Poniżej link do najlepszego polskiego tekstu o przemocy wobec osób z ASD. O przemocy, której nieustannie doświadczamy od NT, a szczególnie od matek. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby mojemu ZA towarzyszyła niepełnosprawność intelektualna - jaką przemocową władzą miałaby nade mną matka. A w takiej sytuacji jest większość osób z ASD i ogólnie z różną niepełnosprawnością niepozwalającą wyjść z domu i uciec od przemocowej matki.
Zza pancernej szyby nie słychać wołania o pomoc
"Każda próba narzucenia swojej woli innej osobie jest aktem przemocy" /Gandhi/. ***** I. Pospiszyl "Przemoc w rodzinie", Warszawa 1994, s. 10: "Przemoc w rodzinie to każdy akt godzący w osobistą wolność jednostki, zmuszanie jednostki do zachowań niezgodnych z jej własną wolą". ***** O przemocy mówi się dużo, ale o przemocy matek wobec dorosłych niepełnosprawnych dzieci - wcale. Ponad 80% ON doświadcza przemocy ze strony matek.
czwartek, 18 kwietnia 2019
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
PONIEDZIAŁEK, 15 KWIETNIA 2019
Naprawdę już nie mam siły. Matka nadal mnie stalkuje, a jeszcze się ani razu (!!!) nie zdarzyło, żeby powiedziała mi coś, czego nie da się powiedzieć ani mailem, ani sms-em.
Od jakiegoś czasu robi mi ciągle awantury o to, że nie pozwalam jej podrobić mojego podpisu i działać za moimi plecami.
Sąd nadal nie przysłał mi stosownego dokumentu, niezbędnego do złożenia dokumentów w US, żeby mi nie naliczyli podatku od spadku, którego nie otrzymałam (matka nadal nie przekazała mi mojej części). Okazuje się, że matka oszukała mnie, ukrywając, że decyzja sądu uprawomocniła się już 5.01, i że wzięła na mnie dokumenty. Od ponad 3 miesięcy mi ich nie wysłała!!!
Teraz twierdzi, że już wypełniła dokumenty do US za siebie i za mnie i że mam jej dać adres mojego US, to je wyśle. Oczywiście nie zgadzam się. Zażądałam, żeby wysłała dokument do mnie, a to ja go wyślę do US. Matka od 2 tygodni awanturuje się i nie chce mi tego dokumentu wysłać (btw, adres US jest przecież publicznie dostępny na stronie samego US, wystarczy wygooglać, więc po co matka mnie oszukuje, że nie ma adresu?!). Jeśli go nie wyśle, to i tak wyślę swój w swoim imieniu i to ona będzie mieć problemy za podrabianie podpisu! Jeśli mi nie wyśle tego dokumentu, to:
1. Nie będę mieć żadnej pewności, że w ogóle go wysłała. Świstek poświadczający nadanie nie jest żadnym dowodem, bo nie mówi, co zostało wysłane! Xero też nie jest dowodem, bo można zrobić xero innego dokumentu, a wysłać inny.
2. Nie będę wiedziała, co matka tam wpisała, czyli nadal nie będę nawet wiedziała, co odziedziczyłam! Myślę, że właśnie dlatego matka nie chce mi tego dokumentu wysłać, żeby mi nie zdradzić, co odziedziczyłam, żebym się nie mogła domagać swojej części. Tylko zapomina, że to sąd zrobi podział majątku, jeśli mi nie odda mojej części. A może wcale nie zapomina, tylko robi to specjalnie, jak wszystko.
Dodatkowo matka robi mi ciągle awantury o to, że to ona źle wpisała moje imię w dokumentach. Mnie to już tylko śmieszy. Chciała zaszkodzić mnie, a zaszkodziła sobie, bo to ona musi to teraz odkręcać! Całe życie na złość mi nazywa mnie imieniem jakiejś obcej baby (nie wiem, kim ona jest i skąd matka w ogóle to imię wzięła), robiła mi tym problemy w każdej szkole. Dopiero na studiach udało mi się to odkręcić, bo tam już nie miała żadnych praw, bo byłam pełnoletnia. Ale nawet składając papiery w sądzie o sprawę spadkową po tacie, wpisała cudze imię, zamiast mojego! Wyobrażacie to sobie?!
Kiedy mój brat będąc w liceum, poprosił mnie, żebym nie nazywała go Adasiem, tylko Adamem, w tej samej sekundzie przestawiłam się na Adama i NIGDY nie przyszło mi do głowy, żeby choć raz, jeden, jedyny raz, zrobić mu na złość i nazwać Adasiem. A Adaś to przecież nadal jego imię, nie łamałabym nawet prawa, wpisując w jego dokumentach cudze imię! Mimo że to byłaby nic nieznacząca jednorazowa złośliwość - i tak nie przyszło mi do głowy, żeby mu ją wyrządzić. Matce to nie przeszkadza. Nie tylko nazywa mnie cudzym imieniem, a nie moim, ale jeszcze do tego oszukuje na każdym kroku, wpisując nieprawdziwe imię w dokumentach oficjalnych! Od tylu lat!! Ile problemów przez nią miałam! A do tego jeszcze całą rodzinę przeflancowała, żeby nie mówili do mnie po imieniu, tylko tą inwektywą, którą sama wymyśliła, a która była i jest synonimem jej przemocy wobec mnie. Kasia to urojona przez nią postać jej córki, która tańczy, jak matka jej zagra, robi to, co matka jej każe, i jest taka, jak matka sobie życzy, bo nie ma własnego zdania, własnego życia, własnej osobowości ani własnych cech. Ta urojona postać nie ma EDS, nie jest niepełnosprawna i z radością i wdzięcznością poddaje się przemocy matki. Tylko Kasię matka uznaje. A ponieważ ja nią nie jestem, to trzeba mnie nękać i gnoić.
To cudowne, że w końcu przemoc matki obróciła się przeciwko niej, choćby i w tak minimalnym i jednorazowym zakresie.
Ale to ja znowu dziś od niej usłyszałam, że mam "zjebany mózg". Problem polega na tym, że mój mózg jest mniej "zjebany" przez demencję, depresję, brain fog i skrajny przewlekły ból niż jej mózg z jej własnej woli. Jej mózg jest przeżarty nienawiścią i przemocą.
Od jakiegoś czasu robi mi ciągle awantury o to, że nie pozwalam jej podrobić mojego podpisu i działać za moimi plecami.
Sąd nadal nie przysłał mi stosownego dokumentu, niezbędnego do złożenia dokumentów w US, żeby mi nie naliczyli podatku od spadku, którego nie otrzymałam (matka nadal nie przekazała mi mojej części). Okazuje się, że matka oszukała mnie, ukrywając, że decyzja sądu uprawomocniła się już 5.01, i że wzięła na mnie dokumenty. Od ponad 3 miesięcy mi ich nie wysłała!!!
Teraz twierdzi, że już wypełniła dokumenty do US za siebie i za mnie i że mam jej dać adres mojego US, to je wyśle. Oczywiście nie zgadzam się. Zażądałam, żeby wysłała dokument do mnie, a to ja go wyślę do US. Matka od 2 tygodni awanturuje się i nie chce mi tego dokumentu wysłać (btw, adres US jest przecież publicznie dostępny na stronie samego US, wystarczy wygooglać, więc po co matka mnie oszukuje, że nie ma adresu?!). Jeśli go nie wyśle, to i tak wyślę swój w swoim imieniu i to ona będzie mieć problemy za podrabianie podpisu! Jeśli mi nie wyśle tego dokumentu, to:
1. Nie będę mieć żadnej pewności, że w ogóle go wysłała. Świstek poświadczający nadanie nie jest żadnym dowodem, bo nie mówi, co zostało wysłane! Xero też nie jest dowodem, bo można zrobić xero innego dokumentu, a wysłać inny.
2. Nie będę wiedziała, co matka tam wpisała, czyli nadal nie będę nawet wiedziała, co odziedziczyłam! Myślę, że właśnie dlatego matka nie chce mi tego dokumentu wysłać, żeby mi nie zdradzić, co odziedziczyłam, żebym się nie mogła domagać swojej części. Tylko zapomina, że to sąd zrobi podział majątku, jeśli mi nie odda mojej części. A może wcale nie zapomina, tylko robi to specjalnie, jak wszystko.
Dodatkowo matka robi mi ciągle awantury o to, że to ona źle wpisała moje imię w dokumentach. Mnie to już tylko śmieszy. Chciała zaszkodzić mnie, a zaszkodziła sobie, bo to ona musi to teraz odkręcać! Całe życie na złość mi nazywa mnie imieniem jakiejś obcej baby (nie wiem, kim ona jest i skąd matka w ogóle to imię wzięła), robiła mi tym problemy w każdej szkole. Dopiero na studiach udało mi się to odkręcić, bo tam już nie miała żadnych praw, bo byłam pełnoletnia. Ale nawet składając papiery w sądzie o sprawę spadkową po tacie, wpisała cudze imię, zamiast mojego! Wyobrażacie to sobie?!
Kiedy mój brat będąc w liceum, poprosił mnie, żebym nie nazywała go Adasiem, tylko Adamem, w tej samej sekundzie przestawiłam się na Adama i NIGDY nie przyszło mi do głowy, żeby choć raz, jeden, jedyny raz, zrobić mu na złość i nazwać Adasiem. A Adaś to przecież nadal jego imię, nie łamałabym nawet prawa, wpisując w jego dokumentach cudze imię! Mimo że to byłaby nic nieznacząca jednorazowa złośliwość - i tak nie przyszło mi do głowy, żeby mu ją wyrządzić. Matce to nie przeszkadza. Nie tylko nazywa mnie cudzym imieniem, a nie moim, ale jeszcze do tego oszukuje na każdym kroku, wpisując nieprawdziwe imię w dokumentach oficjalnych! Od tylu lat!! Ile problemów przez nią miałam! A do tego jeszcze całą rodzinę przeflancowała, żeby nie mówili do mnie po imieniu, tylko tą inwektywą, którą sama wymyśliła, a która była i jest synonimem jej przemocy wobec mnie. Kasia to urojona przez nią postać jej córki, która tańczy, jak matka jej zagra, robi to, co matka jej każe, i jest taka, jak matka sobie życzy, bo nie ma własnego zdania, własnego życia, własnej osobowości ani własnych cech. Ta urojona postać nie ma EDS, nie jest niepełnosprawna i z radością i wdzięcznością poddaje się przemocy matki. Tylko Kasię matka uznaje. A ponieważ ja nią nie jestem, to trzeba mnie nękać i gnoić.
To cudowne, że w końcu przemoc matki obróciła się przeciwko niej, choćby i w tak minimalnym i jednorazowym zakresie.
Ale to ja znowu dziś od niej usłyszałam, że mam "zjebany mózg". Problem polega na tym, że mój mózg jest mniej "zjebany" przez demencję, depresję, brain fog i skrajny przewlekły ból niż jej mózg z jej własnej woli. Jej mózg jest przeżarty nienawiścią i przemocą.
środa, 27 marca 2019
ŚRODA, 27 MARCA 2019
Dalej wydzwania. Myślałam, że w jakiejś ważnej sądowej sprawie, o której nie można napisać w mailu - bo przecież mój numer to nie 112 i w innym celu się tu nie dzwoni. Niestety - znowu przemoc. Najpierw znowu chciała mnie przesłuchiwać, ale nie pozwoliłam. Nie pozwalam na to od lat, jeszcze się nie nauczyła? Zapytałam, jaką ma sprawę. Nie miała sprawy. Chodziło o to, żeby mnie umówić do jakiegoś altmedowego hochsztaplera, którego ona zna, którego już oszukała co do mojego zdrowia, i z którego potem wyciągnie moje dane zdrowotne. Matka jest uzależniona od wiszenia na telefonie, dla niej zadzwonienie gdzieś i umówienie mnie do lekarza to betka, pikuś, żaden problem, sama radość. A myślicie, że to robi? Że mi to proponuje? Otóż NIE. NIGDY nie zaproponowała mi, że zadzwoni w moim imieniu, żeby mnie umówić. A kiedy ja ją o to prosiłam, to to olewała. Od kilku lat (!!!) czekam, żeby mnie umówiła do dentysty. Nadal tego nie zrobiła, a ja już prawie zębów nie mam. :/ Niedługo nie będzie już co ratować.
Najgorsze, że nie mogę jej podać namiarów na moich lekarzy, bo znowu będzie do nich jeździć i ich szantażować, żeby zmienili mi diagnozę, bo jej się ona nie podoba. Robi tak, mimo że nie jest do niczego upoważniona. Zamiast się zapoznać z tymi diagnozami, dostosować i pomóc mi, to o, proszę, co robi. Nigdy nie udzieliła mi żadnej pomocy - i to pół biedy, nie musi, odpuszczam jej ten moralny obowiązek, mimo że to ona mi dała geny, urodziła i odmówiła leczenia w dzieciństwie. Odpuszczam jej. Ale nie ma mowy, żebym jej wybaczyła i odpuściła ciągłą przemoc i pogarszanie mojego zdrowia, zagrażanie mojemu życiu, podżeganie do samobójstwa, szantażowanie i oszukiwanie moich lekarzy!! Nigdy jej nie wybaczę aktywnego działania na moją szkodę, niszczenia mnie i mojego zdrowia. Niech sobie znajdzie inną ofiarę, która odpowie jej tym samym.
Najgorsze, że nie mogę jej podać namiarów na moich lekarzy, bo znowu będzie do nich jeździć i ich szantażować, żeby zmienili mi diagnozę, bo jej się ona nie podoba. Robi tak, mimo że nie jest do niczego upoważniona. Zamiast się zapoznać z tymi diagnozami, dostosować i pomóc mi, to o, proszę, co robi. Nigdy nie udzieliła mi żadnej pomocy - i to pół biedy, nie musi, odpuszczam jej ten moralny obowiązek, mimo że to ona mi dała geny, urodziła i odmówiła leczenia w dzieciństwie. Odpuszczam jej. Ale nie ma mowy, żebym jej wybaczyła i odpuściła ciągłą przemoc i pogarszanie mojego zdrowia, zagrażanie mojemu życiu, podżeganie do samobójstwa, szantażowanie i oszukiwanie moich lekarzy!! Nigdy jej nie wybaczę aktywnego działania na moją szkodę, niszczenia mnie i mojego zdrowia. Niech sobie znajdzie inną ofiarę, która odpowie jej tym samym.
wtorek, 26 marca 2019
WTOREK, 26 MARCA 2019
To jest po prostu nie do pojęcia, co matka dalej wymyśla i jak próbuje mnie oszukać! Usiłuje zrobić wszystko, żebym oddała jej moją część działki! Kłamie, że jest biedna, bo ojciec mnie musiał utrzymywać! Jak ona śmie?!
Zarabiałam sobie już na kieszonkowe, będąc dzieckiem, a potem natychmiast po maturze poszłam do pracy na cały etat, jednocześnie studiując! Jak demencja sprawiła, że nie byłam już w stanie wykonywać pracy, to się przekwalifikowałam i zaczęłam pracować w domu. Pracowałam mimo ciężkiej choroby, niepełnosprawności, demencji i skrajnego bólu.
Ona była pasożytem od urodzenia i mimo że była sprawna i zdrowa, i zdolna do pracy, nie przepracowała ani minuty! Najpierw pasożytowała na rodzicach, a potem na mężu, a teraz twierdzi, że pasożytowanie na cudzej pracy jest usprawiedliwione, jeśli się pasożytuje na mężu! I że mam sobie znaleźć męża, to będę mogła pasożytować. Tylko że zapomniała, że to nie mąż rodzi dziecko, tylko matka. To rodzice są odpowiedzialni za choroby genetyczne swoich dzieci, nie mężowie, żony i ktokolwiek inny! Zapomniała też, że sama pasożytowała na rodzicach, dopóki nie wyszła za mąż. Ja nie robiłam tego nigdy. Zarobiłam ciężką pracą na rentę. Nie jestem nikomu nic winna, bo nie zmusiłam do męczarni żadnego dziecka. Nikomu nie wcisnęłam siłą EDS6a, wbrew jego woli. To matka to zrobiła.
Nadal jest zdolna do pracy, ale najprostsze rozwiązanie - żeby iść do pracy i zarobić - w ogóle jej nawet do głowy nie przyjdzie!! Za to wymyśla takie bzdury, że ciężko chora osoba, niezdolna do pracy, ma pracować, najlepiej na nią.
Szczyt bezczelności. Całe życie palcem nie kiwnęła, bez powodu nadal żeruje na ojcu, bo własnej emerytury przecież nie ma, i jeszcze jej się śni, żeby ciężko chora, niezdolna do pracy, córka - którą sama bez pytania o zgodę sprowadziła do cierpienia i agonii na tym świecie, a potem odmówiła jej leczenia - poszła do pracy zarabiać, bo pasożytowi nie wystarcza harówa całego życia jej męża. Jak można mieć taki tupet?!
Zarabiałam sobie już na kieszonkowe, będąc dzieckiem, a potem natychmiast po maturze poszłam do pracy na cały etat, jednocześnie studiując! Jak demencja sprawiła, że nie byłam już w stanie wykonywać pracy, to się przekwalifikowałam i zaczęłam pracować w domu. Pracowałam mimo ciężkiej choroby, niepełnosprawności, demencji i skrajnego bólu.
Ona była pasożytem od urodzenia i mimo że była sprawna i zdrowa, i zdolna do pracy, nie przepracowała ani minuty! Najpierw pasożytowała na rodzicach, a potem na mężu, a teraz twierdzi, że pasożytowanie na cudzej pracy jest usprawiedliwione, jeśli się pasożytuje na mężu! I że mam sobie znaleźć męża, to będę mogła pasożytować. Tylko że zapomniała, że to nie mąż rodzi dziecko, tylko matka. To rodzice są odpowiedzialni za choroby genetyczne swoich dzieci, nie mężowie, żony i ktokolwiek inny! Zapomniała też, że sama pasożytowała na rodzicach, dopóki nie wyszła za mąż. Ja nie robiłam tego nigdy. Zarobiłam ciężką pracą na rentę. Nie jestem nikomu nic winna, bo nie zmusiłam do męczarni żadnego dziecka. Nikomu nie wcisnęłam siłą EDS6a, wbrew jego woli. To matka to zrobiła.
Nadal jest zdolna do pracy, ale najprostsze rozwiązanie - żeby iść do pracy i zarobić - w ogóle jej nawet do głowy nie przyjdzie!! Za to wymyśla takie bzdury, że ciężko chora osoba, niezdolna do pracy, ma pracować, najlepiej na nią.
Szczyt bezczelności. Całe życie palcem nie kiwnęła, bez powodu nadal żeruje na ojcu, bo własnej emerytury przecież nie ma, i jeszcze jej się śni, żeby ciężko chora, niezdolna do pracy, córka - którą sama bez pytania o zgodę sprowadziła do cierpienia i agonii na tym świecie, a potem odmówiła jej leczenia - poszła do pracy zarabiać, bo pasożytowi nie wystarcza harówa całego życia jej męża. Jak można mieć taki tupet?!
WTOREK, 26 MARCA 2019
Dziś tylko link do dość starej notki o szczęściu. W moim życiu, w moim szczęściu nie ma miejsca na przemoc.
Notka o szczęściu
Notka o szczęściu
WTOREK, 17 WRZEŚNIA 2013
Przypadkiem odkryłam, że na blogu została jeszcze jedna notka o przemocy matki, która powinna być tutaj, więc ją wklejam:
"Ubezwłasnowolnić, przekazać do domu pomocy społecznej. Mieszkania i pozostały majątek przejąć na rzecz gminy, po czym sprzedać. To projekt radnego SLD w Legnicy Michała Huzarskiego. Chce w ten sposób rozwiązać problemy, jakie z osobami niepełnosprawnymi ma miejscowa służba zdrowia - pisze DZIENNIK. "Brak mi słów" - mówi dziennikowi.pl zszokowany szef SLD, Wojciech Olejniczak".
"Ubezwłasnowolnić, przekazać do domu pomocy społecznej. Mieszkania i pozostały majątek przejąć na rzecz gminy, po czym sprzedać. To projekt radnego SLD w Legnicy Michała Huzarskiego. Chce w ten sposób rozwiązać problemy, jakie z osobami niepełnosprawnymi ma miejscowa służba zdrowia - pisze DZIENNIK. "Brak mi słów" - mówi dziennikowi.pl zszokowany szef SLD, Wojciech Olejniczak".
[całość tutaj]
To poglądy bliskie mojej matce, która za wszelką cenę chce mnie zamknąć w czterech ścianach, a jako jedyny przejaw życia wcisnąć mi jeżdżenie po uzdrawiaczach i hochsztaplerach. Wciska mi chorobę do gardła i chce, żebym została jej niewolnikiem. Nie wolno mi brać leków, które ratują mi życie (psychiatryczne i przeciwbólowe). Nie wolno mi ułatwiać sobie życia. Nie wolno mi chcieć niczego, wolno mi jedynie zabić się z depresji i bólu.
Jeśli mi się zamarzy:
- wyjście z domu
- spotkania z przyjaciółmi
- podróże
- zwiedzanie i spacery
- wolność i normalność
...to słyszę "skąd jest w tobie tyle nienawiści?"
Pewnie, najlepiej żebym nie myślała nawet o wózku (bo to przecież wstyd), tylko się zasklepiła w chorobie i absolutnie nie ruszała się z łóżka, nie żyła, nie funkcjonowała i nie dążyła do choćby namiastki normalności - bo przecież wszystko jest lepsze od wolności, nieprawdaż. Jeszcze mnie sąsiedzi zobaczą i co wtedy?
No więc nie idę na ten układ. Tę swoją nienawiść i oczekiwania, że zrezygnuję z życia, może sobie wsadzić, gdzie chce.
Dlaczego w ogóle w kimkolwiek rodzi się odruch? chęć? dokopania leżącemu?
Dlaczego w ogóle w kimkolwiek rodzi się odruch? chęć? dokopania leżącemu?
Kochana mamo, jeśli życzysz mi dobrze, jeśli mnie kochasz, jeśli chcesz mojego szczęścia, dobra i normalności - szykuj wózek.
Jeśli mnie nienawidzisz i oczekujesz, że dobrowolnie poddam się cierpieniu i zrezygnuję z życia na rzecz agonii - szykuj trumnę. Poproszę niebieską.
poniedziałek, 25 marca 2019
PONIEDZIAŁEK, 25 MARCA 2019
3 przemocowe telefony w ostatnich dniach.
Wydało się, że znowu chodzi tylko o przemoc.
Wydało się, że matka była w urzędach już w styczniu i brała dokumenty dla siebie - ale mnie miała gdzieś, nie wzięła ich dla mnie i mi ich nie wysłała, choć to nie był dla niej żaden problem i nawet nie musiała po to specjalnie nigdzie jechać, bo i tak była po dokumenty dla siebie i mogła po prostu wziąć o jedną sztukę dokumentu więcej - nie zrobiła tego.
Mało tego, wydało się, że nawet nie raczyła przeczytać maili, które do niej wysyłam!! To ja z trudem zdobywam informacje prawne, które jej dotyczą i które powinna mieć, ale ich nie ma, a ona nawet nie raczyła tego przeczytać!!
Tata zawsze mówił, jak mnie uczył, że "mogę cię doprowadzić do wodopoju, ale się za ciebie nie napiję". Teraz jest tak samo: mogę podstawić jej na tacy pod nos artykuły prawne, ale za nią nie przeczytam.
Wydzwania do mnie, niszczy moje zdrowie, marnuje mój cenny czas, żeby pitolić o tym, co już jest wyjaśnione od 2 tygodni, bo jej o tym już napisałam.
Dziś znowu przeszła samą siebie. Przeszkadza mi, wydzwania w nocy (!!), przeszkadza mi, przez nią nie mogę oglądać tego, co oglądam, muszę pauzować Playera, bo tak mi truje do ucha, że nie da się skupić na oglądaniu, a ona jeszcze ma pretensje do mnie o to, że "zawsze coś u mnie grało, a teraz to jest ciągle cicho"! Czy to ja ją stalkuje i wymuszam wyciszanie kompa?!
W dodatku to u niej wiecznie tak ryczy telewizor, że nie da się w ogóle rozmawiać, bo zagłusza wszystko, każdy dźwięk. Matka zawsze była uzależniona od telewizora, do tego stopnia, że tv ryczał nawet w nocy planszą ze śnieżeniem! 24/7!
Wydało się, że znowu chodzi tylko o przemoc.
Wydało się, że matka była w urzędach już w styczniu i brała dokumenty dla siebie - ale mnie miała gdzieś, nie wzięła ich dla mnie i mi ich nie wysłała, choć to nie był dla niej żaden problem i nawet nie musiała po to specjalnie nigdzie jechać, bo i tak była po dokumenty dla siebie i mogła po prostu wziąć o jedną sztukę dokumentu więcej - nie zrobiła tego.
Mało tego, wydało się, że nawet nie raczyła przeczytać maili, które do niej wysyłam!! To ja z trudem zdobywam informacje prawne, które jej dotyczą i które powinna mieć, ale ich nie ma, a ona nawet nie raczyła tego przeczytać!!
Tata zawsze mówił, jak mnie uczył, że "mogę cię doprowadzić do wodopoju, ale się za ciebie nie napiję". Teraz jest tak samo: mogę podstawić jej na tacy pod nos artykuły prawne, ale za nią nie przeczytam.
Wydzwania do mnie, niszczy moje zdrowie, marnuje mój cenny czas, żeby pitolić o tym, co już jest wyjaśnione od 2 tygodni, bo jej o tym już napisałam.
Dziś znowu przeszła samą siebie. Przeszkadza mi, wydzwania w nocy (!!), przeszkadza mi, przez nią nie mogę oglądać tego, co oglądam, muszę pauzować Playera, bo tak mi truje do ucha, że nie da się skupić na oglądaniu, a ona jeszcze ma pretensje do mnie o to, że "zawsze coś u mnie grało, a teraz to jest ciągle cicho"! Czy to ja ją stalkuje i wymuszam wyciszanie kompa?!
W dodatku to u niej wiecznie tak ryczy telewizor, że nie da się w ogóle rozmawiać, bo zagłusza wszystko, każdy dźwięk. Matka zawsze była uzależniona od telewizora, do tego stopnia, że tv ryczał nawet w nocy planszą ze śnieżeniem! 24/7!
niedziela, 17 marca 2019
NIEDZIELA, 17 MARCA 2019
Nie mogę już, po prostu już mam dość! Dalej stalkuje mnie. Dziś usiłowała mną manipulować i wzbudzać poczucie winy, że ona tak się stara, a ja ciągle odrzucam jej starania, o, jaka zła córka ze mnie!
Powiedziała, że kupiła mi sukienkę. Myślicie, że z dobroci serca? Otóż znowu nie. Zrobiła to wbrew mojej woli, bo od lat dziesiątki razy jej powtarzam, że ma mi nie kupować NICZEGO, czego nie zamówię, a w szczególności ubrań. Mam ich 3 szafy i mimo że wiele oddałam już potrzebującym, nadal mam za dużo i nie mam co z nimi robić. Wolałabym mieć tylko kilka rzeczy, ale za to przystosowanych do wózka, kul i ortez. Ale takich ubrań matka mi nie kupi. Nigdy nie kupuje mi tego, co akurat jest potrzebne, zawsze mi wciska rzeczy, które są potrzebne jej. Bo to ona sobie życzy, żebym nosiła tę sukienkę, nie obchodzi jej, że ja nie chcę, nie mam ochoty, nie mogę, nie wychodzę, potrzebuję ubrań dostosowanych do niepełnosprawności. Moje potrzeby się nie liczą, tylko jej. Jak zawsze.
Gdyby chciała mi pomóc i kupić coś, czego potrzebuję, to już dawno by to zamówiła na mój adres. Ale nie, kupuje na swój adres po to, żeby udawać, że ma wymówkę, żeby się do mnie wcisnąć, wiedząc, że się na to nie zgadzam. Skąd ona bierze wzorce takich zachowań? Ja jej tak nigdy nie traktowałam. Jak czegoś chciała, to zamawiałam na jej adres, nigdy jej nie nachodziłam i nie szukałam wymówek, żeby to robić.
Teraz np. nie mogę wychodzić z domu, bo nie mam ani jednej pary butów, które by weszły na moje spuchnięte kostki i stopy. Znalazłam w sieci buty dla siebie - myślicie, że mi je zamówi? Haha!
Potem chciała się wcisnąć do moich lekarzy! Znowu. Od lat jej nie mówię o nich, bo wiadomo, że będzie po nich jeździć i szantażować, żeby zmienili diagnozę, która jej się nie podoba, na taką, jakiej sobie życzy. Już tak robiła kilkakrotnie. Dlatego teraz nie zna moich lekarzy, a ja w przychodniach i szpitalach specjalnie jej nie upoważniam do żadnych informacji i moich badań.
Usłyszałam jeszcze, że "musisz iść na odwyk". JA?! Czy to ja tu jestem lekomanką i złodziejką leków?! To ona mi ukradła leki, kiedy byłam w szpitalu. Nie ja jej. Po co jej leki, których nie potrzebuje, na choroby, których nie ma?! Po co używała moich i taty leków, jak tam jeszcze mieszkałam, skoro nie chorowała na to co my, a żaden lekarz jej tych leków nie wypisał?
Myślicie, że matka mówi to wszystko ludziom? Nie, kłamie im tylko, że ona się stara, a ja jestem złą córką. Dlaczego przemocowcy nie chcą mówić prawdy? Skoro chcą być przemocowcami, to niech mówią o tym otwarcie, zamiast kłamać i ukrywać przemoc!
Powiedziała, że kupiła mi sukienkę. Myślicie, że z dobroci serca? Otóż znowu nie. Zrobiła to wbrew mojej woli, bo od lat dziesiątki razy jej powtarzam, że ma mi nie kupować NICZEGO, czego nie zamówię, a w szczególności ubrań. Mam ich 3 szafy i mimo że wiele oddałam już potrzebującym, nadal mam za dużo i nie mam co z nimi robić. Wolałabym mieć tylko kilka rzeczy, ale za to przystosowanych do wózka, kul i ortez. Ale takich ubrań matka mi nie kupi. Nigdy nie kupuje mi tego, co akurat jest potrzebne, zawsze mi wciska rzeczy, które są potrzebne jej. Bo to ona sobie życzy, żebym nosiła tę sukienkę, nie obchodzi jej, że ja nie chcę, nie mam ochoty, nie mogę, nie wychodzę, potrzebuję ubrań dostosowanych do niepełnosprawności. Moje potrzeby się nie liczą, tylko jej. Jak zawsze.
Gdyby chciała mi pomóc i kupić coś, czego potrzebuję, to już dawno by to zamówiła na mój adres. Ale nie, kupuje na swój adres po to, żeby udawać, że ma wymówkę, żeby się do mnie wcisnąć, wiedząc, że się na to nie zgadzam. Skąd ona bierze wzorce takich zachowań? Ja jej tak nigdy nie traktowałam. Jak czegoś chciała, to zamawiałam na jej adres, nigdy jej nie nachodziłam i nie szukałam wymówek, żeby to robić.
Teraz np. nie mogę wychodzić z domu, bo nie mam ani jednej pary butów, które by weszły na moje spuchnięte kostki i stopy. Znalazłam w sieci buty dla siebie - myślicie, że mi je zamówi? Haha!
Potem chciała się wcisnąć do moich lekarzy! Znowu. Od lat jej nie mówię o nich, bo wiadomo, że będzie po nich jeździć i szantażować, żeby zmienili diagnozę, która jej się nie podoba, na taką, jakiej sobie życzy. Już tak robiła kilkakrotnie. Dlatego teraz nie zna moich lekarzy, a ja w przychodniach i szpitalach specjalnie jej nie upoważniam do żadnych informacji i moich badań.
Usłyszałam jeszcze, że "musisz iść na odwyk". JA?! Czy to ja tu jestem lekomanką i złodziejką leków?! To ona mi ukradła leki, kiedy byłam w szpitalu. Nie ja jej. Po co jej leki, których nie potrzebuje, na choroby, których nie ma?! Po co używała moich i taty leków, jak tam jeszcze mieszkałam, skoro nie chorowała na to co my, a żaden lekarz jej tych leków nie wypisał?
Myślicie, że matka mówi to wszystko ludziom? Nie, kłamie im tylko, że ona się stara, a ja jestem złą córką. Dlaczego przemocowcy nie chcą mówić prawdy? Skoro chcą być przemocowcami, to niech mówią o tym otwarcie, zamiast kłamać i ukrywać przemoc!
piątek, 15 marca 2019
PIĄTEK, 15 MARCA 2019
Znowu stalking, znowu przemoc.
Normalny człowiek, jak ma do kogoś sprawę, to mówi "Dzień dobry", po czym przechodzi do przedstawienia tej sprawy. Nie moja matka. Ona zawsze udaje, że ma sprawę, a w rzeczywistości chodzi albo o przemoc, albo o przesłuchanie, żeby wyłudzić informacje, które zawsze wykorzystuje przeciwko mnie. I dziś to samo. Kilka razy ją napominałam, żeby mi wreszcie powiedziała, jaką ma do mnie sprawę, ale ona nie, ani słowa na ten temat, tylko przesłuchanie, co robię, co jem itd. Wiadomo, że kłamie, bo przecież wie, co w EDS6a mogę jeść, a czego nie. Nigdy nie brała tego pod uwagę, tylko wciskała mi jakieś niezjadliwe świństwa. I teraz by chciała tak samo. Chciałaby też mnie nachodzić, na co oczywiście nie wyrażam zgody, bo nadal nie udowodniła, że nie będzie już stosować przemocy. Tylko przeciwnie, dalej mi wmawia, że to ja się zmieniłam (bo przestałam jej pozwalać na przemoc!) i że jestem chora psychicznie (bo się nie zgadzam na przemoc). Wiadomo wszak, że normalny człowiek z radością wita oprawcę i wręcz domaga się, żeby się nad nim znęcano, nieprawdaż.
Może by tak spróbowała stosować przemoc wobec kogoś równego sobie albo silniejszego? Zaraz by zobaczyła, jak reagują normalni ludzie.
Normalny człowiek, jak ma do kogoś sprawę, to mówi "Dzień dobry", po czym przechodzi do przedstawienia tej sprawy. Nie moja matka. Ona zawsze udaje, że ma sprawę, a w rzeczywistości chodzi albo o przemoc, albo o przesłuchanie, żeby wyłudzić informacje, które zawsze wykorzystuje przeciwko mnie. I dziś to samo. Kilka razy ją napominałam, żeby mi wreszcie powiedziała, jaką ma do mnie sprawę, ale ona nie, ani słowa na ten temat, tylko przesłuchanie, co robię, co jem itd. Wiadomo, że kłamie, bo przecież wie, co w EDS6a mogę jeść, a czego nie. Nigdy nie brała tego pod uwagę, tylko wciskała mi jakieś niezjadliwe świństwa. I teraz by chciała tak samo. Chciałaby też mnie nachodzić, na co oczywiście nie wyrażam zgody, bo nadal nie udowodniła, że nie będzie już stosować przemocy. Tylko przeciwnie, dalej mi wmawia, że to ja się zmieniłam (bo przestałam jej pozwalać na przemoc!) i że jestem chora psychicznie (bo się nie zgadzam na przemoc). Wiadomo wszak, że normalny człowiek z radością wita oprawcę i wręcz domaga się, żeby się nad nim znęcano, nieprawdaż.
Może by tak spróbowała stosować przemoc wobec kogoś równego sobie albo silniejszego? Zaraz by zobaczyła, jak reagują normalni ludzie.
niedziela, 10 marca 2019
NIEDZIELA, 10 MARCA 2019
Dalej żadnego kontaktu - na żadnego maila i sms-a matka mi nie odpisała do tej pory. Za to stalking w dalszym ciągu uprawia. Ja się nie upominam o kontakt, to ona rzekomo go chciała. Ale okazuje się, że ma go gdzieś. Nie interesuje jej ani nawiązywanie kontaktu, ani odpowiadanie na niego, tylko przemoc. Co to za przyjemność, skoro nie będzie wiedziała, jak zareaguję na przemocowego maila? W dodatku mogę go usunąć bez czytania, więc jak będzie się teraz nade mną znęcać? Za wszelką cenę musi mnie stalkować, bo przecież z przemocy nie zrezygnuje.
Dziś znowu to samo.
- Czy ty wiesz, że ojciec już od pół roku nie żyje?
Trudno żebym nie wiedziała. Pewnie myśleliście tak jak ja - że chodzi o pamięć po tacie, że chciała o nim porozmawiać, powspominać. Otóż nie. Daliście się nabrać tak jak ja. Kolejne zdanie brzmiało:
- To znaczy, że nie widziałam cię pół roku!
Oczywiście to nieprawda, widziałyśmy się w grudniu w sądzie i na korytarzu w sądzie matka dała popis przemocy przy wszystkich ludziach.
- Musimy się zobaczyć!
I wszystko jasne. Tylko o przemoc znowu chodziło. Oczywiście nie zgodziłam się. Matka nadal nie tylko nie udowodniła, że nie będzie już stosować przemocy, ale stosuje ją w dalszym ciągu, więc nie, dopóki tak jest, nie chcę kontaktu.
Nie oddała mi ukradzionych leków. Nie oddała mi teczki, która niszczeje w piwnicy, bo zamiast mi ją oddać, wyrzuciła ją na złość mi. Nie oddała mi haftu od niemal 2 lat! A ile razy się w tym czasie widziałyśmy! Miała tyle szans!
I jeszcze usłyszałam, że skoro mi płaciła alimenty tak długo, to nie odda mi spadku. Żenada. Alimenty i w ogóle wszelką pomoc dostawałam tylko od taty, nigdy od niej. Matka jedynie łamie prawo. :/ Korzysta z tego, że jestem ciężko chora i nie mam siły ani pieniędzy, żeby iść do sądu i uregulować to prawnie. To, że ciągle mi się nie udało zebrać na respirator, że mogę przestać oddychać w każdej chwili, to dla niej wielka radość. Nie kiwnęła palcem. Mam w nosie jej brak pomocy. Nie pisałabym o tym w ogóle, gdyby nie uprawiała przemocy. Ale skoro ma mnie gdzieś, czeka na moją śmierć, ignoruje próby kontaktu z mojej strony, działa bezprawnie, to po jaką cholerę ciągle mnie stalkuje?!
Dziś znowu to samo.
- Czy ty wiesz, że ojciec już od pół roku nie żyje?
Trudno żebym nie wiedziała. Pewnie myśleliście tak jak ja - że chodzi o pamięć po tacie, że chciała o nim porozmawiać, powspominać. Otóż nie. Daliście się nabrać tak jak ja. Kolejne zdanie brzmiało:
- To znaczy, że nie widziałam cię pół roku!
Oczywiście to nieprawda, widziałyśmy się w grudniu w sądzie i na korytarzu w sądzie matka dała popis przemocy przy wszystkich ludziach.
- Musimy się zobaczyć!
I wszystko jasne. Tylko o przemoc znowu chodziło. Oczywiście nie zgodziłam się. Matka nadal nie tylko nie udowodniła, że nie będzie już stosować przemocy, ale stosuje ją w dalszym ciągu, więc nie, dopóki tak jest, nie chcę kontaktu.
Nie oddała mi ukradzionych leków. Nie oddała mi teczki, która niszczeje w piwnicy, bo zamiast mi ją oddać, wyrzuciła ją na złość mi. Nie oddała mi haftu od niemal 2 lat! A ile razy się w tym czasie widziałyśmy! Miała tyle szans!
I jeszcze usłyszałam, że skoro mi płaciła alimenty tak długo, to nie odda mi spadku. Żenada. Alimenty i w ogóle wszelką pomoc dostawałam tylko od taty, nigdy od niej. Matka jedynie łamie prawo. :/ Korzysta z tego, że jestem ciężko chora i nie mam siły ani pieniędzy, żeby iść do sądu i uregulować to prawnie. To, że ciągle mi się nie udało zebrać na respirator, że mogę przestać oddychać w każdej chwili, to dla niej wielka radość. Nie kiwnęła palcem. Mam w nosie jej brak pomocy. Nie pisałabym o tym w ogóle, gdyby nie uprawiała przemocy. Ale skoro ma mnie gdzieś, czeka na moją śmierć, ignoruje próby kontaktu z mojej strony, działa bezprawnie, to po jaką cholerę ciągle mnie stalkuje?!
środa, 6 marca 2019
ŚRODA, 6 MARCA 2019
Stalkuje mnie dalej i kłamie, że nie może maili pisać - a ma przecież 2 sprawne dobre komputery i Internet. Liczy na to, że skoro mam demencję, to o tym zapomnę? Wysłałam jej ważny artykuł w sprawie dziedziczenia składek po tacie, bo ZUS oszukał ją, że nic jej się nie należy. Zdążyłam tylko dziś zapytać, czy już tam była i załatwiła sprawę. Ona nie wie, o czym mówię, olała moje maile, w ogóle ich nie czyta! Nie interesuje jej kontakt ze mną. Ale w takim razie po co wydzwania? Przecież wie, że nie mogę rozmawiać. Och, zapomniałam, po to, żeby znowu mnie obrażać i wmawiać, że nie mam ZA.
Wczoraj dobra dusza mi przypomniała, że powinnam zgłosić do US spadek. Ale nie otrzymałam żadnego spadku, matka nie zamierza mi oddać mojej części. To co mam zgłaszać do US? Mam zgłosić, że nie otrzymałam spadku? Przecież nie będę płacić podatku od niczego! Co się robi w takiej sytuacji?
Wczoraj dobra dusza mi przypomniała, że powinnam zgłosić do US spadek. Ale nie otrzymałam żadnego spadku, matka nie zamierza mi oddać mojej części. To co mam zgłaszać do US? Mam zgłosić, że nie otrzymałam spadku? Przecież nie będę płacić podatku od niczego! Co się robi w takiej sytuacji?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.png)

