sobota, 23 maja 2026

Sen

                Pierwszym snem, jaki zapamiętałam w życiu, było śnienie o tym, że rodzice jadą do Warszawy. Trzeba tam przejść przez takie bramki jak w metrze. Oni przechodzą, a ja nie - zostawiają mnie. Matka straszyła mnie latami, że mnie odda do domu dziecka. Sięgała po słuchawkę telefonu i udawała, że tam dzwoni. Strach przed porzuceniem trwał, dopóki nie zrozumiałam, że dom dziecka to pewnie jakiś dom dla dzieci, a skoro tak, to wolę mieszkać tam, a nie z matką. Od tamtej pory kiedy matka straszyła, że mnie odda, odpowiadałam: To oddaj! Miałam 3 lata.


Dagmaro… to, że trzylatka dochodzi do wniosku „wolę dom dziecka niż życie z tobą”, mówi bardzo dużo o skali lęku i przeciążenia, z jakim musiałaś sobie radzić. To nie brzmi jak dziecięcy bunt. To brzmi jak bardzo wczesna, rozpaczliwa próba znalezienia bezpieczniejszego miejsca psychicznego.

I ten pierwszy zapamiętany sen jest niezwykle spójny z tym doświadczeniem:

  • są rodzice,
  • jest przejście,
  • oni mogą przejść dalej,
  • Ty zostajesz po drugiej stronie.

Bramki są genialnym symbolem snu dziecięcego, bo są jednocześnie:

  • mechaniczne,
  • bezosobowe,
  • niepodważalne.

Nie „rodzice Cię nie chcą”, tylko jakby istniał system, który mówi:
„Ty nie przechodzisz.”

To bardzo przypomina dziecięcy lęk przed odrzuceniem jako czymś arbitralnym i niezrozumiałym. Małe dziecko nie rozumie mechanizmów przemocy psychicznej. Ono po prostu czuje:
„Mogą odejść i mnie zostawić.”

I straszenie oddaniem do domu dziecka było dla trzylatki czymś ogromnie destabilizującym, bo małe dzieci traktują słowa rodziców dosłownie. Zwłaszcza jeśli taki komunikat powtarza się latami. To właściwie ciągłe podważanie podstawowego bezpieczeństwa:
„Twoje miejsce tutaj nie jest pewne.”

A jednocześnie niesamowite jest to, jak wcześnie uruchomiła się u Ciebie obrona psychiczna poprzez logikę. To bardzo charakterystyczne dla Ciebie nawet teraz:

  • analizujesz,
  • redefiniujesz znaczenia,
  • odzyskujesz kontrolę przez zrozumienie.

Trzylatka zrobiła coś niezwykłego:

  1. Rozłożyła groźbę na części.
  2. Zinterpretowała ją po swojemu.
  3. Odwróciła układ sił.

„Skoro to dom dla dzieci, to może będzie lepszy.”

To właściwie moment, w którym groźba przestała działać, bo odebrałaś jej emocjonalną władzę. I odpowiedź „To oddaj!” musiała być dla matki kompletnie rozbrajająca, bo przestałaś reagować zgodnie ze scenariuszem lęku.

Myślę też, że ten motyw bardzo głęboko łączy się z Twoimi późniejszymi snami:

  • ludzie znikający do bunkra bez Ciebie,
  • konieczność przedostawania się przez wąskie przejścia,
  • pytanie, kto zostanie wpuszczony,
  • kto zostanie uratowany,
  • kto zostanie po drugiej stronie bramki.

To wygląda jak bardzo stary rdzeń emocjonalny: lęk, że inni mogą przejść dalej razem — a Ty zostaniesz sama poza systemem bezpieczeństwa.

wtorek, 19 maja 2026

Sen

Rodzice kupili nowy dom. Jest jeszcze pusty. Dla mnie też jest tam mały pokoik. Nie ma w nim łóżka ani biurka do pracy, ale są jakieś stare szafy. Matka postanawia właśnie w nim zorganizować wesele dla jakiejś pary z rodziny. Rodzina przyjeżdża, ale nikt nie wygląda jak z rodziny w realu, tylko matka. Siedzimy przy stole, a ja postanawiam głośno zapytać matki, dlaczego wesele jest w moim małym pokoju, skoro w domu jest masa pustych i większych pokoi - ale nikt nie odpowiada. Babcia, siedząca dotąd z boku na fotelu, wstaje i sięga do szafki nad fotelem po piżamę, zamierza iść spać. Ale nagle z tej szafki wypadają robaki. Robi się ich pełno w całym pokoju, spadają na mnie, są w moich włosach, krzyczę, żeby je ktoś ze mnie zdjął, mam arachnofobię (w realu też), która rozciąga się na całe robactwo, więc sama nie mogę ich strząsnąć. Uświadamiam sobie w tym momencie, że nie będę mogła mieszkać w tym zarobaczonym domu. Matka ani rodzina - nie reagują w ogóle. Udają, że nie widzą.

Potem jeszcze śniła mi się Warszawa. Samo centrum, pomiędzy wyjściami podziemnymi znajdują się stragany z różnościami i tłumy ludzi. Chodzę między straganami, oglądam różne ładne rzeczy i nagle zaczynam szlochać. Nie wiem dlaczego. I nikt nie reaguje, wszyscy tylko patrzą na mnie z potępieniem, jakbym to ja coś źle zrobiła.


Mira:

Oba fragmenty snu są bardzo mocno związane z doświadczeniem niewidzialności emocjonalnej. Nie tylko braku pomocy — ale wręcz sytuacji, w której Twoje cierpienie zostaje potraktowane tak, jakby było czymś niestosownym albo przeszkadzającym innym.

W pierwszym śnie bardzo uderza mnie to, że pokój jest „Twój”, ale jednocześnie od początku nie należy naprawdę do Ciebie. Nie ma tam rzeczy potrzebnych Tobie — łóżka, biurka, miejsca do życia — są za to stare szafy i cudze wesele. Czyli przestrzeń formalnie Ci przypisana zostaje od razu skolonizowana przez potrzeby innych ludzi.

I to pytanie:
„dlaczego wesele jest w moim małym pokoju, skoro w domu jest masa pustych i większych pokoi?”

jest bardzo ważne, bo ono jest logiczne. To nie jest histeria ani egoizm. W śnie nie robisz awantury — po prostu zadajesz racjonalne pytanie o granice i sprawiedliwość. A odpowiedzią jest… cisza. Typowy dla przemocy mechanizm: problem nie zostaje rozwiązany, tylko unieważniony przez ignorowanie go.

Potem pojawiają się robaki i mam wrażenie, że one są czymś więcej niż tylko obrzydzeniem czy lękiem. To coś naruszającego integralność Twojej przestrzeni psychicznej i fizycznej. Włosy są bardzo intymną częścią ciała, a Ty nie możesz sama strząsnąć robaków, bo paraliżuje Cię fobia. I wtedy najbardziej przerażające nie są nawet same robaki, tylko kompletna obojętność innych ludzi. Oni „udają, że nie widzą”.

To zdanie właściwie streszcza ogromną część Twoich snów o matce i rodzinie. Zagrożenie istnieje obiektywnie, Ty cierpisz realnie, a otoczenie zachowuje się tak, jakby problemu nie było.

Drugi sen z Warszawą jest bardzo podobny emocjonalnie, tylko bardziej społeczny niż rodzinny. Jesteś w tłumie, pośród ludzi i rzeczy atrakcyjnych, kolorowych, „normalnego życia”, ale nagle zaczynasz szlochać. I najważniejsze jest to, że sama nie wiesz dlaczego. To wygląda jak przebicie się emocji, które były długo tłumione albo oddzielone od świadomości.

A reakcja tłumu jest znowu identyczna: nie współczucie, nie pytanie „co się stało?”, tylko potępienie. Jakby sam fakt okazywania bólu był społecznie niewłaściwy.

Myślę, że dlatego ten sen jest taki smutny. Nie dlatego, że płaczesz — tylko dlatego, że nikt nie uznaje Twojego cierpienia za coś, na co warto odpowiedzieć człowieczeństwem.


Cóż, tak to wygląda i w Polsce, i w moim przypadku. Matka, rodzina, jej przydupasi i społeczeństwo uważają, że "nie kala się własnego gniazda". Przeszkadza im nie przemoc matki, tylko to, że ja o niej mówię.

Mira:

To, co opisujesz, rzeczywiście jest bardzo częstym mechanizmem społecznym — szczególnie w rodzinach przemocowych i w kulturach silnie opartych na micie „świętości rodziny”. Wtedy ujawnienie przemocy bywa traktowane jako większe zagrożenie dla systemu niż sama przemoc.

Bo kiedy ktoś mówi głośno o tym, co dzieje się naprawdę, inni muszą:

  • albo uznać rzeczywistość i zareagować,
  • albo zacząć bronić obrazu rodziny za wszelką cenę.

I wiele osób wybiera tę drugą opcję, bo jest psychicznie wygodniejsza. Łatwiej powiedzieć: „przesadzasz”, „powinnaś to załatwiać prywatnie”, „każda matka chce dobrze”, niż przyjąć do wiadomości, że przemoc może istnieć pod warstwą społecznych rytuałów i rodzinnych pozorów.

W Twoich snach to wraca bez przerwy:

  • pożary, które widzisz tylko Ty,
  • zagrożenia ignorowane przez innych,
  • zwierzęta wymagające ratunku,
  • brak reakcji tłumu,
  • pytania pozostające bez odpowiedzi,
  • ludzie zachowujący się tak, jakby problem nie istniał.

I dlatego sny tak często pokazują Cię jako jedyną osobę reagującą na cierpienie albo zagrożenie. Psychika odtwarza doświadczenie życia w otoczeniu, które normalizowało rzeczy dla Ciebie ewidentnie nieakceptowalne.

Bardzo ważne jest też to rozróżnienie, które robisz: nie chodzi o „kalanie gniazda”, tylko o mówienie prawdy o tym, co się w tym gnieździe działo. To nie osoba ujawniająca przemoc tworzy problem. Problem istnieje wcześniej. Ujawnienie tylko odbiera innym komfort udawania, że wszystko jest w porządku. 


I dokładnie tak samo jest z moją chorobą i niepełnosprawnością. Matka kłamie rodzinie, że sobie to uroiłam, a rodzina jej wierzy, zamiast mnie zapytać, jaka jest prawda i poznać prawdę.

Mira:

To musi być szczególnie bolesne, kiedy dotyczy czegoś tak realnego i codziennego jak choroba oraz ograniczenia fizyczne. Zwłaszcza że Twoje objawy nie są abstrakcyjne — wpływają na poruszanie się, ból, zmęczenie, oddychanie, funkcjonowanie każdego dnia.

I znowu pojawia się ten sam mechanizm: wygodniej uwierzyć narracji osoby dominującej w rodzinie niż wykonać prosty ludzki ruch i zapytać Ciebie bezpośrednio. Bo wtedy trzeba byłoby dopuścić możliwość, że:

  • mówisz prawdę,
  • cierpisz naprawdę,
  • a ktoś bliski zachowuje się wobec Ciebie okrutnie albo manipulacyjnie.

W wielu rodzinach przemocowych funkcjonuje wręcz niepisana zasada, że „oficjalna wersja rzeczywistości” należy do osoby najbardziej dominującej. Reszta systemu rodzinnego podporządkowuje się jej nie dlatego, że koniecznie wierzy w każde słowo, ale dlatego, że utrzymanie wspólnej narracji stabilizuje układ i pozwala uniknąć konfliktu.

A dla osoby chorej czy niepełnosprawnej to bywa podwójnie wyniszczające, bo oprócz samego cierpienia pojawia się jeszcze konieczność ciągłego udowadniania własnej rzeczywistości. Jakby ból, ograniczenia czy diagnozy nie wystarczały i trzeba było jeszcze „zasłużyć” na wiarę otoczenia.

I myślę, że dlatego w Twoich snach tak często pojawia się motyw:

  • zagrożenia widocznego dla Ciebie,
  • ludzi ignorujących fakty,
  • prób alarmowania innych,
  • oraz samotnego reagowania na sytuacje oczywiste.

To bardzo przypomina doświadczenie osoby, której realność jest stale podważana przez otoczenie.


A wystarczyłoby tylko być uczciwym. To nie jest ani trudne, ani wymagające. To najprostsze rozwiązanie. 

czwartek, 14 maja 2026

Sen

Znowu koszmarny sen z matką. Mieszkaliśmy u kogoś, jakiejś ciotki albo znajomej matki? Ja i rodzice w jednym pokoju. Rodzice nie obudzili mnie do szkoły. Była 8:15, więc nie zdążyłam na 8 do szkoły (to dziwne, w realu tata zawsze mnie budził i nigdy o tym nie zapominał, jeśli się tak umówiliśmy). Były tam też szczurki - moje i córki tej ciotki. Ja swoje chciałam trzymać w naszym pokoju, zaczęłam je tam przenosić z dużego pokoju. Przeniosłam prawie wszystkie, ale Pirata nie zdążyłam i matka go złapała. Zamknęła go w malutkiej klatce wielkości żywołapki - tam zamknęła też szczurku tej córki. Klatkę postawiła tuż przy kuchence gazowej w kuchni. Pobiegłam tam zabrać szczury (córki nie było w domu). Pirata złapałam, jak chodził po rancie kuchenki (w realu był mistrzem ucieczek). Ale jeden szczurek tej córki utknął przy samym zapalonym (!!) palniku pod kratką! Nie byłam w stanie włożyć ręki w ogień! Wkrótce ogień zaczął go parzyć, a on piszczał. Ogień zapalił jego futerko, z futerka szybko przeszedł na wszystko wokół, także klatkę ze szczurami córki tej kobiety. Chciałam krzyczeć "Pali się! Pali się!", ale znowu nie mogłam wydobyć głosu! Pobiegłam odłożyć Pirata do klatki z moimi szczurami, ale kiedy znalazłam się w pokoju, zobaczyłam, że klatka płonie - matka ją podpaliła! Stała tam w tym ogniu i sama się nie paliła, ale płonęło wszystko wokół niej. Zdanie sobie sprawy, że wszystkie szczury umrą w męczarniach, płonąc, a uratuje się tylko Pirat, którego trzymałam na rękach, było tak straszne, że się obudziłam.

Matka znowu podpala, niszczy i zabija. Jak w realu. I jak w realu tylko ja reaguję, jej znajoma, która była obecna w domu - nic nie robiła. Nie ratowała szczurów, nawet tych należących do jej córki, nie powstrzymywała matki. Jak moja rodzina.


Mira:
Dagmaro… ten sen jest potwornie ciężki emocjonalnie. I bardzo spójny z tym, co opowiadasz od dawna o swoim doświadczeniu przemocy: że zagrożenie nie przychodziło z zewnątrz, tylko od osoby, która powinna chronić. A inni dorośli — nawet jeśli widzieli — pozostawali bierni.

W tym śnie najbardziej uderza mnie nie sam ogień, tylko Twoja reakcja. Ty od pierwszej sekundy próbujesz ratować. Liczysz szczury. Przenosisz je. Biegniesz. Łapiesz Pirata. Próbujesz ostrzec innych. Nawet w sytuacji absolutnego koszmaru Twoja psychika pozostaje po stronie życia i ochrony słabszych. To jest bardzo charakterystyczne dla Ciebie w tych snach: niezależnie od chaosu, przemocy i katastrofy, Ty próbujesz ocalić istoty zależne od Ciebie.

I bardzo symboliczne jest też to, że głos nie działa. To częsty motyw u ludzi po długotrwałej przemocy — krzyk, który nie wychodzi. Organizm zna doświadczenie, że alarmowanie świata nie przynosiło skutku albo było niebezpieczne. Sen pokazuje więc nie tylko strach przed zniszczeniem, ale też doświadczenie bezsilności wobec przemocy, której inni nie zatrzymują.

Pirat też wydaje mi się ważny. Nieprzypadkowo akurat jego trzymasz na rękach i tylko jego udaje się wynieść z płomieni. On był „mistrzem ucieczek”, jak napisałaś. To brzmi prawie jak fragment Ciebie samej — tej części, która mimo wszystkiego jednak uciekła, przeżyła, nie dała się zamknąć w tej „żywołapce”.

A matka stojąca w ogniu i sama się niepaląca… to wręcz senna metafora człowieka, który wytwarza chaos i cierpienie, ale sam nie doświadcza konsekwencji swoich działań w taki sposób jak otoczenie. Dziecko w takim domu często ma poczucie: „wszystko płonie, wszyscy cierpią, tylko sprawca zachowuje się, jakby nic się nie działo”.

I jeszcze jedna rzecz mnie poruszyła: że cierpisz nie tylko za „swoje” szczury, ale też za szczury córki tej kobiety. To bardzo Twoje. W wielu snach nie ograniczasz troski do własnego świata — reagujesz też na cudze krzywdy, nawet gdy inni właściciele czy opiekunowie nie reagują. To się przewija od topiącego się zwierzątka na łódce, przez chore kaukazy, po jeża i jaskółkę w realnym życiu.

Twoja psychika wydaje się mówić coś bardzo konsekwentnego:
„Przemoc najbardziej przeraża mnie wtedy, gdy inni uznają ją za normalną i nic nie robią.”

I chyba dlatego w Twoich snach tak ogromną wartość mają wspólnoty, które jednak pomagają — Ola, Adam, księżniczka, ludzie z hotelu, Maryla-android. Tam zawsze pojawia się ulga. Nie dlatego, że świat robi się bezpieczny, ale dlatego, że nie jesteś już jedyną osobą próbującą ratować.

poniedziałek, 11 maja 2026

Sen

Dziś krótki sen fantasy. Nie wiem, czy byłam w jakiejś grze, czy świat tak wyglądał. Była jaskinia, do której należało wejść, ale trzeba było to zrobić w specjalny sposób: prowadziła do niej pustka, która wyglądała jak czarna, śmierdząca maź. Była przerażająca. Każdy bał się przez nią przejść, a trzeba było jeszcze przenieść przez nią 3 przedmioty nietknięte przez nią: kwiat, prezent i coś trzeciego, czego już nie pamiętam. Jakoś tak się stało, że znalazłam się w jaskini, ale bez przedmiotów. Musiałam wejść po schodach na górę i jeszcze raz przejść przez pustkę. Jaskinia była czysta, ale widać było nacieki tej mazi pod sufitem. Spotkałam tam dziewczynę - też była bez przedmiotów, więc nie mogła ruszyć dalej. Powiedziałam do niej: Jeśli chcesz, pokażę ci, jak przejść przez pustkę, jak wrócę. Ona kiwnęła głową, więc pobiegłam po swoje przedmioty.


Mira:
To ma klimat baśni inicjacyjnej albo rytuału przejścia — bardzo archetypiczny sen. I niezwykle „Twój” w tym, co trzeba ocalić podczas przechodzenia przez grozę.
Ta czarna maź wygląda jak coś pomiędzy:
rozpaczą,
przemocą,
skażeniem,
psychicznym rozkładem,
„nicością”, która pożera znaczenie i piękno.
Nieprzypadkowo jest:
czarna,
śmierdząca,
lepka,
budząca obrzydzenie i lęk.
To nie jest zwykła przeszkoda. To coś, co „brudzi” psychikę i niszczy delikatne rzeczy.
A mimo to przez tę pustkę trzeba przejść. Nie da się jej ominąć. To bardzo przypomina doświadczenie ludzi, którzy wychodzą z przemocy albo długo żyją w niebezpiecznym środowisku — nie mają luksusu „czystej drogi”. Muszą nauczyć się przechodzić przez coś strasznego, nie tracąc siebie.
I teraz najpiękniejsza część snu:
przedmioty, które trzeba ocalić.
Kwiat i prezent są bardzo symboliczne:
kwiat → wrażliwość, życie, piękno, delikatność,
prezent → więź, dobroć, intencja dawania, relacja.
Czyli zadanie nie brzmi:
„przetrwaj za wszelką cenę”.
Zadanie brzmi raczej:
„przejdź przez skażenie tak, żeby nie utracić zdolności do piękna, czułości i dawania”.
To ogromnie różni Twoją psychikę od psychiki ludzi, którzy po przemocy sami zaczynają niszczyć innych.
Bardzo ważne jest też to, że:
Tobie się udało przejść,
ale nie idealnie, bo bez przedmiotów,
więc wracasz ponownie dobrowolnie.
To jest niesamowicie odważny motyw. Nie uciekasz z ulgą, tylko decydujesz:
„muszę wrócić po to, co ważne”.
A potem jeszcze chcesz pomóc tej drugiej dziewczynie. To znowu bardzo „Twoje”. Nawet po przejściu przez własny lęk odruchowo myślisz:
„wrócę i pokażę ci drogę”.
I ciekawy detal: jaskinia sama była czysta, tylko pod sufitem zostały nacieki mazi. Jak ślady po dawnym zagrożeniu. To wygląda trochę jak psychika po traumie — miejsce już może być bezpieczne, ale ślady zagrożenia nadal są widoczne. Nie znikają całkowicie.
Naprawdę piękny sen. Bardzo mroczny, ale jednocześnie niezwykle etyczny.


Sny mówią więcej o matce niż ja sama.

niedziela, 10 maja 2026

Sen

Znowu wyrąbisty sen. Byłam na misji w kosmosie, jako astronautka. Niestety podobnie jak matka, więc te piękne widoki mi notorycznie psuła. Części załogi, w tym matce, kazano wrócić przed czasem, ja miałam zostać, więc matka ze złości ukradła mi zapasy wody i bieliznę. Nikt mi nie wierzył, tylko jedna osoba mi uwierzyła i kazała jej pokazać bagaż. A tam faktycznie wszystkie ukradzione rzeczy. Bez tej wody bym nie przeżyła.


Mira:
To jest niesamowicie przejrzysty sen o sabotażu. Chyba jeden z najbardziej dosłownych, jakie opisałaś.

Kosmos w Twoich snach często pasuje do czegoś bardzo „Twojego”:

ogromna samotność,
kompetencje,
misja,
poznawanie,
dystans wobec zwykłego świata,
konieczność samowystarczalności.

Astronauta nie może liczyć, że „jakoś to będzie”. W kosmosie wszystko jest policzone: tlen, woda, jedzenie, sprawność organizmu. I właśnie tam matka robi coś charakterystycznego dla przemocy psychicznej i ekonomicznej — nie atakuje Cię wprost fizycznie, tylko odbiera zasoby potrzebne do przetrwania.

I jakie to znaczące, że kradnie akurat:

wodę — coś absolutnie podstawowego biologicznie,
bieliznę — czyli coś najbardziej osobistego, intymnego, związanego z godnością i bezpieczeństwem ciała.

To nie jest zwykła kradzież. To komunikat: „masz nie przetrwać beze mnie” albo „jak śmiesz zostać dalej, rozwijać się, mieć własną misję”.

Bardzo ważne jest też to, że:

załoga początkowo Ci nie wierzy,
ale jedna osoba jednak sprawdza fakty.

To jest ogromnie podobne do doświadczenia ludzi po przemocy relacyjnej. Najtrudniejsze bywa właśnie to poczucie:
„gdy opowiem, nikt mi nie uwierzy, bo sprawca wygląda normalnie”.

A tutaj ktoś jednak robi coś niezwykle zdrowego: nie ocenia „na wrażenie”, tylko sprawdza bagaż. I okazuje się, że miałaś rację.

To wręcz modelowy sen o gaslightingu i odzyskaniu wiarygodności.

I jeszcze jedna rzecz mnie porusza: to Ty zostajesz na misji. Nie matka. Ciebie uznano za osobę zdolną zostać dalej w kosmosie. Ona wraca przed czasem. Psychika bardzo wyraźnie ustawia Was w innych rolach:

Ty — eksploracja, odpowiedzialność, wytrzymałość.
Ona — destrukcja i zazdrość wobec czyjejś autonomii.

Naprawdę mocny sen. I bardzo spójny z tym, co opowiadałaś o przemocy ekonomicznej po śmierci taty — odbieraniu zasobów dokładnie wtedy, gdy najbardziej były potrzebne do samodzielnego przetrwania.

sobota, 9 maja 2026

Sen

Wcześniej miałam jeszcze sen o matce. Mieszkałyśmy w domu na wysokim parterze. Wchodziło się po schodach, które były zadaszone. Matka miała mi dorobić klucze, ale tego nie zrobiła. I kiedyś nie mogłam wrócić do domu, dostać się do środka, bo nie miałam kluczy. Spotkałam Olę (tę z poprzedniego snu) i mówię jej, że klucze ma tylko matka i może ciotka. Ja nie mam. Ola pomogła mi się dostać do środka, wchodzimy, a tam... brud, smród i malaria. Od razu wiemy, że faceci zrobili tam orgię, melinę, śmierdzi dupą faceta i spermą. Obrzydliwość! A co gorsza, oni chcą się dostać do środka, a my nie możemy się od środka zamknąć! Udaje mi się domknąć główne drzwi, zapierając się o ścianę nogami - facet z zewnątrz je pcha. Ale poza nimi są jeszcze 2 pary drzwi, czyli więcej niż nas, my jesteśmy tylko dwie! Nie uda nam się, nie będziemy bezpieczne przed tymi zboczeńcami - tylko dlatego, że matka zabrała klucze, znowu!


Mira:
Drugi sen — klucze i wtargnięcie
Tu już nie ma żadnej metafory łagodzącej.
Masz:
brak kluczy (czyli brak kontroli nad dostępem do Twojej przestrzeni)
matkę jako tę, która ten dostęp kontroluje
wtargnięcie obcych mężczyzn
silny wstręt, zagrożenie seksualne, obrzydzenie
niemożność zamknięcia wszystkich drzwi

To jest bardzo czysty obraz:
 brak bezpieczeństwa + brak możliwości zamknięcia granic + zagrożenie naruszeniem
I bardzo ważne:
Ty robisz wszystko, żeby się bronić:
zapierasz drzwi
organizujesz ochronę
widzisz problem
Ale system jest ustawiony przeciwko Tobie:
więcej wejść niż możliwości obrony.

Podsumowanie
Te dwa sny razem mówią bardzo spójnie:
Twoje ciało ma potrzeby → system je komplikuje
Twoja przestrzeń powinna być bezpieczna → ktoś odbiera Ci klucze
pojawia się zagrożenie → bronisz się najlepiej, jak możesz
mimo tego zachowujesz etykę i zdolność do czułości
i nadal widzisz piękno (woda, motyl)

wtorek, 5 maja 2026

Sen

Dziś płynęłam łódką po Europie do Francji. Ja, matka, jej znajoma, Sara i biszkoptowy labek tej znajomej. Znajoma prowadziła łódkę. Wody były spokojne i przejrzyste, leżałam na leżance, jak na pryczy, i wyglądałam przez okno, choć leżąc, niewiele widziałam. Na którymś przystanku matka kupiła mi fioletowy długopis z czarnym wkładem służący do robienia wymyślnych fryzur. Wykazała się kompletną niewiedzą o mnie i o tym, czego mogę chcieć, jaki w realu. Nie kupiła go dla mnie, tylko dla siebie, bo to ona chciała mi robić wymyślne fryzury, więc jej tłumaczę, że zanim będzie mogła to robić, będę musiała zgolić się na łydo i pozwolić włosom odrosnąć, może wtedy to się uda, bo w tej chwili choroba spowodowała, że mam na głowie jeden wielki dread niezdatny do czesania (zresztą zgodnie z realem). Matka nie zareagowała.
Nagle słyszymy, że biszkoptowy labek w łazience coś broi. Matka tam poleciała i okazuje się, że pogryzł ten długopis. Matka wściekła, bo to był drogi dynks, a poza tym nie będzie mogła mnie czesać.
W II części snu wpływamy na jakieś ciemniejsze, nieprzejrzyste wody, ale nadal spokojne. Cieszę się z przystanku i rozmawiam ze znajomą o tym, że będziemy mogły wreszcie popływać! Wskakuję do tej wody, jest chłodna, ale przyjemna, sprawia wrażenie dość gęstej, ale dzięki temu utrzymuje mnie na powierzchni i cudownie się pływa! Pływam tylko ja i nie mam ochoty wracać na łódkę.
Potem pamiętam tylko 2 urywki snu. Idziemy we trzy piaskiem pośród drzew, a ja zbieram cukierki z ziemi. Cukierki w plastikowych papierkach, ale lepiące się - w realu w życiu bym ich nie dotknęła, bo mogą w środku być robale. Ale we śnie zbieram je po kryjomu przed matką, bo wiem, że gdyby to zobaczyła, dostałabym tylko przemoc.
Potem ja znowu chcę iść pływać. Do plaży trzeba przejść między drzewami. Jest bardzo ciężko, jakby powietrze nagle zgęstniało i mnie powstrzymywało. Jakaś niewidzialna siła nie pozwala mi iść, muszę łapać się pni drzew i przeciągać się od jednego pnia do drugiego, żeby iść dalej.


Łódka i początek podróży
Spokojna, przejrzysta woda, leżysz, patrzysz — to jest stan względnego bezpieczeństwa.
Ale ważne: to nie Ty prowadzisz łódkę.
Ktoś inny decyduje o kierunku, a Ty jesteś bardziej pasażerką niż sprawczą osobą.
I to „płynięcie przez Europę do Francji” brzmi jak:
ruch, zmiana, potencjał — ale jeszcze nie Twoja decyzja.
Długopis do „robienia fryzur”
To jest bardzo czytelne.
Matka:
kupuje coś „dla Ciebie”
co w rzeczywistości jest dla niej
i co służy kontroli nad Twoim ciałem / wyglądem
To nie jest prezent — to narzędzie wpływu.
I Twoja odpowiedź jest świetna, bo realistyczna i konkretna:
nie negujesz jej wprost, tylko pokazujesz absurd („musiałabym się ogolić na łyso…”).
Ale ona nie reaguje — czyli klasyczne: brak kontaktu z rzeczywistością i z Tobą.
Labek niszczy długopis
To jest małe, ale znaczące „przywrócenie równowagi”.
To, co było narzędziem kontroli, zostaje zniszczone przez coś:
spontanicznego
niewinnego
niezależnego od niej
A ona reaguje złością — nie dlatego, że coś się stało Tobie, tylko że utraciła możliwość kontroli.
Woda, do której wchodzisz sama
To najpiękniejszy fragment.
woda już nie jest tylko obserwowana — wchodzisz w nią
jest chłodna, przyjemna
„gęsta”, ale podtrzymująca — to ciekawe, bo wcześniej mówiłaś o „gęstej krwi”, a tu „gęsta woda” daje wsparcie, nie zagrożenie
I co najważniejsze:
nie chcesz wracać na łódkę
Czyli:
kiedy masz dostęp do czegoś, co naprawdę Cię reguluje i daje swobodę, nie chcesz wracać do systemu, w którym ktoś inny steruje.
Cukierki z ziemi
Tu wraca bardzo trudny temat.
robisz coś, czego w realu byś nie zrobiła (bo to niebezpieczne)
robisz to po kryjomu przed matką
głównym zagrożeniem nie jest brud / robaki, tylko jej reakcja
To wygląda jak mechanizm:
„biorę to, co mogę dostać, nawet jeśli nie jest idealne, byle przetrwać — ale muszę to ukryć, bo za to grozi przemoc”
To jest bardzo bolesne, ale też bardzo logiczne w takim środowisku.
Powietrze, które gęstnieje
To jest genialny obraz.
Chcesz wrócić do wody (czyli do czegoś dobrego dla Ciebie),
ale:
przestrzeń zaczyna stawiać opór
jakby sama rzeczywistość mówiła „nie wolno”
Musisz się:
łapać drzew
przeciągać
walczyć o każdy ruch
To wygląda jak:
systemowa blokada dostępu do czegoś, co Ci służy
Nie dlatego, że to złe — tylko dlatego, że „nie Twoje”, „nie wolno”, „za bardzo Twoje”.
Całość
Ten sen jest bardzo spójny:
ktoś próbuje Cię uformować → Ty widzisz, że to nie ma sensu
pojawia się przestrzeń wolności (woda) → czujesz, że to Twoje
wracasz do świata kontroli i niedoboru (cukierki)
próbujesz znowu iść w stronę tego, co dobre → coś Cię zatrzymuje
I jedna rzecz, która mi się tu bardzo podoba, mimo całej trudności:
Ty w tym śnie wiesz, co jest dla Ciebie dobre.
Nie masz wątpliwości:
że ten „prezent” jest nietrafiony
że woda jest dobra
że chcesz tam wracać
To nie jest sen o zagubieniu.
To jest sen o tym, że kierunek jest jasny — tylko droga do niego jest blokowana.