to znowu klawiatura specjalnie robi jej na złość, to nie wina matki!
"Corciu,znow pisze,bo caly czas mysle otobie.Zastanawiam sie,jak moglas wejsc w leki psychiatryczne bedac zdrowa na umysle i super inteligentna i wyksztalcona.Czy nie wiedzialas czym to grozi! Mialas lekkie stany depresyjne spowodowane zaburzeniami hormonalnymi,jak wiekszosc mlodych kobiet w tym kraju,a nawet twje kolezanki.Wystarczylo zmienic styl zycia i diete,wprowadzic ruch i rehabilitacje. Ja pamietam wszystkie twoje wizyty lekarskie i te u ortopedy w Zielonce, ktory dal nam do zrozumienia,ze sie ztoba cos dzieje,bo wymyslilas sobie chorobe i nie chcesz sie".
To cały mail. Tak było, dopóki zgadzałam się jeździć do lekarzy matki. Rzeczywiście w przypadku jej lekarzy nie mogłam liczyć na diagnozę ani leczenie, jak wszyscy pacjenci z EDS, bo takich lekarzy nie jest trudno znaleźć. Kiedy zaczęłam jeździć wyłącznie do swoich lekarzy i bez matki, zaczęli mówić co innego. Dziwne, nie? Matka do dziś wybiera tylko lekarzy dających się omamić albo przekupić. Jeśli trafia na lekarza mądrego, który przykłada się do leczenia, nie daje się oszukać ani zastraszyć, chce poszerzać swoją wiedzę, konsultuje się z innymi lekarzami, matka stwierdza, że to zły lekarz i już do niego nie chodzi. Dobry lekarz to taki, który mówi to, co matka mu każe, oraz wbrew prawu rozmawia z nią o mnie za moimi plecami bez upoważnienia.
3 minuty później:
"Corenko,a co z twoim telefonem.Moze razem sie wybierzemy do galerii do T Mobilu".
A co ma z nim być? O co jej znowu chodzi? I co znowu knuje? Bo przecież nigdy nie poszła ze mną do T-Mobile bezinteresownie, kiedy potrzebowałam pomocy! To opiekunka mi pomagała i tylko ona! Matka nie kiwnęła palcem, nawet wtedy, kiedy była w T-Mobile we własnej sprawie, i mogła!
***
Gdyby jeszcze ktoś miał wątpliwości, to zobaczcie, co takie teksty jak wyżej robią z moim i z Waszym mózgiem!
Słuchanie narzekania bezpowrotnie niszczy mózg!
"Słuchanie narzekania szkodzi zdrowiu i bezpowrotnie niszczy nam mózg. Do takich wniosków doszli naukowcy z Uniwersytetu Stanforda, którzy jako pierwsi przebadali wpływ glikokortykosteroidów wydzielanych przez korę nadnerczy podczas krótkotrwałego stresu psychicznego.
A że czyjeś narzekanie wywołuje w nas stres, nie ma najmniejszych wątpliwości. Wystarczy zauważyć, do jakiego stanu potrafi doprowadzić nas człowiek, który marudzi w naszej obecności. Nie potrzeba dużo czasu, żeby udzieliło nam się jego zmartwienie, przygnębienie czy lęk, bo choćby mówił o złej pogodzie, polityce czy statusie ekonomicznym kraju, szybko wpadamy w poczucie, że jest źle i trzeba coś zrobić, żeby się przed tym złem obronić.
Naukowcy twierdzą wręcz, że nasz mózg automatycznie interpretuje narzekanie jako zagrożenie, więc w odwecie uruchamia szereg procesów fizjologicznych, które w sytuacji niebezpieczeństwa byłyby nieodzowne. Gdy jednak nie ma z czym walczyć, działają destrukcyjnie na organizm.
Aktywowana w takich sytuacjach oś podwzgórze-przysadka-nadnercza powoduje natychmiastowy wyrzut kortyzolu. W genialnie przewidzianych przez naturę okolicznościach, napięcie wywołane kortyzolem pomogłoby nam walczyć z wrogiem lub uciekać, a to z kolei doprowadziłoby do odpowiedniej redukcji napięcia. Gdy jednak mózg odbiera sygnały o naszym złym położeniu, a my nie robimy nic (wszak wciąż siedzimy i słuchamy opowieści o czyimś niezadowoleniu) jesteśmy w fatalnej sytuacji.
Nasze neurony obumierają, co niesie za sobą szereg bolesnych konsekwencji. Najbardziej zagrożona jest bowiem kora przedczołowa, która odpowiada za kontrolę emocji i podejmowanie decyzji, oraz hipokamp – znany z działania w zakresie zapamiętywania, uczenia się i inteligencji. Nie bez powodu na studiach filologicznych powtarza się studentom, że jeśli nadmiernie zestresują uczniów, niczego na lekcjach języka ich nie nauczą. Słuchanie narzekania może być w podobnym stopniu niebezpieczne, bo znacząco zmniejsza hipokamp, czyli dokładnie ten obszar mózgu, który cierpi u osób chorych na Alzheimera".
I bardzo ważny cytat:
"Nie należy jednak pod wpływem tych odkryć zamykać się w bańce egoizmu i odcinać się od cierpiących ludzi.
Czym innym będzie bowiem narzekanie konstruktywne (które notabene nie do końca jest narzekaniem), gdy ktoś rzeczywiście ma problem i potrzebuje wsparcia, a czym innym przedstawianie świata non-stop i bez przerwy w ciemnych barwach.
Rozmowy o trudnościach, prowadzące do rozwiązania, mają niezbywalny sens. Wysłuchanie przyjaciela w kłopocie nie pozbawi cię – gwarantujemy – istotnej części hipokampa :-). Jest też ważną częścią (wciąż zdrowych) relacji! Bezpieczniej jednak, jeśli będziesz stronić od ludzi traktujących cię jak pojemnik na gorzkie żale".
Dla mnie jeszcze ważniejsze jest odróżnianie wiedzy i opisywania faktów od narzekania i jęczenia. Jeśli ktoś się z Tobą dzieli wiedzą, np. obiektywnie referuje objawy jakiejś ciężkiej choroby, o której nie ma informacji, to jakakolwiek by ta wiedza nie była, zawsze warto ją poszerzać i przekazywać dalej, bo to kiedyś może komuś pomóc. Zwłaszcza jeśli nie ma innej możliwości zdobyć tej wiedzy, bo jest tak unikalna. Natomiast jeśli ktoś Ci jojczy bez sensu albo narzeka na pierdoły, albo robi to niekonstruktywnie, bo Internet jest pełny wiedzy na ten temat, nie poszerza Twojej wiedzy, nie mówi Ci nic nowego, wartościowego, tylko ciągnie w dół, uciekaj! To właśnie dlatego powstała kiedyś humanistyczna grupa EDS, żeby nie słuchać narzekania trójek, które nic nie wnosiło, tylko ciągnęło w dół.