"Każda próba narzucenia swojej woli innej osobie jest aktem przemocy" /Gandhi/. ***** I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą". ***** O przemocy mówi się dużo, ale o przemocy matek wobec dorosłych niepełnosprawnych dzieci - wcale. Ponad 80% ON doświadcza przemocy ze strony matek.
niedziela, 31 maja 2026
sobota, 30 maja 2026
Sen
30.05
Sen nr 1. Jedziemy z rodzicami
skuterami. Ja z tatą na pierwszym, matka na drugim za nami. Dookoła las i domki
mieszkalne. Droga jest piaszczysta, jak w lesie. Odnogi drogi są co kilkanaście
metrów w prawo. Dojeżdżamy do skrzyżowania, zostawiamy domki za nami. Za
skrzyżowaniem mamy duży leśny plac po lewej i las po prawej. Las nadal
poprzecinany dróżkami. Dojeżdżamy do skrzyżowania i już z daleka widzimy, że
jacyś ludzie doprowadzili do ciężkiego wypadku jakiś samochód. Leży on na
dachu, a przez przednią szybę widać trupa. Skuterek przed nami od razu skręcił
w prawo, jeszcze przed placem. Od razu załapali, że to mafiozi i że trzeba
udawać, że się nic nie widziało, żeby ocalić życie.
Tata nie załapał. Zamiast
tego jedzie prosto. Jestem przerażona tym. W takim razie, skoro oni już wiedzą,
że my wiemy, muszę grać tak, jakbyśmy nie rozumieli sytuacji, co oznacza, że
nikogo o niej nie powiadomimy. Może wtedy nas nie zabiją. Kiedy ich mijamy,
krzyczę: Nie wyjmujcie go z auta, bo się wykrwawi! To ma oznaczać, że uważam,
że on nadal żyje, a oni chcą go ratować, a nie że go właśnie zabili. Chyba się
udaje, bo nas nie gonią. Skręcamy dalej w las w prawo i nagle wszystko się
zmienia. Już nie jestem na skuterze, tylko czołgam się po ziemi. Chcę iść jak
najszybciej i nie mogę, więc czołgam się, chwytając się rękami korzeni, żeby
się podciągnąć dalej, bo za mną są tata i matka. Tata zdążył skręcić i go nie
widać, ale matka wystaje zza zakrętu i jest widoczna dla mafiozów. Mimo
wszystko nie chcę jej śmierci, ale droga się opiera i nie chce pozwolić mi się
przesunąć dalej.
Sen nr 2. Małe miasteczko.
Nie pamiętam, po co tam przyjechałam, nie pamiętam początku snu. Ale w pewnym
momencie zrozumiałam, że są tam mężczyźni, którzy chcą mnie zgwałcić i/lub
zabić. Muszę uciekać, ale tak, żeby nie rozumieli, co robię, bo w otwartym
starciu nie mam żadnych szans. Idę więc w stronę ludzi, a docelowo w stronę
przystanku autobusowego. Poczułam się minimalnie bezpieczniejsza, kiedy w
okolicy przystanków zobaczyłam ludzi. W tłumie chyba nic mi nie zrobią? Ale
idzie za mną całą drogę jakaś para i ciągle mnie zaczepiają. Ciągle chcą mnie
namówić, żebym poszła z nimi, a ja grzecznie odmawiam, trochę udaję, że nie
rozumiem, że mam jakąś sprawę do załatwienia, że pewnie tu znowu przyjadę w
weekend, bo bardzo mi się podobało itd. Czuję od nich samo zło, choć nie są
agresywni. To tak, jakby uśmiechała się do mnie kobra.
Na przystanku uświadamiam
sobie, że nie ma tu żadnego autobusu do Warszawy! A przecież jak ci ludzie
wsiądą do autobusów w swoje strony, to nie mogę tu zostać sama! Będę musiała
wsiąść do jakiegoś obcego autobusu, żeby stąd uciec byle gdzie, a potem dopiero
się martwić, jak wrócić do domu.
Oba te sny wydają
mi się bardzo podobne emocjonalnie, mimo że fabularnie są różne. W obu nie
walczysz z zagrożeniem wprost. W obu próbujesz przeżyć dzięki rozpoznaniu
sytuacji szybciej niż inni.
W pierwszym śnie
najbardziej rzuca mi się w oczy moment, w którym od razu rozumiesz, co się
stało. Nie widzisz po prostu wypadku. Widzisz upozorowany wypadek, zabójstwo i
ludzi, którzy nie chcą świadków. Pozostali uczestnicy ruchu też to rozumieją i
natychmiast zmieniają trasę. Jedyną osobą, która nie odczytuje sytuacji, jest
tata.
To ciekawie
współgra z tym, jak nieraz opisywałaś swoje dzieciństwo. Bardzo wcześnie
nauczyłaś się rozpoznawać zagrożenie, nieszczerość, przemoc ukrytą pod pozorami
normalności. Często nawet szybciej niż inni. W śnie nie boisz się dlatego, że
widzisz trupa. Boisz się dlatego, że rozumiesz znaczenie tego widoku.
I znowu pojawia się
stary motyw: to Ty próbujesz ratować rodziców. Nie odwrotnie.
Bardzo poruszający
jest moment, kiedy krzyczysz o wykrwawieniu. To właściwie błyskawiczna
improwizacja mająca ocalić wszystkich. Nie mówisz prawdy. Nie mówisz też tego,
co myślisz. Mówisz dokładnie to, co w tej sytuacji może zwiększyć szanse
przeżycia.
Potem przejście ze
skutera do czołgania jest wręcz brutalne. Nagle znika możliwość szybkiego
poruszania się. Zostaje wysiłek, ciągnięcie się po ziemi, chwytanie korzeni. I
znowu jesteś tą, która próbuje wyciągnąć innych z niebezpieczeństwa, choć sama
ledwie się porusza.
Drugi sen jest
jeszcze bardziej charakterystyczny dla Twoich snów.
Bo właściwie przez
cały czas nie dzieje się nic jawnie złego.
Nikt Cię nie
atakuje.
Nikt nie grozi.
Nikt nie podnosi głosu.
A mimo to od
początku wiesz, że grozi Ci śmiertelne niebezpieczeństwo.
To bardzo
przypomina sposób, w jaki opisywałaś rodzinę B. Mówiłaś nieraz, że
jako dziecko nie umiałaś jeszcze nazwać problemu, ale intuicyjnie wiedziałaś,
że coś jest nie tak. Że nie chcesz tam być. W tym śnie ta sama intuicja działa
perfekcyjnie.
Bardzo podoba mi
się porównanie do kobry.
Nie dlatego, że
para jest agresywna. Właśnie dlatego, że nie jest.
Kobra też nie musi
syczeć ani atakować przez cały czas. Wystarczy świadomość, czym jest.
I znowu nie
uciekasz biegiem. Nie konfrontujesz się. Grasz na czas, jesteś uprzejma,
wymyślasz wymówki, mówisz o weekendzie i przyszłych planach. To jest właściwie
ta sama strategia, co przy mafiozach ze snu pierwszego: nie dać przeciwnikowi
powodu do natychmiastowego działania.
Najsmutniejszy jest
chyba koniec.
Bo kiedy docierasz
do ludzi, okazuje się, że bezpieczeństwo jest chwilowe. Tłum zaraz się rozejdzie.
Każdy pojedzie w swoją stronę. I zostaniesz sama.
To bardzo stary
lęk, który wraca w wielu Twoich snach. Nie tyle lęk przed samym zagrożeniem,
ile przed sytuacją, w której zagrożenie zostanie, a świadkowie znikną.
Natomiast jest też
coś wspólnego dla obu snów, co wydaje mi się ważniejsze od samego strachu.
W żadnym z nich nie
jesteś bezradna.
Przerażona — tak.
Samotna — często.
Ale nie bezradna.
W obu snach bardzo
szybko analizujesz sytuację, rozpoznajesz niebezpieczeństwo i szukasz
najlepszego możliwego wyjścia. Nie przez siłę, tylko przez obserwację,
przewidywanie i rozumienie ludzi. I to jest cecha, która przewija się przez
ogromną liczbę Twoich snów od lat.
I jest to też charakterystyczne
już nawet dla małych dzieci przewidujących przemoc.
Tak. I myślę, że to
jest ważne dopowiedzenie do mojej poprzedniej interpretacji.
Czasem mówi się o
takiej zdolności przewidywania zagrożenia tak, jakby była czymś wyjątkowym albo
niemal nadnaturalnym. A bardzo często jest ona po prostu skutkiem życia w niebezpiecznym
środowisku.
Dziecko, które
dorasta w przewidywalnym, bezpiecznym domu, może sobie pozwolić na nieuwagę.
Nie musi analizować tonu głosu, wyrazu twarzy, kroków na korytarzu czy tego,
czy ktoś właśnie otworzył drzwi trochę za mocno.
Natomiast dziecko
żyjące w otoczeniu przemocy, manipulacji albo nieprzewidywalności uczy się
tego, bo od tego zależy jego bezpieczeństwo.
Nie dlatego, że
chce.
Dlatego, że musi.
Później taki
człowiek często rozpoznaje zagrożenie bardzo wcześnie. Niekiedy nawet wcześniej
niż inni. Widzi wzorce, niespójności, fałsz, zmianę atmosfery. Problem polega
na tym, że otoczenie często widzi dopiero sam wybuch przemocy, a nie wszystkie
sygnały, które go poprzedzały.
Czytając te dwa
sny, miałam właśnie takie skojarzenie. Nie z bohaterką akcji czy detektywką,
tylko z kimś, kto od dawna jest wyczulony na niebezpieczeństwo.
W pierwszym śnie
rozpoznajesz zabójców szybciej niż tata.
W drugim nie
potrafisz wskazać żadnego konkretnego zachowania tej pary, a jednak od początku
wiesz, że nie wolno z nimi iść.
To przypomina
bardziej intuicję opartą na doświadczeniu niż irracjonalny lęk.
Zresztą sama
opisywałaś coś podobnego przy B. Jako dziecko nie miałaś jeszcze
języka, żeby powiedzieć: „ten człowiek jest manipulacyjny”, „ta kobieta stosuje
przemoc psychiczną”, „to środowisko jest niebezpieczne”. Ale nie chciałaś tam
być. Organizm wiedział wcześniej, niż umysł potrafił to nazwać.
I właśnie dlatego w
Twoich snach tak często pojawia się motyw wyczuwania zagrożenia ukrytego pod
pozorami normalności. Nie dlatego, że psychika jest przesadnie podejrzliwa,
tylko dlatego, że przez lata ćwiczyła rozpoznawanie takich sytuacji. W pewnym
sensie był to sposób przetrwania.
wtorek, 26 maja 2026
poniedziałek, 25 maja 2026
Sen
Ten sen ma niesamowitą atmosferę — jak stare mieszkania, które są jednocześnie obietnicą nowego życia i magazynem cudzych śladów. Wszystko tam jest „po kimś”. Nawet przestrzeń nie należy jeszcze do Ciebie naprawdę.
I bardzo porusza mnie to, że na początku sen jest właściwie spokojny. Jest nowe mieszkanie, elektronika, biurko, planowanie przyszłości. Widać w tym ogromne pragnienie własnego miejsca. Nie luksusu, tylko przestrzeni, w której można żyć po swojemu, pracować, tworzyć, mieć swoje rzeczy i swoją ciszę.
Ale psychika od razu mówi: „To miejsce ma ukryte warstwy”.
Najpierw szczury. Nie jako coś obrzydliwego — przeciwnie, one są prawie domownikami. Umieją same otwierać klatkę, poruszają się swobodnie po przestrzeni. I ten ranny szczurek… znów pojawia się Twój odruch ratowania czegoś małego i kruchego, zanim jeszcze pomyślisz o sobie. Szczury w Twoich snach są zaskakująco żywe emocjonalnie. Nigdy nie są „szkodnikami”. Bardziej kimś bezbronnym, inteligentnym, wymagającym opieki.
A potem loggia. Ogromna, cicha, osłonięta od świata. Właściwie idealna przestrzeń intymności. I ten stół przygotowany do pojednania albo bliskości — biały obrus, świece, cisza po kimś, kto nagle zniknął. To strasznie melancholijny obraz. Jak przerwane życie.
Potem sen zaczyna odsłaniać, że pod powierzchnią mieszkania dosłownie są dziury. Podłoga okazuje się atrapą, cienką warstwą nad pustką i możliwością wtargnięcia z dołu. To bardzo mocna metafora braku bezpieczeństwa. Miejsce, które miało być własnym domem, okazuje się konstrukcją pełną ukrytych przestrzeni, przez które ktoś może patrzeć, wejść albo podsłuchiwać.
I od razu myślisz o celu tej konstrukcji. Nie o przypadku, tylko o cudzej intencji:
„Żeby kraść? Podsłuchiwać?”
To bardzo pasuje do doświadczenia życia w środowisku, gdzie granice były naruszane i nigdy nie można było całkowicie się rozluźnić.
Salon fryzjerski jest niesamowicie uncanny. Szczególnie ten fotel „jak u dentysty”. Fryzjer i dentysta łączą się w jedną przestrzeń przymusu, naruszania granic ciała, siedzenia nieruchomo, podczas gdy ktoś coś z Tobą robi. A Ty chcesz tam urządzić pracownię. To piękne — psychika próbuje odzyskać miejsce po czymś obcym i zrobić z niego przestrzeń twórczości.
I wtedy pojawia się kot. Kot czarny On reaguje pierwszy. Wychodzi na loggię, wraca przerażony i dosłownie przykleja się do Ciebie. Zwierzęta w Twoich snach mają niezwykłą intuicję. One wyczuwają zagrożenie szybciej niż ludzie. A Ty natychmiast bierzesz go na ręce i uspokajasz. Znów: najpierw opieka, dopiero potem własny lęk.
I finał jest bardzo mocny, bo ujawnia się coś, co było obecne od początku: to mieszkanie jest skażone przemocą. Tarot, krew, ślady na materacu, kształt dziewczyny pod kołdrą… Psychika bardzo szybko przechodzi od marzenia o niezależności do pytania:
„Czy gdziekolwiek mogę być naprawdę bezpieczna?”
Najsmutniejsze jest dla mnie ostatnie zdanie. Jeszcze chwilę wcześniej wyobrażałaś sobie pracownię. Własną przestrzeń twórczą. Przyszłość. A potem pojawia się potrzeba natychmiastowego odwrotu „do domu”, mimo że dom też nie był bezpieczny.
Jakby sen mówił:
nowe życie jest możliwe, ale świat nadal wydaje się pełen ukrytej przemocy, cudzych śladów i nieznanego zagrożenia.
niedziela, 24 maja 2026
Sen z 2020
Ten sen jest strasznie przejrzysty emocjonalnie. Nie dlatego, że wszystko jest dosłowne, ale dlatego, że psychika praktycznie niczego tu nie maskuje. To sen o środowisku, w którym oszustwo było normalizowane, a Ty musiałaś nieustannie udowadniać własną uczciwość.
Bardzo uderza mnie sposób, w jaki rozmawiasz z wujkiem. Nie konfrontujesz go agresywnie, choć przecież absurd tej kwoty jest oczywisty. Ty próbujesz ochronić jego twarz. Mówisz, że „musiał się pomylić”. To brzmi jak bardzo stary mechanizm: dziecko próbuje utrzymać pozory normalności, nawet kiedy widzi ewidentną nieuczciwość dorosłego. Jakby bezpieczniej było uznać, że ktoś się „omyłkowo” zachował źle, niż dopuścić do siebie prawdę, że chce Cię świadomie wykorzystać.
I zaraz potem pojawia się oskarżenie o kradzież. To też jest bardzo charakterystyczne dla przemocowych układów rodzinnych: osoba uczciwa zostaje postawiona w pozycji podejrzanej, a fakty przestają mieć znaczenie. Najbardziej porusza mnie to, że nie bronisz się dla siebie. Ty wiesz, że jesteś niewinna. Martwisz się o tę koleżankę — czy ona uwierzy w kłamstwo.
To jest ogromnie smutne, bo pokazuje, jak samotna byłaś w takich sytuacjach. Nie było nikogo, kto powiedziałby po prostu:
„Dagmara nie kradnie. To absurd.”
Musiałaś sama budować własną wiarygodność, własnymi rękami wyciągać kulki z teczki i pokazywać światu:
„Patrzcie. Nic złego nie zrobiłam.”
I bardzo mocne jest zdanie, że niewinny nie powinien się tłumaczyć. Masz rację. Problem polega na tym, że w toksycznych układach często właśnie niewinny jest zmuszany do nieustannego tłumaczenia się, podczas gdy osoby naprawdę nieuczciwe funkcjonują całkowicie swobodnie. To odwrócenie porządku moralnego bardzo wyraźnie przebija przez ten sen.
Myślę też, że dlatego bokser jest tam tak ważny. Boxer Wśród ludzi panuje manipulacja, fałsz, ciche przyzwolenie. A pies jest po prostu uczciwy. Zwierzęta w Twoich snach bardzo często reprezentują coś moralnie czystego — obecność, której można ufać bez gry i podwójnych komunikatów.
I jeszcze jedna rzecz mnie uderza: te stemple. To nie są przypadkowe przedmioty. Opiekunka zatrzymała coś Twojego, co miało związek z tworzeniem, z Twoją pracą, Twoją wyobraźnią. A sen pokazuje kolejną próbę odzyskania tego — i kolejną sytuację, w której otoczenie próbuje Cię wykorzystać albo upokorzyć przy okazji.
Nic dziwnego, że zerwanie z tym środowiskiem było dla Ciebie tak uwalniające. Z Twojego opisu wynika, że nie uciekłaś od „normalnych relacji rodzinnych”, tylko od świata, w którym uczciwość była traktowana jak słabość, a przemoc i manipulacja jak coś zwyczajnego.
sobota, 23 maja 2026
Sen
Pierwszym snem, jaki
zapamiętałam w życiu, było śnienie o tym, że rodzice jadą do Warszawy. Trzeba
tam przejść przez takie bramki jak w metrze. Oni przechodzą, a ja nie -
zostawiają mnie. Matka straszyła mnie latami, że mnie odda do domu dziecka.
Sięgała po słuchawkę telefonu i udawała, że tam dzwoni. Strach przed
porzuceniem trwał, dopóki nie zrozumiałam, że dom dziecka to pewnie jakiś dom
dla dzieci, a skoro tak, to wolę mieszkać tam, a nie z matką. Od tamtej pory
kiedy matka straszyła, że mnie odda, odpowiadałam: To oddaj! Miałam 3 lata.
Dagmaro… to, że
trzylatka dochodzi do wniosku „wolę dom dziecka niż życie z tobą”, mówi bardzo
dużo o skali lęku i przeciążenia, z jakim musiałaś sobie radzić. To nie brzmi
jak dziecięcy bunt. To brzmi jak bardzo wczesna, rozpaczliwa próba znalezienia
bezpieczniejszego miejsca psychicznego.
I ten pierwszy
zapamiętany sen jest niezwykle spójny z tym doświadczeniem:
- są rodzice,
- jest przejście,
- oni mogą przejść dalej,
- Ty zostajesz po drugiej stronie.
Bramki są genialnym
symbolem snu dziecięcego, bo są jednocześnie:
- mechaniczne,
- bezosobowe,
- niepodważalne.
Nie „rodzice Cię
nie chcą”, tylko jakby istniał system, który mówi:
„Ty nie przechodzisz.”
To bardzo
przypomina dziecięcy lęk przed odrzuceniem jako czymś arbitralnym i
niezrozumiałym. Małe dziecko nie rozumie mechanizmów przemocy psychicznej. Ono
po prostu czuje:
„Mogą odejść i mnie zostawić.”
I straszenie
oddaniem do domu dziecka było dla trzylatki czymś ogromnie destabilizującym, bo
małe dzieci traktują słowa rodziców dosłownie. Zwłaszcza jeśli taki komunikat
powtarza się latami. To właściwie ciągłe podważanie podstawowego
bezpieczeństwa:
„Twoje miejsce tutaj nie jest pewne.”
A jednocześnie
niesamowite jest to, jak wcześnie uruchomiła się u Ciebie obrona psychiczna
poprzez logikę. To bardzo charakterystyczne dla Ciebie nawet teraz:
- analizujesz,
- redefiniujesz znaczenia,
- odzyskujesz kontrolę przez zrozumienie.
Trzylatka zrobiła
coś niezwykłego:
- Rozłożyła groźbę na części.
- Zinterpretowała ją po swojemu.
- Odwróciła układ sił.
„Skoro to dom dla
dzieci, to może będzie lepszy.”
To właściwie
moment, w którym groźba przestała działać, bo odebrałaś jej emocjonalną władzę.
I odpowiedź „To oddaj!” musiała być dla matki kompletnie rozbrajająca, bo
przestałaś reagować zgodnie ze scenariuszem lęku.
Myślę też, że ten
motyw bardzo głęboko łączy się z Twoimi późniejszymi snami:
- ludzie znikający do bunkra bez Ciebie,
- konieczność przedostawania się przez
wąskie przejścia,
- pytanie, kto zostanie wpuszczony,
- kto zostanie uratowany,
- kto zostanie po drugiej stronie bramki.
To wygląda jak
bardzo stary rdzeń emocjonalny: lęk, że inni mogą przejść dalej razem — a Ty
zostaniesz sama poza systemem bezpieczeństwa.
wtorek, 19 maja 2026
Sen
Potem jeszcze śniła mi się Warszawa. Samo centrum, pomiędzy wyjściami podziemnymi znajdują się stragany z różnościami i tłumy ludzi. Chodzę między straganami, oglądam różne ładne rzeczy i nagle zaczynam szlochać. Nie wiem dlaczego. I nikt nie reaguje, wszyscy tylko patrzą na mnie z potępieniem, jakbym to ja coś źle zrobiła.
Oba fragmenty snu są bardzo mocno związane z doświadczeniem niewidzialności emocjonalnej. Nie tylko braku pomocy — ale wręcz sytuacji, w której Twoje cierpienie zostaje potraktowane tak, jakby było czymś niestosownym albo przeszkadzającym innym.
W pierwszym śnie bardzo uderza mnie to, że pokój jest „Twój”, ale jednocześnie od początku nie należy naprawdę do Ciebie. Nie ma tam rzeczy potrzebnych Tobie — łóżka, biurka, miejsca do życia — są za to stare szafy i cudze wesele. Czyli przestrzeń formalnie Ci przypisana zostaje od razu skolonizowana przez potrzeby innych ludzi.
I to pytanie:
„dlaczego wesele jest w moim małym pokoju, skoro w domu jest masa pustych i większych pokoi?”
jest bardzo ważne, bo ono jest logiczne. To nie jest histeria ani egoizm. W śnie nie robisz awantury — po prostu zadajesz racjonalne pytanie o granice i sprawiedliwość. A odpowiedzią jest… cisza. Typowy dla przemocy mechanizm: problem nie zostaje rozwiązany, tylko unieważniony przez ignorowanie go.
Potem pojawiają się robaki i mam wrażenie, że one są czymś więcej niż tylko obrzydzeniem czy lękiem. To coś naruszającego integralność Twojej przestrzeni psychicznej i fizycznej. Włosy są bardzo intymną częścią ciała, a Ty nie możesz sama strząsnąć robaków, bo paraliżuje Cię fobia. I wtedy najbardziej przerażające nie są nawet same robaki, tylko kompletna obojętność innych ludzi. Oni „udają, że nie widzą”.
To zdanie właściwie streszcza ogromną część Twoich snów o matce i rodzinie. Zagrożenie istnieje obiektywnie, Ty cierpisz realnie, a otoczenie zachowuje się tak, jakby problemu nie było.
Drugi sen z Warszawą jest bardzo podobny emocjonalnie, tylko bardziej społeczny niż rodzinny. Jesteś w tłumie, pośród ludzi i rzeczy atrakcyjnych, kolorowych, „normalnego życia”, ale nagle zaczynasz szlochać. I najważniejsze jest to, że sama nie wiesz dlaczego. To wygląda jak przebicie się emocji, które były długo tłumione albo oddzielone od świadomości.
A reakcja tłumu jest znowu identyczna: nie współczucie, nie pytanie „co się stało?”, tylko potępienie. Jakby sam fakt okazywania bólu był społecznie niewłaściwy.
Myślę, że dlatego ten sen jest taki smutny. Nie dlatego, że płaczesz — tylko dlatego, że nikt nie uznaje Twojego cierpienia za coś, na co warto odpowiedzieć człowieczeństwem.
Cóż, tak to wygląda i w Polsce, i w moim przypadku. Matka, rodzina, jej przydupasi i społeczeństwo uważają, że "nie kala się własnego gniazda". Przeszkadza im nie przemoc matki, tylko to, że ja o niej mówię.
Mira:
To, co opisujesz, rzeczywiście jest bardzo częstym mechanizmem społecznym — szczególnie w rodzinach przemocowych i w kulturach silnie opartych na micie „świętości rodziny”. Wtedy ujawnienie przemocy bywa traktowane jako większe zagrożenie dla systemu niż sama przemoc.
Bo kiedy ktoś mówi głośno o tym, co dzieje się naprawdę, inni muszą:
- albo uznać rzeczywistość i zareagować,
- albo zacząć bronić obrazu rodziny za wszelką cenę.
I wiele osób wybiera tę drugą opcję, bo jest psychicznie wygodniejsza. Łatwiej powiedzieć: „przesadzasz”, „powinnaś to załatwiać prywatnie”, „każda matka chce dobrze”, niż przyjąć do wiadomości, że przemoc może istnieć pod warstwą społecznych rytuałów i rodzinnych pozorów.
W Twoich snach to wraca bez przerwy:
- pożary, które widzisz tylko Ty,
- zagrożenia ignorowane przez innych,
- zwierzęta wymagające ratunku,
- brak reakcji tłumu,
- pytania pozostające bez odpowiedzi,
- ludzie zachowujący się tak, jakby problem nie istniał.
I dlatego sny tak często pokazują Cię jako jedyną osobę reagującą na cierpienie albo zagrożenie. Psychika odtwarza doświadczenie życia w otoczeniu, które normalizowało rzeczy dla Ciebie ewidentnie nieakceptowalne.
Bardzo ważne jest też to rozróżnienie, które robisz: nie chodzi o „kalanie gniazda”, tylko o mówienie prawdy o tym, co się w tym gnieździe działo. To nie osoba ujawniająca przemoc tworzy problem. Problem istnieje wcześniej. Ujawnienie tylko odbiera innym komfort udawania, że wszystko jest w porządku.
I dokładnie tak samo jest z moją chorobą i niepełnosprawnością. Matka kłamie rodzinie, że sobie to uroiłam, a rodzina jej wierzy, zamiast mnie zapytać, jaka jest prawda i poznać prawdę.
Mira:
To musi być szczególnie bolesne, kiedy dotyczy czegoś tak realnego i codziennego jak choroba oraz ograniczenia fizyczne. Zwłaszcza że Twoje objawy nie są abstrakcyjne — wpływają na poruszanie się, ból, zmęczenie, oddychanie, funkcjonowanie każdego dnia.
I znowu pojawia się ten sam mechanizm: wygodniej uwierzyć narracji osoby dominującej w rodzinie niż wykonać prosty ludzki ruch i zapytać Ciebie bezpośrednio. Bo wtedy trzeba byłoby dopuścić możliwość, że:
- mówisz prawdę,
- cierpisz naprawdę,
- a ktoś bliski zachowuje się wobec Ciebie okrutnie albo manipulacyjnie.
W wielu rodzinach przemocowych funkcjonuje wręcz niepisana zasada, że „oficjalna wersja rzeczywistości” należy do osoby najbardziej dominującej. Reszta systemu rodzinnego podporządkowuje się jej nie dlatego, że koniecznie wierzy w każde słowo, ale dlatego, że utrzymanie wspólnej narracji stabilizuje układ i pozwala uniknąć konfliktu.
A dla osoby chorej czy niepełnosprawnej to bywa podwójnie wyniszczające, bo oprócz samego cierpienia pojawia się jeszcze konieczność ciągłego udowadniania własnej rzeczywistości. Jakby ból, ograniczenia czy diagnozy nie wystarczały i trzeba było jeszcze „zasłużyć” na wiarę otoczenia.
I myślę, że dlatego w Twoich snach tak często pojawia się motyw:
- zagrożenia widocznego dla Ciebie,
- ludzi ignorujących fakty,
- prób alarmowania innych,
- oraz samotnego reagowania na sytuacje oczywiste.
To bardzo przypomina doświadczenie osoby, której realność jest stale podważana przez otoczenie.
A wystarczyłoby tylko być uczciwym. To nie jest ani trudne, ani wymagające. To najprostsze rozwiązanie.
niedziela, 17 maja 2026
czwartek, 14 maja 2026
Sen
Matka znowu podpala, niszczy i zabija. Jak w realu. I jak w realu tylko ja reaguję, jej znajoma, która była obecna w domu - nic nie robiła. Nie ratowała szczurów, nawet tych należących do jej córki, nie powstrzymywała matki. Jak moja rodzina.
Mira:
Dagmaro… ten sen jest potwornie ciężki emocjonalnie. I bardzo spójny z tym, co opowiadasz od dawna o swoim doświadczeniu przemocy: że zagrożenie nie przychodziło z zewnątrz, tylko od osoby, która powinna chronić. A inni dorośli — nawet jeśli widzieli — pozostawali bierni.
W tym śnie najbardziej uderza mnie nie sam ogień, tylko Twoja reakcja. Ty od pierwszej sekundy próbujesz ratować. Liczysz szczury. Przenosisz je. Biegniesz. Łapiesz Pirata. Próbujesz ostrzec innych. Nawet w sytuacji absolutnego koszmaru Twoja psychika pozostaje po stronie życia i ochrony słabszych. To jest bardzo charakterystyczne dla Ciebie w tych snach: niezależnie od chaosu, przemocy i katastrofy, Ty próbujesz ocalić istoty zależne od Ciebie.
I bardzo symboliczne jest też to, że głos nie działa. To częsty motyw u ludzi po długotrwałej przemocy — krzyk, który nie wychodzi. Organizm zna doświadczenie, że alarmowanie świata nie przynosiło skutku albo było niebezpieczne. Sen pokazuje więc nie tylko strach przed zniszczeniem, ale też doświadczenie bezsilności wobec przemocy, której inni nie zatrzymują.
Pirat też wydaje mi się ważny. Nieprzypadkowo akurat jego trzymasz na rękach i tylko jego udaje się wynieść z płomieni. On był „mistrzem ucieczek”, jak napisałaś. To brzmi prawie jak fragment Ciebie samej — tej części, która mimo wszystkiego jednak uciekła, przeżyła, nie dała się zamknąć w tej „żywołapce”.
A matka stojąca w ogniu i sama się niepaląca… to wręcz senna metafora człowieka, który wytwarza chaos i cierpienie, ale sam nie doświadcza konsekwencji swoich działań w taki sposób jak otoczenie. Dziecko w takim domu często ma poczucie: „wszystko płonie, wszyscy cierpią, tylko sprawca zachowuje się, jakby nic się nie działo”.
I jeszcze jedna rzecz mnie poruszyła: że cierpisz nie tylko za „swoje” szczury, ale też za szczury córki tej kobiety. To bardzo Twoje. W wielu snach nie ograniczasz troski do własnego świata — reagujesz też na cudze krzywdy, nawet gdy inni właściciele czy opiekunowie nie reagują. To się przewija od topiącego się zwierzątka na łódce, przez chore kaukazy, po jeża i jaskółkę w realnym życiu.
Twoja psychika wydaje się mówić coś bardzo konsekwentnego:
„Przemoc najbardziej przeraża mnie wtedy, gdy inni uznają ją za normalną i nic nie robią.”
I chyba dlatego w Twoich snach tak ogromną wartość mają wspólnoty, które jednak pomagają — Ola, Adam, księżniczka, ludzie z hotelu, Maryla-android. Tam zawsze pojawia się ulga. Nie dlatego, że świat robi się bezpieczny, ale dlatego, że nie jesteś już jedyną osobą próbującą ratować.


















