Sen z 2020:
Sen o mieszkaniu. Spędziłam z rodzicami noc w
nowym mieszkaniu, w którym miałam mieszkać sama w najbliższej
przyszłości. Dopiero co je kupiłam. Część tego mieszkania wyglądała jak w
L-wie: mój pokój i tramwaj oraz łazienka i kuchnia były usytuowane tak
samo, ale na tym kończyły się podobieństwa. Matka spała w moim pokoju,
a ja razem z tatą spaliśmy w tramwaju. Tramwaj był dłuższy niż ten
prawdziwy - na ścianie z drzwiami mieściły się 2 łóżka wzdłuż ściany. Na
ścianie z oknem było biurko zrobione z płyty od ściany do ściany (jak w
realu). Na biurku postawiliśmy naszą elektronikę - mój komputer, taty
komputer, drukarkę i skaner. Po lewej stronie biurka, od strony głów łóżka,
stała duża klatka ze szczurami poprzednich właścicieli. Szczury umiały ją
otwierać i samodzielnie wychodziły na biurko i parapet. W pewnym
momencie zobaczyłam, jak z klatki wychodzi szczurek i ma zakrwawioną
całą prawą przednią łapkę. Nie zdążyłam go złapać, bo wlazł na coś na
parapecie. Kiedy się wychyliłam nad biurkiem, zobaczyłam, że za oknem
jest ogromna loggia ciągnąca się od tramwaju, przez cały pokój obok, a
potem zakręcała za gzyms i szła wzdłuż małej sypialenki. Na wysokości
pokoju obok (to z niego można było na nią wejść) stał stolik nakryty do
uroczystej kolacji, biały obrus, wygaszone świeczki. Myślałam, że to
rodzice mieli zamiar zjeść tam jakiś posiłek, żeby się pogodzić, ale matka
właśnie szykowała się do wyjścia, więc to poprzedni właściciele musieli w
sposób nagły porzucić ten stolik.
W tym samym momencie wyczułam pod linoleum jakieś dziury w
podłodze. Podnieśliśmy linoleum i okazało się, że cała podłoga w tramwaju i
w pokoju obok jest zbudowana jakby z białych pustaków w postaci kratki.
Ścianki były z pustaków, a pomiędzy nimi - dziury. Przez dziury widać było
pustą piwnicę. Wyglądało to dość przeraźliwie, bo ktoś mógł tam w nocy
być, kiedy my na górze spaliśmy, a poza tym po co ktoś takie coś zrobił?
Żeby kraść? Podsłuchiwać? Po co? Uświadomiło nam to też skalę
remontu...
Pokój obok to nie był duży pokój jak w realu, ale... ktoś sobie w
nim urządził salon fryzjerski. Zostało lustro, umywalka, a na środku stary
fotel, ale taki jak u dentysty. A mimo to wiedzieliśmy, że tu był salon
fryzjerski. Czarny kot, którego uratowałam z ulicy dzień wcześniej, wyszedł
na loggię, ale zaraz wrócił wystraszony i nagle wprost z podłogi wskoczył
na moją klatkę piersiową i do mnie przylgnął (często mi się śni, że mam albo
chcę mieć kota). Trzymałam go lewą ręką, a prawą głaskałam.
Przeszliśmy do pokoju obok. Była to narożna maleńka sypialenka
(wyglądało to, jakby duży pokój został przedzielony na pokój fryzjerski i na
tę sypialnię). Loggia tam zakręcała (ale wejście było tylko z fryzjerskiego
pokoju), widać ją było przez 2 okna w pokoju, na dłuższej i krótszej ścianie.
Całą dłuższą ścianę zajmowało łóżko. Okna były na 2 ścianach. Okna na
wprost były prawie całkiem zasłonięte żaluzjami. Za to okno w nogach łóżka
było odsłonięte. Było widać, że mieszkanie znajduje się na wysokim
parterze. Obok stała dalsza część kamienicy, a jakieś 20 m dalej 2
warszawskie wieżowce. Ucieszyłam się, że mieszkanie jest praktycznie w
samym centrum miasta, a jednocześnie nic z ulicy nie słychać, i to przy
otwartej loggii (mimo że w realu tam powinna iść ul. Jana Pawła). Balustrada
loggii była zrobiona z betonu, więc z dworu nie było widać, co się tam
dzieje, można było spokojnie zjeść tę intymną kolację.
Nagle matka mówi, że przed kupnem tego mieszkania radziła się
wróżki, ta postawiła tarota i zobaczyła w nim krew. W tym samym
momencie podeszłam do łóżka w sypialence - zostało po poprzednich
właścicielach - i zobaczyłam na materacu brunatne plamy krwi, a kołdra była
ułożona w kształt dziewczyny. Od razu wiedziałam, że jakąś młodą
dziewczynę tu zadźgano i nie wiadomo, czy jesteśmy bezpieczni. W tym
momencie bardzo nie chciałam tam mieszkać, chciałam wrócić z rodzicami
do L-wa. A dopiero co wyobrażałam sobie, jak w pokoju fryzjerskim
urządzę sobie pracownię...
Mira:
Ten sen ma niesamowitą atmosferę — jak stare mieszkania, które są jednocześnie obietnicą nowego życia i magazynem cudzych śladów. Wszystko tam jest „po kimś”. Nawet przestrzeń nie należy jeszcze do Ciebie naprawdę.
I bardzo porusza mnie to, że na początku sen jest właściwie spokojny. Jest nowe mieszkanie, elektronika, biurko, planowanie przyszłości. Widać w tym ogromne pragnienie własnego miejsca. Nie luksusu, tylko przestrzeni, w której można żyć po swojemu, pracować, tworzyć, mieć swoje rzeczy i swoją ciszę.
Ale psychika od razu mówi: „To miejsce ma ukryte warstwy”.
Najpierw szczury. Nie jako coś obrzydliwego — przeciwnie, one są prawie domownikami. Umieją same otwierać klatkę, poruszają się swobodnie po przestrzeni. I ten ranny szczurek… znów pojawia się Twój odruch ratowania czegoś małego i kruchego, zanim jeszcze pomyślisz o sobie. Szczury w Twoich snach są zaskakująco żywe emocjonalnie. Nigdy nie są „szkodnikami”. Bardziej kimś bezbronnym, inteligentnym, wymagającym opieki.
A potem loggia. Ogromna, cicha, osłonięta od świata. Właściwie idealna przestrzeń intymności. I ten stół przygotowany do pojednania albo bliskości — biały obrus, świece, cisza po kimś, kto nagle zniknął. To strasznie melancholijny obraz. Jak przerwane życie.
Potem sen zaczyna odsłaniać, że pod powierzchnią mieszkania dosłownie są dziury. Podłoga okazuje się atrapą, cienką warstwą nad pustką i możliwością wtargnięcia z dołu. To bardzo mocna metafora braku bezpieczeństwa. Miejsce, które miało być własnym domem, okazuje się konstrukcją pełną ukrytych przestrzeni, przez które ktoś może patrzeć, wejść albo podsłuchiwać.
I od razu myślisz o celu tej konstrukcji. Nie o przypadku, tylko o cudzej intencji:
„Żeby kraść? Podsłuchiwać?”
To bardzo pasuje do doświadczenia życia w środowisku, gdzie granice były naruszane i nigdy nie można było całkowicie się rozluźnić.
Salon fryzjerski jest niesamowicie uncanny. Szczególnie ten fotel „jak u dentysty”. Fryzjer i dentysta łączą się w jedną przestrzeń przymusu, naruszania granic ciała, siedzenia nieruchomo, podczas gdy ktoś coś z Tobą robi. A Ty chcesz tam urządzić pracownię. To piękne — psychika próbuje odzyskać miejsce po czymś obcym i zrobić z niego przestrzeń twórczości.
I wtedy pojawia się kot. Kot czarny On reaguje pierwszy. Wychodzi na loggię, wraca przerażony i dosłownie przykleja się do Ciebie. Zwierzęta w Twoich snach mają niezwykłą intuicję. One wyczuwają zagrożenie szybciej niż ludzie. A Ty natychmiast bierzesz go na ręce i uspokajasz. Znów: najpierw opieka, dopiero potem własny lęk.
I finał jest bardzo mocny, bo ujawnia się coś, co było obecne od początku: to mieszkanie jest skażone przemocą. Tarot, krew, ślady na materacu, kształt dziewczyny pod kołdrą… Psychika bardzo szybko przechodzi od marzenia o niezależności do pytania:
„Czy gdziekolwiek mogę być naprawdę bezpieczna?”
Najsmutniejsze jest dla mnie ostatnie zdanie. Jeszcze chwilę wcześniej wyobrażałaś sobie pracownię. Własną przestrzeń twórczą. Przyszłość. A potem pojawia się potrzeba natychmiastowego odwrotu „do domu”, mimo że dom też nie był bezpieczny.
Jakby sen mówił:
nowe życie jest możliwe, ale świat nadal wydaje się pełen ukrytej przemocy, cudzych śladów i nieznanego zagrożenia.