Dawno nic nie pisałam. Niestety nie dlatego, że nic się nie dzieje, tylko dlatego, że nie mam siły. Uleganie radom psychiatry, żeby nie odpowiadać na maile matki, skończyło się jej najściem "za karę". Czyli tak jak przypuszczałam. Postaram się później wkleić wszystkie zaległe maile matki - od grudnia, a na razie
fragmenty dobrego artykułu o ciężkim dzieciństwie.
"Co takiego sprawia, że dorośli ludzie zrywają kontakt ze swoimi rodzicami?
- Najczęściej decydują się na to osoby z rodzin dysfunkcyjnych, wobec których dochodziło do emocjonalnych, fizycznych albo seksualnych nadużyć. Ale też ludzie, którzy czują się nieprzyjmowani przez rodziców takimi, jacy są - bo na przykład nie chodzą do kościoła albo mają inną orientację seksualną. To są również ci, których rodzice w ogóle nie widzieli.
Jak to?
- Miałam pacjentkę, której matka nigdy „nie pamiętała”, ile ona ma lat, „nie wiedziała”, co studiuje, i za każdym razem, kiedy się z nią widziała, stawiała na stół mięso, chociaż córka była wegetarianką. Nic się nie zmieniło, kiedy pacjentka miała lat sześćdziesiąt, a jej matka - osiemdziesiąt pięć. Matka nigdy nie była zainteresowana tym, żeby kochać, tylko wyłącznie tym, żeby ją kochano.
Zresztą takie dzieci potem w dorosłym życiu często doświadczają powtórnego, a nawet wielokrotnego odrzucenia przez rodziców.
Jak takie powtórne odrzucenie wygląda?
- Na przykład ludzie ci w pewnym momencie zbierają się na odwagę i przypominają rodzicom o krzywdach, których doznali w dzieciństwie, albo upominają się o szacunek dla swoich wyborów. Liczą na to, że ich krzywda zostanie w końcu uznana, że zostaną przez tych rodziców wreszcie przyjęci - ze swoim żalem, złością, poczuciem opuszczenia. Im już nie chodzi o słowo „przepraszam”, ale o akceptację..."
"Chcieliby usłyszeć: „Kocham cię takiego, jaki jesteś”?
- To jest to największe marzenie, ale chyba w takich przypadkach nadzieja na to, że to się usłyszy i że to będzie szczere - jest niewielka. Oni chcieliby przynajmniej usłyszeć: „Masz rację, było tak, jak mówisz” albo „Tak, to prawda, nie widzieliśmy ciebie, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ty tak przeżywasz. Widzieliśmy tylko swoje wyobrażenia, swoje potrzeby, swoje lęki, swoją złość”. To nie muszą być dokładnie te słowa. Chodzi o przekaz, intencję.
A co zwykle słyszą?
- „A co ty mi opowiadasz!”, „Wymyślasz sobie!”, „Chyba nie wiesz, do kogo mówisz?!”".
O przemocowym rodzicu: "Mała szansa, że on się diametralnie zmieni, że pójdzie na terapię, zobaczy swoją odpowiedzialność. Chociaż czasem takie radykalne cięcie sprawia, że ten rodzic się reflektuje, coś na miarę swoich możliwości zaczyna rozumieć - i tę więź można próbować odbudować na nowych zasadach, jeśli jest wola z obu stron. I jeśli on nie udaje, że się zmienił, wyłącznie z lęku, że zostanie sam. Ale ta relacja nigdy nie będzie taka, jak ją sobie wymarzyliśmy".
"Czasem to wręcz niemożliwe. Trzeba się bardzo wzmocnić, żeby umieć i chcieć to zobaczyć, ale to się dzieje. Ludzie to robią przy pomocy terapeutów, wspierających przyjaciół albo kiedy założą rodzinę i znajdą w niej oparcie. Zaczynają widzieć, że owszem, mają swoje ograniczenia i wady, ale to nie oni są zaburzeni, to nie oni zawinili, chociaż wciąż to słyszą. Znajdują w sobie tyle siły, że umieją postawić rodzicom granicę i nie dają się dłużej ranić. Przeżywają stratę tego, czego nie dostali, a co im się należało „jak psu micha”, ale też umieją się dokopać do tych - jak to nazywam - „wysepek dobra”, na których da się zbudować coś pozytywnego".
"Jeśli ktoś na przykład jedzie do matki, która całe życie wyrzucała mu, że źle żyje, źle wybiera, i od progu jest witany tym samym pytaniem co zawsze: „Wyszłaś już za mąż? Dlaczego nie wyszłaś?”, a później dalej: „Nic ci się nie udało, dzieci nie masz, rodziny nie masz” - to taka osoba może odpowiedzieć matce: „Jeśli jeszcze raz tak powiesz, to wychodzę i długo mnie nie zobaczysz”. Jednak jeśli zostanie mimo wszystko, to będzie tylko szantaż. I to niczego tej matki nie nauczy. Ja bym była za tym, żeby się zachować w takiej sytuacji konsekwentnie i jak się mówi, że się wyjdzie - wychodzić. Tylko w ten sposób można dać temu rodzicowi do zrozumienia, że jeśli zależy mu na utrzymaniu więzi, to pewnych rzeczy nie wolno mu robić. I już. To wymaga determinacji i przypomina, brzydko mówiąc, tresurę zwierzaka".
"- No właśnie, mówi się o szacunku, o granicach, ale zwykle dotyczy to jednej strony - rodziców, rzadko dzieci. To wynika z naszego uwarunkowania religijno-kulturowego; dziecko stosunkowo od niedawna ma podmiotowość i widziane jest jako autonomiczny, odrębny człowiek, który ma swoje potrzeby, emocje. Niestety, rodzice wciąż bardzo często traktują swoje dzieci jak przedłużenie siebie.
Urodziłam cię, spłodziłem cię, to mi się należy.
- To coś więcej: urodziłam cię, spłodziłem cię, więc jesteś moją własnością. Kiedy tak się myśli, trudno przyjąć, że dziecku też należy się szacunek, że ono też ma jakieś prawa".
"Co jeśli rodzic naciska na kontakt, a my wiemy, że zdrowiej dla nas będzie go nie mieć?
- Jeżeli naciska, a my wiemy, że dalej będziemy to odchorowywać albo że ucierpi na tym nasza rodzina, bo ten rodzic z butami wejdzie w nasze życie, jeśli mu na to pozwolimy, nie szanując nikogo ani niczego, to niestety, musimy wytrwać w tym, co jest dla nas ważniejsze. Czy to, że będę mieć kontakt ze swoją matką, która co tydzień mówi mojej żonie, jaka jest beznadziejna, a mnie - jak się na mnie zawiodła i jak ją strasznie opuściłem? Czy to, że moja żona będzie cierpieć, że ja będę cierpieć i mieć poczucie winy, ale za to moja matka będzie zadowolona? Trzeba się na coś zdecydować i to jest bolesne. Warto jasno postawić sprawę: albo matka będzie szanować moje warunki, na których ma mieć ze mną kontakt, albo tego kontaktu nie będzie".
"Są ludzie niezmiennie niszczeni przez rodziców, a mimo to decydują się trwać w tej relacji. Dlaczego?
- Z lęku. Co ludzie powiedzą, ale też co ja sam będę myślał o sobie, kiedy tę relację poluźnię lub wręcz zerwę. Znam kobietę, którą matka trzymała całe życie na smyczy i zawsze uważała, że córka jest dla niej, a nie ona dla córki. Ta kobieta jest piękna, wykształcona, po czterdziestce, ale nie udało jej się ułożyć życia prywatnego. Wciąż zabiega o to, by matka wreszcie była z niej zadowolona. I wciąż jej się wydaje, że za mało dla matki robi".