To się nigdy nie skończy. Myślałam, że matka się opamięta, ale wpisała się w badania nad przemocowcami całkowicie, nie chce być w tych 5% przemocowców, którzy przestali stosować przemoc. Od kilku dni zalewa mnie przemocowymi mailami. Dziś znowu stek kłamstw o moim zdrowiu, o którym nie ma bladego pojęcia. Mimo że ma wszystko podane na tacy, dalej idzie w zaparte, wymyśla mi choroby i objawy, których nie mam, a potem idzie kłamać innym lekarzom na mój temat! Gdyby miała dostęp do moich lekarzy, to nachodziłaby ich tak samo, jak to już robiła w przeszłości, nękałaby ich, oszukiwała, wymuszała zmianę diagnozy na taką, która się jej podoba, straszyłaby ich odebraniem praw do wykonywania zawodu, tak jak już to robiła. Niektórych lekarzy o tym uprzedziłam, ale nie wszystkich. Zresztą niektórzy są uczciwi i umieją się zachować - lekarz nie ma prawa rozmawiać o żadnym pacjencie, jeśli ten nie udzieli na to zgody: ja nie udzielam. Są lekarze, którzy to szanują i wypraszają matkę z gabinetu, ale niektórzy albo się nabierają, albo się boją (czego się można bać, jeśli się nie ma nic na sumieniu?), albo, co gorsza, ulegają jej. Do takich już potem nie chodzę, złamali prawo, rozmawiali z obcą osobą na temat mojego zdrowia, więc jak można by im znowu zaufać? Ale nie chcę, żeby matka robiła problemy lekarzom uczciwym, bo na to nie zasłużyli.
Ostatnio szajs mi przypomniał zapiski z F7. Profesor wyprosił matkę z gabinetu już po 2 minutach, stwierdzając m. in., że nie będzie rozmawiał z kimś "tak oderwanym od rzeczywistości".
Matka znowu straszy mnie najściem. I jak zwykle stosuje przemcowe zagrania, zobaczcie:
"NIE PISZ MI TYLKO O PRZEMOCY ,BO TO SWIADCZY O TWOICH ZABORZENIACH UROJENIOWYCHI I PSYCHOZACH POLEKOWYCH,TAK MI TLUMACZYL TWJE ZACHOWANIE PSYCHIATRA,U KTOREGO BYLAM NA KONSULTACJI W TWOJEJ SPRAWIE".
Albo to:
"Opowiedzialam mu o twoich dolegliwosciach i objawach.Byl zbulwersowany,ze do tej pory nie bylas zdiagnozowana. Wysoka prolaktyna,ktora masz od lat i ktorej objawami sa miedzy innymi b. duze piersi,jest bardzo niebezpieczna.Powoduje raka piersi,raka narzadow rodnych i choroby tarczycy. Przysadka produkuje duze ilosci prolaktyny przy guzie,ale tez od przyjmowania antydepresantow i innych psychotopow,o czym powinien wiedziec kazdy psychiatra ! Dlaczego tzw.twoi lekarze nie zlecaja ci badan. przy pierwszym spojrzeniu na ciebie widac powazne choroby endokrynologiczne.Kazdy psychiatra czy neurolog powinien wiedziec ,ze w przypadku chorob i zaburzen endokrynologicznych nie wolno podawac zadnychlekow psychiatrycznych , neurologicznychi opiatow czy innych przeciwbolowych.Trzeba leczyc przyczyne a nie skutk, a wej chwili to juz powazne zaburzenia polekowe.Corciu trzeba sie ratowac,ale ty przestalas juz logicznie myslecTrzeba sie wybrac juz do profesorow i zrobic wszystkie testy w szpitalu.Poza tym zbadac niedobory w organizmie,bo np.niedobor wapnia powoduje stany lekowe,a niedobor oksytocyny powoduje fobie spoleczna i brak empatii itd.DLACZEGO MASZ ZOSTAC W TYM SAMA.mASZ MNIE,JA CI PPOMOGE I ZMOBILIZUJE WSZYSTKIE SRODKI I KONTAKTY ZEBY CIE Z TEGO WYCIAGNAC.PRZECIEZ JESTES MOIM JEDYNYM SKARBEM.NIE CHCE SIE O TYM JUZ ROZPISYWAC,BO POWINNYSMY O TYM POROZMAWIAC.OBY NIE BYLO ZA POZNO NA POMOC.ZLE SIE STALO ZETWOJE PROBLEMY ZBIEGLY SIE Z CHOROBA OJCA,A JAK WIDZISZ PSYCHIATRZY Z KAZDEGO ZROBIA CHOREGO.pROSCI LUDZIE UNIKAJA PSYCHIATROW,BO WIEDZA ZE NIE MOZNA MANIPULOWAC MOZGIEM.ZADNE KSIAZKI ANI TWOJA OGROMNA WIEDZA I ZDOLNOSCI NIE DALY RADY PSYCHOTROPOM.TRZEBA ZROBIC WSZYSTKO ZEBY ORGANIZM OCZYSCIC ZC TEJ TRUCIZNY!"
(cytuję bez zmieniania czegokolwiek)
Cały jej mail tak wygląda. Każdy mail. Nie jestem w stanie tego nawet czytać. Tata mnie kiedyś za nią przepraszał, bo nie miał sił poprawiać jej błędów, a było ich tyle, że spell checker się wyłączył. A matka całe życie mnie oszukiwała, że była dobra z polskiego!
Od lat matka nie ma dostępu do moich badań i lekarzy, ale przecież wiedzę o EDS6a ma podaną na tacy. Mimo to zmyśla takie farmazony, obgaduje i obmawia mnie za plecami i tak kłamie, a do tego jeszcze mnie obraża. Po spojrzeniu na mnie wie, jakie mam wyniki badań! Normalnie rentgen w oczach, jak biooszuści! Robi i mówi takie rzeczy, żeby tylko się nie przyznać do prawdy - to ona przekazała mi chorobę genetyczną, a potem przez całe dzieciństwo mnie nie diagnozowała, nie leczyła, umniejszała moje objawy, kiedy się skarżyłam, żeby tylko nie iść do lekarza i nie zrobić badań, bo rozkazała mi mieć tylko takie objawy, jakie ona chce! Takie, które nie są genetyczne i nie wymagają jej pomocy, opieki, a więc wszystkie niepełnosprawności, konieczność rehabilitowania dziecka, badania go i zajmowania się nim, a także zaburzenia psychiczne (bo to i niepełnosprawność to wstyd przed sąsiadami!) - odpadały. Wolno mi było mieć tylko zaburzenia hormonalne, bo wtedy mogłaby nic nie robić, tylko pigułki podawać. I tak jest do dziś.
Jak choroba genetyczna od życia płodowego mogła się zbiec z chorobą taty, skoro tata chorował tylko przez ostatnie 11 lat życia?!
I proszę, po raz kolejny pisze mi, jak to bardzo chce mi pomóc. To gdzie jest ta jej pomoc w takim razie? Dlaczego muszę żebrać o pieniądze na respirator u obcych ludzi? Przecież matka mogłaby mi po prostu uczciwie oddać moją część spadku, nie musi mi w ogóle nawet pomagać, wystarczy jednorazowo zachować się uczciwie!
Edit: Kolejne maile matki. Takie rzeczy wmawia mnie, ludziom dookoła, tak mnie oczernia w rodzinie i takie kity wciska lekarzom, zamiast powiedzieć prawdę o mojej diagnozie. Lepiej szantażować lekarzy, którzy mnie diagnozowali!
"Corciu, znow piszesz mi o przemocy.Ewidentnie jestes zaburzona.Potrzebna ci natychmiastowa pomoc , bo to idzie w bardzo zlym kierunku! Wlasnie wyslalam ci 2tys. zl z mojej renty , a wczesniej utrzymywalismy ciebie i twie mieszkanie z oszczednosci przez kilkanascie lat. Gdybys byla zdrowa psychicznie to bys pracowala,miala meza i dzieci.W tej chwili wymagasz obecnosci i opieki matki, bo jeszcze zyje,wiec korzystaj z mojej pomocy.Bedziemy wspolnie robic zakupy,gotowac,sprzatac,wychodzic na spacery nad wisle i wogole duzo chodzic, bo to wszyscy lekarze zalecaja.Musisz rozmawiac z ludzmi! Przede wszystkim musizs sie zdiagnozowac i chodzic do lekarzy ze mna, bo oni zlecaja ci lekarstwa na podstawie twoich slow, a opowiadasz o urojonych chorobach.Zrozum, jestes osoba uzalezniona i sama z tego nie wyjdziesz.Byc moze na dobrowolne leczenie jest za pozno i trzeba bedzie to zrobic w iinny sposob.Tak mi mowia lekarze.Juz kilka lat temu,jak lezalas w szpitalu,profesor mi mowil,ze jestes uzalezniona,a poza tym masz powazne zaburzenia endokrynologiczne i masz skrajne niedobory, ktore tez trzeba zdiagnozowac.Trzeba sprawdzic twoje nadzerki,jesli nadal krwawia,to leczy sie je koagulacja.Insulinoopornosc tez trzeba leczyc.Przynajmniej 10 ortopedow kazalo ci rehabilitowac kregoslup,cwiczyc i schudnac. Ty wolalas przeciwbolowe i psychotropy i niszczyc mozg".
Nie wysłała mi 2 tys, tylko 500 zł, i nie swojej renty, bo żadnej nie ma, tylko z emerytury taty, której 60% prawnie przysługuje choremu dziecku zmarłego, ale matka odmawia wydania moich badań z dzieciństwa i pobiera moją część renty po tacie.
Kolejny edit i kolejny mail z tego samego dnia: "Czy ty nie patrzysz w lustro, czy nie widzisz swoich wytrzeszczonych oczu i ogromnych piersi.Obejrzyj swoje dawne zdjecia.Te symptomy swiadcza o powaznych chorobach.Wiedz,ze nawet nieleczona lub zle liczona tarczyca powoduje zaburzenia umyslowe.Tyjuz nikogo nie sluchasz,bo zyjesz w innej rzeczywistosci.Jestem twoja matka i wiem , jaka bylas.Teraz nie jestes soba.Ja chce odzyskac swoja corcie!"
No przecież ona urodziła "zdrowe dziecko"!
Szkoda, że sama nie spojrzy w lustro, bo ja też widziałam jej "dawne zdjęcia".
"Tak sobie czasem marze, ze sprzedam mieszkanie w legionowie i wybuduje maly domek w Wieliszewie i tam ,beddziemy sobie we dwie mieszkac.Moze tam spotka nas cos dobrego.Moze doczekam sie tam ziecia,kto to wie . Zycie polega na zmianach.Ruch w kazdej postaci przynosi dobre efekty".
Takie ma marzenia: stały dostęp do ofiary przemocy, żeby móc się nad nią znęcać 24/7, oraz zmuszenie ofiary do nieszczęśliwego życia (bo czym niby innym jest "zięć") bez dostępu do leczenia (bo tam takowego nie ma). Jej marzeniem jest, żeby móc mnie niszczyć bez ograniczenia, żebym nie miała własnego życia i żebym cierpiała jeszcze bardziej.
Prof. Zgliczyński ją z 15 lat temu wyśmiał, jak mu wspomniała, że mam wytrzeszcz oczu. Może by jej uwierzył, gdyby mnie tam nie było i by mnie nie widział.
I co może o mnie wiedzieć, skoro mnie nie zna, bo nigdy nie była matką, której można zaufać? Jedyną wiedzę o mnie ma z pamiętników, które prowadziłam, mając 15 lat, i tylko dlatego, że włamywała się do mojego pokoju, robiła rewizję, grzebała w moich rzeczach i nielegalnie otwierała kłódkę do skrzyni z pamiętnikami, kiedy wychodziłam do szkoły! To samo potem robiła z moim mieszkaniem, kiedy trafiałam do szpitala, dodatkowo jeszcze kradnąc mi leki!
Nigdy też do niej nie dzwoniłam. Jedyną osobą, z którą rozmawiałam, był tata. Ona podsłuchiwała albo wbrew mojej woli odbierała mu słuchawkę.
Jeśli jeszcze kiedykolwiek w życiu zakocham się z wzajemnością, to nigdy go/jej nie przedstawię matce. Wystarczająco już obraziła i obmówiła tych moich przyjaciół, których poznała.
Kolejny edit. "Corcia,ckad u ciebie tyle nienawisci i agresji.Ja sie troszcze o ciebie, a Ty mi drzwi nie otwierasz.Ja ci chce pomoc.Twoj mozg nie pracuje prawidlowo. Trzeba to zmienic.,odstawiajac niektore leki i uzupelniajac hormony.Kazdy normalny czlowiek szuka ratunku roznymi sposobami,a Ty wolisz chorowac i siedziec w domu jak wiezien.A zycie ucieka. prosze cie, da j sobie pomoc.Potrzebna jest ci osoba,ktora Toba pokieruje.Kocham cie iwszystko dla ciebie zrobie".
Wygadała się: nie chce mi naprawdę pomóc, tylko kierować mną jak bezwolną lalką.
Nie odpisałam na 2 czy 3 dzisiejsze maile, to kolejny mail bez powodu. Matka za każdym razem kasuje to, co ja piszę, nie odpowiada na pytania, tylko leci cały czas tą samą przemocową śpiewką. Pierwszy raz dziś jej nie wpuściłam i nie zamierzam tego już robić. Dziś ostatecznie zrobiła cyrk, a potem znowu szarpała za klamkę, napierała na drzwi, obrażała mnie na korytarzu. Robi tak za każdym razem, kiedy mi się uda zmusić ją do wyjścia, a dziś zrobiła to samo bez żadnego powodu.
To ona mnie nachodzi, obraża, próbuje robić pranie mózgu, wmawia kłamstwa, oczernia mnie, rozpowiada na mój temat kłamstwa obcym ludziom, rodzinie, lekarzom, każdy jej kontakt jest przemocowy, nie nawiązuje go NIGDY w innym celu, nie wydaje mi mojej części spadku, który mi się prawnie należy, jeździ do moich lekarzy, szantażuje ich i oszukuje, żeby zmienili diagnozę na taką, jaka jej pasuje, usiłuje mnie zmusić, żebym robiła to, co ona mi każe, włamuje się do mojego domu wbrew mojej woli, robi mi rewizje, kiedy jestem w szpitalu, kradnie mi leki (!!!), konfabuluje, wyzywa mnie od psychicznie chorych, podżega mnie do samobójstwa, usiłując zmusić, żebym przestała brać leki i się leczyć, podrabia moje podpisy na prawo i lewo, oszukuje US, podając się za mnie, stalkuje mnie i nachodzi. I to ja mam być tą agresywną i pełną nienawiści?! A ona to z miłości niby robi?!
Przecież ja nawet żadnego kontaktu nie nawiązuję!! Nie odpowiadam przemocą na jej przemoc, choć tylko to jej się należy. I to ja jestem agresywna?!
I gdzie jest ta pomoc, o której za każdym razem wspomina? Przecież wie, czego potrzebuję, bo jej wielokrotnie mówiłam! Nie dość, że mi nie pomaga, to jeszcze mnie niszczy!
Edit. Wrzucam zrzut reakcji osoby mi życzliwej, która przeczytała ten wpis. Ujęła to wszystko w słowa lepiej niż ja. I mimo że znamy się dopiero od kilkunastu lat i widujemy rzadko, to wie o mnie znacznie więcej niż matka. Bo chce wiedzieć, bo chce mnie poznać, na tym to polega! Bardzo mnie podniosła na duchu.

Temu urojeniu matka nadała imię Kasia. Kasia nie może mieć własnego zdania, własnych myśli, własnej osobowości, własnej woli, własnego życia, własnych potrzeb, własnych znajomych, własnych marzeń, własnego imienia. Jest własnością matki, wolno jej jedynie przytakiwać i robić to, co matka jej każe, bo jak nie, to jest "chora psychicznie, nienormalna", zastraszana, nękana, nachodzona. Kasia ma mówić, myśleć i robić to, co matka jej każe. Ma marzyć o tym, co matka jej każe. Ma potrzebować tego, co matka jej każe. Ma się ubierać w to, co matka jej każe. Ma chorować tylko na to, na co matka jej każe. Ma mieć znajomych, jakich matka jej wybierze. Ma prawo tylko do objawów, na które matka jej pozwoli. Ma chodzić do hochsztaplerów, których matka wyznaczy.
Mało tego, matka chce przefujać na te urojenia moją część spadku!