poniedziałek, 7 września 2020

czwartek, 3 września 2020

Narcystyczna matka

Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z artykułu o narcystycznej matce. Polecam przeczytanie całego.


***
W dzieciństwie oceniane nie za to, kim są, ale za to, co robią. Kontrolowane i nadmiernie krytykowane. W dorosłym życiu borykają się z poczuciem niskiej wartości, tęsknią za bezwarunkową miłością. Jeśli nosisz w sobie emocjonalną pustkę, nie czujesz się zauważana i doceniana, wiecznie udowadniasz sobie i innym, że jesteś coś warta – przyjrzyj się swojej relacji z matką. Tak radzą terapeutki Karyl McBride i Susan Forward.


***
ą też matki zaborcze, osaczające dziecko. Despotyczne – takie, które wciąż wymagają, egzekwują, karzą. Matki nieprzebierające w słowach, raniące dotkliwie swoją krytyką. Takie, które używają przemocy – szarpią, popychają, biją. Pewnie każda z nich chce jak najlepiej, ma swoje wyobrażenie o tym, co to znaczy być dobrą matką. Przecież karmią, myją, ubierają, kupują… Tylko że często są niedostępne, chłodne, nieczułe. Mówi się, że kochają po swojemu. Susan Forward nazywa je jednak „matkami, które nie potrafią kochać”. Matka może być też narcystyczna, wtedy wszystko kręci się wokół niej. Dla dziecka, które z natury jest egocentryczne, to niezwykle trudne, czasem nie do zniesienia. Zwłaszcza dla córki.


***
Terapeutka Karyl McBride w książce „Nigdy dość dobra” (wyd. Feeria) podkreśla, że matka stanowi dla córki główny punkt odniesienia i wzór jej ról – kochanki, żony, przyjaciółki. Narcystyczna matka postrzega córkę raczej jako przedłużenie samej siebie niż jako odrębną osobę z unikalną tożsamością. Oczekuje od dziecka, że będzie zachowywać się i reagować na świat tak jak ona.
[na szczęście nie ma obowiązku spełniać tych oczekiwań! I już malutkie dziecko to wie!]


***
Po czym poznać narcyzm? Zwłaszcza że każdy jest przecież w mniejszym czy większym stopniu egocentryczny. W książce „Matki, które nie potrafią kochać” (wyd. W.A.B.) Susan Forward mówi o „uporczywej manii wielkości” i „nienasyconym głodzie uwagi ze strony innych”. O potrzebie udowodnienia swojej wyższości, domaganiu się wyjątkowego traktowania. O zazdrości, braku empatii i instrumentalnym traktowaniu ludzi. Jak zauważa
Karyl McBride, z postawy osoby narcystycznej przebija komunikat: „Ja jestem najważniejsza”. Albo: „Ty nie jesteś dość dobra”.

Czy twoja matka jest narcystyczna? Artykuł prasowy raczej nie powinien rozstrzygać takich kwestii, ale może okaże się zachętą, żeby przyjrzeć się bliżej tematowi. Karyl McBride zamieszcza w swojej książce stosowny kwestionariusz. Pyta m.in.: Czy matka rywalizuje z tobą, obwinia ciebie lub innych, zamiast przyjąć odpowiedzialność za własne uczucia i działania? Czy długo żywi urazę, krytykuje cię i zawstydza? Czy chce wpływać na twoje decyzje i zawsze stawiać na swoim, czy w jej obecności czujesz się bezradna? Im więcej udzielisz odpowiedzi twierdzących, tym większe spektrum narcyzmu odnajdziesz w swojej mamie.


***
Kluczowa klasyfikacja, jaką posługuje się McBride, wynika jednak ze sposobu sprawowania opieki. Mamy więc matkę ignorującą – taką, która zaniedbuje dziecko, przekazując mu sygnały, że nie zasługuje na miłość i wsparcie – i matkę pochłaniającą, czyli mającą duże oczekiwania wobec potomka, dominującą, kontrolującą i wywierającą presję. Taka matka nie zostawia małemu człowiekowi przestrzeni na indywidualny rozwój, wymusza określone zachowania, a nawet zainteresowania, gusty. Niby dwa różne style macierzyństwa, a efekty podobne: dziecko ma trudności z prawidłową indywiduacją, jego obraz siebie zostaje zniekształcony.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Dlaczego nikt nie widzi, że umieram

Rozpoznaję je od razu, wszystkie mają ze sobą coś wspólnego. Jakiś rodzaj gorączkowej ekscytacji, gdy opowiadają swoje historie. I łzy, które pojawiają się nagle, a potem już nie przestają płynąć. Żal, że nikt nie rozumie, co im się przydarzyło. Ale przede wszystkim złość, że człowiek, który im te wszystkie straszne rzeczy zrobił, nie poniósł żadnej kary, że chodzi z podniesioną głową i poluje na kolejną ofiarę.

***
Przecież już po pierwszej przykrej sytuacji, kiedy płakały z poczucia krzywdy i upokorzenia, przychodziły im do głowy takie słowa jak narcyz, socjopata, a nawet psychopata. Odpychały je od siebie, nie chciały takich diagnoz. Zwłaszcza że on zaraz potem znowu był czarujący, znowu się starał, łatwo było zapomnieć o tym, co się stało.

***
Bo sprawca nie wypuszcza ofiary z rąk, zbyt mu jest z nią dobrze, zbyt wygodnie, zbyt mu jest potrzebna. Do wykorzystywania, do oszukiwania, do poniżania. Ale przede wszystkim, by mieć poczucie władzy i kontroli.

***
Wszyscy moi bohaterowie mówili jedno: najgorsza w przemocy psychicznej jest samotność. I to, że rozpoznają ją tylko terapeuci i psychiatrzy. Oraz ci, którzy sami taki koszmar przeżyli.
[ale psychologowie już niestety nie! są niedouczeni]

***
To była klasyczna gra w przyciąganie – odpychanie, która jest jednym z najskuteczniejszych mechanizmów manipulacji, silnie wiążącym. Ofiara nigdy nie ma pewności, a manipulator bardzo dba o to, aby nie wiedziała, czego może się spodziewać. Dziś jest cudownie (bliskość, zaufanie, ciekawe rozmowy, wspólnota poglądów, uwodzenie), a zaraz potem zimno i daleko (brak czasu, obojętność). Taka huśtawka nadziei i rozczarowania oparta jest na mechanizmie nieregularnych wzmocnień. Dlatego mocno trzyma, bo pozwala ofierze pozostawać w nadziei, że może następnym razem znów będzie dobrze i ciepło.

***
Ze sprawcami przemocy się nie mediuje.

***
Ale prędzej czy później zaczyna się koszmar. Toksyczny człowiek zaczyna wysysać z ciebie życie, odbiera ci wszystko, co w sobie ceniłaś, z czego byłaś dumna. Zaczyna cię niszczyć. Spalać. Pożerać. I ani przez chwilę nie zastanawia się nad twoimi uczuciami.
Toksyczny człowiek stosuje przemoc psychiczną. Doprowadza cię do wyczerpania, łamie serce. I ekscytuje się, patrząc, jak cierpisz. To przerażające, wiem, ale tacy ludzie naprawdę istnieją. I udają, że chcą cię uratować przed złym światem. Tymczasem chodzi im wyłącznie o to, by z uśmiechem patrzeć, jak toniesz.
Robert M. Drake, amerykański pisarz i poeta

***
Pamiętam, jak po raz pierwszy usłyszałem, że chyba mam coś z głową, powinienem iść do psychiatry i zacząć się leczyć, na pewno brakuje mi jakiegoś pierwiastka w mózgu. Prozac dostanę i wszystko będzie dobrze.
[Dżizas, czy on był związany z moją matką, czy oni wszyscy wymyślają te same śpiewki dla swoich ofiar?!]

***
Przegrała pani kiedyś walkę o zdrowie pacjentki, bo manipulator okazał się silniejszy?
– Tak. Bo kiedy po terapii ofiara zaczyna stawiać granice, to manipulator widzi zmianę i nie jest nią zachwycony, więc zaczyna tak działać, by nie dopuszczać do dalszej przemiany. Obraża terapeutę, mówi, że nagadał głupot i chce coś zmieniać w związku, w którym wszystko jest dobrze.

***
A czy oni wiedzą, że mają problem?
– Nie widzą błędów w sobie, to raczej cały świat jest zły. Nie dopuszczają tego do siebie, nie biorą w ogóle odpowiedzialności za swoje czyny. Natomiast sfera intelektualna i poznawcza nie jest u nich zaburzona, więc jeśli taki człowiek dostanie przed nos kryteria zaburzenia, to będzie wiedział, że je spełnia. Ludzie chcą siebie widzieć jako dobrych, więc manipulator zrobi wszystko, by siebie wybielić, a wmówić ofierze, że to jej wina, to ona zrobiła coś złego i zasłużyła na karę. Jeśli trafią na osobę z niskim poczuciem wartości, ułatwi im zadanie, bo będzie najpierw szukać winy w sobie.

***
Nazywałam to robieniem wody z mózgu. Ja jestem bardzo uporządkowana, niczego nie gubię, wiem, gdzie co w domu leży, ale odkąd on się do mnie wprowadził, rzeczy zaczęły ginąć. Szukałam ich, czasem nawet prosiłam mamę o pomoc. A one nagle pojawiały się w zupełnie innym miejscu. Albo w takim, które przeszukałam już sto razy. A on wtedy mówił: przecież to zawsze tutaj było, widziałem. Triumfował: no widzisz, jaka ty jesteś roztargniona. A może coś z tobą jest nie tak? Może masz jakieś zaburzenia? – opowiada czterdziestopięcioletnia Agnieszka, wykładowca uniwersytecki z Warszawy.
[to samo robiła matka, kiedy się włamywała, jak byłam w szpitalu!]

Bo słowa to było jedno, a czyny drugie. Zapewniał o miłości, a robił coś zupełnie innego, zwyczajnie mnie dręczył. Właśnie po to, żebym nie polegała na swoim rozumie, robił te różne manipulacje z rzeczami w mieszkaniu. Żebym samej sobie nie wierzyła – wspomina. Tamta historia zdarzyła się kilka lat temu, a ona wciąż się trzęsie, kiedy ją opowiada.

***
Bo gdybym była bombardowana wyłącznie negatywnymi bodźcami, szybko bym uciekła. A przecież kat nie może do tego dopuścić, ma z ofiary wymierne korzyści, nie chce z nich zrezygnować. Dlatego po awanturze musi ją znowu zanęcić, rybka musi być znowu złapana.

***
Zrobiła za to jedną mądrą – jak dziś ocenia – rzecz: zaczęła zbierać informacje o przemocy psychicznej, czytała literaturę fachową, uczyła się.
– Szybko dowiedziałam się, że to na pewno nie była miłość. Bo miłość opiera się na szacunku, na zaufaniu, a u nas nie było o tym mowy. Ja byłam popychana, szturchana, wyzywana, opluwana, kontrolowana, zamykana w domu w pomieszczeniach bez światła, pilnowana. Nie liczono się z moim zdaniem – wylicza monotonnie.

***
Kim jest narcystyczny psychopata?
Andrzej Cichocki: To zwykle osoba inteligentna, bardzo elokwentna, o dużym uroku osobistym, co oczywiście powoduje, że łatwo nawiązuje kontakty. Zawsze musi brylować i być na pierwszym planie. Takie osoby zawsze mają zawyżoną samoocenę – ale tę cechę nie zawsze rozpoznajemy od początku, z reguły potrzebujemy trochę czasu. Taki człowiek z łatwością kłamie i manipuluje innymi, oczywiście bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Nie potrafi odczuwać emocji innych osób, ma zerową empatię. Jest impulsywny i słabo kontroluje emocje. Dla psychopaty nie istnieją żadne autorytety poza nim samym, nie przestrzega żadnych reguł. Potrzebuje adrenaliny i agresji – to między innymi go napędza. No i nie czuje żadnej odpowiedzialności za swoje reakcje, czyny. Liczy się tylko on.

***
Strach psychopaty przed ujawnieniem tego, kim w rzeczywistości jest, staje się tak silny, że zrobi wszystko, żeby więzień pozostał więźniem.

***
Czego psychopata chce od swojej ofiary?
– Całkowitej uwagi. Posłuszeństwa – jest przecież panem i władcą rzeczy i osób. Dąży do rozbicia jej wewnętrznego spokoju – ofiara zaczyna wątpić w siebie, jest zdezorientowana, aż w końcu traci całkowicie zaufanie do samej siebie. Psychopata chce też toksycznego zaufania – to daje mu kontrolę nad myślami, decyzjami i zachowaniami ofiary (...).

***
A dlaczego sprawca tak bardzo nie chce wypuścić swojej ofiary z rąk?
– A kto wtedy dawałby mu poczucie władzy i wszechmocy? Panowania nad ofiarą? Kto miałby tę rolę pełnić? Ofiara przemocy jest dla sprawcy bardzo ważnym elementem jego życia. Nikt inny poza nią nie podporządkował mu się tak bardzo. To go żywi. On na swój sposób jest bardzo mocno związany z ofiarą. Nie może dopuścić myśli, że ktoś, kogo udało mu się spacyfikować i podporządkować sobie, nagle staje się niezależny. Poza tym, gdyby ofiara odeszła, miałby poczucie klęski, czułby się pokonany. Czułby, że go przerosła, że jest silniejsza od niego, a on nie może przecież do tego dopuścić. Nie wiadomo, czy będzie w stanie tak zdominować kolejną osobę. Dlatego zrobi wszystko, żeby ofiarę przy sobie zatrzymać. To, że ją zdradza, bije, okazuje niechęć i brak szacunku, że ją poniża, to są mechanizmy władzy. Dzięki nim ma wrażenie, że kontroluje sytuację. Szkoda by było to wszystko stracić.

***
Rzuciłam się nawet na DSM IV, amerykańską klasyfikację zaburzeń psychicznych, i znalazłam opis osobowości narcystycznej. Pisano, że taki człowiek ma wyolbrzymione wyobrażenie o swojej ważności. Jest pochłonięty urojeniami o nieograniczonym sukcesie i władzy, sądzi, że jest jedyny w swoim rodzaju, cierpi na nadmierną potrzebę podziwu. Uważa, że wszystko mu się należy, wykorzystuje innych w relacjach interpersonalnych. Nie odczuwa empatii, za to często czuje zazdrość. I jest arogancki.

"Dlaczego nikt nie widzi, że umieram" R. Kim



******
Te cytaty powyżej to tylko część prawdy. Część tego, z czym muszą się mierzyć ofiary przemocy. Zobaczcie, że jak już ktoś się zdecydował o tym pisać, to dzieli ofiary na te lepsze - które doświadczyły przemocy na własne życzenie, wiążąc się z przemocowcami, i te gorsze, które nie są niczemu winne, z nikim się nie związały, te, które przemocowiec urodził i wychował, te które są ciężko chore, niepełnosprawne i fizycznie nie mają jak uciec od przemocowej matki, choćby chciały. To te, o których nie warto wspominać. Bo one nie chcą być ofiarami, bo dokonują transgresji, uciekając cudem od przemocowych matek, bo nie rozumieją, jak sprawne kobiety mogą chcieć być z przemocowcami, bo nie mają poczucia winy, nigdy się na tę przemoc przecież nie zgadzały, tylko nikt im nie pomógł. O nich się nie mówi, bo ci, którzy już mówią o przemocy, też należą do tych, którzy nic nie zrobili, nie pomogli im.

Powszechnie widzi się jedynie przemoc partnera wobec sprawnej partnerki, choć do związku potrzeba chęci z obu stron. Nie mówi się o przymusowych relacjach, w których matki rodzą sobie ofiary, z którymi mogą robić, co zechcą, szczególnie jeśli te ofiary są niepełnosprawne i nie mają fizycznej możliwości, żeby się jakkolwiek bronić czy zwyczajnie wyjść z domu i nie wrócić. 

Ponad 80% ON doświadcza przemocy od swoich rodzin, głównie od matek. 

Jak ofiara fizycznie zależna od przemocowca ma od niego uciec? Jak ma zejść ze schodów, kiedy nie ma windy? Jak ma się sama podnieść z łóżka? Co ma zrobić, kiedy państwo dodatkowo sankcjonuje tę przemoc, płacąc za nią przemocowcowi?!

Ofiara sprawna może w każdej chwili zrobić to, o czym ofiara niesprawna może jedynie marzyć. Ofiara sprawna ma wybór przez całą dobę. Mało tego, może jeszcze pomóc jakiejś innej ofierze. I nie robi tego. W dodatku wiele z tych ofiar to nie ofiary - zdradzają swoich mężów albo wiążą się z żonatymi mężczyznami i mają do nich pretensje, że je zdradzają... z żonami. Jeśli tak będzie się przedstawiać ofiary przemocy, to jak można liczyć na jakiekolwiek wsparcie?! To zrobi więcej szkody niż pożytku. Te dziwne opisy brzmiały jak z Greya, nawet stylistycznie, jak zmyślone teksty harlekinów. Taka stylistyka ośmiesza faktyczne ofiary przemocy. TAK NIE WYGLĄDA PRZEMOC!

Bardzo jednostronny obraz "ofiary". W tej książce to zawsze sprawny, entecki partner bądź partnerka, czyli akurat osoby najmniej narażone na przemoc i jednocześnie takie, którym najłatwiej po prostu wyjść z domu i z relacji przemocowej. Takie, które mają dużo siły i chęci, żeby znosić przemoc, a nie takie, które nie są w stanie albo które od początku protestują i nie zgadzają się na przemoc. Ofiary, które nie mają żadnej możliwości obrony, są tu całkowicie pominięte. 

Jeszcze jedno: autyzm nie tłumaczy przemocy! Przemoc nie jest objawem autyzmu ani ZA! Jak psycholog może takie farmazony wypisywać?!

Najciekawsze są wywiady z ekspertami - ludźmi znającymi się na przemocy psychicznej, aczkolwiek też są stronnicze i tak jak wyżej napisałam, widzą jedynie przemoc w związkach miłosnych. To przykre, że najbardziej poszkodowanych się znowu wyklucza.

Nie rozumiem sensu wstawiania do tej książki relacji osób, które same okazały się przemocowe, jak np. Alicja, która zastosowała przemoc ekonomiczną wobec skrzywdzonych kobiet. Po co udawała ofiarę? To było podłe.

czwartek, 23 lipca 2020

CZWARTEK, 23 LIPCA 2020

Była tu dziś. Waliła w drzwi, napierała na klamkę, na dzwonek, hałasowała, żeby wszyscy słyszeli. Straszyła, że przyjdzie z lekarzem (bo jej nie wpuściłam). Jak zwykle przyszła o takiej godzinie, kiedy automatycznie otwieram drzwi, bo to może być listonosz, kurier, opiekunka, a jednocześnie nie mogę stać, bo leki jeszcze nie działają (jest za wcześnie!). Zapomniała, że jestem uczulona na jej kroki i że coś mnie tknęło - całe szczęście! - wyjrzałam najpierw przez wizjer!

Czyli okłamała OPS, wmawiając pani M., że nie ma w planach mnie nachodzić. Standardowy sposób jej działania - przemoc okazuje tylko mnie i tylko bez świadków, a innym dookoła zgrywa martwiącą się mamusię. W taki sposób oszukała OPS. Wiedziała, że OPS mnie uspokoi, a wtedy ta przemoc będzie silniej odczuwalna.

Jakiś czas temu pisała, że powinnyśmy przeszłość odgrodzić grubą krechą i zacząć od nowa. Ale zrobiła to w sposób typowy dla przemocowców. Sama tej krechy nie postawiła. Chodzi o to, żebym to ja zapomniała o tym, co mi przez lata robiła, ale żeby ona mogła nadal to robić!

Dlaczego przemocowcy zawsze chcą "oddzielić przeszłość grubą krechą", "zapomnieć o przeszłości", "żyć teraźniejszością", ale jakoś nigdy nie chcą przepraszać za to, co zrobili, błagać o wybaczenie, odpokutować winy?

To ja mam udawać, że ona nic mi nie zrobiła, ale sama w każdym kolejnym mailu leci dalej z przemocą!

Do tego nasyła na mnie swoich popleczników - takich ludzi nie ma wielu, bo ci, którzy naprawdę się ze mną przyjaźnili - przyjaźnią się przecież nadal, mam ich wśród znajomych na fb, rozmawiamy, spotykamy się, jesteśmy na bieżąco. Musiała podjąć wysiłek, żeby ich odszukać, bo ani oni przez lata nie trzymali kontaktu, nie interesowali się, ani ona. Jedną taką osobę nasłała na mnie na fb - że niby nagle sobie o mnie teraz przypomniała. A gdzie była przez te wszystkie lata? Tak jak matka nie zastanowiła się, dlaczego odcinam się od przeszłości? Od przemocy? Ups, tak, matka wybiera osoby, które zawsze udawały, że tej przemocy nie widzą, na które nie mogłam nigdy liczyć. Które jej przytakiwały wtedy i przytakują teraz. Którym nigdy nie mogłam się zwierzyć z jej przemocy, bo byli tacy jak ona: "co ludzie powiedzą?!", "własnego gniazda się nie kala!" itd., albo po prostu miały to w nosie.

Z tą osobą, która wystawiła głowę z przeszłości i mnie ostatnio ścigała, wiąże się opowieść dotycząca objawu, o którym wczoraj pisałam, że mnie właśnie złamał. Bo on już był wtedy, kiedy ja byłam dzieckiem w podstawówce, tylko nie zdawałam sobie sprawy, że mam EDS6a i że to jeden z objawów, więc łatwo było mi wmówić, że to moja wina.

Jak ktoś Was prosi, żebyście mu polecili ginekologa, to nie wymagacie od proszącego, żeby zdjął majtki i pokazał Wam swoje narządy, prawda? No właśnie. Ta rodzina tego żądała, żądała, żebym im pokazała wynik pewnego objawu (o którym jeszcze nie jestem w stanie pisać), co było dla mnie gorsze niż gwałt. I to mimo że ja nie podjęłam tego tematu, nie prosiłam o polecenie nikogo, w ogóle o tym nie wspominałam! Usłyszeli od mojej matki i chcieli na własne oczy "zobaczyć", żeby rozpuszczać plotki za moimi plecami. Oczywiście, że się nie zgodziłam i więcej tam nie poszłam. Osoba, która mnie ściga, jest z takiej rodziny. Co zabawne, moja matka zawsze krytykowała, że ta osoba tak plotkuje, ale nie przeszkodziło jej to sprzedać własnej córki.

Nie, nie jestem zwolenniczką tego, żeby winami rodziców obarczać dzieci, ale ta osoba nie opierdzieliła rodziców za to, co zrobili, nie stanęła po mojej stronie, sama była ciekawa, żeby "to zobaczyć", więc to także jej wina. Nigdy nie zostałam przeproszona. Prawie 30 lat minęło bez kontaktu i zainteresowania z jej strony. I teraz nagle wyskakuje? Serio?

poniedziałek, 8 czerwca 2020

PONIEDZIAŁEK, 8 CZERWCA 2020

"– Ukochana córeczka tatusia?
– Wielkie rozczarowanie mamusi.
– Aż tak źle?
– Ciężki przypadek wiecznego niezadowolenia. Mój ojciec umarł, żeby w końcu mieć święty spokój, zawsze będę to powtarzać.
– A ty? Wzięłaś ją na przeczekanie?"

["Szaławiła" Marta Kisiel]

To cytat jakby zupełnie o mnie. I o tacie. Bardzo dosłownie. Tylko u Ody, bohaterki cytatu, przemocy jednak było znacznie mniej.


***
Pytacie, skąd wiem, co matka pisze w mailach, skoro ich nie czytam. Otóż wiem - stąd. Onet pokazuje wstęp każdego nieczytanego maila. Stąd wiem, że matka nie ma zamiaru skończyć z przemocą i nadal podżega mnie do samobójstwa, i to zobaczcie, z jaką częstotliwością...


sobota, 2 maja 2020

SOBOTA, 2 MAJA 2020

Minęły raptem 2 tygodnie, odkąd nie czytam maili od matki, a ona w tym czasie wysłała mi ich już 26! Jeszcze bardziej nasiliła przemoc! Myślałam, że już nie ma innej możliwości, że teraz ma do dyspozycji jedynie przemoc ekonomiczną, a ona znowu mnie zaskoczyła w wymyślaniu sposobów przemocy! Zaczęła nagle śledzić mojego bloga o EDS! Nie, nie po to, żeby poznać mój stan i mi pomóc w leczeniu czy w ogóle czymkolwiek. Jej chęć pomocy jak zwykle jest fikcyjna. Czyta go po to, żeby mnie jeszcze bardziej nękać!

Znowu też straszy mnie nachodzeniem.

Widać tu doskonale jej intencje. Jakoś nie wpadło jej do łba, żeby zacząć czytać mojego bloga scrapowego, żeby napisać mi kilka dobrych słów o moich pracach czy pogratulować którejś wygranej. W życiu by jej przez usta nie przeszły żadne dobre słowa na mój temat! To dużo o niej mówi, prawda?

Ja jakoś potrafię bez żadnego problemu dostrzec i pochwalić dobre prace, dobre zachowania ludzi, których nie lubię, więc jak bardzo ona musi mnie nienawidzić, że jej nic takiego nigdy nie przeszło przez gardło? Jak bardzo musi nienawidzić, że nie umie patrzeć obiektywnie?!

Przemoc ekonomiczna też się pewnie nasili. Przez pół roku jej nie przeszkadzało to, że mój bank się połączył z innym. Dopiero jak jej napisałam, że nie będę już czytać jej maili, nagle ma wielki problem z tym. Zapewne teraz odetnie mnie od alimentów pod pretekstem martwienia się, że banki się połączyły. Pretekstem do przemocy może przecież być wszystko, nawet jeśli to pretekst urojony.