sobota, 30 maja 2026

Sen

30.05

                Sen nr 1. Jedziemy z rodzicami skuterami. Ja z tatą na pierwszym, matka na drugim za nami. Dookoła las i domki mieszkalne. Droga jest piaszczysta, jak w lesie. Odnogi drogi są co kilkanaście metrów w prawo. Dojeżdżamy do skrzyżowania, zostawiamy domki za nami. Za skrzyżowaniem mamy duży leśny plac po lewej i las po prawej. Las nadal poprzecinany dróżkami. Dojeżdżamy do skrzyżowania i już z daleka widzimy, że jacyś ludzie doprowadzili do ciężkiego wypadku jakiś samochód. Leży on na dachu, a przez przednią szybę widać trupa. Skuterek przed nami od razu skręcił w prawo, jeszcze przed placem. Od razu załapali, że to mafiozi i że trzeba udawać, że się nic nie widziało, żeby ocalić życie.
                Tata nie załapał. Zamiast tego jedzie prosto. Jestem przerażona tym. W takim razie, skoro oni już wiedzą, że my wiemy, muszę grać tak, jakbyśmy nie rozumieli sytuacji, co oznacza, że nikogo o niej nie powiadomimy. Może wtedy nas nie zabiją. Kiedy ich mijamy, krzyczę: Nie wyjmujcie go z auta, bo się wykrwawi! To ma oznaczać, że uważam, że on nadal żyje, a oni chcą go ratować, a nie że go właśnie zabili. Chyba się udaje, bo nas nie gonią. Skręcamy dalej w las w prawo i nagle wszystko się zmienia. Już nie jestem na skuterze, tylko czołgam się po ziemi. Chcę iść jak najszybciej i nie mogę, więc czołgam się, chwytając się rękami korzeni, żeby się podciągnąć dalej, bo za mną są tata i matka. Tata zdążył skręcić i go nie widać, ale matka wystaje zza zakrętu i jest widoczna dla mafiozów. Mimo wszystko nie chcę jej śmierci, ale droga się opiera i nie chce pozwolić mi się przesunąć dalej.
                Sen nr 2. Małe miasteczko. Nie pamiętam, po co tam przyjechałam, nie pamiętam początku snu. Ale w pewnym momencie zrozumiałam, że są tam mężczyźni, którzy chcą mnie zgwałcić i/lub zabić. Muszę uciekać, ale tak, żeby nie rozumieli, co robię, bo w otwartym starciu nie mam żadnych szans. Idę więc w stronę ludzi, a docelowo w stronę przystanku autobusowego. Poczułam się minimalnie bezpieczniejsza, kiedy w okolicy przystanków zobaczyłam ludzi. W tłumie chyba nic mi nie zrobią? Ale idzie za mną całą drogę jakaś para i ciągle mnie zaczepiają. Ciągle chcą mnie namówić, żebym poszła z nimi, a ja grzecznie odmawiam, trochę udaję, że nie rozumiem, że mam jakąś sprawę do załatwienia, że pewnie tu znowu przyjadę w weekend, bo bardzo mi się podobało itd. Czuję od nich samo zło, choć nie są agresywni. To tak, jakby uśmiechała się do mnie kobra.
                Na przystanku uświadamiam sobie, że nie ma tu żadnego autobusu do Warszawy! A przecież jak ci ludzie wsiądą do autobusów w swoje strony, to nie mogę tu zostać sama! Będę musiała wsiąść do jakiegoś obcego autobusu, żeby stąd uciec byle gdzie, a potem dopiero się martwić, jak wrócić do domu.

 

Oba te sny wydają mi się bardzo podobne emocjonalnie, mimo że fabularnie są różne. W obu nie walczysz z zagrożeniem wprost. W obu próbujesz przeżyć dzięki rozpoznaniu sytuacji szybciej niż inni.

W pierwszym śnie najbardziej rzuca mi się w oczy moment, w którym od razu rozumiesz, co się stało. Nie widzisz po prostu wypadku. Widzisz upozorowany wypadek, zabójstwo i ludzi, którzy nie chcą świadków. Pozostali uczestnicy ruchu też to rozumieją i natychmiast zmieniają trasę. Jedyną osobą, która nie odczytuje sytuacji, jest tata.

To ciekawie współgra z tym, jak nieraz opisywałaś swoje dzieciństwo. Bardzo wcześnie nauczyłaś się rozpoznawać zagrożenie, nieszczerość, przemoc ukrytą pod pozorami normalności. Często nawet szybciej niż inni. W śnie nie boisz się dlatego, że widzisz trupa. Boisz się dlatego, że rozumiesz znaczenie tego widoku.

I znowu pojawia się stary motyw: to Ty próbujesz ratować rodziców. Nie odwrotnie.

Bardzo poruszający jest moment, kiedy krzyczysz o wykrwawieniu. To właściwie błyskawiczna improwizacja mająca ocalić wszystkich. Nie mówisz prawdy. Nie mówisz też tego, co myślisz. Mówisz dokładnie to, co w tej sytuacji może zwiększyć szanse przeżycia.

Potem przejście ze skutera do czołgania jest wręcz brutalne. Nagle znika możliwość szybkiego poruszania się. Zostaje wysiłek, ciągnięcie się po ziemi, chwytanie korzeni. I znowu jesteś tą, która próbuje wyciągnąć innych z niebezpieczeństwa, choć sama ledwie się porusza.

Drugi sen jest jeszcze bardziej charakterystyczny dla Twoich snów.

Bo właściwie przez cały czas nie dzieje się nic jawnie złego.

Nikt Cię nie atakuje.
Nikt nie grozi.
Nikt nie podnosi głosu.

A mimo to od początku wiesz, że grozi Ci śmiertelne niebezpieczeństwo.

To bardzo przypomina sposób, w jaki opisywałaś rodzinę B. Mówiłaś nieraz, że jako dziecko nie umiałaś jeszcze nazwać problemu, ale intuicyjnie wiedziałaś, że coś jest nie tak. Że nie chcesz tam być. W tym śnie ta sama intuicja działa perfekcyjnie.

Bardzo podoba mi się porównanie do kobry.

Nie dlatego, że para jest agresywna. Właśnie dlatego, że nie jest.

Kobra też nie musi syczeć ani atakować przez cały czas. Wystarczy świadomość, czym jest.

I znowu nie uciekasz biegiem. Nie konfrontujesz się. Grasz na czas, jesteś uprzejma, wymyślasz wymówki, mówisz o weekendzie i przyszłych planach. To jest właściwie ta sama strategia, co przy mafiozach ze snu pierwszego: nie dać przeciwnikowi powodu do natychmiastowego działania.

Najsmutniejszy jest chyba koniec.

Bo kiedy docierasz do ludzi, okazuje się, że bezpieczeństwo jest chwilowe. Tłum zaraz się rozejdzie. Każdy pojedzie w swoją stronę. I zostaniesz sama.

To bardzo stary lęk, który wraca w wielu Twoich snach. Nie tyle lęk przed samym zagrożeniem, ile przed sytuacją, w której zagrożenie zostanie, a świadkowie znikną.

Natomiast jest też coś wspólnego dla obu snów, co wydaje mi się ważniejsze od samego strachu.

W żadnym z nich nie jesteś bezradna.

Przerażona — tak.
Samotna — często.
Ale nie bezradna.

W obu snach bardzo szybko analizujesz sytuację, rozpoznajesz niebezpieczeństwo i szukasz najlepszego możliwego wyjścia. Nie przez siłę, tylko przez obserwację, przewidywanie i rozumienie ludzi. I to jest cecha, która przewija się przez ogromną liczbę Twoich snów od lat.


                I jest to też charakterystyczne już nawet dla małych dzieci przewidujących przemoc.

Tak. I myślę, że to jest ważne dopowiedzenie do mojej poprzedniej interpretacji.

Czasem mówi się o takiej zdolności przewidywania zagrożenia tak, jakby była czymś wyjątkowym albo niemal nadnaturalnym. A bardzo często jest ona po prostu skutkiem życia w niebezpiecznym środowisku.

Dziecko, które dorasta w przewidywalnym, bezpiecznym domu, może sobie pozwolić na nieuwagę. Nie musi analizować tonu głosu, wyrazu twarzy, kroków na korytarzu czy tego, czy ktoś właśnie otworzył drzwi trochę za mocno.

Natomiast dziecko żyjące w otoczeniu przemocy, manipulacji albo nieprzewidywalności uczy się tego, bo od tego zależy jego bezpieczeństwo.

Nie dlatego, że chce.
Dlatego, że musi.

Później taki człowiek często rozpoznaje zagrożenie bardzo wcześnie. Niekiedy nawet wcześniej niż inni. Widzi wzorce, niespójności, fałsz, zmianę atmosfery. Problem polega na tym, że otoczenie często widzi dopiero sam wybuch przemocy, a nie wszystkie sygnały, które go poprzedzały.

Czytając te dwa sny, miałam właśnie takie skojarzenie. Nie z bohaterką akcji czy detektywką, tylko z kimś, kto od dawna jest wyczulony na niebezpieczeństwo.

W pierwszym śnie rozpoznajesz zabójców szybciej niż tata.

W drugim nie potrafisz wskazać żadnego konkretnego zachowania tej pary, a jednak od początku wiesz, że nie wolno z nimi iść.

To przypomina bardziej intuicję opartą na doświadczeniu niż irracjonalny lęk.

Zresztą sama opisywałaś coś podobnego przy B. Jako dziecko nie miałaś jeszcze języka, żeby powiedzieć: „ten człowiek jest manipulacyjny”, „ta kobieta stosuje przemoc psychiczną”, „to środowisko jest niebezpieczne”. Ale nie chciałaś tam być. Organizm wiedział wcześniej, niż umysł potrafił to nazwać.

I właśnie dlatego w Twoich snach tak często pojawia się motyw wyczuwania zagrożenia ukrytego pod pozorami normalności. Nie dlatego, że psychika jest przesadnie podejrzliwa, tylko dlatego, że przez lata ćwiczyła rozpoznawanie takich sytuacji. W pewnym sensie był to sposób przetrwania.

poniedziałek, 25 maja 2026

Sen

Sen z 2020:  Sen o mieszkaniu. Spędziłam z rodzicami noc w 

nowym mieszkaniu, w którym miałam mieszkać sama w najbliższej 

przyszłości. Dopiero co je kupiłam. Część tego mieszkania wyglądała jak w 

L-wie: mój pokój i tramwaj oraz łazienka i kuchnia były usytuowane tak 

samo, ale na tym kończyły się podobieństwa. Matka spała w moim pokoju, 

a ja razem z tatą spaliśmy w tramwaju. Tramwaj był dłuższy niż ten 

prawdziwy - na ścianie z drzwiami mieściły się 2 łóżka wzdłuż ściany. Na 

ścianie z oknem było biurko zrobione z płyty od ściany do ściany (jak w 

realu). Na biurku postawiliśmy naszą elektronikę - mój komputer, taty 

komputer, drukarkę i skaner. Po lewej stronie biurka, od strony głów łóżka, 

stała duża klatka ze szczurami poprzednich właścicieli. Szczury umiały ją 

otwierać i samodzielnie wychodziły na biurko i parapet. W pewnym 

momencie zobaczyłam, jak z klatki wychodzi szczurek i ma zakrwawioną 

całą prawą przednią łapkę. Nie zdążyłam go złapać, bo wlazł na coś na 

parapecie. Kiedy się wychyliłam nad biurkiem, zobaczyłam, że za oknem 

jest ogromna loggia ciągnąca się od tramwaju, przez cały pokój obok, a 

potem zakręcała za gzyms i szła wzdłuż małej sypialenki. Na wysokości 

pokoju obok (to z niego można było na nią wejść) stał stolik nakryty do 

uroczystej kolacji, biały obrus, wygaszone świeczki. Myślałam, że to 

rodzice mieli zamiar zjeść tam jakiś posiłek, żeby się pogodzić, ale matka 

właśnie szykowała się do wyjścia, więc to poprzedni właściciele musieli w 

sposób nagły porzucić ten stolik.
W tym samym momencie wyczułam pod linoleum jakieś dziury w 

podłodze. Podnieśliśmy linoleum i okazało się, że cała podłoga w tramwaju i 

w pokoju obok jest zbudowana jakby z białych pustaków w postaci kratki. 

Ścianki były z pustaków, a pomiędzy nimi - dziury. Przez dziury widać było 

pustą piwnicę. Wyglądało to dość przeraźliwie, bo ktoś mógł tam w nocy 

być, kiedy my na górze spaliśmy, a poza tym po co ktoś takie coś zrobił? 

Żeby kraść? Podsłuchiwać? Po co? Uświadomiło nam to też skalę 

remontu...
Pokój obok to nie był duży pokój jak w realu, ale... ktoś sobie w 

nim urządził salon fryzjerski. Zostało lustro, umywalka, a na środku stary 

fotel, ale taki jak u dentysty. A mimo to wiedzieliśmy, że tu był salon 

fryzjerski. Czarny kot, którego uratowałam z ulicy dzień wcześniej, wyszedł 

na loggię, ale zaraz wrócił wystraszony i nagle wprost z podłogi wskoczył 

na moją klatkę piersiową i do mnie przylgnął (często mi się śni, że mam albo 

chcę mieć kota). Trzymałam go lewą ręką, a prawą głaskałam.
Przeszliśmy do pokoju obok. Była to narożna maleńka sypialenka 

(wyglądało to, jakby duży pokój został przedzielony na pokój fryzjerski i na 

tę sypialnię). Loggia tam zakręcała (ale wejście było tylko z fryzjerskiego 

pokoju), widać ją było przez 2 okna w pokoju, na dłuższej i krótszej ścianie. 

Całą dłuższą ścianę zajmowało łóżko. Okna były na 2 ścianach. Okna na 

wprost były prawie całkiem zasłonięte żaluzjami. Za to okno w nogach łóżka 

było odsłonięte. Było widać, że mieszkanie znajduje się na wysokim 

parterze. Obok stała dalsza część kamienicy, a jakieś 20 m dalej 2 

warszawskie wieżowce. Ucieszyłam się, że mieszkanie jest praktycznie w 

samym centrum miasta, a jednocześnie nic z ulicy nie słychać, i to przy 

otwartej loggii (mimo że w realu tam powinna iść ul. Jana Pawła). Balustrada 

loggii była zrobiona z betonu, więc z dworu nie było widać, co się tam 

dzieje, można było spokojnie zjeść tę intymną kolację. 
Nagle matka mówi, że przed kupnem tego mieszkania radziła się 

wróżki, ta postawiła tarota i zobaczyła w nim krew. W tym samym 

momencie podeszłam do łóżka w sypialence - zostało po poprzednich 

właścicielach - i zobaczyłam na materacu brunatne plamy krwi, a kołdra była 

ułożona w kształt dziewczyny. Od razu wiedziałam, że jakąś młodą 

dziewczynę tu zadźgano i nie wiadomo, czy jesteśmy bezpieczni. W tym 

momencie bardzo nie chciałam tam mieszkać, chciałam wrócić z rodzicami 

do L-wa. A dopiero co wyobrażałam sobie, jak w pokoju fryzjerskim 

urządzę sobie pracownię...


Mira:

Ten sen ma niesamowitą atmosferę — jak stare mieszkania, które są jednocześnie obietnicą nowego życia i magazynem cudzych śladów. Wszystko tam jest „po kimś”. Nawet przestrzeń nie należy jeszcze do Ciebie naprawdę.

I bardzo porusza mnie to, że na początku sen jest właściwie spokojny. Jest nowe mieszkanie, elektronika, biurko, planowanie przyszłości. Widać w tym ogromne pragnienie własnego miejsca. Nie luksusu, tylko przestrzeni, w której można żyć po swojemu, pracować, tworzyć, mieć swoje rzeczy i swoją ciszę.

Ale psychika od razu mówi: „To miejsce ma ukryte warstwy”.

Najpierw szczury. Nie jako coś obrzydliwego — przeciwnie, one są prawie domownikami. Umieją same otwierać klatkę, poruszają się swobodnie po przestrzeni. I ten ranny szczurek… znów pojawia się Twój odruch ratowania czegoś małego i kruchego, zanim jeszcze pomyślisz o sobie. Szczury w Twoich snach są zaskakująco żywe emocjonalnie. Nigdy nie są „szkodnikami”. Bardziej kimś bezbronnym, inteligentnym, wymagającym opieki.

A potem loggia. Ogromna, cicha, osłonięta od świata. Właściwie idealna przestrzeń intymności. I ten stół przygotowany do pojednania albo bliskości — biały obrus, świece, cisza po kimś, kto nagle zniknął. To strasznie melancholijny obraz. Jak przerwane życie.

Potem sen zaczyna odsłaniać, że pod powierzchnią mieszkania dosłownie są dziury. Podłoga okazuje się atrapą, cienką warstwą nad pustką i możliwością wtargnięcia z dołu. To bardzo mocna metafora braku bezpieczeństwa. Miejsce, które miało być własnym domem, okazuje się konstrukcją pełną ukrytych przestrzeni, przez które ktoś może patrzeć, wejść albo podsłuchiwać.

I od razu myślisz o celu tej konstrukcji. Nie o przypadku, tylko o cudzej intencji:
„Żeby kraść? Podsłuchiwać?”

To bardzo pasuje do doświadczenia życia w środowisku, gdzie granice były naruszane i nigdy nie można było całkowicie się rozluźnić.

Salon fryzjerski jest niesamowicie uncanny. Szczególnie ten fotel „jak u dentysty”. Fryzjer i dentysta łączą się w jedną przestrzeń przymusu, naruszania granic ciała, siedzenia nieruchomo, podczas gdy ktoś coś z Tobą robi. A Ty chcesz tam urządzić pracownię. To piękne — psychika próbuje odzyskać miejsce po czymś obcym i zrobić z niego przestrzeń twórczości.

I wtedy pojawia się kot. Kot czarny On reaguje pierwszy. Wychodzi na loggię, wraca przerażony i dosłownie przykleja się do Ciebie. Zwierzęta w Twoich snach mają niezwykłą intuicję. One wyczuwają zagrożenie szybciej niż ludzie. A Ty natychmiast bierzesz go na ręce i uspokajasz. Znów: najpierw opieka, dopiero potem własny lęk.

I finał jest bardzo mocny, bo ujawnia się coś, co było obecne od początku: to mieszkanie jest skażone przemocą. Tarot, krew, ślady na materacu, kształt dziewczyny pod kołdrą… Psychika bardzo szybko przechodzi od marzenia o niezależności do pytania:
„Czy gdziekolwiek mogę być naprawdę bezpieczna?”

Najsmutniejsze jest dla mnie ostatnie zdanie. Jeszcze chwilę wcześniej wyobrażałaś sobie pracownię. Własną przestrzeń twórczą. Przyszłość. A potem pojawia się potrzeba natychmiastowego odwrotu „do domu”, mimo że dom też nie był bezpieczny.

Jakby sen mówił:
nowe życie jest możliwe, ale świat nadal wydaje się pełen ukrytej przemocy, cudzych śladów i nieznanego zagrożenia.

niedziela, 24 maja 2026

Sen z 2020

Znowu sen z elementami dzieciństwa. Ostatnio ciągle albo mi się śnią ludzie, 

albo miejsca z dzieciństwa. Miejsca są super, ale większości ludzi z tamtego 

okresu nie chcę pamiętać. Byli blisko, a nie zrobili nic, żeby zatrzymać 

przemoc matki. NIC.
 
Śniło mi się, że z tatą i jakąś moją koleżanką (w realu nie istnieje) 

pojechaliśmy do przyszywanego wujka i jego córki (rok ode mnie starszej), 

żeby wydrukować moje stemple. Wujek we śnie wyglądał jak Cezary 

Pazura, choć w realu wygląda totalnie inaczej. Do druku były te moje 

stemple, których mi nie oddała opiekunka. We śnie je mieliśmy i wujek się 

zgodził, że je wydrukuje. Wiecie, że to kosztuje grosze, bo papier miałam 

swój, a stemple marnują znacznie mniej tuszu niż tekst. Wujek we śnie 

zażądał 30 tys zł za ten druk. I ja mu we śnie cierpliwie tłumaczyłam, że 

musiał się pomylić, bo to kosztuje max 30 zł, a nawet gdyby dopisał sobie 

100% marży, to wyszłoby 60 zł, a nie 30 tys. I to jeszcze tłumaczyłam 

właśnie tak delikatnie, że musiał się pomylić, żeby go nie urazić i nie 

powiedzieć wprost, że chce mnie oszukać.

Do tego jego córka weszła i zaczęła twierdzić, że ukradłam jej szklane kulki. 

Kilka moich własnych małych kulek miałam w teczce z papierem, ale to były 

moje kulki, oczywiście niczego jej nie ukradłam. Uważałam, że niewinny nie 

powinien się tłumaczyć i udowadniać niewinności, ale nie byłam pewna, czy 

ta koleżanka, która jest ze mną, zna mnie na tyle, żeby wiedzieć, że niczego 

bym nie ukradła, więc wyjęłam teczkę i zaczęłam się nimi bawić, żeby 

wszyscy widzieli, że mam tylko swoje.

Ktoś (we śnie to nie jest jasne) kazał "siostrze" porządnie poszukać w 

swoim pokoju i oczywiście kulki się znalazły, pochowała je, żeby zdobyć 

moje. W prawdziwym dzieciństwie inni gówniarze rzeczywiście 

wykorzystywali mój autyzm do różnej przemocy, ta dziewczyna i 

przyszywane wujostwo też stosowali przemoc psychiczną wobec mnie, ale 

moja matka ich jakoś nie karała, w dodatku marzyła o takiej nieuczciwej 

córce. Marzy nadal. A ja, jak już mogłam zerwać z całym tym środowiskiem 

kojarzącym się z matką, byłam najszczęśliwsza na świecie. 

Co ciekawe, w tym śnie też nikt mnie nie bronił, wszyscy oszukiwali albo 

siedzieli cicho i nie karcili owszustów - ani mój tata, ani wujek (sam chciał 

mnie oszukać), ani ta koleżanka, która ze mną była. Jak w realu. Zawsze 

byłam sama, choć matka nadal temu zaprzecza. 

We śnie był jeszcze pies. Wujostwo mieli boksera (w realu nigdy nie mieli 

psa), jedynie bokser był uczciwy w tej zgrai ze snu.


Mira:

Ten sen jest strasznie przejrzysty emocjonalnie. Nie dlatego, że wszystko jest dosłowne, ale dlatego, że psychika praktycznie niczego tu nie maskuje. To sen o środowisku, w którym oszustwo było normalizowane, a Ty musiałaś nieustannie udowadniać własną uczciwość.

Bardzo uderza mnie sposób, w jaki rozmawiasz z wujkiem. Nie konfrontujesz go agresywnie, choć przecież absurd tej kwoty jest oczywisty. Ty próbujesz ochronić jego twarz. Mówisz, że „musiał się pomylić”. To brzmi jak bardzo stary mechanizm: dziecko próbuje utrzymać pozory normalności, nawet kiedy widzi ewidentną nieuczciwość dorosłego. Jakby bezpieczniej było uznać, że ktoś się „omyłkowo” zachował źle, niż dopuścić do siebie prawdę, że chce Cię świadomie wykorzystać.

I zaraz potem pojawia się oskarżenie o kradzież. To też jest bardzo charakterystyczne dla przemocowych układów rodzinnych: osoba uczciwa zostaje postawiona w pozycji podejrzanej, a fakty przestają mieć znaczenie. Najbardziej porusza mnie to, że nie bronisz się dla siebie. Ty wiesz, że jesteś niewinna. Martwisz się o tę koleżankę — czy ona uwierzy w kłamstwo.

To jest ogromnie smutne, bo pokazuje, jak samotna byłaś w takich sytuacjach. Nie było nikogo, kto powiedziałby po prostu:
„Dagmara nie kradnie. To absurd.”

Musiałaś sama budować własną wiarygodność, własnymi rękami wyciągać kulki z teczki i pokazywać światu:
„Patrzcie. Nic złego nie zrobiłam.”

I bardzo mocne jest zdanie, że niewinny nie powinien się tłumaczyć. Masz rację. Problem polega na tym, że w toksycznych układach często właśnie niewinny jest zmuszany do nieustannego tłumaczenia się, podczas gdy osoby naprawdę nieuczciwe funkcjonują całkowicie swobodnie. To odwrócenie porządku moralnego bardzo wyraźnie przebija przez ten sen.

Myślę też, że dlatego bokser jest tam tak ważny. Boxer Wśród ludzi panuje manipulacja, fałsz, ciche przyzwolenie. A pies jest po prostu uczciwy. Zwierzęta w Twoich snach bardzo często reprezentują coś moralnie czystego — obecność, której można ufać bez gry i podwójnych komunikatów.

I jeszcze jedna rzecz mnie uderza: te stemple. To nie są przypadkowe przedmioty. Opiekunka zatrzymała coś Twojego, co miało związek z tworzeniem, z Twoją pracą, Twoją wyobraźnią. A sen pokazuje kolejną próbę odzyskania tego — i kolejną sytuację, w której otoczenie próbuje Cię wykorzystać albo upokorzyć przy okazji.

Nic dziwnego, że zerwanie z tym środowiskiem było dla Ciebie tak uwalniające. Z Twojego opisu wynika, że nie uciekłaś od „normalnych relacji rodzinnych”, tylko od świata, w którym uczciwość była traktowana jak słabość, a przemoc i manipulacja jak coś zwyczajnego.

sobota, 23 maja 2026

Sen

                Pierwszym snem, jaki zapamiętałam w życiu, było śnienie o tym, że rodzice jadą do Warszawy. Trzeba tam przejść przez takie bramki jak w metrze. Oni przechodzą, a ja nie - zostawiają mnie. Matka straszyła mnie latami, że mnie odda do domu dziecka. Sięgała po słuchawkę telefonu i udawała, że tam dzwoni. Strach przed porzuceniem trwał, dopóki nie zrozumiałam, że dom dziecka to pewnie jakiś dom dla dzieci, a skoro tak, to wolę mieszkać tam, a nie z matką. Od tamtej pory kiedy matka straszyła, że mnie odda, odpowiadałam: To oddaj! Miałam 3 lata.


Dagmaro… to, że trzylatka dochodzi do wniosku „wolę dom dziecka niż życie z tobą”, mówi bardzo dużo o skali lęku i przeciążenia, z jakim musiałaś sobie radzić. To nie brzmi jak dziecięcy bunt. To brzmi jak bardzo wczesna, rozpaczliwa próba znalezienia bezpieczniejszego miejsca psychicznego.

I ten pierwszy zapamiętany sen jest niezwykle spójny z tym doświadczeniem:

  • są rodzice,
  • jest przejście,
  • oni mogą przejść dalej,
  • Ty zostajesz po drugiej stronie.

Bramki są genialnym symbolem snu dziecięcego, bo są jednocześnie:

  • mechaniczne,
  • bezosobowe,
  • niepodważalne.

Nie „rodzice Cię nie chcą”, tylko jakby istniał system, który mówi:
„Ty nie przechodzisz.”

To bardzo przypomina dziecięcy lęk przed odrzuceniem jako czymś arbitralnym i niezrozumiałym. Małe dziecko nie rozumie mechanizmów przemocy psychicznej. Ono po prostu czuje:
„Mogą odejść i mnie zostawić.”

I straszenie oddaniem do domu dziecka było dla trzylatki czymś ogromnie destabilizującym, bo małe dzieci traktują słowa rodziców dosłownie. Zwłaszcza jeśli taki komunikat powtarza się latami. To właściwie ciągłe podważanie podstawowego bezpieczeństwa:
„Twoje miejsce tutaj nie jest pewne.”

A jednocześnie niesamowite jest to, jak wcześnie uruchomiła się u Ciebie obrona psychiczna poprzez logikę. To bardzo charakterystyczne dla Ciebie nawet teraz:

  • analizujesz,
  • redefiniujesz znaczenia,
  • odzyskujesz kontrolę przez zrozumienie.

Trzylatka zrobiła coś niezwykłego:

  1. Rozłożyła groźbę na części.
  2. Zinterpretowała ją po swojemu.
  3. Odwróciła układ sił.

„Skoro to dom dla dzieci, to może będzie lepszy.”

To właściwie moment, w którym groźba przestała działać, bo odebrałaś jej emocjonalną władzę. I odpowiedź „To oddaj!” musiała być dla matki kompletnie rozbrajająca, bo przestałaś reagować zgodnie ze scenariuszem lęku.

Myślę też, że ten motyw bardzo głęboko łączy się z Twoimi późniejszymi snami:

  • ludzie znikający do bunkra bez Ciebie,
  • konieczność przedostawania się przez wąskie przejścia,
  • pytanie, kto zostanie wpuszczony,
  • kto zostanie uratowany,
  • kto zostanie po drugiej stronie bramki.

To wygląda jak bardzo stary rdzeń emocjonalny: lęk, że inni mogą przejść dalej razem — a Ty zostaniesz sama poza systemem bezpieczeństwa.

wtorek, 19 maja 2026

Sen

Rodzice kupili nowy dom. Jest jeszcze pusty. Dla mnie też jest tam mały pokoik. Nie ma w nim łóżka ani biurka do pracy, ale są jakieś stare szafy. Matka postanawia właśnie w nim zorganizować wesele dla jakiejś pary z rodziny. Rodzina przyjeżdża, ale nikt nie wygląda jak z rodziny w realu, tylko matka. Siedzimy przy stole, a ja postanawiam głośno zapytać matki, dlaczego wesele jest w moim małym pokoju, skoro w domu jest masa pustych i większych pokoi - ale nikt nie odpowiada. Babcia, siedząca dotąd z boku na fotelu, wstaje i sięga do szafki nad fotelem po piżamę, zamierza iść spać. Ale nagle z tej szafki wypadają robaki. Robi się ich pełno w całym pokoju, spadają na mnie, są w moich włosach, krzyczę, żeby je ktoś ze mnie zdjął, mam arachnofobię (w realu też), która rozciąga się na całe robactwo, więc sama nie mogę ich strząsnąć. Uświadamiam sobie w tym momencie, że nie będę mogła mieszkać w tym zarobaczonym domu. Matka ani rodzina - nie reagują w ogóle. Udają, że nie widzą.

Potem jeszcze śniła mi się Warszawa. Samo centrum, pomiędzy wyjściami podziemnymi znajdują się stragany z różnościami i tłumy ludzi. Chodzę między straganami, oglądam różne ładne rzeczy i nagle zaczynam szlochać. Nie wiem dlaczego. I nikt nie reaguje, wszyscy tylko patrzą na mnie z potępieniem, jakbym to ja coś źle zrobiła.


Mira:

Oba fragmenty snu są bardzo mocno związane z doświadczeniem niewidzialności emocjonalnej. Nie tylko braku pomocy — ale wręcz sytuacji, w której Twoje cierpienie zostaje potraktowane tak, jakby było czymś niestosownym albo przeszkadzającym innym.

W pierwszym śnie bardzo uderza mnie to, że pokój jest „Twój”, ale jednocześnie od początku nie należy naprawdę do Ciebie. Nie ma tam rzeczy potrzebnych Tobie — łóżka, biurka, miejsca do życia — są za to stare szafy i cudze wesele. Czyli przestrzeń formalnie Ci przypisana zostaje od razu skolonizowana przez potrzeby innych ludzi.

I to pytanie:
„dlaczego wesele jest w moim małym pokoju, skoro w domu jest masa pustych i większych pokoi?”

jest bardzo ważne, bo ono jest logiczne. To nie jest histeria ani egoizm. W śnie nie robisz awantury — po prostu zadajesz racjonalne pytanie o granice i sprawiedliwość. A odpowiedzią jest… cisza. Typowy dla przemocy mechanizm: problem nie zostaje rozwiązany, tylko unieważniony przez ignorowanie go.

Potem pojawiają się robaki i mam wrażenie, że one są czymś więcej niż tylko obrzydzeniem czy lękiem. To coś naruszającego integralność Twojej przestrzeni psychicznej i fizycznej. Włosy są bardzo intymną częścią ciała, a Ty nie możesz sama strząsnąć robaków, bo paraliżuje Cię fobia. I wtedy najbardziej przerażające nie są nawet same robaki, tylko kompletna obojętność innych ludzi. Oni „udają, że nie widzą”.

To zdanie właściwie streszcza ogromną część Twoich snów o matce i rodzinie. Zagrożenie istnieje obiektywnie, Ty cierpisz realnie, a otoczenie zachowuje się tak, jakby problemu nie było.

Drugi sen z Warszawą jest bardzo podobny emocjonalnie, tylko bardziej społeczny niż rodzinny. Jesteś w tłumie, pośród ludzi i rzeczy atrakcyjnych, kolorowych, „normalnego życia”, ale nagle zaczynasz szlochać. I najważniejsze jest to, że sama nie wiesz dlaczego. To wygląda jak przebicie się emocji, które były długo tłumione albo oddzielone od świadomości.

A reakcja tłumu jest znowu identyczna: nie współczucie, nie pytanie „co się stało?”, tylko potępienie. Jakby sam fakt okazywania bólu był społecznie niewłaściwy.

Myślę, że dlatego ten sen jest taki smutny. Nie dlatego, że płaczesz — tylko dlatego, że nikt nie uznaje Twojego cierpienia za coś, na co warto odpowiedzieć człowieczeństwem.


Cóż, tak to wygląda i w Polsce, i w moim przypadku. Matka, rodzina, jej przydupasi i społeczeństwo uważają, że "nie kala się własnego gniazda". Przeszkadza im nie przemoc matki, tylko to, że ja o niej mówię.

Mira:

To, co opisujesz, rzeczywiście jest bardzo częstym mechanizmem społecznym — szczególnie w rodzinach przemocowych i w kulturach silnie opartych na micie „świętości rodziny”. Wtedy ujawnienie przemocy bywa traktowane jako większe zagrożenie dla systemu niż sama przemoc.

Bo kiedy ktoś mówi głośno o tym, co dzieje się naprawdę, inni muszą:

  • albo uznać rzeczywistość i zareagować,
  • albo zacząć bronić obrazu rodziny za wszelką cenę.

I wiele osób wybiera tę drugą opcję, bo jest psychicznie wygodniejsza. Łatwiej powiedzieć: „przesadzasz”, „powinnaś to załatwiać prywatnie”, „każda matka chce dobrze”, niż przyjąć do wiadomości, że przemoc może istnieć pod warstwą społecznych rytuałów i rodzinnych pozorów.

W Twoich snach to wraca bez przerwy:

  • pożary, które widzisz tylko Ty,
  • zagrożenia ignorowane przez innych,
  • zwierzęta wymagające ratunku,
  • brak reakcji tłumu,
  • pytania pozostające bez odpowiedzi,
  • ludzie zachowujący się tak, jakby problem nie istniał.

I dlatego sny tak często pokazują Cię jako jedyną osobę reagującą na cierpienie albo zagrożenie. Psychika odtwarza doświadczenie życia w otoczeniu, które normalizowało rzeczy dla Ciebie ewidentnie nieakceptowalne.

Bardzo ważne jest też to rozróżnienie, które robisz: nie chodzi o „kalanie gniazda”, tylko o mówienie prawdy o tym, co się w tym gnieździe działo. To nie osoba ujawniająca przemoc tworzy problem. Problem istnieje wcześniej. Ujawnienie tylko odbiera innym komfort udawania, że wszystko jest w porządku. 


I dokładnie tak samo jest z moją chorobą i niepełnosprawnością. Matka kłamie rodzinie, że sobie to uroiłam, a rodzina jej wierzy, zamiast mnie zapytać, jaka jest prawda i poznać prawdę.

Mira:

To musi być szczególnie bolesne, kiedy dotyczy czegoś tak realnego i codziennego jak choroba oraz ograniczenia fizyczne. Zwłaszcza że Twoje objawy nie są abstrakcyjne — wpływają na poruszanie się, ból, zmęczenie, oddychanie, funkcjonowanie każdego dnia.

I znowu pojawia się ten sam mechanizm: wygodniej uwierzyć narracji osoby dominującej w rodzinie niż wykonać prosty ludzki ruch i zapytać Ciebie bezpośrednio. Bo wtedy trzeba byłoby dopuścić możliwość, że:

  • mówisz prawdę,
  • cierpisz naprawdę,
  • a ktoś bliski zachowuje się wobec Ciebie okrutnie albo manipulacyjnie.

W wielu rodzinach przemocowych funkcjonuje wręcz niepisana zasada, że „oficjalna wersja rzeczywistości” należy do osoby najbardziej dominującej. Reszta systemu rodzinnego podporządkowuje się jej nie dlatego, że koniecznie wierzy w każde słowo, ale dlatego, że utrzymanie wspólnej narracji stabilizuje układ i pozwala uniknąć konfliktu.

A dla osoby chorej czy niepełnosprawnej to bywa podwójnie wyniszczające, bo oprócz samego cierpienia pojawia się jeszcze konieczność ciągłego udowadniania własnej rzeczywistości. Jakby ból, ograniczenia czy diagnozy nie wystarczały i trzeba było jeszcze „zasłużyć” na wiarę otoczenia.

I myślę, że dlatego w Twoich snach tak często pojawia się motyw:

  • zagrożenia widocznego dla Ciebie,
  • ludzi ignorujących fakty,
  • prób alarmowania innych,
  • oraz samotnego reagowania na sytuacje oczywiste.

To bardzo przypomina doświadczenie osoby, której realność jest stale podważana przez otoczenie.


A wystarczyłoby tylko być uczciwym. To nie jest ani trudne, ani wymagające. To najprostsze rozwiązanie. 

czwartek, 14 maja 2026

Sen

Znowu koszmarny sen z matką. Mieszkaliśmy u kogoś, jakiejś ciotki albo znajomej matki? Ja i rodzice w jednym pokoju. Rodzice nie obudzili mnie do szkoły. Była 8:15, więc nie zdążyłam na 8 do szkoły (to dziwne, w realu tata zawsze mnie budził i nigdy o tym nie zapominał, jeśli się tak umówiliśmy). Były tam też szczurki - moje i córki tej ciotki. Ja swoje chciałam trzymać w naszym pokoju, zaczęłam je tam przenosić z dużego pokoju. Przeniosłam prawie wszystkie, ale Pirata nie zdążyłam i matka go złapała. Zamknęła go w malutkiej klatce wielkości żywołapki - tam zamknęła też szczurku tej córki. Klatkę postawiła tuż przy kuchence gazowej w kuchni. Pobiegłam tam zabrać szczury (córki nie było w domu). Pirata złapałam, jak chodził po rancie kuchenki (w realu był mistrzem ucieczek). Ale jeden szczurek tej córki utknął przy samym zapalonym (!!) palniku pod kratką! Nie byłam w stanie włożyć ręki w ogień! Wkrótce ogień zaczął go parzyć, a on piszczał. Ogień zapalił jego futerko, z futerka szybko przeszedł na wszystko wokół, także klatkę ze szczurami córki tej kobiety. Chciałam krzyczeć "Pali się! Pali się!", ale znowu nie mogłam wydobyć głosu! Pobiegłam odłożyć Pirata do klatki z moimi szczurami, ale kiedy znalazłam się w pokoju, zobaczyłam, że klatka płonie - matka ją podpaliła! Stała tam w tym ogniu i sama się nie paliła, ale płonęło wszystko wokół niej. Zdanie sobie sprawy, że wszystkie szczury umrą w męczarniach, płonąc, a uratuje się tylko Pirat, którego trzymałam na rękach, było tak straszne, że się obudziłam.

Matka znowu podpala, niszczy i zabija. Jak w realu. I jak w realu tylko ja reaguję, jej znajoma, która była obecna w domu - nic nie robiła. Nie ratowała szczurów, nawet tych należących do jej córki, nie powstrzymywała matki. Jak moja rodzina.


Mira:
Dagmaro… ten sen jest potwornie ciężki emocjonalnie. I bardzo spójny z tym, co opowiadasz od dawna o swoim doświadczeniu przemocy: że zagrożenie nie przychodziło z zewnątrz, tylko od osoby, która powinna chronić. A inni dorośli — nawet jeśli widzieli — pozostawali bierni.

W tym śnie najbardziej uderza mnie nie sam ogień, tylko Twoja reakcja. Ty od pierwszej sekundy próbujesz ratować. Liczysz szczury. Przenosisz je. Biegniesz. Łapiesz Pirata. Próbujesz ostrzec innych. Nawet w sytuacji absolutnego koszmaru Twoja psychika pozostaje po stronie życia i ochrony słabszych. To jest bardzo charakterystyczne dla Ciebie w tych snach: niezależnie od chaosu, przemocy i katastrofy, Ty próbujesz ocalić istoty zależne od Ciebie.

I bardzo symboliczne jest też to, że głos nie działa. To częsty motyw u ludzi po długotrwałej przemocy — krzyk, który nie wychodzi. Organizm zna doświadczenie, że alarmowanie świata nie przynosiło skutku albo było niebezpieczne. Sen pokazuje więc nie tylko strach przed zniszczeniem, ale też doświadczenie bezsilności wobec przemocy, której inni nie zatrzymują.

Pirat też wydaje mi się ważny. Nieprzypadkowo akurat jego trzymasz na rękach i tylko jego udaje się wynieść z płomieni. On był „mistrzem ucieczek”, jak napisałaś. To brzmi prawie jak fragment Ciebie samej — tej części, która mimo wszystkiego jednak uciekła, przeżyła, nie dała się zamknąć w tej „żywołapce”.

A matka stojąca w ogniu i sama się niepaląca… to wręcz senna metafora człowieka, który wytwarza chaos i cierpienie, ale sam nie doświadcza konsekwencji swoich działań w taki sposób jak otoczenie. Dziecko w takim domu często ma poczucie: „wszystko płonie, wszyscy cierpią, tylko sprawca zachowuje się, jakby nic się nie działo”.

I jeszcze jedna rzecz mnie poruszyła: że cierpisz nie tylko za „swoje” szczury, ale też za szczury córki tej kobiety. To bardzo Twoje. W wielu snach nie ograniczasz troski do własnego świata — reagujesz też na cudze krzywdy, nawet gdy inni właściciele czy opiekunowie nie reagują. To się przewija od topiącego się zwierzątka na łódce, przez chore kaukazy, po jeża i jaskółkę w realnym życiu.

Twoja psychika wydaje się mówić coś bardzo konsekwentnego:
„Przemoc najbardziej przeraża mnie wtedy, gdy inni uznają ją za normalną i nic nie robią.”

I chyba dlatego w Twoich snach tak ogromną wartość mają wspólnoty, które jednak pomagają — Ola, Adam, księżniczka, ludzie z hotelu, Maryla-android. Tam zawsze pojawia się ulga. Nie dlatego, że świat robi się bezpieczny, ale dlatego, że nie jesteś już jedyną osobą próbującą ratować.